Muszę poprzedzić moją spowiedź w klocku lipy wyznaniem jeszcze jednego grzechu: ten szkic dramatyczny nie jest utworem całkowicie oryginalnym. Co prawda jego fabuła, jego sens, jak również dramatis personae są owocem mojej wyobraźni, ale owoc ten wyciągnął zbyt wiele soków z książki<desc>Książka zainspirowała Jana Wilkowskiego do napisania <hi rend="italic">Spowiedzi w drewnie</hi>, stanowiła także bezpośrednie źródło stylizacji gwarowych w sztuce. Akcja <hi rend="italic">Spowiedzi</hi> stanowi rozwinięcie zawartej w książce wzmianki dot. ostatniej pracy Jędrzeja Wowry – rzeźby Chrystusa Frasobliwego. Po latach od napisania <hi rend="italic">Spowiedzi</hi> w drewnie Wilkowski wystawił swą sztukę w szczecińskim Teatrze Lalek "Pleciuga". Przedstawienie miało formę dyptyku: jedną część stanowiła autorska <hi rend="italic">Spowiedź w drewnie</hi>, drugą natomiast – <hi rend="italic">Żywoty świętych</hi>, których tekst został zaczerpnięty <hi rend="italic">in extenso</hi> z książki Seweryna. </desc> Tadeusza Seweryna, aby – choć daleko padło jabłko od jabłoni – wyprzeć się swojego z nią powinowactwa. Zresztą nie tylko z nią: również i z <hi rend="italic">Balladą o Powsinodze</hi> ZegadłowiczaEmil Zegadłowicz był bardzo ważnym powodem, dla którego twórczość Jędrzeja Wowry stała się powszechnie znana. W roku 1923 żona beskidzkiego świątkarza przedstawiła jego rzeźby Zegadłowiczowi, pragnąc je sprzedać. Poeta uległ fascynacji zarówno twórczością rzeźbiarza, jak i jego osobą, duchowością, wiedzą o świętych. Zegadłowicz spopularyzował prace Wowry w szerokich kręgach artystycznych i kolekcjonerskich, a także zlecił mu wykonanie dwudziestu drzeworytów. Zostały one wydane drukiem: Piecątki beskidzkie Jędrzeja Wowra, Poznań 1938. i z notatkami<desc>Książka ta została opracowana przez Edwarda Kozikowskiego w trakcie jego prac nad spuścizną Zegadłowicza. Zawiera ona zarówno teksty autorstwa Zegadłowicza poświęcone Jędrzejowi Wowrze, jak i notatki oraz wspomnienia Kozikowskiego z jego własnych spotkań z beskidzkim świątkarzem, wzbogacone materiałem ilustracyjnym (fotografie rzeźb, drzeworyty Jędrzeja Wowry).</desc> o Jędrzeju WowrzeJędrzej Wowro mówił unikalnym idiolektem, zawierającym elementy lokalnych gwar. Tematem jego twórczości byli przede wszystkim katoliccy święci. Ich postaci i historię, najczęściej głęboko przetworzoną, apokryficzną i nasyconą ludowymi pierwiastkami, znał Wowro z kazań, opowieści wiejskich kaznodziejów oraz innych przekazów ustnych. Świadectwem jego wiedzy na ten temat jest książka Świątkarz-powsinoga Tadeusza Seweryna (Warszawa 1963). Język Wowry oraz jego ,,apokryficzna” wyobraźnia fascynowały Wilkowskiego, który spróbował je odtworzyć w Spowiedzi w drewnie. Kozikowskiego. Brak mi krótkiego, jednoznacznego terminu na określenie tych zależności. Nie jest to ani adaptacja, ani pastisz, ani RymkiewiczoweRymkiewicz nazywał swoje przekłady „imitacjami”, podkreślając w ten sposób rolę tłumacza jako twórcy – w tym rozumieniu tekst dzieła powstałego w procesie przekładu był postrzegany jako naśladowanie, a nie wierne odwzorowanie, odtworzenie oryginału. „imitowanie”. Kompilacja? Też nie. Już raczej collage, tyle że to słowo wyjęte ze słownika malarskiego, nieliterackiego. Sądzę, że najuczciwszym będzie stwierdzenie, że jest to utwór własny, inkrustowany mową Jędrzeja Wowry, a zainspirowany przepiękną książką Tadeusza Seweryna o Świątkarzu Powsinodze. J. W. Prosty, sosnowy stół. Na stole kloc drzewa z grubsza obrobiony, z ledwie zarysowana Figurą Frasobliwego. Rzeźbiarz zdążył wydobyć z kloca jedynie głowę, reszta jest jeszcze tylko drewnem. Za stołem stoją półki, a na nich gliniane naczynia, bochen chleba zawinięty w lnianą szmatę i zgliwiały kawał sera. W rogu izby, na skrzyni siedzi chłop prymitywny i niedokończony jak jego dzieło. Ostrzy na brusie nóż; robi to sumiennie i cierpliwie, choć z widocznym wysiłkiem. Wreszcie przerwał robotę. Westchnął.Notatka 1: Początek – przesłona. Muzyka – Kiedy ranne wstają zorze. Odsłona. Marian [Ołdziejewski] siedzi przy skrzyni, zwrócony w stronę prawą. Łokieć na skrzyni. Zamyślony. Figurka Chrystusa – na skraju lewej strony. Ma ostry nóż. Świątkarz Notatka 4: M.[Marian] kładzie się na skrzyni. Obraca się w stronę okienka: siedzi na piętach. Splecione dłonie na skrzyni. Notatka 2: Figurka [Chrystusa] przesuwa się równolegle do skraju podłogi ku przodowi.

Boze, Boze…

Notatka 5: Podnosi się. Odwraca w stronę Chrystusa. Próbuje podnieść pieniek. Przetacza go w stronę Chrystusa. Siada. Bierze figurkę na ręce. Głowa Chrystusa oparta na prawym ramieniu. Niedokończony Bóg obrócił ku niemu drewnianą twarz i przemówił. Frasobliwy

A co? A co, Jasiu? Dyć to jo, Ponbóg! No co, mów!

Świątkarz

(ocknął się z zadumy) E, nic…

Frasobliwy

Jak nic, to lo cego nie strugos?… Stoje tu i stoje jak przygłupi, niedostrugany taki… Ksiądz prebosc juz sie ze trzy razy o mnie pytali, a ty nic i nic…

Świątkarz

Tej tys to…

Frasobliwy

Nie ośmiejes sie, nie zagados… Tylko coś tak śpekulujes, śpekulujes, ocka zamykos… Jak odmieniony…

Świątkarz

Łaski boski w sobie ni mom… Ani zachwytu…

Frasobliwy

Pomódl sie!

Świątkarz

Baj to

Frasobliwy

Pomódl sie, pomódl. Moze ci zelzy.

Chłop westchnął i ciężko dźwignął się ze skrzyni. Frasobliwy

Pomódl…

Świątkarz

(klęknął na środku izby i zdjął kapelusz) Boże, dopomóż, żeby mi się darzyło, bo dzisia z nikimi ni mom interesu, ino na Twojom kwałe robie i na zmówienie księdza prebosca… A kto ta wi, cy to nie ostatnio moja robota… amen. (skończył modlitwę i z trudem, niezdarnie podniósł się z klęczek)

Frasobliwy

No i dobrze, Jasiu! I dobrze! Widzisz?… A tero strugoj! Strugoj, Jasiu, strugoj! Na mojom kwałe!

Chłop siadł na zydlu przy stole i trzymanym w ręku gnypemNóż szewski był jedynym narzędziem pracy rzeźbiarskiej Jędrzeja Wowry. Wykonywał on nim wszystkie swoje prace i z tej między innymi przyczyny wszystkie je charakteryzuje niewielka dbałość o detale, brak wykończenia i wypolerowania ukończonych figur, charakterystyczna kanciastość. przeżegnał drewno. Frasobliwy

…Strugos?

Świątkarz

Strugom…

Frasobliwy

…A co tero?

Świątkarz

…Noge…

Frasobliwy

…Noge?

Świątkarz

…Noge…

Chrystus przyjrzał się podstawie drewnianego bloku. Notatka 6: Przesunięcie figurki w stronę głowy M.[Mariana] - Ch.[Chrystus]patrzy na nogę. Frasobliwy

…Patrzaj sie! Noga! A jako ci tam?

