Zaloguj się
Cytuj

"[27 kwietnia 1942]"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: [27 kwietnia 1942], Grydzewski Mieczysław właśc. Mieczysław Grycendler
Data aktualizacji: 3 wrzesień, 2019
Londyn, 27.4.42

Drogi Kaziu i Droga Halino. – Dziękuję Wam serdecznie za listy (Kazia bez daty oraz z dn. 10 kwietnia, Haliny z dn. 29 marca), prócz tego odpis z Tragicznej wolności. Nie piszę tak często, jak bym chciał, po prostu z braku czasu: nigdy nie byłem tak zapracowany, końca z końcem w znaczeniu czasu związać nie mogę. Depeszowałem do HalinyTelegram nie zachował się., by spróbowała pisać korespondencje z Ameryki, nic nie szkodzi, że jej sąd o Polakach wypadnie inaczej niż sąd mego szefa. Depeszowałem także do KaziaTelegram nie zachował się. z prośbą o artykuł o nieszczęsnym Stasiu Rogożu: umarł na tyfus w Ała Atmie [!] w początkach kwietnia. Miałem przedtem wiadomość, że się odnalazł – widocznie nie zdążyli go ściągnąć, projektowałem z Lindenfeldem sprowadzenie go tutaj. Znalazł się tam także Parnicki ze Lwowa, jest w Kujbyszewie, oraz Grubiński, którego chce ściągnąć Stroński. Potworna dola tych ludzi, sądzonych w nikczemny sposób za n i e p o p e ł n i o n eniepopełnione – zapisane na maszynie czerwonym atramentem „przestępstwa” z dawnych czasów.
Bardzo piękne wiersze już niemal wszystkie wydrukowane. Za tydzień idzie wiersz o Owidiuszu, potem osobno o koncercie chopinowskim. Tomik przyślij, myślę, że Kolin go wyda. Oni mają wielki rozmach i ambicje, ale z realizacją jest jeszcze ciężko: malutki tomik Leszka przetrzymali trzy kwartały i w końcu sam musiałem wziąć to w swoje ręce. Myślę, że obie książki LeszkaJan Lechoń, Lutnia po Bekwarku, Londyn 1942 oraz tegoż: O literaturze polskiej, Londyn 1942. będą w połowie maja. Ciekaw jestem opowiadania Tysiąc lat – ile razem będzie tych opowiadań? Słyszałem, że powodzi Wam się teraz lepiej materialnie, bardzo się ucieszyłem, tu mówią, że najgorzej jest Tuwimom. Jestem zgnębiony jego postawą, tym więcej, że wiem, jak jest dziecinna. Przypominam sobie dawne spory o ludzi, których uwielbiał, a do których teraz dopiero się rozczarował. I w tej sprawie przyjdzie opamiętanie, ponure otrzeźwienie. Ale o tym napiszę jeszcze osobno. Leszek dawno nie pisał, ale widzę z Twego listu, że jest ten sam.
O Twoim objeździeW marcu 1942 r. Wierzyński odbył podróż po różnych skupiskach Polonii we wschodnich Stanach Zjednoczonych, m.in. gościł w Cleveland, Detroit, Hamtramck, a także w Windsor w Kanadzie; okazją było promowanie świeżo wydanego tomu poezji Ziemia-wilczyca, zbierano też fundusze, które miały umożliwić wydanie tomu opowiadań Pobojowisko, ale też ogólnie poprawić kondycję finansową poety. O jego podróżach pisała m.in. polska gazeta w Nowym Jorku „Nowy Świat” (1942 nr z 15, 18 i 22 marca) w rubryce „Kronika spraw wychodźczych”. Zob. B. Dorosz, Na dwóch brzegach Atlantyku w tejże: Nowojorski pasjans, wyd. cyt., s. 336-339. Na łamach „Wiadomości Polskich” nie znalazła się żadna notatka na ten temat. zrobię notatkę, ile się da z przesłanych przez Halinę wycinków. Przemówienie radiowe jest już w składaniu. Terlecki ciągle obiecuje obszerną rzecz o Ziemi-wilczycy, ale ciągle coś mu staje na przeszkodzie: często choruje.
Czy Piąta kolumna to jest ta sztuka o Warszawie, czy to coś innego? Bo sztuka o Warszawie jako widowisko wydawała mi się bardzo dobra. Ryś mnie zdumiewa: on naprawdę nie potrafi sformułować zdania po ludzku, to jakaś pretensjonalna abrakadabra. Namęczyłem się bardzo nad jego recenzją z Być albo nie być, jeszcze po mnie pan Zygmunt poprawiał. Bardzo go lubię, ale pisarzem chyba już nigdy nie będzie. Co robi Czermański? Podobno napisał tom wspomnień. Na list nie odpowiedział, żadnego materiału nie przysłał. Józia dwa artykułyNie wiadomo, jaki drugi artykuł Wittlina miał w tym momencie na myśli Grydzewski – dopiero w późniejszym okresie 1942 r. na łamach „Wiadomości Polskich” ukazały się: O «Soli ziemi» [przemówienie wygłoszone 28 listopada 1941 r.] nr 23 z 7 czerwca; Puste słowa, nr 28 (z 12 lipca ) s. 3; Wojna i słowo, nr 41 z 11 października. wydrukowane, z biuletynu wziąłem scenę dramatycznąJ. Lechoń, Godzina przestrogi [fragment:] Scena z dramatu «Dziadów» część piąta, „Tygodniowy Przegląd Literacki Koła Pisarzy z Polski” (Nowy Jork) 1942, nr 6 z 5 lutego, przedruk w: „Wiadomości Polskie” 1942, nr 18 z 3 maja. Leszka i artykuł Ireny Lorentowicz o „jaworowych ludziach”.
