Zaloguj się
Cytuj

"[7 maja 1958]"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: [7 maja 1958], Wierzyński Kazimierz
Data aktualizacji: 24 październik, 2021
7 kwietnia 58.Treść listu wskazuje bez wątpliwości, że Wierzyński pomylił się w datowaniu, pisząc „7 kwietnia” zamiast „7 maja”.
Kochany Mietku!
Dostałem lotniczo 632 numerMowa o „Wiadomościach” 1958, nr 19 (632) z 11 maja; drukowana tu siódma lista przedpłacicieli Poezji zebranych zajmowała dwie szpalty na połowie ostatniej strony. i zdębiałem. To wygląda jak plakat. Tylko co będziesz drukował, kiedy lista się wyczerpie, a już się chyba wyczerpuje? C z y d o s t a ł e ś c o ś o d J a s i a C h m i e l i ń s k i e g o z Z a n z i b a r u? To brzmi pięknie, prawie jak Tasmania. Chmieliński pisał mi, że zostawił całe biuro propagandy w Kenii, ale jakoś nic stamtąd nie widzę. Może mu się śniło. Napisz, czy to mitomania. Opowiadanko Haupta takie nieśmiałe jak on, ten najbrzydszy i najprzyjemniejszy między brzydalami tego świata. Bardzo go lubię. Przyjechał do mnie do Truskawca, gdzie leczyłem się po pierwszym ataku piasku w nerkach, i powiedział mi: „Postanowiłem się zabić, ale przedtem chciałbym z Panem pomówić”. Odwlokłem go od samobójstwa, zagadałem jakoś jego nieszczęśliwą miłość, ale felieton z tego nie wyszedłZygmunt Haupt pisał: „Pierwszy raz odwiedziłem poetę w roku olimpiady, w lecie, kiedy odbywałem ćwiczenia w Pułku Artylerii w Stryju. Przypadkowo dowiedziałem się, że jest niedaleko w uzdrowisku, że spędza tam wakacje. Pomyślałem, że zarekomenduje mnie to, iż jestem tymczasowym rezydentem miasta, gdzie chodził kiedyś do szkoły. Żeby było bardziej poetycznie, do uzdrowiska podwiózł mnie Serafin. (Por. Jan Serafin naprawdę tak się nazywał). W uzdrowisku zieleń, deptaki, letnicy, kuracjusze, sfery urzędnicze i Żydzi w atłasowych chałatach, parami, także się tu leczą. W takim miejscu łatwo się dopytać. Powiedziano mi, gdzie i jak i jest w cieniu willa i tam przy otwartym oknie siedział poeta i oczywiście słuchał biuletynu z igrzysk olimpijskich w Berlinie. Moje najście przerwało tę popołudniowoniedzielną, zieloną, cienistą, pszczelną, rozgwizdaną wilgami atmosferę. […] Poeta uważnie i przychylnie wysłuchał zmartwień intruza. Zamknął radio i w cieniu mądrze połyskiwały okulary na jego młodzieńczej twarzy. Ekspert od spraw nierzeczowych i niepragmatycznych raz bodaj tylko zniecierpliwił się wobec uporu monomaniaka, gościa wyraźnie stukniętego, kiedy rozpaczliwie dowodził: – No cóż, proszę pana, niektórzy w takich wypadkach nie jedzą całymi dniami, inni ucztują… Ale mi zapewne darował, bo to się działo w jego ziemi” (Z. Haupt, Dwie wizyty, „Wiadomości” 1958, nr 19 (632) z 11 maja.).. Dziękuję Ci za wspomnienia IrenyNieznane wspomnienie Ireny Paczkowskiej; nie ukazało się w 1958 r. na łamach „Wiadomości” – raczej nie tożsame z jej wystąpieniem zatytułowanym Mon ami, Casimir (zob. list KW do MG z 4 maja 1958)., czy mam to o odesłać? Szoszotka mówiła mi, że w Monachium przemawiała po francusku, więc chyba to inny tekst. Ale dlaczego Tarno a nie PaczkowskaPrawdopodobnie Wierzyński nie wiedział, że Jerzy Paczkowski używał w czasie wojny w konspiracji pseudonimu Georges Tarneau - Tarno jest zapisem spolszczonym. ? Ucałuj ją serdecznieNieznane wspomnienie Ireny Paczkowskiej; nie ukazało się w 1958 r. na łamach To zdanie w oryginale jest odręcznie podkreślone przez Grydzewskiego granatowym długopisem, a obok podkreślenia na marginesie dopisany jest wykrzyknik.. Halina za nią tęskni. Ja też bym chciał ją zobaczyć. Podobno w Monachium była wielka akademia. Czy słyszałeś coś o tym prywatnie.
NowakowskiZob. list KW do MG z 4 maja 1958. pisał mi, że posłał Ci coś o tej enterprajzieSpolszczenie ang.: enterpise – inicjatywa.. Enrique Gruber, to śmieszne. Trzeba spolszczać imiona, które ludzie piszą w obcym brzmieniu, bo tak pewnie odnotowali je w bankach.