Świątkarz Notatka 7: Przesunięcie figurki bardziej w lewo.

Pomalućku…

Frasobliwy

Rychło bede?

Świątkarz

Jak cie zrobie, to bees… Co ci tak wartko?

Frasobliwy

Świat kce odkupić! W grzychu je!

Świątkarz

O, je…

Frasobliwy

A jako mnie zrobis?

Świątkarz Maniek kładzie z powrotem figurkę na kolanach.

A jako byś kcioł?

Frasobliwy

Na krzyzu!

Świątkarz

E!…

Frasobliwy

Ubicowany!

Świątkarz

E!…

Frasobliwy

Na stojącke z podniesionom rąckom, jak ksiądz prebosc przy ołtazu!

Świątkarz Podnosi Chrystusa, trzyma go w dłoniach, w lewo – oddalenie. Patrzy na figurkę.

Na stojącke nie wloz byś w kawołek… Drewno je przykrótkie, a jesce tu sęk, tam sęk… Na Figure musi być drewno suche, cyste, a tu ci ksiądz przyniós sękulca, co to zdatny jak staro babka na babe!… Frasobliwy bees, wiys?

Frasobliwy

Frasobliwy? A bez co?

Świątkarz Kładzie figurkę z powrotem na prawym ramieniu. Wstaje. Odsłania figurkę.

A bez syćko… Bez ludzi… Bez świat… Bez to, ze nie jes tak, jakoby mogło być… (i zafrasował się, posmutniał, zapatrzył nie wiadomo gdzie…)

Frasobliwy Figurka przechodzi do przodu.

No, i cos bees robił! Sękatyk, to sękaty! Tnij, Jasiu(i nadrabiając miną, zaśpiewał sobie na góralską nutę) Jo jes Ponbóg Frasobliwy, tu przykrótki, a tom krzywy! Hej – nie bede bez to stękać, ze mnie Jasio wycion z sęka! Hej!…

Chłop uśmiechnął się smutnie. Świątkarz

Postękos ty jesce, postękos… Ino ze tero jesce w tobie drewno zywicne, wesołe, nieobeschłe…

Frasobliwy Tańczy.

Toś Jasiu dobrze pedzioł! Jo je z wesołego drewna! (i wywijając niezgrabnymi kulasami, zaśpiewał) Pokiel we mnie sumi wiater, to mi syćko nasermater. Pokiel nieukrzyzowany, to mi nózki rwom się w tany! Heej!…

Świątkarz nie słucha śpiewu wesołego drewna. Już dawno odłożył gnyp, zamknął oczy i z twarzą ściągniętą bólem ciężko dyszy. Chrystus z niepokojem spojrzał na swego stwórcę. Frasobliwy Głowa figurki [Chrystusa] przytulona do nogi M.[Mariana].

Hej!… Jasiu!… Cos ci to? Gozy ci, co?

Świątkarz

Gozy

Frasobliwy

Medycyne weź, co ci jom pon dochtór doł… Na półce stoi…

Świątkarz

E!… Zwycajne choroby same z cłowieka wyłazom, wiys? Ale ta ostatnio, óna jes najgorso… óna samo nie wyjdzie… (zmógł się w sobie; otworzył oczy, sięgnął ręką po gnyp) No dobre. Dłuzy stękoca jak skokoca. Podsuń się ku mnie, to cię ostrugom…

Frasobliwy żwawo przesunął się w kierunku Jasia, nogę pod gnyp podstawił. Frasobliwy

Dos rade? Bo takiś na gembusi zielony… Bees umiyroć?

Świątkarz

Hej, zyło sie juz cheba doś…

Frasobliwy

O, doś!… Trza ci sie wybiroć, trza!… Ale mnie jesce przed śmiercią dostrugos, co?

Świątkarz

(pokiwał tylko głową)...

Frasobliwy

Bo to by było nijako, co byk taki niedostrugany ostoł, ni? Panu Bogu na despekt, ludziom na pośniewisko…

Świątkarz

Frasobliwy

Nie trza, coby mówili: „is, is – Jasiowa roboto zafajdano”…

Świątkarz

…Tej tys to… Ino ci juz cheba nic naprzycynić nie zdole… Ani kwiotków… Ani tompólek… Ani daska nad głowom…

Frasobliwy

Daska?

Frasobliwy

Daska… (powlókł się do skrzyni, otworzył ją i jął przepatrywać jej zawartość) Łotania jo nie lubie, ale się musi, jak som skrzydła u aniołów, abo jakie piki, abo co… (wyjął ze skrzyni gotową już i pomalowaną figurkę ustawioną w drewnianej kapliczce i poniósł ją do stołu).

Frasobliwy

Dasek!…

Chłop postawił rzeźbę obok Chrystusa i osunął się na zydel. Świątkarz

Widzi… Widzi ci sie?…

Frasobliwy

O raneści święte! O raneści!…

Świątkarz

Widzi… ci sie? (oparł czoło o brzeg stołu, znów „pozieleniał na gembusi” – widać go ta droga do skrzyni zmęczyła, ale Chrystus już tego nie zauważył, z zachwytem wpatruje się w daszek i w zajmującą ten przybytek świętą)

Święta

Oremus!

Frasobliwy

(zadreptał nogami i przesunął się razem z podstawą w stronę kapliczki) Świynta Genowefo – dziewico, odsuń się na kfile, jo sie do twojego daska aby przymierze. (i na dusia włazi do kapliczki)

Święta

Ka lezies, ka! Jezus Maria, dyć mi całom kaplice zapaćkos!

Frasobliwy

Oj, nie wrzesc! Ino spróguje, no!

Święta

Nie cyganis?

Frasobliwy

Jezusowe przenajświętse słowo! Kfile posiedze i telo! (udało mu się wypchnąć Genowefę spod daszka)

(wyjął ze skrzyni gotową już i pomalowaną figurkę ustawioną w drewnianej kapliczce i poniósł ją do stołu) Święta

No to posiedź… Ino sie o ściane nie opiroj!… Juz?

Frasobliwy

Jesce kfile…

Święta

No juz?

Frasobliwy

Toć-zek dopiru wloz!

Święta

Wyłoź! Modlić sie muse!

Frasobliwy

No pockoj, pockoj! Nie bądź tako w gorący wodzie kąpano…

Święta

Kaplica moja!

Frasobliwy

Toć przecie ci jej nie zeźre!

Święta

Wyłoź!

Frasobliwy

Jak ty se mnom Ponem Jezusem tak na uwziętego – to nie wyjńde i telo!

Święta

O, jo niescęśliwo! O, jo chudobno!

Świątkarz

Chłop podniósł głowę i półprzytomnie spojrzał na siedzącego w kaplicy Chrystusa. Co sie wadzicie?…

Święta

To ty nie widzis, co tu sie wyprawio? To ty nie widzis? Ponjezus mnie z kaplicy wyzenił, a on sie gapi, bo co mu tom. Oj dolo moja, dolo! O, jo bidno dziewico Genowefo!

Frasobliwy

Ino na przymiarke, Jasiu! Przyspatrz sie – jako mnie w tyj kaplicy, co? Dobrze, co? Dobrze?

Świątkarz

Ni… Frasobliwy z takom kaplickom nie idzie… (zamienił figurki w kaplicy)

Święta

Oremus!

Frasobliwy

A z jakom?

Świątkarz

Z inom. Ino ze ci ij juz i tak, Poniejezu, wystrugoć nie zdole…

Frasobliwy

Jo wim, Jasiu… Nie martw sie… Majątek mój nie jes z tego świata… i jo ta o to nie stoje… zebyś mi tylko te noge dostrugoł, to i dobre… Dostrugos?

Świątkarz pokręcił przecząco głową. Świątkarz

Nie dom rady… Abo sie ksztołt poprzecino… abo nóz mi do palca zajedzie…

Frasobliwy

Końcys sie?…

Świątkarz

Końcem…

Frasobliwy

Tak jo z tego widze, ze juz ni ma co… Klęknij, Jasiu, zrób zol za grzychy, ozgrzyse cie i bedzie fertyg. Cobyś spokojnie umiyroł, wiys?

Świątkarz

Dobre… (wstał z zydla i powlókł się do skrzyni) Dobre…

Frasobliwy

Cos tam wyciągos? Co to je, Jasiu? Co to je?