Z Antonim nie widziałem się prawie pół roku: dopiero w zeszłym roku spotkałem go przypadkowo u Sakowskich. Po pierwszej napaści na Nowakowskiego przestałem czytać, co pisze: my polemik żadnych nie będziemy z nim prowadzili. Jest to jeden jeszcze przykład załgania (w innym sensie niż Julek).
Bardzo rad jestem, że odczuwacie pewne sprawy podobnie jak ja i że zostaliście sobą. Tutaj na pewno czulibyście się dobrze, bo większość ludzi tak myśli jak my; poza drobną grupką nie ma nawet z kim dyskutować.
Na uniwersytecie nauczyłem się jednej ważnej rzeczy: zrozumienia względności zjawisk historycznych i tego, że pewnych rzeczy nie można osądzać abstrakcyjnie, ale trzeba zawsze sądzić w zestawieniu z innymi. Wrzesień polski inaczej wyglądał w październiku 1939, a inaczej wygląda teraz. Stąd wypływają wszystkie konsekwencje.
Muszę Ci powiedzieć, że równym zdziwieniem przejmują mnie ludzie, którzy już teraz przemyśliwają nad tym, jak będą Żydów wypędzali z Polski, jak ci, którzy nie mogą wyjść z kręgu rzekomo doznanych krzywd. Jeżeli uwzględnić specyficzne warunki kraju i upojenie się hasłami totalistycznymi, Polska także i w tej dziedzinie zdała egzamin.
Nie potrzebuję dodawać, że nie zmieniłem w niczym swoich przekonań i że „Wiadomości Polskie” tak samo nie są dzisiaj organem reakcji, jak „Wiadomości Literackie” nie były organem żydokomuny. Tylko typ merkuriuszowca jest nieśmiertelny i wszędzie węszy „nieprawomyślność”. Łaszowski ma licznych naśladowców. „Wiadomości”, póki ja mam w nich coś do powiedzenia, będą otwarte zawsze dla ludzi talentu, bez względu na przekonania. Śmieszą mnie, jeżeli chodzi o te sprawy, pewne qui pro quo. Julek pisał do mnie kiedyś z oburzeniem o reakcyjnych książkach MackiewiczaStanisław Mackiewicz „Cat”, nie mogąc wydawać własnego pisma (na co nie zgodził się gen. W. Sikorski), finansował druk broszur politycznych; od 1941 r. do końca 1945 r. ogłosił ich ponad czterdzieści, m.in. Styczeń 1942. Fakty i dokumenty, Londyn 1942, którą zrecenzował A. Słonimski w artykule „Styczeń” i Brześć na łamach „Dziennika Polskiego” 1942, nr 463. Zob. S. Mackiewicz, Trzylecie. Broszury emigracyjne 1941–1942, wyb. J. Sadkiewicz, Kraków 2014; tenże, Nie! Broszury emigracyjne 1944, oprac. J. Sadkiewicz, Kraków 2014; tenże, Lady Makbet myje ręce. Broszury emigracyjne 1944–1946, oprac. J. Sadkiewicz, Kraków 2014; tenże, Od małego Bergu do wielkiego Bergu. Broszury emigracyjne 1951–1956, oprac. J. Sadkiewicz, Kraków 2014. i Węgierskiego, dodając parę soczystych epitetów. Pod pseudonimem Węgierskiego ukrywa się poczciwy… Karol Estreicher, który tutaj w np. oczach Antoniego jest filarem postępu.
Wojna wyrównała mnóstwo rzeczy w dziedzinie przeciwieństw politycznych. Kiedy Pruszyński napisał do „Wiadomości” piękne wspomnienie o Warmińskim, Antoni z oburzeniem spytał go: „A czy pan wie, że Warmiński nie podawał na korcie ręki Żydom”. Być może, ale z g i n ą ł w obronie Warszawy, i niepodawanie ręki Żydom jest naprawdę w tym wypadku sprawą nieskończenie drobną. Przedwojenna działalność Piaseckiego nie przestaje mi się wydawać szkodliwą, ale nie mogę dziś pamiętać o tym w obliczu faktu, że został rozstrzelany czy też zastrzelony przez Gestapo za wydawanie tajnych pism, podczas kiedy ja siedzę w Londynie jak u Pana Boga za piecem. W końcu „hitlerowiec” Karol ZbyszewskiZapewne Grydzewski ironicznie nawiązuje do sytuacji, w której za opublikowany na łamach „Wiadomości Polskich” artykuł Żołnierze, których znam: Poleszuk (1941 nr 3), przedstawiający przedwojenne przygotowania wojska do walki z czołgami, a uznany przez dowództwo polskie w Szkocji za paszkwil, Zbyszewski został postawiony przed sądem wojennym w Perth i skazany na karę dwóch miesięcy więzienia w zawieszeniu. także bił się w Norwegii, a mjr Galinat ostatnim samolotem poleciał do oblężonej Warszawy. Wszystko to są truizmy, ale niestety, pewne tępe łby nie chcą tego rozumieć.
Trzecia kartka zbliża się ku końcowi, więc trzeba przerwać, tym więcej, że można na ten temat pisać bez końca.
Cóż jeszcze? Praca nad moją antologią bardzo się posunęła, mam już około tysiąca kartek wypisów, ale jeszcze daleko do końca.
Moje życie tutaj jest jednostajne: biuro, drukarnia, British Museum. Stosunki towarzyskie prawie żadne, poza Sakowskimi i Twoją, Halusiu, Stefą, która tęskni do naszego Ksawerego. To bardzo miła osoba, ale zupełnie zżydziała. Zapomniałem w poprzednim liście oddać Kaziowi ukłony od p. Bronikowskiej.
Ściskam Was najserdeczniej
M.