CZAPACzapa - w gwarze więziennej synonim kary śmierci komedia stereofoniczna Osoby Kuźma Oleś Skazaniec CZAPACzapa - w gwarze więziennej synonim kary śmierci komedia stereofoniczna Osoby Kuźma Oleś Skazaniec W trzecim planie ruszający ze stacji pociąg osobowy Kuźma (nuci wyglądając przez okno)

"...a pilnik cienki jak włos, lecz on nie zważa, piłuje nim kraty, wciąż, ach wciąż." Odszedł osobowy.

Oleś

(modli się szeptem)

Kuźma

Cholerny świat. I mówi się, że ludzie nie mają pieniędzy. Popatrz no tylko, ile wysiadło z pierwszej klasy. Pół wagonu. Na jednej tylko stacji.

Zza okna głosy idącego tłumu. Kuźma chichocze

Te kobity to ci mają nieraz świerka . Taki upał i w futrze. OleśJak Boga kocham, , futro do samych kostek. W życiu nie widziałem czegoś takiego. Prawie szarga się po ziemi.

Za oknem turkot wozu.

No, jedzie i furka.

(szept modlitwy człowieka coraz bardziej przerażonego.)

Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Oleś

Przestań, Kuźma, ja się modlę.

Kuźma

Cholerny świat, żeby tak zmarnować konia.

Dudnienie i gwizd przelatującego ekspresu. Kuźma

Ekspres. Oleś, słyszysz, ekspres. Wstawaj z tego barłogu. Dzisiaj już nie przyjdą.

Oleś

Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw...

Kuźma

Przestań walić się w piersi. Siedzę tu trzy lata i nie słyszałem, żeby kogoś powiesili po przejeździe ekspresu. Tu, bracie, wszystko jak w zegarku. (schodzi z taboretu, oddala się od okna, otwiera szafkę) i brzęka naczyniami) A gdzie jest mój kubek, Oleś? Mówiłem ci, żebyś mi go stawiał na miejsce.

Oleś (przerywając modlitwę)

Nie wiem, Kuźma. Tam gdzieś musi być.

Kuźma

A, cholera. Wsadziłem w nią palce.

Oleś

To moja wczorajsza. Chciałeś, żeby ci ją zostawić.

Kuźma

Ja? Chyba ci się śniło? A może i chciałem. Niech to diabli, cała łapa upaprana. (przechodzi na drugą stronę celi, odkrywa dekiel kibla i wylewa zupę) Pfe! Aleś wypuścił z siebie strachu. Pół nocy chyba tu przesiedziałeś. Masz żołądek jak skunks. No, przestań już, do cholery. Ileż można się modlić?

Stukanie z zewnątrz w prawą ścianę alfabetem Morse’a. Kuźma

O, wrócił Ciara. Cicho, Oleś! Dajże mu dojść do słowa. ( płucze garnuszek, odstawia go i przechodzi pod prawą ścianę)

Stukanie rozlega się w głuchej ciszy. Kuźma

( do ściany ) Ciara...

Stukanie. Oleś

(drżącym głosem) No i co?

Kuźma

I nic. Pyta, czy nie mamy czasem warcabów.

Oleś

A po co mu warcaby?

Kuźma

Chciałby zagrać z nami przez ścianę. Mówi, że jest zdenerwowany i musi się jakoś uspokoić. Sypnął nas.

Oleś

Sypnął? Kogo sypnął?

Kuźma

Mnie.

Oleś

(z niepokojem) A mnie?

Kuźma

Mówi, że też.

Oleś

(z ulgą) O Boże miłosierny. Ciara kochany. Kochany Ciareńka. Powiedz mu, Kuźma, że nigdy mu tego nie zapomnę.

(stuk) Kuźma

Ciszej, Oleś... On mówi, że sypnął nas tak, że mucha nie siada. Trzy kary śmierci, trzy czapy murowane!

Oleś

(z radosnym ożywieniem) Nieprawda...

Kuźma

Tak mówi. Trzy czapy. Dla każdego po jednej. Ciara zawsze dobrze się zapowiadał. Ale prawdę mówiąc, to nie jego zasługa.

w najbliższym planie kroki Strażnika, brzęk kluczy...) STRAŻNIK

Dzień dobry, chłopcy. Jak tam dzisiejsza noc? Bo ja to prawie nie spałem. Coś tak duszno, chyba będzie padało.

Kuźma

Ale skąd, panie szefie. Pan to zawsze ma takie czarne myśli. Niebo jak lustro, a pan powiada deszcz. Niech pan wejdzie. Czego się pan boi? Strasznie głupio tak stać w drzwiach.

STRAŻNIK

(wchodzi głębiej) Przyniosłem wam zatwierdzenie ostatniego wyroku. To za sklepikarza, tak?

Kuźma

No i, widzisz, Oleś, zatwierdzili. Mówiłem, że zatwierdzą. Ale to już, panie szefie, niesprawiedliwość. Trzy kary śmierci za takiego jednego piżmowcaFutro z piżmowca. Pan wie, co on mówił, jak żeśmy go rozbierali? Mówił, że jego żona ma dużo lepsze futro niż on. Gotów był ją nam podstawić. No, rzeczywiście futro do niemożliwości zżarte było przez mole. Ale co to za chwyt? Czy pan, panie szefie, powiedziałby coś takiego?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Chyba nie. Ale to nie ja sądziłem. To sąd.

Oleś

Nie każdy sędzia chce brać pod uwagę okoliczności łagodzące.

STRAŻNIK

No, podpiszcie ten wyrok I ty, Oleś. Niżej, tu...

Kuźma

Ale, ale... Panie szefie. Wypada z rachunku, że dzisiaj rano mieli z nami zrobić koniec. Wczoraj wieczorem umyłem szyję, przemyślałem sobie to i owo, Oleś modlił się całą noc a pan przynosi tylko jakiś papier i nic. Coś tam chyba nie gra u was w administracji.

STRAŻNIK

Nie narzekaj, Kuźma, nie narzekaj. U nas wszystko gra. Tylko wasza sprawa znowu komplikuje się. Podobno jeszcze coś tam winni jesteście sprawiedliwości.

Kuźma

My?

STRAŻNIK

Wy, Kuźma, wy... Żeby nie Ciara, to byście tę ostatnią zbrodnię zabrali ze sobą do grobu.

Kuźma

Jaką znowu zbrodnię, panie szefie?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Podobno zabiliście kobietę i zatailiście to. Ciara doniósł o tym śledczemu dzisiejszej nocy… Mieliście wyjątkowego pecha. Zgłosił się w ostatniej chwili.

Kuźma

Kobietę? To nieprawda. Oleś, czy myśmy zataili jeszcze jakąś kobietę?

