Zaloguj się
Cytuj

"Czapa - próba"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Czapa - próba, Janusz Krasiński
Data aktualizacji: 11 październik, 2020
Tytuł

CZAPA komedia stereofoniczna





Osoby
Kuźma
Oleś
Skazaniec















W trzecim planie ruszający ze stacji pociąg osobowy
Kuźma

(nuci wyglądając przez okno)
...a pilnik cienki jak włos,
lecz on nie zważa, piłuje nim kraty
wciąż, ach wciąż.

Odszedł osobowy.

Oleś

(modli się szeptem)

Kuźma

Cholerny świat. I mówi się, że ludzie nie mają pieniędzy. Popatrz no tylko, ile wysiadło z pierwszej klasy. Pół wagonu . Na jednej tylko stacji.

Zza okna głosy idącego tłumu.
Kuźma

Kuźma chichocze

.
Kuźma

Te kobity to ci mają nieraz świerka. Taki upał i w futrze. Jak Boga kocham, Oleś, futro do samych kostek Próba przypisu. Tutaj też powinna być możliwość dodawania grafik. . W życiu nie widziałem czegoś takiego. Prawie szarga się po ziemi.

Za oknem turkot wozu.

Kuźma

No, jedzie i furka.

Szept modlitwy człowieka coraz bardziej przerażonego.

Kuźma

Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Oleś

Przestań, Kuźma, ja się modlę.

Kuźma

Cholerny świat, żeby tak zmarnować konia.

Dudnienie i gwizd przelatującego ekspresu.
Kuźma

Ekspres. Oleś, słyszysz, ekspres. Wstawaj z tego barłogu. Dzisiaj już nie przyjdą.

Oleś

Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź mi-łościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw...

Kuźma

Przestań walić się w piersi. Siedzę tu trzy Treść przypisu Bal lata i nie słyszałem, żeby kogoś powiesili po przejeździe ekspresu. Tu, bracie, wszystko jak w zegarku. (schodzi z taboretu, oddala się od okna, otwiera szafkę i brzęka naczyniami) A gdzie jest mój kubek, Oleś? Mówiłem ci, żebyś mi go stawiał na miejsce.

Oleś

(przerywając modlitwę)
Nie wiem, Kuźma. Tam gdzieś musi być.

Kuźma

A, cholera. T Przypis o zupie Bal . Wsadziłem w nią palce.

Oleś

To moja wczorajsza. Chciałeś, żeby ci ją zostawić.

Kuźma

Ja? Chyba ci się śniło? A może i chciałem. Niech to diabli, cała łapa upaprana. przechodzi na drugą stronę celi, odkrywa dekiel kibla i wylewa zupę) Pfe! Aleś wypuścił z siebie strachu. Pół nocy chyba tu przesiedziałeś. Masz żołądek jak skunks Takie zwierzątko Takie zwierzątko Małe zwierzątko Zwierzę zwierzę zwierzę z w i e r z e Bal . No, przestań już, do cholery. Ileż można się modlić?

Stukanie z zewnątrz w prawą ścianę alfabetem Morse’a.
Kuźma

O, wrócił Ciara. Cicho, Oleś! Dajże mu dojść do słowa. (płucze garnuszek, odstawia go i przechodzi pod prawą ścianę)

Stukanie rozlega się w głuchej ciszy.
Kuźma

(do ściany)
Ciara...

Stukanie.
Oleś

(drżącym głosem)
No i co?

Kuźma

I nic. Pyta, czy nie mamy czasem warcabów.

Oleś

A po co mu warcaby?

Kuźma

Chciałby zagrać z nami przez ścianę. Próba próba Anglia i musi się jakoś uspokoić. Sypnął nas.

Oleś

Sypnął? Kogo sypnął?

Kuźma

Mnie.

Oleś

(z niepokojem)
A mnie?

Kuźma

Mówi, że też.

Oleś

(z ulgą) O Boże miłosierny. Ciara kochany. Kochany Ciareńka. Powiedz mu, Kuźma, że nigdy mu tego nie zapomnę.

(stuk)
Kuźma

Ciszej, Oleś... On mówi, że sypnął nas tak, że mucha nie siada. Trzy kary śmierci, trzy czapy murowane!

Oleś

(

z radosnym ożywieniem)
Nieprawda...

Kuźma

Tak mówi. Trzy czapy. Dla każdego po jednej. Ciara zawsze dobrze się zapowiadał. Ale prawdę mówiąc, to nie jego zasługa.

