Zaloguj się
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
Droga KasiuHalina Wierzyńska wśród niektórych przyjaciół była nazywaną Kasią.!
Dziękuję Ci z całego serca za Twoją zacność, za wspaniałą i „twórczą korektę” i za miłe słowa o mojej pracyList, do którego odwołuje się Lechoń, nie zachował się. .
Z Twoich uwag częściowo pokornie i najszczerzej skorzystałem, częściowo uparłem się – moje niejasności bowiem, mam to błogie złudzenie – stanowią czasami jakby herb mego stylu si comparare licetŁac.: jeśli wolno porównać. – jak sybillińskie słowa Norwida.
Oczywiście że w prozieZapewne mowa o powieści Bal u senatora zwłaszcza nie trzeba tego nadużywać i czasami wynikają one po prostu z pośpiechu i są potknięciem się, a nie świadomą „konstrukcją”.
Dziękuję Ci, moja droga (naprawdę, że chciałem napisać najdroższa) najserdeczniej i błagam, d a j m i z n a ć, k o m u i j a k i e p a c z k i m a m w y s ł a ć. Bardzo mi na tym zależy i chciałbym to zrobić jak najlepiej. Ja szykuję się do operacjiW „Tygodniku Polskim” 1945, nr 32 z 19 sierpnia w rubryce „Od Wydawnictwa” pojawiło się doniesienie: „Redaktor «Tygodnika Polskiego» Jan Lechoń zachorował i będzie musiał odbyć parotygodniową kurację. Przez ten czas zastępować go będzie w redakcji Aleksander Janta”; w numerze zaś 38 z 30 września w rubryce „Od redakcji” informowano: „Redaktor «Tygodnika Polskiego» Jan Lechoń powrócił z urlopu i objął kierownictwo redakcji”. Bliższe szczegóły dotyczące tej choroby nie są znane, wiadomo natomiast, że 17 lipca 1946 r. poeta przeszedł poważną operację jelita – treść następnego listu wskazuje, że oba te zdarzenia miały ze sobą ścisły związek. – ku czemu potrzebne są doktor, szpital i forsa. Na razie mam doktora, reszta w toku. Nie bardzo mogę łazić i ta cała sprawa, qui est loin d’ être graveFranc., dosłownie: która jest daleka od poważności; tu: niemająca znaczenia. Wtręt w tym tonie wypada raczej uznać za rodzaj kokieterii Lechonia, który w istocie sprawę swojej choroby traktował śmiertelnie poważnie (m.in. po operacji jelita do końca życia obawiając się zagrożenia nowotworem)., bardzo mnie nuży. Poza tym nerwy moje i inwencja są w stanie podeszew zjeżdżonych doszczętnie. Ale czuję, że to fizyczne i uważam, że za dwa lata wrócimy do Polski, w której nie będzie już skurwysynów – bolszewików, tylko skurwysyny – nasi przyjaciele (ale o tym sza!). Plotek bardzo dużo. Pierwsza, że Zuzia Wieniawianka wyszła trzy tygodnie temu za mąż i nazywa się k s i ę ż n a Windischgraetz czy Dietrichstein, czy Schwarzenberg, w każdym razie największe nazwisko z gratinFranc.: śmietanka towarzyska, elita towarzyska. austriackiego. Było to w Ambasadzie USA w Bogocie, John Wiley prowadził ją do ślubu, Pan młody jest piękny, młody, obywatel amerykański i ma świetną posadę w nafcieW liście J. Lechonia do M. Grydzewskiego z 10 września 1945 r. czytamy: „Jedyna ostatnio sensacja to były dwa śluby: Karskiego z córką ambasadora Wenezueli, […], i Zuzi Wieniawianki, która, będąc jako córka domu w Bogocie u Wileyów, wyszła za mąż za młodego pięknego i bogatego (na doskonałej amerykańskiej posadzie) arystokratę austriackiego i nazywa się albo Windischgraetz, albo Dietrichstein, albo Schwarzenberg (tego mi nie doniesiono dokładnie)” (M. Grydzewski, J. Lechoń, Listy 1923–1956, dz. cyt., t. 1, s. 136).. Wyobrażasz sobie teraz Bronkę Wieniawinę i czy nie myślisz, że Danusia Rucińska gryzie nocami poduszkę i rzęzi „A ja jestem tylko Rucińska”.
Pniewski i Kowarski żyją.
Całuję Ci ręce, Kazia ściskam, moja rodzinaMowa o Aubreyu Johnstonie. całuje Was (jak zawsze)
Leszek

Wszystkie
Miejsce
Bogota (1)
Osoba
Johnston Aubrey Hayes (1)
Kowarski Felicjan Szczęsny (1)
Lechoń Jan (1)
Norwid Cyprian (1)
Pniewski Bohdan (1)
Rucińska Danuta (2)
Wieniawa-Długoszowska Bronisława z domu Klaczkin primo voto Berenson (1)
Wieniawa-Długoszowska Zuzanna (1)
Wierzyńska Halina (1)
Wierzyński Kazimierz (1)
Wiley John Cooper (1)
Utwór
Bal u Senatora (1)

Publikacja

Miejsce w katalogu

Informacje bibliograficzne

List pisany granatowym atramentem na dwóch arkuszach papieru z nadrukiem firmowym: Tygodnik Polski // Polish Weekly // 806 Lexington Avenue // (Corner 62nd Street) // New York City // Regent 7-4168. List niedatowany; na oryginale notatka ołówkiem ręką Haliny Wierzyńskiej: „Lato 1945”; przybliżone datowanie – druga połowa sierpnia – przed 10 września 1945 – na podstawie lektury porównawczej listu Lechonia do M. Grydzewskiego z 10 września 1945 r.