Oleś

Nie, Kuźma, kobiety chyba nie.

Kuźma

No, też mówię, że nie.

STRAŻNIK

Lepiej, Kuźma, nie wypieraj się. Śledczy i tak już wie. Chodzi i opowiada, że coś niedobrego zrobiłeś ze swoją kochanką.

Kuźma

Z kochanką? Z Lolą? A... z Lolą... No , to zupełnie co innego. A co miałem z nią zrobić, kiedy jej się nagle zachciało futer. Próbowałem tłumaczyć, że to jest towar, że chodzi o obroty i że poza tym to trochę niebezpieczne. Ktoś może poznać i kram. Myśli pan, szefie, że dała przemówić sobie do rozsądku? A gdzie tam! Wysłuchała, a potem cap za futro i na grzbiet. Wynieśliśmy ją w walizce…

STRAŻNIK

Lolę?

Kuźma

Lolę. Ściślej mówiąc, nie w jednej walizce, tylko w trzech. No nie tak było, Oleś?

Oleś

Jasne, że tak.

STRAŻNIK

Wierzę ci, Kuźma. Ale śledczy chce koniecznie wiedzieć, gdzieście ją zanieśli.

Kuźma

Jak to chce wiedzieć? Tak od razu, już? Niech mu pan powie, żeby nie był taki w gorącej wodzie kąpany. Inni to biją, żeby im powiedzieć, a on by tak chciał zaraz, pierwszego dnia.

STRAŻNIK

To jakiś nowy. Młokos jeszcze. Boję się, Kuźma, że będziecie mieli z nim kram.

(przerywnik) Odgłosy zza okna,w celi pusto, otwierają się drzwi i ktoś siłą wrzuca do celi Kuźmę,

O skurczy... o skurczy... o skurczybyk, jaki niecierpliwy. Ani cienia wyrozumiałości. „Gdzie walizki i gdzie walizki?” Jakby na tych walizkach kończył się cały świat. (podchodzi do wiadra) A bodaj to szlag! Ani kropli wody. Oleś! Nie ma go? Co za bałwan. Idzie na zeznanie i nawet nie pomyśli, żeby wystawić wiadro.

(otwierają się drzwi i wpada Oleś) Oleś

O Jezu, o Jezu, o Jezu kochany...

Kuźma

Czego jęczysz? Dotknęli cię?

Oleś

(z przestrachem) O Jezu, Kuźma! O Jezu miłosierny!

Kuźma

Czego się tak przestraszyłeś?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Sam nie wiem... Zabijesz mnie.

Kuźma

Zabiję. Ani kropli wody w wiadrze. Zawsze mówiłem, że cię zabiję. Kiedyś przecież wyczerpie się ten zapas nieboszczyków. Wtedy zabiję cię.

Oleś

Zabij, Kuźma, zabij już.

Kuźma

Już? A co? Powiedziałeś?

Oleś

Powiedziałem.

Kuźma

Powiedziałeś, gdzie walizki? Ty gnojku, ty... To ty tak kochasz życie?

Oleś

Kocham, Kuźma, kocham. Kocham życie, ale wiesz, jaki jestem niewytrzymały na ból.

Kuźma

Ach tak... Urwałeś nam co najmniej trzy tygodnie. Trzy tygodnie, ty gnojku, ty...

(za oknem cały czas odgłosy pobliskiej stacji, przetaczanie wagonów, syk lokomotywy) Oleś

Urwałem, Kuźma, no urwałem. Ale i tak jeszcze prawie tydzień do wyroku, a potem te sześćdziesiąt dni, zanim przyjdzie zatwierdzenie. Przez te sześćdziesiąt dni coś się już może stać.

Kuźma

Co się może stać przez sześćdziesiąt dni?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Może wojna, może rewolucja, może jakaś nowa władza albo coś...

Kuźma

Nowa władza, ty gnojku... nowa władza. Co ci tam nowa władza. Nie jesteś polityczny. Powieszą cię i tak, i tak.

(stukanie z prawej) Oleś

Ciara... Słyszysz, Kuźma, Ciara. Pogadaj z nim. On kiedyś mówił coś o rewolucji.

Kuźma

Trzy tygodnie przez takiego gnojka. Dlatego tylko, że ma tyłek z porcelany. (podchodzi do prawej ściany, nasłuchuje. Stukanie powtarza się) Ciara mówi, żeby utopić cię w kiblu.

Oleś

Utop, Kuźma, utop. No, utop, Jezu kochany...

Kuźma

Ciara jest wściekły. Mówi, że to była sprawa na długie tygodnie, a ty rozłożyłeś ją już w drugim dniu. Uważa, że powinienem powiesić cię na prześcieradle. Jak parszywego psa. I ma rację. Zmarnowałeś mi kochankę. Zmarnowałeś mi Lolę. Zmarnowałeś mi Lolę i kawał życia. Dwadzieścia, a może i pięćdziesiąt pięknych dni. (stukanie z lewej strony)

Oleś

Kuźma, tam ktoś jest.

Kuźma

Słyszę.

Oleś

Pogadać z nim?

Kuźma

A czego on chce?

(stukanie z lewej powtarza się) Oleś

On pyta, czy my nie wiemy, co to za cela, w której on siedzi. Mówi, że tam takie dziwne przepierzenie i nie wie, co za nim jest. Czy mam mu powiedzieć?

Kuźma

Powiedz. Powiedz, że to przymierzalnia krawatów. I powiedz, że przez ciebie i my tam niedługo przyjdziemy.

Oleś

(stuka, odpowiada mu stukanie) Kuźma, on mówi, że się cieszy. Ma wyrok śmierci i boi się siedzieć sam.

Kuźma

Możesz mu powiedzieć, żeby się nie cieszył. Że zanim my tam przyjdziemy, to takich jak on przejdzie przez ten pokoik co najmniej piętnastu.

Oleś

Oj, Kuźma, dałby Bóg. (stukanie z prawej) Znowu Ciara. Po co on stuka, Kuźma. Czego on znowu chce?

Kuźma

Cholera, co za dzień. Człowiek nawet nie może spokojnie popatrzeć przez okno. (stukanie z prawej) Ciara pyta, ile masz już wyroków.

Oleś

Szesnaście.

Kuźma

Jemu chodzi o to, ile masz czap.

Oleś

Czap? Osiem. Tyle co i on. A po co mu to?

Kuźma

On mówi, że jak kiedyś uda mu się stąd wyjść, to dostaniesz od niego dziewiątą. Za Lolę. I to w trybie przyspieszonym. Nie tak jak tu.

