Zaloguj się
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
21. czwartek
Drogi Leszku,
Daj znać, kiedy audycja i o czym, bo wspominałeś mi o końcu styczniaNagranie audycji, które odbyło się 25 stycznia 1954 r., komentował Lechoń na gorąco w swoich notatkach nader krytycznie: „Dwie rozmowy radiowe – obie okropne. Pierwsza o kulturze mas i kulturze elity w Ameryce. Same ogólniki, żadnej myśli nie można było dokończyć – cztery osoby musiały się wygadać. W drugiej, która była rodzajem zabawy w konkurs «15 najlepszych sztuk polskich», gadałem przez 15 minut, nie wiedząc, że to tak długo – sam się wygadałem, na innych nie starczyło czasu, czyli nie było zabawy i cała rozmowa została sknocona” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1993, notatka z 25 stycznia 1954 r., t. 3, s. 298)., a koniec tuż tuż przed noskiem. Czy wypadnie tak, że mógłbym być 26-go na MałcużyńskimWrażenia z tego koncertu zanotował Lechoń w Dzienniku: „Małcużyńskiego słyszałem po raz pierwszy w takiej klasie jak wczoraj. Rozumiem teraz jego tryumfy w Europie i nie bardzo rozumiem, że nigdy w Nowym Jorku nie grał z takim rozumem i z takim opanowanym uniesieniem. To niepojęte, że tyle razy walił tępo w klawisze – skoro wczoraj dobywał wszystkich kolorów, cieniował z nieomylnym mistrzostwem wszystkie akcenty i dobywał nieprzeczuwalnych. Była to wielka gra romantyczna – tak jak jest wielka muzyka romantyczna, z którą sentymentalne cackanie się nie ma nic wspólnego. Małcużyński ma różne głuche cudowności tonu, które można porównać do chropowatości Norwida, czyli do szczytów dyskrecji i właśnie niesentymentalnego, trzymanego na wodzy jasną myślą romantyzmu. Wydobyć z Chopina coś nowego – to jedna ze sztuk najmniej prawdopodobnych i Małcużyński ją dokonał w Polonezie F-dur. Jego Liszt był wielki i tak hiszpański, jak Scarlatti i de Falla. Co za frajda móc tak się zachwycać, móc komuś dziękować, winszować bez żadnego udania i przesady” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 3, notatka z 27 stycznia 1954 r., s. 299).? Zadzwoń z Free Europe, botęsknię za muzyką Twego głosu. Czy widziałeś się z Malraux? Jeśli nie, zobacz się, masz idealny pretekst: piękny wiersz o de Gaulle’uSpotkanie Lechonia z francuskim pisarzem i eseistą André Malraux (1901–1976) to przypuszczalnie żart Wierzyńskiego; nie bez kozery odnosi się do wiersza Z La Manczy (pierwodruk: „Wiadomości” 1953, nr 30 (382) z 24 lipca); nie udało się ustalić, czy Malraux istotnie był wówczas w Nowym Jorku, ale jego spotkanie z Lechoniem nie byłoby tak całkowicie nieprawdopodobne (aczkolwiek nie ma żadnych jego śladów np. w Dzienniku poety) – obaj pisarze znali się sprzed wojny, a Malraux interesował się sprawami polskimi, podobnie jak gen. Charles de Gaulle (1890–1970), w którego rządzie po zakończeniu wojny Malraux był ministrem informacji, a kiedy ten ustąpił z funkcji w styczniu 1946 r., Malraux pozostał przy jego boku i wrócił wraz z nim do władzy w 1959 r., gdy de Gaulle został prezydentem Republiki Francuskiej; zaliczany był do tzw. lewicowych (lub liberalnych) gaullistów i być może Wierzyński żartobliwie przypisał mu rolę Sanczo Pansy, który pojawia się w wierszu obok de Gaulle’a. O utworze tym pisał Roman Loth: „Don Kichote, […] żyjący w świecie swych złudzeń, w które uparcie wierzy, mimo że kłam im nieprzerwanie zadaje rzeczywistość, przyjmuje na siebie rolę błędnego rycerza i wyrusza na wędrówkę, w szlachetnej intencji walki o sprawiedliwość. Postać Don Kichota utrwaliła się w tradycji w różnych funkcjach, m.in. jako symbol szlachetnego idealisty nie liczącego się z rzeczywistością, ale też jako personifikacja maniaka, kierującego się w życiu swymi fantasmagoriami. […] Lechoń pisał wiersz Z La Manczy (25–26 czerwca 1953 r.) w okresie, gdy de Gaulle usunął się przejściowo z widowni życia politycznego. Do bohatera swego utworu miał stosunek ambiwalentny i zmienny. Projektując ów utwór, notował w Dzienniku: «Napisać wiersz o de Gaulle’u […] – że niby on, ten tragiczny Donkiszot» (25 czerwca 1953 r.). W rok później pisał, czyniąc aluzję do filmu Fanfan Tulipan z Gérardem Philipe’em: «De Gaulle to już niemal ‘Fanfan’. I, niestety, śmieszny – ale nie wesoły» (pod datą 25 kwiet- nia 1954 r.). I w październiku tegoż roku: «Ten smutny facet nie jest postacią tragiczną, napisałem o nim wiersz jako o zawiedzionym Don Kichocie i miałem rację». Tę zmienność sądów dyktowała Lechoniowi lektura pamiętników de Gaulle’a, ukazujących się właśnie w «Paris Match» – odczytywanych przez pryzmat stosunku ich autora do spraw polskich, zwłaszcza do Józefa Piłsudskiego” (cyt. za: J. Lechoń, Poezje,oprac. R. Loth, Wrocław 1990, s. 139–140)..
U nas mgła taka, że z okna nic nie widzę. Grześ ma egzaminy. Wczoraj uczył się od szóstej do dziesiątej wieczorem. Dziś gotuje golonkę. Będą ziemniaki i chrzan. Lubisz? Jutro klopsik z sosem pomidorowym.
Odezwij się nie tylko do Halusi. Daj znać, kiedy staniemy bracia wraz i czy do boju nadszedł czas. Całuję Cię, stara mordo z Freta i Przyrynku
Twój niepowstrzymany
Przełom Dunajca

