Zaloguj się
Aktualizacja: 12 luty 2019
(utw. 24 wrzesień 2018, 14:26)
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
3 grudnia 1953.
Kochany Leszku,
Doziębiłem się w nieopalonym pociągu i jestem gotów! Niewesoła sytuacja, grosza znikąd nie ma, a facet w łóżku. Proszę Cię, oszczędź mi wyjazdu do N.Y., zresztą teraz i tak nie mógłbym się wybrać. Mam do Ciebie dwie prośby: 1. napisz coś, by podgrzać książkę Rosy Bailly i daj dwa dolary; 2. zadzwoń do Cesi (do piątej w biurze: PL 3-1200) i powiedz jej o swoim wieczorzeMowa o odczycie (pogadance) pt. Autografy i dedykacje, który Lechoń wygłosił 13 grudnia 1953 r. w Sali odczytowej Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku; według Lechosława Gawlikowskiego (Pracownicy Radia Wolna Europa. Biografie zwykłe i niezwykłe, Warszawa 2015) odczyt nagrywany był przez Radio Wolna Europa. O przygotowaniach do tego wystąpienia Lechoń notował w Dzienniku: (10 grudnia 1953) „Robiłem plan gawędy na poniedziałek. Będzie to sztuka cytować te wszystkie listy i dedykacje i nie wydać się pyszałkiem. Trzeba się będzie oczywiście ratować dowcipem, który jest ratunkiem na tyle nieszczęść”; (11 grudnia) „Skończyłem plan gawędy. Ale mam grube wątpliwości, czy wyliczanie dedykacji nie wyjdzie głupio i nudnie i czy można mieszać Misię Sert i Starzyńskiego”; (12 grudnia) „Jeszcze dłubanie przy tej gawędzie. Wątpliwości co do układu, co do czasu, co do tych dedykacji, których czytanie wyjdzie na nieprzyzwoitą reklamę” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1993, t. 3,s. 267–269); samo zaś wydarzenie skomentował (14 grudnia): „Moja gawęda mogła oszukać innych, ale nie mnie. Było to ględzenie, a nie gawęda, naturalność już zupełnie rozchełstana i ciągłe powtarzanie tego samego. Ci, którzy nie zbliżyli się potem do mnie, i ci, którzy mnie chwalili – martwili mnie tak samo. Chciałem po prostu zapomnieć o tym wygłupieniu się. Mam nadzieję, że czas wszystko uleczy” (tamże, s. 269–270). . Zrób to dla mnie. Niech ma za to, że mnie gości, przynajmniej tę złudę, że ludzie o niej pamiętają. B ł a g a m C i ę. Czuję się pod najzdechlejszym medorem. O pisaniu nie ma mowy. Grzegorz powiedział do mnie: papajączek. Dzwonił Montgomery i zaprosił mnie na wieś do nich, ale nie pojedziemy, bo za co? Sama kolej do N.Y. i dojazd do stacji za trzy osoby trzydzieści dwa dolary. Czy Strzetelski coś wydłubie za listopad? A co ten komitet Kiermaszu, na co oni czekają z tą „niespodzianką”Być może chodzi o tradycyjnie przez wiele lat organizowany w okresie poprzedzającym Święta Bożego Narodzenia w Polskim Instytucie Naukowym kiermasz, na którym sprzedawano ofiarowane wcześniej przez osoby ze środowiska emigracji przedmioty artystyczne, rękodzieło ludowe, książki, ale też zbędne, ale dowcipne drobiazgi itp., a zdobyte w ten sposób pieniądze przeznaczano na różne cele; zapewne wówczas taki kiermasz miał się odbyć po raz pierwszy i stanowić miał „niespodziankę” w tym kręgu.? Jak Ty się czujesz? Czy przeszły Ci bóle w boku? Nie dzwoń, tylko napisz coś przyjemnego.
Ściskam Cię
Twój prelegent z
wieczoru Yollesa
Kazimierz
Wszystkie
Miejsce
Nowy Jork (2)
Osoba
Aschkenazy Cypriana (Cesia) (1)
Bailly Rosa (1)
Lechoń Jan (1)
Montgomery Robert właśc. Henry Montgomery jr (1)
Strzetelski Stanisław (1)
Wierzyński Grzegorz (Gregory) (1)
Yolles Piotr Paweł (1)

