O, jako ten mi stokroć jest błogosławiony, co zawsze krzyż swój dźwiga chętnymi ramiony, a w ślady Pańskie i z serca, i z dusze kroki wielkimi i sporymi kłusze! Tego Ociec Przedwieczny, co mieszka na niebie, za syna kochanego przybiera dla siebie, daje mu ducha skruchy doskonałéj, gładzącej z gruntu grzechowe zakały, daje mu skruchę świętą w pewny zakład niby w czas następnego w niebie dziedzictwa bez chyby, która go w dziwne miłości bezsytéj ku Bogu swemu podnosi zachwyty. Skąd chętnie on tym wszystkim gardzi i pomiata, co się kolwiek najduje na okręgu świata, za nic ma honor i dostatków wiele - w jednym swym Bogu sadowi wesele. On Boga swą nadzieją i swoim zaszczytem, zdrowiem, życiem, zbawieniem zowie nieprzeżytem, on Boga swoim nazywa weselem, on swoim Ojcem i Nauczycielem. A Bóg głowy onego z górnej niebios wieże od wszelkiego pocisku nieprzyjaciół strzeże i przeprowadza ręką wielowładną przez drogę życia szyszami nasadną. Więc jego nie zastraszy ni moc gminu wściekła, ni na ludzką zagubę zawsze czułe piekła. Zawsze w przypadkach stoi niewzruszony jak kamień między falmi usadzony, ani też przepomina posiłkować, kiedy lub przyjaciół, lub schwycą nieprzyjaciół biedy, i strzec Ojczyzny pomni w każdej dobie, nic, abo mało pomny co o sobie. Tak wiedzie wiek szczęśliwy, a niebieskie życie w wiecznotrwałym weselu, w zupełnym nasycie. Grzesznik, by zwał się panem morza, ziemi i szczęścia synkiem, jest między nędznemi.