(w najbliższym planie kroki Strażnika, brzęk kluczy...)
STRAŻNIK

Dzień dobry, chłopcy. Jak tam dzisiejsza noc? Bo ja to prawie nie spałem. Coś tak duszno, chyba będzie padało.

Kuźma

Ale skąd, panie szefie. Pan to zawsze ma takie czarne myśli. Niebo jak lustro, a pan powiada deszcz. Niech pan wejdzie. Czego się pan boi? Strasznie głupio tak stać w drzwiach.

STRAŻNIK

(wchodzi głębiej) Przyniosłem wam zatwierdzenie ostatniego wyroku. To za sklepikarza, tak?

Kuźma

No i co, widzisz, Oleś, zatwierdzili. Mówiłem, że zatwierdzą. Ale to już, panie szefie, niesprawiedliwość. Trzy kary śmierci za takiego jednego piżmowca. Pan wie, co on mówił, jak żeśmy go rozbierali? Mówił, że jego żona ma dużo lepsze futro niż on. Gotów był ją nam podstawić. No, rzeczywiście futro do niemożliwości zżarte było przez mole. Ale co to za chwyt? Czy pan, panie szefie, powie¬działby coś takiego?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Chyba nie. Ale to nie ja sądziłem. To sąd.

Oleś

Nie każdy sędzia chce brać pod uwagę okoliczności ła-godzące.

STRAŻNIK

No, podpiszcie ten wyrok I ty, Oleś. Niżej, tu...

Kuźma

Ale, ale... Panie szefie. Wypada z rachunku, że dzisiaj rano mieli z nami zrobić koniec. Wczoraj wieczorem umyłem szyję, przemyślałem sobie to i owo, Oleś modlił się całą noc, — a pan przynosi tylko jakiś papier i nic. Coś tam chyba nie gra u was w administracji.

STRAŻNIK

Nie narzekaj, Kuźma, nie narzekaj. U nas wszystko gra. Tylko wasza sprawa znowu komplikuje się. Podobno jeszcze coś tam winni jesteście sprawiedliwości.

Kuźma

My?

STRAŻNIK

Wy, Kuźma, wy... Żeby nie Ciara, to byście tę ostatnią zbrodnię zabrali ze sobą do grobu.

Kuźma

Jaką znowu zbrodnię, panie szefie?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Podobno zabiliście kobietę i zatailiście to. Ciara doniósł o tym śledczemu dzisiejszej nocy… Mieliście wyjątkowego pecha. Zgłosił się w ostatniej chwili.

Kuźma

Kobietę? To nieprawda. O leś, czy myśmy zataili jeszcze jakąś kobietę?

Oleś

Nie, Kuźma, kobiety chyba nie.

Kuźma

No, też mówię, że nie.

STRAŻNIK

Lepiej, Kuźma, nie wypieraj się. Śledczy i tak już wie. Chodzi i opowiada, że coś niedobrego zrobiłeś ze swoją kochanką.

Kuźma

Z kochanką? Z Lolą? A... z Lolą... No, to zupełnie co innego. A co miałem z nią zrobić, kiedy jej się nagle zachciało futer. Próbowałem tłumaczyć, że to jest towar, że chodzi o obroty i że poza tym to trochę niebezpieczne. Ktoś może poznać i kram. Myśli pan, szefie, że dała przemówić sobie do rozsądku? A gdzie tam! Wysłuchała, a potem cap za futro i na grzbiet. Wynieśliśmy ją w walizce…

STRAŻNIK

Lolę?

Kuźma

Lolę. Ściślej mówiąc, nie w jednej walizce, tylko w trzech. No nie tak było, Oleś?

Oleś

Jasne, że tak.

STRAŻNIK

Wierzę ci, Kuźma. Ale śledczy chce koniecznie wiedzieć, gdzieście ją zanieśli.

Kuźma

Jak to chce wiedzieć? Tak od razu, już? Niech mu pan powie, żeby nie był taki w gorącej wodzie kąpany. Inni to biją, żeby im powiedzieć, a on by tak chciał zaraz, pierwszego dnia.

STRAŻNIK

To jakiś nowy. Młokos jeszcze. Boję się, Kuźma, że bę-dziecie mieli z nim kram.

