Zaloguj się
Cytuj

"Śmierć białej pończochy"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Śmierć białej pończochy, Pankowski Marian
Data aktualizacji: 7 grudzień, 2022
*

Ledwie zorza na niebie. Na balkonie Matka, Jadwiga i Biskup, żeby pożegnać wojsko z królem na czele, idące na wroga.


Jadwiga

Brrr…

Matka

Co ci? Zimno ci?

Jadwiga

Znowu na mnie gęś syczała.

Matka

(patrząc na nią
z niepokojem)
Przestań…

Jadwiga

…i Turek wziął ją na głowę… a ona z góry na mnie! Tak wzięłam

(wybucha śmiechem budzącym zgorszenie)
kuchenny nóż i ją ryziu-ryziu…
(otrzepuje ramiona)
Krew mi po twarzy… po ramionach… ale taka dobra krew, co zastyga w jasne rybie łuski…

Matka

(zagaduje)
Aha… Mnie kret się śnił… Biegł mi po czole i wołał: „Gdzie moje wąsy?”. Szukałam, szukałam, aż się obudziłam.

Biskup

To wszystko coś wróży… Ta krecia, kręta droga… nie wiedzie do Boga. Ale sen-mara, Bóg-wiara. Nieprawdaż?

Głosy Tłumu

Idą… idą…

Rzeczywiście dochodzi rytm kroków i tuż potem śpiew.

Młociarze

W łeb krzyżacki – młotem buch!
Stępor nasz puścimy w ruch!
Ubijemy tłukiem-tłokiem,
aż im jaja trysną okiem!
Uch! Uch! Uch!

Biskup

(głosem oficjalnym)
Błogosławimy młociarzy idących w bój…

Słychać w odpowiedzi dźwiękanie młotów o młoty.


Głosy Tłumu

Na MalborkWizja wyprawy na Malbork, w której armia Władysława Jagiełły (1352/1362–1434) ma walczyć przeciwko oddziałom dowodzonym przez Wilhelma Habsburga (1370–1406), jest oczywiście fantazją Mariana Pankowskiego. W rzeczywistości Jagiełło ruszył na Malbork 17 lipca 1410, po triumfie w bitwie pod Grunwaldem, jednak zdobyć stolicy Zakonu Krzyżackiego mu się nie udało. Zdecydowało o tym wiele czynników, przede wszystkim zbyt powolny marsz zmęczonych walką wojsk polsko-litewskich, znakomita, prędko zorganizowana przez Henryka von Plauena (1370–1429) obrona twierdzy, a także silny front sojuszników Krzyżaków w Europie (głównie państwa węgierskie, czeskie i morawskie) i zapowiadana przez nich odsiecz militarna. Ostatecznie Jagiełło musiał odstąpić od oblężenia Malborka, a 1 lutego 1411 roku zawarto pokój w Toruniu. Malbork znalazł się w rękach polskich dopiero w czerwcu 1457 roku, nie wskutek działań zbrojnych, ale umowy sprzedaży. Zob. S. M. Kuczyński, „Po Grunwaldzie”, [w:] tegoż, „Bitwa pod Grunwaldem”, Katowice 1987; J. Krzyżaniakowa, J. Ochmański, „Władysław II Jagiełło”, Wrocław 1990, s. 177–224; M. Haftka, „Pod murami Malborka. Lato 1410”, Gdańsk 2010.!
Niech żyją brachy-młociachy!
Na Malbork ze słomianej blachy!

(śmiechy)

Jadwiga

Nein!

(głośno)
Nie. Nein. Nein!

Biskup

Cicho… ććć…

(głosem oficjalnym)
Błogosławimy kuszników.

Słychać strzelca-zapiewajłę.
Strzelec

Na sito poszyjem komtura!
Na sito… na re-szo-tooo!

I odśpiew kuszników.
Kusznicy

Uu-rra! Uu-rra! Urraaaaa!
Poszyjem komtura,
że dziad – jedna dziura!
że ho! że ho! że hooo!

Głosy Tłumu

Niech żyją kuszaki!

Jadwiga

(zatyka sobie nos)
To Litwini. Na pewno oni.

Matka

(półgłosem do Biskupa)
Co to za bydło?

