Zaloguj się
Cytuj

"[16 września 1948]"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: [16 września 1948], Wierzyńska Halina
Data aktualizacji: 4 kwiecień, 2022
Stockbridge, Mass.
P.O. Box 562

16 września 1948.
Drogi Mietku,
Przepraszam, że nie na maszynie, ale leżę w łóżku, więc mi wygodniej pisać piórem. Nie, nie jestem chora. Tylko właśnie dziewiąta bije na zegarze w miasteczku, zbiera się na mróz, księżyc świeci tak ostro, że się prawie myśli o śniegu skrzypiącym pod nogami – cóż więc mam robić, biedna wieśniaczka?! Wzięłam ten właśnie notes, pióro i dwa tomy powieści (R. Penn Warren i D.H. Lawrence) i poszłam do łóżka. Kazio swój odcinek epistolografii uprawia na dole, przy biurku i pewnie napisze do Ciebie list, a w tym liście to samo, co ja. Jakkolwiek Lawrence – moja ostatnia i już dość długotrwała namiętność – bardzo mnie pociąga, Tobie daję pierwszeństwo, bo już od dawna jestem Ci winna jakiś przyzwoity (myślę o rozmiarach) list.
Nie będę się oczywiście angażowała w ryzykowne tematy, aby nie zasłużyć na nowy atak „irytacji” – sam tak to nazwałeśZob. list Mieczysława Grydzewskiego do Haliny Wierzyńskiej z 22 kwietnia 1948 – pozostanę przy interesach i paru drobnych sprawach bez znaczenia.
Jeśli chodzi o interesy, to nie budzą one wielkich nadziei. Mogę zdobyć jeszcze dziesięciu, może dwudziestu prenumeratorów, ale nie więcej. Tych parę prenumerat, których wykaz podam Ci na osobnej kartce – to rezultat przeszło pięćdziesiąt listów. Większość z nich pozostała bez odpowiedzi – mimo że każdy miał jakiś akcent osobisty i był – jak mi się zdawało – pozbawiony wszelkich cech ulotki odbijanej na mimeografieDawna nazwa powielacza.. Odpowiedzi, niektóre zabawne: pani Cecylia Burr (podobno 25 milionów dolarów i według Leszka prawzór Warszulki – czy jak jej tam było – z Sobola i panny Weyssenhoffa) napisała mi po czterech miesiąc[ach], że wydała właśnie 300 dol[arów] na tłumaczenia jakiegoś polskiego dzieła na angielski i jej budżet na… cele społeczne jest wyczerpany; jeden pan, którego nawet nie znam, napisał, że nie będzie pomagał Polakom, którzy opuścili kraj po roku 1939. (Chciałam mu odpisać, że wobec tego nie tracę nadziei, bo zarówno my, jak i redaktor „Wiadomości” opuściliśmy kraj w roku 1939), Leon Orłowski przysłał prenumeratę, ale radził oprzeć pismo na zdrowych zasadach handlowych i starać się o ogłoszenia… Napisałam mu, że Ty ten trickAng.: chwyt, sposób, sztuczka. znałeś już dwadzieścia lat temu, ale najwidoczniej Ci się znudził. (Kłamię oczywiście, odpisałam zupełnie grzecznie).
Nie zraża mnie to do pisania listów i mogę je pisać aż do wyczerpania nazwisk, które posiadam, ale boję się nowej komplikacji, mianowicie zamknięcia pisma. Ludzie ci przeważnie przysyłają czeki na moje nazwisko (oprócz Mitany, zdaje się, wszyscy) – i jeśli nie dostaną pisma, mogą pomyśleć, że to ja wynalazłam tak sprytną „kolektę”, bo wiedzą przecież, że nie jesteśmy w najlepszej sytuacji finansowej. I tak okropnie się speszyłam, kiedy Michał Kranc napisał mi, że dotąd nie dostał ani jednego numeru! Na wykazie podam Ci wszystkie adresy, każ, błagam Cię, sprawdzić, czy pismo jest wysyłane.
