Zaloguj się
Aktualizacja: 15 grudzień 2018
(utw. 1 czerwiec 2018, 16:27)
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
piątek 23-go New York
Drogi Kaziu,
Myślałem, że zamiast pisać ten list, będę mógł przyjechać do Was na week-end; niestety zbieg różnych błahych okoliczności składa się na tę ważną decyzję, że nie mogę. Jeżeli jeszcze będzie to dla Ciebie możliwe, przyjadę więc w przyszłym tygodniu. Mój drogi! Oczywiście operacja jest to rzecz przykra, a zwłaszcza kosztowna i dlatego najszczerzej Ci współczuję. Ale przypuszczam, że masz dosyć tej udręki i należy Ci się ulga, którą ta operacja przyniesie – więc rozumiem, że już nie debatujesz na te tematy. Jedno tylko: Uważam, że teraz jest pora, aby przyjechać tutaj, pójść do New York Hospital, zrobić check-upAng., dosłownie: sprawdzenie; tu: badania. i póki Jachimowicz nie wyjedzie, uzyskać najlepsze warunki medyczne i finansowe. Radzę więc najszczerzej – zrób to jak najszybciej i k o n i e c z n i e. Co do forsy, to wiesz dobrze, że mamy wspólnych znajomych – a raczej, że znasz prawie wszystkich moich. Wśród nich nie widzę absolutnie nikogo, kto by po tylu latach naszej emigracji dał coś teraz – tak to wszystko zbydlęciało, mówię, d a ł coś serio, a nie jakieś ochłapy. Jeżeli masz inne zdanie i inne doświadczenie – napisz mi Twe sugestie, a dokonam odpowiednich démarchesFranc., przenośnie: kroki, zabiegi.. Wydaje mi się, że najprostsza rzecz byłaby, aby pani Węgrzynkowa dała Ci z funduszu społecznego „Nowego Świata” przeznaczonego właśnie na te rzeczy i o ile wiem, dość znacznego. Tak czy owak – zaraz mi napisz, jak się czujesz, co postanawiasz, a raczej że postanawiasz przyjechać tutaj i iść do New York Hospital. Nie masz pojęcia – choć masz pojęcie o wszystkim, jak bardzo jestem Twoimi przeprawami przejęty i jak gorąco chciałbym, abyś to miał za sobą. O Poole’u nie myśl – mam zresztą przeczucie, że Mietka tam podeprą i w dalszym ciągu będzie do woli cytować i chwalić Tuwima, tak jak „Gryf” wydaje Lenina Wacia, a nie wydaje mojego KarmazynowegoDo tej sarkastycznej uwagi nawiązywała gorzka dziennikowa notatka: „Znów niby polemika z Tuwimem w «Wiadomościach», a w gruncie rzeczy kokieteryjne przekomarzanie się z nim Grydzewskiego. Uważa on Tuwima za samotną, najwyższą kolumnę współczesnej poezji, czego ja nie myślę, pomimo że mój zachwyt dla jego wierszy jest świeży jak za naszej młodości i nie tknięty przez nasze zerwanie. […] Coś w każdym razie jest w tym niezdrowego, a narodowo biorąc, gorszącego, że o Tuwimie są całe stronice, podczas kiedy parę książek Wierzyńskiego i wszystkie moje nie miały w tym jedynym emigracyjnym piśmie recenzji” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 1, notatka z 19 czerwca 1950 r., s. 326). Jeżeli Ty nie przyjedziesz – ja będę w przyszłym tygodniu u Ciebie.
Mój drogi! Zastosuj się łaskawie do tego, co Ci pisałem o tych listach – pomówimy o tym przy okazji. Ściskam Cię najmocniej i najczulej, Halusi ręce całuję Twój
Leszek
Wszystkie
Czasopismo
„Nowy Świat” (1)
Miejsce
New York Hospital (2)
Nowy Jork (1)
Organizacja
„Gryf” (1)
Osoba
Grubiński Wacław (1)
Grydzewski Mieczysław właśc. Jerzy Grycendler (1)
Jachimowicz Jan (1)
Lechoń Jan (1)
Poole DeWitt Clinton (1)
Tuwim Julian (1)
Węgrzynkowa Janina (1)
Wierzyńska Halina (1)
Wierzyński Kazimierz (3)
Utwór
Karmazynowy poemat (1)
Lenin. Komedia w 1 akcie (1)

