5 listopada 51. Kochany Mietku, Bez mała po dwutygodniowej nieobecności wróciliśmy przed paru dniami do domu. Wieczór w BostonieZob. list Wierzyńskiego z 10 listopada 1951 i notatka Wierzyński w Bostonie. udał się nadspodziewanie, nigdy jeszcze nie miałem tu tak czułego audytorium. Stało się tak zapewne dlatego, że na sali było sporo nowych przybyszów z Niemiec. Karusia prześlicznie recytowała wiersze z <hi>Korca maku</hi>, jest to najlepsza recytatorka, jaką znam, poza tym osóbka trochę narwana. WeintraubWiktor Weintraub został w 1950 r. zaproszony jako visiting lecturer w zakresie języka i literatury polskiej na Harvard University, a Marian Kamil Dziewanowski zrobił tam w 1951 r. doktorat z historii (był to pierwszy po wojnie przewód doktorski na tej uczelni dotyczący historii Rosji i Europy Wschodniej). i Dziewanowski żwawo krzątają się w Harvardzie, mają dobre stosunki i są mile widziani. Weintr[aub] nie ma siły magnetycznej i nie przyciąga studentów, ale jest solidny i jeśli napisze podręcznik literatury pol[skiej] dla Amerykan [!] albo dobrą historię lit[eratury] dla nich, spełni swoje zadanie. Byłem na obiedzie z profesorami slawistyki i przyjrzałem się, co my w tej dziedzinie znaczymy. Tyle co nic. Jesteśmy przyszyci do studiów rusycystycznych, w prasie slawist[ycznej] piszą więcej o Czechach niż o nas, tłumaczą Halasa i Wolkera, a nie nas. Ale Boston jest miły, przypomina Anglię, roi się od młodych ludzi, ma teatr, z którym Thornton Wilder łączy wielkie nadzieje – i chętnie byśmy się tam przenieśli. W N. Jorku śród Polaków – smutna atmosfera. Plotki, intrygi, zawiści i nuda. Zosia ślicznie wygląda i właściwie jest jedyną osobą, z którą rozmawia się bez rozgoryczenia i rozczarowania. Zaszedłem do Fr[ee] Eur[ope], gdzie panuje jeszcze większy bałagan, niż dawniej. Wszystko kieruje się na Europę, Jackson podobno odchodzi do Eisenhowera, mnóstwo innych zmian wisi w powietrzu. Polską stację radiową budują coraz to w innym miejscu, raz w Monachium, raz w Portugalii. Ze stypendystami postępują w dalszym ciągu niewiarogodnie. Czermańskiego wykiwali na dudka, obiecawszy mu wszystko możliwe na świecie, Leszkowi przysłali oficjalny list o charakterze umowy, a potem anulowali ją bez słowa wyjaśnienia. Na szczęście sytuacja jego nie jest zła, bo choć nie wciągnęli go na listę stypendystów, przyznali $ 250 miesięcznie z radia. Wynajął teraz miły pokój na 505 E. 82 St.491, który umeblowała mu Cittadini, przyrzekając prócz tego płacić komorne (100 dol.), tak że powinien raźniej pracować, o ile on w ogóle coś pisze poza pamiętnikiem. Co do Twego ostatniego listu, to nie pojmuję, jak możesz insynuować mi, jakobym uważał Hedleya za bandytę, dlatego że jest innego zdania o listach Ch[opina] niż ja. Zdumiewa mnie, że mogłeś tak zrozumieć moje słowa a jeszcze bardziej, że o coś podobnego możesz mnie w ogóle posądzać. Za bandytyzm uważam rozsyłanie po całym świecie pamfletów przeciw książce, nim się ukazała i zanim się ją samemu przeczytało, zakulisowe i tendencyjne urabianie krytyków (bo przecież książka nie [do]tyczyła tylko Ch[opina] i Delfiny), podawanie do prasy fałszywych wiadomości (pani Czernicka otruła się z powodu nędzy i choroby syna, a nie z powodu afery z listami, jak Hedley informuje prasę). Tego zdania nie jestem ja jeden, ale b[ardzo] wielu ludzi, nieznanych mi albo dalekich, i żałuję, że nie mogę do nich zaliczyć Ciebie, który uważasz postępowanie Hedleya tylko za „brzydkie”. Z Warszawy mi pisali, że H. jest rozżalony na Amerykę z powodu złego przyjęcia jego książki (uważam, że wyrządzono mu istotnie krzywdę) i dlatego, że „okrada” go tu Weinstock (co jest nieprawda, bo W. nic z Hedleya nie ściągnął). Najbardziej przekonywująco przemówił do mnie balzakowski argument Gutermana, mego tłumacza: H. atakuje mnie tak bezpardonowo dlatego, że w ten sposób broni swojej książki, w której uznał miłość Ch[opina] do D[elfiny] za niebyłą. Bądź łaskaw, przyślij mi lipcowy zeszyt „Music & Letters”, na który H. powołuje się w nowej swojej smażeninie. Zrób to szybko. Dziękuję. Bardzo będę się cieszył <hi>Alchemią słowa</hi>. Leszek mówił, że widział nowy tom Tuwima, ale nie umiał mi powiedzieć nawet tytułu. Co to takiego? Czy mógłbym Cię prosić także i o to? „Wiadomości” nie widziałem od trzech tygodni. Pewnie numer zaginął. Ta zwłoka pozwala mi odczuć, jak przyzwyczaiłem się do pisma i jak mi go brak. Czy możesz mi napisać coś bliższego o [wi]eczorze moim, o którym czytałem tu wzmiankę w „Nowym Świecie”?498 Proszę Cię, wydrukuj czym prędzej Leszczę, Winczakiewicza, Lurczyńskiego499 i Rawickiego. Dlaczego mnie drażnisz? Ja trzymam z młodymi! Ubawili my się razem z Halusią troglodytą Czuchnowskim – widocznie jeszcze coś znaczę. Proszę także o <hi>Kuszenie w Paryżu</hi>. Piękny był <hi>Kamienny hymn</hi>. Ankieta nieudana. Robię tu wielką propagandę książki Herlinga między moimi przyjaciółmi amerykańskimi. Namawiałem też Kistera, by wykorzystał pobyt Russella, którego słyszałem ub[iegłej] niedzieli raz w radio, a raz w telewizji. Ciągle mówi o Rosji, idealna okazja. Kończę tylko z braku miejsca, bo mam Ci jeszcze milion rzeczy do powiedzenia a nie tak jak Ty dwa słowa albo dwie linie. Ściskam, pisz! KW.