Zaloguj się
Cytuj

"[28 czerwca 1958]"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: [28 czerwca 1958], Grydzewski Mieczysław właśc. Jerzy Grycendler
Data aktualizacji: 25 październik, 2021
28.6.58
Drogi Kaziu. – Piękny wiersz Antoniego o Leszku w „Nowej Kulturze” A. Słonimski, Jan Lechoń, „Nowa Kultura” 1956, nr 28.. Pani Pruszyńska to rozwiedziona żona Ksawerego. Syn jej uciekł z Polski i studiuje w Edynburgu. Zdaje się, że p. Pruszyńska ma jakieś spory z rodziną Ksawerego. Napisała do mnie dość „pomieszany” list, mogę Ci go przysłać. Wierszy „prymitywnych” BeuermannaA. Beuermann, Bilety i księżyc, Liryka, Opis, *** [inc. Oto mój pokój], „Wiadomości” 1958, nr 25 (638) z 22 czerwca; w późniejszym okresie także Ballada nietypowa, „Wiadomości” 1958, nr 51–52 (664–665) z 21–28 grudnia. bym bronił. GłażewskiJ. Głażewski, Mała ballada, „Wiadomości” 1958, nr 25 (638) z 22 czerwca. to dobry poeta Te dwa zdania, na temat A. Beuermanna i J. Głażewskiego, wskazywałyby na to, że jest to odpowiedź na niezachowany list Wierzyńskiego.. Będę drukował rozdział wspomnień RytardaJ.M. Rytard, W roku optymizmu. Na Złotej, w Ziemiańskiej i w Czarnohorze, „Wiadomości” 1958, nr 37 (650) z 14 września. Publikacja opatrzona była notą od redakcji: „Rozdział z tomu wspomnień, nad którym autor pracuje obecnie; ma się on ukazać nakładem warszawskiego Państwowego Instytutu Wydawniczego”. Wspomnienia nie zostały wydane; maszynopis przechowywany jest w Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie.: zupełnie niezłe, aczkolwiek Leon, bo nie Jarosław, IwaszkiewiczJ.M. Rytard pisał m.in.: „Na plan wiosenny owego roku 1922 wysuwa się Iwaszkiewicz, który właściwie na pierwsze imię ma Leon, i ten właśnie «Leoś», nie cierpiany przez niego, znajduje się w metryce. Jarosław, używany na książkach i w życiu, jest jego drugim imieniem. […] Iwaszkiewicz pisze na str. 245 Książki moich wspomnień, że wybrał się «śladem Jurka Lieberta na Huculszczyznę». Otóż o żadnych śladach nie słyszałem wtedy od niego. I nie wybrał się tam samodzielnie, choć tak wygląda to w owej książce. W latach 1919–1921, po jego przeniesieniu się z Kijowa do Warszawy, inicjowałem wyjazdy z nim do Krakowa, Zakopanego, Sandomierza (tak, taj, do tego ulubionego od tego czasu przez niego Sandomierza…), a stamtąd pieszą wędrówkę przez Góry Świętokrzyskie do Kielc i później do Miechowa przez Pieskową Skałę, Ojców, Sąspów do Krzeszowic oraz coroczne wyprawy w Tatry i Gorce. Byłem jednocześnie inicjatorem i ciceronem, gdyż po raz pierwszy w życiu oglądał to wszystko. Tak samo i teraz pomysł zwiedzenia południowo-wschodniego zakątka Polski zrodził się w mojej głowie, a on słuchał tych projektów trochę jak bajki o żelaznym wilku”. Dalej Rytard opisuje wyprawę na Huculszczyznę, odwiedziny u Stanisława Vincenza w Słobodzie Rungurskiej, oraz następującą przygodę z Iwaszkiewiczem w roli głównej: „Na połoninie naszej stało w oddali jeszcze kilka szałasów. Iwaszkiewicz, tłumacząc się zmęczeniem, zaproponował, że zostanie na kwaterze, a my dzięki temu nie będziemy musieli dźwigać z sobą całego ekwipunku, zwłaszcza prowiantu, którego zabraliśmy sporo ze Słobody, skoro on przypilnuje bagaży. Poszliśmy więc w czwórkę. Wielkie było nasze zdziwienie, gdy pod wieczór po powrocie z wycieczki zastaliśmy go bladego z emocji. Ogromnie speszony, twierdził, że w czasie jego snu okradziono nas, zbierając z plecaków żywność, swetry i co cenniejsze przedmioty. Moje pudło z kliszami (a tak się namęczyłem przy fotografowaniu) zastałem otwarte, nie wywołane jeszcze zdjęcia – prześwietlone. Zniknęły z plecaka przybory toaletowe, pozostał tylko ałun ze śladami zębów; widocznie nie smakował. Zupełna katastrofa. Podobno juhasy huculskie były temu winne. […] Część rzeczy odzyskano, lecz prowiant, nasze przybory toaletowe i co było dla mnie najcenniejsze, moje klisze – przepadły. Sprawcą rabunku okazał się syn miejscowego bacy, w towarzystwie innych chłystków” (J.M. Rytard, W roku optymizmu. Na Złotej, w Ziemiańskiej i w Czarnohorze, „Wiadomości” 1958, nr 37 (650) z 14 września). nie będzie się cieszył. Rytard opowiadał mi, że kiedyś w kolejce nie zauważył Jarosława i nie ukłonił mu się. Jarosław podszedł do niego ze słowami: „Cóż to, nie witasz się ze mną”. Rytard pomyślał sobie w tej chwili: „Pewnie znowu zrobił jakieś świństwo, o którym jeszcze nie wiem”. Frenkel to jeden z najstarszych współpracowników „Wiadomości Literackich”. Nowaczyński bardzo lubił jego sposób pisania. Posyłam Ci oddzielnie fotografie Nepomuckiej. Jak Ci pisałem, Wat nie bardzo mówi o jej urodzie, ale bardzo dobrze o inteligencji.
Uściski serdeczne.