Biskup

To przyboczni naszego króla

(głosem oficjalnym)
Błogosławimy zażegajłów!
(do Matki i Jadwigi)
To fantastyczni podpalacze miasteczek i wsi, miotacze zapalonych kotów na gonty zamków… Pakuły do ogona! Zapalają – i fiuuu! ciskają na dach!

Głosy Tłumu

Górą zażegajły!
Niech żyją dusiciele!

Matka

Co?! Kto niech żyje?

Biskup

(głosem oficjalnym)
Błogosławimy dusicieli!

Głosy Tłumu

Niech żyją duszki-dusiki! Górą dusiciele!

Jadwiga

(do Matki krzyczy)
Patrz się! Zięć w zięcia – jak malowanie!
(klaska w dłonie)
Moi mężusiowie idą.
(wdycha powietrze)
Ach, jak pachną! Jak padlina w zamkowej fosie!

Biskup

(chwyta ją za rękę)
Jaśnie pani… dziecko! Cicho. Na Boga, ciszej!
(do Matki)
Nasza młoda królowa po raz pierwszy żegna wojska ojczyste… stąd… to podniecenie…

Słychać śpiew dusicieli na melodię „Oto idzie pierwsza para”.
Dusiciele

Na komturze drży już skóra,
u nas pętla na komtura!
Prędzy pod malborski murek,
na nim zadynda komturek!
(bis)

Jadwiga

(wybucha gardłowym śmiechem)
Ha-haaaa!
(naciąga na głowę białą Pończochę
i woła)
Hunde! Nimmer! Nigdy! Będziecie lizać mury Malborka

Matka

Mein Gott!

Biskup

Dziecko

Jadwiga

(śmiech szalony)
Z murów… mój prync rzuci wam… jabłko zielone, ale kamienne, ogromne jak dynia… na wasze nosy. Łapcie! Hop! I swoją jedną czarną nogą zacznie stąpać… Idzie-idę! Idzie-idę!
(maszeruje
i odsłania swój brzuch pomalowany na czarno).
Idzie-idę

Naraz tumult, okrzyki: „Król, król!”.


Jagiełło

(wpada;
jest straszny)
Kto „idzie-idę”? Kto?!

Jadwiga

Król, co pluje dukatami, rycerz z trzema liliami przy zbroi, król Polskiej KoronyWilhelm! Co się nikogo nie boi!

Jagiełło

(chwyta ją za suknię pod szyją i bije w twarz)
Kret w moim zamku. Jakeś kret, to ryj! Właź do ziemi! Ryj się aż do Malborka… ale nim się tam doryjesz, ja ci tu czarną kukłę, zimną i sflaczałą, do zabawy przyniesę!

Jadwiga pada
i wybucha okropnym krzykiem!
Jagiełło już wybiegł.
Słychać, jak pędzi na koniu ku czołu oddalających się wojsk.


Biskup

Po doktora!

Matka

Aleś się doigrała tym haczkowaniem!

Jadwiga

(jęcząc)
Nein! Nein! Czarny orzeł górą.

Profesor I wpada, przyklęka i bada puls królowej.


Matka

Mein Gott… skąd tyle krwi? Po co tyle krwi? Ten królewski policzek jakoś mi za bardzo czerwony… choć na niego zasłużyła. I to jeszcze jak!

Profesor I

(do Matki)
Madame
(szepce jej coś do ucha)

Matka

(wyje)
Aaaaa!

Profesor I daje się napić Jadwidze specjalnej cucącej wódki.
Słychać gulgotane picie.
Uśmiechy ulgi u obecnych.
Dworki wilżą skronie podtrzymywanej królowej. Biskup czyni liczne znaki krzyża nad jej głową
i na koniec odmawia krótką modlitwę.


Biskup

To jest specjalna modlitwa za ciężko chorych,

(wszyscy klękają)
zaczynam:
Niech cię, córko, Bogurodzica
gładką ładonią pogłaska,
niech z rączek miłego Bożyca
na brzuch twój spłynie łaska.
Wół w stajence mlaska,
w boru krzeczy kraska,
a Ty, Panie Boże,
wygoń to choróbsko za tatarskie morze!
Amin!
(czyni energiczny znak krzyża nad Jadwigą; obecni wstają z klęczek)

Jadwiga

(prosi na migi, żeby ją podnieść do siadu)

Herr Doktor

Profesor I

Niech pani królowa nic nie mówi… proszę głęboko oddychać:

(pokazuje jak)
raaaz-dwaaaa… raaaaz-dwaaaaa… Taaaak,
(istna lekcja gimnastyki)
raaaz-dwaaa… Poooo-maaaa-łuuuu… Głęęęęę-boooo-koooo.
(do Dworek)
Zanieście panią królową do świetlicy. I to już!

