Zaloguj się
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
24 list. 1951.
Kochany Lesiuszko,
Jak już wiesz, Halina pojechała do N.Y., nie mogłem więc we wtorek przyjąć Was pustymi rękami i prosiłem p. SzwarcegoZ notatek dziennikowych Lechonia wynika, że w 1951 i na początku 1952 r. utrzymywał ze Szwarcem dość bliskie kontakty; pisał m.in.: „Młody Stefan Szwarce, wnuk Bronisława, urodzony w Ameryce, ale chcący koniecznie być Polakiem – spał dzisiaj w łóżku Henryka, aby przeniknąć się jego myślą” (24 marca 1951 r.); „Wczoraj pokazywałem Stefanowi Szwarcemu fotografie, które ocalały, robione w moim mieszkaniu na rue Langier […]. Stefan, obejrzawszy te fotografie, zresztą arcydzieło Przypkowskiego, zaniemówił i omal nie rozpłakał się z emocji (po prostu łzy puściły mu się z oczu). «Jak to? – powiedział. – Pan mieszkał w takim pałacu i teraz pan ma ten tylko jeden pokój». Jakże było mi przyjemnie móc go zapewnić najszczerzej, że wcale nie żałuję tamtego mieszkania” (12 grudnia 1951 r.); „z chęci przepróżnowania popołudnia zaprosiłem Stefana Szwarcego na herbatę, później herbata i obiad na mieście. Jak za najgorszych czasów” (19 stycznia 1952 r.) (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 2, s. 81, 312–313, 344)., by ten wyjazd przełożył na inny dzień. To bardzo miła improwizacja, zapakujcie się i przyjeżdżajcie, kiedy Wam dogodnie. Teraz – poza wiatrami – jest tu b[ardzo] miło, spokojnie i cicho, choć wszystkie liście spadły i świat wygląda goło. Ale golizna ma też swoje uroki.
Pracuję mniej niż ze średnim powodzeniem, żeby nie powiedzieć – bez powodzenia. Czuję się wymęczony (czym?), wypisany i otumaniony. Najwyższy czas pojechać do Europy. Nie wiesz, czysię na to zanosi?
Grydz przysłał mi kopię listu przysłanego do „Wiad[omości]”, który Ci załączamZałącznik nie zachował się. Brak także owego wspomnianego listu w korespondencji między Grydzewskim a Wierzyńskim, zachowanej w Bibliotece Polskiej w Londynie; w liście Grydzewskiego do Wierzyńskiego z 19 października 1951 r. czytamy natomiast: „Posyłam Ci do poufnej wiadomości odpis listu, jaki dziś otrzymałem, z prośbą o przesłanie po przeczytaniu Leszkowi. Nie chciałbym, aby czytał go ktokolwiek inny” (BPwL, sygn.: 1360/Rps/VI/1.f1). – tylko nie pokazuj tego nikomu. Treść jego nie zmienia istoty rzeczy. Wszyscy wiemy, jakim ministrem był Henryk, co nie świadczy, by w nekrologu pisać o nim to, co napisał Zb[yszewski]Mowa o wspomnieniu-nekrologu W.A. Zbyszewskiego Henryk Floyar-Rajchman, „Wiadomości” 1951, nr 38 (286) z 23 września. Trudno jednoznacznie określić, które fragmenty tego tekstu wzbudziły sprzeciw Wierzyńskiego. Tekst Zbyszewskiego wywołał już wcześniej poruszenie w emigracyjnym środowisku w Nowym Jorku, Lechoń pisał bowiem do Grydzewskiego 28 września 1951 r.: „Mietku! Czemuś dał tego Zbyszewskiego? Zosia jest zrozpaczona. Ty nie wiesz, czymbył Henryk tutaj, że on zrobił cały ruch za Polską wśród Polonii, że b e z nieg o Matuszewski nic by nie robił i nie pisał. To wspomnienie to ciężka krzywda i niesprawiedliwość! Przecież mogłeś mi ufać, że przyślę swoją rzecz [Lechoń od miesięcy pracował nad obszernym studium o Rajchmanie, które – niedokończone – pozostało w rękopisie, wypełniającym kilka zeszytów – B.D.] – ale to jest w i e l k i e s t u d i u m o całej epoce i całym pokoleniu, którego nie pisze się na kolanie […]. Zbyszewski