Zaloguj się
Aktualizacja: 29 grudzień 2018
(utw. 22 luty 2018, 19:31)
Pokaż ingerencje edytorskie Pokaż poprawki autorskie Pokaż nieustalone/nieczytelne
6. III.
Kochany Leszku! Dziękuję Ci raz jeszcze za karteczkę, depeszę i życzenia. Z nieprzyjazdem Twoim pogodziliśmy się z żalem, choć wyperswadowałem to sobie możliwie przekonywująco (Halusia nie czuła się dobrze, o tym Ci nie powiedziałem) Wizyta nie doszła do skutku z powodu złego samopoczucia Lechonia, który 4 marca 1950 r. zanotował w Dzienniku: „Miałem dziś jechać do Wierzyńskich na imieniny Kazia. Ale złapała mnie jakaś paskudna kombinacja dolegliwości. Czuję gorączkę, mam mdłości, dreszcze – zdaje się tzw. grypa żołądkowa, któryś już tam raz tego roku” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 1, s. 229).. Uniknąłeś przez to czegoś, co nie wiem, jak zniósłbyś. O szóstej wiecz[orem] dzwonek. Otwieram drzwi i widzę tłum ludzi, których nawet policzyć nie mogłem. Nie zamknąłem, ale zrobiło mi się słabo. Okazuje się: surprise-partyAng.: przyjęcie niespodzianka.. Szesnaścioro luda, baby i chłopy, kupa [?] narodu – wszyscy obładowani żarciem i piciem, przynieśli ze sobą wszystko do najmniejszych drobiazgów, do oliwek, cukru i cytryn – nic podobnego w życiu nie widziałem! Zasiedliśmy do uczty, jedliśmy, piliśmy i śpiewaliśmy do drugiej w nocyWydarzenie to, jako świeżo poznany obyczaj amerykański, odnotował Wierzyński w rozdziale Wędrówki po ludziach (z tomu Moja prywatna Ameryka), w którym opisywał środowisko, w jakim znaleźli się z żoną, wynajmując parę miesięcy wcześniej dom w Sag Harbor; pisał: „Farmerzy polscy urządzili nam tzw. surprise party, to znaczy pewnego wieczoru zjawili się tłumnie przed domem, niosąc alkohol i przygotowane w domu potrawy. Wynikła z tego nieprzewidziana, huczna kolacja, trwająca do trzeciej w nocy” (K. Wierzyński, Moja prywatna Ameryka,Londyn 1966, s. 47).. Co by to było, gdybyś Ty (co nie daj Boże z Aubrym) zjawił się o siódmej i zobaczył taką niespodziankę? Cały czas zgadujemy z Halusią, jak byście oczy wytrzeszczali: Aubry chyba by uciekł, a Ty cierpiał solidarnie i słuchał „[---] [---]”Tytułu piosenki, zapewne znanej obu poetom, nie udało się odczytać. z wyrazem dumy i przerażenia. Czy tak? Na p i s z, j a k s o b i e s i e b i e w y o b r a ż a s z, bo nam nie dopisuje fantazja. Pogoda dalej surowa, mróz i wiatr, na szczęście sucho. Luby, odkładam Twoją wizytę na później, ale przyjechać musisz. Prezentu nie przysyłaj, nie bądź wariatem. Albo nie, przyślij. Pójdź do księgarni francuskiej i każ im zapakować i wysłać Apollinaire’a, o którym mi mówiłeśByć może chodziło Wierzyńskiemu o książkę, którą niedawno czytał Lechoń i mógł o niej z przyjacielem dyskutować; w jego Dzienniku znalazła się bowiem notatka: „André Billy, członek Goncourtów, w przedmowie do bardzo zgrabnego zbiorku Apollinaire’a powraca do jego pochodzenia polskiego, jak wiadomo tylko po matce, i niewiadomo, czy ta matka miała jakieś z polskością związki. O przełomowym dla nowej sztuki pierwszym spotkaniu Picassa z Apollinaire’em mówi jako o spotkaniu Hiszpana z Polakiem. I w romantyzmie Kostrowickiego dopatruje się nordyckości, czyli jego zdaniem, polskości. Oczywiście śmieszne byłoby upominać się o tego cudownego poetę, który zrewolucjonizował poezję francuską i nie mówił po polsku. To nie Conrad – pisarz angielski, ale Polak do śmierci. Tym ciekawsze, że Billy, apologeta Apollinaire’a, tę ukrytą polskość w nim czuje (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 1, notatka z 16 lutego 1950 r., s. 215).. Jeden dolar sześćdziesiąt centów to w sam raz dla Ciebie i dla mnie. Czy Ci to odpowiada? – My wracamy do życia po tej surprise-party. Cygara jeszcze pachną w całym domu. Kamienia jak nie było, tak nie ma. Co to znaczy? Operacja? Dean przysłał mi wykaz „paszportowy” – co to takiego? N i e z a p o m n i j o t y m n a p i s a ć. Pracuję źle. Wolę wiersze niż prozę. Posłałem Mietkowi znów pół tuzina. My piszemy tylko tuzinami. Nowa szkoła, bardzo mnie to bawi. Co z powieścią YollesaPiotr Yolles wydał powieść "Ciernie" dopiero po kilku latach (Pittsburgh 1953).? Czy znasz pamiętniki Korsakowej? Liryki Bortnowskiej – słabsze. Wolę twardy rytm RozmarkaWydaje się, że jest to rodzaj literackiego żartu, operującego purnonsensem na kilku poziomach: „Korsakowa” i „Bortnowska” to mężczyźni Władysław Korsak (1890–1949), przed wojną wojewoda stanisławowski i kielecki, po wojnie na emigracji w Nowym Jorku, zmarł na raka 30 grudnia 1949 r. i najpewniej nie pozostawił pamiętników; podobnie Krzysztof Bortnowski był malarzem, a nie poetą; Karol Rozmarek (1897–1973) zaś był w latach 1944–1968 prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej, a nie twórcą literatury.. Lusiu, daj buzi. Na św. Józefa życzę Ci, byśmy poszli razem w nocy z Krakowskiego na Freta, potem z Freta na Krakowskie, potem jeszcze raz na Freta, a potem z powrotem do Bristolu, bo tam czeka Lunio, SiacheńNie udało się bliżej zidentyfikować tej osoby. [?], Tala i KarolWspominając przyjęcia u Ludwika Fiszera, Wierzyński pisał m.in.: „Innym razem zjawił się Adwentowicz z gitarą, ale kiedy z powodu powszechnego hałasu instrument nie mógł dojść do głosu, wielki aktor wygłosił namiętną mowę przeciw burżuazji nie uznającej artystów i zakończył ją okrzykiem Evviva l’arte!, który to okrzyk wszyscy zebrani, burżuazja i artyści, przyjęli z entuzjazmem, porwali mówcę w ramiona i obnosili go po całym domu” (K. Wierzyński, Pamiętnik poety, oprac. P. Kądziela, Warszawa 1991, s. 139). z gitarą. Całuję mocno.
Twój stary K.

