Zaloguj się
Cytuj

"[21 marca 1952]"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: [21 marca 1952], Wierzyński Kazimierz
Data aktualizacji: 22 luty, 2021
21 marca 52
(przyleciały ptaki)
Kochany Mietku,
Nie będę z Tobą dyskutował o Grubińskim, bo jak widzę, nie wiesz, o co chodziList Grydzewskiego nie zachował się.. Proszę Cię, weź przedświąteczny numer „Życia” i rzuć okiem, zajmie Ci to pięćdziesiąt sekund – i wtedy zgodzisz się, że Twoje nauki moralne z powodu rzeczy, które zaszły przed trzydziestu laty (jeśli zaszły), nie są à propos. Doliński jest synem przyrodniego brata ZosiJej starszy brat to Stanisław Doliński, z domu Małeckiej. Matela była I-o voto Dolińska. Na recenzji niewiele mi zależy, ale uważam, że do dobrych obyczajów pisma literackiego zaliczać się powinny omówienia książek. Oczywiście, że przyślę Ci z przyjemnością tekst radiowy o GrudzińskimAudycję o książce Gustawa Herlinga-Grudzińskiego pt. A World Apart nadano 1 czerwca 1952 r. W dyskusji wzięli udział: Jan Lechoń, Wacław Solski, Kazimierz Wierzyński, Józef Wittlin oraz Henryk Kucharzyk ukrywający się pod pseudonimem Henryk Walicki. Obszerne omówienie tej audycji zob. O książce Herlinga-Grudzińskiego, „Wiadomości” 1952, nr 30 (330) z 27 lipca., ma to być jednak dyskusja, round table discussionAng.: rozmowa przy okrągłym stole, może więc da się zrobić coś rozsądnego z całości. W każdym razie muszę zaczekać, aż powiem to w radio. Zagajenie moje już im wysłałem. Dawno nie miałem takiej przyjemności, jak przygotowując ten kawałek – to naprawdę świetna książka i gdyby naszych „kolegów” nie zżerała zawiść, Grudziński powinien być man of the yearAng.: człowiek roku., a w tzw. literaturze emigracyjnej święto.
Przepraszam Cię, że nie przysyłam Ci wierszy i drukuję je gdzie indziejPrawdopodobnie Wierzyński ma na myśli wiersze wydrukowane na łamach londyńskiego tygodnika „Życie” 1951, nr 51/52: Suszone gruszki, Śnieg i Trzy okna., ale jestem znów w kłopotach finansowych i nie mogę zrzec się honorariów. Zapłaciłem 15-go $377 podatków i nie wiem co dalej. Byliśmy w Bostonie, gdzie chciałem „sprzedać” Halusię psychoanalitykom, zresztą na jej natarczywe prośby (ona jest znakomitą occupational therapistAng.: terapeuta zajęciowy. Zob. list z 2 stycznia 1949), ale tam płacą mniej niż kucharce w New Yorku. Wziąłem teraz mnóstwo robót na siebie, może po wiośnie wyjdę na wierzch. Na jesień postanowiliśmy przenieść się do N. Jorku.
Ściskam Cię serdecznie
Kaz
Załączam Ci wycinek o VoytkuWycinek nie zachował się..