Ukośny dopisek w lewym dolnym rogu na drugiej stronie:
Zrobiło się zupełnie ciemno. Słowo daję!
Wszystkie
Miejsce
Przyrynek (1)
ul. Freta (1)
Organizacja
National Committee for Free Europe (Narodowy Komitet Wolnej Europy) (1)
Osoba
Gaulle Charles de (1)
Lechoń Jan (1)
Malraux André (1)
Małcużyński Witold (1)
Wierzyńska Halina (1)
Wierzyński Grzegorz (Gregory) (1)
Utwór
Z La Manczy (1)

Publikacja

Informacje bibliograficzne

List pisany czarnym atramentem dwustronnie na papierze listowym z nadrukiem: P.O. Box 525 // Sag Harbor, L.I., N.Y.; data roczna – 1954 – ustalona na podstawie porównania treści listu z „Dziennikiem” Lechonia (m.in. informacja o koncercie W. Małcużyńskiego 27 stycznia 1954 r. w Nowym Jorku) oraz kalendarza.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-09-24 16:49:45
Miejsce utworzenia: Sag Harbor
21. czwartek
Drogi Leszku,
Daj znać, kiedy audycja i o czym, bo wspominałeś mi o końcu styczniaNagranie audycji, które odbyło się 25 stycznia 1954 r., komentował Lechoń na gorąco w swoich notatkach nader krytycznie: „Dwie rozmowy radiowe – obie okropne. Pierwsza o kulturze mas i kulturze elity w Ameryce. Same ogólniki, żadnej myśli nie można było dokończyć – cztery osoby musiały się wygadać. W drugiej, która była rodzajem zabawy w konkurs «15 najlepszych sztuk polskich», gadałem przez 15 minut, nie wiedząc, że to tak długo – sam się wygadałem, na innych nie starczyło czasu, czyli nie było zabawy i cała rozmowa została sknocona” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1993, notatka z 25 stycznia 1954 r., t. 3, s. 298)., a koniec tuż tuż przed noskiem. Czy wypadnie tak, że mógłbym być 26-go na MałcużyńskimWrażenia z tego koncertu zanotował Lechoń w Dzienniku: „Małcużyńskiego słyszałem po raz pierwszy w takiej klasie jak wczoraj. Rozumiem teraz jego tryumfy w Europie i nie bardzo rozumiem, że nigdy w Nowym Jorku nie grał z takim rozumem i z takim opanowanym uniesieniem. To niepojęte, że tyle razy walił tępo w klawisze – skoro wczoraj dobywał wszystkich kolorów, cieniował z nieomylnym mistrzostwem wszystkie akcenty i dobywał nieprzeczuwalnych. Była to wielka gra romantyczna – tak jak jest wielka muzyka romantyczna, z którą sentymentalne cackanie się nie ma nic wspólnego. Małcużyński ma różne głuche cudowności tonu, które można porównać do chropowatości Norwida, czyli do szczytów dyskrecji i właśnie niesentymentalnego, trzymanego na wodzy jasną myślą romantyzmu. Wydobyć z Chopina coś nowego – to jedna ze sztuk najmniej prawdopodobnych i Małcużyński ją dokonał w Polonezie F-dur. Jego Liszt był wielki i tak hiszpański, jak Scarlatti i de Falla. Co za frajda móc tak się zachwycać, móc komuś dziękować, winszować bez żadnego udania i przesady” (J. Lechoń, Dziennik, dz. cyt., t. 3, notatka z 27 stycznia 1954 r., s. 299).? Zadzwoń z Free Europe, botęsknię za muzyką Twego głosu. Czy widziałeś się z Malraux? Jeśli nie, zobacz się, masz idealny pretekst: piękny wiersz o