Zaloguj się
Cytuj

"W klatce"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: W klatce, Eliza Orzeszkowa
Data aktualizacji: 22 październik, 2021

Jak o wszystkim na świecie, tak i o wielkości miast, różne bywają pojęcia. Dumny syn mglistego Albionu, wjeżdżając do Paryża, z lekceważeniem prawie spogląda na wspaniałą stolicę Francuzów i, porównywając ją ze swym olbrzymim Londynem, rodzinną mową swoją, jakby stworzoną do wygwizdywania wszystkiego na ziemi, mówi: miasteczko! Paryżanin zwie może tak naszę Warszawę, a warszawianin wszelkie prowincjonalne miasta. Lecz są to tylko zachcianki i wybredzania przywykłych do blasku mieszkańców stolic. Istotnego prototypu małych miasteczek szukać należy między tym rojem pół-Żydowskich, pół-chłopskich osad, których pełno jest w naszym kraju, a które dla czego noszą nazwę miasteczek, trudno odgadnąć. Są karczmy i sklepy; – odpowiada Żyd; jest kościół i co niedziela bywają targi – odpowiadają chłopi. I oto cała kwalifikacja miejsc owych na dostojeństwo miasteczek, bo w gruncie nie są, ani miastem, ani wsią, ale gromadą nędznych mieszkań i nędzniejszej jeszcze ludności, zakopanej w błocie, w drobnym i brudnym handlu i w najzupełniejszej umysłowej ciemnocie.

Jednym z miejsc takich było miasteczko N., leżące na szerokiej pocztowej drodze. Miało ono jednę tylko ulicę, szeroką wprawdzie, ale wiekuiście błotnistą. Z obu jej stron stały domki szare i białawe, nierówne, z małymi okienkami, gdzieniegdzie z gankami, wspartymi na pochyłych słupach. W środku miasteczka był plac, zarzucony słomą, sianem i różnym śmieciem, przeznaczony na coniedzielne targowisko. Dwie strony placu tego otaczały małe sklepiki, w których sprzedawały się świece łojowe, mydło, paciorki dla kobiet wiejskich, perkale dla Żydówek itp. piękne rzeczy. Z trzeciej strony stała długa biała karczma, z krytym, na słupach opartym, podjazdem, wspaniałą swoją budową królując domkom „na kurzej łapie”, które, jakby przejęte pokorą, chyliły się pokłonami każdy w swoję stronę. Naprzeciw karczmy, zza żółtego ogrodzenia, żółtej dzwonnicy i grupy dzikich grusz, wyglądał nie wielki, szary, o jednej wieżyczce kościołek. Na ulicy i placu, w rozkosznym, nigdy nie wysychającym błocie, w niebogłosy krzycząc, bawiły się półnagie żydzięta; na progu każdego niemal domku siedziały Żydówki, w lecie robiąc pończochy, zimą grzejąc ręce nad garnkami, napełnionymi gorącym popiołem. Przed karczmą od rana do wieczora snuły się wozy i gwarzyli ludzie, ku wielkiej radości arendarza, który częstował chłopów tabaką i gorzałką, a ku większemu jeszcze osłupieniu kilku nieustannie we wrotach karczmy z otwartymi gębami stojących Żydów, którzy, bezmyślnymi oczyma oczyma || TygIl1869/87 oczami ||Klatce 1870 oczami wodząc wkoło siebie, zdawali się, według słów jednego ze swoich rabinów, rozmyślać nad tym, gdzie się podzieją te wróble, co na dachu siedzą, jak się ten dach spali?

Kiedy podróżny, przywykły do widoku względnej przynajmniej cywilizacji, przejeżdżał przez N., odwracał spojrzenie od kąpiących się w błocie żydziaków i zapytywał siebie: jak na podobne widoki codziennie patrzeć można? Niekiedy elegancka jaka pani, której droga szła tamtędy, wyglądała przez okna karety, ale wnet zasuwała się w głąb powozu, szepcąc quelle horreur! i podnosząc do twarzy flakonik z perfumą. A jeżeli czasem poeta lub artysta jaki, wypadkiem wjechał do tego nieznanego Dantemu piekielnego kręgu, wołał na furmana: na Boga! jedź prędzej! a zmysł jego artystyczny wzdrygał się, przejęty wstrętem. I wszyscy ci ludzie zapytywali, jak tu żyć można? A jednak w miejscach podobnych żyją ludzie i nie tylko tacy, których umysł nigdy nie otworzył się na światło Boże, ale dziwną ironią losu, żyją tam niekiedy i tacy, których myśl żądną jest wiedzy, a serce rozkochane w pięknie.