Zaloguj się
Cytuj

"Czapa - próba"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Czapa - próba, Janusz Krasiński
Data aktualizacji: 11 październik, 2020
Tytuł

CZAPA komedia stereofoniczna





Osoby
Kuźma
Oleś
Skazaniec















W trzecim planie ruszający ze stacji pociąg osobowy
Kuźma

(nuci wyglądając przez okno)
...a pilnik cienki jak włos,
lecz on nie zważa, piłuje nim kraty
wciąż, ach wciąż.

Odszedł osobowy.

Oleś

(modli się szeptem)

Kuźma

Cholerny świat. I mówi się, że ludzie nie mają pieniędzy. Popatrz no tylko, ile wysiadło z pierwszej klasy. Pół wagonu . Na jednej tylko stacji.

Zza okna głosy idącego tłumu.
Kuźma

Kuźma chichocze

.
Kuźma

Te kobity to ci mają nieraz świerka. Taki upał i w futrze. Jak Boga kocham, Oleś, futro do samych kostek Próba przypisu. Tutaj też powinna być możliwość dodawania grafik. . W życiu nie widziałem czegoś takiego. Prawie szarga się po ziemi.

Za oknem turkot wozu.

Kuźma

No, jedzie i furka.

Szept modlitwy człowieka coraz bardziej przerażonego.

Kuźma

Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Oleś

Przestań, Kuźma, ja się modlę.

Kuźma

Cholerny świat, żeby tak zmarnować konia.

Dudnienie i gwizd przelatującego ekspresu.
Kuźma

Ekspres. Oleś, słyszysz, ekspres. Wstawaj z tego barłogu. Dzisiaj już nie przyjdą.

Oleś

Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź mi-łościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw...

Kuźma

Przestań walić się w piersi. Siedzę tu trzy Treść przypisu Bal lata i nie słyszałem, żeby kogoś powiesili po przejeździe ekspresu. Tu, bracie, wszystko jak w zegarku. (schodzi z taboretu, oddala się od okna, otwiera szafkę i brzęka naczyniami) A gdzie jest mój kubek, Oleś? Mówiłem ci, żebyś mi go stawiał na miejsce.

Oleś

(przerywając modlitwę)
Nie wiem, Kuźma. Tam gdzieś musi być.

Kuźma

A, cholera. T Przypis o zupie Bal . Wsadziłem w nią palce.

Oleś

To moja wczorajsza. Chciałeś, żeby ci ją zostawić.

Kuźma

Ja? Chyba ci się śniło? A może i chciałem. Niech to diabli, cała łapa upaprana. przechodzi na drugą stronę celi, odkrywa dekiel kibla i wylewa zupę) Pfe! Aleś wypuścił z siebie strachu. Pół nocy chyba tu przesiedziałeś. Masz żołądek jak skunks Takie zwierzątko Takie zwierzątko Małe zwierzątko Zwierzę zwierzę zwierzę z w i e r z e Bal . No, przestań już, do cholery. Ileż można się modlić?

Stukanie z zewnątrz w prawą ścianę alfabetem Morse’a.
Kuźma

O, wrócił Ciara. Cicho, Oleś! Dajże mu dojść do słowa. (płucze garnuszek, odstawia go i przechodzi pod prawą ścianę)

Stukanie rozlega się w głuchej ciszy.
Kuźma

(do ściany)
Ciara...

Stukanie.
Oleś

(drżącym głosem)
No i co?

Kuźma

I nic. Pyta, czy nie mamy czasem warcabów.

Oleś

A po co mu warcaby?

Kuźma

Chciałby zagrać z nami przez ścianę. Próba próba Anglia i musi się jakoś uspokoić. Sypnął nas.

Oleś

Sypnął? Kogo sypnął?

Kuźma

Mnie.

Oleś

(z niepokojem)
A mnie?

Kuźma

Mówi, że też.

Oleś

(z ulgą) O Boże miłosierny. Ciara kochany. Kochany Ciareńka. Powiedz mu, Kuźma, że nigdy mu tego nie zapomnę.