Dopisek na lewym marginesie na drugiej stronie:
Czy dobry byłby tytuł tomu wierszy Śpiewane między drzewami?
Wszystkie
Miejsce
Bristol (1)
Krakowskie Przedmieście (2)
ul. Freta (3)
Osoba
Adwentowicz Karol (1)
Apollinaire Guillaume właśc. Wilhelm Apolinaris Kostrowicki (1)
Bortnowski Krzysztof (1)
Dean Edgar P. (1)
Fiszer Ludwik (Lunio) (1)
Grydzewski Mieczysław właśc. Jerzy Grycendler (1)
Johnston Aubrey Hayes (2)
Korsak Władysław (1)
Lechoń Jan (2)
Poklewska Natalia (Tala) z domu Potocka primo voto Jenner (1)
Rozmarek Karol (Charles) (1)
Wierzyńska Halina (2)
Wierzyński Kazimierz (1)
Yolles Piotr Paweł (1)

Publikacja

Miejsce w katalogu

Informacje bibliograficzne

List pisany czarnym atramentem dwustronnie na papierze listowym z nadrukiem: Kazimierz Wierzynski // P.O. Box 525 // Sag Harbor, L.I., N.Y.; data roczna – 1950 – ustalona na podstawie treści listu (m.in. projektowanego tomu "Korzec maku", który pierwotnie miał się nazywać "Śpiewanie między drzewami").

Język:

