Zaloguj się
Aktualizacja: 21 lipiec 2019
(utw. 2 lipiec 2019, 22:53)
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
13.3.46

Drogi Kaziu. – Dziękuję Ci za list z 8 marca, który wczoraj otrzymałem (znałem pewnego jegomościa, który kwitował dodatkowo z daty stempla pocztowego). Posyłam Ci list od Twego bratanka, który również wczoraj nadszedł, wiersz HemaraZob. przyp. 6 do listu .............. [MG do KW z 30 grudnia 1945]. – Najwcześniej po tym liście opublikowanym na łamach „Tygodnika Polskiego” wierszem Hemara była Odpowiedź, „Tygodnik Polski”, Nowy Jork 1946 nr 13 (170) z 31 marca, stanowiąca w istocie poetycką odpowiedź na wiersz Jana Brzechwy Gryps do Jana Lechonia („Szpilki” 1946 nr 8), w którym w parodystycznej formie przedstawiał rzekome kłamstwa propagandowe na tematy sytuacji w kraju, rozpowszechniane na emigracji. Podejmując się Odpowiedzi Hemar tłumaczy, że:
„Gryps, acz nie do mnie, wszystkich nas dotyczy,
Wszystkich poetów polskiej emigracji,
Którym do kraju tęskno – a nie śpieszno,
Chociaż pan Brzechwa z ironią prześmieszną
Wykpiwa, szydzi, w parodię obraca,
Że nasza «Greuel-propaganda» – bzdura,
Kiep, kto nie wraca, i tchórz, kto nie wraca”.
Dalej zaś, sam ironizując na temat uprawianej na łamach „Szpilek” propagandy wymierzonej przeciwko emigracji, sugerował Brzechwie:
„Jeśli tam wolność sumienia i słowa,
Jeżeli taka odwaga cywilna,
Napisz – co myślisz o Polsce bez Lwowa?
Napisz – co myślisz o Polsce bez Wilna?
Ten tylko temat nas wszystkich obchodzi.
O tym bym pisał, gdybym też był w Łodzi.
[...]
Lecz nie kuś, by się kto wracać ośmielił
I z tobą podłość albo hańbę dzielił [...]” [cyt. za: ..........................].
oraz wycinek o KarskimWspomniany wycinek na temat Jana Karskiego nie zachował się.. Napisz, czy to prawda, że on rzeczywiście wysłany był tutaj przez uniwersytet (?) Hoovera do zbierania materiałów o wojnie, bo jeżeli tak, w żaden sposób nie mogę tego zrozumiećChodzi o Hoover Institution on War, Revolution and Peace na Stanford University w Kalifornii – instytucję założoną w 1919 r., która z biegiem czasu zgromadziła ogromne archiwum dotyczące Herberta C. Hoovera (1874-1964; w latach 1929-1933 prezydenta Stanów Zjednoczonych z ramienia Partii Republikańskiej, szczególnie zasłużonego dla pomocy Polsce po odzyskaniu niepodległości) oraz archiwa na temat I i II wojny światowej; znaczną część archiwów instytutu stanowią materiały dotyczące historii Polski. – O ówczesnej misji Karskiego w Europie czytamy w książce: E. Th. Wood, St. M. Jankowski, Karski. Opowieść o emisariuszu, wyd. cyt., s. 300-301: „W maju 1945 roku skontaktował się z nim [tj. z Karskim] Hugh Wilson, emerytowany ambasador amerykański w Niemczech, który w czasie wojny znalazł zajęcie w Departamencie Zadań Strategicznych. Wilson chciał zwerbować Jana do realizacji pomysłu byłego prezydenta USA – Herberta Hoovera. Zdawał on sobie sprawę z tego, że kraje «oswobodzone» przez Armię Czerwoną prawdopodobnie długo jeszcze pozostaną pod jej kontrolą, co pozwoli na zafałszowanie wojennego rozdziału ich historii. Istniało niebezpieczeństwo, że materiały dokumentujące prawdziwe dzieje rządów emigracyjnych i ruchu oporu mogą zniknąć przez niedopatrzenie czy nawet celowe działanie. Nie było sposobu, aby materiały te bezpiecznie przechowywać na terytorium krajów «wyzwolonych» przez