Zaloguj się
Aktualizacja: 24 czerwiec 2019
(utw. 21 czerwiec 2019, 22:15)
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
101-07 Ascan Ave.
Forest Hills, N.Y.
28 stycznia 46
Kochany Mietku,
dziś dostałem dwa Twoje listy z 18 bm. i 22 bm., dziękuję Ci bardzo – także za wycinki – i odpisuję bez zwłoki. Pogrzeb MatuliZofii Małeckiej. był pogrzebem jakiegoś kawałka nas wszystkich, z pewnością zmarł z nią kawałek przewiezionej Polski – a sam obrzęd był czymś tak ponurym jak nasz obecny los. Wacek Jędrzejewicz, który te rzeczy załatwiał, wybrał cmentarz na Long Island, jechaliśmy samochodami półtorej godziny poza Nowy Jork, w straszny dzień burzy śnieżnej i deszczowej, śród takiego wichru, że kiedy wysiadłem z samochodu – zresztą przeziębiony i na pół chory – zakręciło mi się w głowie i tchu nie mogłem złapać. Tych dziesięć osób śród pustyni nowego cmentarza, bez grobów, między smutnymi sosenkami – to było coś tak przeraźliwie smutnego, że gdy nagle okazało się, że nie ma księdza (co J[ędrzejewicz] zrobił zdaje się ze względu na oszczędność), padł na nas jakiś strach, a serce się krajało na myśl o biednej Zosi. Henryk leży chory, ma się lepiej. To najpoważniejszy człowiek, jakiego znałem. Pełen poświęcenia dla spraw polskich, nieustannie o Polsce myślący, pełen wizji i poezji o niej, niczym prorok biblijny – bywa najgorszym, najpotworniejszym fanatykiem [?] w pracy, której zresztą oddaje czas, umysł i zdrowie – właściwie bez reszty i kompletnie bezinteresownie. W domu potrafi znaleźć się jak najmilszy gospodarz i po prostu jak ludożerca. Jest świetnym couseremFranc. ............................... i strasznym, niezmordowanym nudziarzem, urok pożycia z nim jest dla mnie zagadką. Tak samo sekretem dla mnie jest, jak można przez pięć minut znosić złe jego humory i ścierpieć wszystko, co z nimi się łączy. – Liściki dziś zaniosła Zosi Halusia. Teraz mamy tu na tapecie powrót Yollesa do „N[owego] Świata”, co Ignacego i Henryka b[ardzo] rozsierdziło i nie wiadomo jeszcze, jakie będzie miał skutkiByć może chodzi o obawy Matuszewskiego i Floyara-Rajchmana, jaką linię polityczną utrzyma dziennik „Nowy Świat” wobec potrzeby działalności Polonii amerykańskiej na rzecz niepodległości Polski, red. Yolles znany był bowiem z popierania amerykanizacji imigrantów przybyłych do USA z Polski, traktowania urodzonych tam Polaków za Amerykanów i opowiadania się za tzw. podwójną lojalnością. Zob. Krzysztof Groniowski, Grupa etniczna a kraj pochodzenia: kształtowanie się ideologii Polskich Amerykanów (1918-1939), „Dzieje Najnowsze” 1999 nr 31/2.. Ignacy nie pisze do „Tyg[odnika]”, bo nie dał się uprosić. Tak mi mówił Leszek. Co zrobimy z Wilnem – nie wiem. Cieszę się, że masz trudności w Włochami, bo gdybyś tam pojechał, wątpię byśmy się tu zjechali. Co do lata, masz rację. Upały są tu potworne, pełne wilgoci i dla mnie nie do wytrzymania, tym bardziej, że mam w mieszkaniu „skylight”Ang.: świetlik (w suficie)., przez który leje się żar jak z pieca. W chłodniejszych mieszkaniach jest lepiej. – O periodyku angielskim myślę dlatego, że każde polskie wydawnictwo jest na tutejszym gruncie czymś kalekim. „Tygodnik” najmniej czytany jest z pewnością w Ameryce. Książki nasze interesują wszystkich tylko nie Polonię. Uchodźców nowszych jest niewiele, nasz krąg – pierwszy – śmiesznie mały. Jedyne wyjście – to czytelnik amerykański. Jak do niego trafić, to inna sprawa. – Załóż „Wiadomości” koniecznie. Musi być kontrpara i odprawa tamtej stronie. Inaczej czas nas pochłonie jak woda i znikniemy pod nią bez śladu. Trzeba odpowiadać rzetelnie, głęboko, z całą powagą tej trudnej i niepowierzchownej racji, jaką mamy za sobą. Ufam, że to zrobisz. Gdy czytam „N[ową] Pol[skę]”Zob. przyp. 