Zaloguj się
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
17 listopada 53.
Kochany Leszku,
27-go jest wieczór dla YollesaChodzi najpewniej o wieczór promocyjny z okazji wydania przez Piotra P. Yollesa powieści Ciernie (Pittsburgh 1953). W Dzienniku Lechoń odnotował 27 listopada 1953 roku m.in. „«powitanie» książki Yollesa z parominutowym «wygłupianiem się»” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1993,t. 3, s. 259), co wskazywałoby na jego czynny udział w promocji książki., nie sposób nie przyjechać. Czy nie można by w tym czasie (czwartek lub sobota) zrobić audycjiŻyczeniu Wierzyńskiego stało się zadość, ale dla Lechonia dzień ten był też pełen najróżniejszych obligacji: „Dzisiaj radio – dwa razy. Rano o «niezrozumialstwie», po południu o «micie tatrzańskim». Bardzo źle na próbie i chyba zupełnie dobrze przed mikrofonem, w każdym razie – nie było to czytanie, tylko rozmowa, dyskusja, to, co Amerykanie uważają za sam smak radiofonii. Wieczór – obiad dla Beytla u Wittenberga, później «powitanie» książki Yollesa z parominutowym «wygłupianiem się». I wreszcie jak za paryskich czasów po tylu obowiązkach – «romans» jako zasłużone premium” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 3, notatka z 27 listopada 1953 r., s. 258–259).? Oszczędziłoby mi to kosztów i trudów wyjazdowych, które męczą mnie coraz bardziej.
15-go nie dostałem nawet tych siedemdziesięciu pięciu dolarów obiecanych przez Stasia. Co dalej?
Ściskam Cię – odezwij się.
K.
Wszystkie
Osoba
Lechoń Jan (1)
Strzetelski Stanisław (1)
Wierzyński Kazimierz (1)
Yolles Piotr Paweł (1)

Publikacja

Informacje bibliograficzne

List pisany czarnym atramentem na papierze listowym z nadrukiem: P.O. Box 525 // Sag Harbor, L.I., N.Y.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-09-24 13:54:30
Miejsce utworzenia: Sag Harbor
17 listopada 53.
Kochany Leszku,
27-go jest wieczór dla YollesaChodzi najpewniej o wieczór promocyjny z okazji wydania przez Piotra P. Yollesa powieści Ciernie (Pittsburgh 1953). W Dzienniku Lechoń odnotował 27 listopada 1953 roku m.in. „«powitanie» książki Yollesa z parominutowym «wygłupianiem się»” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1993,t. 3, s. 259), co wskazywałoby na jego czynny udział w promocji książki., nie sposób nie przyjechać. Czy nie można by w tym czasie (czwartek lub sobota) zrobić audycjiŻyczeniu Wierzyńskiego stało się zadość, ale dla Lechonia dzień ten był też pełen najróżniejszych obligacji: „Dzisiaj radio – dwa razy. Rano o «niezrozumialstwie», po południu o «micie tatrzańskim». Bardzo źle na próbie i chyba zupełnie dobrze przed mikrofonem, w każdym razie – nie było to czytanie, tylko rozmowa, dyskusja, to, co Amerykanie uważają za sam smak radiofonii. Wieczór – obiad dla Beytla u Wittenberga, później «powitanie» książki Yollesa z parominutowym «wygłupianiem się». I wreszcie jak za paryskich czasów po tylu obowiązkach – «romans» jako zasłużone premium” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 3, notatka z 27 listopada 1953 r., s. 258–259).? Oszczędziłoby mi to kosztów i trudów wyjazdowych, które męczą mnie coraz bardziej.
15-go nie dostałem nawet tych siedemdziesięciu pięciu dolarów obiecanych przez Stasia. Co dalej?
Ściskam Cię – odezwij się.
K.