Publikacja

Informacje bibliograficzne

List pisany czarnym atramentem dwustronnie na papierze listowym z nadrukiem: P.O. Box 525 // Sag Harbor, L.I., N.Y.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-09-24 14:26:56
Miejsce utworzenia: Sag Harbor
3 grudnia 1953.
Kochany Leszku,
Doziębiłem się w nieopalonym pociągu i jestem gotów! Niewesoła sytuacja, grosza znikąd nie ma, a facet w łóżku. Proszę Cię, oszczędź mi wyjazdu do N.Y., zresztą teraz i tak nie mógłbym się wybrać. Mam do Ciebie dwie prośby: 1. napisz coś, by podgrzać książkę Rosy Bailly i daj dwa dolary; 2. zadzwoń do Cesi (do piątej w biurze: PL 3-1200) i powiedz jej o swoim wieczorzeMowa o odczycie (pogadance) pt. Autografy i dedykacje, który Lechoń wygłosił 13 grudnia 1953 r. w Sali odczytowej Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku; według Lechosława Gawlikowskiego (Pracownicy Radia Wolna Europa. Biografie zwykłe i niezwykłe, Warszawa 2015) odczyt nagrywany był przez Radio Wolna Europa. O przygotowaniach do tego wystąpienia Lechoń notował w Dzienniku: (10 grudnia 1953) „Robiłem plan gawędy na poniedziałek. Będzie to sztuka cytować te wszystkie listy i dedykacje i nie wydać się pyszałkiem. Trzeba się będzie oczywiście ratować dowcipem, który jest ratunkiem na tyle nieszczęść”; (11 grudnia) „Skończyłem plan gawędy. Ale mam grube wątpliwości, czy wyliczanie dedykacji nie wyjdzie głupio i nudnie i czy można mieszać Misię Sert i Starzyńskiego”; (12 grudnia) „Jeszcze dłubanie przy tej gawędzie. Wątpliwości co do układu, co do czasu, co do tych dedykacji, których czytanie wyjdzie na nieprzyzwoitą reklamę” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1993, t. 3,s. 267–269); samo zaś wydarzenie skomentował (14 grudnia): „Moja gawęda mogła oszukać innych, ale nie mnie. Było to ględzenie, a nie gawęda, naturalność już zupełnie rozchełstana i ciągłe powtarzanie tego samego. Ci, którzy nie zbliżyli się potem do mnie, i ci, którzy mnie chwalili – martwili mnie tak samo. Chciałem po prostu zapomnieć o tym wygłupieniu się. Mam nadzieję, że czas wszystko uleczy” (tamże, s. 269–270). . Zrób to dla mnie. Niech ma za to, że mnie gości, przynajmniej tę złudę, że ludzie o niej pamiętają. B ł a g a m C i ę. Czuję się pod najzdechlejszym medorem. O pisaniu nie ma mowy. Grzegorz powiedział do mnie: papajączek. Dzwonił Montgomery i zaprosił mnie na wieś do nich, ale nie pojedziemy, bo za co? Sama kolej do N.Y. i dojazd do stacji za trzy osoby trzydzieści dwa dolary. Czy Strzetelski coś wydłubie za listopad? A co ten komitet Kiermaszu, na co oni czekają z tą „niespodzianką”Być może chodzi o tradycyjnie przez wiele lat organizowany w okresie poprzedzającym Święta Bożego Narodzenia w Polskim Instytucie Naukowym kiermasz, na którym sprzedawano ofiarowane wcześniej przez osoby ze środowiska emigracji przedmioty artystyczne, rękodzieło ludowe, książki, ale też zbędne, ale dowcipne drobiazgi itp., a zdobyte w ten sposób pieniądze przeznaczano na różne cele; zapewne wówczas taki kiermasz miał się odbyć po raz pierwszy i stanowić miał „niespodziankę” w tym kręgu.? Jak Ty się czujesz? Czy przeszły Ci bóle w boku? Nie dzwoń, tylko napisz coś przyjemnego.
Ściskam Cię
Twój prelegent z
wieczoru Yollesa
Kazimierz