Od miłości Twojej mdleję i nie pierwej orzeźwieję, aż mi, Jezu piękny, siebie dasz obaczyć twarz w twarz w niebie. Pociesz, proszę, duszę moję, pokaż jej oblicze Twoje. Uczyń mię błogosławioną źrzenicą ku mnie skłonioną. Nie broń dla mnie tej słodycze pocałować w Twe oblicze. Wszak Ty jesteś z łaski swojej Oblubieńcem duszy mojej. Ciebie szuka z łzami ona i z wzdychaniem, utęskniona, Ciebie wzywa nieprzestannie: "O, gdzie jesteś, drogi Panie?". Ty nie możesz ją zaiste nienawidzieć, Jezu Chryste, którą krwią Twą odkupiłeś, a miłością ustrzeliłeś. Czem więc jeszcze do tej doby, ach, nie widzę Twej osoby? Ach, ach, czemu moje wota, moje modły wiatr rozmiotą? Lecz choć miłość Twa dopiéka w dzień i w nocy miłośnika, choć miłośną mą duszycę wędzą niejakieś tęsknice, wszakże-ć kochać nie przestanie, by jej umrzeć przyszło, Panie. Śmierć z miłości, Jezu, Twojej za najsłodsze życie stoi.