Jeżeli „Wiadomości” upadną, to będzie jeszcze jeden wstyd emigracji, a dla pisarzy cios okropny. Tłumaczę to w tych listach, które piszę, ale najwidoczniej niewiele to kogo wzrusza. Nie zawsze odwołuję się do instynktu społecznego, często piszę w nadziei, że może ktoś naprawdę lubi czytać.
Cieszę się, żeś miał takie miłe wakacje. Jedyna rzecz, której Wam zazdroszczę w Anglii, to że jesteście w takiejż gromadzie, z której można sobie wybierać przyjaciół. My tutaj jesteśmy zupełnie rozbici i bardzo naszym losem zmartwieni. Nie garniemy się nawet do siebie, żeby tej naszej biedy na kupę nie zbierać.
Nasz pobyt na wsi i ciągłą bliskość przyrody uważam za najłaskawszy dar opatrzności. Mimo wszystko, co wiem i co w swoim pesymizmie jestem w stanie przewidzieć, mam chwile doskonałego szczęścia, tchórzliwego może i kradzionego, ale pełnego.
Moja nowa pasja to gwiazdy. Nie masz pojęcia, ile wyrazu mają rysunki konstelacji. Smok, Corona BorealisKorona Północy – niewielki, ale wyrazisty gwiazdozbiór nieba północnego., Łabędź, Lira i oczywiście zupełnie komiczny Herkules!
Zazdroszczę Ci, że widujesz Kasię. Ja często ją wspominam, bo w czasie jej pobytu w New Yorku zrobiłyśmy na sobie nawzajem (mogę to powiedzieć bez próżności) wielkie wrażenie. Kasia przez cały czas podróży po mieście (subwayamiSpolszczenie ang. subway – metro; tu: podróże metrem. i autobusami) oglądała się za mną, czy nie zginęłam. Mówiła jeszcze wtedy „chcę chlebaty”, „nietobla zupka” i „ploszę jeszcze miziaczka” (ziemniaczka). Jest podobna do Stefy, a nie do Stasia, ale boję się, że jej bardzo piękna mama dała jej zbyt mocne kości i wobec tego będzie miała twarz szerszą od Stefy i mniej ładną. Czy wiesz, co robi pani Wanda Szurlejowa? Ona jest też swego rodzaju „Bikini” – ciekawa jestem, jak jej się życie ułożyWolno przypuszczać, że Halina Wierzyńska czyni aluzję do śmiałości czy odwagi postępowania Wandy Szurlejowej, być może charakterystycznej dla niej esplozji kobiecości (zob. list Haliny Wierzyńskiej do Mieczysława Grydzewskiego z 19 marca 1947 roku). Nawiązuje przy tym do kostiumu kąpielowego bikini, odkrywającego kobiece ciało z zaskakującą śmiałością, którego pojawienie się na rynku latem 1946 r. porównywano do wybuchu bomby – nazwa tego skapego stroju pochodzi od Bikini, atolu w archipelagu Wysp Marshalla na Oceanie Spokojnym, będącego w latach 1946–1958 miejscem przeprowadzania przez Stany Zjednoczone licznych prób z bronią jądrową (zwłaszcza w 1946 r. słynna Operacja Crossroads)..
Fotografie z Kornwalii bardzo mnie interesują, pod warunkiem że nie są szczególnie artystyczne i że Ty na nich figurujesz.
Czy Twoje wakacje to właśnie Kornwalia?
W jednym liście napisałeś, że czekasz na list mój i Kazimierza w sprawie „najważniejszej”. Co nazywasz sprawą najważniejszą?…
Beau i Kazimierz zabili dzisiaj woodchucka*. Potem opowiadali sobie, jak to było, i obaj szaleli. Teraz Beau ma pewnie sny, że poluje: szczeka wtedy i przebiera łapami. Wizyty Beau o siódmej rano to jest coś, za co dałbyś, jestem pewna, co najmniej swoje wakacje.
Całuję Cię, napisz.
Halina
*Woodchuck, czyli ground hog, to rodzaj świstaka. Tłusty, puszysty, zębaty, nie bardzo sympatyczny.