Nie przestawaj mię nigdy, o Jezu mój miły, poić krwią Twoją świętą z drogich ran wylaną. Krew ta słabej duszycy mej dodaje siły i napełnia radością niewypowiedzianą. Twe rany są miłości niebieskiej kielichem, która precz wszystkie goni złe miłostki z lichem. Tego się dusza moja upiwszy kielicha, zapomina na cały świat ten i na siebie, a do Boga jednego nieprzestannie wzdycha i ni o czym nie myśli, jak tylko o Niebie. Mylę się? Ba, i owszem, o Niebo nie stoi, o jedynej miłości myśli, Jezu - Twojéj. O miłości gorętsza nad żar rozpalony, o miłości ogromna, nieobjęta niczym! Od ciebie na ten padół Bóg z nieba ściągniony, przez ciebie przyodziany ciałem niewolniczym, tyś go na krzyż wyniosła, tyś ręce i nogi przekowała goździami, a włócznią bok drogi. O miłości miłośna, o słodka miłości! Wznieć w mych zmysłach, w mym sercu tak wielkie pożary, abym cała spłonęła ogniem wzajemności, zrzuciwszy z siebie ciała więzy i ciężary, a do mego Jezusa z obmierzłej mi ziemi jak najwyżej wzniosła się skrzydłami twojemi!