Oleś nakrywa do stołu; rozkłada na nim prześcieradło, układa kromki chleba, ustawia garnuszki; Kuźma leży na łóżku; Ska¬zańca nie widać. Zza przegrody, za którą znajduje się kibel, do¬biegają odgłosy skrobania muru. SKAZANIEC (zza przegrody) Cudowne, panowie, cudowne. To najcudowniejsze do¬świadczenie mojego życia. Zawsze interesował mnie pro¬blem pokonywania materii. Materia — największe zło — i człowiek, z natury swej istota duchowa, pokonywający jej opór. KUŹMA Tylko ostrożnie, żeby nie złamał pan łyżki. SKAZANIEC Skrobię trzonkiem, tak jak pan mówił. KUŹMA No i nie tak głośno. Szef ma ucho jak nietoperz. SKAZANIEC To oczywiste... Staram się. Swoją drogą zastanawiające... KUŹMA Co? SKAZANIEC Struktura materii. KUŹMA Mówi pan o ścianie? SKAZANIEC O ścianie. To naprawdę zastanawiające. Materia, która przecież jest tylko odbiciem idei, materia, która istnieje tylko pozornie — w swej strukturze wydaje się nieraz górować nad duchem. Ale jakże to ułatwia zrozumieć tę walkę; walkę ducha-idei ze swym odwiecznym wro¬giem... Panowie, ja już nie mogę. To piekielnie twarde. Obtarłem sobie palce. Kolego Oleś, niech pan weźmie ode mnie ten tynk. (wysuwa obie ręce zza przegrody) KUŹMA Słyszysz, Oleś? OLEŚ Już biorę, Kuźma, już. (odbiera z rąk Skazańca tynk i chowa w siennik) SKAZANIEC (wychodząc zza przegrody) W każdym razie bardzo się cieszę, że będę miał sposob¬ność poznać pana Ciarę. Z tego, co od was słyszałem, to musi być niezmiernie sympatyczny jegomość. (otrzepuje ręce) KUŹMA Ciara? A tak... Prowadziliśmy z nim ten futrzany interes wiele lat i nigdy nie zawiódł nas. No czy nie tak, Oleś? OLEŚ (krzątając się koło stołu) Nigdy, Kuźma, nie. SKAZANIEC O, a cóż to za stół! Iście królewskie przyjęcie. Wielka przyjemność zasiąść za takim stołem. Szkoda, że nie ma tu jeszcze pana Ciary. Byłby na pewno zachwycony. KUŹMA Spokojna głowa. Znam Ciarę. Przyjdzie tu na czas. SKAZANIEC Może to dziwne, jak na filozofa, ale muszę panom po¬wiedzieć, że uwielbiam towarzystwo. OLEŚ Oj, Kuźma, to tak jak ja. KUŹMA (wstaje z łóżka, podchodzi do stołu i bierze z niego dużą butlę z lekarstwem) Oho ho! Tu nawet cała recepta. (wyciąga spod gumki długi papier) Ale nagryzmolone. Trzeba być aptekarzem, żeby to przeczytać. A nie, nawet nie... (czyta) „Nalać na dłoń łyżeczkę od herbaty... następnie nawilżyć wskazane przez lekarza miejsce... i wcierać dokładnie, lecz nie za mocno, żeby nie podrażnić skóry”. Jak tu wszystko szczegółowo... I co, Oleś, dał ci to tak bez ni¬czego? OLEŚ Bez niczego, Kuźma, bez niczego. Powiedziałem tylko, że łamie mnie w kościach. Wtedy przyjrzał mi się i za¬pytał, jaki mam wyrok. A jak mu powiedziałem, to się trochę zdenerwował i podniósł głos. „Niech mi pan nie zawraca dupy — powiedział — tymi kościami i mówi wprost, czego pan chce”. I zaraz sięgnął do apteczki i dał mi to. KUŹMA Nie? Tak powiedział? No nie, to bardzo pięknie powie¬dziane, Oleś, to naprawdę jakiś bardzo miły gość. SKAZANIEC A nie mówiłem? To nie serce, panowie, to studnia, studnia dobroci bez dna. Kto na jego miejscu potrafiłby okazać tyle zrozumienia dla ludzkiej niedoli? Ten czło¬wiek zaiste nie minął się ze swoim powołaniem. KUŹMA No to napijmy się. Zdrowie tego doktora. OLEŚ Zdrowie... SKAZANIEC Zdrowie. Piją. KUŹMA (odkaszlnąwszy) À propos, Oleś... A może by go tak tu poprosić? OLEŚ O Jezu, Kuźma, a po co?! SKAZANIEC To nie jest zła myśl. Panowie, jestem gotów zrobić wszystko, ażeby go tu ściągnąć. KUŹMA No właśnie... Nie mówię, żeby tak od razu, ale za jakieś czterdzieści do pięćdziesięciu dni... SKAZANIEC Tak