Chłop wyjął ze skrzyni kilka kolorowych świątków i poniósł je na półkę. Świątkarz

Moje zywobycie… Syćko… I grzychy moje… I biydy… I cała nieporeda moja…

Ustawieni na półkach święci ożywili się, wznieśli oczy do nieba, złożyli modlitewnie ręce, a ledwie chłop skończył, oni zaczęli: Święta 1

Oremus!

Święty 2

Vanitas vanitatum et omnes vanitas!

Święty 3

Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa!…

A tymczasem świątkarz wędruje od półek do skrzyni i od skrzyni do półek, ujawniając oczom zdumionego Chrystusa cały swój życiowy dorobek. Frasobliwy

Rany boskie! Aleś nastrugoł tych Ponbogów, Jasiu! Aleś nastrugoł! I Emile święte, i Kaźmirki, i Krzystopony, i Barbórki! No jo juz ani głowy ni mom, ila tu tego! Na wsyćkie praktyki, ni ma co!…

Świątkarz

Spowiadam sie Panu Bogu Wszechmogoncemu…

Frasobliwy

Ady z cego, Jasiu? O cym ty gados? Gdzie tu grzych?

Z grupy kolorowych świątków wysunął się nieco do przodu niezgułowaty święty Emil. Święty Emil

A przyspatrz sie na moje rence, Poniejezu! Toto – to nie grzych! Jedna renka potela, druga potela – aze sie wstyd światu pokazać!

Święty Sebastian

A jo? Widzis jako mnie zrobił, widzis? Jo juz nie wiym, jak on tak móg! Ni moge sie nadziwować!

Świątkarz

Nie miołek geltowanego rzeziwa, a tyś z gruski, nie z lipy…

Święty Jerzy

Abo tyn mój kóń! Lo śmichu ześ mnie na tygo kónia wsadził cy na kwałe boskom, co?

Świątkarz

Na kwałe…

Święty Jerzy

To lo cego, co kto do mnie podejdzie, to sie śmieje jak głupi osioł? Kóń!… A moze krowa, co? Skoda ześ mu jesce krawatki pod ogónem nie zrobił!

Święty Emil

Po cóżeś sie, niezguło, brał do ty roboty, kiej ześ nie mioł talantu?

Święty Szymon

A pokazywał mu ksiądz prebosc wizerunki świętych i dziewic niebieskich, co pachnościom boskom zyjom, a przykazował: „jak bedzies inacy wyrzynoł, to cie, bezbożniku, w zokrystyji za usy wysarpie! Bo tako są przez Ponboga postanowione, a nie inacy!”.

Świątkarz

Toć jo ta zawdy robił, jako kciał ksiądz prebosc

Święci

A jagze, a jagze!

Świątkarz

Abo jako kcieli ludkowie, co one figury ode mnie za piyniądz brali…

Święci

Tu cie boli, judasie! Dzis? Za piyniądz! Wylazło sydło z worka!

Świątkarz

Nie miołek chęci zgrzysyć…

Święci

O, jaki to! Niewiniątko! Is, is!…

Świątkarz

Jeno coby mi było troche lzy… Grajcarów ni miołek, dom sie walił… Ani ziymnioka w chałpie, ani ziorka żyta… Biyda…

Matka Boska z Siedmi Miecami

Jasiu!

Świątkarz

E?

Matka Boska z Siedmi Miecami

Tyś wbijoł mnie ty miece w serce?

Świątkarz

Jo…

Matka Boska z Siedmi Miecami

Jasiu, Jasiu, co ci powiym, to ci powiym, ale ci powiym: wbijołeś mnie ty miece, wbijołeś, aleś był ślepy. Robiłeś boleści, aleś som ik nie cuł. Swojom jednom boleś miołeś, a jo ik mom siedem i nic nie gadom.

Święci

Isss? Isss? Isss judasie? Isss?…

Frasobliwy

Pockojcie, Wsyścy Świynci, pockojcie! Ni ma co robić od razu tyla gruchu!… Jo tam nie widze w tym ani tyla grzychu, zeby go choć na cyściowe męki dać. Strugoł se patyki i to była cała jego praktyka…

Święci

Co? Jagze? A toto syćko cego nom nie dostaje, to nic? Toto nie grzych?

Frasobliwy

Ciescie sie tym, co mocie! I daski mocie, i tompólki, i farbów różnych na każdym kupa siedzi, cyrwunych, siwych, rózowych…

Święci

Patrzciego! Poniezus miłosierny sie noloz! Na kwałe boskom nas strugał! Na obraz i podobieństwo! Sąd mo być, Poniejezusie! A nie figle-migle! Sąd!

Frasobliwy

Skaranie boskie z głuptokami, no!… I za co jo mom go sądzić, za co? Za te drewienka, co je ostrugoł?

Matka Boska z Siedmi Miecami

…A wedle cego kces sądzić cłeka, synku, jeśli nie wedle dzieła jego?…

Frasobliwy

Aha… No niby co racyja, to racyja, mamulko… Chocia to troche nieładnie, ze sie nawet to dzieło prociw cłekowi obraca… (westchnął z rezygnacją)

Święci

Oremus! Vanitas vanitatum!… Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa!… Mel, mel, mel, mel, mel… („Mel, mel, mel” jest, oczywiście, zatartym tekstem łacińskiej modlitwy)

Chrystus posłuchał przez chwilę tej nabożnej wrzawy, a potem obrócił twarz w stronę grzesznika. Frasobliwy

Drom sie i drom, choroba jedna!…

Świątkarz

Nic to, Ponie Jezu… Kozdy swoje kozanie godo… Jako trza…

Frasobliwy

Trza! A juści! Juzek jes struty od tygo wrzasku!

Świątkarz

Ksiądz prebosc przykazał…

Frasobliwy

Zeby sie darli?

Świątkarz

Yhy… Zawdy mi przywspominoł: „figuro ma budzić wstrynt do grzychu, ma ucyć, ma przykazować; abo »oremus«, abo »vanitas«, abo »cierp ciało, wkiedy ci sie kciało«”…

Frasobliwy

I jo tyz miołek kozanie godoć?

Świątkarz

Ni… Boś Frasobliwy

Frasobliwy

To co?

Świątkarz

A jak sie cłek smuci, to nie godo…

Frasobliwy

Falić Boga!… Ej, chłopce… Juz mi sie nijakiem prawem nie da wycyganić, muse cie sądzić, ni ma co!…

Świątkarz

Wiym…

Frasobliwy

No to wio!… Zacynaj od pocątku i niek juz roz będzie z tym kóniec.

Świątkarz

Chłop wolno opuścił się na kolana, ukrył twarz w dłoniach i wyszeptał: Spowiadam sie Panu Bogu Wszechmogoncemu…

Święci

No, no! Daligo, dali!

Świątkarz

…z nieporedy mojej…

Święci

Dali, dali!…

Świątkarz

…z tego, zek nie zawdy robił z przyjemnościom boskom, jeno lo prefitu…

Święci

Dali, dali!…

Świątkarz

…i z tego, ze mi sie moja biyda i boleś gorse zdawały niz te boleści, cok je wyrzynoł w drzewie…

Święci

I jesce z cego? No z cego? Godoj!

Świątkarz

…i… (przerwał; opuścił głowę jeszcze niżej)

Święci

Warcej, warcej! Jak o dupie Marynie to godanie mo niby woda w potoku, a grzychy wyznać, to juz ni! Ino kap-kap i kap-kap!…

Uparte milczenie. Drewniane figury aż zadrżały od wstrzymywanej pasji, a święty Zwodzijos-Bicownik, co trzymał wielorzemienny kańczug w ręku, podsunął się na sam brzeg stołu i warknął: Święty Zwodzijos

Godos cy nie godos, stary dziadygo, bo jak ni, to ci tym poskiem przyrzniemy

Frasobliwy

Cichojta, cichojta!… Co, Jasiu? Więcyj grzychów nie pamiętas, tak?

