Zaloguj się
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
Drogi Kaziu,
Oto wiadomość – wprawdzie jeszcze nie dobra, ale już autorytatywna i tak było źle, że czuję w niej elementy owego „szczęścia negatywnego”, o którym mówi BoyLechoń nawiązuje do jednej z piosenek „Zielonego Balonika” z tomu Tadeusza Boya-Żeleńskiego "Słówka", zatytułowanej "Joie de vivre" (franc.: radość życia), której fragment brzmi: „Choć wszystko wezmą ci losy przeciwne,/Pociechę pewną zesłał dobry Bóg:/ To – że tak powiem – szczęście negatywne,/ Tego nie wydrze ci najsroższy wróg” [cyt. za: T. Żeleński (Boy), "Słówka", Kraków 1916, s. 194]. – że tego nie wydrze Ci najgorszy wróg. P. B.Najprawdopodobniej chodzi o Lesława Bodeńskiego. został poinformowany, że subsydium zostało mi cofnięte, gdyż pobierałem je tylko przez czas, kiedy nie było radiaChodzi o stypendium otrzymywane przez Lechonia z Committee for Free Europe od czerwca 1949 r. W artykule Haliny Stephan (Mikrohistoria polskiej literatury emigracyjnej w Nowym Jorku, w: Teraźniejszość i pamięć przeszłości. Rozumienie historii w literaturze polskiej XX i XXI wieku, red. H. Gosk, A. Zieniewicz, Warszawa 2006.) mowa jest o dokumencie, w którym znajduje się wiadomość, że poeta został wówczas „wciągnięty na tzw. Listę Stypendialną na okres jednego roku”, a owa lista „zawiera nazwiska pisarzy i dziennikarzy radiowych, przedstawiających potencjalną wartość dla Komisji [błędne tłumaczenie wersji angielskiej; powinno być: Komitetu – Beata Dorosz], która mogłaby wykorzystać ich wiedzę i umiejętności do celów propagandowych”; natej podstawie Lechoń otrzymywał zlecenia np. tłumaczenia różnych tekstów do wykorzystania m.in. przez Departament Stanu. Według Lechosława Gawlikowskiego Lechoń od 15 lipca 1950 r. otrzymywał stypendium Mid-Eropean Studies Center (MESC), finansowanego przez National Committee for Free Europe; „Formalnie dzięki stypendium poeta miał kontynuować pracę nad utworami Bal u senatora i Godzina przestrogi, faktycznie od początku myślano o jego wykorzystaniu w mającym powstać RWE. […] Sytuacja poety skomplikowała się jednak, gdy latem po raz pierwszy kierownictwo NCFE zostało skonfrontowane z wiarygodnymi informacjami o życiu osobistym Lechonia […]. Zgodnie z obowiązującą wówczas zasadą, która przekreśliła niejedną radiową karierę, stypendium MESC (250 dolarów miesięcznie) cofnięto 1 X 1950” (L. Gawlikowski, Pracownicy Radia Wolna Europa. Biografie zwykłe i niezwykłe, Warszawa 2015, s. 356–357).; teraz zaś niech się mną radio zajmie. Oświadczono mi też, że p. Ciechanowski przedstawił mnie jako specjalistę od rzeczy radiowych i nigdy nie było mowy o czym innym. W praktyce – p. B. nie ma dla mnie pieniędzy (na razie) i musi czekać na ewentualnie nowe kredyty. Jak łatwo zrozumiesz, żyję od wczoraj furią na idiotę z WaszyngtonuRolę protektora Lechonia wobec Komitetu Wolnej Europy podjął też Jan Ciechanowski; do jego niefortunnych zabiegów nawiązuje notatka w Dzienniku poety: „Janio Ciechanowski jest największym niedźwiedziem, jakiego w życiu spotkałem, jeśli chodzi o mal à propos jego wszelkich interwencji. W ciągu roku dwukrotnie powodowany podziwem dla mojej rzekomej znajomości polityki mieszał się w moje życie tak, że omal mi nie pokrzyżował wszystkich moich, z takim mozołem realizowanych planów, aby pisać i tylko pisać. «Od moich nieprzyjaciół to sam się obronię, lecz od moich przyjaciół niech mnie Bóg zachowa»” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 1, notatka z 16 czerwca 1950 r., s. 323)., który to wszystko zmalował.