późno?! Panowie, a dlaczego by na przykład nie już? KUŹMA Już... A co to daje „już”? My mamy jeszcze za szefa, a przed panem też tam ileś dni... Trzeba chyba prowa-dzić racjonalną gospodarkę, nie? OLEŚ O Jezu, Kuźma... Jasne, że trzeba, jasne, że tak... KUŹMA A czy nie uważasz, Oleś, że można by... no, że i pana też można by wziąć do naszej spółki? Jak sądzisz, co? No bo pomyśl sam, jest skazany czy nie? OLEŚ Jest, Kuźma, jest... KUŹMA No właśnie. Musimy jakoś wzajemnie się ratować. A pan by chciał czy nie? SKAZANIEC Ja? Nie wiem... Doprawdy nie wiem... Ale jeśli panowie uważacie, że... KUŹMA O rany boskie, cóż to za człowiek. Jak długo można się decydować?! Powiedziałem już chyba, że uważamy, nie? No i w porządku, nie ma o czym gadać. Odczekamy te czterdzieści czy pięćdziesiąt dni, potem załatwi się. Od¬stawi pan jakiś atak ślepej kiszki, wylew do mózgu albo co... SKAZANIEC Niby ja?... KUŹMA Przecież nie ja. Ani Oleś. Nas to już tu znają. Na nasze wezwanie nie przyszedłby nikt. A do pana przyleci, jasna rzecz. Nawet nie będzie się pan musiał z nim szarpać. Załatwimy go my. Oleś albo ja. A pan tylko zezna, że to wszystko było z góry przemyślane i na jakiś czas ma pan kłopot z głowy. Śledztwo, sąd i tamta cała resztówka — razem trzy miesiące jak ulał. A potem znowu się rozejrzymy. SKAZANIEC Panowie, zaraz... O ile dobrze zrozumiałem, ale chyba tak... Panowie nie... Przecież to morderstwo!... KUŹMA O rany, morderstwo... Jakie tam morderstwo... Po pro¬stu taki prawny chwyt. Każdemu wolno stosować własne wybiegi. Sąd ma swoje, a my swoje. On tak, a my tak. Nie użyje pan wybiegu — powieszą pana za pięćdziesiąt dni. SKAZANIEC Mnie? A dlaczego? KUŹMA Jak to dlaczego? No przecież skazali pana, tak czy nie? SKAZANIEC Skazali, ale... KUŹMA Jak skazali, no to i szlus. Nie wymiga się pan. Albo ma się karę śmierci, albo nie. A na łaskę może pan liczyć — tylko nie tu. SKAZANIEC Karę śmierci? Ja?... Panowie, to jakieś potworne nie¬porozumienie! Skazano mnie, owszem, tak, ale na Boga, przecież nie na karę śmierci. OLEŚ O Jezu, Kuźma! O Jezuniu mój kochany! KUŹMA Cooo? Co pan mówi? Że nie tego... Jak to, że nie na śmierć? SKAZANIEC Strzeż mnie Panie Boże! A dlaczego by na śmierć?! Taki wyrok to byłaby nieludzka rzecz. Zostałem i tak potrak¬towany ogromnie surowo. Sąd zasądził mnie na rok i trzy miesiące. Oczywiście z zaliczeniem aresztu. KUŹMA Rok i trzy miesiące... A to skurwiel! Oleś, słyszałeś?! Słyszałeś ty?! OLEŚ Słyszałem, słyszałem... Kuźma, zabij mnie! To ja cię tak wprowadziłem w błąd. Ale przysięgam, mówił, że go skazali. No a jak skazali, to, Kuźma, przecież rozumiesz sam. KUŹMA Rok i trzy miesiące! A to skurwiel! Z zaliczeniem aresz¬tu! No i jak tu nie ukatrupić takiego?! No i jak go nie ukatrupić, co? SKAZANIEC Tylko nie skurwiel! Tylko nie skurwiel! Bez ubliżania! Wypraszam sobie, panie Kuźma. I ostrzegam pana... Jeszcze jedno obelżywe słowo i pozwę pana przed sąd. OLEŚ O Jezu, Kuźma, daj spokój, może lepiej nie... KUŹMA Przed sąd?! On mnie chce pozwać przed sąd. Żebym to ja cię czasem nie pozwał. Słyszałeś, Oleś? Już ja go po¬zwę przed sąd, jak Boga kocham... Ostateczny! SKAZANIEC Co pan powiedział?! Aha... aha... Potwór! Potwór! Odra¬żający potwór! A zresztą wyłączam się. (chwyta jedną z książek, siada na łóżku i zatyka sobie uszy czopkami) KUŹMA (chodząc) Wspólnik, cholera... Skazaniec, psychiczna jego mać! A bo to wszystko przez ciebie, Oleś. OLEŚ Przeze mnie, Kuźma, jasne, że przeze mnie. KUŹMA Gdyby nie to twoje głupie gadanie, nigdy nie przyszłaby mi do głowy taka myśl. Kroki na