Jadwiga

(już unoszona)
Herr Doktor… czy będę jeszcze miała dzieci?

Profesor I

(zmieszany)
Proszę nie przerywać oddychania… Takie pytania męczą doktora… który musi w jednej sekundzie przekartkować tysiące ksiąg… równocześnie po łacinie i po niemiecku…
(do Matki)
Naszej królowej trzeba długiego… bardzo długiego odpoczynku… bo i ciało… i myśli…

Jadwiga

(od drzwi,
promieniejąc)
Danke! Dziękuję, Herr DoktorDrastyczny opis okoliczności utraty dziecka przez królową Jadwigę (1373/1374–1399) jest fikcją literacką, ale istotnie Andegawenka zmarła 17 lipca 1399 roku w wyniku powikłań po porodzie. Nie przeżyła również jej córka, Elżbieta Bonifacja. Jan Długosz zapisał w swej kronice: „Kiedy zaś nadszedł dzień porodu, królowa Jadwiga dwunastego czerwca [w rzeczywistości 22 czerwca – B. K.] wydała na świat córkę, która ochrzczona w katedrze krakowskiej przez biskupa krakowskiego Piotra Wysza otrzymała dwa imiona, Elżbieta Bonifacja. Po jej urodzeniu królowa Jadwiga zaczęła ciężko chorować. Zaś nowo narodzona dziewczynka zmarła w ciągu trzech dni. O jej zgonie doniesiono w momencie, kiedy oddawała ducha, bo kobiety, które pielęgnowały królową, starały się to ukryć przed nią, by ból nie powiększył jej choroby. Potem zaś, kiedy choroba się wzmogła, zaopatrzona najświętszym Wiatykiem, namaszczona olejem świętym, bardzo pobożnie i religijnie, jak przystało świątobliwej istocie, pełna świętych i zbożnych dzieł zmarła siedemnastego lipca, koło południa, na zamku krakowskim i została pochowana w katedrze krakowskiej, po lewej stronie głównego ołtarza, w pobliżu zakrystii” – J. Długosz, "Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego. Księga dziesiąta 1370–1405", przeł. J. Mrukówna, Warszawa 2009, s. 301.… Nie będzie smerd litewski w andegaweńskim brzuchu miał gniazda! Nie będzie moich czarnych orląt kozim sznurem przywiązywał…
(unoszą ją czym prędzej;
jeszcze dobiega jej głos)
Od Malborka na północ czerwona wali droga i na południe czerwona… i na zachód, i na wschód czerwony pędzi gościniec. A w pośrodku – mój prync. Na nim pancerz na glanc. Mój prync jasnym śmiechem zakwita…

Matka

Dohaczkowałaś się. A mówiiiiiłam.

(wychodzi za Dworkami)

Profesor II

(wpada)
Wieść runęła na gród… że nasza królowa… zaniemogła?

Profesor I

(rozkłada bezradnie ręce;
aluzyjny)
Udar „zieloności”, żeby tak to określić…

Profesor II

Początek bywa trudny… a „zieloność” w dojrzałą czerwień z czasem przechodzi…

Profesor I

(wskazując ziemię)
Właśnie! Z królewica – kałuża.

Profesor II

Bądźmy bardziej cierpliwi… pozwólmy historii boleśnie nowych kształtów szukać… Oo! Obok płynnego królewica coś leży… Co to?

(schyla się i podnosi
białą Pończochę)
Dziwna tkanina… jakby gniazdo podróżne zgubione przez wędrownego łabędzia…

Profesor I

Jakby szołom rycerza… jakby model zimowej misiurki…

Profesor II

Albo łeb arcygrzyba, co ze śliskiej Nocy się wyśnił!

Biskup

To raczej… początek żeńskiego grzechu. Niewiasta to… z siebie

(gest sugerujący wymioty)
wy-tego… One to mogą tak… bez końca…
(wściekły,
ciągnie za włóczkę i pruje białe toto; wtyka pozostałym nić do ręki)
Prujmy! Zamiast się modlić na świętym Efremie – to tę kobiecą niepokajaność z siebie wywlekać wolała!


