Zaloguj się
Cytuj

"Czapa - próba"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Czapa - próba, Janusz Krasiński
Data aktualizacji: 11 październik, 2020
Tytuł

CZAPA komedia stereofoniczna





Osoby
Kuźma
Oleś
Skazaniec















W trzecim planie ruszający ze stacji pociąg osobowy
Kuźma

(nuci wyglądając przez okno)
...a pilnik cienki jak włos,
lecz on nie zważa, piłuje nim kraty
wciąż, ach wciąż.

Odszedł osobowy.

Oleś

(modli się szeptem)

Kuźma

Cholerny świat. I mówi się, że ludzie nie mają pieniędzy. Popatrz no tylko, ile wysiadło z pierwszej klasy. Pół wagonu . Na jednej tylko stacji.

Zza okna głosy idącego tłumu.
Kuźma

Kuźma chichocze

.
Kuźma

Te kobity to ci mają nieraz świerka. Taki upał i w futrze. Jak Boga kocham, Oleś, futro do samych kostek Próba przypisu. Tutaj też powinna być możliwość dodawania grafik. . W życiu nie widziałem czegoś takiego. Prawie szarga się po ziemi.

Za oknem turkot wozu.

Kuźma

No, jedzie i furka.

Szept modlitwy człowieka coraz bardziej przerażonego.

Kuźma

Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Oleś

Przestań, Kuźma, ja się modlę.

Kuźma

Cholerny świat, żeby tak zmarnować konia.

Dudnienie i gwizd przelatującego ekspresu.
Kuźma

Ekspres. Oleś, słyszysz, ekspres. Wstawaj z tego barłogu. Dzisiaj już nie przyjdą.

Oleś

Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź mi-łościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw...

Kuźma

Przestań walić się w piersi. Siedzę tu trzy Treść przypisu Bal lata i nie słyszałem, żeby kogoś powiesili po przejeździe ekspresu. Tu, bracie, wszystko jak w zegarku. (schodzi z taboretu, oddala się od okna, otwiera szafkę i brzęka naczyniami) A gdzie jest mój kubek, Oleś? Mówiłem ci, żebyś mi go stawiał na miejsce.

Oleś

(przerywając modlitwę)
Nie wiem, Kuźma. Tam gdzieś musi być.

Kuźma

A, cholera. T Przypis o zupie Bal . Wsadziłem w nią palce.

Oleś

To moja wczorajsza. Chciałeś, żeby ci ją zostawić.

Kuźma

Ja? Chyba ci się śniło? A może i chciałem. Niech to diabli, cała łapa upaprana. przechodzi na drugą stronę celi, odkrywa dekiel kibla i wylewa zupę) Pfe! Aleś wypuścił z siebie strachu. Pół nocy chyba tu przesiedziałeś. Masz żołądek jak skunks Takie zwierzątko Takie zwierzątko Małe zwierzątko Zwierzę zwierzę zwierzę z w i e r z e Bal . No, przestań już, do cholery. Ileż można się modlić?

Stukanie z zewnątrz w prawą ścianę alfabetem Morse’a.
Kuźma

O, wrócił Ciara. Cicho, Oleś! Dajże mu dojść do słowa. (płucze garnuszek, odstawia go i przechodzi pod prawą ścianę)

Stukanie rozlega się w głuchej ciszy.
Kuźma

(do ściany)
Ciara...

Stukanie.
Oleś

(drżącym głosem)
No i co?

Kuźma

I nic. Pyta, czy nie mamy czasem warcabów.

Oleś

A po co mu warcaby?

Kuźma

Chciałby zagrać z nami przez ścianę. Próba próba Anglia i musi się jakoś uspokoić. Sypnął nas.

Oleś

Sypnął? Kogo sypnął?

Kuźma

Mnie.

Oleś

(z niepokojem)
A mnie?

Kuźma

Mówi, że też.

Oleś

(z ulgą) O Boże miłosierny. Ciara kochany. Kochany Ciareńka. Powiedz mu, Kuźma, że nigdy mu tego nie zapomnę.

(stuk)
Kuźma

Ciszej, Oleś... On mówi, że sypnął nas tak, że mucha nie siada. Trzy kary śmierci, trzy czapy murowane!

Oleś

(

z radosnym ożywieniem)
Nieprawda...

Kuźma

Tak mówi. Trzy czapy. Dla każdego po jednej. Ciara zawsze dobrze się zapowiadał. Ale prawdę mówiąc, to nie jego zasługa.