Świątkarz

Więcyj grzychów… nie pamiętam…

Na świętej półce zrobiło się teraz istne piekło. Święci

Łze jak pies! O Boze! Ponajezusa swego okłamoł! Grzyśnik! Ozpustnik stary! Dziod! Dziod!…

Świątkarz

Boze, Boze… Mąt sie we łbie robi…

Frasobliwy

Słuchajcie, Wsyćcy Świynci, nie robcie tu buntacji! Jo je Ponjezus, a wom jak sie coś nie podobo, to mozecie iś do swoi ciupy i tylo! A Jasiowi dejcie pokój: naturbował sie doś, nawycirał rózny biydy, niek se umiyro w spokoju i dostąpi scyńśliwości na wysokościach, amen. Zasłoń safe, Jasiu, i fertyg.

Chłop dźwignął się z trudem z klęczek, postąpił ku półce i jął zastawiać ją deskami. Świątkarz

Jo… ni mom z wami zadnego interesu… Z Ponjezusem godom…

Święta Genowefa

Ale ze świyntom Magdalenkom toś interes mioł? Miołeś, co?

Święty Zwodzijos

Dobre! Dobre! Wyrypcie mu syćko w ocy, świynta Genowefo! Niech mo!…

Świątki

Diobeł stary! Ancykryst! Grzyśnik! Bluźnierco!

Święta

Niek wom, Ponjezusie, pokaze ozpustnik jedyn, jaki to grzych w kuferku zataił!

Świątki

Rychtyg! Niek wom pokaze!

Frasobliwy

Pokaz.

Świątkarz

E co?…

Frasobliwy

E, to coś zataił?

Świątkarz zagryzł wargi, pomedytował chwilę, pomedytował, wreszcie rad nierad powlókł się w stronę kufra; otworzył go i wydobył spod szmat jakiś niewielki przedmiot. Świątkarz

To?

Frasobliwy

To. Postaw na stole.

Powrót. Coraz większa obawa i onieśmielenie. Cisza. Wstydliwe ustawianie przedmiotu na brzegu stołu. Kontrolujące przez szpary w deskach każdy jego ruch spojrzenia świętych. I w dalszym ciągu: nikt nic, ani słowa. Frasobliwy

Co to?

Świątkarz

Baba…

Frasobliwy

Baba?

Świątkarz

…goła…

Frasobliwy

Goła. Patrzaj się, jakie to babsko gołe takie…

Świątkarz

Kukaśka

Frasobliwy

Co – „Kukaśka”?

Świątkarz

E, ta baba… KukaśkaKaśka, znacy sie… ino ze jak bez wieś sła, to co któryn chłop jom obacył, to sie znakiem krzyza żegnoł i „nie kuś Kaśka Jaśka” – wołał… i tok juz ostało… Kukaśka

Frasobliwy

Ta z tyj chałupy, co to ze skraja?

Świątkarz

Yhy… To wy jom, Poniejezusie, tyz znocie?…

Frasobliwy

Przeciem jes z tyj lipy, co to przy drodze rosła, to znom! Wiys?… No! Kukaśka… Patrzaj sie – Kukaśka jaka… Jasiu!…

Świątkarz

Co…

Frasobliwy

Wiys, co ci powiym? Ale grzych to je, skodo gadki. Wielgi grzych!

Świątkarz

Toć wiym…

Frasobliwy

I zgorsynie!

Świątkarz

Wiym…

Frasobliwy

A jak wiys, to po coś ty, stary kóniu, te Kukaśke bez odziynio wyrzynoł, e?

Chłop, milcząc, opuścił głowę ku ziemi. Genowefa wyjrzała spoza deski! Święta Genowefa

Ozpustnik!…

Frasobliwy

Cicho!… No mów, Jasiu, bez co tak? Klękaj i mów: na spokusenie cie zwiedła? Ile razy? Gdzie?

Świątkarz

Nie… Nie…

Frasobliwy

Co „nie”, co „nie”! Gadoj mi tuta zara syćko, albo cie dam do śtrafu i tylo! Ładnygo ciała na twarzy była i bez to, tak?

Świątkarz

Nie, nie!… To nie to, Paniejezu!… Toć jo nigda piyrsy do figlów z babami nie byłek… Ani do śkubacki… Ledwiek tyn parobski obrządek znoł…

Frasobliwy

No to co?

Świątkarz

Bo óna… ta Kukaśka znacy… jak sła drogom, to sie tak piyknie giena, Ponie Jezu!… Tak piyknie!…

Frasobliwy

Giena sie?

Chłop dotknął sękatym paluchem bioder nagiej Kukaśki. Świątkarz

Yhy!… O tu… W biedrach…

Frasobliwy

Aha… Ale to co, ze sie giena?

Świątkarz

Paniejezu… Dyć całe zycie rzeźbiłek świynte figury… I nic tylko furt… cięgiem, znowa i zaś… I Floryjany, i Genowefy, i som juz nie wiym jakie… A zawdy jako trza i jako ksiądz kazował: coby sie ludzie bali i zasługiwoli na żywot wieczny… Takie samiuśkie jak na wizerunkak abo w maryjackim kościele… To jakek te Kukaśke obacył, pomyślałek se: ej, miły Boze!… Zeby to takom wycionć!… Jak sie ruso, idzie, biedrami gibo, a śmieje sie, zaraza, aze sie płakać ze scyńscia kce… I ułomołek, Poniejezu, gałązke… i przegibołek, przegibołek, zeby se przypomnieć, jak sie óna giena ta Kukaśka, a pote to wyrzeźbić…

Głosy Świątków

Grzych! Grzych! Obrazo boska, ze niek Ponbóg zachowo!…

W szparze między dechami pojawiła się głowa świętego biczownika. Święty Zwodzijos

W ogień go piekielny, gdzie jes płac i grzytonie zembów!

Frasobliwy

Cicho, zydy! Jo tutek sędzia, ni? I jak sądze, to mo być cicho! W ogiyń! Wieraześci! Bez jednom drewnianom babe – w ogiyń!…

Święty Zwodzijos

Gołom jom zrobił!

Frasobliwy

Ale nie z zamiłowanio do ozpusty, ba do strugacki! Miołeś, Jasiu, prefit z tego golasa? Ni miołeś. No to o co sie wom rozchodzi? Co inse z drewna, a co inse z zywego ciała. Przecie i świyntego Sobestyjona i świyntom Magdalenke robiom goło, i co?

Głosy Świętych

Magdalenke! Tyś pedzioł! Magdalenke!

Frasobliwy

Cok powiedzioł, tok powiedzioł, nie wos interes, a zreśtom wołojcie se, co kcecie, jo sie wos i tak nie boje. I ty sie tyz, Jasiu, nie bój. Dostąpis Królestwa Niebieskiego, dostąpis.

Głosy Świętych

Zasądź go! Zasądź!

Frasobliwy

Zaprowde, zaprowde powiadom wom, wsyćcy świynci: grzyśny cłowiek je, ale nie trza go zarazinek dawać lo śtrafu. Jo ta nie widze w nim winy…

Święta Genowefa

(wyściubiła łeb ze szpary i syknęła) To to tak? Uniewinnios go, a nawet nie wiys, z cego ón te dziywe wystrugoł, tak?

Głosy Świętych

Świyntom pohańbił! Magdalenke! Dziywe z nij zrobił! Dziywe!

Frasobliwy

Prowda, Jasiu?

Świątkarz

Prowda… Lipiny juz w chałpie nie było… to wzionek te figurke świyntej Magdalenki, bo nazdatniejso mi sie widziała… no i tak…

Frasobliwy

Hmm… Niby… Co prowda, to prowda… Za zywobycia tys była nie od tego, to se pewnie i teraz nie krzywduje…

Kukaśka

Hi, hi, hi!…

Frasobliwy

…Ale co ci powiym, to ci powiym, ale ci powiym: tłusto – je i ozpustno tyz je, ale coby sie gibała, to sie nie giba.

Świątkarz

Nie giba… Nie giba sie, chorobo jedna. (w jego głosie odezwała się rozpacz) Nie giba… Jezusie Nazaryński, jak zamkne ocy, to widze: idzie… I juz prawie biere zachwyt… i cucie… I juz wiym… a pote znowu nic i nic… Jezu Świynty, Matko Boska!… Dołeś mi, Ponieboze, spryt w renkach i cucie… ale lo cego taki mały!…

Głosy Świętych

Przewrótca religii! Ancykryst! Bluźnierco!

Święta Genowefa

Myślis, weredo, że ci po to Ponbóg śpryt doł, zebyś gołe dziywki strugoł, co?