Oleś

Dobrze, Kuźma. Abyśmy tylko stąd wyszli. Bo mi się coś zdaje, że już nigdy nie wyjdziemy. Ani ja, ani on, ani ty.

(stukanie z lewej) Kuźma

Jasny szlag! Czego on znowu chce?!

Oleś

Nie denerwuj się, Kuźma. Porozmawiam z nim sam. (stukanie z lewej powtarza się). On mówi, że przeczytał napisy na ścianach.

Kuźma

No to co?

Oleś

No to już wie, co jest za tym przepierzeniem. Chce teraz wiedzieć, jak długo siedzi się w tej poczekalni.

Kuźma

To powiedz mu. Powiedz, że jak usłyszy osobowy pociąg, to żeby się przygotował. I że potem przejedzie furka, a po furce ekspres. Ale ekspresu może już nie usłyszeć. Zresztą powiedz mu, co chcesz. I zastukaj, do cholery, żeby szef przyniósł nam wody.

Oleś

Już stukam, Kuźma.

Kuźma

(pojękując) Ale narwany ten młody referent, co? Nawet przestaję ci się dziwić, Oleś, żeś się tak prędko załamał. Bo co to też za pomysł, brać takiego młodzika na tak odpowiedzialne stanowisko.

(przerywnik) Kuźma

(nuci) „Dwunasta wybiła na miejskim zegarze, więźniowie cichym snem śpią, ale nie wszyscy, bo jeden z nich marzy...”

Oleś

(stoi na taborecie) Patrz, patrz, Kuźma! Wychodzi jakiś facet!

Kuźma

Jak to wychodzi?

Oleś

No zwyczajnie. Skończyło mu się i wychodzi. O, otwierają mu bramę. Idzie sobie sam. W kapeluszu, z walizeczką. Naczelnik przy wyjściu. Żegna się z nim. Musieli go zgarnąć zimą.

Kuźma

Skąd wiesz, że zimą?

Oleś

Widzę przecież. W futrze. Gorąco mu. Rozpiął się.

Kuźma

W futrze? (podchodzi prędko do okna) E, co tam takie futro. Facet siedział widać z dziesięć lat.

Oleś

Ja nie mówię, że futro. Mówię tylko, że wychodzi. Zawsze przyjemnie popatrzeć, jak ktoś idzie w świat.

Kuźma

Hm… cholera.

Oleś

Co mówisz, Kuźma?

Kuźma

Nic, mówię, że na odległość śmierdzi naftaliną.

(kroki Strażnika, brzęk kluczy, otwieranie drzwi) STRAŻNIK

Okno! Okno! Zamykajcie okno! Diabli nadali te przeciągi. Ledwie odsuniesz zasuwę, to mało łba nie urwie. Zabierajcie to...!

Kuźma

Co to, marmolada?

STRAŻNIK

Marmolada.

Kuźma

Ph, tyle tego, co kot napłakał. I to ma być na dwóch?

STRAŻNIK

Na dwóch. Jak mi zostanie, przyniosę jeszcze.

Kuźma

Obejdzie się. Nie znoszę marmolady. (próbuje) E, ta nawet nie jest taka zła. Daj no, Oleś, kawałek chleba. (zagryza) Co pan taki markotny, panie szefie? Patrzy pan na nas, jakby pan nad grobem stał.

STRAŻNIK

Ja? Nie... Tak tylko sobie obliczam... Ile to wam już stuknęło od ostatniego wyroku?

Kuźma

Dziesięć. A bo co?

STRAŻNIK

Dziesięć. Dziesięć dni to jeszcze nie tak wiele. Ale czas, chłopcy, leci. Nawet się nie obejrzycie, jak minie te sześćdziesiąt i... i wszystko skończy się.

Kuźma

Szef to zawsze wpada w popłoch.

STRAŻNIK

Ja nie wpadam w popłoch. Myślę tylko, że jakby wam kiedy zabrakło tych waszych zwłok...

Oleś

To co?...

STRAŻNIK

To można by jeszcze wypożyczyć z cmentarza.

Kuźma

E, też pan wpadł na pomysł. Jak żyję, od nikogo nie wypożyczałem nieboszczyków.

STRAŻNIK

A co w tym złego, Kuźma? Można by wyjąć i zakopać gdzie indziej. Trup byłby co prawda bez nazwiska, ale sąd lubi takie nie zidentyfikowane zwłoki.

Oleś

Kuźma, to wcale nie jest taka zła myśl.

Kuźma

Może i nie taka zła. Ale kto ci coś takiego zrobi?

STRAŻNIK

Nie macie nikogo? Zupełnie nikogo?

Kuźma

Nikogo. Lola, ona mogłaby. Ale już pan wie. Właśnie za nią prolongujemy wyrok.

Oleś

Zdzisio, Zdzisio też by mógł.

Zdzisio? Jaki Zdzisio? Chcecie, to mogę z nim pogadać. Kuźma

Ze Zdzisiem?

STRAŻNIK

A dlaczego by nie?

Kuźma

Też już nie żyje.

Oleś

To był nasz serdeczny przyjaciel.

Kuźma

Tak, ale ostatnio miał wygórowane żądania. Bujał gdzieś w obłokach i uważał, że zawsze należy mu się najwięcej z podziału. Trzeba go było sprowadzić jakoś na ziemię. Leży nawet niedaleko stąd.

Oleś

Z początku było nam trochę żal, ale właściwie dobrze, że się tak stało.

Kuźma

Jasne, zagwarantuje nam następne sześćdziesiąt dni.

STRAŻNIK

No to, chłopcy, cieszę się. Ale jak z tymi zwłokami, chcecie czy nie?

Kuźma

A przeniósłby je pan?

STRAŻNIK

Ja? Nie, ja to nie.

Kuźma

No to nie ma o czym gadać. Zresztą skończcie już z tym tematem. Widzicie przecież, że jem.

(przerywnik) Oleś

(nuci) „Przyleciał do mnie na kraty, szary przyjaciel skrzydlaty, spojrzał na nędzne me szaty…” (otwierają się drzwi, wchodzi Kuźma) No, Kuźma. No i jak? (milczenie. Kuźma spaceruje po celi nerwowym krokiem) Czego nic nie mówisz? (milczenie) Co się stało, Kuźma?... Kuźma, no powiedz. Stało się coś?

Kuźma

Zdzisio.

Oleś

Co Zdzisio?

Kuźma

Nie wypalił.

Oleś

Jak to, Kuźma? Co znaczy nie wypalił?

Kuźma

Szukają go od trzech dni i nigdzie go nie ma.

Oleś

Zdzisia?

Kuźma

Zdzisia. Gdzieś się zmył. Jak kamień w wodę. Skurczybyk, on zawsze miał takie zagrania.