(w najbliższym planie kroki Strażnika, brzęk kluczy...)
STRAŻNIK

Dzień dobry, chłopcy. Jak tam dzisiejsza noc? Bo ja to prawie nie spałem. Coś tak duszno, chyba będzie padało.

Kuźma

Ale skąd, panie szefie. Pan to zawsze ma takie czarne myśli. Niebo jak lustro, a pan powiada deszcz. Niech pan wejdzie. Czego się pan boi? Strasznie głupio tak stać w drzwiach.

STRAŻNIK

(wchodzi głębiej) Przyniosłem wam zatwierdzenie ostatniego wyroku. To za sklepikarza, tak?

Kuźma

No i co, widzisz, Oleś, zatwierdzili. Mówiłem, że zatwierdzą. Ale to już, panie szefie, niesprawiedliwość. Trzy kary śmierci za takiego jednego piżmowca. Pan wie, co on mówił, jak żeśmy go rozbierali? Mówił, że jego żona ma dużo lepsze futro niż on. Gotów był ją nam podstawić. No, rzeczywiście futro do niemożliwości zżarte było przez mole. Ale co to za chwyt? Czy pan, panie szefie, powie¬działby coś takiego?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Chyba nie. Ale to nie ja sądziłem. To sąd.

Oleś

Nie każdy sędzia chce brać pod uwagę okoliczności ła-godzące.

STRAŻNIK

No, podpiszcie ten wyrok I ty, Oleś. Niżej, tu...

Kuźma

Ale, ale... Panie szefie. Wypada z rachunku, że dzisiaj rano mieli z nami zrobić koniec. Wczoraj wieczorem umyłem szyję, przemyślałem sobie to i owo, Oleś modlił się całą noc, — a pan przynosi tylko jakiś papier i nic. Coś tam chyba nie gra u was w administracji.

STRAŻNIK

Nie narzekaj, Kuźma, nie narzekaj. U nas wszystko gra. Tylko wasza sprawa znowu komplikuje się. Podobno jeszcze coś tam winni jesteście sprawiedliwości.

Kuźma

My?

STRAŻNIK

Wy, Kuźma, wy... Żeby nie Ciara, to byście tę ostatnią zbrodnię zabrali ze sobą do grobu.

Kuźma

Jaką znowu zbrodnię, panie szefie?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Podobno zabiliście kobietę i zatailiście to. Ciara doniósł o tym śledczemu dzisiejszej nocy… Mieliście wyjątkowego pecha. Zgłosił się w ostatniej chwili.

Kuźma

Kobietę? To nieprawda. O leś, czy myśmy zataili jeszcze jakąś kobietę?

Oleś

Nie, Kuźma, kobiety chyba nie.

Kuźma

No, też mówię, że nie.

STRAŻNIK

Lepiej, Kuźma, nie wypieraj się. Śledczy i tak już wie. Chodzi i opowiada, że coś niedobrego zrobiłeś ze swoją kochanką.

Kuźma

Z kochanką? Z Lolą? A... z Lolą... No, to zupełnie co innego. A co miałem z nią zrobić, kiedy jej się nagle zachciało futer. Próbowałem tłumaczyć, że to jest towar, że chodzi o obroty i że poza tym to trochę niebezpieczne. Ktoś może poznać i kram. Myśli pan, szefie, że dała przemówić sobie do rozsądku? A gdzie tam! Wysłuchała, a potem cap za futro i na grzbiet. Wynieśliśmy ją w walizce…

STRAŻNIK

Lolę?

Kuźma

Lolę. Ściślej mówiąc, nie w jednej walizce, tylko w trzech. No nie tak było, Oleś?

Oleś

Jasne, że tak.

STRAŻNIK

Wierzę ci, Kuźma. Ale śledczy chce koniecznie wiedzieć, gdzieście ją zanieśli.

Kuźma

Jak to chce wiedzieć? Tak od razu, już? Niech mu pan powie, żeby nie był taki w gorącej wodzie kąpany. Inni to biją, żeby im powiedzieć, a on by tak chciał zaraz, pierwszego dnia.

STRAŻNIK

To jakiś nowy. Młokos jeszcze. Boję się, Kuźma, że bę-dziecie mieli z nim kram.

