Zaloguj się
Aktualizacja: 10 luty 2019
(utw. 20 sierpień 2018, 14:59)
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
26 sierpnia 52
Kochany Leszku,
Nie pisałem do Ciebie, bo miałem być w N.Y. między 25 a 28 na audycjach – jak pewnie wiesz – i myślałem, że się zobaczymy. Potem Kucharzyk przesunął tę datę na drugi tydzień września, wszystko więc zmieniło się nieoczekiwanie. To, co mi pisał o przyszłych tematach (LwówTej audycji poświęcona była notatka w Dzienniku Lechonia z 9 września 1952 r.: „Dziś rozmowa radiowa o Lwowie. Mało miałem do gadania, dogadywałem tylko Wierzyńskiemu i Wittlinowi, ale jak na pierwszą robotę po chorobie nie było to najgorsze. Zwłaszcza że bez pigułki” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 2, s. 530)., lit[eratura] amerykańska11 września 1952 r. Lechoń relacjonował w Dzienniku: „Rano i po południu dyskusja radiowa o literaturze amerykańskiej. Miało być bardzo źle, a wyszło wcale nie najgorzej. Ale swoją drogą nie dopilnowałem moich partnerów i jutro będzie znów trzeba coś wycinać” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 2, s. 531). i Fredro brązowy, prawdziwy i bolszewickiZapewne w związku z przygotowaniem do audycji o Fredrze Lechoń zapisał w Dzienniku: „Fredro jest teraz więcej grany w Polsce niż przed wojną, to trochę skutek inflacji teatrów rozmnożonych jak grzyby w deszczowe lato. Ale faktem jest, że wyciąga się najbardziej zapomniane jego sztuki i że najwidoczniej i publiczność chodzi na to, śmieje się – można by mówić prawie o «renesansie Fredry», gdyby mu nie towarzyszyły idiotyczne próby przyrządzenia go po marksistowsku. Czy to jest niedopatrzenie komisarzy literackich, czy jakaś ukryta idea, w praktyce sprowadza się to do wyżywania się publiczości we Fredrze – w jego żywiole polskości, który oczywiście nie jest wcale żywiołem archanielskim, bohaterskim, tylko szlagońskim – a to jest mimo wszystko żywioł arcypolski, tkwiący w mieszczaninie, w robotniku i nawet w chłopie. Czytałem dziś Obrachunki fredrowskie Boya, dowód jaskrawy, że Fredro był problemem, bardziej żywotnym, namiętniej dyskutowanym niż prawdziwe literackie aktualności. Jeśli tak było, jeśli ten zdawałoby się najprostszy, najbardziej prosto z mostu i łopatą do głowy poeta komiczny takie budził spory – to dlatego, że w każdym z nas jest ten problem Fredry, że w każdym z nas beztroska, sielanka, nieraz bezwolna i nawet bezczelna, ale jakże nasza, jakże w naszych bebechach duchowych złożona dawność, Soplicowo i Fredro walczą z poczuciem i pragnieniem, i postanowieniem odmiany” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 2, notatka z 6 września 1952 r., s. 527–528).), wydaje mi się ciekawe i pociągające i chętnie wezmę w tych dyskusjach udział. Tylko o Fredrze „bolszewickim” nic nie wiem, poproś go, by mi przysłał materiał zawczasu. Felicja Kuttenowa mówiła mi o Twoim planowanym wieczorze, zanim jeszcze dostałem Twój list. Wspominała mi, że na jej list nie odpowiadałeś przez długie miesiące i odezwałeś się dopiero przed jej urlopem z zapytaniem o datę wieczoru. Wyczułem, że była tym dotknięta. Ponieważ przygotowywała się wtedy do wyjazdu, nic konkretnego nie mogła Ci przekazać poza szkicem programu. Tak to brzmiało w jej relacji. Wyjeżdżając, powiedziała mi, że wieczór urządzi, potrzeba jej na to jednak trochę czasu. Uważam, że w interesie obu stron jest puszczenie w niepamięć wszystkich niedokładności, w tym duchu też z nią rozmawiałem.
Mój drogi, czy nie mógłbyś przyjechać do nas w pierwszym tygodniu września po Labor DayW Ameryce państwowe święto Labor Day obchodzone jest zawsze w pierwszy poniedziałek września; honoruje amerykański ruch robotniczy i jest odpowiednikiem Święta Pracy, obchodzonego w Europie 1 maja; tradycyjnie i symbolicznie stanowi także zakończenie tzw. sezonu letniego. Notatki dziennikowe Lechonia nic nie mówią o wizycie w Sag Harbor w tym okresie.? Będzie już po wszystkim, tzn. po sezonie, gościach, hałasach, czyli spokojnie i miło. Jeśli jesteś w N.Y., zadzwoń do mnie, najlepiej koło 10-ej rano. Ja dzwoniłem do Ciebie po telefonie Kucharzyka, odwołującym audycje, ale nikt się nie odezwał.
Ściskam Cię mocno
Kazimierz

W podpisie przed imieniem rysunek serca przeszytego strzałą.
Wszystkie
Miejsce
Lwów (1)
Nowy Jork (2)
Osoba
Fredro Aleksander (2)
Kucharzyk Henryk pseud. Henryk Walicki (2)
Kuttenowa Felicja (1)
Lechoń Jan (1)

Publikacja

Informacje bibliograficzne

List pisany czarnym atramentem dwustronnie na papierze listowym z nadrukiem: P.O. Box 525 // Sag Harbor, L.I., N.Y.; oryginał (PIN 5/55) i odpis maszynopisowy (BPwL).

