Zaloguj się
Cytuj

" [16 lipca 1950]"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: [16 lipca 1950], Wierzyński Kazimierz
Data aktualizacji: 27 grudzień, 2018
16 lipca, niedziela
Kochany Leszku,
Dziękuję Ci za interwencję u Bestermana, Halusia zaraz do niego napisała i przesłała mu ostatnią odpowiedź konsula w Zurychu na nasz list – konsul doniósł nam, że kwota polskaMowa o określonej liczbie wiz do Stanów Zjednoczonych, przeznaczonych dla obywateli innych państw; jej wysokość regulowała ustawa z 1924 r. (dwa procent liczby mieszkańców Stanów Zjednoczonych tej samej narodowości, urodzonych za granicą, mieszkających w USA od 1890 r.). jest przeładowana i że nie wiadomo, kiedy przyjdzie kolej Grzesia. Besterman mógłby coś zrobić, ale pewnie nic nie zrobi. Uważam, że muszę wziąć adwokata, nie wiem tylko jakiego (i za co) – jeśli p. J[abłonka] jest nieodpowiedni. Wobec ostatnich wypadkówWybuch wojny koreańskiej sprawił, że część środowiska emigracyjnego żywiła przekonanie o nieuchronnym konflikcie zbrojnym na skalę trzeciej wojny światowej (wiążąc z tym nadzieje na zmianę porządku pojałtańskiego w Polsce i w Europie). chciałbym bardzo zdobyć tę wizę i „w razie czego” sprowadzić chłopca tutaj. Ty się nie denerwuj, stary mój wariacie, nie po to wysłałem Cię na wypoczynek, by Ci go niemądre plotki burzyły. Swoją drogą dziwię się, że W[szelaki] takie rzeczy, jak ta o poecie, Ci powtarza. To nonsens. Z radiem czekaj spokojnie, zobaczymy, co z tego wyniknie. Jeśli będzie naprawdę wojna, pójdziemy chyba wszyscy do jakiejś roboty – to miałoby swój sens i pewnie tak się stanie. Nie wiem, co wtedy lepsze, Voice czy Komitet? Może Komitet zdobyłby się na jakieś pismo? Moim zdaniem nie ma co się trapić „a conto”Franc., dosłownie: zaliczkowo; tu: na zapas. – wypoczywaj, z r ó b s o b i e k o n i e c z n i e w a k a c j e p o za N. Y., pojedź – jeśli to możliwe – do Kalifornii – i nabierz wiatru w żagle, by dokończyć powieść. Podsuwam Ci taki program i uważam, że jest słuszny. Najgorsze, jeśli będziesz słuchał plot i denerwował się nimi. Leszku, nie ma na to czasu. Jeśli w Wasz[yngtonie] aura nieodpowiednia, zwiewaj stamtąd. Lepszy już Koc i ferma. Napisz, czy wypoczywasz i oddalasz się od samoudręki. Jeśli nie, proszę mi natychmiast pakować walizeczkę z pamiętniczkiem i odlecieć. U nas dzikie deszcze od półtorej doby! Wilgoć straszna. Czy opuszczą Koreę?Tym samym niepokojom dawał wyraz Lechoń w zapiskach dziennikowych z tego okresu, prognozując przebieg wydarzeń: „Amerykanie poszli do wojny nieprzygotowani, ale oczywiście nie oznacza to ich klęski, nawet gdyby musieli się wycofać z Korei. Moim zdaniem nie będzie już żadnego «Monachium», bo to byłaby zwyczajna kapitulacja, która by rozbroiła Amerykę i położyła ją w oczach Europy. Uważam, że Truman już rozumie, że nie można się cofać, że sama Ameryka jest w niebezpieczeństwie. Ale gdyby nie miał on nawet żadnych groźnych względów na widoku – tylko swoją prezydenturę, musiałby i tak brnąć w wojnę, bo człowiek, który lekkomyślnie posłał na śmierć żołnierzy amerykańskich i nie osiągnął swego najistotniejszego celu, nie byłby wybrany. Truman będzie się bił choćby dlatego, aby się «odbić» jako kandydat na r. 1952” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 1, notatka z 15 lipca 1950 r., s. 348–349). Co tam się mówi? Co z Wileyami? Halusia dziś pojechała na dwa dni do dentysty. Siedzę sam w domu i gram Bacha, którego nie wolno Ci unikać. Z pisaniem gorzej (pogoda!), pigułki tu dostałem, jutro od rana znów startuję. Czy był kto kiedykolwiek, kogo by warto więcej kochać niż naszą Żabusię? Czy nie napisałeś przypadkiem jakichś trzech strof? Treść: pierwsza strofa [tu rysunek serca przebitego strzałą – B.D.]; druga strofa [tu kolejne serduszko przebite strzałą – B.D.]; trzecia strofa [takie samo serduszko – B.D.]. Ściskam Cię mocno i leję oliwę na Twoje nerwy. Pisz zaraz.
Kazimierz