Skazaniec siedzi pośrodku celi na taborecie z namydloną twarzą; Kuźma wzburza pędzlem pianę na jego brodzie; po chwili odstawia pędzel, ostrzy brzytwę na pasku i zabiera się do golenia; Oleś modli się żarliwie, klęcząc na łóżku. OLEŚ Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków... KUŹMA (ciągnąc brzytwę pod włos) Może będziecie się śmiać... ale wam powiem. We fry¬zjerskim zawodzie to zupełnie jak w dyplomacji. No tak. Bo na przykład: Przychodzi do zakładu jakiś gość i za¬czyna ci wylewnie... Na temat życia, na temat wolno¬ści... no i tak w ogóle. A ty golisz go i słuchasz... Oleś, nie ma tam już tego mydła? Wiesz, tego, co przyniósł ten pan. OLEŚ (przerywając modlitwę) Nie ma, Kuźma, zmydliło się. KUŹMA Cholernie Szkoda, takie dobre mydło... No więc słuchasz, co on mówi, i myślisz sobie tak: Diabli wiedzą, co to za gość. Niby mówi szczerze, a w gruncie rzeczy licho cholera go wie. Powiesz mu, że uważasz tak samo jak on, to albo mu schlebiasz, że niby jego poglądy potwierdzają się, albo na drugi dzień wyleją cię z pracy. A powiesz, że nie zgadzasz się z nim, to się obrazi i więcej nie przyjdzie. A już najgorzej to go zaciąć. Zaraz ci powie, że to na tle różnicy poglądów. Jak Boga kocham, że tak jest. SKAZANIEC (rozbawiony) Tak jest, tak jest... Kapitalne! Znakomicie pan to pod¬chwycił. Jak w dyplomacji. Tylko że to już jest pesy-mizm. Sytuacja właściwie bezwyjściowa. Ale kto wie, czy nie jest najmądrzejszą rzeczą taka filozofia pesymizmu. „Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie, jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?!” Znacie, panowie, to? KUŹMA Niby co? SKAZANIEC No, ten wiersz. Nicości otchłanie... Przejmujące. Do szpi¬ku kości przejmujące. Ale prawdę mówiąc, to dzisiaj nie jestem nastrojony pesymistycznie. Miałem nawet opty¬mistyczny sen. Śniło mi się, że wychodziłem z więzienia. Klucznik otwierający mi bramę ubrany był na biało. I nie dacie, panowie, wiary... Poruszał się lekko, jak majowy wiatr. KUŹMA Oleś, co to znaczy, jak się śni wiatr? OLEŚ (przerywając modlitwę) Nie wiem, Kuźma, nie wiem. To jakiś dziwny sen. SKAZANIEC Nader dziwny. Ale miły. A potem też wszystko na biało. Drzewa, łąki, mgła... Ale najpiękniejsze to było to, że kiedy zechciałem, mogłem zupełnie swobodnie unosić się w tej przejrzystej mgle. OLEŚ (żarliwiej) Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci... KUŹMA (wygalając pod samą grdyką) Tak się panu śniło? Ciekawe. Ciekawe, Oleś, nie? SKAZANIEC Prawda, że ciekawe? A wie pan, że ja wierzę w sny.? OLEŚ Kuźma, nie mógłbyś skończyć już z tym goleniem? KUŹMA A bo co? OLEŚ Bo to zgrzyta. Wiesz przecież, jak nie lubię zgrzytów. Zaraz mi tak jakoś dziwnie zimno w pięty. (modli się) KUŹMA O rany, Oleś, a czy ja się wtrącam do twoich pacierzy? „Wieczne odpoczywanie i wieczne odpoczywanie...” Też przecież człowieka może trafić szlag. SKAZANIEC Bo pan goli pod włos. Naprawdę ledwo można usiedzieć. Nie ma pan zbyt lekkiej ręki. KUŹMA Ja? Ja nie mam lekkiej ręki?! Oleś, czy ja nie mam lek¬kiej ręki? No powiedz, Oleś, powiedz sam... OLEŚ Nie wiem, Kuźma. To pewnie zależy od brody. Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie... wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie… SKAZANIEC Czego to kolega Oleś tak się dzisiaj modli? KUŹMA To pan nie wie? On tak co rok. Oleś, odpowiedz panu na pytanie. OLEŚ (wyrwany z modlitwy) Co mam odpowiedzieć? KUŹMA No, dlaczego się tak modlisz. OLEŚ Aaa... Dlaczego się modlę? Dzisiaj Dzień Zaduszny. Kuź¬ma, pomodliłbyś się i ty. Otwiera się krata, staje w niej Strażnik. STRAŻNIK II Tak sobie się golicie, a? A kto weźmie te miski, a? Myślicie, że będę sobie parzył palce, żeby takim jak wy dać jeść. KUŹMA Skocz no, Oleś! Widzisz