wojska sowieckie, jednak każdy z tych krajów miał swój emigracyjny rząd rezydujący w Londynie oraz konsulaty i ambasady na całym świecie; tam przechowywano kopie najważniejszych dokumentów. Hoover pragnął, aby dokumenty te zostały zebrane i umieszczone w bezpiecznym miejscu, w Instytucie Hoovera ds. Wojny, rewolucji i Pokoju przy Uniwersytecie Stanford w Palo Alta, w Kalifornii. W czasie spotkania Hoover przekonał Karskiego do swojego pomysłu. «Z historycznego punktu widzenia zabranie tych materiałów jest dla nas bardzo ważne», napisał Jan do swoich przełożonych w Londynie i poprosił o zgodę na po-dróż i na wysłanie do Kalifornii dokumentów z polskich placówek m.in. w Londynie, Paryżu i Rzymie. Spodziewając się zgody, rozpoczął przygotowania do czteromiesięcznej wizyty w Europie, która miała rozpocząć się w lipcu. Wyprawa zakończyła się sukcesem. Od przedstawicieli rządu RP na uchodźstwie otrzymał Karski większość dokumentów, jakie chciał otrzymać. Udało mu się uzyskać materiały od rozsianych po całej Europie placówek estońskich i łotewskich, a odmawiający współpracy przedstawiciele Litwy na emigracji stwierdzili, że chętnie przekażą dokumenty do Instytutu Hoovera, ale nie przez Polaka”. Zob. też: Władysław Stępniak, Archiwalia polskie w zbiorach Instytutu Hoovera Uniwersytetu Stanforda, Warszawa 1997; Maciej Siekierski, Zarys historii polskich zbiorów Biblioteki i Archiwum Instytutu Hoovera w Kalifornii. „Z Badań nad Książką i Księgozbiorami Historycznymi” 2017 t. specjalny, s. 57-556.. Leszek pisał kiedyś, że ożenił się z niezwykle bogatą AmerykankąŚlub Jana Karskiego z Izabellą Escalante, córką ambasadora Wenezueli w Waszyngtonie dr Diogenesa Escalante, odbył się 11 sierpnia 1945 r. w Waszyngtonie. Zob. notatkę na ten temat w „Tygodniku Polskim” (1945, nr 39). J. Lechoń pisał do M. Grydzewskiego 10 września 1945 r.: [ślub] „Karskiego z córką ambasadora Wenezueli, który ma podobno teraz zostać prezydentem i jest jakoby krezusem” (M. Grydzewski, J. Lechoń, Listy 1923-1956, dz. cyt., t. 1, s. 136). Po roku nastąpił rozwód, a Karski zwrócił się do Watykanu o unieważnienie małżeństwa. Drugą żoną Karskiego (ślub w 1965 r.) była Pola Nireńska z d. Nierensztajn (1910-1992), wybitna polska tancerka i choreografka żydowskiego pochodzenia, absolwentka słynnej szkoły tańca Mary Wigman w Dreźnie, zdobywczyni 1. nagrody w Międzynarodowym Kongresie Tańca w 1934 r. w Wiedniu; Karskiego poznała w 1937 r. w Londynie. Od 1949 r. przebywała w Stanach Zjednoczonych, w 1956 r. otworzyła w Waszyngtonie własną szkołę tańca; w 1980 r. uhonorowano ją za całokształt dorobku artystycznego prestiżową Metropolitan Dance Award. Jej cała rodzina w Polsce zginęła w Holocauście, a ona sama popełniła w 1992 r. samobójstwo., a tutaj mówią jeszcze, że ona go do tego podmówiła. Nie przemawia przeze mnie obrażona moralność, ale po prostu przeraża mnie człowiek, który rzuca cień na swoją przeszłość i w pewnym sensie grzebie możliwość na przyszłość dla tego rodzaju „transakcji” finansowej. Słyszałem, że najbardziej jest zmartwiony tym, że dał się złapać, ale możliwe, że to tylko plotki.
À propos: słyszałem taką anegdotę. Polacy dostali do rozporządzenia trzy bomby atomowe. Co z nimi zrobili? – Jedną rzucili na Kreml, drugą na rząd warszawski, a trzecią sprzedali na black-markecieAng.: na czarnym rynku..