korytarzu. KUŹMA Idzie ktoś?... (chowa flaszkę) Otwiera się krata, staje w niej Strażnik i z da¬leka kiwa palcem. STRAŻNIK No prędzej, prędzej! Wychodźcie już! OLEŚ (wskazując siebie) Ja?... STRAŻNIK Nie. KUŹMA (trzymając flaszką pod stołem) Ja?... STRAŻNIK Nie, nie... Ten trzeci. SKAZANIEC wyjmuje z uszu czopki Ja?... STRAŻNIK Wy... właśnie wy. OLEŚ O Jezu... SKAZANIEC (zmierza ku drzwiom; przechodząc koło Kuźmy, z groźbą w głosie) Jeszcze się zobaczymy. Wychodzi; Strażnik także wycofuje się i zamyka kratę. OLEŚ (po chwili milczenia) Ty, Kuźma, dokąd on go wziął? KUŹMA A skąd ja mogę wiedzieć. OLEŚ O Boże święty, żeby tylko go nam oddał. Nie daj nam Boże zgubić takiego człowieka. Kuźma chodzi po celi nerwowym krokiem; po paru chwilach mil¬czenia odzywa się stukanie z lewej; tym razem nie jest to Morse, ale zwykłe pukanie jak do drzwi. OLEŚ Kuźma... KUŹMA Co? OLEŚ Słyszysz? KUŹMA Słyszę. OLEŚ Ktoś się dobija z powieszalni. KUŹMA A niech się dobija... Powiedz mu, że tu już nikogo nie ma. Że właśnie wczoraj powiesili nas. No, czego tak pa¬trzysz? Powiedz mu to. OLEŚ Kiedy nie mogę, Kuźma. KUŹMA Dlaczego? OLEŚ Słyszysz przecież, jak stuka. Bez żadnego pojęcia. Stu¬ka, bo stuka, ale zupełnie bez słów. KUŹMA No to mu powiedz, żeby nauczył się najpierw ludzkiego języka. Kroki na korytarzu; Oleś nasłuchuje. OLEŚ (radośnie) Kuźma! Kuźma! Wraca Skazaniec! Idzie! Idzie! Idzie tu! O Matko Najświętsza, a ja już zaczynałem wątpić w miłosierdzie Boże. Otwierają się drzwi, wchodzi Skazaniec kompletnie załamany. SKAZANIEC Boże, Boże, nie opuszczaj mnie! OLEŚ O Jezu, stało się coś? SKAZANIEC Boże, zmiłuj się nade mną... Boże, zmiłuj się! OLEŚ Zmiłuj się... KUŹMA Co się znowu stało?! SKAZANIEC Sąd. Sąd postanowił ponownie rozpatrzyć moją sprawę. Będę sądzony jeszcze raz. Mój obrońca odchodzi od zmy¬słów. Twierdzi, że należy spodziewać się nawet najwyż¬szego wymiaru kary. Czy panowie rozumiecie, co mówię? Czy słyszycie mnie? Jestem zgubiony. Skażą mnie na śmierć. Jęk Olesia. KUŹMA No jasne! A nie mówiłem, Oleś? Przecież od razu mó¬wiłem, że takie coś to gardłowa sprawa. Kto by się tam patyczkował. Wiadomo, szpieg to szpieg. Kiedy ma być ten nowy proces? SKAZANIEC Za sześć tygodni. Stukanie z lewej powtarza się. KUŹMA Sześć tygodni... sześć tygodni... A nie dałoby rady przy¬spieszyć, co? Zresztą może być. Tylko jest pan pewny, że nie załatwią pana odmownie? SKAZANIEC Jak to odmownie... Mnie? Chyba nie... Stukanie z lewej. KUŹMA W porządku. Poczekamy do nowego wyroku. Jak już wszystko będzie jasne, wrócimy do poprzedniej rozmo¬wy. Mam nadzieję, że już tym razem pan nam nie od¬mówi. Stukanie ustaje. KUŹMA (nalewa sobie garnuszek) A teraz niech mi będzie wolno wypić zdrowie naszego nowego wspólnika. Unosi garnuszek do góry i zastyga w tej pozycji, z dala słychać bowiem zbliżający się ekspres, który przelatuje pod oknami z prze¬raźliwym gwizdem; wszyscy trzej wsłuchują się w łomot pociągu; chwila przejmującego milczenia. SKAZANIEC (po przejeździe ekspresu, wskazuje w stronę powieszali) Czy tam... Czy tam ktoś był? Milczenie. SKAZANIEC To straszne! Jak gdyby zupełnie na nowo rozgląda się po celi, przypatruje się ukradkowo Olesiowi i Kuźmie; wzrok jego zatrzymuje się na stojącej na stole butelce ze spirytusem, bierze ją do ręki, odstawia. SKAZANIEC Panowie, obawiam się... Obawiam się, że ten lekarz... on cierpi na klaustrofobię i nigdy w życiu nie odważył się wejść do żadnej z cel. To okropna rzecz, taki lęk za¬mkniętej przestrzeni. Panowie, ja naprawdę obawiam się, że on nie zechce tutaj przyjść.
Tytuł