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2017-07-27 15:57:13
Droga KasiuHalina Wierzyńska wśród niektórych przyjaciół była nazywaną Kasią.!
Dziękuję Ci z całego serca za Twoją zacność, za wspaniałą i „twórczą korektę” i za miłe słowa o mojej pracyList, do którego odwołuje się Lechoń, nie zachował się. .
Z Twoich uwag częściowo pokornie i najszczerzej skorzystałem, częściowo uparłem się – moje niejasności bowiem, mam to błogie złudzenie – stanowią czasami jakby herb mego stylu si comparare licetŁac.: jeśli wolno porównać. – jak sybillińskie słowa Norwida.
Oczywiście że w prozieZapewne mowa o powieści Bal u senatora zwłaszcza nie trzeba tego nadużywać i czasami wynikają one po prostu z pośpiechu i są potknięciem się, a nie świadomą „konstrukcją”.
Dziękuję Ci, moja droga (naprawdę, że chciałem napisać najdroższa) najserdeczniej i błagam, d a j m i z n a ć, k o m u i j a k i e p a c z k i m a m w y s ł a ć. Bardzo mi na tym zależy i chciałbym to zrobić jak najlepiej. Ja szykuję się do operacjiW „Tygodniku Polskim” 1945, nr 32 z 19 sierpnia w rubryce „Od Wydawnictwa” pojawiło się doniesienie: „Redaktor «Tygodnika Polskiego» Jan Lechoń zachorował i będzie musiał odbyć parotygodniową kurację. Przez ten czas zastępować go będzie w redakcji Aleksander Janta”; w numerze zaś 38 z 30 września w rubryce „Od redakcji” informowano: „Redaktor «Tygodnika Polskiego» Jan Lechoń powrócił z urlopu i objął kierownictwo redakcji”. Bliższe szczegóły dotyczące tej choroby nie są znane, wiadomo natomiast, że 17 lipca 1946 r. poeta przeszedł poważną operację jelita – treść następnego listu wskazuje, że oba te zdarzenia miały ze sobą ścisły związek. – ku czemu potrzebne są doktor, szpital i forsa. Na razie mam doktora, reszta w toku. Nie bardzo mogę łazić i ta cała sprawa, qui est loin d’ être graveFranc., dosłownie: która jest daleka od poważności; tu: niemająca znaczenia. Wtręt w tym tonie wypada raczej uznać za rodzaj kokieterii Lechonia, który w istocie sprawę swojej choroby traktował śmiertelnie poważnie (m.in. po operacji jelita do końca życia obawiając się zagrożenia nowotworem)., bardzo mnie nuży. Poza tym nerwy moje i inwencja są w stanie podeszew zjeżdżonych doszczętnie. Ale czuję, że to fizyczne i uważam, że za dwa lata wrócimy do Polski, w której nie będzie już skurwysynów – bolszewików, tylko skurwysyny – nasi przyjaciele (ale o tym sza!). Plotek bardzo dużo. Pierwsza, że Zuzia Wieniawianka wyszła trzy tygodnie temu za mąż i nazywa się k s i ę ż n a Windischgraetz czy Dietrichstein, czy Schwarzenberg, w każdym razie największe nazwisko z gratinFranc.: śmietanka towarzyska, elita towarzyska. austriackiego. Było to w Ambasadzie USA w Bogocie, John Wiley prowadził ją do ślubu, Pan młody jest piękny, młody, obywatel amerykański i ma świetną posadę w nafcieW liście J. Lechonia do M. Grydzewskiego z 10 września 1945 r. czytamy: „Jedyna ostatnio sensacja to były dwa śluby: Karskiego z córką ambasadora Wenezueli, […], i Zuzi Wieniawianki, która, będąc jako córka domu w Bogocie u Wileyów, wyszła za mąż za młodego pięknego i bogatego (na doskonałej amerykańskiej posadzie) arystokratę austriackiego i nazywa się albo Windischgraetz, albo Dietrichstein, albo Schwarzenberg (tego mi nie doniesiono dokładnie)” (M. Grydzewski, J. Lechoń, Listy 1923–1956, dz. cyt., t. 1, s. 136).. Wyobrażasz sobie teraz Bronkę Wieniawinę i czy nie myślisz, że Danusia Rucińska gryzie nocami poduszkę i rzęzi „A ja jestem tylko Rucińska”.
Pniewski i Kowarski żyją.
Całuję Ci ręce, Kazia ściskam, moja rodzinaMowa o Aubreyu Johnstonie. całuje Was (jak zawsze)
Leszek