Zwykłą pocztą posyłam Ci garść pisem [!] Krajowych – myślę, że będziesz dostawał je regularnie, bo zamówiłem wszystko, co się da dla „Wiadomości” i po wykorzystaniu będę je Ci stale wysyłał. Posyłam również pierwszy tom zainicjowanej przeze mnie Biblioteki Ziemi NaszejW „Wiadomościach” (1946, nr 2 z 12 V s. 2) ukazało się omówienie almanachu z serii „Biblioteka Ziemi Naszej” (tom 1): Kalejdoskop warszawski, Londyn: „Orbis” 1946.. Chciałbym, żebyś wiedział, że jest całkowicie przeze mnie opracowany i zebrany (to samo tyczy się ilustracji). Mój wydawca, który w maju 1926 r. walczył po stronie rząduWydawcą Biblioteki Ziemi Naszej była księgarnia wydawnicza „Orbis”, której właścicielem był Jan Olechnowicz (1902-1969). Walczył w wojnie polsko-sowieckiej 1920 r., studiował w Wyższej Szkole Handlowej. Brał udział w powstaniu śląskim (1921). Pracował w bankowości i przemyśle, m.in. przez dwa lata pracował w Banku Polskim w Argentynie (1935-1937). Po powrocie był dyrektorem w Izbie Handlowej Polsko-Łacińsko-Amerykańskiej. Walczył w kampanii wrześniowej 1939 r., następnie przez Węgry, Włochy dotarł do Francji, gdzie wstąpił do PSZ. Był m.in. założycielem Komisji dla Spraw Oszczędności Wojskowych. Od 1945 r. zajmował się handlem książką oraz pracami wydawniczymi (oficyna wydała blisko sto tytułów). Zob. M. Danilewiczowa, Londyńskie okno na świat książki polskiej, „Wiadomości” 1959, nr 51/52 (716-717) z 20-27 grudnia; Z. Kozarynowa, Kapitan Olechnowicz, „Wiadomości” 1969, nr 45 (1232) z 9 listopada., zakwestionował postać Piłsudskiego w galerii Niezłomnych (tom następny). Argumentował, że po Traugucie i Okrzei nie może przyjść Piłsudski, ponieważ tamci celu nie osiągnęli, a on osiągnął. Powiedziałem mu, że może robić jak chce, ale że ja wobec tego nie dam swego nazwiska jako redaktora. Rzecz skończyła się szczęśliwie, bo po złożeniu książki raz jeszcze zaapelowałem do jego „sumienia” i dał mi carte blanche. Formalnie był o tyle usprawiedliwiony, że w poprzedniej koncepcji miałem dać wizerunki tylko „męczenników” i że dopiero potem w czasie roboty rzecz się rozrosła. Piszę Ci to wszystko poufnie , bo wydawca jest miłym człowiekiem, pełnym dobrej woli, ale chciałem, żebyś wiedział, dlaczego na obwolucie w zapowiedzi Niezłomnych nie ma nazwiska Piłsudskiego.
„Wiadomości” w składaniu – najgorsza rzecz, że w Londynie dosłownie nie można dostać pokoju na redakcję, więc nie wiem, jak sobie poradzę, bo muszę mieć adresO kłopotach z ulokowaniem redakcji pisał M.A. Supruniuk: „Pierwszy numer pisma odsyłał czytelników pod adres 86 Avenue Road na South Hampstead, do domu, w którym znajdowało się kilka polskich instytucji, wśród nich wydawca tygodnika – Polish Writers’ Association oraz PAT i hurtownia księgarska The Vistula Press. Lecz już od numeru 2. jako adres redakcji wskazywano budynek przy 33 Bolton Gardens, w «polskim» Earl’s Court, opodal Klubu Lotnika i Instytutu Bliskiego i Środkowego Wschodu «Reduta». I ponownie nie był to pokój redakcji, a jedynie adres pocztowy użyczony przez jedną z licznych polskich instytucji wychodźczych. A były tam: Związek Rzemieślników i Robotników Polskich w W. Brytanii i... pracownia krawiecka. Dopiero w lipcu 1946 r. «Wiadomości» znalazły «gniazdo» na nieco dłużej: przy 27 Rosary Gardens – niecałe 300 metrów od poprzedniej siedziby. Dom należał do polskiej rodziny Sendeków; «Wiadomości» zajmowały duży frontowy pokój na parterze [...]; w innym pokoju Antoni Borman prowadził biuro tłumaczeń. Grydzewski mieszkał, a właściwie tylko sypiał, przy Old Brompton Road, później przy 10 Sussex Mansions, a wreszcie pod Londynem u Sakowskich; pracował w British Museum” (M.A. Supruniuk, Mieczysław Grydzewski – herbu Zerwikaput, w: M. Grydzewski, Silva rerum, wyd. cyt., s. 107).. Powiedz Leszkowi, że moje długoletnie doświadczenie nauczyło mnie, że w dziedzinie czasopiśmiennictwa nie ma konkurencji. „Wiadomościom” przybywało po paruset prenumeratorów, kiedy tzw. konkurencja powstawała. EmulacjaPrzestarzałe: rywalizacja. w tym zakresie nie ma nic wspólnego z emulacją gospodarczą, przeciwnie, wzmaga obu partnerów.