przecież, że ja nie mogę. Co tam dzisiaj na obiad, panie szefie? STRAŻNIK A co to was obchodzi? Ja mam z wami w ogóle nie mówić. Skończyliście to golenie czy jeszcze nie? KUŹMA Już, panie szefie, już oddaję brzytwę. (wykonuje ostatnie ruchy przy goleniu, składa brzytwę i zbliża się do drzwi) Polecamy się na przyszły raz. Nie ma pan pojęcia, jak te brody rosną. A pan też powinien się ogolić. Strażnik cofa się. KUŹMA Czego się pan tak wzdraga? Usiadłby pan na chwilę i załatwiłbym pana raz-dwa. Tamten szef golił się u mnie. No i stało mu się co? Ani razu go nie zaciąłem, a golił się tu parę lat. STRAŻNIK II Nawet mi nie wspominajcie. Już wolałbym... Połóżcie tę brzytwę na stole. Wezmę sam. KUŹMA (kładąc brzytwę) Jak sobie pan chce. Ja tam nigdy się nie napraszałem. SKAZANIEC (obmywając twarz w miednicy) A ja rano zgłaszałem się do pana, nie? Nie wypuścił pan mnie. Ileż można czekać? Czy mam stąd wyjść siłą? STRAŻNIK II Tylko bez gróźb! Tylko bez gróźb! Ale się tu dobrali. Co jeden, to lepszy gość. (do Skazańca) No to wychodźcie, wychodźcie już! Skazaniec bez pośpiechu wyciera twarz ręcznikiem w ręcznik, po czym rzuca go na łóżko i wychodzi z celi energicznym krokiem; Strażnik wycofuje się także, zamyka kratę. Kuźma i Oleś wydo¬bywają łyżki i siadają na swoich łóżkach z miskami na kolanach; zupa Skazańca zostaje na stole. KUŹMA (siorbiąc zupę) Taki drażliwy ten nowy szef. Nawet nie da powiedzieć do siebie słowa. Nie to co nasz dawny. (pauza) Szkoda, że go zmienili, Oleś, co? OLEŚ (z gorącą zupą w ustach) Szkoda, Kuźma, oj tak... KUŹMA A wiesz, co myślę? Myślę, że zmienili też kucharza. OLEŚ Możliwe, Kuźma, możliwe. KUŹMA Jestem tego nawet pewny. Nie zauważyłeś, że od kilku dni znacznie polepszyło się? No, powiedz, jadłeś kiedy przedtem taką dobrą brukiew? Jaka zawiesista. O... i mięso jest. Co to jednak znaczy dobry kucharz. Oleś... OLEŚ Słucham cię, Kuźma. KUŹMA Wiesz, myślę także o naszym nowym koledze. Przyjem¬ny gość. Tylko coś za często chodzi do lekarza. Żeby to czasem nie była jakaś poważniejsza sprawa. W tym wieku, Oleś, nigdy nie wiadomo. Byle wylew do mózgu, byle zawał... niebezpieczna rzecz. OLEŚ O Jezu, Kuźma!... KUŹMA No właśnie. Niech by mu się tak przytrafiło gdzieś na korytarzu... Wylew do mózgu, atak serca. Koniec. Idzie prosto na tamten świat. Bez naszej pomocy. Postaw mu, Oleś, zupę na kaloryferze. Niech się grzeje. Zimne jedzenie zabójcza rzecz. OLEŚ Oj tak, Kuźma, oj tak... (bierze miskę ze stołu i stawia na żeberkach kaloryfera) KUŹMA I zamieszaj. I Zobacz, czy nie ma jakich kości. I w ogóle. Pamiętasz, raz przytrafiło mi się szkło. Czego ty, Oleś, taki markotny? OLEŚ (długo i uważnie miesza zupę) Kuźma... Czy ty wiesz, za co on siedzi? KUŹMA Skąd mam wiedzieć? A co, mówił ci? OLEŚ No, zwierzał mi się wczoraj, jak ty żeś już spał. KUŹMA No i co? OLEŚ On siedzi za kontakty z obcymi mocarstwami. międzynarodowe. KUŹMA Nie?! Niemożliwe?! Nie okłamał cię? OLEŚ Nie, Kuźma, na pewno nie. KUŹMA A to skurczybyk - szpieg! OLEŚ No, szpieg... Myślę sobie, Kuźma, że nie najlepiej żeśmy trafili. Gdyby tak udało nam się kiedyś stąd wyjść, to przez taką głupią sprawę moglibyśmy mieć duże kłopo¬ty... z obcymi mocarstwami. KUŹMA Masz rację, masz rację, nieprzyjemna rzecz. OLEŚ Kuźma, a może by się tak wstrzymać... KUŹMA Ale zabiłeś mi, Oleś, klina. Cholera, nie mógł się trafić jakiś pierwszy lepszy gość, tylko od razu międzynaro¬dowy szpieg. Diabli nadali... Masz rację. Już wtedy w kolejce wydawał mi się podejrzany. Bo niby skąd takie futro? Ale nie ma rady, Oleś, trzeba ryzykować. Na wol¬ności zawsze łatwiej, a tu wykończą nas. Ty, a co to za kontakty? Nie powiedział ci? OLEŚ No, mówię... międzynarodowe. KUŹMA Tak, ale jakie, z kim? Oleś milczy. KUŹMA