Zaloguj się
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
wtorek 10 / X 50
Drogi Kaziu,
Twój list przyszedł akurat w chwili, gdy chciałem usiąść, aby napisać do Ciebie i podziękować Ci za Twoją przyjaźń i podtrzymanie mnie w tych ciężkich chwilach – teraz więc dziękuję i za to, i za Twoje pociechy i rady w tym liście zawarte. Jak to wiedziałem dobrze – cała ta sprawa stała się powodem wzburzenia wewnętrznego, które uniemożliwia mi wszelkie obiektywne spojrzenie na mnie i wypadki, które wali na mnie całe góry tego, co nazywasz, samozniszczeniem. Walka z tym jest bardzo trudna – bo ta ocena to jestem przecież ja sam, całe moje poczucie tragiczne, którego [!] odmienić jest bardzo trudno. Nic nie mogę poradzić na to, że to tak przechodzę, i powiem Ci, że dzisiaj napisałem łatwo początek dawno zamierzonego i bardzo trudnego wierszaTego dnia Lechoń zanotował w Dzienniku: „Po okropnej nocy w zupełnej rozpaczy usiadłem, aby coś pisać, bo wszystko inne boli mnie straszliwie. I napisałem czternaście wierszy tego Hektora z Milo – prawie płynnie i w nastroju, który zapowiadał, że może to nawet skończę za jednym zamachem. Co to warte? Naprawdę nie wiem. Rymy wewnętrzne powtarzają się monotonnie i nachalnie. Coś tam jest w obrazowaniu, ale jeszcze nie doszedłem do poezji tego tematu” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 1, s. 428). . Żadnej z tego ulgi, tym większa gorycz i rozpacz, poczucie jakiejś ironii losu, która wydaje mi się przekleństwem. Gdybyś wiedział – jak to trudno – w takich chwilach wyjść poza siebie, łudzić się, że ludzie zapracowani i stroskani sami – mogą choćby chwilę uwagi mi poświęcić. Tyle już przecież widziałem na emigracji dramatów wynikłych z tego, że każdy myśli tylko o sobie, bo każdy ma jakieś kłopoty, jeżeli nie dramaty. A co najgorsze – nie mam żadnej, ale to żadnej siły na walkę z losem i myśl o poszukiwaniu pieniędzy, o długach napawa mnie takim wstrętem i popłochem, że nie widzę jednego dnia przed sobą. Wiem – że to subiektywne, ale cóż na to poradzić? Starałem się to sobie jakoś wytłumaczyć – ale nie dochodzę do żadnego innego rozsądnego wniosku – tylko do poczucia doznanej krzywdy – co jest haniebne. Mój drogi! Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem przejęty Twą dobrocią, jak bardzo będę chciał przyjąć Twe rady. Liczę na Twoje dobre i mocne myśli. Ściskam Cię serdecznie
Leszek
Wszystkie
Osoba
Lechoń Jan (1)
Wierzyński Kazimierz (1)
Utwór
Hektor z Milo (1)

Publikacja

Miejsce w katalogu

Informacje bibliograficzne

List pisany granatowym atramentem na arkuszu szarego papieru listowego.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-07-05 18:33:41
wtorek 10 / X 50
Drogi Kaziu,
Twój list przyszedł akurat w chwili, gdy chciałem usiąść, aby napisać do Ciebie i podziękować Ci za Twoją przyjaźń i podtrzymanie mnie w tych ciężkich chwilach – teraz więc dziękuję i za to, i za Twoje pociechy i rady w tym liście zawarte. Jak to wiedziałem dobrze – cała ta sprawa stała się powodem wzburzenia wewnętrznego, które uniemożliwia mi wszelkie obiektywne spojrzenie na mnie i wypadki, które wali na mnie całe góry tego, co nazywasz, samozniszczeniem. Walka z tym jest bardzo trudna – bo ta ocena to jestem przecież ja sam, całe moje poczucie tragiczne, którego [!] odmienić jest bardzo trudno. Nic nie mogę poradzić na to, że to tak przechodzę, i powiem Ci, że dzisiaj napisałem łatwo początek dawno zamierzonego i bardzo trudnego wierszaTego dnia Lechoń zanotował w Dzienniku: „Po okropnej nocy w zupełnej rozpaczy usiadłem, aby coś pisać, bo wszystko inne boli mnie straszliwie. I napisałem czternaście wierszy tego Hektora z Milo – prawie płynnie i w nastroju, który zapowiadał, że może to nawet skończę za jednym zamachem. Co to warte? Naprawdę nie wiem. Rymy wewnętrzne powtarzają się monotonnie i nachalnie. Coś tam jest w obrazowaniu, ale jeszcze nie doszedłem do poezji tego tematu” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 1, s. 428). . Żadnej z tego ulgi, tym większa gorycz i rozpacz, poczucie jakiejś ironii losu, która wydaje mi się przekleństwem. Gdybyś wiedział – jak to trudno – w takich chwilach wyjść poza siebie, łudzić się, że ludzie zapracowani i stroskani sami – mogą choćby chwilę uwagi mi poświęcić. Tyle już przecież widziałem na emigracji dramatów wynikłych z tego, że każdy myśli tylko o sobie, bo każdy ma jakieś kłopoty, jeżeli nie dramaty. A co najgorsze – nie mam żadnej, ale to żadnej siły na walkę z losem i myśl o poszukiwaniu pieniędzy, o długach napawa mnie takim wstrętem i popłochem, że nie widzę jednego dnia przed sobą. Wiem – że to subiektywne, ale cóż na to poradzić? Starałem się to sobie jakoś wytłumaczyć – ale nie dochodzę do żadnego innego rozsądnego wniosku – tylko do poczucia doznanej krzywdy – co jest haniebne. Mój drogi! Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem przejęty Twą dobrocią, jak bardzo będę chciał przyjąć Twe rady. Liczę na Twoje dobre i mocne myśli. Ściskam Cię serdecznie
Leszek