Świątkarz

Cicho!… Cicho!…

Głosy Świętych

Fusier! Partoła jak noga od stoła! Na wassermater twojo robota!

Świątkarz

Cicho!…

Głosy Świętych

Nie giba sie, dzis? Nie giba! – he, he, he! Nie giba!…

Świątkarz

Cicho! Cicho bądźta na rany boskie, bo wos wsyćkik porembie!…

Zaczął bić pięściami w deski oparte o szafę i krzyczeć. Deski osunęły się na podłogę i z półek posypały się na chłopa świątki. Świątki

Bluźni! W łeb go! W łeb! Ukamienować! Przyrznijcie mu fest! Dejcie mu w łeb świynta Genowefo

Frasobliwy

Oho… To jus jo wiym, co teraz będzie…

Święci

Nie gibo sie!… Nie gibo!… Nie gibo!…

Rzeźbiarz runął na podłogę, a na nim spiętrzyły się jego dzieła. I naraz zrobiło się w izbie straszliwie cicho. Frasobliwy

Jasiu?… Jasiu?…

Cisza. Frasobliwy westchnął i smutnie pokiwał głową. Frasobliwy

No i skońcyło sie… Ej, świecie, świecie… To ty po to, cłeku, marzys i staros sie, coby syćko było jak najgeltowniejse, zeby se własne zywobycie zapaskudzić? Po to sam sobie przykazonia składos, zeby cie potem zabiły?… Ej Jasiu, Jasiu!… Nasarpołeś sie, diobeł wi na co, utrudziłeś nadaremno, a syćko, co po tobie ostało, to troche farbów na drewnie, tyn klocek, co sie nie gibo, i jo… niedostrugany Ponbóg na wzór i podobieństwo twoje… To jus wiym, bez cok je Frasobliwy… Juz teraz wiym… (przyłożył rękę do twarzy i zasmucił na zawsze)

Święci

Oremus!… Vanitas vanitatum!… Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa!… Amen…