Oleś

Zdzisio? Przecież on nie żyje.

Kuźma

No właśnie, nie żyje. Ale jak udowodnisz sądowi, że nie żyje, skoro się zmył. Referent powiada, że myśmy go sobie wymyślili. Całe ruiny przeszukane, a Zdzisia ani śladu.

Oleś

Ani śladu?!

Kuźma

Przecież mówię, że ani śladu. Ktoś już tam po nas musiał być. Rodzina czy kto... Wzięli go pewnie pogrzebać na cmentarzu. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby zostawili jakąś wiadomość. A oni nic. Zabrali zwłoki jak swoje i szukaj wiatru w polu. Cholerny świat, nasze ostatnie zwłoki...

Oleś

To niemożliwe, Kuźma. To niemożliwe. Zdzisio musi gdzieś być. Powiedz im, niech szukają. Niech staną na głowie, niech robią, co chcą. Zdzisio musi się znaleźć. Przecież nie można tak zaprzepaścić człowieka.

Kuźma

Oni mówią, że nie będą już szukali.

Oleś

Nie, Kuźma, tego im nie wolno. Powiedz im, że to wbrew prawu. Ktoś przecież musi odpowiadać za jego śmierć. Zabiliśmy Zdzisia czy nie?

Kuźma

Zabiliśmy, no i co z tego?

Oleś

Jak to co? Należy nam się wyrok. Kara śmierci. Co ja mówię, dwie... trzy... Sądowi nie wolno nas lekceważyć. Sprawcy muszą być ukarani. Jeśli to się nie stanie teraz, jutro będzie już za późno. Czy mówiłeś im to?

Kuźma

Mówiłem.

Oleś

No i co?

Kuźma

Przyznali mi rację, ale zapytali też, co będzie, jak się Zdzisio w ogóle nie znajdzie. A to jest nie wykluczone. Sam też o tym myślałem. Głupia sytuacja, Oleś. Od prawa nie można wymagać za wiele.

Oleś

A kto tu wymaga za wiele? Ty uważasz, że to za wiele? Wyrównanie rachunku za czyjąś śmierć? (stukanie z prawej) Ciara... On pyta, czy za tego ogrodnika mieliśmy już proces, czy nie.

Kuźma

Którego ogrodnika?

Oleś

Tego ze studni. Tego, pamiętasz, co chciał ci wmówić, że to wcale nie futro, tylko zwykły miś.

Kuźma

Niech on nie zawraca głowy. Ogrodnik już dawno był. Przecież dostał za niego czapę dwa lata temu.

Oleś

Jesteś tego pewny? Pamiętam, że była kiedyś o nim mowa, ale...

Kuźma

Jak była mowa, to i proces też był.

Oleś

Masz rację, Kuźma, tak jest... był. (stuka w prawą ścianę)

Kuźma

Co tam stukasz?

Oleś

Nic. Mówię Ciarze, żeby dał znać, jak przypomni sobie kogoś innego. ...Kuźma.

Kuźma

Czego chcesz?

Oleś

A ten gość, co wtedy przy stacji...?

Kuźma

Jaki gość?

Oleś

Ten w tym futrze z małp nie z małp. Co to nikt nie wiedział, z czego ono właściwie jest...

Kuźma

Ten z tą złotą papierośnicą?

Oleś

No ten... Za niego nie mieliśmy jeszcze procesu.

Kuźma

Nie. Nie mieliśmy.

Oleś

A widzisz... Nie mówiłem, że jeszcze coś sobie przypomnę. Trzeba go natychmiast zgłosić śledczemu. Kuźma, ja stukam do drzwi.

Kuźma

Nie trzeba, Oleś.

Oleś

Dlaczego?

Kuźma

Nie trzeba. Za to nie wytoczą nam procesu. To jedyny facet, któremu zdjąłem futro i żyje.

Oleś

Jak to, żyje?! To ty wtedy nie zabiłeś go?!

Kuźma

Nie. Nie zabiłem.

Oleś

(rozpaczliwie) Dlaczego, Kuźma?! Kuźma... dlaczego?!

Kuźma

To facet z jakiejś politycznej opozycji. Wiesz, że zawsze starałem się nie zadzierać z takimi. Co to mi za interes mieć na karku tajniaków i jeszcze jakąś nielegalną organizację. Trochę ich znam, Oleś. Z nimi to już naprawdę nie ma żartów.

Oleś

Kuźma...

Kuźma

Czego?

Oleś

A może i Zdzisio żyje? Co, Kuźma. O Jezu kochany, nie daj Bóg.

Kuźma

Eee...

Oleś

No bo gdzie by się mogły podziać te zwłoki.

(przerywnik) Kuźma

(przy oknie, zza którego słychać odgłosy stacji; chichocze) Popatrz no, Oleś. Ten czarny kot, co tu stale chodzi. Złapał w kuchni mysz i chciał wyleźć z nią przez okno. A pod oknem stoją już kotły z zupą. Mysz wyskoczyła mu z pyska i wpadła do zupy. No, chodź, popatrz tylko, jak on ją teraz łowi.

Oleś

Kuźma, prosiłem cię, żebyś potrzymał ręce.

Kuźma

Jak Boga kocham, poparzy sobie całą łapę. Co mówiłeś?

Oleś

Żebyś tu przyszedł i potrzymał ręce.

Kuźma

A daj mi spokój, trzymaj sobie sam.

Oleś

Nie mogę sam. Mówiłem ci, że mam za mało siły. Proszę cię, Kuźma, chodź. To nasza ostatnia szansa.

Kuźma

(podchodząc do stołu) I to ma się ruszyć?

Oleś

Ruszy się. Na pewno się ruszy. Tylko musisz w to włożyć wszystkie siły. Musisz natężyć się, napiąć, a najlepiej w ogóle wstrzymać na chwilę dech. Zobaczysz, że się ruszy.

Kuźma

No już.

Oleś

Dobrze. Trzymaj tak, trzymaj ręce... (chwila milczenia) Duchu przyjaciela naszego Zdzisia, wzywamy cię, przyjdź! (milczenie) Duchu, my, przyjaciele twoi, wzywamy cię, odezwij się. (milczenie)

Kuźma

To nie może być miska. To powinien być porcelanowy talerzyk.

Oleś

Powinien, ale skąd go wziąć?

Kuźma

Ja tam nie wierzę, żeby Zdzisio chciał przyjść. (opuszcza ręce)

Oleś

Przyjdzie, przyjdzie na pewno. Nie odchodź, Kuźma. Jeszcze tylko raz. Duchu Zdzisia, przyjaciela naszego, wzywamy cię, przyjdź! (milczenie)

Kuźma

On się boi.