(stuk)
Kuźma

Ciszej, Oleś... On mówi, że sypnął nas tak, że mucha nie siada. Trzy kary śmierci, trzy czapy murowane!

Oleś

(

z radosnym ożywieniem)
Nieprawda...

Kuźma

Tak mówi. Trzy czapy. Dla każdego po jednej. Ciara zawsze dobrze się zapowiadał. Ale prawdę mówiąc, to nie jego zasługa.

(w najbliższym planie kroki Strażnika, brzęk kluczy...)
STRAŻNIK

Dzień dobry, chłopcy. Jak tam dzisiejsza noc? Bo ja to prawie nie spałem. Coś tak duszno, chyba będzie padało.

Kuźma

Ale skąd, panie szefie. Pan to zawsze ma takie czarne myśli. Niebo jak lustro, a pan powiada deszcz. Niech pan wejdzie. Czego się pan boi? Strasznie głupio tak stać w drzwiach.

STRAŻNIK

(wchodzi głębiej) Przyniosłem wam zatwierdzenie ostatniego wyroku. To za sklepikarza, tak?

Kuźma

No i co, widzisz, Oleś, zatwierdzili. Mówiłem, że zatwierdzą. Ale to już, panie szefie, niesprawiedliwość. Trzy kary śmierci za takiego jednego piżmowca. Pan wie, co on mówił, jak żeśmy go rozbierali? Mówił, że jego żona ma dużo lepsze futro niż on. Gotów był ją nam podstawić. No, rzeczywiście futro do niemożliwości zżarte było przez mole. Ale co to za chwyt? Czy pan, panie szefie, powie¬działby coś takiego?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Chyba nie. Ale to nie ja sądziłem. To sąd.

Oleś

Nie każdy sędzia chce brać pod uwagę okoliczności ła-godzące.

STRAŻNIK

No, podpiszcie ten wyrok I ty, Oleś. Niżej, tu...

Kuźma

Ale, ale... Panie szefie. Wypada z rachunku, że dzisiaj rano mieli z nami zrobić koniec. Wczoraj wieczorem umyłem szyję, przemyślałem sobie to i owo, Oleś modlił się całą noc, — a pan przynosi tylko jakiś papier i nic. Coś tam chyba nie gra u was w administracji.

STRAŻNIK

Nie narzekaj, Kuźma, nie narzekaj. U nas wszystko gra. Tylko wasza sprawa znowu komplikuje się. Podobno jeszcze coś tam winni jesteście sprawiedliwości.

Kuźma

My?

STRAŻNIK

Wy, Kuźma, wy... Żeby nie Ciara, to byście tę ostatnią zbrodnię zabrali ze sobą do grobu.

Kuźma

Jaką znowu zbrodnię, panie szefie?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Podobno zabiliście kobietę i zatailiście to. Ciara doniósł o tym śledczemu dzisiejszej nocy… Mieliście wyjątkowego pecha. Zgłosił się w ostatniej chwili.

Kuźma

Kobietę? To nieprawda. O leś, czy myśmy zataili jeszcze jakąś kobietę?

Oleś

Nie, Kuźma, kobiety chyba nie.

Kuźma

No, też mówię, że nie.

STRAŻNIK

Lepiej, Kuźma, nie wypieraj się. Śledczy i tak już wie. Chodzi i opowiada, że coś niedobrego zrobiłeś ze swoją kochanką.

Kuźma

Z kochanką? Z Lolą? A... z Lolą... No, to zupełnie co innego. A co miałem z nią zrobić, kiedy jej się nagle zachciało futer. Próbowałem tłumaczyć, że to jest towar, że chodzi o obroty i że poza tym to trochę niebezpieczne. Ktoś może poznać i kram. Myśli pan, szefie, że dała przemówić sobie do rozsądku? A gdzie tam! Wysłuchała, a potem cap za futro i na grzbiet. Wynieśliśmy ją w walizce…

STRAŻNIK

Lolę?

Kuźma

Lolę. Ściślej mówiąc, nie w jednej walizce, tylko w trzech. No nie tak było, Oleś?

Oleś

Jasne, że tak.

