Kochany Leszku, Nieba uchyliłbym Ci, wiesz o tym, ale przyjechać nie mogę: 1) Zostałem w tej chwili kompletnie bez pieniędzy i nie miałbym nawet na tę wyprawę, a nie obleciałoby to niżej pięćdziesięciu dolarówO tym wydarzeniu i związanych z nim decyzjach i refleksjach pisał Wierzyński do Grydzewskiego w liście z 24 marca 1948 r.: „Pytasz mnie, czy urządzę «jubileusz»? Nie. Dla pieniędzy skłonny byłbym skoczyć na spadochronie z Empire State Building i myślałem, że Leszek w podobny sposób odnosi się do swego «jubileuszu», okazuje się jednak, że on wziął to poważnie, mało tego – najpoważniej. Z dawna zaobserwowałem, że ludzie dowcipni nie mają poczucia własnej śmieszności. Ambasadorowie jako krytycy literaccy i sala Polaków nowojorskich, z których nikt nie czyta książek, jako tłum hołdowniczy – to nie dla mnie. Podobno uratowało sytuację świetne przemówienie Leszka na końcu. On prosił mnie o prelekcję, niestety nie miałem na to czasu, a potem zostaliśmy kompletnie bez pieniędzy, nie mogliśmy więc nawet jechać na tę zabawę. Zebrano $ 4,000 i podobno zbiera się dalej. Po opłaceniu długów zostało mu $ 2,000. Jest to suma dla jednego człowieka dość spora, można przeżyć rok. Leszek jest Ci bardzo wdzięczny za obrobienie Londynu” (oryginał w archiwum K. Wierzyńskiego w Bibliotece Polskiej w Londynie; sygn.: 1360 / Rps / VII / 1b: 1947–1956).. 2) Odczyt zabrałby mi przy mojej powolności w pisaniu trzy–cztery dni, wyjazd i pobyt pięć–siedem dni, czyli około dziesięciu dni, co byłoby dla mnie stratą czasu nie do dorobienia, tym bardziej że data moich zobowiązań<desc>Mowa o setnej rocznicy śmierci Chopina, przypadającej 17 października 1949 r., na którą powinna być gotowa jego biografia pióra Wierzyńskiego.</desc> wisi mi jak miecz nad głową. Nie gniewaj się, zrozum mnie. Pocieszam się tym, że uwielbiłem Cię już publicznie, w słowie i piśmie, w odczycie<desc>Chodzi o wygłoszony przez Wierzyńskiego 26 kwietnia 1943 r. odczyt Współczesna literatura polska na emigracji, w ramach zorganizowanego przez Polski Instytut Naukowy w Ameryce cyklu wykładów pt. Historia literatury polskiej; tekst drukowany był następnie w „Tygodniku Polskim” 1943, (cz. 1) nr 22; (cz. 2) nr 23; wyd. osob.: New York [1943], 46 s.; przedr. w: K. Wierzyński, <hi>Szkice i portrety literackie</hi>, oprac. P. Kądziela, Warszawa 1990, s. 105–134. Lechoniowi jest tam poświęcony dość obszerny fragment, w którym Wierzyński podkreśla m.in. głęboką polskość autora <hi>Karmazynowego poematu</hi>, poświadczoną „ogólną wewnętrzną postawą, jak i twórczością”, bo „Polska jest dla Lechonia zarówno rzeczywistością historyczną, jak i legendą ponadczasową. Obie te formy życia oddziałują na siebie nieustannie i stwarzają w nim jedyną w swoim rodzaju apoteozę kraju, narodu i jego ducha”; zauważa przy tym, że „przez wiele lat najbardziej małomówny poeta, wywarł u nas duży wpływ, może dlatego mało widoczny, że niepowierzchowny”.</desc> Instytutu, a przecież sam mi mówiłeś, że chociaż dawno wygłoszony, zostanie na wieczność nowy i niepostarzały. Życzę Ci powodzenia, tzn. dużo, dużo forsy, ale nie mów mi nic o jubileuszu, bo mnie to piekielnie śmieszy. Przypuszczam, że jako satyryk czujesz to jeszcze lepiej ode mnieIronia Wierzyńskiego była w tym wypadku raczej nieuzasadniona, w kilka lat później bowiem, 28 marca 1954 r. odbył się w Nowym Jorku „Obchód jubileuszowy” z okazji jego 60. urodzin i 35-lecia działalności literackiej, którego honorowym protektorem był gen. Kazimierz Sosnkowski. Dla odmiany Lechoń skomentował ten jubileusz w Dzienniku: „Wierzyński, jak się okazuje, wziął cały swój jubileusz dosłownie tak, jakby wszyscy, którzy wtedy przemawiali czy przysłali mu depesze, naprawdę myśleli i czuli to, co było trzeba powiedzieć. I teraz jubilat piekli się, że nie traktuję go o każdej chwili jak jubilata – że Olechowski i Tadeusz Nowakowski coś mu nie dogodzili, że po prostu nie czci się go o każdej chwili. Mogę się na to złościć, bo sam powiedziałem na mojej parę lat temu fecie, co myślę o jubileuszach. Czasami trzeba korzystać z jubileuszów. Ale człowiek rozsądny nie może w nie wierzyć” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, t. 3, notatka z 22 kwietnia 1954 r., s. 351).. Napisz, mój drogi, kiedy to będzie i gdzie, jaki programUroczystość odbyła się 19 lutego 1948 r. w stylowym salonie Steinway Hall na Manhattanie w Nowym Jorku; przemówienia wygłosili: były ambasador RP w Waszyngtonie Jan Ciechanowski, dyrektor Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce prof. Oskar Halecki, były ambasador RP w Paryżu Juliusz Łukasiewicz; w części artystycznej recytowane były wiersze jubilata w wykonaniu zaprzyjaźnionych z Lechoniem artystów: Marii Modzelewskiej, Karin Tiche-Falenckiej, Zofii Nakonecznej, Janiny Wilczówny i Leszka Pawłowicza; towarzyszyła im muzyka Chopina w wykonaniu znakomitego pianisty Mieczysława Horszowskiego.. Ściskam Cię mocno, chcę Cię widzieć zdrowym, bogatym i płodnym, bo geniusz to znaczy dobrze i dużo. Halina zasyła Ci ucałowania. Pisz! Twój Kazimierz