Almanach angielski może umieścić tylko rzecz jeszcze po angielsku niedrukowanąW oryginale podkreślone odręcznie.. Jeżeli nie masz nic przełożonego, wskaż, co przełożyć.
Dostałem Twoją przesyłkę, ale nie mam możności na razie przekazania tych rzeczy do Kraju. Wrzosa widziałem dwukrotnie, zrobił na mnie bardzo miłe wrażenie, bo wprawdzie tkwi jeszcze w kategoriach dawnej dyplomacji, że taka rozgrywka mogłaby pomóc, a taka zaszkodziła, nie rozumiejąc, że tylkoW oryginale podkreślone odręcznie. decyzja wrześniowa miała znaczenie, a potem wypadki zaczęły się rozgrywać poza nami i że największy geniusz polityczny nie zapobiegłby zaborowi Polski przez Moskali (nie mówię, rzecz prosta, o bezsensownych stratach ludzkich i o różnych plugastwach moralnych) – ale ma zdrowy pogląd na działalność prorządowych Polaków na emigracji i wyraża się o nich w ostatnich słowach.
Janta zawsze mnie niepokoił – był niezwykle „liukwarm”Fonetyczny zapis ang. lukewarm – tu: zob. przyp. ............ do listu .............. [to już na pewno było wcześniej!!!] w czasie tutejszych rozgrywek. Dlaczego „ausgerechnet”Niem.: akurat, właśnie. teraz dedykował wiersz IwaszkiewiczowiChodzi o dedykowany Jarosławowi Iwaszkiewiczowi wiersz Aleksandra Janty pt. Wspomnienie o pawiach, z tomu tegoż: Młyn w Nadolniku. Pamiętnik pomorski, Paryż 1950 r.; pierwodruk: „Horyzonty. Miesięcznik poświęcony sprawom kultury” (Fryburg, Szwajcaria) 1946 nr 8. , który bądź co bądź jest figurą oficjalną, także nie rozumiem… albo raczej rozumiem.
List Czarskiemu wysłałem. Przy okazji poruszę z nim Szczapę. Wiek klęski ze Szczapą ma się ukazać w tym tygodniu.
Antologia jest całkowicie wydrukowana i w oprawie. Żałuję, że nie mogłem włączyć Twego wspaniałego norwidowskiego wiersza o Żydach.
Pomówię z Prądzyńską o Twojej należności z „Orła Białego”Zob. przyp. 3 do listu ............. [MG do KW z 10 października 1945].. Jeżeli nawet zapłacą Ci tutaj, nie ma możności przekazania pieniędzy. Chyba po pożyczce przepisy dewizowe zelżeją?
Wiadomości o flirtach czy romansach są bezpodstawne. Te aluzje mogą dotyczyć moich „przyjaciółek” przeważnie Francuzek raczej lekkiego prowadzenia się, jak Ci już pisałem, ale musisz uwzględnić, że jestem mężczyzną w tzw. sile wieku. To wszystko. Dziewczyny te uderzają na tle tutejszym swoją inteligencją. Jedna na zapytanie, jak się nazywa, odpowiedziała: „Andrée. Comme Andrée Chénier”Franc.: Andrée. (Podobnie) jak Andrée Chénier. – Andrea Chénier to opera w 4 aktach, której kompozytorem był Umberto Giordano, a autorem libretta Luigi Illica; premiera w Teatro alla Scala w Mediolanie w 1896 r.. Czy możesz sobie wyobrazić dziewczynę z Nowego Światu w podobnej sytuacji, więc np. „Nazywam się Emilia. Jak Emilia Plater” albo „Nazywam się Makryna. Jak Makryna Mieczysławska”.
Ściskam Ciebie i Halusię najczulej
M.
Wszystkie
Osoba
Hemar Marian właśc. Jan Marian Hescheles (1)
Karski Jan właśc. Jan Kozielewski (1)
Mieczysławska Makryna (1)
Okrzeja Stefan (1)
Plater Emilia (1)
Traugutt Romuald (1)
Wierzyński Kazimierz (1)

Publikacja

Informacje bibliograficzne

Maszynopis z odręcznymi dopiskami, poprawkami i podpisem niebieskim atramentem.