CZAPA
czyli
ŚMIERĆ NA RATY
makabreska

Osoby
Kuźma
Oleś
Skazaniec
Strażnik I
Strażnik II
SCENA 1
Wnętrze celi. Zza okna słychać ruszający ze stacji pociąg osobowy.
Kuźma

Odszedł osobowy.

OLEŚ
Oleś

(modli się szeptem)

Kuźma

Cholerny świat. I mówi się, że ludzie nie mają pienię¬dzy. Popatrz no tylko, ile wysiadło z pierwszej klasy. Pół wagonu. Na jednej tylko stacji. Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Oleś

Przestań, Kuźma, ja się modlę.

Kuźma

Cholerny świat, żeby tak zmarnować konia.

Dudnienie i gwizd przelatującego ekspresu.
Kuźma

Ekspres. Oleś, słyszysz, ekspres. Wstawaj z tego barłogu. Dzisiaj już nie przyjdą.

Oleś

Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź mi¬łościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw...

Kuźma

Przestań walić się w piersi.Próba przypisu Siedzę tu trzy lata i nie słyszałem, żeby kogoś powiesili po przejeździe ekspresu. Tu, bracie, wszystko jak w zegarku. A gdzie jest mój kubek, Oleś? Mówiłem ci, żebyś mi go stawiał na miejsce.

Oleś

(przerywając modlitwę)
Nie wiem, Kuźma. Tam gdzieś musi być.

Kuźma

A, cholera. Tu jeszcze jakaś zupa. Wsadziłem w nią palce.

Oleś

To moja wczorajsza. Chciałeś, żeby ci ją zostawić.

Kuźma

Ja? A może i chciałem. Niech to diabli, cała łapa upaprana. przechodzi na drugą stronę celi, odkrywa dekiel kibla i wylewa zupę) Pfe! Aleś wypuścił z siebie strachu. Pół nocy chyba tu przesiedziałeś. Masz żołądek jak skunks. No, przestań już, do cholery. Ileż można się modlić?

Stukanie z zewnątrz w prawą ścianę alfabetem Morse’a. O, wrócił Ciara. Cicho, Oleś! Dajże mu dojść do słowa. (odstawia kubek i przechodzi pod prawą ścianę) Stukanie rozlega się w głuchej ciszy.
Kuźma

(w kierunku ściany)
Ciara...

Stukanie.
Oleś

(drżącym głosem)
No i co?

Kuźma

I nic. Pyta, czy nie mamy czasem warcabów.

Oleś

A po co mu warcaby?

Kuźma

Chciałby zagrać z nami przez ścianę. Mówi, że jest zde¬nerwowany i musi się jakoś uspokoić. Sypnął nas.