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-08-20 14:59:51
Miejsce utworzenia: Sag Harbor
26 sierpnia 52
Kochany Leszku,
Nie pisałem do Ciebie, bo miałem być w N.Y. między 25 a 28 na audycjach – jak pewnie wiesz – i myślałem, że się zobaczymy. Potem Kucharzyk przesunął tę datę na drugi tydzień września, wszystko więc zmieniło się nieoczekiwanie. To, co mi pisał o przyszłych tematach (LwówTej audycji poświęcona była notatka w Dzienniku Lechonia z 9 września 1952 r.: „Dziś rozmowa radiowa o Lwowie. Mało miałem do gadania, dogadywałem tylko Wierzyńskiemu i Wittlinowi, ale jak na pierwszą robotę po chorobie nie było to najgorsze. Zwłaszcza że bez pigułki” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 2, s. 530)., lit[eratura] amerykańska11 września 1952 r. Lechoń relacjonował w Dzienniku: „Rano i po południu dyskusja radiowa o literaturze amerykańskiej. Miało być bardzo źle, a wyszło wcale nie najgorzej. Ale swoją drogą nie dopilnowałem moich partnerów i jutro będzie znów trzeba coś wycinać” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 2, s. 531). i Fredro brązowy, prawdziwy i bolszewickiZapewne w związku z przygotowaniem do audycji o Fredrze Lechoń zapisał w Dzienniku: „Fredro jest teraz więcej grany w Polsce niż przed wojną, to trochę skutek inflacji teatrów rozmnożonych jak grzyby w deszczowe lato. Ale faktem jest, że wyciąga się najbardziej zapomniane jego sztuki i że najwidoczniej i publiczność chodzi na to, śmieje się – można by mówić prawie o «renesansie Fredry», gdyby mu nie towarzyszyły idiotyczne próby przyrządzenia go po marksistowsku. Czy to jest niedopatrzenie komisarzy literackich, czy jakaś ukryta idea, w praktyce sprowadza się to do wyżywania się publiczości we Fredrze – w jego żywiole polskości, który oczywiście nie jest wcale żywiołem archanielskim, bohaterskim, tylko szlagońskim – a to jest mimo wszystko żywioł arcypolski, tkwiący w mieszczaninie, w robotniku i nawet w chłopie. Czytałem dziś Obrachunki fredrowskie Boya, dowód jaskrawy, że Fredro był problemem, bardziej żywotnym, namiętniej dyskutowanym niż prawdziwe literackie aktualności. Jeśli tak było, jeśli ten zdawałoby się najprostszy, najbardziej prosto z mostu i łopatą do głowy poeta komiczny takie budził spory – to dlatego, że w każdym z nas jest ten problem Fredry, że w każdym z nas beztroska, sielanka, nieraz bezwolna i nawet bezczelna, ale jakże nasza, jakże w naszych bebechach duchowych złożona dawność, Soplicowo i Fredro walczą z poczuciem i pragnieniem, i postanowieniem odmiany” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 2, notatka z 6 września 1952 r., s. 527–528).), wydaje mi się ciekawe i pociągające i chętnie wezmę w tych dyskusjach udział. Tylko o Fredrze „bolszewickim” nic nie wiem, poproś go, by mi przysłał materiał zawczasu. Felicja Kuttenowa mówiła mi o Twoim planowanym wieczorze, zanim jeszcze dostałem Twój list. Wspominała mi, że na jej list nie odpowiadałeś przez długie miesiące i odezwałeś się dopiero przed jej urlopem z zapytaniem o datę wieczoru. Wyczułem, że była tym dotknięta. Ponieważ przygotowywała się wtedy do wyjazdu, nic konkretnego nie mogła Ci przekazać poza szkicem programu. Tak to brzmiało w jej relacji. Wyjeżdżając, powiedziała mi, że wieczór urządzi, potrzeba jej na to jednak trochę czasu. Uważam, że w interesie obu stron jest puszczenie w niepamięć wszystkich niedokładności, w tym duchu też z nią rozmawiałem.
Mój drogi, czy nie mógłbyś przyjechać do nas w pierwszym tygodniu września po Labor DayW Ameryce państwowe święto Labor Day obchodzone jest zawsze w pierwszy poniedziałek września; honoruje amerykański ruch robotniczy i jest odpowiednikiem Święta Pracy, obchodzonego w Europie 1 maja; tradycyjnie i symbolicznie stanowi także zakończenie tzw. sezonu letniego. Notatki dziennikowe Lechonia nic nie mówią o wizycie w Sag Harbor w tym okresie.? Będzie już po wszystkim, tzn. po sezonie, gościach, hałasach, czyli spokojnie i miło. Jeśli jesteś w N.Y., zadzwoń do mnie, najlepiej koło 10-ej rano. Ja dzwoniłem do Ciebie po telefonie Kucharzyka, odwołującym audycje, ale nikt się nie odezwał.
Ściskam Cię mocno
Kazimierz

W podpisie przed imieniem rysunek serca przeszytego strzałą.