7 do listu ........... [z 23 października 1945]. krew mnie zalewa, że niczym się jej nie przeciwstawiamy. Podobnie musi rozwinąć się twórczość, to wszystko co jest, to mało. Dlaczego zamilkł Baliński? Przecież powinien nie ustawać w pieśni o Jaszunach! Zaniepokoiło mnie to, co piszesz o Stow[arzyszeniu] PisarzyWierzyński myli Stowarzyszenie Pisarzy Polskich z instytucją organizującą odczyt Zofii Kossak-Szczuckiej – Związkiem Polskich Pisarzy Katolickich, który był efemerydą.. Co znaczy ten kult Szczuckiej?Zob. przyp. 15 do listu ............... [MG do KW z 18 stycznia 1946]. Napisz mi o tym szerzej, z nazwiskami i wypadkami. Czy współpracujesz z Terleckim? Wydaje mi się, że to umysłowość, jakiej bardzo teraz trzeba. Prosiłem go o broszurę O zadaniach emigracjiBroszura, w zamyśle Wierzyńskiego przeznaczona dla Polonii amerykańskiej, nie ukazała się. Tematykę tę podjął natomiast Terleckiego w serii artykułów, m.in. Emigracja polska: wczoraj i dziś, „Wiadomościach” 1946, nr 1, s 1, z 7 kwietnia; Emigracja walki „Wiadomościach” 1946, nr 2, s. 2, z 14 kwietnia; Mickiewicz i my, „Wiadomościach” 1946, nr 3, s. 1, z 21 kwietnia. O przyczynach nie wydania wspomnianej broszury obszernie pisze N.Taylor-Terlecka, cytując korespondencję między Terleckim i Wierzyńskim, w Posłowiu do tomu: T. Terlecki, Emigracja naszego czasu, pod red. N. Taylor-Terleckiej, J. Święcha, Lublin 2003., to przecież musi być też sprecyzowane, przedyskutowane i uświadomione. Czasem pisuje on do mnie, zawsze bardzo serdecznie i po przyjacielsku. Czy nie on winduje Szczucką – trochę za wysoko? Co ona tam u Was właściwie robi? Jakie jest jej stanowisko?
Cieszę się, że wyjdą Twoje wydawnictwa. Co z antologiami? Moja książka już odesłana do drukarni, ale miesiąc mija – a składu nie zaczęliChodzi o tom wierszy Krzyże i miecze.. Bardzo trudno tu pracować. Zawsze myślę, że byłoby łatwiej, gdybyś Ty tu był. Kiedy zamierzasz przyjechać? Pilnuj, by affidavity nie wygasły, bo znów zacznie się ta potworna kabała. Co Staś, czy przyjedzie? Ściskam Cię, mój drogi, mocno i serdecznie. Halusia pozdrawia Cię serdecznie, oboje czekamy, należy się nam już Twój przyjazd. Przybywaj!
Kazimierz
Nowakowskiemu wysłaliśmy $50.
ScrutatorowiScrutator to pseudonim Mieczysława Grydzewskiego, którym podpisywał m.in. cykle „Sprawy polskie w książkach angielskich” i „Polska w książkach angielskich”, drukowane w latach 1944-1946 na łamach nowojorskiego „Tygodnika Polskiego”. wysyłam History of the Second World War z wyjątkiem Forgotten BattlefieldTrudno ustalić, jaką anglojęzyczna publikację na temat II wojny światowej wysłał Wierzyński, natomiast nie wysłał Grydzewskiemu angielskiego przekładu swego tomu Pobojowisko wydanego (jak i wersja polska) w 1944 r. w tłumaczeniu Edmunda Ordona przez oficynę Roy Publishers pt. The forgotten battlefield. Edmund Ordon, tłumacz, profesor slawistyki na Uniwersytecie Wayne w Detroit, m.in. autor studium pt. Notes on translation from two Polish poets: (Lechoń and Różewicz), „The Polish Review” 1966, vol. XI, no. 2. Wierzyński poznał go, jako młodego chłopca, podczas swego pierwszego pobytu w Stanach Zjednoczonych w 1929 roku, zob. na ten temat: K. Wierzyński, Pamiętnik poety, dz. cyt., s. 269-270..
Wszystkie
Miejsce
Jaszuny (1)
Osoba
Grydzewski Mieczysław właśc. Jerzy Grycendler (1)
Jędrzejewicz Wacław (1)
Małecka Zofia zob. Floyar-Rajchmanowa Zofia (1)
Wierzyński Kazimierz (1)