Można by powiedzieć, „mogłoby być gorzej”, i ja to sobie mówię. Ale wiem też – że nie mogę być urzędnikiem radia – bo to by przecięło wszelkie moje możliwości pisania, bez którego i bez przesady moje życie przestałoby mnie interesować. Myślę więc, co zrobić i jak zrobić, żeby odkręcić błazeństwa mego durnia-protektora. Na razie piszę Ci to, dziękując jeszcze raz i milion razy za Twoją jedyną w świecie przyjaźń, która mi przypomniała (a i Tobie chyba też) naszą wspólną jazdę do Piltzamowa o podróży po próbie samobójczej Lechonia do „zakładu dla nerwowo chorych” dra Piltza w Krakowie: „Przyjechaliśmy do Krakowa, znaleźliśmy hotel i na drugi dzień wybraliśmy się dorożką na ulicę Lubicz do lecznicy. Tu doszło do dramatycznego momentu. Mój przyjaciel, który przedtem w podróży okazał się bierny i bezradny jak niemowlę, teraz, gdyśmy stanęli przed bramą zakładu, nie chciał jej przekroczyć i bronił się przeciw temu z gwałtowną energią. «Zamierzacie mnie zamknąć, zrobić ze mnie wariata, a ja się nie dam» – powtarzał z gniewem. Poczułem się nieswojo, ale cofnąć się, wydawało mi się nonsensem. Wziąłem dwie walizki Lechonia plecione z wikliny, cały dobytek, z którym przyjechaliśmy, i zaganiałem go do wejścia. Nic z lęków jego się nie sprawdziło. W zakładzie znalazł najlepszą opiekę dr Artwińskiego, wydobrzał tam w pełni i potem wspominał ten pobyt z humorem”. W tym napiętym czasie – wspomniał Wierzyński: „W Krakowie odwiedziłem jeszcze Boya-Żeleńskiego i Teofila Trzcińskiego, poleciłem Lechonia ich pamięci i wróciłem na czas do Warszawy. Przez Stuttgart i Bazyleę dojechaliśmy do Genewy. Był to mój pierwszy pobyt na Zachodzie. Z Janem Rosenem, późniejszym słynnym malarzem kościołów i z Pawłem Kucharskim, młodym filozofem, a dziś wysoko cenionym specjalistą od Platona, oglądałem wszystko godne widzenia” (K. Wierzyński, Pamiętnik poety, oprac. P. Kądziela, Warszawa 1996, s. 156-157).. Mój Dziennik z ostatnich tygodni przeciążony jest westchnieniami na Twój temat. Ściskam Cię najmocniej, Halusi ręce całuję. Nie opuszczaj mnie, stary druhu, i tej powieści, dramatu i wielu wierszy, które są we mnie Leszek
Wszystkie
Osoba
Bodeński Lesław (1)
Ciechanowski Jan (3)
Lechoń Jan (1)
Piltz Jan Władysław (1)
Wierzyńska Halina (1)
Żeleński Tadeusz pseud. Boy (1)

Publikacja

Miejsce w katalogu

Informacje bibliograficzne

List pisany ciemnym atramentem dwustronnie na ozdobnej papeterii z nadrukiem: The Pines // Locust Vallley, L.I. // tel. Glen Cove 2321; list niedatowany, ale na oryginale dopisek ołówkiem ręką Haliny Wierzyńskiej: „Stempel: 10.X.1950”, natomiast na odpisie maszynopisowym jest takaż informacja: „data stempla pocztowego: 10 / ix 1950”. Obie daty są dyskusyjne – bezpieczniej jest datować w odniesieniu do następnego listu Wierzyńskiego, który najwyraźniej był na ten odpowiedzią.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-07-09 11:04:42
Drogi Kaziu,
Oto wiadomość – wprawdzie jeszcze nie dobra, ale już autorytatywna i tak było źle, że czuję w niej elementy owego „szczęścia negatywnego”, o którym mówi BoyLechoń nawiązuje do jednej z piosenek „Zielonego Balonika” z tomu Tadeusza Boya-Żeleńskiego "Słówka", zatytułowanej "Joie de vivre" (franc.: radość życia), której fragment brzmi: „Choć wszystko wezmą ci losy przeciwne,/Pociechę pewną zesłał dobry Bóg:/ To – że tak powiem – szczęście negatywne,/ Tego nie wydrze ci najsroższy wróg” [cyt. za: T. Żeleński (Boy), "Słówka", Kraków 1916, s. 194]. – że tego nie wydrze Ci najgorszy wróg. P. B.Najprawdopodobniej chodzi o Lesława Bodeńskiego. został poinformowany, że subsydium zostało mi cofnięte, gdyż pobierałem je tylko przez czas, kiedy nie było radiaChodzi o stypendium otrzymywane przez Lechonia z Committee for Free Europe od czerwca 1949 r. W artykule Haliny Stephan (Mikrohistoria polskiej literatury emigracyjnej w Nowym Jorku, w: Teraźniejszość i pamięć przeszłości. Rozumienie historii w literaturze polskiej XX i XXI wieku, red. H. Gosk, A. Zieniewicz, Warszawa 2006.) mowa jest o dokumencie, w którym znajduje się wiadomość, że poeta został wówczas „wciągnięty na tzw. Listę Stypendialną na okres jednego roku”, a owa lista „zawiera nazwiska pisarzy i dziennikarzy radiowych, przedstawiających potencjalną wartość dla Komisji [błędne tłumaczenie wersji angielskiej; powinno być: Komitetu – Beata Dorosz], która mogłaby wykorzystać ich wiedzę i umiejętności do celów propagandowych”; natej podstawie Lechoń otrzymywał zlecenia np. tłumaczenia różnych tekstów do wykorzystania m.in. przez Departament Stanu. Według Lechosława Gawlikowskiego Lechoń od 15 lipca 1950 r. otrzymywał stypendium Mid-Eropean Studies Center (MESC), finansowanego przez National Committee for Free Europe; „Formalnie dzięki stypendium poeta miał kontynuować pracę nad utworami Bal u senatora i Godzina przestrogi, faktycznie od początku myślano o jego wykorzystaniu w mającym powstać RWE. […] Sytuacja poety skomplikowała się jednak, gdy latem po raz pierwszy kierownictwo NCFE zostało skonfrontowane z wiarygodnymi informacjami o życiu osobistym Lechonia […]. Zgodnie z obowiązującą wówczas zasadą, która przekreśliła niejedną radiową karierę, stypendium MESC (250 dolarów miesięcznie) cofnięto 1 X 1950” (L. Gawlikowski, Pracownicy Radia Wolna Europa. Biografie zwykłe i niezwykłe, Warszawa 2015, s. 356–357).; teraz zaś niech się mną radio zajmie. Oświadczono mi też, że p. Ciechanowski przedstawił mnie jako specjalistę od rzeczy radiowych i nigdy nie było mowy o czym innym. W praktyce – p. B. nie ma dla mnie pieniędzy (na razie) i musi czekać na ewentualnie nowe kredyty. Jak łatwo zrozumiesz, żyję od wczoraj furią na idiotę z WaszyngtonuRolę protektora Lechonia wobec Komitetu Wolnej Europy podjął też Jan Ciechanowski; do jego niefortunnych zabiegów nawiązuje notatka w Dzienniku poety: „Janio Ciechanowski jest największym niedźwiedziem, jakiego w życiu spotkałem, jeśli chodzi o mal à propos jego wszelkich interwencji. W ciągu roku dwukrotnie powodowany podziwem dla mojej rzekomej znajomości polityki mieszał się w moje życie tak, że omal mi nie pokrzyżował wszystkich moich, z takim mozołem realizowanych planów, aby pisać i tylko pisać. «Od moich nieprzyjaciół to sam się obronię, lecz od moich przyjaciół niech mnie Bóg zachowa»” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 1, notatka z 16 czerwca 1950 r., s. 323)., który to wszystko zmalował.
Można by powiedzieć, „mogłoby być gorzej”, i ja to sobie mówię. Ale wiem też – że nie mogę być urzędnikiem radia – bo to by przecięło wszelkie moje możliwości pisania, bez którego i bez przesady moje życie przestałoby mnie interesować. Myślę więc, co zrobić i jak zrobić, żeby odkręcić błazeństwa mego durnia-protektora. Na razie piszę Ci to, dziękując jeszcze raz i milion razy za Twoją jedyną w świecie przyjaźń, która mi przypomniała (a i Tobie chyba też) naszą wspólną jazdę do Piltzamowa o podróży po próbie samobójczej Lechonia do „zakładu dla nerwowo chorych” dra Piltza w Krakowie: „Przyjechaliśmy do Krakowa, znaleźliśmy hotel i na drugi dzień wybraliśmy się dorożką na ulicę Lubicz do lecznicy. Tu doszło do dramatycznego momentu. Mój przyjaciel, który przedtem w podróży okazał się bierny i bezradny jak niemowlę, teraz, gdyśmy stanęli przed bramą zakładu, nie chciał jej przekroczyć i bronił się przeciw temu z gwałtowną energią. «Zamierzacie mnie zamknąć, zrobić ze mnie wariata, a ja się nie dam» – powtarzał z gniewem. Poczułem się nieswojo, ale cofnąć się, wydawało mi się nonsensem. Wziąłem dwie walizki Lechonia plecione z wikliny, cały dobytek, z którym przyjechaliśmy, i zaganiałem go do wejścia. Nic z lęków jego się nie sprawdziło. W zakładzie znalazł najlepszą opiekę dr Artwińskiego, wydobrzał tam w pełni i potem wspominał ten pobyt z humorem”. W tym napiętym czasie – wspomniał Wierzyński: „W Krakowie odwiedziłem jeszcze Boya-Żeleńskiego i Teofila Trzcińskiego, poleciłem Lechonia ich pamięci i wróciłem na czas do Warszawy. Przez Stuttgart i Bazyleę dojechaliśmy do Genewy. Był to mój pierwszy pobyt na Zachodzie. Z Janem Rosenem, późniejszym słynnym malarzem kościołów i z Pawłem Kucharskim, młodym filozofem, a dziś wysoko cenionym specjalistą od Platona, oglądałem wszystko godne widzenia” (K. Wierzyński, Pamiętnik poety, oprac. P. Kądziela, Warszawa 1996, s. 156-157).. Mój Dziennik z ostatnich tygodni przeciążony jest westchnieniami na Twój temat. Ściskam Cię najmocniej, Halusi ręce całuję. Nie opuszczaj mnie, stary druhu, i tej powieści, dramatu i wielu wierszy, które są we mnie Leszek