STRAŻNIK

Wierzę ci, Kuźma. Ale śledczy chce koniecznie wiedzieć, gdzieście ją zanieśli.

Kuźma

Jak to chce wiedzieć? Tak od razu, już? Niech mu pan powie, żeby nie był taki w gorącej wodzie kąpany. Inni to biją, żeby im powiedzieć, a on by tak chciał zaraz, pierwszego dnia.

STRAŻNIK

To jakiś nowy. Młokos jeszcze. Boję się, Kuźma, że bę-dziecie mieli z nim kram.

}}}}}Kuźma siedzi na łóżku i nucąc „Dwunasta wybiła”… z namaszczeniem poleruje pistolet. }}}}} KUŹMA (nuci) „Dwunasta wybiła na miejskim zegarze, więźniowie cichym snem śpią, ale nie wszyscy, bo jeden z nich marzy…” OLEŚ Kuźma, czy my naprawdę nie mamy już innego wyjścia? KUŹMA A dlaczego pytasz? OLEŚ Bo z tym rewolwerem to wydaje mi się bardzo ryzy¬kowne. Szef na pewno pozna, że to z chleba. KUŹMA Nie sądzę, Oleś. Tak odrobiony rewolwer mógłbyś na¬wet sprzedać u rusznikarza. Zobaczysz, że szef ustosun¬kuje się do niego bardzo poważnie. OLEŚ Być może, Kuźma. Ale co potem? KUŹMA Potem weźmiemy klucze, wypuścimy Ciarę i każemy sobie otworzyć bramę. OLEŚ Jesteś pewny, że nam się to uda? KUŹMA Niczego nie jestem pewny. Może nam się na przykład złamać klucz. (nuci) OLEŚ Kuźma… KUŹMA Czego chcesz? OLEŚ Dajmy temu spokój. Miałem dzisiaj niedobry sen. Nie wierzę, żeby udało nam się dojść chociażby do bramy. Zobaczą nas z wieżyczki... Nie, Kuźma... Ja nie chcę... Zabiją nas. KUŹMA Aleś ty dziecinny, Oleś. Jutro czy tak, czy owak zrobią z nami to samo. OLEŚ Wiem, Kuźma, ale do jutra to jeszcze cały dzień. Kroki na w korytarzu. KUŹMA (chowa za siebie pistolet) No, idzie szef. OLEŚ Kuźma, proszę cię, to naprawdę skończy się bardzo źle. KUŹMA Weź się, Oleś, w garść... I jak szef otworzy, to żebyś nie zapomniał, co do ciebie należy. STRAŻNIK (otwiera drzwi) Wpędzicie mnie do grobu tymi przeciągami. KUŹMA Zamknij, Oleś, okno. Po co ma być słychać hałas. Oleś zamyka okno. STRAŻNIK Co to ja chciałem powiedzieć? Aha... Pytałem wczoraj wszystkich znajomych, czy nie wiedzą czasem o jakichś leżących gdzieś luzem zwłokach. Bo to przecież żadna zbrodnia, gdybyście się tak do nich przyznali. OLEŚ Słyszysz, Kuźma? KUŹMA Słyszę. No i co? Co znajomi? STRAŻNIK No i nic. Mówią, że tu są gdzieś jedne w pobliżu, ale to sprzed stu lat. Nie wiem, czy takie na coś by się wam zdały.{{{…}}} KUŹMA Chyba nie, szefie. Zresztą my już mamy zupełnie inne plany. Jak Bóg da, to jakoś wyjdziemy z tych opresji. STRAŻNIK Pięknie mówisz, Kuźma. A ja już myślałem, że z ciebie zupełny niedowiarek. Wyjdziecie... Na pewno wyjdziecie. Wszystko przecież jest w rękach Boga. KUŹMA {{{{{ (nagłym ruchem wyciąga przed siebie pistolet) }}}}} Z wyjątkiem kluczy. Nieprawda, Oleś? STRAŻNIK (z nagłym przerażeniem) Co ty, Kuźma?! Skąd ty masz ten rewolwer?! Czego