pl

Oryginał

Data utworzenia: 2018-02-22 19:31:34
Miejsce utworzenia: Sag Harbor
6. III.
Kochany Leszku! Dziękuję Ci raz jeszcze za karteczkę, depeszę i życzenia. Z nieprzyjazdem Twoim pogodziliśmy się z żalem, choć wyperswadowałem to sobie możliwie przekonywująco (Halusia nie czuła się dobrze, o tym Ci nie powiedziałem) Wizyta nie doszła do skutku z powodu złego samopoczucia Lechonia, który 4 marca 1950 r. zanotował w Dzienniku: „Miałem dziś jechać do Wierzyńskich na imieniny Kazia. Ale złapała mnie jakaś paskudna kombinacja dolegliwości. Czuję gorączkę, mam mdłości, dreszcze – zdaje się tzw. grypa żołądkowa, któryś już tam raz tego roku” (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 1, s. 229).. Uniknąłeś przez to czegoś, co nie wiem, jak zniósłbyś. O szóstej wiecz[orem] dzwonek. Otwieram drzwi i widzę tłum ludzi, których nawet policzyć nie mogłem. Nie zamknąłem, ale zrobiło mi się słabo. Okazuje się: surprise-partyAng.: przyjęcie niespodzianka.. Szesnaścioro luda, baby i chłopy, kupa [?] narodu – wszyscy obładowani żarciem i piciem, przynieśli ze sobą wszystko do najmniejszych drobiazgów, do oliwek, cukru i cytryn – nic podobnego w życiu nie widziałem! Zasiedliśmy do uczty, jedliśmy, piliśmy i śpiewaliśmy do drugiej w nocyWydarzenie to, jako świeżo poznany obyczaj amerykański, odnotował Wierzyński w rozdziale Wędrówki po ludziach (z tomu Moja prywatna Ameryka), w którym opisywał środowisko, w jakim znaleźli się z żoną, wynajmując parę miesięcy wcześniej dom w Sag Harbor; pisał: „Farmerzy polscy urządzili nam tzw. surprise party, to znaczy pewnego wieczoru zjawili się tłumnie przed domem, niosąc alkohol i przygotowane w domu potrawy. Wynikła z tego nieprzewidziana, huczna kolacja, trwająca do trzeciej w nocy” (K. Wierzyński, Moja prywatna Ameryka,Londyn 1966, s. 47).. Co by to było, gdybyś Ty (co nie daj Boże z Aubrym) zjawił się o siódmej i zobaczył taką niespodziankę? Cały czas zgadujemy z Halusią, jak byście oczy wytrzeszczali: Aubry chyba by uciekł, a Ty cierpiał solidarnie i słuchał „[---] [---]”Tytułu piosenki, zapewne znanej obu poetom, nie udało się odczytać. z wyrazem dumy i przerażenia. Czy tak? Na p i s z, j a k s o b i e s i e b i e w y o b r a ż a s z, bo nam nie dopisuje fantazja. Pogoda dalej surowa, mróz i wiatr, na szczęście sucho. Luby, odkładam Twoją wizytę na później, ale przyjechać musisz. Prezentu nie przysyłaj, nie bądź wariatem. Albo nie, przyślij. Pójdź do księgarni francuskiej i każ im zapakować i wysłać Apollinaire’a, o którym mi mówiłeśByć może chodziło Wierzyńskiemu o książkę, którą niedawno czytał Lechoń i mógł o niej z przyjacielem dyskutować; w jego Dzienniku znalazła się bowiem notatka: „André Billy, członek Goncourtów, w przedmowie do bardzo zgrabnego zbiorku Apollinaire’a powraca do jego pochodzenia