Oleś

Czego ma się bać. Przecież już raz żeśmy go zabili. Nie możemy go zabić po raz drugi. (nagłe gwałtowne uderzenie miski o stół) Jest!

Kuźma

Ruszyłeś miską.

Oleś

Nie ruszyłem, to on. Duchu, duchu, czy to ty?

(rumor miski) Kuźma

O rany boskie! Niech skonam, to chyba on. Pytaj, pytaj go! (hurkot miski uciekającej w przeciwny kraj stołu) Co on? Ucieka? Oleś, czy to tak ma być?

Oleś

Nie, Kuźma, nie powinno. Nie ruszaj! Nie ruszaj! Nie łap go! (przechodzą na drugi kraj stołu, miska wraca na poprzednie miejsce)

Kuźma

Mówiłem ci, że się boi.

Oleś

Boi się, ale chce z nami mówić. Gdyby nie chciał, rzuciłby miską o podłogę. Chce mówić, tylko woli trzymać się z daleka.

Kuźma

Niech powie tylko, gdzie leży. Wyjaśnij mu, do czego nam to potrzebne. Zdzisio zawsze był podejrzliwy.

Oleś

Duchu Zdzisia, przyjaciela naszego, nie odmawiaj nam swojej pomocy. Zapomnij krzywdę, jaką ci wyrządziliśmy i...

Kuźma

Nie tłumacz się. Wal prosto z mostu. Ze Zdzisiem zawsze trzeba było ostro. Jak zaczniesz obwijać w bawełnę, to nie wyciągniesz od niego ani słowa.

Oleś

Duchu, duchu... Przypomnij sobie ludzką mowę i powiedz nam, gdzie zagrzebane jest twoje ciało. Duchu, duchu, czy daleko stąd? (milczenie) Duchu, prosimy cię, odezwij się.

(miska stuka alfabetem Morse’a) Kuźma

Cicho, mówi!

Oleś

(sylabizując) A k o r f i u t...

Kuźma

Co to znaczy?

Oleś

Nie wiem.

Kuźma

On się z nas zgrywa.

Oleś

Nie, Kuźma. Duch nie może się zgrywać.

Kuźma

No to niech gada do rzeczy. Powiedz mu, że zaczynam tracić cierpliwość.

Oleś

Uspokój się, Kuźma. On sobie przypomina ludzką mowę. (sylabizuje) K u r d e m u l a...

Kuźma

To skurwiel. On nigdy nie mógł przypomnieć sobie tego, co mu było niewygodne.

Oleś

O Jezu, Kuźma, zabijesz mnie!

Kuźma

Co się stało?

Oleś

Rany boskie, Kuźma. Jak mogłem zapomnieć! Przecież Zdzisio nie mógł znać Morse’a. On ani czytaty, ani pisaty. Kompletny alfabeta.

Kuźma

To po jaką cholerę tu lazł? Powiedz mu, żeby lepiej zabierał się stąd.

(miska kołuje chwilę w drugim końcu stołu i spada na ziemię) Oleś

Poszedł.

Kuźma

I chwała Bogu. Co mi to za rozmowa z taką ciemnotą, co nawet nie potrafi wytłumaczyć, gdzie jej własny grób. (stukanie z lewej) A tam znowu kto?

Oleś

Nowy sąsiad, Kuźma. On już stukał dwa razy. Pogadać z nim?

Kuźma

A o czym? O czym będziesz gadał z takim sąsiadem na jeden dzień?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Mogę nie gadać. Jak sobie chcesz.

(stukanie z lewej powtarza się kilkakrotnie) Kuźma

(podchodząc do drzwi) Popatrz, Oleś, ten nasz szef to wcale nie najgorszy chłop. Położył nam na progu niby to papier do kibla, a w gruncie rzeczy gazetę.

Oleś

Po diabła nam gazeta?

Kuźma

A tak sobie, do poczytania. Całkiem świeża gazeta. W kawałkach, ale całkiem świeża. (siada na łóżku, składa kawałki) Nie, czekaj... to niemożliwe...

Oleś

Co niemożliwe?

Kuźma

To, co piszą. Piszą, że wczoraj ogłoszono amnestię .

Oleś

Amnestię?!

Kuźma

Amnestię. Tak piszą. Stoi czarno na białym. „W dniu wczorajszym zatwierdzono ostatecznie wniosek”... Słuchasz, Oleś?

(stukanie z lewej powtarza się) Oleś

Słucham, Kuźma, słucham...

Kuźma

„...wniosek o amnestii. Akt ten, od dawna oczekiwany przez społeczeństwo” tak piszą, przez społeczeństwo… „nabiera mocy prawnej z chwilą jego ogłoszenia.”

Oleś

Znaczy się od wczoraj.

Kuźma

Od wczoraj.

Oleś

Nie, Kuźma, nie wierzę. Nie wierzę! Jak to rozumieć? Czyli że, nie, Kuźma. To nieprawda – jesteśmy uratowani!

Kuźma

Tu pisze, że amnestia obejmuje wyroki do lat pięciu.

Oleś

Jak to do pięciu? I to wszystko, Kuźma? Nie, to niemożliwe!

Kuźma

Nie, poczekaj... Wyroki do lat dziesięciu – na połowę. Do piętnastu – na dziesięć... Dożywocie...

Oleś

A o karze śmierci?! Jest coś o karze śmierci?!

Kuźma

Zaraz... Jezu, co za człowiek... Nie da nawet spokojnie przeczytać gazety. Dożywocie, piszą, że na lat piętnaście. Hm, piętnaście... O, jest i o najwyższych wymiarach kary... „Wyroki śmierci bez względu na rodzaj przestępstwa”... Słuchaj, Oleś, bo to ważne. (stukanie z lewej i przejeżdżający pociąg osobowy) O Jezu, Oleś, nie wydzieraj mi gazety. „...bez względu na rodzaj przestępstwa... zamienione zostają na karę dożywotniego więzienia”. Znaczy się, słusznie powiedziałeś, że w pewnym sensie jesteśmy uratowani.

Oleś

Nie, Kuźma, nie wierzę... My tutaj zachodzimy w głowę, jak znaleźć zwłoki Zdzisia, jakby tu sobie o te sześćdziesiąt dni, a tu... Nie, to jest wprost nie do pojęcia. I pomyśl tylko, że wszystko zawdzięczamy społeczeństwu. Pamiętasz, Kuźma, że zawsze wierzyłem w nasz naród.

Kuźma

Pamiętam, Oleś, pamiętam. Ale poczekaj, bo tutaj nic nie pisze, g d z i e właściwie jest ta amnestia.

Oleś

Jak to gdzie?