Dwa arkusze kremowo-szarego papieru listowego, pierwszy zapisany dwustronnie.

Język:

PL

Oryginał

Data utworzenia: 2019-07-02 22:53:31
13.3.46

Drogi Kaziu. – Dziękuję Ci za list z 8 marca, który wczoraj otrzymałem (znałem pewnego jegomościa, który kwitował dodatkowo z daty stempla pocztowego). Posyłam Ci list od Twego bratanka, który również wczoraj nadszedł, wiersz HemaraZob. przyp. 6 do listu .............. [MG do KW z 30 grudnia 1945]. – Najwcześniej po tym liście opublikowanym na łamach „Tygodnika Polskiego” wierszem Hemara była Odpowiedź, „Tygodnik Polski”, Nowy Jork 1946 nr 13 (170) z 31 marca, stanowiąca w istocie poetycką odpowiedź na wiersz Jana Brzechwy Gryps do Jana Lechonia („Szpilki” 1946 nr 8), w którym w parodystycznej formie przedstawiał rzekome kłamstwa propagandowe na tematy sytuacji w kraju, rozpowszechniane na emigracji. Podejmując się Odpowiedzi Hemar tłumaczy, że:
„Gryps, acz nie do mnie, wszystkich nas dotyczy,
Wszystkich poetów polskiej emigracji,
Którym do kraju tęskno – a nie śpieszno,
Chociaż pan Brzechwa z ironią prześmieszną
Wykpiwa, szydzi, w parodię obraca,
Że nasza «Greuel-propaganda» – bzdura,
Kiep, kto nie wraca, i tchórz, kto nie wraca”.
Dalej zaś, sam ironizując na temat uprawianej na łamach „Szpilek” propagandy wymierzonej przeciwko emigracji, sugerował Brzechwie:
„Jeśli tam wolność sumienia i słowa,
Jeżeli taka odwaga cywilna,
Napisz – co myślisz o Polsce bez Lwowa?
Napisz – co myślisz o Polsce bez Wilna?
Ten tylko temat nas wszystkich obchodzi.
O tym bym pisał, gdybym też był w Łodzi.
[...]
Lecz nie kuś, by się kto wracać ośmielił
I z tobą podłość albo hańbę dzielił [...]” [cyt. za: ..........................].
oraz wycinek o KarskimWspomniany wycinek na temat Jana Karskiego nie zachował się.. Napisz, czy to prawda, że on rzeczywiście wysłany był tutaj przez uniwersytet (?) Hoovera do zbierania materiałów o wojnie, bo jeżeli tak, w żaden sposób nie mogę tego zrozumiećChodzi o Hoover Institution on War, Revolution and Peace na Stanford University w Kalifornii – instytucję założoną w 1919 r., która z biegiem czasu zgromadziła ogromne archiwum dotyczące Herberta C. Hoovera (1874-1964; w latach 1929-1933 prezydenta Stanów Zjednoczonych z ramienia Partii Republikańskiej, szczególnie zasłużonego dla pomocy Polsce po odzyskaniu niepodległości) oraz archiwa na temat I i II wojny światowej; znaczną część archiwów instytutu stanowią materiały dotyczące historii Polski. – O ówczesnej misji Karskiego w Europie czytamy w książce: E. Th. Wood, St. M. Jankowski, Karski. Opowieść o emisariuszu, wyd. cyt., s. 300-301: „W maju 1945 roku skontaktował się z nim [tj. z Karskim] Hugh Wilson, emerytowany ambasador amerykański w Niemczech, który w czasie wojny znalazł zajęcie w Departamencie Zadań Strategicznych. Wilson chciał zwerbować Jana do realizacji pomysłu byłego prezydenta USA – Herberta Hoovera. Zdawał on sobie sprawę z tego, że kraje «oswobodzone» przez Armię Czerwoną prawdopodobnie długo jeszcze pozostaną pod jej kontrolą, co pozwoli na zafałszowanie wojennego rozdziału ich historii. Istniało niebezpieczeństwo, że materiały dokumentujące prawdziwe dzieje rządów emigracyjnych i ruchu oporu mogą zniknąć przez niedopatrzenie czy nawet celowe działanie. Nie było sposobu, aby materiały te bezpiecznie przechowywać na terytorium krajów «wyzwolonych» przez