Dziś dostałem list od p. Elizabeth Janeway, powieściopisarki, i co ważniejsze bardzo utalentowanej i rozumnej „krytyczki” pisującej do „N.Y. Times’a”. Dostała ode mnie „Polish Review”Przekłady wierszy Kazimierza Wierzyńskiego na język angielski ukazały się najpierw w kwartalniku Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce „The Polish Review” 1958, nr 3; wprowadzenie: Donald Davie Wierzyński in English Translation; były to, przekładane przez kilku różnych tłumaczy, wiersze: z tomu Laur olimpijski [The Olympic Laurel]: Parade of the Athletes [Defilada atletów], Second Wind [Oddech], The Soccer Match [Match footballowy], Nurmi, The Hundred Meter [100 M.], Sprinters: Paddock and Porritt [Paddock and Porritt], Fanfare in Honor of Charles Hoff [Fanfara na cześć Karola Hoffa, rekordzisty w skoku o tyczce], At the Start [Panie na start!], The Spartan [Spartanin], The Discus-Thrower [Dyskobol], Cross-County Race [Bieg na przełaj], Boxer: Erminio Spalla [Erminio Spalla], The song of Amundsen [Pieśń o Amundsenie], The Grove of Academe [Gaj Akademosa], – nadto wiersze inne: Film [z tomu Pieśni fanatyczne]; z tomu Róża wiatrów: The Word [Słowo], Inter Arma; z tomu Krzyże i miecze: Usquoque, Domine... [Z Księgi Psalmów], On Freedom [Strofa o wolności]; z tomu Korzec maku: Summer [Lato], The Rain [Słota], Waking at Night [Budzę się w nocy], Michael Angelo [Michał Anioł], My Neighbors [Moi sąsiedzi], The Argonauts [Argonauci]; z tomu Siedem podków: Summer Animals [Lato i łania]; tłumaczami byli: Robert L. Belknap, Harriet Brodey, Jean Bullowa, Guy Daniels, Ludwik Krzyżanowski, Bill McFall, Eve McFall, Clark Mills, Mary Phelps, Kenneth Pitchford, George Reavey, Barbara Romney, Harry Roskolenko, Jerome Rothenberg, Estelle Sokolowska. z przekładami moich wierszy. Załączam Ci jej opinię Kopia odpisu maszynopisowego, bez daty; Elizabeth Janeway pisała do Wierzyńskiego: How I have enjoyed the few poems in the Polish Review! Thank you so much for sending it, it has made me very impatient for the book which I have ordered from Clark Mills. Tell him to hurry up. I must read them several times before I can choose my favorites, in fact they are all my favorites at the moment. It is astounding how wonderfully they come through the translation, still so warm and alive. I suppose it is your eye that does it really, the eye that sees the revealing new image, which is also a reflecting and a renewed image, and echoes. Immediacy and accuracy that is never cold and always evocative – Oh, I like them so much! Tell me, did all the translators work from the Polish? How I wish I could read it! Have you done any writing directly in English? Did you work yourself with any of these people? There is so little sense of strain about these that it is really hard to believe they are translations, they are astounding, astounding. Do I like The Compass Rose best? I am not sure. My family poet (he is 15 today) says he does, but there are things I “like best” in all of these. It is a joy to have them. [Przekł.: Jakże podobało mi się te kilka wierszy w „The Polish Review”! Bardzo dziękuję za przysłanie, to sprawiło, że nie mogę się doczekać książki, którą zamówiłam u Clarka Millsa. Niech Pan mu powie, żeby się pospieszył. Muszę przeczytać je kilka razy, zanim wybiorę ulubione, właściwie wszystkie są w tej chwili moimi ulubionymi. To zdumiewające, jak cudownie poddają się tłumaczeniu, wciąż tak ciepłe i żywe. Przypuszczam, że naprawdę robi to Pana oko, oko, które widzi odkrywczy nowy obraz, będący zarówno odzwierciedleniem jak i nowym obrazem, i odbija się echem. Bezpośredniość i precyzja, które nigdy nie są zimne i zawsze sugestywne. – Och, bardzo mi się podobają! Proszę mi powiedzieć, czy wszyscy tłumacze przekładali z języka polskiego? Jakże chciałabym móc to przeczytać! Czy pisał Pan już coś bezpośrednio po angielsku? Czy pracował Pan z którąś z tych osób? Jest w nich tam mało napięcia, że naprawdę trudno uwierzyć, iż są to tłumaczenia, są zdumiewające, zadziwiające. Czy najbardziej podoba mi się Róża wiatrów? Nie jestem pewna. Mój domowy poeta (ma 15 lat) twierdzi, że tak, ale są tu rzeczy, które „lubię najbardziej” w nich wszystkich. To radość mieć je na własność – przekł. B.D.].. Oczywiście to nie do druku, tylko dla Ciebie. Tak samo Karl Shapiro bardzo gorąco pisał mi o tych przekładach i pięć wziął do swego magazynu „Prairie Schooner” (Lincoln, Nebraska). Czy w drodze wyjątku nie przedrukowałbyś z „Polish Review”Wiersze Wierzyńskiego w przekładzie na język angielski nie ukazały się na łamach „Wiadomości”. kilku tłumaczeń?
Spytaj Antoniego, czy nie ma w rejestrze prenumeratorów albo, czy nie znacie adresu Leona ŚliwińskiegoCasablanka? Mieszkaliśmy z nimi w NiceiWierzyńscy opuścili Paryż w maju 1940 r. i na pewien czas zamieszkali na południu Francji, w Nicei; to wówczas ukazał się poemat Barbakan warszawski, wydany „U Tyszkiewicza w Nicejskiej Filii jego Oficyny”., on dzielny facet, ma piękną kartę w Resistance, pasierb p. Kostakówny, ongi Miss Polonii z Warszawy. ProszęTen akapit w oryginale jest zakreślony przez Grydzewskiego w ramce, połączony z jego dopiskiem na dole listu: „odpowiedziałem, że nie wiem”..
Ściskam Cię serdecznie i mocno, pozdrów Bormana i Grocholskiego.
KazimierzObok podpisu rysunek serca przebitego strzałą.