Czego nic nie mówisz? OLEŚ Czekaj, przypominam sobie. Jak to on powiedział... A, już wiem. Mówił, że kontaktował się... drogą napięć psychicznych. KUŹMA Co? Co to znaczy? OLEŚ Nie wiem, Kuźma. Mówił tylko, że przekazywał wiado¬mości drogą napięć psychicznych i że ktoś mu się włą¬czył na podsłuch i wtedy wpadł. Podobno to jakaś głoś¬na afera. KUŹMA Oleś, to jest coś nie w porządku. Nie mówił o jakiejś krótkofalówce albo czymś? OLEŚ Nie, Kuźma, nie mówił nic. Powiedział tylko, że jak się tak psychicznie napnie tak psychicznie, to prosto z głowy potrafi na dowolną odległość przekazać myśl. KUŹMA Jak to z głowy? Po prostu tak?... Tak po prostu? To niemożliwe, Oleś, czarował cię. OLEŚ Nie, Kuźma, nie czarował. Przecież skazali go. Mówił, że ten prokurator, co go oskarżał, to też potrafi tak... Znaczy, napiąć się i przekazać myśl. I on, to jest prokurator, nie miałby nic przeciwko temu napinaniu, tyle że nasz nowy kolega wykorzystywał to w celach wywia¬dowczych. I tylko dlatego skazali go. Nie, Kuźma, to prawda. Co my możemy wiedzieć, jakimi sposobami po¬sługuje się taki międzynarodowy szpieg. KUŹMA Cholera, rzeczywiście... Mówił jeszcze co? OLEŚ Już nic. Powiedział tylko, że takich facetów, co to potrafią tak napinać się, jest na świecie niemało. I że oni zawsze kontaktują się. Czekaj, jak się nazywa taki fa¬cet... Jak to on mówił... Zaraz sobie przypomnę... O, już wiem! Teofil!... Nie... teozof czy jakoś tak. Kroki na korytarzu, brzęk kluczy. KUŹMA Ciszej, Oleś, zdaje się, że wraca. Otwiera się krata, wchodzi Skazaniec. SKAZANIEC Słowo daję, panowie, samo serce. Bez przesady... wiel¬kie złote serce na dłoni. Cudowny wprost fenomen. Wi¬dać to zresztą od pierwszego wejrzenia. W każdym ru¬chu, w każdym geście. I to spojrzenie, panowie... To spojrzenie dobrego, rozumiejącego życie mędrca. Na¬prawdę jestem nim oczarowany. Ze świecą szukać takie¬go drugiego człowieka. OLEŚ (zachwycony samym przemówieniem) Słyszysz, Kuźma? KUŹMA Słyszę. Czy można wiedzieć, o kim mowa? SKAZANIEC O kim by, jeśli nie o naszym lekarzu. Geniusz dobroci. Prostota połączona z nieprzeciętnym intelektem. Współ¬czucie dla człowieka w niedoli... Sumienność i ofiarność. Kolego Oleś, czy można by prosić pana o trochę wody? OLEŚ Proszę, proszę, proszę bardzo... (podaje) SKAZANIEC Kto to powiedział, że lekarz-filozof równy jest bogom? OLEŚ Ja nie wiem. Kuźma, a ty nie wiesz kto? SKAZANIEC Lekarz-filozof. Tylko on trzyma mnie przy życiu. (wyjmuje z kieszeni buteleczkę z lekarstwem) Życie... życie, panowie. Czy nie zastanawia was, że cza¬sem postępujemy tak, jakby ono było czymś naprawdę rzeczywistym? Jak gdyby ono było zupełnie nie tym, czym w istocie swej jest? A przecież to tylko niezbyt wyrazisty majak aAbsolutu. Przedmiot jego bezustannie zmieniającego się snu. (wyciąga papierowy korek) A my, jak te bezrozumne istoty, staramy się je podtrzy¬mywać, przedłużaćyć je. Co za bezsensowne działanie! (podnosi flaszkę do ust, pociąga z niej i prędko zapija wodą) Pfy... ohyda! KUŹMA Czy można wiedzieć, co szanowny kolega pije? SKAZANIEC Lekarstwo. OLEŚ (jak echo) Lekarstwo... KUŹMA Wiemy, że lekarstwo, ale co to jest? SKAZANIEC (spogląda pod światło na buteleczkę) To? Spirytus. KUŹMA i OLEŚ (jednocześnie) Spirytus? SKAZANIEC Tak, salicylowy. Chcecie skosztować? OLEŚ Nie wiem, Kuźma, nie wiem sam. KUŹMA No, jeden łyk. (wyciąga rękę) SKAZANIEC To ma wprost zbawienny wpływ. Potęguje magnetyzm psychofluidów, przywraca trzeźwość umysłu. KUŹMA (popija) To jest pierwszorzędne!... Oleś, pycha!... Nawet nie spo¬dziewałem się. Chcesz łyk? OLEŚ Tylko jeden. (pije) KUŹMA No i co? OLEŚ W sam raz, Kuźma. W sam raz. KUŹMA No właśnie... (rozważa coś) Oleś... OLEŚ Słucham cię, Kuźma... KUŹMA Poczekaj no, bo