Zaloguj się
Aktualizacja: 31 grudzień 2018
(utw. 24 czerwiec 2018, 11:04)
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
13 lipca 1950.
Kochany Leszku,
Dziękuję Ci za miły list. Cieszę się, że tam wypoczywasz i że postanowiłeś pomyśleć wreszcie o wakacjach. Był tu przejazdem Kopaczko [?] i mówił mi z uznaniem o pensjonacie Koca na jakiejś farmie w górach. Moim zdaniem jednak powinieneś wybrać się do Kalifornii, to Cię odświeży, da Ci wiele wrażeń, a jeśli Popielska jest mądra – także wypoczynek. Pamiętaj o tym i daj mi znać, co postanowiłeś. Tu zepsuły się pogody – duszno, wilgoć, podobno w N.Y. piekło. – Gidyński dzwonił także do mnie z ofiarowaniem stałej ośmiogodzinnej posady, odpowiedziałem mu to samo co Ty, choć na Twoim miejscu – jeśli chodzi o trzy komentarze tygodniowo – zostawiłbym sobie jakąś furtkę na przyszłość. Polityka Cię pasjonuje. Piszesz takie rzeczy łatwo, jeśli komentarz trwałby pięć minut, niewielka byłaby to praca, warto by się nad tym zastanowić. Ale jak wiesz, byłbym ostatnim człowiekiem, który namawiałby Cię do czegoś, co odrywałoby Cię od pisania. Więc pisz, pisz dużo i dobrze. Good luckAng.: powodzenia.. Ja zasiadłem też do roboty, idzie mi stosunkowo nieźlePoeta pracował wówczas nad sztuką teatralną Towarzysz Październik, którą ukończył w listopadzie 1950 (zob. Kalendarium życia i twórczości Kazimierza Wierzyńskiego. w: Wspomnienia o Kazimierzu Wierzyńskim, oprac. P. Kądziela, Warszawa 2001, s. 401; P. Kądziela, „Październik” Wierzyńskiego, „Dialog” 1992, nr 3, s. 113–116). – tfu, tfu, na psa urok! – tylko męczy mnie klimat. – Żre mnie ciekawość, co mówią w Wasz[yngtonie] o wojnie, i muszę przyznać, że lepszego czasu na wyjazd wybrać nie mogłeś. Dowiedz się tam, jaki jest adres i nazwisko Wieniawianki, bo pytają mnie o wiersze po angielsku, ale skąd mam wziąć przekłady? Gdybyś widział się z Ilińskim, o którym mówiłeś mi, że tak życzliwie mówi o Chop[inie] – spytaj go, może dałoby się zrobić coś dla książki. Posyłam Ci wykaz i próbki recenzjiDołączone do listu materiały nie zachowały się. . – Napisz, błagam Cię, zaraz jak najdłuższe memorandum, raport, sprawozdanie, reviewAng.: recenzja., resuméFranc.: streszczenie. i przegląd wszystkiego, co mówią o polityce. Kiedy? Czy naprawdę? Czy nie ustąpią? Pozdrów Wszelakich, choć on mnie nie lubi, nie wiem dlaczego, choć jestem Ziaba. Przypomnij mnie Rosenowi, z którym chodziłem po GenewieRodzina Rosenów (ojciec malarz – Jan oraz syn malarz – Jan Henryk, tudzież „reszta”) mieszkali od ok. 1904 r. w Lozannie, na początku lat 20. XX w. przenieśli się na stałe do Warszawy; mógł więc Jan Henryk Rosen oprowadzać Kazimierza Wierzyńskiego zapewne nie tylko po Genewie. w roku 1921, gdy nosiłeś pieluszki w zębach u PiltzaWierzyński wspominał o przygotowaniach do planowanego na 1 kwietnia 1921 r. wyjazdu z bratem Bronisławem do Genewy, których nieomal nie zniweczyła próba samobójcza Lechonia, a potem – na prośbę matki przyjaciela – potrzeba odwiezienia go do „zakładu dla nerwowo chorych” dra Piltza w Krakowie na dalsze leczenie: „Przyjechaliśmy do Krakowa, znaleźliśmy hotel i na drugi dzień wybraliśmy się dorożką na ulicę Lubicz do lecznicy. Tu doszło do dramatycznego momentu. Mój przyjaciel, który przedtem w podróży