polskiego, jak wiadomo tylko po matce, i niewiadomo, czy ta matka miała jakieś z polskością związki. O przełomowym dla nowej sztuki pierwszym spotkaniu Picassa z Apollinaire’em mówi jako o spotkaniu Hiszpana z Polakiem. I w romantyzmie Kostrowickiego dopatruje się nordyckości, czyli jego zdaniem, polskości. Oczywiście śmieszne byłoby upominać się o tego cudownego poetę, który zrewolucjonizował poezję francuską i nie mówił po polsku. To nie Conrad – pisarz angielski, ale Polak do śmierci. Tym ciekawsze, że Billy, apologeta Apollinaire’a, tę ukrytą polskość w nim czuje (J. Lechoń, Dziennik, wstęp i konsultacja edytorska Roman Loth, Warszawa 1992, t. 1, notatka z 16 lutego 1950 r., s. 215).. Jeden dolar sześćdziesiąt centów to w sam raz dla Ciebie i dla mnie. Czy Ci to odpowiada? – My wracamy do życia po tej surprise-party. Cygara jeszcze pachną w całym domu. Kamienia jak nie było, tak nie ma. Co to znaczy? Operacja? Dean przysłał mi wykaz „paszportowy” – co to takiego? N i e z a p o m n i j o t y m n a p i s a ć. Pracuję źle. Wolę wiersze niż prozę. Posłałem Mietkowi znów pół tuzina. My piszemy tylko tuzinami. Nowa szkoła, bardzo mnie to bawi. Co z powieścią YollesaPiotr Yolles wydał powieść "Ciernie" dopiero po kilku latach (Pittsburgh 1953).? Czy znasz pamiętniki Korsakowej? Liryki Bortnowskiej – słabsze. Wolę twardy rytm RozmarkaWydaje się, że jest to rodzaj literackiego żartu, operującego purnonsensem na kilku poziomach: „Korsakowa” i „Bortnowska” to mężczyźni Władysław Korsak (1890–1949), przed wojną wojewoda stanisławowski i kielecki, po wojnie na emigracji w Nowym Jorku, zmarł na raka 30 grudnia 1949 r. i najpewniej nie pozostawił pamiętników; podobnie Krzysztof Bortnowski był malarzem, a nie poetą; Karol Rozmarek (1897–1973) zaś był w latach 1944–1968 prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej, a nie twórcą literatury.. Lusiu, daj buzi. Na św. Józefa życzę Ci, byśmy poszli razem w nocy z Krakowskiego na Freta, potem z Freta na Krakowskie, potem jeszcze raz na Freta, a potem z powrotem do Bristolu, bo tam czeka Lunio, SiacheńNie udało się bliżej zidentyfikować tej osoby. [?], Tala i KarolWspominając przyjęcia u Ludwika Fiszera, Wierzyński pisał m.in.: „Innym razem zjawił się Adwentowicz z gitarą, ale kiedy z powodu powszechnego hałasu instrument nie mógł dojść do głosu, wielki aktor wygłosił namiętną mowę przeciw burżuazji nie uznającej artystów i zakończył ją okrzykiem Evviva l’arte!, który to okrzyk wszyscy zebrani, burżuazja i artyści, przyjęli z entuzjazmem, porwali mówcę w ramiona i obnosili go po całym domu” (K. Wierzyński, Pamiętnik poety, oprac. P. Kądziela, Warszawa 1991, s. 139). z gitarą. Całuję mocno.
Twój stary K.

Dopisek na lewym marginesie na drugiej stronie:
Czy dobry byłby tytuł tomu wierszy Śpiewane między drzewami?