Wszyscy coraz nerwowiej prują
Pończochę.


Profesor II

(patrząc na trzymane
haczkowanie)
To… bialeństwo taje! I dziwnie maleje…

Profesor I

(podnosi głowę)
Za to dzień jakby zwyczajniał! Ooo! Już pierwszy wróbel na końskie łajno sfrunął.

Biskup

Dobry znak. Tym lepiej. Pruć! Pruć, mówię! Nie ufajmy, jak długo choć dwa oczka razem pończochują! Precz z tym żeńskim, co do niczego zwykłego nie pasuje! To przez tą… cudaczność całe to nieszczęście!

Profesor II

(z głupkowatym uśmiechem)
Ko-niec. W garści – nic!

Patrzą po sobie,
oplątani białą byłością Pończochy.
Biskup skacze po upadłej na ziemię
włóczce,
mściwie depcze ją, pomstując.


Biskup

Żebyś się już nigdy nie pozbierała! Dali! Zadeptać to białe i niewieście! Zatratować na amin!

Profesor I

(sykiem)
To co brudne i cuchnące!
(depcze)

Biskup

Fryjerki! Leniwice! Co lipką francą świat obśliniają!

(tupiąc jeszcze prędzej)
Kooo-niec! Kooo-niec! Ni ma! Amin!



Zwalniają tratowanie,
jakby zaczynali pedałować na rowerach z listopadowej żałoby w stronę wieczności.
Naraz – biorą się za ręce
i zwróceni twarzą do widowni
wybuchają mściwym śmiechem: „Ha-ha-haaaaa…”.



KONIEC
maj–czerwiec 1973



SCENA 1

[Dopisek inspicjentki:]
Projekcja Agaty pojawia się jak Agata wejdzie na fotel.



NAPIS JADWIGA
DWUNASTOLETNIA KRÓLOWA
POLSKI


Przez chwilę scenę przebiegają Pachołkowie
uginający się pod ciężarem chmur Historii.
Zataczają się, postękując głucho.


Pachołek I

Idzie wojna, jak pragne świniny z chrzanem!

Pachołek II

(zderzając się z nim)

Tyy! Uważaj! Tylko nie tak! Bo macha na mak!

Pachołek I

Mój król twojemu kurrr…lewkowi morde na blaszke skuje, że sie jej nawet franca nie chyci!

Szamocą się jak dwa zaspane niedźwiedzie.
Pachołek III

(wmaszerowuje „pruskim” krokiem)

Ein-zwei-drei! Ein-zwei-drei! Ja! Ja! Ja! Tod und Blut! Feind ka-putt! Ein-zwei-drei!

Pachołek IV

(patrząc na niego z politowaniem)

Mój książycha ma sposób na wasze grodzicha. Czerwona strzalicha – i w dym! Aże ze strachu zapierdzicha!

Pachołek I

(prowokująco wpada nań ze swoją chmurą)

Twój książe psom ogony wiąże! Takie obesrane… Ha-ha-haaa…

Grom zderzonych chmur.
Matka i Jadwiga, wchodząc, z trudem wymijają Pachołków.


M[atka]

Ein-zwei-drei [Dopisek inspicjentki:]
-> wbiega Magda

Jadwiga siedzi samotnie na krześle
na środku sceny.
Po chwili podchodzi Matka.


Matka

O nic nie pytasz… po prostu… tak sobie siedzisz, pomimo że wiesz, że królowa matka ma ci coś ważnego do zakomunikowania!

Jadwiga

(recytuje z przesadną grzecznością)

Słów rodzicielskich słuchaj w pobożnym milczeniu.

Matka

Dziwisz mnie. Nawet trochę zasmucasz… bo idą czasy nie na żarty.

Jadwiga

Czuję (Powietrze) jakby ktoś naraz tysiąc jodeł z kory obłupał. Nigdy dotychczas nie łykałam tak bursztynowego powietrza!

[Dopisek inspicjentki:]
zejście napisów


Matka

Znam ten odór. To tak zwana „święta woń wojny”. Ale żeby nie okazać ani krzty ciekawości!

(Jadwiga przeczy głową)
Choćby tyle co brudu za paznokciem… A propos, pokaż ręce.
(Jadwiga pokazuje)
Widziałaś grubość cienia chmur? Słyszałaś jakość gromów? To wszystko wisi na jednej jedynieńkiej nitce… nad Królestwem Polski. (No dobrze…) Biedna Korona Polska

Jadwiga

Dajmy na mszę.