wojska sowieckie, jednak każdy z tych krajów miał swój emigracyjny rząd rezydujący w Londynie oraz konsulaty i ambasady na całym świecie; tam przechowywano kopie najważniejszych dokumentów. Hoover pragnął, aby dokumenty te zostały zebrane i umieszczone w bezpiecznym miejscu, w Instytucie Hoovera ds. Wojny, rewolucji i Pokoju przy Uniwersytecie Stanford w Palo Alta, w Kalifornii. W czasie spotkania Hoover przekonał Karskiego do swojego pomysłu. «Z historycznego punktu widzenia zabranie tych materiałów jest dla nas bardzo ważne», napisał Jan do swoich przełożonych w Londynie i poprosił o zgodę na po-dróż i na wysłanie do Kalifornii dokumentów z polskich placówek m.in. w Londynie, Paryżu i Rzymie. Spodziewając się zgody, rozpoczął przygotowania do czteromiesięcznej wizyty w Europie, która miała rozpocząć się w lipcu. Wyprawa zakończyła się sukcesem. Od przedstawicieli rządu RP na uchodźstwie otrzymał Karski większość dokumentów, jakie chciał otrzymać. Udało mu się uzyskać materiały od rozsianych po całej Europie placówek estońskich i łotewskich, a odmawiający współpracy przedstawiciele Litwy na emigracji stwierdzili, że chętnie przekażą dokumenty do Instytutu Hoovera, ale nie przez Polaka”. Zob. też: Władysław Stępniak, Archiwalia polskie w zbiorach Instytutu Hoovera Uniwersytetu Stanforda, Warszawa 1997; Maciej Siekierski, Zarys historii polskich zbiorów Biblioteki i Archiwum Instytutu Hoovera w Kalifornii. „Z Badań nad Książką i Księgozbiorami Historycznymi” 2017 t. specjalny, s. 57-556.. Leszek pisał kiedyś, że ożenił się z niezwykle bogatą AmerykankąŚlub Jana Karskiego z Izabellą Escalante, córką ambasadora Wenezueli w Waszyngtonie dr Diogenesa Escalante, odbył się 11 sierpnia 1945 r. w Waszyngtonie. Zob. notatkę na ten temat w „Tygodniku Polskim” (1945, nr 39). J. Lechoń pisał do M. Grydzewskiego 10 września 1945 r.: [ślub] „Karskiego z córką ambasadora Wenezueli, który ma podobno teraz zostać prezydentem i jest jakoby krezusem” (M. Grydzewski, J. Lechoń, Listy 1923-1956, dz. cyt., t. 1, s. 136). Po roku nastąpił rozwód, a Karski zwrócił się do Watykanu o unieważnienie małżeństwa. Drugą żoną Karskiego (ślub w 1965 r.) była Pola Nireńska z d. Nierensztajn (1910-1992), wybitna polska tancerka i choreografka żydowskiego pochodzenia, absolwentka słynnej szkoły tańca Mary Wigman w Dreźnie, zdobywczyni 1. nagrody w Międzynarodowym Kongresie Tańca w 1934 r. w Wiedniu; Karskiego poznała w 1937 r. w Londynie. Od 1949 r. przebywała w Stanach Zjednoczonych, w 1956 r. otworzyła w Waszyngtonie własną szkołę tańca; w 1980 r. uhonorowano ją za całokształt dorobku artystycznego prestiżową Metropolitan Dance Award. Jej cała rodzina w Polsce zginęła w Holocauście, a ona sama popełniła w 1992 r. samobójstwo., a tutaj mówią jeszcze, że ona go do tego podmówiła. Nie przemawia przeze mnie obrażona moralność, ale po prostu przeraża mnie człowiek, który rzuca cień na swoją przeszłość i w pewnym sensie grzebie możliwość na przyszłość dla tego rodzaju „transakcji” finansowej. Słyszałem, że najbardziej jest zmartwiony tym, że dał się złapać, ale możliwe, że to tylko plotki.
À propos: słyszałem taką anegdotę. Polacy dostali do rozporządzenia trzy bomby atomowe. Co z nimi zrobili? – Jedną rzucili na Kreml, drugą na rząd warszawski, a trzecią sprzedali na black-markecieAng.: na czarnym rynku..