Publikacja

Informacje bibliograficzne

Kopia listu rękopiśmiennego pisanego jednostronnie na trzech arkuszach papieru. Znak Grydzewskiego „Z”.

Język:

PL

Oryginał

Data utworzenia: 2019-06-21 22:15:56
Miejsce utworzenia: Nowy Jork
101-07 Ascan Ave.
Forest Hills, N.Y.
28 stycznia 46
Kochany Mietku,
dziś dostałem dwa Twoje listy z 18 bm. i 22 bm., dziękuję Ci bardzo – także za wycinki – i odpisuję bez zwłoki. Pogrzeb MatuliZofii Małeckiej. był pogrzebem jakiegoś kawałka nas wszystkich, z pewnością zmarł z nią kawałek przewiezionej Polski – a sam obrzęd był czymś tak ponurym jak nasz obecny los. Wacek Jędrzejewicz, który te rzeczy załatwiał, wybrał cmentarz na Long Island, jechaliśmy samochodami półtorej godziny poza Nowy Jork, w straszny dzień burzy śnieżnej i deszczowej, śród takiego wichru, że kiedy wysiadłem z samochodu – zresztą przeziębiony i na pół chory – zakręciło mi się w głowie i tchu nie mogłem złapać. Tych dziesięć osób śród pustyni nowego cmentarza, bez grobów, między smutnymi sosenkami – to było coś tak przeraźliwie smutnego, że gdy nagle okazało się, że nie ma księdza (co J[ędrzejewicz] zrobił zdaje się ze względu na oszczędność), padł na nas jakiś strach, a serce się krajało na myśl o biednej Zosi. Henryk leży chory, ma się lepiej. To najpoważniejszy człowiek, jakiego znałem. Pełen poświęcenia dla spraw polskich, nieustannie o Polsce myślący, pełen wizji i poezji o niej, niczym prorok biblijny – bywa najgorszym, najpotworniejszym fanatykiem [?] w pracy, której zresztą oddaje czas, umysł i zdrowie – właściwie bez reszty i kompletnie bezinteresownie. W domu potrafi znaleźć się jak najmilszy gospodarz i po prostu jak ludożerca. Jest świetnym couseremFranc. ............................... i strasznym, niezmordowanym nudziarzem, urok pożycia z nim jest dla mnie zagadką. Tak samo sekretem dla mnie jest, jak można przez pięć minut znosić złe jego humory i ścierpieć wszystko, co z nimi się łączy. – Liściki dziś zaniosła Zosi Halusia. Teraz mamy tu na tapecie powrót Yollesa do „N[owego] Świata”, co Ignacego i Henryka b[ardzo] rozsierdziło i nie wiadomo jeszcze, jakie będzie miał skutkiByć może chodzi o obawy Matuszewskiego i Floyara-Rajchmana, jaką linię polityczną utrzyma dziennik „Nowy Świat” wobec potrzeby działalności Polonii amerykańskiej na rzecz niepodległości Polski, red. Yolles znany był bowiem z popierania amerykanizacji imigrantów przybyłych do USA z Polski, traktowania urodzonych tam Polaków za Amerykanów i opowiadania się za tzw. podwójną lojalnością. Zob. Krzysztof Groniowski, Grupa etniczna a kraj pochodzenia: kształtowanie się ideologii Polskich Amerykanów (1918-1939), „Dzieje Najnowsze” 1999 nr 31/2.. Ignacy nie pisze do „Tyg[odnika]”, bo nie dał się uprosić. Tak mi mówił Leszek. Co zrobimy z Wilnem – nie wiem. Cieszę się, że masz trudności w Włochami, bo gdybyś tam pojechał, wątpię byśmy się tu zjechali. Co do lata, masz rację. Upały są tu potworne, pełne wilgoci i dla mnie nie do wytrzymania, tym bardziej, że mam w mieszkaniu „skylight”Ang.: świetlik (w suficie)., przez który leje się żar jak z pieca. W chłodniejszych mieszkaniach jest lepiej. – O periodyku angielskim myślę dlatego, że każde polskie wydawnictwo jest na tutejszym gruncie czymś kalekim. „Tygodnik” najmniej czytany jest z pewnością w Ameryce. Książki nasze interesują wszystkich tylko nie Polonię. Uchodźców nowszych jest niewiele, nasz krąg – pierwszy – śmiesznie mały. Jedyne wyjście – to czytelnik amerykański. Jak do niego trafić, to inna sprawa. – Załóż „Wiadomości” koniecznie. Musi być kontrpara i odprawa tamtej stronie. Inaczej czas nas pochłonie jak woda i znikniemy pod nią bez śladu. Trzeba odpowiadać rzetelnie, głęboko, z całą powagą tej trudnej i niepowierzchownej racji, jaką mamy za sobą. Ufam, że to zrobisz. Gdy czytam „N[ową] Pol[skę]”Zob. przyp. 