Zaloguj się
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
Kochany Kaziu,
Obaj panowie B. i J.Mowa o osobie wpływowej w National Committee for Free Europe – być może Wacław Jędrzejewicz, aczkolwiek wydaje się mało prawdopodobne, by tak pisał o nim Wierzyński (w następnych listach ta sama postać pojawia się jako J., Jęd., Jędrz. i Jędrzej.), gdyż obaj poeci byli w bliskich stosunkach z Jędrzejewiczem (gdzie indziej nazywając go po prostu Wackiem). Ponieważ w liście Lechonia do Wierzyńskiego [przed 17 października 1950] ponownie pojawia się sprawa zebrania sekcji bibliotecznej, być może ów J. to prof. Klemens Jędrzejewski. Nie można też wykluczyć, że był to prezes NCFE, Charles D. Jackson. Niewątpliwie taki sposób pisania podyktowany był swego rodzaju konspiracją – wobec delikatności sprawy, jak i ze względu na kontrolę korespondencji Lechonia. bardzo uprzejmie zaproponowali mi, żebym osobiście, „nie chowając głowy w piasek”, jak mówi p. B., dowiedział się, co się stało – a wtedy „będziemy radzili, co dalej zrobić”. P. J.Mowa o osobie wpływowej w National Committee for Free Europe – być może Wacław Jędrzejewicz, aczkolwiek wydaje się mało prawdopodobne, by tak pisał o nim Wierzyński (w następnych listach ta sama postać pojawia się jako J., Jęd., Jędrz. i Jędrzej.), gdyż obaj poeci byli w bliskich stosunkach z Jędrzejewiczem (gdzie indziej nazywając go po prostu Wackiem). Ponieważ w liście Lechonia do Wierzyńskiego [przed 17 października 1950] ponownie pojawia się sprawa zebrania sekcji bibliotecznej, być może ów J. to prof. Klemens Jędrzejewski. Nie można też wykluczyć, że był to prezes NCFE, Charles D. Jackson. Niewątpliwie taki sposób pisania podyktowany był swego rodzaju konspiracją – wobec delikatności sprawy, jak i ze względu na kontrolę korespondencji Lechonia. powiedział mi, że rozmawiał „z o t o c z e n i e m p. D.” – które nic nie wie – tyle ów pan uczynił od soboty, a teraz proponuje mi, żebym sam się dowiedział i zadzwonił do niego w p o n i e d z i a ł e k. Nie wątpię, że, jak piszesz mi, obaj ci panowie są mi przyjaźni – bo i dlaczegóżby nie mieli być – faktem jest jednak, że nic nie zrobili, bo już węszą jakieś trudności – łatwo można więc sobie wyobrazić, co będzie, skoro dowiedzą się, że te trudności są istotnie. Mój drogi! Przez trzy lata byłem bez pracy – i p o z n a ł e m ż y c i e. To nie gust do samozniszczenia – ale prawdziwe doświadczenie przemawia przeze mnie, bo wiem, co mnie czeka. Wczoraj pożyczyłem z n a j w i ę k s z y m i t r u d n o ś c i a m i od Jordanowej pięćdziesiąt dolarów, po czym dostałem straszliwej nerwowej sraczki na wspomnienie tych trzech lat i mając przed sobą wizję tego, co mnie czeka, bo przecież jak ktoś nie ma „ani centa” – to musi skąd [!] je wziąć – a skąd, skoro odpadają praca i rozbój. Naturalnie – że twórczość bardzo by tu pomogła. Ale jak tworzyć – mając to, co ja na głowie, plus to, o czym nie piszę. Drogi Kaziu! Jeszcze raz dziękuję Ci z całego serca. Przykro mi, że nie mogę napisać Ci tego, co wiem, że sprawiłoby Ci radość. Ale tak wygląda życie –
Ściskam Cię
Leszek
Wszystkie
Osoba
Dean Edgar P. (1)
Lechoń Jan (1)
Spitzman-Jordanowa (Szpitzman-Jordanowa) Felicja (1)
Wierzyński Kazimierz (2)