Matka

(uśmiech gorzki)
Da się… oczywiście że się da… od tego zaczniemy. Ale… „pomóż sobie, a niebo ci pomoże”. (Rozumiesz?) Trzeba coś zrobić, żeby to stare… szlachetne złoto polskie na nowo zaświeciło! Ideałem byłoby… wesprzeć koronę… młodą i wspaniałą głową. Wtenczas ta zmęczona korona… kiedy poczułaby w sobie gładkie czoło i blond pukle… no… rozumiesz… Wtenczas Litwini nie ośmieliliby się… a rycerzom zakonu – nie wypadałoby z tej czystej puszystej, warkoczystej główki głowiny polską koronę strącać! Z łysej i wągrowatej – to tak, ale nie z tego łanu lnu… z tej pszenicy pełnej bławatów.
(głaska włosy Jadwigi)

Jadwiga

(coraz bardziej marszczy twarz, wstaje z krzesła, odsuwa je, strzepuje z głowy bławaty i, oparta o poręcz, trzymając paluszek w buzi)
A mój mąż? Muszę wiedzieć, co o tym sądzi Wilhelm.

Matka

(uśmiech wybaczający naiwność)
A… a… ch. No – wiesz… Czy nie uważasz… żeś od kilku lat owemu młodziutkiemu księciu dziwnie zobojętniała?
(dziarsko)
Kiedy twój ojciec miał czternaście lat – to… klękajcie narody. proszę siadać! Ha!

Jadwiga

Co „ha”?

Matka

(z udanym oburzeniem)
Wstydź się! Nie chcę bynajmniej umniejszać… ewentualnych… przyszłych cnót Wilhelma… ale walczyć z Krzyżakami, meine liebe Hedwigmeine Liebe Hedwig (niem.) - moja kochana Jadwigo!, na to nie wystarczy… pyzatą buzią we flecik dmuchać albo „Drei Lilien” śpiewać.

Jadwiga

Wilhelmowi trzeba dać podróść. Mój ojciec też musiał podróść. Zobaczysz, jak Wilhelm podrośnie – to pokaże Krzyżakom.

Matka

Załóżmy, że Krzyżacy zaczekają… bo wspólna kultura, bo cywilizacja… bo łacina, bo Horacy – ale tymczasem biedną Polskę najadą Litwini… bez wspólnej łaciny, bez wspólnej kultury i bez Cicerona. (Wpierw Polskę i natychmiast potem – Węgry!) Już cię widzę… jak tu, w tym zamku, będziesz musiała… jeść koninę ubitą na befsztyk pod siodłem poganina!

(imituje ubijanie mięsa pod siodłem)

Jadwiga

(opanowując skurcz wymiotów)
Nigdy! (Nimmer! Przestań!)

Matka

Nie mówiąc już o tym, że będziesz musiała uczyć się litewskiego. Tu, w tym zamku… będziesz powtarzała za barbarzyńskim metrem: dupajtis-rypajtis, pierdunas-koł-tunas-kał!

[Dopisek inspicjentki:]
! PROSZĘ:
WOJOWIE
Robert P i wycofuje się tymi samymi drzwiami
[Robert Ninkiewicz (Biskup) wyszedł z drzwi po prawej stronie na scenę, nic nie mówiąc, był świadkiem kilku słów Matki, aż do zapisu „* wychodzi” - B.K.]
Jadwiga

Brr! Obrzydliwe…

Matka

(z godnością)
Bądźmy jednak sprawiedliwi… w potyczkach… powtarzam… w potyczkach są za to bardzo dzielni.
[Dopisek inspicjentki:]* wychodzi
Podobno aż miło popatrzeć, jak obniżają kopie i podnoszą na nich nadzianych szaszłykowo nieprzyjaciół.

Jadwiga

Polaków? Krzyżaków?

Matka

Nie chodzi o szczegóły w tej chwili… nieprzyjaciół.

Jadwiga

A czym ich czuć?

Matka

(wybucha śmiechem)
Czym? Czasem… kwasem chlebowym… ale najczęściej kiszoną kapustą.

Jadwiga

Pffeeee…

Matka

Mężczyznę zawsze trochę czuć.