7 do listu ........... [z 23 października 1945]. krew mnie zalewa, że niczym się jej nie przeciwstawiamy. Podobnie musi rozwinąć się twórczość, to wszystko co jest, to mało. Dlaczego zamilkł Baliński? Przecież powinien nie ustawać w pieśni o Jaszunach! Zaniepokoiło mnie to, co piszesz o Stow[arzyszeniu] PisarzyWierzyński myli Stowarzyszenie Pisarzy Polskich z instytucją organizującą odczyt Zofii Kossak-Szczuckiej – Związkiem Polskich Pisarzy Katolickich, który był efemerydą.. Co znaczy ten kult Szczuckiej?Zob. przyp. 15 do listu ............... [MG do KW z 18 stycznia 1946]. Napisz mi o tym szerzej, z nazwiskami i wypadkami. Czy współpracujesz z Terleckim? Wydaje mi się, że to umysłowość, jakiej bardzo teraz trzeba. Prosiłem go o broszurę O zadaniach emigracjiBroszura, w zamyśle Wierzyńskiego przeznaczona dla Polonii amerykańskiej, nie ukazała się. Tematykę tę podjął natomiast Terleckiego w serii artykułów, m.in. Emigracja polska: wczoraj i dziś, „Wiadomościach” 1946, nr 1, s 1, z 7 kwietnia; Emigracja walki „Wiadomościach” 1946, nr 2, s. 2, z 14 kwietnia; Mickiewicz i my, „Wiadomościach” 1946, nr 3, s. 1, z 21 kwietnia. O przyczynach nie wydania wspomnianej broszury obszernie pisze N.Taylor-Terlecka, cytując korespondencję między Terleckim i Wierzyńskim, w Posłowiu do tomu: T. Terlecki, Emigracja naszego czasu, pod red. N. Taylor-Terleckiej, J. Święcha, Lublin 2003., to przecież musi być też sprecyzowane, przedyskutowane i uświadomione. Czasem pisuje on do mnie, zawsze bardzo serdecznie i po przyjacielsku. Czy nie on winduje Szczucką – trochę za wysoko? Co ona tam u Was właściwie robi? Jakie jest jej stanowisko?
Cieszę się, że wyjdą Twoje wydawnictwa. Co z antologiami? Moja książka już odesłana do drukarni, ale miesiąc mija – a składu nie zaczęliChodzi o tom wierszy Krzyże i miecze.. Bardzo trudno tu pracować. Zawsze myślę, że byłoby łatwiej, gdybyś Ty tu był. Kiedy zamierzasz przyjechać? Pilnuj, by affidavity nie wygasły, bo znów zacznie się ta potworna kabała. Co Staś, czy przyjedzie? Ściskam Cię, mój drogi, mocno i serdecznie. Halusia pozdrawia Cię serdecznie, oboje czekamy, należy się nam już Twój przyjazd. Przybywaj!
Kazimierz
Nowakowskiemu wysłaliśmy $50.
ScrutatorowiScrutator to pseudonim Mieczysława Grydzewskiego, którym podpisywał m.in. cykle „Sprawy polskie w książkach angielskich” i „Polska w książkach angielskich”, drukowane w latach 1944-1946 na łamach nowojorskiego „Tygodnika Polskiego”. wysyłam History of the Second World War z wyjątkiem Forgotten BattlefieldTrudno ustalić, jaką anglojęzyczna publikację na temat II wojny światowej wysłał Wierzyński, natomiast nie wysłał Grydzewskiemu angielskiego przekładu swego tomu Pobojowisko wydanego (jak i wersja polska) w 1944 r. w tłumaczeniu Edmunda Ordona przez oficynę Roy Publishers pt. The forgotten battlefield. Edmund Ordon, tłumacz, profesor slawistyki na Uniwersytecie Wayne w Detroit, m.in. autor studium pt. Notes on translation from two Polish poets: (Lechoń and Różewicz), „The Polish Review” 1966, vol. XI, no. 2. Wierzyński poznał go, jako młodego chłopca, podczas swego pierwszego pobytu w Stanach Zjednoczonych w 1929 roku, zob. na ten temat: K. Wierzyński, Pamiętnik poety, dz. cyt., s. 269-270..