jak Boy myśli, że plotka i dowcip – to «człowiek żywy» i «Francja»” (M. Grydzewski, J. Lechoń, Listy 1923–1956, oprac. B. Dorosz, Warszawa 2006, t. 1, s. 453). Grydzewski zaś replikował (list z 2 października 1951 r.): „Nie rozumiem, co takiego strasznego jest we wspomnieniu o Rajchmanie, co najwyżej poza ustępem o antysemityzmie (ja osobiście nie jestem na te rzeczy wrażliwy). Zbyszewski pisał wspomnienie bardzo serdeczne i z wielką sympatią, nie dawał charakterystyki działacza czy inspiratora i wyraźnie podkreślił, że od czasu wyjazdu do Ameryki stracił z Rajchmanem kontakt. Nie wiem, co w tym wszystkim jest złego, co oczywiście nie oznacza, bym nie miał najszczerzej przeprosić p. Zońci, jeżeli zrobiło to jej przykrość. Nie chcę dyskutować sprawy życiorysów i stosunku do tych spraw, żeby się nie pokłócić, bo np. w świetle tego, co wiem i coś mi opowiadał o Żeromskim, Twoje piękne wspomnienia dają zupełnie fałszywy obraz. Co do Boya, uważam, że to, co napisał o Mickiewiczu i Sobieskim, jest b r ą z o w a n i e m na największą skalę” (tamże, s. 456)..
Czy moja pszczółka zbiera miód? Czy wiewióruchna uskładała orzeszki na zimę? Poza tym pozostaje kwestia kalarepy – napisz koniecznie.
Ściskam Cię w dołku
Twój
Kazimierz
Wszystkie
Czasopismo
„Wiadomości” (1)
Miejsce
Nowy Jork (1)
Osoba
Floyar-Rajchman Henryk (1)
Grydzewski Mieczysław właśc. Jerzy Grycendler (1)
Lechoń Jan (3)
Szwarce Stefan T. (1)
Wierzyńska Halina (1)
Zbyszewski Wacław Alfred (1)

Publikacja

Informacje bibliograficzne

List pisany czarnym atramentem dwustronnie na papierze listowym z nadrukiem: P.O. Box 525 // Sag Harbor, L.I., N.Y.; na zachowanej kopercie data stempla pocztowego: NOV 24, 1951; adresat: Mr. Jan Lechon// 505 East 82nd Street, Apt. 3 C // New York, N.Y.; nadawca: P.O. Box 525 // Sag Harbor, L.I., N.Y.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-08-15 13:02:09
Miejsce utworzenia: Sag Harbor
24 list. 1951.
Kochany Lesiuszko,
Jak już wiesz, Halina pojechała do N.Y., nie mogłem więc we wtorek przyjąć Was pustymi rękami i prosiłem p. SzwarcegoZ notatek dziennikowych Lechonia wynika, że w 1951 i na początku 1952 r. utrzymywał ze Szwarcem dość bliskie kontakty; pisał m.in.: „Młody Stefan Szwarce, wnuk Bronisława, urodzony w Ameryce, ale chcący koniecznie być Polakiem – spał dzisiaj w łóżku Henryka, aby przeniknąć się jego myślą” (24 marca 1951 r.); „Wczoraj pokazywałem Stefanowi Szwarcemu fotografie, które ocalały, robione w moim mieszkaniu na rue Langier […]. Stefan, obejrzawszy te fotografie, zresztą arcydzieło Przypkowskiego, zaniemówił i omal nie rozpłakał się z emocji (po prostu łzy puściły mu się z oczu). «Jak to? – powiedział. – Pan mieszkał w takim pałacu i teraz pan ma ten tylko jeden pokój». Jakże było mi przyjemnie móc go zapewnić najszczerzej, że wcale nie żałuję tamtego mieszkania” (12 grudnia 1951 r.); „z chęci przepróżnowania popołudnia zaprosiłem Stefana Szwarcego na herbatę, później herbata i obiad na mieście. Jak za najgorszych czasów” (19 stycznia 1952 r.) (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 2, s. 81, 312–313, 344)., by ten wyjazd przełożył na inny dzień. To bardzo miła improwizacja, zapakujcie się i przyjeżdżajcie, kiedy Wam dogodnie. Teraz – poza wiatrami – jest tu b[ardzo] miło, spokojnie i cicho, choć wszystkie liście spadły i świat wygląda goło. Ale golizna ma też swoje uroki.