właśnie przyszła mi taka myśl. Czy ty, Oleś... Jesteś taki wątły... Czy ty nie zgodziłbyś się cza¬sem do tego lekarza? SKAZANIEC Obawiam się... KUŹMA Czego się pan obawia? Jak ma dać, to da. Co to, nie wystarczy na was dwóch? SKAZANIEC Wystarczyć to wystarczy. Tylko czy mu się to nie wyda podejrzane? A zresztą, to naprawdę człowiek wielkiego serca. Nie, nie, nie sądzę. Chyba nie odmówiłby. (siada przy stole i zabiera się do czytania) KUŹMA No widzisz, Oleś, jaki z naszego kolegi pierwszorzędny gość. OLEŚ Zawsze to mówiłem, Kuźma. Międzynarodowy gość to zawsze pierwszorzędny gość. (do Skazańca całkiem już pogrążonego w czytaniu) Tutaj jest pańska zupa. Na kaloryferze, żeby nie wy¬stygła. SKAZANIEC (nie odrywając wzroku od książki) Zupa? Aaa... zupa. Nie, nie będę jadł. KUŹMA (zaniepokojony) Jak to nie będzie pan jadł? Dlaczego? SKAZANIEC (czyta coś półgłosem) Bo dzisiaj poniedziałek. KUŹMA No to co? SKAZANIEC Zwykle w poniedziałki w ogóle nie jadam. Robię sobie przerwę. (ślini palec i przekłada kartkę) Do piątku. W piątek znowu zaczynam jeść. OLEŚ Przerwę? Dlaczego? SKAZANIEC Takie mam zasady. I bardzo ściśle ich przestrzegam. To pozwala mi skupić się. OLEŚ Aha... KUŹMA Zaraz, zaraz... (liczy na palcach) Poniedziałek, wtorek, środa... Nie, to nie może być. Oleś, czy to możliwe, żeby ktoś wytrzymywał bez jedzenia cztery dni? OLEŚ Nie wiem, Kuźma, chyba nie. SKAZANIEC (podnosi głowę znad książki) Gdybyście, panowie, czytywali przynajmniej gazety, wie¬dzielibyście, że Gandhi wytrzymywał dni czterdzieści. I dlatego był najzdrowszym człowiekiem na świecie. (ponownie pogrąża się w czytaniu) OLEŚ To prawda, Kuźma, to prawda. Czytałem sam. KUŹMA (nieco rozdrażniony) Gandhi... Gandhi mógł sobie jeść albo nie. To jego rzecz. Ale tu jest więzienie, a nie zwykła stołówka. Tutaj nie ma żadnych przywilejów. Szpieg, nie szpieg... Daj no, Oleś, tutaj tę zupę. Co to znaczy, żeby facet nie chciał jeść?! Oleś podaje Kuźmie miskę; Kuźma stawia ją głośno tuż przed czytającym. SKAZANIEC (oschle) Kto powiedział „szpieg”?! To pan, panie Kuźma? Pan mnie obraża. Nie jestem żadnym szpiegiem. Jestem teozofem, a teozof to nie to samo co szpieg. Proszę to przy¬jąć do wiadomości. Zresztą wyłączam się. Wyjmuje z kieszeni dwa woskowe czopki i wtyka sobie w uszy. OLEŚ Ojej, Kuźma, co on robi? KUŹMA (cofa się zbity z tropu) Zatyka sobie uszy, żeby nas nie słyszeć. Skazaniec odkłada książkę, przymyka oczy i zastyga niby po¬sąg Buddy. OLEŚ Ojej! Ojejej! KUŹMA Czego jęczysz? OLEŚ Ty, Kuźma, on się napina! KUŹMA Jak to napina? OLEŚ No, tak... psychicznie. KUŹMA (zaniepokojony) Napina? I co, myślisz, że będzie się z kimś kontaktował? OLEŚ Nie wiem, Kuźma, ale chyba tak. O Jezu kochany, ale też trafił nam się gość. Wpatrują się znieruchomiali w zastygłego teozofa; po paru chwilach tego metapsychicznego napięcia rozlega się gwałtowne stukanie z pra¬wej. pukanie z lewej OLEŚ (wyrwany nagle z pełnego metafizycznych niepokojów nastroju) Ciara! KUŹMA Czego on tam chce? Oleś podbiega do ściany. OLEŚ (słuchając stukania) (nadsłuchuje) On mówi, że już wszystko wie. Powiada, że przed nim nic się nie ukryje. Dowiedział się, że jest tu z nami ja¬kiś trzeci gość i gratuluje nam. Ale też i ostrzega. Po¬wiada, że jak nie dopuścimy go do spółki, to on nas urządzi. Mówi, że postara się, żeby go nam zabrali. Na razie, powiada, możemy być spokojni, ale w ciągu naj¬bliższych dni wolałby już wiedzieć, w jaki sposób ze¬chcemy to załatwić. Gorąco odradza nam działanie na własną rękę. O Jezu, Kuźma! On naprawdę gotów urzą¬dzić nas... KUŹMA (mocno zaniepokojony) Co ty powiesz, Oleś?! Tak się wyraził? Dosłownie tak?... A cóż to za podejście do sprawy? Czy on zwariował? To przecież zupełnie niemożliwa rzecz.
Tytuł