Kuźma

No bo tu wcale nie pisze, że u nas. Pisze tylko, że jest.

Oleś

Jak pisze, że jest, to jasne, że u nas. Pamiętasz, mówili przecież, że ma być.

Kuźma

Kto mówił?

Oleś

Nie pamiętam. Wszystko jedno kto. Ważne jest, że mówili. A zresztą gdzie by miała być? Jakby to było gdzie indziej, nie pisaliby w naszej gazecie. Po co nasza gazeta miałaby pisać o jakiejś amnestii gdzieś tam, licho wie gdzie?

Kuźma

Zastukaj, Oleś, do Ciary. On na pewno ma ten brakujący kawałek.

Oleś

Dobrze, Kuźma. (stuka. Ciara odpowiada) Ciara mówi, że nie dostał żadnej gazety. (długie milczenie, w czasie którego słychać turkot furki).

Kuźma

To zastukaj do tego z powieszalni. On musi to mieć.

Oleś

(stuka, milczenie) Tam się nikt nie odzywa. (stuka znowu — milczenie) Nie odzywa się nikt.

Kuźma

Jak to nikt? Przecież dopiero co ktoś tam był.

(gwizd i jazgot przelatującego ekspresu) Oleś

(po długim milczeniu) Trzeba zapytać kogo innego.

Kuźma

To już niepotrzebne.

Oleś

Dlaczego?

Kuźma

Bo jeśli jest ta amnestia, to obowiązuje od wczoraj. No i dotyczyłaby nie tylko nas ale i tamtego. To chyba jasne. Czego tak patrzysz? Nie rozumiesz?

(zbliżające się głuche kroki na korytarzu) Oleś

(cofa się pod ścianę) Idą... Kuźma, idą po nas.

STRAŻNIK

(otwiera drzwi) Kuźma, mam dla was dobrą wiadomość. Wasz przyjaciel, Zdzisio, znalazł się. Musiał być bardzo poruszony tym, coście mu zrobili, bo przeniósł się jeszcze z ciałem dobre dziesięć kilometrów od tych ruin, w których go zostawiliście.

(przerywnik) Kuźma

(nuci) „Dwunasta wybiła na miejskim zegarze, więźniowie cichym snem śpią, ale nie wszyscy, bo jeden z nich marzy…”

Oleś

Kuźma, czy my naprawdę nie mamy już innego wyjścia?

Kuźma

A dlaczego pytasz?

Oleś

Bo z tym rewolwerem to wydaje mi się bardzo ryzykowne. Szef na pewno pozna, że to z chleba.

Kuźma

Nie sądzę, Oleś. Tak odrobiony rewolwer mógłbyś nawet sprzedać u rusznikarza. Zobaczysz, że szef ustosunkuje się do niego bardzo poważnie.

Oleś

Być może, Kuźma. Ale co potem?

Kuźma

Potem weźmiemy klucze, wypuścimy Ciarę i każemy sobie otworzyć bramę.

Oleś

Jesteś pewny, że nam się to uda?

Kuźma

Niczego nie jestem pewny. Może nam się na przykład złamać klucz. (nuci)

Oleś

Kuźma

Kuźma

Czego chcesz?

Oleś

Dajmy temu spokój. Miałem dzisiaj niedobry sen. Nie wierzę, żeby udało nam się dojść chociażby do bramy. Zobaczą nas z wieżyczki... Nie, Kuźma... Ja nie chcę... Zabiją nas.

Kuźma

Aleś ty dziecinny, Oleś. Jutro czy tak czy owak zrobią z nami to samo.

Oleś

Wiem, Kuźma, ale do jutra to jeszcze cały dzień.

(kroki na korytarzu) Kuźma

No, idzie szef.

Kuźma

Kuźma, proszę cię, to naprawdę skończy się bardzo źle.

Kuźma

Weź się, Oleś, w garść. I jak szef otworzy, to żebyś nie zapomniał, co do ciebie należy.

STRAŻNIK

(otwiera drzwi) Wpędzicie mnie do grobu tymi przeciągami.

Kuźma

Zamknij, Oleś, okno. Po co ma być słychać hałas.

(Oleś zamyka) STRAŻNIK

Co to ja chciałem powiedzieć? Aha... Pytałem wczoraj wszystkich znajomych, czy nie wiedzą czasem o jakichś leżących gdzieś luzem zwłokach. Bo to przecież żadna zbrodnia, gdybyście się tak do nich przyznali.

Oleś

Słyszysz, Kuźma?

Kuźma

Słyszę. No i co? Co znajomi?

STRAŻNIK

No i nic. Mówią, że tu są gdzieś jedne w pobliżu, ale to sprzed stu lat. Nie wiem, czy takie na coś by się wam zdały.

Kuźma

Chyba nie, szefie. Zresztą my już mamy zupełnie inne plany. Jak Bóg da, to jakoś wyjdziemy z tych opresji.

STRAŻNIK

Pięknie mówisz, Kuźma. A ja już myślałem, że z ciebie zupełny niedowiarek. Wyjdziecie... Na pewno wyjdziecie. Wszystko przecież jest w rękach Boga.

Kuźma

Z wyjątkiem kluczy. Nieprawda, Oleś?

STRAŻNIK

(z nagłym przerażeniem) Co ty, Kuźma?! Skąd ty masz ten rewolwer?! Czego ty ode mnie chcesz?!

Kuźma

Klucze!

(głuche uderzenie, Strażnik osuwa się z jękiem) Oleś

Poczekaj, Kuźma. Idę z tobą. Nie zostawiaj mnie.

Kuźma

No to wychodź! Pospiesz się!

(wybiegają na korytarz. W celi chwila ciszy, po czym gwałtowne walenie pięścią w prawą ścianę) Oleś

(wracając zdyszany do celi) Matko Najświętsza, co ja zrobiłem!!

Kuźma

(także wpada zdyszany i zdenerwowany) Co ty tu robisz?! Dlaczego nie wypuszczasz Ciary?!

(walenie w prawą ścianę powtarza się) Oleś

Nie mogę, Kuźma. Nijak nie mogę.

Kuźma

Dlaczego nie możesz? Dawaj klucze!

Oleś

Kuźma, zabijesz mnie.

Kuźma

Dawaj klucze!

Oleś

Kiedy nie mam...

Kuźma

Nie masz?! Jak to nie masz? Przecież ci dałem. Miałeś wypuścić Ciarę.

Oleś

Nie mam. Wyrzuciłem przez okno. W korytarzu.

Kuźma

Wyrzuciłeś?! Klucze! Dlaczego?!

Oleś

Mówię, Kuźma, że zabijesz mnie. Ty w to nie wierzysz, ale ten czarny kot...