KONIEC Dawna święta powieść niesie o pustelniku I wesoły żył na świecie w ciemnym kąciku I razy dzień zawitał zawsze Matkę Boską witał: Ave. Ładne ptaszki wraz z nim żyły w tej chacie jego I to za nim się uczyły śpiewu wdzięcznego A gdy on Maryję wzywał, zawsze ptaszek za nim śpiewał: Ave. Żyjąc na ziemi cierpiała wiele Słodka ofiara miłości. Dziś Anioł Boży u stóp jej ściele kwiat nieskończonej radości. Żyjąc na świecie cierpiałaś wiele Słodka ofiaro miłości Dziś Anioł Boży u stóp twych ściele kwiat nieskończonej radości. Maryja Magdalena w świecie się kochała Grzesznicą wszetecznicą przez długi czas trwała. Poszła potem na puszczę, tam pokutowała Grzechy swoje do śmierci opłakała. Bierzcie przykład ułomni jawnogrzesznicy Z Marii Magdaleny, świętej pokutnicy. Anielską pieśń dzwon grał Cześć Maryi wdzięcznie głosił Serce ludzkich jękiem łkał Na ziemię zejść Ją prosił. Ave, ave, ave Maria Zdrowaś, zdrowaś, zdrowaś Zdrowaś Maryja. Gdy Pan Jezus z ciężkim krzyżem z miasta wychodził Oto Weronika święta k’Niemu przychodzi Całego zranionego Okrutnie skrwawionego Otarła ta cna niewiasta do rąbka swego. Weronika otrzymała wielką nagrodę Że przyniosła Jezusowi miłą ochłodę Dał jej swą twarz skrwawioną – Na chustce wyrażoną Ach, jak bardzo ta niewiasta jest nagrodzoną. *** Ogrodzie oliwny widok w tobie dziwny Widzę Pana mego na twarz upadłego Tęskność, smutek, strach go ściska Krwawy pot z niego wyciska. Ach, Jezu mdlejący, prawie konający. Jadwigo, święty kwiecie wybrany Ozdobo kraju, patronko nasza Tyś dała nam wolność, skruszyła kajdany Bo Ty u Boga moc wielką masz. Spójrz Jadwigo na nasza ziemię Na twą ojczyznę i wierny lud. Miej w swej opiece piastowskie plemię Błogosław nowy wolności cud. Jak Bóg stworzyl świat, obznajmił prorokom, ze z wóli Jego narodzi sie Dziewica z Anny i Jakuba, a imie jej bedzie Maryja, wydo sie za staruska, bedzie niepokalanie pocęta od anioła i z Ducha Świętego porodzi Syna. No i tak było. Jak Matce Boski bylo dwanoście roków, tak przysed do Ni aniol z wielgom jasnościom i biołom lelijom, od Boga posłany. - Niek bedzie pokwolony Jezus Krystus! – powiado. Nie bój sie, Dziewico – rzece – jo Ci nic nie zrobie. Jo jes anioł z nieba, przez Boga Ojca posłany, coby Pannie Maryji powiedzieé, ześ Ty je błogosławiono między niewiastami i bedzies wyjątkiem, bo z mocy Ducha Świętego porodzis Syna, a imie jego Jezus. Maryja rzekła: – Lękom sie tego zdarzynio, bo męza ni mom, a do reśty jo za młodo. Jakoz to bedzie i co ludzie na to powiedzom? – Nie bój sie, Maryjo, nic! – pado anioł. – Niek Ci sie o to nie rozchodzi. Bedzies miała męza w duzyk rokach, a imie jego Józef. Z wóli Ojca Niebieskiego wsyćko bedzie fertyg. Ty bedzies grzyśnymu norodowi zbawieniem, cartowi przeklętemu głowe zetrzes, tela je słów moik na dzień dzisiejsy i więcy ni mom z tobom interesu, bo muse iś dali – z Panem Bogiem! I posed. Matka Bosko dostała do serca okropnego jankoru i i posła zafrasowano do swoi ciocie Helżbiety, coby sie ji uzolić, co tyn aniol takie bery po próżnicy opowiado. A ciocia jeji rzekła: – Nie trop sie, córko, nic. Jak Ci tak anioł powiedzioł, to cheba tak musi być, bo ón ta zawdy cosi kajsi wi, bo ón je od Boga. Idze, córko, do klaśtora jerozolimskiego i pomódl sie do Boga, to Ci bedzie lzy. No dobre. Posła Matka Bosko do tego klaśtora, a tam odprowioł mse arcyksiąze jerozolimski. Modli sie, modli, a tu zesło sie sporo kawalyrów i modlący przypatrowali sie Maryji Dziewicy, bo była ładnego ciała na tworzy. A jak to uwidzioł Pon Bóg, otwar dźwiyrze niebieskie, zrobił dziure w powale kościola i puścił glos z nieba: Nik nie pojmie Jej za zone, ino tyn, co mu kwiotek z losecki wykwitnie. Wsyjścy kawalyrowie i panowie chycili losecki i oględowali, cy im tez ta wykwitnie, cy nie wykwitnie. Ale ino świętemu Józefowi trefiła sie łaska Bosko, bo mu z losecki ślicno lelija wykwitła. Dziwujom sie panowie, co taki starusek bedzie robił z takom młodom i cymu akurat je błogosławiony między wsyćkimi kawalyrami. A święty Józef ozpłakoł sie i ozpłakała sie Maryjo, ale nic nie mówiła, bo tak Bóg kcioł i tak musiało być. Az tu arcyksiązę jerozolimski powiado: Stąp tutok, święty Józefie! Stąp tutok, Maryjo! Przystąpili, klęknyli przed arcyksięciem, a ón doł im ślub i blogosławiyństwo. To jest okropne ciyrpienie Pana Jezusa, taki prowdziwy wizerunek katolicki, polski. To jest w róznyk ksiązkach, coby ludzie o tym wiedzieli na wieki wieków, amen. Jak Zydy zahareśtowali Pana Jezusa w Ogrojcu, no to Go przywiedli do Piłata, coby Go sądził. Ale Piłatowi nie kciało się sądzić, zapar dźwiyrze przed tom hołotom, wyścigoł ik. No to oni pośli do insego sądu, do Heroda. A Heród był jesce więksy honcwut, kozoł biydnego Pana Jezusa przywiązać do słupa. – Zawiązcie Mu – pado – ocy, pozrucojcie ś Niego odziynie i przyrznijcie mu fest! Taki był drań! No to óni Go przywiązali do słupa, zawiązali Mu ocy smatom, poździyrali ś Niego ubranie i wyrzli Go trzy razy w licko. – Jakeś król – mówili – no to zgaduj zgadula – kto Cie bije.Jeruzalem Boga swego bije! – ten im pedzioł. No to óni jesce Go trzy razy uderzyli. Teraz juz Pon Jezus nic nie mówił, ino sie zasmucił. – O Jezus, Maryjo, bijecie mnie, bijecie, ani nie wiycie, co sie skróś tego bedzie dzioło. A óni furt Go bili, dwaścia śtyry godzin Go bili, trzy tysiące ran zrobili Mu na plecach, rózowyk, cyrwonyk, cornyk, ani sie patrzyć na to okrutne bicowanie nie dało. A jak sie juz zmęcyli, przywiedli Go nazod do Piłata, coby Go osądził. A Piłat: – Juz mi sie – powiado – nijakiem prawem nie do wycyganić, muse Go osądzić, ni ma co. I doł wyrok na śmierć. Tak óni sie uradowali i odciupasowali Go do Kalwaryje, a po drodze błotem na Niego rzucali. A to błoto z krwią sie zmiysało. Dobrze, ze trefiła się po drodze jedno poganka litościwego serca, wziena, obtarła licko Panu Jezusowi usteckom. No i co sie nie robi, na ty ustecce wynikła tworz Pana Jezusa. – O Jezus, Maryjo – powiado – dopiyro miałak cystom ustecke i juz mom z wizerunkiem? Uradowała sie i posła do domu, ale juz nie była pogankom, przystała do polski wiary, do katolicki i ostała świętom. Pisała sie święto Weronika i robiła cuda. A z ty ustecki miała wielgi prefit, bo kurowała królów, wojewodów, burmistrzów, samyk dochtorów kurowała. Jak ino kogo okryła tom usteckom, to juz był zdrów, to była jei nojlepso medycyna. Jak sie ludzie zwiedzieli, ze óna takie śtuki robi, kozali ji iś do króla, wielgiego króla, co juz mioł umrzyć – taki był chory. Óna okryła tego króla swojom cudownom usteckom, a król do śtyrnostu dni był zdrów. Co kces, święto Weroniko – powiado – to ci dom za to, ześ mie wylicyła. A święto Weronika rzekła: – Zaprowde, zaprowde, jo nic nie kce, ino zeby Zydów dać do śtrofu, ze Pana Jezusa umęcyli. A król zasie rzek: – Dobre, juz jo im dom! I wzion okropne wojsko pod siebie, zniscył Jerozolime, domy posprzewrocoł, po popodpoloł i powiedzioł tak: – Skóńcyło sie wase panowanie! Od tyk cos nie bedziecie mieć urzędów ani swojego magistratu, ani burmistrza, ani zianderów, ani wojska! A wsyćko z wóli tego, co nasego Poniezuska wydali na morderstwo. No i cóz Mu zrobili? Przybili Go na hańbe do krzyza, a to drzewo sie przebóstwiło, podziurawili Go pikami i gwoździami, a Ón i tak zmartwychwstoł. Óni myśleli, ze jak ciało skrusom, umęcom i zabijom, to juz z Panem Jezusem zrobią fiksomfertyg. Głupie osły! Ón zaś wyloł krew ze serca swojego, a z tej krwie nabroł taki siły, ze zmartwychwstoł, a te złe ludzie juz dawno pomarli. Gdy Wowro skończył swoją opowieść, rzekłem: – Bardzoście to ładnie opowiedzieli, aleście mi jeszcze zapomnieli powiedzieć, dlaczego robicie Pana Jezusa siedzącego i podpartego? – Przecie wom mówiłem, ze jak Go bili, to sie Pon Jezus zasmucił. Istotnie. Powinienem wiedzieć, że jeśli człowiek rękę do twarzy przykłada, to najpewniej jest smutny. Jak Panu Jezusowi było dwanaście roków, tak nabroł wielgiego rozumu do glowy, posed do kościoła naucać przemądrzałyk dochtorów i Żydów. Jezusek, Jezusek. Matko