CZAPA
czyli
ŚMIERĆ NA RATY
makabreska

Osoby
Kuźma
Oleś
Skazaniec
Strażnik I
Strażnik II
SCENA 1
Wnętrze celi. Zza okna słychać ruszający ze stacji pociąg osobowy.
Kuźma

Odszedł osobowy.

OLEŚ
Oleś

(modli się szeptem)

Kuźma

Cholerny świat. I mówi się, że ludzie nie mają pienię¬dzy. Popatrz no tylko, ile wysiadło z pierwszej klasy. Pół wagonu. Na jednej tylko stacji. Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Oleś

Przestań, Kuźma, ja się modlę.

Kuźma

Cholerny świat, żeby tak zmarnować konia.

Dudnienie i gwizd przelatującego ekspresu.
Kuźma

Ekspres. Oleś, słyszysz, ekspres. Wstawaj z tego barłogu. Dzisiaj już nie przyjdą.

Oleś

Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź mi¬łościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw...

Kuźma

Przestań walić się w piersi.Próba przypisu Siedzę tu trzy lata i nie słyszałem, żeby kogoś powiesili po przejeździe ekspresu. Tu, bracie, wszystko jak w zegarku. A gdzie jest mój kubek, Oleś? Mówiłem ci, żebyś mi go stawiał na miejsce.

Oleś

(przerywając modlitwę)
Nie wiem, Kuźma. Tam gdzieś musi być.

Kuźma

A, cholera. Tu jeszcze jakaś zupa. Wsadziłem w nią palce.

Oleś

To moja wczorajsza. Chciałeś, żeby ci ją zostawić.

Kuźma

Ja? A może i chciałem. Niech to diabli, cała łapa upaprana. przechodzi na drugą stronę celi, odkrywa dekiel kibla i wylewa zupę) Pfe! Aleś wypuścił z siebie strachu. Pół nocy chyba tu przesiedziałeś. Masz żołądek jak skunks. No, przestań już, do cholery. Ileż można się modlić?

Stukanie z zewnątrz w prawą ścianę alfabetem Morse’a. O, wrócił Ciara. Cicho, Oleś! Dajże mu dojść do słowa. (odstawia kubek i przechodzi pod prawą ścianę) Stukanie rozlega się w głuchej ciszy.
Kuźma

(w kierunku ściany)
Ciara...

Stukanie.
Oleś

(drżącym głosem)
No i co?

Kuźma

I nic. Pyta, czy nie mamy czasem warcabów.