Kuźma

Kot?! Jaki kot?!

Oleś

Ten czarny, co tu stale łazi, przeleciał mi drogę. Kuźma, zrób ze mną, co chcesz, ale jak czarny kot przetnie drogę... Przysięgam ci, Kuźma, że zabiliby nas...

Kuźma

Gdzie klucze?!

Oleś

Już ci mówiłem. Leżą na podwórzu.

Kuźma

Ty bydlaku! To ja po to pootwierałem wszystkie kraty, żebyś ty przy ostatniej wyrzucił je przez okno...!

Oleś

Przysięgam ci, Kuźma, że nie wyrzuciłbym nigdy, gdyby nie ten czarny kot...

Kuźma

Ech, ty wisielcu, ty...

Gwałtowne stukanie z prawej. Kuźma

(uspokoiwszy się nieco) Powiedz Ciarze, żeby przestał się dobijać. On myśli, że wyszliśmy bez niego. Uspokój go i powiedz, że klucze połamały się w zamku. I niech się przygotuje do zmiany miejsca. Jutro wszyscy trzej spotkamy się na powieszalni.

(Oleś stuka, jednocześnie odzywa się stukanie z lewej) Kuźma

Tam znowu ktoś jest? Czego on chce? No, czy nie można zwariować od tego cholernego pukania...

Oleś

(radośnie) Kuźma! Kuźma! O rany Boskie, Kuźma!

Kuźma

Co się stało?

Oleś

Kuźma, jak pragnę wolności, zdaje się, że uderzyłem za mocno. Szef nie żyje. Nie żyje, o ile się na tym znam.

Kuźma

Szef? Nie żyje? (bierze Strażnika za rękę, puszcza, ręka opada bezwładnie) Chyba nie żyje. Trzeba natychmiast zawiadomić o tym wydział śledczy. Skocz no, Oleś, na korytarz. Ale to na jednej nodze.

Oleś

Już się robi, Kuźma. Już się robi. A widzisz, zawsze mówiłem, że ten strażnik przyniesie nam kiedyś szczęście.

(przerywnik) Kuźma

Cholera, ten stół. Zawsze mówiłem, żeby go postawić pod ścianą. Gdzie człowiek nie chciałby się ruszyć, stale musi go omijać. Pomóż no, Oleś, przesuniemy.

Oleś

(z drugiej strony stołu) A po co, Kuźma. Trzy lata tak stał.

Kuźma

No stał. Ale sam powiedz, co za pomysł postawić stół na samym środku celi.

Oleś

A co w tym złego. W domu też miałeś stół na samym środku.

Kuźma

W domu. W domu to zupełnie co innego. I żeby to jakiś porządny stół. Ale taki stary, ciężki grat. Nawet pogadać swobodnie nie można. Jak ja tu, to ty gdzieś aż tam.

(ciągnie stół pod ścianę) Oleś

Zostaw, Kuźma, niech stoi, jak stał. (po pauzie) Kuźma, wymyśl coś.

Kuźma

Powiedziałem już raz, że nie jestem od wymyślania. Inna rzecz mówić prawdę a inna łgać. Trzy lata ujechaliśmy na prawdzie. Na kłamstwie nie ujedziesz trzech dni.

Oleś

Ale zlituj się, Kuźma, skąd tej prawdy tyle brać. Od śmierci szefa nie mamy już nic a nic do powiedzenia. Kończy się nasz ostatni wyrok. Powieszą nas.

Kuźma

A niech powieszą. Lepiej wisieć za prawdę, niż żyć trzy dni dłużej jako łgarz... No cholera mnie już bierze na ten stół! Czy można się dogadać na taką odległość?! Jak ja tam, to ty tu. No, pchnijmy go, Oleś, pod ścianę!

Oleś

Kuźma, błagam cię, zostaw go.

(stukanie z prawej) Kuźma

Cholerny grat...

(stukanie powtarza się)

A ten czego znowu chce?

Oleś

Cicho, Kuźma. To może być coś ważnego. (stukanie) Z Ciarą jest coś chyba źle.

Kuźma

Dlaczego?

Oleś

Zdaje się, że padło mu na mózg. Mówi całkiem od rzeczy.

Kuźma

Ciara? To nie może być.

Oleś

Kiedy tak. Mówi, że jak chcemy, to on doniesie śledczemu, że zabiliśmy muchę. Twierdzi, że za muchę też mogą nam coś dać.

Kuźma

Co on się wygłupia. Powiedz mu, że to nie jest pora na żarty.

Oleś

(stuka, Ciara odpowiada) On mówi, że to wcale nie jest żart. Że muchy poszukują od trzech lat. I że nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy żyje, czy nie. On chyba ma na myśli tego Muchę, co sprzątnął nam sprzed nosa jubilera a potem tę wdowę po kuśnierzu. Nie pamiętasz Kuźma? Mało nie trafił nas wtedy szlag.

Kuźma

Jasne, że pamiętam. Parę lat temu zrobił ostatni skok i przepadł jak kamień w wodę. Mucha... taaak Mucha... Czekaj, Oleś, bo to nawet nie jest zła myśl. Powiedz Ciarze, że może spróbować. Tylko niech mu się język nie poplącze i niech nie powie, że zabił go sam.

Oleś

(stuka, Ciara odpowiada) On mówi, żebyśmy się o to nie martwili. I dziękuje nam za szefa. Powiada, że to bardzo ładnie z naszej strony, że przypisaliśmy mu współudział w tym zabójstwie. Jest nam szczerze zobowiązany.

Kuźma

Już dobrze, dobrze... Zapytaj go, co mamy mówić. Kiedy zabiliśmy Muchę i gdzie. Nie lubię, jak w zeznaniach brakuje nam zgodności.

Oleś

(stuka) On już poszedł, Kuźma. Słyszałem, jak trzasnęły drzwi.

Kuźma

Chytry, skurczy syn.... Czy mówił jeszcze coś?

Oleś

Powiedział, że jak wróci, to zaraz da nam znać.

(stukanie z lewej) Kuźma

Tam znowu jakiś wisielec? Odstukaj mu Oleś. Powiedz, że tu jest pokój służbowy dyżurnego kata. Że wszystko jest już gotowe i że niepotrzebnie się niecierpliwi.

Oleś

(podchodzi do lewej ściany, stukanie z lewej) Kuźma, ten facet mówi, że bardzo żałuje, że już nigdy nie zdąży się nawet z nami zobaczyć. Twierdzi, że wiele słyszał o tobie i miał wielką ochotę poznać cię.

Kuźma

Nie jestem usposobiony towarzysko. Powiedz mu to.