Publikacja

Miejsce w katalogu

Informacje bibliograficzne

List pisany granatowym atramentem na arkuszu szarego papieru listowego; data – 23 czerwca 1950 – ustalona na podstawie treści listu oraz kalendarza.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-06-01 16:27:12
piątek 23-go New York
Drogi Kaziu,
Myślałem, że zamiast pisać ten list, będę mógł przyjechać do Was na week-end; niestety zbieg różnych błahych okoliczności składa się na tę ważną decyzję, że nie mogę. Jeżeli jeszcze będzie to dla Ciebie możliwe, przyjadę więc w przyszłym tygodniu. Mój drogi! Oczywiście operacja jest to rzecz przykra, a zwłaszcza kosztowna i dlatego najszczerzej Ci współczuję. Ale przypuszczam, że masz dosyć tej udręki i należy Ci się ulga, którą ta operacja przyniesie – więc rozumiem, że już nie debatujesz na te tematy. Jedno tylko: Uważam, że teraz jest pora, aby przyjechać tutaj, pójść do New York Hospital, zrobić check-upAng., dosłownie: sprawdzenie; tu: badania. i póki Jachimowicz nie wyjedzie, uzyskać najlepsze warunki medyczne i finansowe. Radzę więc najszczerzej – zrób to jak najszybciej i k o n i e c z n i e. Co do forsy, to wiesz dobrze, że mamy wspólnych znajomych – a raczej, że znasz prawie wszystkich moich. Wśród nich nie widzę absolutnie nikogo, kto by po tylu latach naszej emigracji dał coś teraz – tak to wszystko zbydlęciało, mówię, d a ł coś serio, a nie jakieś ochłapy. Jeżeli masz inne zdanie i inne doświadczenie – napisz mi Twe sugestie, a dokonam odpowiednich démarchesFranc., przenośnie: kroki, zabiegi.. Wydaje mi się, że najprostsza rzecz byłaby, aby pani Węgrzynkowa dała Ci z funduszu społecznego „Nowego Świata” przeznaczonego właśnie na te rzeczy i o ile wiem, dość znacznego. Tak czy owak – zaraz mi napisz, jak się czujesz, co postanawiasz, a raczej że postanawiasz przyjechać tutaj i iść do New York Hospital. Nie masz pojęcia – choć masz pojęcie o wszystkim, jak bardzo jestem Twoimi przeprawami przejęty i jak gorąco chciałbym, abyś to miał za sobą. O Poole’u nie myśl – mam zresztą przeczucie, że Mietka tam podeprą i w dalszym ciągu będzie do woli cytować i chwalić Tuwima, tak jak „Gryf” wydaje Lenina Wacia, a nie wydaje mojego KarmazynowegoDo tej sarkastycznej uwagi nawiązywała gorzka dziennikowa notatka: „Znów niby polemika z Tuwimem w «Wiadomościach», a w gruncie rzeczy kokieteryjne przekomarzanie się z nim Grydzewskiego. Uważa on Tuwima za samotną, najwyższą kolumnę współczesnej poezji, czego ja nie myślę, pomimo że mój zachwyt dla jego wierszy jest świeży jak za naszej młodości i nie tknięty przez nasze zerwanie. […] Coś w każdym razie jest w tym niezdrowego, a narodowo biorąc, gorszącego, że o Tuwimie są całe stronice, podczas kiedy parę książek Wierzyńskiego i wszystkie moje nie miały w tym jedynym emigracyjnym piśmie recenzji” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 1, notatka z 19 czerwca 1950 r., s. 326). Jeżeli Ty nie przyjedziesz – ja będę w przyszłym tygodniu u Ciebie.
Mój drogi! Zastosuj się łaskawie do tego, co Ci pisałem o tych listach – pomówimy o tym przy okazji. Ściskam Cię najmocniej i najczulej, Halusi ręce całuję Twój
Leszek