de Gaulle’uSpotkanie Lechonia z francuskim pisarzem i eseistą André Malraux (1901–1976) to przypuszczalnie żart Wierzyńskiego; nie bez kozery odnosi się do wiersza Z La Manczy (pierwodruk: „Wiadomości” 1953, nr 30 (382) z 24 lipca); nie udało się ustalić, czy Malraux istotnie był wówczas w Nowym Jorku, ale jego spotkanie z Lechoniem nie byłoby tak całkowicie nieprawdopodobne (aczkolwiek nie ma żadnych jego śladów np. w Dzienniku poety) – obaj pisarze znali się sprzed wojny, a Malraux interesował się sprawami polskimi, podobnie jak gen. Charles de Gaulle (1890–1970), w którego rządzie po zakończeniu wojny Malraux był ministrem informacji, a kiedy ten ustąpił z funkcji w styczniu 1946 r., Malraux pozostał przy jego boku i wrócił wraz z nim do władzy w 1959 r., gdy de Gaulle został prezydentem Republiki Francuskiej; zaliczany był do tzw. lewicowych (lub liberalnych) gaullistów i być może Wierzyński żartobliwie przypisał mu rolę Sanczo Pansy, który pojawia się w wierszu obok de Gaulle’a. O utworze tym pisał Roman Loth: „Don Kichote, […] żyjący w świecie swych złudzeń, w które uparcie wierzy, mimo że kłam im nieprzerwanie zadaje rzeczywistość, przyjmuje na siebie rolę błędnego rycerza i wyrusza na wędrówkę, w szlachetnej intencji walki o sprawiedliwość. Postać Don Kichota utrwaliła się w tradycji w różnych funkcjach, m.in. jako symbol szlachetnego idealisty nie liczącego się z rzeczywistością, ale też jako personifikacja maniaka, kierującego się w życiu swymi fantasmagoriami. […] Lechoń pisał wiersz Z La Manczy (25–26 czerwca 1953 r.) w okresie, gdy de Gaulle usunął się przejściowo z widowni życia politycznego. Do bohatera swego utworu miał stosunek ambiwalentny i zmienny. Projektując ów utwór, notował w Dzienniku: «Napisać wiersz o de Gaulle’u […] – że niby on, ten tragiczny Donkiszot» (25 czerwca 1953 r.). W rok później pisał, czyniąc aluzję do filmu Fanfan Tulipan z Gérardem Philipe’em: «De Gaulle to już niemal ‘Fanfan’. I, niestety, śmieszny – ale nie wesoły» (pod datą 25 kwiet- nia 1954 r.). I w październiku tegoż roku: «Ten smutny facet nie jest postacią tragiczną, napisałem o nim wiersz jako o zawiedzionym Don Kichocie i miałem rację». Tę zmienność sądów dyktowała Lechoniowi lektura pamiętników de Gaulle’a, ukazujących się właśnie w «Paris Match» – odczytywanych przez pryzmat stosunku ich autora do spraw polskich, zwłaszcza do Józefa Piłsudskiego” (cyt. za: J. Lechoń, Poezje,oprac. R. Loth, Wrocław 1990, s. 139–140)..
U nas mgła taka, że z okna nic nie widzę. Grześ ma egzaminy. Wczoraj uczył się od szóstej do dziesiątej wieczorem. Dziś gotuje golonkę. Będą ziemniaki i chrzan. Lubisz? Jutro klopsik z sosem pomidorowym.
Odezwij się nie tylko do Halusi. Daj znać, kiedy staniemy bracia wraz i czy do boju nadszedł czas. Całuję Cię, stara mordo z Freta i Przyrynku
Twój niepowstrzymany
Przełom Dunajca

Ukośny dopisek w lewym dolnym rogu na drugiej stronie:
Zrobiło się zupełnie ciemno. Słowo daję!