Bosko, co sie z tym śkutem dzieje. Ka on poloz, utrapieniec jeden. Jezus! Jezus! Tutok, Mamo, w kościele. Naucam przemądrzałyk dochtorów. – He, he. Nauca nas. Patrzajcie, nas, dochtorów, ten śkut, he, he. – Tyla casu, Synku. – Dobry głowy nie mają i bez to.Synu, mój Synu, ani Ty nie wiys, ileś mi dodał boleści do serca mego. Maminko moja, Ty mnie jesce pilnujes, ale wnet mnie nie upilnujes. Zaprowde, powiadom Ci, ze juz mój cas przychodzi, mamulko moja, ani sie nie pomiarkujes, jak mnie z krzyza bedzies piastowała. – Jak to z krzyza? – Jo na nic nie poradze, bo takie jes ozporządzenie Ojca mego Niebieskiego w Trójcy Święty Jedynego, ze akurat jo mom umiyrać za wsyćki noród. – Osana! Osana! Synackowi Dawidowemu. He, he, he. Mamulecko moja, zebyście sie na śmierć zatropili, to Wom to nic nie pomoze, bo i tak bede zamordowany bez miłosierdzio. – Świecki, świecki przedaje, do cukierków lazowych, maca, maca. – Cicho, Zydy. Coście tu przyśli jermacyć? – powiado. – Do polskiego, katolickiego kościoła? Swojego ni mocie? Smyrojcie stąd, gałgany – powiado – pókim dobry. – Gwałt, gwałt. Jezus nas bije, Matko Bosko! Cepów trza nazbirać, kolików z płota, wio na niego. – Pockojcie Zydy, wolnego. Jeszcze nie cas – powiado – na mojom męke, jesce nie przysed ozkoz od Boga! Jak mie mocie zamordować to dobre, jo sie temu nie sprzeciwiom, ale nie teroz, wsyćko musi być przy swoim casie. I zniknął im. – Gdzie Ón, nie ma Jezusa. Sukoj, toć gdziesi kajsi musi być. Gdzie Ón sie obraca, choroba jedna. Ale niedługo pote przysed ten cas i Zydy ucapili Pon Jezusa jak Bóg przykazoł. Powiązali Go, skopali, wodzili od sądu do sądu, od Heroda do Piłata i nazod, waryjoty jedne. A pote Go wywlekli na Golgote, ukrzyzowali wedle Ewangelii Świętej na Wielgi Piątek. I wte przysła pod krzyz Matko Bosko. – O Jezusie, Maryjo – powiado – Synu mój, Synu, na tom Cie piastowała, zeby Cie wydać na takie okrutne morderstwo? Synu mój, Synu, ani patrzeć nijakiem prawem nie moge na krew Twojom świętom. Serce sie ji ścisnęło od okropnego jankoru i ani sie nie spozdała jak ji siedym mieców boleści do serca wleciało. Ludkowie moi, jak wom sie trafi niescyńście i biyda okropno, to se wspomnijcie, ze i Matko Bosko miała siedym mieców w sercu i musiała wytrzymać, to i wy tyn jedyn miec wytrzymocie i zarazinek bedzie wom lzy, zarazinek. Święta Magdalena była ozpustnom dziewicom, bo lubiła sie ciesyć z parobkami. Przebiyrania rózne nosiła, z wielgiem państwem balowała i po nocach sie smyrała z kawalyrami. No dobre. Jak roz tak sła do domu nad ranem, naciesono i nagrzysono, tak spotkoł sie ś niom Poniezus, a óna – hips, za płot! – O raneści – powiado – ten mi wsuje! A Pon Jezus jom widzioł, pogroził ji palcem:Magdalenko, Magdalenko, co ci powiym, to ci powiym, ale ci powiym, cies sie z kim kces, grzys z kim kces, ino kóńca patrz. I posed swojom drogom, a Magdalenka swojom. No dobre. Jak tak wracała od kawalyrów, widzi, ktosik wisi na drzewie krzyzowym. – O raneści święte! A dy to tyn, co mi powiedział: ,,Cies sie z kim kces, grzys z kim kces, ino kóńca patrz”. Skrusyło sie ji serce, ze Zbawiciela świata mordercy zamordowali, posła pod krzyz, obłapiła go rękami i rzewnie zapłakała. A Pon Jezus przemówił do ni: – Widzisz, widzis, Samarytanko, co się ze mną teraz robi. Ty teraz płaces, a jo za ciebie krew przeliwom, ześ zgrzysyła w ozpuście, a mnieś nigdy nie wspominała. Teraz jo cie nie znom, grzyśno Samarytanko, idź od krzyza mojego, niek umiyrom w spokoju. A óna furt płakała i wołała: – O, Panie Jezu, zmiłujze sie tez, zmiłuj nade mnom... I tak dwaścia śtyry godziny krwawemi łzami płakała, trzy tysiące łez wypłakała. Wtedy Pon Jezus rzece: – Juz dosyć, dosyć, daruje ci wsyćkie grzychy twoje, całom twojom ozpuste. Idź teraz, córko, na pustynie i pokutuj, a bedzies zbawiono. No i Maryja Magdalena udała sie we wielgom pustynie, posła w okropne lasy i góry i zyła nicem: grzybami, jagodami, laskowemi orzechami, cym ta mogła. Ale kciała jesce więcy pokutować i posła do jednego gróborza: – Mój gróborzu – powiado – idźcie na smętorz, wykopcie mi głowe matcynom, bo jo pokutować kce, w trumnie bede ligać i głowe matcynom pod swojom głowe dom. I tyn gróborz przyniósł ji głowe, a óna postawiła małom sope z okrajków, takom trumne-kuce z desek zbiła i tam ligała, a głowe matcynom miała za zogłówek. I tak pokutowała, aze jom w ty trumnie śmierć spotkała. Wtedy posłał Pon Bóg anioła, a ón zaprowadził jei duse przed Syna Bozego do nieba i została zbawiono na wieki wieków – amen. Święty Kaźmirek mioł okropnie cudownom praktyke. Mioł straśnie bogatyk ojców, starostów, abo jesce więksyk, a niwek było tamoj więcy jak całe Wadowice. Powiado roz tyn starosta do swoji : - Wielmozno pani! Synka momy grzecnego, naucnego, ale se tak uwazuje: musimy cosi więcy dać. No i dobre. Kupili mu toblicke, rysik i oztomajte lamentorze i posłali go do skoły. A święty Kaźmirek chodził do ty skoły i straśnie fajnie sie ucył. Co popatrzoł do lamentorza, to juz wiedzioł, jak sie mo ślabizować, aze sie zlecieli ozmajte profesory i iśpektory. – Skąd sie tymu śkutowi – powiadajom – tela rozumu biere? Taki biydny na gembusi, taki mizerocek, a taki wymądrzeny, ze niek ręka Bosko broni. Skądeś ty, chłopocku, tela rozumu nagamobił? – pytajom sie go. - Z ksiązek – powiado – i z Du-a Świętego. Ośmioli sie wszyscy z takiego godanio. – A kaześ ty, chłopocku, widzioł Du-a Świętego? A święty Kaźmirek juz sie spozdol, ze ś niego śmiychy robiom. – Ani oko nie widziało – rzece – ani ucho nie słysało, wiela zgotowił Pon Bóg tym, co sanujom wyroki Jego. I więcy juz nie kcioł chodzić do taki skoły. Jak przysed do domu: Mamulko moja – powiado – jo juz do skoły nie bede chodził, póde w świat. Synku mój – mówi mu mama – ni ma taki skoły, co bym w ni mądrości kupił. Jak w skołach siedzom głupcy i sami nie wiedzom, co majom ucyć, idźze w świat, synku mój, a miłosierdzie Boskie i Duch Święty cie nie opuści. I posed święty Kaźmirek w świat, a Duch Święty posłoł za nim rózne ptoski i słowiki, styrnole, sikorki, makolągwy, skowronki, ćpoki, coby go wartowały. A jak święty Kaźmirek wędrujący od miasta do miasta odpocywoł na pnioku, tak te styrnole, słowiki i scygły furkały nad nim i jak ta umiały, tak ta śpiywały świętemu Kaźmirkowi ozmajte niespory. A święty Kaźmirek wyjon potem ksiązke modlącom i cytoł im rózne nauki. A tu sie makolągwa odzywo: – Doprosom sie łaski świętego Kaźmierka, cemu to nom ptoskom nik ślubu nie daje? A święty Kaźmirek uśmioł sie.Makolągwaś je – powiado – ale po prowdzie powiados. No to jo wom śluby dom. Kto kce z kim? No i wyabrychterował ptoski porkami do kupy, krawatkom powiązoł, pobłogosławił i fertyg. A ptoski sie okrutnie radowały, ze juz som zyniate i juz teraz mogom tak bez grzychu. A święty Kaźmirek uśmioł sie z takiego weselo, pobłogosławił wsyćkik do kupy razem i posed pomiędzy dobryk ludzi , coby ik naucać mądrości i scyńśliwości wiecny amen. Święta Jadwiga miała ojca u Madziarów królem na Węgrach. Jak juz jei było osiemnaście roków, powiado ji tata:Córko drogo – rzece – świątobliwoś je, ale tyś je z królewskiego rodu – nima co, muse cie wydać. Jo ci juz jednego ministra kawalira naraje, ze juz bedzie twój. A święto Jadwiga zasie rzekła :Mój tata drogi – powiado – nie opowiadojcie mi o wydaniu, bo jo chłopa nie kce. Moja scyńśliwoś jes na innom mode, jo nie ozmyślom o dzieciach, ino o klaśtorze i pokucie lo Boga. A ojciec powiado po madziarsku : Córko drogo, niech ci sie głupstwa głowy nie trzymajom. To ty kces, zeby sie na nos famielija skóńcyła? Cóz ty se, córko, uwazujes, ze ty se bedzies w klaśtorze siedzieć, a jo – nie dej Boze – jak na wojnie zgine, to co? Skąd jo tyk dzieciów nabiere, jak ty bedzies zakonicom? A święta Jadwiga:Tata drogi – powiado – jak tata nogi wyciągnie i umrze, to jo se rady dom, wyjde z klaśtora i bede wojować . No i tak było. Ten król Madziar zginoł na wojnie od Tatarów , a święto Jadwiga rzece: – Teraz mój cas. Wysła z klaśtora, wziena całom siłe