Jadwiga

Mego taty nie czuć.

Matka

Ciut-ciut… czuć go baraniną z czosnkiem.

Matka

(wybucha śmiechem)
Pffeeee…

[Jadwiga]

Przestań!

Matka

Ale Litwini – to bardzo dzielny naród.

Jadwiga

(tupie nóżką)
Nigdy nie stanie tu noga Litwina. Tu gdzie andegaweńska księżniczka austriackiego księcia poślubiła!
(z wyrzutem)
Dlaczego pani matka nie zamówiła poemy o naszym ślubie?
(wskazuje palcem)
Tu! Tu! Tędy! Stamtąd szliśmy.



W tej chwili blade światło zalewa przód sceny.
Słychać przyciszone głosy chóru nucącego ,,Drei Lilien”.
Jawi się orszak dzieci przebranych za królów, biskupów i dworzan. Ślub. Malutka Jadwinia otrzymuje pierścionek z rąk pyzatego chłopczyka, Wilhelma.
Nowożeńcy śpiewają duet ,,Drei Lilien”.
Brawa orszaku.
Z czego korzysta Jadwinia, wyciąga z rękawa sznur i zaczyna skakać.
Śmiechy, ale i syki.
Malutki mąż zaczyna dłubać w nosie.


Jadwiga

(śmiejąc się,
pokazuje Jadwinię)
Widzi pani matka?

Matka

Nie… niedowidzę… Zatarło się to i owo…

Jadwiga

(bierze sznur z rączek Jadwini i zaczyna skakać, coraz mocniej)
Hop! I – hop! I – hop! I – hop! Hop! Hop! Hop!

Jej tupanie
staje się ogromnym echem i fascynującym rytmem. „Drei Lilien” w układzie pop music.
W międzyczasie ślubny orszak znika
ze sceny wraz z białym światłem.


[Dopisek inspicjentki:]
mruczy
rozkręca się
Drei lillien
amok
pada

Jadwiga

(stając nagle w rozkroku)

Czy to prawda, że w Polsce jest największy sklep z solą?

Matka

(z ulgą)
Ha! Ogroooomny, mówię ci.
(tajemniczo)
(Podobno…) połączony ze starymi morzami, gdzie aż się roi od białych okrętów… dowożących… rozumiesz… wciąż nową sól… Ale ćććśśś…

Jadwiga

Czy moglibyśmy tam zrobić wycieczkę?

Matka

To zależy od sytuacji politycznej na świecie…

[Dopisek inspicjentki:]
dym projekcja na ubieraniu
Robert P

Matka

Nawiasem mówiąc, mogłabyś posiadać te kopalnie… na własność.

(Jadwiga klaska w dłonie)

(Mogłabyś wszystkim władcom chrześcijańskim robić prezenty imieninowe z kryształowej soli… Miniaturki figury świętego Wojciecha, znanego misjonarza, zamordowanego przez barbarzyńskich Prusaków, pochowanego w Gnieźnie.

Jadwiga

Żeby go mogli sobie polizać?

Matka

Głuptula moja… Do podróżnego ołtarzyka, na odpędzenie złych duchów.

Jadwiga

A deszcz? A burza?

Matka

Widać, że nie znasz waleczności Polaków.)

[Dopisek inspicjentki:]
sukienka, włosy
przywiązuje
M, Agata + wojowie
Szpiegini

Niech biedny słowik, niechaj płaczna wdowa za mnie wyśpiewa cierpienia dziewicy… Szloch mi zadławia miłosierne słowa, z bólu i żalu pęka czuła głowa, jak pod szafotem… szyja synogarlicy…

Wchodzi BISKUP z koroną i łańcuchem. Koronuje i przywiązuje JADWIGĘ do tronu.


[Dopisek inspicjentki:]
próbuje uciec
biskup sadza ją na tronie
przywiązuj[e]
Matka

Nie martw się… Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Jeszcze dwa-trzy dni, a będziesz przez samo siedzenie… czuć się tronowo… Dojdzie do tego… że w nocy nagle zachce ci się tronu… W koszuli pobiegniesz… przybiegniesz tutaj, żeby trochę posiedzieć .

(głosy tuż pod oknami)

Jadwiga

A co to za głosy? To moi poddani?

Biskup

To posłowie litewscy. Przybyli właśnie do Krakowa.