Zaloguj się
Cytuj

"[10 lipca 1951]"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: [10 lipca 1951], Wierzyński Kazimierz
Data aktualizacji: 25 listopad, 2020
10 lipca 51
Kochany Mietku,
Masz najlepszy przykład, jak nigdy nikomu nie można zaufać. Wczoraj telefonował do mnie Strz[etelski] w sprawie subsydium dla „Wiad[domości]”. Powtórzyłem Ci w liście, wszystko co mówił. Dziś (jest godzina 9.30 rano) telefonował znowu, by – jak powiedział – sprostować pewne niedokładności. Przyznali Ci $ 200 miesięcznie, czyli 1200 do końca roku, a więc nie 2500. Podobno pierwszą ratę, tzn. $ 2 0 0 w y s ł a n o w c z o r a jTu w oryginale znak „X” napisany ołówkiem przez Grydzewskiego, a na górnym marginesie jego uwagaobjaśnienie: „x). nie wysłano i nie wyślą”.. Tyle. Czy w tym nie ma znów jakichś niedokładności, stwierdzisz sam z poczty w ciągu najbliższych dni. Przepraszam Cię, że Cię źle poinformowałem, powinienem był być ostrożniejszy. Zwiódł mnie ton, jakim mówił, bardzo pewny siebie, i sam fakt, że telefonował, a nie pisał w odpowiedzi na moje urgensySpolszczona forma od ang. urgent – przynaglenie.. Inni w ogóle się nie odezwali.
Zapomniałem Ci wczoraj donieść, że Leszek pojechał do Waszyngtonu, do Wiley’ów, którzy przenoszą się do Panamy. O Henryku obiecał napisać jeszcze na zebraniu przyjaciół, tuż po śmierci Henryka, i pewnie napisze, tylko on zawsze zwlekaPor. list Grydzewskiego z 5 lipca 1951.. Przypomnę mu to, gdy wróci. Ja miałem przemówienie nad grobem, on miał napisać wspomnienie – tak umówiliśmy się. Nie przypuszczam, aby moje przemówienie na coś Ci się przydało, dlatego Ci nie posyłam, składa się zresztą z 20–30 wierszy. Był to straszliwie smutny obrzędOpinia Wierzyńskiego tylko częściowo pokrywa się z wrażeniami z tej uroczystości, jakie Jan Lechoń zanotował w Dzienniku 26 marca 1951 r.: „Pogrzeb Henryka Rajchmana, później nie stypa prawdziwa, ale «kieliszek» u Zosi – nie oburza mnie to, bo to prawdziwie prastary i bardzo ludziki zwyczaj. Jestem pewny, że Henryk byłby wściekły, gdyby dowiedział się, że uczestnicy pogrzebu, którzy mu oddali ostatnią wprawdzie, ale przysługę – nie zostali ugoszczeni. Ksiądz Tyczkowski zrobił swoje – odśpiewał tęgim głosem wszystkie psalmy, wśród nich ten, który dał tytuł Żeromskiemu do jego sztuki: «Asperges me Domine hysopo et mundabor, lavabis me et super nivem dealbabor». Byłem bardzo przejęty i spłakałem się, gdy zaintonował: «Anioł Pański zwiastował Pannie Marii», i gdy bardzo dobry mezzosopran zaintonował nad tą t tym rumną śpiewem Ave Maria i Agnus Dei . Kiedy tutaj nie znanym zwyczajem przyjaciele wzięli Henryka na ramiona, zabrzmiała Pierwsza Brygada, prawie piękniej niż Jeszcze Polska, jak jakiś tajemniczy hymn starego sprzysiężenia, dla którego już nie ma miejsca w tym olbrzymim, a tak zmalałym świecie. Wszystko było godne, ubogie, ale nie tandetne. «Henryk musiałby to pochwalić». – Że na pogrzeb Rajchmana nie przyszli Korboński czy Pehr, którzy byli jego przeciwnikami, ale go nie znali, nie wiedzieli, że miał on zalety mogące być przykładem dla Polaków wszelkich przekonań – to zrozumiałe. Ale że nie przyszły różne poważne wielkości, które go znały, wiedziały, co robił – to niepojęte. Te miernoty, naładowane i rzygające banałami – naprawdę są przekonane, że to był tylko jeden z bardzo wielu, podczas gdy był on piramidą Cheopsa w porównaniu z nimi – jako poświęcenie, uczucie, poczucie honoru. – Henryk umarł w biedzie, widział ruinę swoich prac, miał pogrzeb mniej liczny niż Matuszewski czy Wieniawa – a mimo to nie czułem tej beznadziejności, tego jakiegoś przekleństwa polskiego losu, co wtedy, gdy oni odchodzili jakby na znak ginięcia wszystkiego, co polskie w kraju i poza krajem. Cały czas myślałem sobie: «Czemu on nie dożył tych paru lat jeszcze, których mu brakowało do naszego powrotu»” (J. Lechoń, Dziennik, t. 2, dz. cyt., s. 83). . W ogóle do N.Y. jeżdżę grzebać zmarłych albo żywych.
Radzę Ci nie rezygnować z interwencji u Karusi, któr[a] telefonowała do nas w przeddzień odlotu. Teraz jest w Paryżu, ale w Londynie będzie chyba lada dzień.
Wczoraj w nocy (ściśle dziś rano) wróciliśmy z Easthampton o trzeciej do domu. Weronika Lake okropna, The Voice of the Turtle – dettoWł.: jak wyżej. . Przyjęcie u Macy’ch – nuda, jedno co było przyjemne to wystawny, europejski obiad u Montgomerych, bardzo miłych ludzi. Jego córka – to mała Halusia.
Ściskam Cię serdecznie, napisz o spotkaniu z J[arosławem Iwaszkiewiczem]Rozszerzenie dopisane w oryginale ołówkiem, najpewniej przez Halinę Wierzyńską.. (Tylko dla mnie).
Twój Kazimierz