ty ode mnie chcesz?! KUŹMA Klucze! {{{{{ (odbiera klucze od Strażnika) }}}}} głuche uderzenie, Strażnik {{{{{{Oleś uderza szefa taboretem. Uderzony }}}}}osuwa się z jękiem. OLEŚ Poczekaj, Kuźma. Idę z tobą. Nie zostawiaj mnie.! KUŹMA No to wychodź! Pośpiesz się! (podaje klucze Olesiowi) {{{{{{Otwórz Ciarze. }}}}} Wybiegają na korytarz. W celi chwila ciszy, po czym gwałtowne wa¬lenie pięścią w prawą ścianę. OLEŚ (wracając zdyszany do celi) Matko Najświętsza, co ja zrobiłem!!? KUŹMA (także wpada zdyszany i zdenerwowany) Co ty tu robisz?! Dlaczego nie wypuszczasz Ciary?! Walenie w prawą ścianę powtarza się. OLEŚ Nie mogę, Kuźma. Nijak nie mogę. KUŹMA Dlaczego nie możesz? Dawaj klucze! OLEŚ Kuźma, zabijesz mnie. {{{{{{ (cofa się przed Kuźmą) }}}}} KUŹMA {{{{{{ (łapie go za klapy, potrząsa) }}}}} Dawaj klucze! OLEŚ Kiedy nie mam... KUŹMA Nie masz?! Jak to nie masz? Przecież ci dałem. Miałeś wypuścić Ciarę. OLEŚ Nie mam. Wyrzuciłem przez okno. W korytarzu. KUŹMA Wyrzuciłeś?! Klucze! Dlaczego?! OLEŚ Mówię, Kuźma, że {{{{{{ mnie zabijesz }}}}}zabijesz mnie. Ty w to nie wierzysz, ale ten czarny kot... KUŹMA Kot?! Jaki kot?! OLEŚ Ten czarny, co tu stale łazi, przeleciał mi drogę. Kuźma, zrób ze mną, co chcesz, ale jak czarny kot przetnie dro¬gę... Przysięgam ci, Kuźma, że zabiliby nas... KUŹMA Gdzie klucze?! OLEŚ Już ci mówiłem. Leżą na podwórzu. KUŹMA Ty bydlaku! To ja po to pootwierałem wszystkie kraty, żebyś ty przy ostatniej wyrzucił je przez okno…!!... OLEŚ Przysięgam ci, Kuźma, że nie wyrzuciłbym nigdy, gdy¬by nie ten czarny kot... KUŹMA Ech, ty wisielcu, ty... {{{{{{ (popycha go na ścianę) }}}}} Gwałtowne stukanie z prawej. KUŹMA (uspo¬koiwszy się nieco) Powiedz Ciarze, żeby przestał się dobijać. On myśli, że wyszliśmy bez niego. Uspokój go i powiedz, że klucze połamały się w zamku. I niech się przygotuje do zmiany miejsca. Jutro wszyscy trzej spotkamy się na w powieszalni. Oleś stuka, jednocześnie odzywa się stukanie z lewej. KUŹMA Tam znowu ktoś jest? Czego on chce? No, czy nie moż¬na zwariować od tego cholernego pukania... OLEŚ ({{{{{{pochyla się nad Strażnikiem, przygląda mu się, po czym }}}}} radośnie) Kuźma! Kuźma! O rany boskie, Kuźma! KUŹMA Co się stało? OLEŚ Kuźma, jak pragnę wolności, zdaje się, że uderzyłem za mocno. Szef nie żyje. Nie żyje, o ile się na tym znam. KUŹMA Szef? Nie żyje? {{{{{{ (bierze Strażnika za rękę, puszcza, ręka opada bezwładnie) }}}}}Faktycznie. Chyba nie żyje. Trzeba natychmiast zawiadomić o tym wydział śledczy. Skocz no, Oleś, na korytarz. Ale to na jednej nodze. OLEŚ Już się robi, Kuźma. Już się robi. A widzisz, zawsze mó¬wiłem, że ten strażnik przyniesie nam kiedyś szczęście. {{{{{{Wybiega na korytarz. {{{{{{ (przerywnik) }}}}}