Zaloguj się
Cytuj

"[20 lutego 1951]"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: [20 lutego 1951], Grydzewski Mieczysław właśc. Jerzy Grycendler
Data aktualizacji: 19 listopad, 2020
54 Bloomsbury St.W.C.1
20.2.51
Drogi Kaziu. – List Twój z 16 przyszedł dziś rano. Śliczna Tala Potocka, która pomaga nam w administracji, zastępując chorego Muszkowskiego, pojechała zaraz po Korzec i o pierwszej książka została wysłana. Raz jeszcze: wszystko, co jest w mojej mocy, zawsze będzie załatwione, tylko nie wydawaj mi poleceń, których wykonanie nie zależy ode mnie. O Kisielewskim nic nowego mi nie powiedziałeś. Podwójne korekty wierszy dostaniesz, ale tego, co idzie w najbliższym numerze, już nie zdążę wysłać. Dziękuję Ci za nowe wiersze, ale nie rozumiem, po co tytuł Nowe wiersze. Przecież każdy nowy wiersz jest nowy. Poza tym wiersze wypełniają w „Wiadomościach” luki, więc nigdy nie wiem, jaka porcja się pomieści. Do Ossetyńskiego Borman napisze. Mieliśmy list od Szyprowskiego, że wysyła przekaz. Zmartwiło mnie, co piszesz o Yollesie, ponieważ zwróciłem się do niego z propozycją ciekawego i popularnego działu kulturalno-obyczajowego (przy moich poszukiwaniach gromadzi mi się materiał, który chciałbym wyzyskać), ale odpowiedzi nie dostałem. Co oznacza ustęp o Wittlinie? Nic nie rozumiem: przecież zawsze go broniłeś.
Mam nowe zmartwienie: papier, na którym drukuje się „Wiadomości”. Tu także w tej dziedzinie położenie katastrofalne, a drukarz przestał robić nadzieje na coś lepszego. Może znajdzie się ktoś, kto ofiaruje „Wiadomościom” trochę papieru (ok. 4 ryz na numer). Piszę na wszelki wypadek. Wierzę w cud, bo wierzę w „Wiadomości”.
Wpadłem do Was wczoraj wieczorem, ale nikt się nie odzywał. Pies straszliwie ujadał, myślałem, że sąsiedzi sprowadzą policję. Ale panowało głuche milczenie. Straszne odludzie. Nie wiem, czy Sakowscy nie obrażą się na wiersz o Mruczku. Ich Mruczek jest co prawda eunuch i ptaków nie goni, ale mogą posądzić mnie o intrygę.
Z listu, który wczoraj dostałem: „Jeden był tylko minus wczorajszego wieczoru, że dr Mouse był zbytnio pochłonięty HALINĄ i spóźnionymi żalami. Dr Mouse był jakby nieobecny. Było mi go nawet żal”… Mouse (mysz), to ja, bo tak mnie nazywa moja angielska przyjaciółka. Halina, to oczywiście Kasia. Tłumaczyłem tej mojej polskiej znajomej, która napisała list, że jedyna osoba na świecie, której mógłbym powierzyć „Wiadomości”, to właśnie Kasia.
Ściskam Was serdecznie