Publikacja

Miejsce w katalogu

Informacje bibliograficzne

List pisany granatowym atramentem na arkuszu szarego papieru listowego; na oryginale adnotacja ołówkiem ręką Haliny Wierzyńskiej: „Stempel: 12.X.1950” – brak zachowanej koperty, ale data wydaje się prawdopodobna.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-07-05 18:49:17
Kochany Kaziu,
Obaj panowie B. i J.Mowa o osobie wpływowej w National Committee for Free Europe – być może Wacław Jędrzejewicz, aczkolwiek wydaje się mało prawdopodobne, by tak pisał o nim Wierzyński (w następnych listach ta sama postać pojawia się jako J., Jęd., Jędrz. i Jędrzej.), gdyż obaj poeci byli w bliskich stosunkach z Jędrzejewiczem (gdzie indziej nazywając go po prostu Wackiem). Ponieważ w liście Lechonia do Wierzyńskiego [przed 17 października 1950] ponownie pojawia się sprawa zebrania sekcji bibliotecznej, być może ów J. to prof. Klemens Jędrzejewski. Nie można też wykluczyć, że był to prezes NCFE, Charles D. Jackson. Niewątpliwie taki sposób pisania podyktowany był swego rodzaju konspiracją – wobec delikatności sprawy, jak i ze względu na kontrolę korespondencji Lechonia. bardzo uprzejmie zaproponowali mi, żebym osobiście, „nie chowając głowy w piasek”, jak mówi p. B., dowiedział się, co się stało – a wtedy „będziemy radzili, co dalej zrobić”. P. J.Mowa o osobie wpływowej w National Committee for Free Europe – być może Wacław Jędrzejewicz, aczkolwiek wydaje się mało prawdopodobne, by tak pisał o nim Wierzyński (w następnych listach ta sama postać pojawia się jako J., Jęd., Jędrz. i Jędrzej.), gdyż obaj poeci byli w bliskich stosunkach z Jędrzejewiczem (gdzie indziej nazywając go po prostu Wackiem). Ponieważ w liście Lechonia do Wierzyńskiego [przed 17 października 1950] ponownie pojawia się sprawa zebrania sekcji bibliotecznej, być może ów J. to prof. Klemens Jędrzejewski. Nie można też wykluczyć, że był to prezes NCFE, Charles D. Jackson. Niewątpliwie taki sposób pisania podyktowany był swego rodzaju konspiracją – wobec delikatności sprawy, jak i ze względu na kontrolę korespondencji Lechonia. powiedział mi, że rozmawiał „z o t o c z e n i e m p. D.” – które nic nie wie – tyle ów pan uczynił od soboty, a teraz proponuje mi, żebym sam się dowiedział i zadzwonił do niego w p o n i e d z i a ł e k. Nie wątpię, że, jak piszesz mi, obaj ci panowie są mi przyjaźni – bo i dlaczegóżby nie mieli być – faktem jest jednak, że nic nie zrobili, bo już węszą jakieś trudności – łatwo można więc sobie wyobrazić, co będzie, skoro dowiedzą się, że te trudności są istotnie. Mój drogi! Przez trzy lata byłem bez pracy – i p o z n a ł e m ż y c i e. To nie gust do samozniszczenia – ale prawdziwe doświadczenie przemawia przeze mnie, bo wiem, co mnie czeka. Wczoraj pożyczyłem z n a j w i ę k s z y m i t r u d n o ś c i a m i od Jordanowej pięćdziesiąt dolarów, po czym dostałem straszliwej nerwowej sraczki na wspomnienie tych trzech lat i mając przed sobą wizję tego, co mnie czeka, bo przecież jak ktoś nie ma „ani centa” – to musi skąd [!] je wziąć – a skąd, skoro odpadają praca i rozbój. Naturalnie – że twórczość bardzo by tu pomogła. Ale jak tworzyć – mając to, co ja na głowie, plus to, o czym nie piszę. Drogi Kaziu! Jeszcze raz dziękuję Ci z całego serca. Przykro mi, że nie mogę napisać Ci tego, co wiem, że sprawiłoby Ci radość. Ale tak wygląda życie –
Ściskam Cię
Leszek