okazał się bierny i bezradny jak niemowlę, teraz, gdyśmy stanęli przed bramą zakładu, nie chciał jej przekroczyć i bronił się przeciw temu z gwałtowną energią. «Zamierzacie mnie zamknąć, zrobić ze mnie wariata, a ja się nie dam» – powtarzał z gniewem. Poczułem się nieswojo, ale cofnąć się, wydawało mi się nonsensem. Wziąłem dwie walizki Lechonia plecione z wikliny, cały dobytek, z którym przyjechaliśmy, i zaganiałem go do wejścia. Nic z lęków jego się nie sprawdziło. W zakładzie znalazł najlepszą opiekę dr Artwińskiego, wydobrzał tam w pełni i potem wspominał ten pobyt z humorem”. W tym napiętym czasie – wspomniał Wierzyński: „W Krakowie odwiedziłem jeszcze Boya-Żeleńskiego i Teofila Trzcińskiego, poleciłem Lechonia ich pamięci i wróciłem na czas do Warszawy. Przez Stuttgart i Bazyleę dojechaliśmy do Genewy. Był to mój pierwszy pobyt na Zachodzie. Z Janem Rosenem, późniejszym słynnym malarzem kościołów i z Pawłem Kucharskim, młodym filozofem, a dziś wysoko cenionym specjalistą od Platona, oglądałem wszystko godne widzenia” (K. Wierzyński, "Pamiętnik poety", oprac. P. Kądziela, Warszawa 1991, s. 156–157).. Ściskam Cię czule, Halusia zasyła ucałowania, życzymy Ci dobrego wypoczynku. Pisz zaraz.
Twój Kaziuk
Wszystkie
Miejsce
Genewa (1)
Kalifornia (1)
Nowy Jork (1)
Waszyngton (1)
Osoba
Gidyński Józef Kazimierz (Joseph C.) pseud. Kazimierz Węgrzecki (1)
Iliński Janusz (1)
Koc Adam (1)
Kopaczko (1)
Lechoń Jan (1)
Piltz Jan Władysław (1)
Popielska Irena (1)
Rosen Jan Henryk (1)
Wieniawa-Długoszowska Zuzanna (1)
Wierzyńska Halina (1)
Wierzyński Kazimierz (2)
Wszelacy Jan i Maria (1)
Utwór
Życie Chopina (1)

Publikacja

Miejsce w katalogu

Informacje bibliograficzne

List pisany czarnym atramentem dwustronnie na papierze listowym z nadrukiem: P.O. Box 525 // Sag Harbor, L.I., N.Y.; na zachowanej kopercie data stempla pocztowego: JUL 15, 1950, list zatem został wysłany dwa dni po napisaniu; adresat: Mr. Jan Lechon // c/o Jan Wszelaki // 3440 – 34th Place // Washington 16, D.C.; nadawca: P.O. Box 525 // Sag Harbor, L.I., N.Y.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-06-24 11:04:58
Miejsce utworzenia: Sag Harbor
13 lipca 1950.
Kochany Leszku,
Dziękuję Ci za miły list. Cieszę się, że tam wypoczywasz i że postanowiłeś pomyśleć wreszcie o wakacjach. Był tu przejazdem Kopaczko [?] i mówił mi z uznaniem o pensjonacie Koca na jakiejś farmie w górach. Moim zdaniem jednak powinieneś wybrać się do Kalifornii, to Cię odświeży, da Ci wiele wrażeń, a jeśli Popielska jest mądra – także wypoczynek. Pamiętaj o tym i daj mi znać, co postanowiłeś. Tu zepsuły się pogody – duszno, wilgoć, podobno w N.Y. piekło. – Gidyński dzwonił także do mnie z ofiarowaniem stałej ośmiogodzinnej posady, odpowiedziałem mu to samo co Ty, choć na Twoim miejscu – jeśli chodzi o trzy komentarze tygodniowo – zostawiłbym sobie jakąś furtkę na przyszłość. Polityka Cię pasjonuje. Piszesz takie rzeczy łatwo, jeśli komentarz trwałby pięć minut, niewielka byłaby to praca, warto by się nad tym zastanowić. Ale jak wiesz, byłbym ostatnim człowiekiem, który namawiałby Cię do czegoś, co odrywałoby Cię od pisania. Więc pisz, pisz dużo i dobrze. Good luckAng.: powodzenia.. Ja zasiadłem też do roboty, idzie mi stosunkowo nieźlePoeta pracował