Zwykłą pocztą posyłam Ci garść pisem [!] Krajowych – myślę, że będziesz dostawał je regularnie, bo zamówiłem wszystko, co się da dla „Wiadomości” i po wykorzystaniu będę je Ci stale wysyłał. Posyłam również pierwszy tom zainicjowanej przeze mnie Biblioteki Ziemi NaszejW „Wiadomościach” (1946, nr 2 z 12 V s. 2) ukazało się omówienie almanachu z serii „Biblioteka Ziemi Naszej” (tom 1): Kalejdoskop warszawski, Londyn: „Orbis” 1946.. Chciałbym, żebyś wiedział, że jest całkowicie przeze mnie opracowany i zebrany (to samo tyczy się ilustracji). Mój wydawca, który w maju 1926 r. walczył po stronie rząduWydawcą Biblioteki Ziemi Naszej była księgarnia wydawnicza „Orbis”, której właścicielem był Jan Olechnowicz (1902-1969). Walczył w wojnie polsko-sowieckiej 1920 r., studiował w Wyższej Szkole Handlowej. Brał udział w powstaniu śląskim (1921). Pracował w bankowości i przemyśle, m.in. przez dwa lata pracował w Banku Polskim w Argentynie (1935-1937). Po powrocie był dyrektorem w Izbie Handlowej Polsko-Łacińsko-Amerykańskiej. Walczył w kampanii wrześniowej 1939 r., następnie przez Węgry, Włochy dotarł do Francji, gdzie wstąpił do PSZ. Był m.in. założycielem Komisji dla Spraw Oszczędności Wojskowych. Od 1945 r. zajmował się handlem książką oraz pracami wydawniczymi (oficyna wydała blisko sto tytułów). Zob. M. Danilewiczowa, Londyńskie okno na świat książki polskiej, „Wiadomości” 1959, nr 51/52 (716-717) z 20-27 grudnia; Z. Kozarynowa, Kapitan Olechnowicz, „Wiadomości” 1969, nr 45 (1232) z 9 listopada., zakwestionował postać Piłsudskiego w galerii Niezłomnych (tom następny). Argumentował, że po Traugucie i Okrzei nie może przyjść Piłsudski, ponieważ tamci celu nie osiągnęli, a on osiągnął. Powiedziałem mu, że może robić jak chce, ale że ja wobec tego nie dam swego nazwiska jako redaktora. Rzecz skończyła się szczęśliwie, bo po złożeniu książki raz jeszcze zaapelowałem do jego „sumienia” i dał mi carte blanche. Formalnie był o tyle usprawiedliwiony, że w poprzedniej koncepcji miałem dać wizerunki tylko „męczenników” i że dopiero potem w czasie roboty rzecz się rozrosła. Piszę Ci to wszystko poufnie , bo wydawca jest miłym człowiekiem, pełnym dobrej woli, ale chciałem, żebyś wiedział, dlaczego na obwolucie w zapowiedzi Niezłomnych nie ma nazwiska Piłsudskiego.
„Wiadomości” w składaniu – najgorsza rzecz, że w Londynie dosłownie nie można dostać pokoju na redakcję, więc nie wiem, jak sobie poradzę, bo muszę mieć adresO kłopotach z ulokowaniem redakcji pisał M.A. Supruniuk: „Pierwszy numer pisma odsyłał czytelników pod adres 86 Avenue Road na South Hampstead, do domu, w którym znajdowało się kilka polskich instytucji, wśród nich wydawca tygodnika – Polish Writers’ Association oraz PAT i hurtownia księgarska The Vistula Press. Lecz już od numeru 2. jako adres redakcji wskazywano budynek przy 33 Bolton Gardens, w «polskim» Earl’s Court, opodal Klubu Lotnika i Instytutu Bliskiego i Środkowego Wschodu «Reduta». I ponownie nie był to pokój redakcji, a jedynie adres pocztowy użyczony przez jedną z licznych polskich instytucji wychodźczych. A były tam: Związek Rzemieślników i Robotników Polskich w W. Brytanii i... pracownia krawiecka. Dopiero w lipcu 1946 r. «Wiadomości» znalazły «gniazdo» na nieco dłużej: przy 27 Rosary Gardens – niecałe 300 metrów od poprzedniej siedziby. Dom należał do polskiej rodziny Sendeków; «Wiadomości» zajmowały duży frontowy pokój na parterze [...]; w innym pokoju Antoni Borman prowadził biuro tłumaczeń. Grydzewski mieszkał, a właściwie tylko sypiał, przy Old Brompton Road, później przy 10 Sussex Mansions, a wreszcie pod Londynem u Sakowskich; pracował w British Museum” (M.A. Supruniuk, Mieczysław Grydzewski – herbu Zerwikaput, w: M. Grydzewski, Silva rerum, wyd. cyt., s. 107).. Powiedz Leszkowi, że moje długoletnie doświadczenie nauczyło mnie, że w dziedzinie czasopiśmiennictwa nie ma konkurencji. „Wiadomościom” przybywało po paruset prenumeratorów, kiedy tzw. konkurencja powstawała. EmulacjaPrzestarzałe: rywalizacja. w tym zakresie nie ma nic wspólnego z emulacją gospodarczą, przeciwnie, wzmaga obu partnerów.