Oleś

A po co mu warcaby?

Kuźma

Chciałby zagrać z nami przez ścianę. Mówi, że jest zde¬nerwowany i musi się jakoś uspokoić. Sypnął nas.

Oleś

Sypnął? Kogo sypnął?

Kuźma

Mnie.

Oleś

(z niepokojem)
A mnie?

Kuźma

Mówi, że też.

Oleś

(z ulgą) O Boże miłosierny. Ciara kochany. Kochany Ciareńka. Powiedz mu, Kuźma, że nigdy mu tego nie zapomnę.

Stukanie .
Kuźma

Ciszej, Oleś... On mówi, że sypnął nas tak, że mucha nie siada. Trzy kary śmierci, trzy czapy murowane!

OLEŚ (z radosnym ożywieniem) Nieprawda... KUŹMA Tak mówi. Trzy czapy. Dla każdego po jednej. Ciara zawsze dobrze się zapowiadał . Ale prawdę mówiąc, to nie jego zasługa. Brzęk kluczy.
Otwierają się drzwi.
STRAŻNIK

Dzień dobry, chłopcy. Jak tam dzisiejsza noc? Bo ja to prawie nie spałem. Coś tak duszno, chyba będzie padało.

Kuźma

Ale skąd, panie szefie. Pan to zawsze ma takie czarne myśli.Niech pan wejdzie. Czego się pan boi? Strasznie głupio tak stać w drzwiach.

STRAŻNIK

Przyniosłem wam zatwierdzenie ostatniego wyroku. To za sklepikarza, tak?

Kuźma

No i co, widzisz, Oleś, zatwierdzili. Ale to już, panie szefie, niesprawiedliwość. Trzy kary śmierci za takiego jednego piżmowca. Pan wie, co on mówił, jak żeśmy go rozbierali? Mówił, że jego żona ma dużo lepsze futro niż on. Czy pan, panie szefie, powiedziałby coś takiego?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Chyba nie. Ale to nie ja sądziłem. To sąd.

Oleś

Nie każdy sędzia chce brać pod uwagę okoliczności ła¬godzące.

STRAŻNIK

No, podpiszcie ten wyrok... I ty, Oleś. Niżej, tu...

Kuźma

Ale, ale... Panie szefie. Wypada z rachunku, że dzisiaj rano mieli z nami zrobić koniec. Wczoraj wieczorem umyłem szyję, przemyślałem sobie to i owo, Oleś modlił się całą noc, a pan przynosi tylko jakiś papier i nic. Coś tam chyba nie gra w administracji.

STRAŻNIK

Nie narzekaj, Kuźma, nie narzekaj. U nas wszystko gra. Tylko wasza sprawa znowu komplikuje się. Podobno jeszcze coś tam winni jesteście sprawiedliwości.

Kuźma

My?

STRAŻNIK

Wy, Kuźma, wy... Żeby nie Ciara, to byście tę ostatnią zbrodnię zabrali z sobą do grobu.

Kuźma

Jaką znowu zbrodnię, panie szefie?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Podobno zabiliście kobietę i zatailiście to. Ciara doniósł o tym śledczemu dzisiejszej nocy… w ostatniej chwili.

Kuźma

Kobietę? To nieprawda. Oleś, czy myśmy zataili jeszcze jakąś kobietę?

Oleś

Nie, Kuźma, kobiety chyba nie.

Kuźma

No, też mówię, że nie.

STRAŻNIK

Lepiej, Kuźma, nie wypieraj się. Śledczy i tak już wie. Chodzi i opowiada, że coś niedobrego zrobiłeś ze swoją kochanką.

Kuźma

Z kochanką? Z Lolą? A...Lolą... A to zupełnie co innego. A co miałem z nią zrobić, kiedy jej się nagle zachciało futer. Próbowałem tłumaczyć, że to jest towar, że chodzi o obroty i że poza tym to trochę niebezpieczne. Ktoś może poznać i kram. Myśli pan, szefie, że dała przemówić sobie do rozsądku? A gdzie tam! Wysłuchała, a potem cap za futro i na grzbiet. Wynieśliśmy ją w walizce…

STRAŻNIK

Wierzę ci, Kuźma. Ale śledczy chce koniecznie wiedzieć, gdzieście ją zanieśli.

Kuźma

Jak to chce wiedzieć? Tak od razu, już? Niech mu pan powie, żeby nie był taki w gorącej wodzie kąpany.

STRAŻNIK

To jakiś nowy. Boję się, Kuźma, że bę¬dziecie mieli z nim kram.