Oleś

(stuka, odpowiada stukanie) On mówi, że przed chwilą rozmawiał ze strażnikiem i że strażnik powiedział mu, że jak tylko go powieszą, to zaraz przyjdzie tam następnych trzech. On jest pewny, że to będziemy my. I żałuje, że miniemy się z nim.

Kuźma

To niech żałuje. Ja tam nie mam ochoty na nowe znajomości. Powiedz mu to.

(pociąg osobowy) Oleś

(stuka raz i drugi, nikt nie odpowiada) Powiedziałem mu, Kuźma. Nie odzywa się już. Pewnie się obraził. Nie trzeba było tak ostro. To jakiś ambitny gość. I w dodatku twierdzi, że słyszał o tobie.

Kuźma

(podchodząc do okna) Wyczytał pewnie w gazecie. Nie lubię, Oleś, jak mi się klei taki ktoś. (nuci) „...i pilnik cienki jak włos...” (turkot fury) No, jest i furka. Zastukaj do Ciary, może już wrócił.

Oleś

(stuka w prawą ścianę) Nie odpowiada, Kuźma. Nie ma go.

Kuźma

Po cholerę on tam tak długo siedzi? Wiersze czyta śledczemu czy co?

Oleś

Może go udusił?

Kuźma

Bez naszego udziału?

Oleś

No, sam mówisz, że Ciara zawsze był egoistą.

Kuźma

Jasne, że był. Znam go jak zły grosz. Cholera zimno. Taki już jesienny chłód. Ludzie oblekli się w jesionki. Tylko patrzeć, jak spadnie śnieg. (po pauzie) Wiesz, Oleś? Ciekaw jestem, czy dostalibyśmy czapę za tego tam...

Oleś

Za kogo, Kuźma?

Kuźma

Za tego, co obok. Za tego, co mówi, że chciałby nas poznać.

Oleś

Jego zaraz powieszą.

Kuźma

No właśnie. A gdybyśmy tak powiesili go my. Dostalibyśmy coś za to, czy nie?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Chyba tak. A myślisz, że można by się dostać tam?

Kuźma

Nie. Ja tak tylko, ogólnie. (stukanie z lewej) Posłuchaj, Oleś, czego on tam jeszcze chce.

Oleś

On mówi, że już otwierają drzwi. Jeszcze raz wyraża żal, że nie mógł poznać cię i przekazuje ostatnie pozdrowienia. I jeszcze przeprasza cię...

Stukanie urywa się. Kuźma

Za co przeprasza?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Przerwali mu. (gwizd i jazgot przelatującego ekspresu. Po chwili głębokiego milczenia) To głupio tak przerwać człowiekowi w pół zdania.

Kuźma

Głupio, ale czegoś ty tak zbladł, wyglądasz, jakby to już ciebie powiesili.

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Jakoś jestem uczulony na te pociągi. Cholernie denerwują mnie. I coś mi się tak wydaje, że tym razem to już naprawdę nasz ostatni dzień.

Kuźma

Być może, Oleś. Tylko nie zacznij mi opowiadać swoich snów.

(stukanie z prawej) Kuźma

No, nareszcie Ciara. A już myślałem, że wystawił nas do wiatru. Zapytaj go, Oleś, czy udało się.

Oleś

On pyta, czy tu ktoś jest.

Kuźma

Powiedz, że wszystko w porządku. Że jesteśmy.

Oleś

Tak jest, Kuźma. (stuka, odpowiada stukanie) On pyta, czy tu jest jeden, czy dwóch.

Kuźma

Czy on oszalał? Powiedz, że Kuźma i Ciara

jest nas dwóch

. Niby gdzie mielibyśmy się podziać przez ten czas?

Oleś

(stuka, odpowiada stukanie) Kuźma, z nim jest coś nie w porządku. Pyta nas, jak się nazywamy.

Kuźma

Co takiego?

Oleś

No mówię, pyta, jak się nazywamy, Kuźma... Kuźma... To chyba nie jest Ciara. To jakiś zupełnie inny gość.

(stukanie z lewej) Kuźma

Cicho! Tam znowu ktoś jest.

Oleś

Ciara. (podbiega do lewej ściany) Ciara, to ty? (stukanie) To Ciara. Mówi, że nie udało się. Mucha od dwóch lat siedzi na karze śmierci i tak jak my sprzedaje swoje zwłoki. Śledczy wyśmiał go i kazał zaprowadzić wprost na powieszalnię. Mówi, że zaraz mają i po nas przyjść.

Kuźma

No tak. Od razu mówiłem, że na kłamstwie daleko nie ujedzie. (stukanie) Czego on jeszcze chce?

Oleś

On mówi, że tu jest jakiś napis na ścianie. Jakiś gryps do ciebie.

Kuźma

Do mnie?

Oleś

Do ciebie. Ciara mówi, że tam pisze, żebyś nie gniewał się za tę wdowę i jubilera. Że ten, co pisał ten gryps, jak nigdy w życiu potrzebował wówczas pieniędzy. I tylko dlatego uprzedził cię.

Kuźma

To Mucha. Taaak, to był Mucha. Jak to ładnie z jego strony. Zawsze myślałem, żeby poznać go. To byłby, Oleś, wspólnik... Nie masz pojęcia, co to był za gość. (przesuwa stół)

Oleś

Co ty robisz, Kuźma?

Kuźma

I pomyśl, Oleś, siedział tu niedaleko tyle lat. I dzisiaj stukał zza tej ściany, a ja nie odezwałem się. (ciągnie stół)

Oleś

Po co ciągniesz ten stół?

Kuźma

O Jezu, Oleś, już ci mówiłem, że nic mnie tak nie irytuje jak ten grat. No bo co za idiota wymyślił, żeby postawić go na środku. Gdzie się tam chowasz? Pomóż mi.

Oleś

Ja nie chcę, Kuźma! Zostaw go!

Kuźma

O rany boskie, co za facet. I co mu za różnica, tu czy tam. (dosuwa stół do ściany) No i nie lepiej tak? Pan Bóg mnie pokarał takim wspólnikiem. Ja się szarpię z tym gratem, a on już klęczy. I znowu będzie się modlił. Jak Boga kocham, że mam już tego dość.

Oleś

(przejmująco) Kuźma, nie...!

Kuźma

No, czy nie może człowieka trafić szlag? Ja do niego jak do brata... ja do niego z wyciągniętymi rękami, a on przede mną na kolana. Jak pies. Wstań, Oleś! Przynajmniej jak mówię do ciebie, to wstań. (zbliża się ciężkimi krokami)

Oleś

Co ty chcesz zrobić, Kuźma? Nie podchodź do mnie! Nie podchodź! Nie ruszaj mnie...!

KONIEC