Almanach angielski może umieścić tylko rzecz jeszcze po angielsku niedrukowanąW oryginale podkreślone odręcznie.. Jeżeli nie masz nic przełożonego, wskaż, co przełożyć.
Dostałem Twoją przesyłkę, ale nie mam możności na razie przekazania tych rzeczy do Kraju. Wrzosa widziałem dwukrotnie, zrobił na mnie bardzo miłe wrażenie, bo wprawdzie tkwi jeszcze w kategoriach dawnej dyplomacji, że taka rozgrywka mogłaby pomóc, a taka zaszkodziła, nie rozumiejąc, że tylkoW oryginale podkreślone odręcznie. decyzja wrześniowa miała znaczenie, a potem wypadki zaczęły się rozgrywać poza nami i że największy geniusz polityczny nie zapobiegłby zaborowi Polski przez Moskali (nie mówię, rzecz prosta, o bezsensownych stratach ludzkich i o różnych plugastwach moralnych) – ale ma zdrowy pogląd na działalność prorządowych Polaków na emigracji i wyraża się o nich w ostatnich słowach.
Janta zawsze mnie niepokoił – był niezwykle „liukwarm”Fonetyczny zapis ang. lukewarm – tu: zob. przyp. ............ do listu .............. [to już na pewno było wcześniej!!!] w czasie tutejszych rozgrywek. Dlaczego „ausgerechnet”Niem.: akurat, właśnie. teraz dedykował wiersz IwaszkiewiczowiChodzi o dedykowany Jarosławowi Iwaszkiewiczowi wiersz Aleksandra Janty pt. Wspomnienie o pawiach, z tomu tegoż: Młyn w Nadolniku. Pamiętnik pomorski, Paryż 1950 r.; pierwodruk: „Horyzonty. Miesięcznik poświęcony sprawom kultury” (Fryburg, Szwajcaria) 1946 nr 8. , który bądź co bądź jest figurą oficjalną, także nie rozumiem… albo raczej rozumiem.
List Czarskiemu wysłałem. Przy okazji poruszę z nim Szczapę. Wiek klęski ze Szczapą ma się ukazać w tym tygodniu.
Antologia jest całkowicie wydrukowana i w oprawie. Żałuję, że nie mogłem włączyć Twego wspaniałego norwidowskiego wiersza o Żydach.
Pomówię z Prądzyńską o Twojej należności z „Orła Białego”Zob. przyp. 3 do listu ............. [MG do KW z 10 października 1945].. Jeżeli nawet zapłacą Ci tutaj, nie ma możności przekazania pieniędzy. Chyba po pożyczce przepisy dewizowe zelżeją?
Wiadomości o flirtach czy romansach są bezpodstawne. Te aluzje mogą dotyczyć moich „przyjaciółek” przeważnie Francuzek raczej lekkiego prowadzenia się, jak Ci już pisałem, ale musisz uwzględnić, że jestem mężczyzną w tzw. sile wieku. To wszystko. Dziewczyny te uderzają na tle tutejszym swoją inteligencją. Jedna na zapytanie, jak się nazywa, odpowiedziała: „Andrée. Comme Andrée Chénier”Franc.: Andrée. (Podobnie) jak Andrée Chénier. – Andrea Chénier to opera w 4 aktach, której kompozytorem był Umberto Giordano, a autorem libretta Luigi Illica; premiera w Teatro alla Scala w Mediolanie w 1896 r.. Czy możesz sobie wyobrazić dziewczynę z Nowego Światu w podobnej sytuacji, więc np. „Nazywam się Emilia. Jak Emilia Plater” albo „Nazywam się Makryna. Jak Makryna Mieczysławska”.
Ściskam Ciebie i Halusię najczulej
M.