Oleś

Sypnął? Kogo sypnął?

Kuźma

Mnie.

Oleś

(z niepokojem)
A mnie?

Kuźma

Mówi, że też.

Oleś

(z ulgą) O Boże miłosierny. Ciara kochany. Kochany Ciareńka. Powiedz mu, Kuźma, że nigdy mu tego nie zapomnę.

Stukanie .
Kuźma

Ciszej, Oleś... On mówi, że sypnął nas tak, że mucha nie siada. Trzy kary śmierci, trzy czapy murowane!

OLEŚ (z radosnym ożywieniem) Nieprawda... KUŹMA Tak mówi. Trzy czapy. Dla każdego po jednej. Ciara zawsze dobrze się zapowiadał . Ale prawdę mówiąc, to nie jego zasługa. Brzęk kluczy.
Otwierają się drzwi.
STRAŻNIK

Dzień dobry, chłopcy. Jak tam dzisiejsza noc? Bo ja to prawie nie spałem. Coś tak duszno, chyba będzie padało.

Kuźma

Ale skąd, panie szefie. Pan to zawsze ma takie czarne myśli.Niech pan wejdzie. Czego się pan boi? Strasznie głupio tak stać w drzwiach.

STRAŻNIK

Przyniosłem wam zatwierdzenie ostatniego wyroku. To za sklepikarza, tak?

Kuźma

No i co, widzisz, Oleś, zatwierdzili. Ale to już, panie szefie, niesprawiedliwość. Trzy kary śmierci za takiego jednego piżmowca. Pan wie, co on mówił, jak żeśmy go rozbierali? Mówił, że jego żona ma dużo lepsze futro niż on. Czy pan, panie szefie, powiedziałby coś takiego?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Chyba nie. Ale to nie ja sądziłem. To sąd.

Oleś

Nie każdy sędzia chce brać pod uwagę okoliczności ła¬godzące.

STRAŻNIK

No, podpiszcie ten wyrok... I ty, Oleś. Niżej, tu...

Kuźma

Ale, ale... Panie szefie. Wypada z rachunku, że dzisiaj rano mieli z nami zrobić koniec. Wczoraj wieczorem umyłem szyję, przemyślałem sobie to i owo, Oleś modlił się całą noc, a pan przynosi tylko jakiś papier i nic. Coś tam chyba nie gra w administracji.

STRAŻNIK

Nie narzekaj, Kuźma, nie narzekaj. U nas wszystko gra. Tylko wasza sprawa znowu komplikuje się. Podobno jeszcze coś tam winni jesteście sprawiedliwości.

Kuźma

My?

STRAŻNIK

Wy, Kuźma, wy... Żeby nie Ciara, to byście tę ostatnią zbrodnię zabrali z sobą do grobu.

Kuźma

Jaką znowu zbrodnię, panie szefie?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Podobno zabiliście kobietę i zatailiście to. Ciara doniósł o tym śledczemu dzisiejszej nocy… w ostatniej chwili.

Kuźma

Kobietę? To nieprawda. Oleś, czy myśmy zataili jeszcze jakąś kobietę?

Oleś

Nie, Kuźma, kobiety chyba nie.

Kuźma

No, też mówię, że nie.

STRAŻNIK

Lepiej, Kuźma, nie wypieraj się. Śledczy i tak już wie. Chodzi i opowiada, że coś niedobrego zrobiłeś ze swoją kochanką.

Kuźma

Z kochanką? Z Lolą? A...Lolą... A to zupełnie co innego. A co miałem z nią zrobić, kiedy jej się nagle zachciało futer. Próbowałem tłumaczyć, że to jest towar, że chodzi o obroty i że poza tym to trochę niebezpieczne. Ktoś może poznać i kram. Myśli pan, szefie, że dała przemówić sobie do rozsądku? A gdzie tam! Wysłuchała, a potem cap za futro i na grzbiet. Wynieśliśmy ją w walizce…

STRAŻNIK

Wierzę ci, Kuźma. Ale śledczy chce koniecznie wiedzieć, gdzieście ją zanieśli.

Kuźma

Jak to chce wiedzieć? Tak od razu, już? Niech mu pan powie, żeby nie był taki w gorącej wodzie kąpany.

STRAŻNIK

To jakiś nowy. Boję się, Kuźma, że bę¬dziecie mieli z nim kram.