ojcowom pod siebie: – Teraz mie musicie słuchać! Pomodliła sie, chyciła miec i wio na Tatarów. A óni uciekli, bo wiedzieli, ze ze świętom Jadwigom ni ma co. I juz miała ś nimi święty spokój. A potem zaś sie trefiło niescyńście, bo śtyry państwa rzuciły sie na wojne ze świętom Jadwigom . Óna wyryktowała sie, ale sie juz nie dało, bo nieprzyjaciela była siła i na śtyry strony świata była wojna. Okropnie duzo norodu zgineło, ale sie nie dało. Nieprzyjaciel zabroł jedyn kawołek państwa, potem drugi kawołek, a jak juz hapsnoł trzeci kawołek, święto Jadwiga wziena pod siebie swoje zniscone wojsko i zawiedła je do lasa, do Tatrów wysokik i wielgik, co sie nazywo Babio Góra. Ale nieprzyjaciel kcioł do resty zniscyć polskie wojsko, obstąpił Babiom Góre i przystawio gwery do piersi polskiego wojska. Święto Jadwiga widzi, ze juz źle, westchneła do Boga i Pon Bóg doł cud , otworzyła sie święto ziymia na Babi Górze i pokryła wojsko. Zgłupioł nieprzyjaciel i okrutnie był zły, bo myśloł, ze jak juz pobił Poloków na wojnie na ziymi, to juz wygroł, a tu Poloki majom wojsko pod ziymiom. Ale przydzie taki cas, ze noród zaś bedzie grzysyć okropnie, wtedy Pon Bóg zrobi sądny dzień. Bedzie wojna na śtyry strony świata, strasno wojna, wsyjścy bedom sie bić, ale nik nie do rady. Wtedy Babio Góra sie otworzy, wojsko święty Jadwigi wydzie i Polska wygro . A potem to moze być kóniec świata – amen. A to, co wom powiadom, to nie godka, ale prowda zywo. Jeden pastyrz, co posoł bydełko pod Babiom Górom, sumintowoł sie, ze pod ziymiom słysno było, jak zaklęte wojoki śpiywali: Jesce Polska nie zginęła i zginąć nie musi, Jesce Niemiec Polokowi bydło posać musi. Jesce Polska nie zginęła i zginąć nie musi, Porwoło sie trzek Poloków na piętnastu Rusi. Jedyn król mioł swojom zone, królowom Genowefe, w ciązy, ale jom musioł ostawić w burku, bo jechał na wojne. Zawołał swojego rządce i doł mu biydocke w opieke. Dejcie ta – powiado – dobry pozór na mojom, a późni na moje dzieciątko, a jo wom to wsyćko wynagrodze. Potem sie pozegnoł z królowom i pojechoł . A rządca se myśli: – Dobre, teroz jo bede król. Wzion całe gospodarstwo pod siebie, a na noc przysed do królowy i pcho sie pod pierzyne . Ale go królowa kopła, bo chciała zyć po Bozemu i nie spała z nikim . A król wojowoł na wojnie i wojował, a potem zrobił se fraj, urlaub i napisoł list do królowy. ,,Pozdrawiam cie bez rózowe kwiecie, boś ty mi nojmilso na caluśkim świecie...”. Piykny ji list napisoł, ale cóz? Óna tego listu nie dostała, bo miglanc rządca sowoł tyn list za pazuche i królowy nie doł. A królowo tropi sie i tropi – O raneście świata, cymuz ón nie pise? A ón pisoł, tylko óna nie dostawała. Napisała list do króla. „Na wysokim burku słonecko zachodzi, a jo sie dowiaduje, jak wom sie powodzi” . Ładnie mu napisała, ale z tego zaś nic nie było, bo tyn rządca łaps tyn list, powiedzioł, ze go posłoł, ale ón scyganił, bo go nie posłoł. Powiado tyn król: Choroba jedna, cheba sie poczta spoliła, abo poćciorz umar! Jo muse wiedzieć, co tam nowego w moim burku! Napisoł list do rządce a rządca mu odpisoł:Najjaśniejszy pan, nie jes dobrze, bo zona twoja chyciła sie insego!” Tak mu napisoł. Ale król temu nie wierzył, tylko Boga prosił, coby sie ta wojna skóńcyła, a jak przyjedzie, to sie dowi, cy to prowda. A tyn rządca posed do królowy na buntacyje. Nojjaśniejso pani, niedobrze jes! – Bez co niedobrze? – No bo królowi – powiado tyn miglanc – ktosik napisoł, ze nojjaśniejso pani chyciła się innego. – O Jezus, Maryjo – powiado ta królowa – cóz ón tez o mnie teraz pomyśli? – Ano nic – pado tyn rządca – ino nojjaśniejsy pon napisoł, ze upodlonego zwiyrzęcia nie kce na swoim burku. Ale królowa temu nie wierzyła, ino modliła sie do Boga, coby sie to wsyćko skończyło. Aze przysed tyn cas, ze porodziła piyknego chłopoka. A rządca zaroz napisał do króla, ze królowa porodziła psa. Scyńśliwym trefunkiem król zaś temu nie uwierzył. – Co sie urodziło, to sie urodziło – powiado – jak przyjade, to sie przekonom, cy to prawda, cy bojki. Taki dobry był tyn król. Ale mu sie trefiło niescyńście, bo ostoł ranny na wojnie i posed do śpitola. Napisoł z tego śpitola list do rządcy: jak wyzdrowieje, to zaroz przyjedzie do burku, bo sie wojna juz kóńcy. Przeląk sie rządca: O Jezus, Maryjo, jak przyjedzie król, to juz bedzie po mnie. Trzeba zrobić porządek z królowom. No i napisoł list, w rzecy ze list od króla i posed do królowy. Nojjaśniejso pani, niedobro nowina! Napisoł król, ze upodlonego zwiyrzęcia nie kce na burku, kozoł zamordować nojjaśniejsom paniom, wydłubać ji ocy i posłać mu, coby wiedzioł, ze jes zamordowano. Ale królowa nie przelękła sie tego morderstwa. Co mo być – powiado – to niek bedzie, jak król przykozoł, tak musicie zrobić. Tak rządca wybroł dwók sługów co nojgorsyk draniów. – Zabiercie – powiado – królowom do lasa i zgładzicie jom, a tego małego synka tez, a potem ji wydłubiecie ocy, owiniecie w liście bukowe i przyniesiecie mi, a jak nie, to wos dom do kreminołu na rok i seś niedziel. Oni zabrali królowom z dzieckiem, zaciągli do lasa i wyjmujom noze, coby ji poderznąć gardło, a królowa obłapio ik za nogi. Moi kochani, darujcie mi zycie, cos wam to bite dziecko winne, zmiłujcie sie nade mnom! Skrusyło sie serce tym sługom, zol im sie zrobiło biydny królowy, pochowali noze, ale dropiom sie po głowie: – To sie tak dobrze godo pani królowej! A jak pani nie zabijemy, to oców wydłubanyk nie przyniesiemy, na jarmarku nie kupimy, w kreminole siedzieć nie kcemy. – Nie opowiadajcie mi takik rzecy – pado królowa – mocie tu psa, mozecie go zabić i wydłubać ocy. – Rychtyg – powiadajom. Zabili psa, wydłubali oczy i zanieśli. A królowa znalazła jaskinie w lesie i przytuliła sie ta ze swoim synkiem . Byłaby ta umarła z głodu, ale Matka Bosko Pociesycielka posłała ji łanie i od tyk cos biyda im nie była. Zywili sie grzybami, jagodami, miodem, a łania była im za służącą, bo im wsyćko przynosiła i jesce im mlika dawała. A tu się wojna skóńcyła i król wracoł sie do burku. Rządca przeląk sie, co teroz ś nim bedzie, posed do skryty piwnice i obiesił sie na hoku . Przyjechoł król, pyto sie, kandy królowa? Słudzy powiadajom, ze ją rządca kozoł zamordować. Król sie okropnie ozgniywoł, pyta sie, gdzie rządca, sukajom, ni ma, przepod. Tak tyn król zył bardzo smutno, ani sie jedzynio nie chytoł, ani miejsca ni mioł spokojnego. Tak razu pewnego pojechoł ze swym wojskiem na polowanie do tego lasa, gdzie miała jaskinie ta królowa. Jedzie tam, a tu widzi, pasie sie łania. Chycił za strzelbe, cyluje, cyluje do ni, a tu wyleciała królowa z jaskinie i woło:Męzu mój, co robis, nie zabijaj łani, bo óna zywi dziecko twoje. Król zgłupioł, jak to usłysoł. – O raneści świata, cóz óna godo? Moje dziecko łania karmi? A ta baba, to moja zona? Przecie to wsyćko pozabijane! Ale królowo powiado: – Nie dziwuj sie, męzu mój, ze jo zyje, bo rządca kozoł mie zamordować, ale jo nie posłam na zagładę, bo słudzy zlitowali sie nade mną, zabili psa, wydłubali mu ocy, rządcy posłali, a jo zyłam w jaskini z łaniom, jo jes twoja zona, a to twój syn. – Rany boście – powiado tyn królkobito, cymu ześ mi ty tego nie napisała? – Jo pisała – powiado królowa – inoś ty mi nie odpisywoł. Teroz dopiyro poznoł król, ze to jego zona i jego syn. Posłoł od razu do burku swoik lokajów, coby przywieźli lo królowy co nojpiykniejse odzienie. Potem wrócili sie na zamek, synka zabrali i łanie tez. Ale tyn król ni móg wytrzymać ze złości na tego rządce, co mu tela niescyńścia narobił. – Jo mu dom – powiado – jak go tylko nojde! Sukoł go wsędy i w ostatni piwnicy go naloz, ale juz downo obiesonego. Choć sie ta w proch ozlatowoł, kazoł go król na progu połozyć i miecem go na drobne kawołki poremboł, zeby śladu nie było z tego drania. Ale królowy niedługo juz było dobrego życio z królem, bo biydocka zachorowała na płuca i umarła. Król okropnie płakoł, jak jom chowoł w grobie, a łania przysła na smętorz, połozyła sie na grobie i zdechła. I tak się skóńcyło.