Pracuję mniej niż ze średnim powodzeniem, żeby nie powiedzieć – bez powodzenia. Czuję się wymęczony (czym?), wypisany i otumaniony. Najwyższy czas pojechać do Europy. Nie wiesz, czysię na to zanosi?
Grydz przysłał mi kopię listu przysłanego do „Wiad[omości]”, który Ci załączamZałącznik nie zachował się. Brak także owego wspomnianego listu w korespondencji między Grydzewskim a Wierzyńskim, zachowanej w Bibliotece Polskiej w Londynie; w liście Grydzewskiego do Wierzyńskiego z 19 października 1951 r. czytamy natomiast: „Posyłam Ci do poufnej wiadomości odpis listu, jaki dziś otrzymałem, z prośbą o przesłanie po przeczytaniu Leszkowi. Nie chciałbym, aby czytał go ktokolwiek inny” (BPwL, sygn.: 1360/Rps/VI/1.f1). – tylko nie pokazuj tego nikomu. Treść jego nie zmienia istoty rzeczy. Wszyscy wiemy, jakim ministrem był Henryk, co nie świadczy, by w nekrologu pisać o nim to, co napisał Zb[yszewski]Mowa o wspomnieniu-nekrologu W.A. Zbyszewskiego Henryk Floyar-Rajchman, „Wiadomości” 1951, nr 38 (286) z 23 września. Trudno jednoznacznie określić, które fragmenty tego tekstu wzbudziły sprzeciw Wierzyńskiego. Tekst Zbyszewskiego wywołał już wcześniej poruszenie w emigracyjnym środowisku w Nowym Jorku, Lechoń pisał bowiem do Grydzewskiego 28 września 1951 r.: „Mietku! Czemuś dał tego Zbyszewskiego? Zosia jest zrozpaczona. Ty nie wiesz, czymbył Henryk tutaj, że on zrobił cały ruch za Polską wśród Polonii, że b e z nieg o Matuszewski nic by nie robił i nie pisał. To wspomnienie to ciężka krzywda i niesprawiedliwość! Przecież mogłeś mi ufać, że przyślę swoją rzecz [Lechoń od miesięcy pracował nad obszernym studium o Rajchmanie, które – niedokończone – pozostało w rękopisie, wypełniającym kilka zeszytów – B.D.] – ale to jest w i e l k i e s t u d i u m o całej epoce i całym pokoleniu, którego nie pisze się na kolanie […]. Zbyszewski jak Boy myśli, że plotka i dowcip – to «człowiek żywy» i «Francja»” (M. Grydzewski, J. Lechoń, Listy 1923–1956, oprac. B. Dorosz, Warszawa 2006, t. 1, s. 453). Grydzewski zaś replikował (list z 2 października 1951 r.): „Nie rozumiem, co takiego strasznego jest we wspomnieniu o Rajchmanie, co najwyżej poza ustępem o antysemityzmie (ja osobiście nie jestem na te rzeczy wrażliwy). Zbyszewski pisał wspomnienie bardzo serdeczne i z wielką sympatią, nie dawał charakterystyki działacza czy inspiratora i wyraźnie podkreślił, że od czasu wyjazdu do Ameryki stracił z Rajchmanem kontakt. Nie wiem, co w tym wszystkim jest złego, co oczywiście nie oznacza, bym nie miał najszczerzej przeprosić p. Zońci, jeżeli zrobiło to jej przykrość. Nie chcę dyskutować sprawy życiorysów i stosunku do tych spraw, żeby się nie pokłócić, bo np. w świetle tego, co wiem i coś mi opowiadał o Żeromskim, Twoje piękne wspomnienia dają zupełnie fałszywy obraz. Co do Boya, uważam, że to, co napisał o Mickiewiczu i Sobieskim, jest b r ą z o w a n i e m na największą skalę” (tamże, s. 456)..
Czy moja pszczółka zbiera miód? Czy wiewióruchna uskładała orzeszki na zimę? Poza tym pozostaje kwestia kalarepy – napisz koniecznie.
Ściskam Cię w dołku
Twój
Kazimierz