wówczas nad sztuką teatralną Towarzysz Październik, którą ukończył w listopadzie 1950 (zob. Kalendarium życia i twórczości Kazimierza Wierzyńskiego. w: Wspomnienia o Kazimierzu Wierzyńskim, oprac. P. Kądziela, Warszawa 2001, s. 401; P. Kądziela, „Październik” Wierzyńskiego, „Dialog” 1992, nr 3, s. 113–116). – tfu, tfu, na psa urok! – tylko męczy mnie klimat. – Żre mnie ciekawość, co mówią w Wasz[yngtonie] o wojnie, i muszę przyznać, że lepszego czasu na wyjazd wybrać nie mogłeś. Dowiedz się tam, jaki jest adres i nazwisko Wieniawianki, bo pytają mnie o wiersze po angielsku, ale skąd mam wziąć przekłady? Gdybyś widział się z Ilińskim, o którym mówiłeś mi, że tak życzliwie mówi o Chop[inie] – spytaj go, może dałoby się zrobić coś dla książki. Posyłam Ci wykaz i próbki recenzjiDołączone do listu materiały nie zachowały się. . – Napisz, błagam Cię, zaraz jak najdłuższe memorandum, raport, sprawozdanie, reviewAng.: recenzja., resuméFranc.: streszczenie. i przegląd wszystkiego, co mówią o polityce. Kiedy? Czy naprawdę? Czy nie ustąpią? Pozdrów Wszelakich, choć on mnie nie lubi, nie wiem dlaczego, choć jestem Ziaba. Przypomnij mnie Rosenowi, z którym chodziłem po GenewieRodzina Rosenów (ojciec malarz – Jan oraz syn malarz – Jan Henryk, tudzież „reszta”) mieszkali od ok. 1904 r. w Lozannie, na początku lat 20. XX w. przenieśli się na stałe do Warszawy; mógł więc Jan Henryk Rosen oprowadzać Kazimierza Wierzyńskiego zapewne nie tylko po Genewie. w roku 1921, gdy nosiłeś pieluszki w zębach u PiltzaWierzyński wspominał o przygotowaniach do planowanego na 1 kwietnia 1921 r. wyjazdu z bratem Bronisławem do Genewy, których nieomal nie zniweczyła próba samobójcza Lechonia, a potem – na prośbę matki przyjaciela – potrzeba odwiezienia go do „zakładu dla nerwowo chorych” dra Piltza w Krakowie na dalsze leczenie: „Przyjechaliśmy do Krakowa, znaleźliśmy hotel i na drugi dzień wybraliśmy się dorożką na ulicę Lubicz do lecznicy. Tu doszło do dramatycznego momentu. Mój przyjaciel, który przedtem w podróży okazał się bierny i bezradny jak niemowlę, teraz, gdyśmy stanęli przed bramą zakładu, nie chciał jej przekroczyć i bronił się przeciw temu z gwałtowną energią. «Zamierzacie mnie zamknąć, zrobić ze mnie wariata, a ja się nie dam» – powtarzał z gniewem. Poczułem się nieswojo, ale cofnąć się, wydawało mi się nonsensem. Wziąłem dwie walizki Lechonia plecione z wikliny, cały dobytek, z którym przyjechaliśmy, i zaganiałem go do wejścia. Nic z lęków jego się nie sprawdziło. W zakładzie znalazł najlepszą opiekę dr Artwińskiego, wydobrzał tam w pełni i potem wspominał ten pobyt z humorem”. W tym napiętym czasie – wspomniał Wierzyński: „W Krakowie odwiedziłem jeszcze Boya-Żeleńskiego i Teofila Trzcińskiego, poleciłem Lechonia ich pamięci i wróciłem na czas do Warszawy. Przez Stuttgart i Bazyleę dojechaliśmy do Genewy. Był to mój pierwszy pobyt na Zachodzie. Z Janem Rosenem, późniejszym słynnym malarzem kościołów i z Pawłem Kucharskim, młodym filozofem, a dziś wysoko cenionym specjalistą od Platona, oglądałem wszystko godne widzenia” (K. Wierzyński, "Pamiętnik poety", oprac. P. Kądziela, Warszawa 1991, s. 156–157).. Ściskam Cię czule, Halusia zasyła ucałowania, życzymy Ci dobrego wypoczynku. Pisz zaraz.
Twój Kaziuk