Zaloguj się
Cytuj

"Czapa - próba"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Czapa - próba, Janusz Krasiński
Data aktualizacji: 11 październik, 2020
Skazaniec siedzi pośrodku celi na taborecie z namydloną twarzą; Kuźma wzburza pędzlem pianę na jego brodzie; po chwili odstawia pędzel, ostrzy brzytwę na pasku i zabiera się do golenia; Oleś modli się żarliwie, klęcząc na łóżku. OLEŚ Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków... KUŹMA (ciągnąc brzytwę pod włos) Może będziecie się śmiać... ale wam powiem. We fry¬zjerskim zawodzie to zupełnie jak w dyplomacji. No tak. Bo na przykład: Przychodzi do zakładu jakiś gość i za¬czyna ci wylewnie... Na temat życia, na temat wolno¬ści... no i tak w ogóle. A ty golisz go i słuchasz... Oleś, nie ma tam już tego mydła? Wiesz, tego, co przyniósł ten pan. OLEŚ (przerywając modlitwę) Nie ma, Kuźma, zmydliło się. KUŹMA Cholernie Szkoda, takie dobre mydło... No więc słuchasz, co on mówi, i myślisz sobie tak: Diabli wiedzą, co to za gość. Niby mówi szczerze, a w gruncie rzeczy licho cholera go wie. Powiesz mu, że uważasz tak samo jak on, to albo mu schlebiasz, że niby jego poglądy potwierdzają się, albo na drugi dzień wyleją cię z pracy. A powiesz, że nie zgadzasz się z nim, to się obrazi i więcej nie przyjdzie. A już najgorzej to go zaciąć. Zaraz ci powie, że to na tle różnicy poglądów. Jak Boga kocham, że tak jest. SKAZANIEC (rozbawiony) Tak jest, tak jest... Kapitalne! Znakomicie pan to pod¬chwycił. Jak w dyplomacji. Tylko że to już jest pesy-mizm. Sytuacja właściwie bezwyjściowa. Ale kto wie, czy nie jest najmądrzejszą rzeczą taka filozofia pesymizmu. „Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie, jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?!” Znacie, panowie, to? KUŹMA Niby co? SKAZANIEC No, ten wiersz. Nicości otchłanie... Przejmujące. Do szpi¬ku kości przejmujące. Ale prawdę mówiąc, to dzisiaj nie jestem nastrojony pesymistycznie. Miałem nawet opty¬mistyczny sen. Śniło mi się, że wychodziłem z więzienia. Klucznik otwierający mi bramę ubrany był na biało. I nie dacie, panowie, wiary... Poruszał się lekko, jak majowy wiatr. KUŹMA Oleś, co to znaczy, jak się śni wiatr? OLEŚ (przerywając modlitwę) Nie wiem, Kuźma, nie wiem. To jakiś dziwny sen. SKAZANIEC Nader dziwny. Ale miły. A potem też wszystko na biało. Drzewa, łąki, mgła... Ale najpiękniejsze to było to, że kiedy zechciałem, mogłem zupełnie swobodnie unosić się w tej przejrzystej mgle. OLEŚ (żarliwiej) Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci... KUŹMA (wygalając pod samą grdyką) Tak się panu śniło? Ciekawe. Ciekawe, Oleś, nie? SKAZANIEC Prawda, że ciekawe? A wie pan, że ja wierzę w sny.? OLEŚ Kuźma, nie mógłbyś skończyć już z tym goleniem? KUŹMA A bo co? OLEŚ Bo to zgrzyta. Wiesz przecież, jak nie lubię zgrzytów. Zaraz mi tak jakoś dziwnie zimno w pięty. (modli się) KUŹMA O rany, Oleś, a czy ja się wtrącam do twoich pacierzy? „Wieczne odpoczywanie i wieczne odpoczywanie...” Też przecież człowieka może trafić szlag. SKAZANIEC Bo pan goli pod włos. Naprawdę ledwo można usiedzieć. Nie ma pan zbyt lekkiej ręki. KUŹMA Ja? Ja nie mam lekkiej ręki?! Oleś, czy ja nie mam lek¬kiej ręki? No powiedz, Oleś, powiedz sam... OLEŚ Nie wiem, Kuźma. To pewnie zależy od brody. Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie... wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie… SKAZANIEC Czego to kolega Oleś tak się dzisiaj modli? KUŹMA To pan nie wie? On tak co rok. Oleś, odpowiedz panu na pytanie. OLEŚ (wyrwany z modlitwy) Co mam odpowiedzieć? KUŹMA No, dlaczego się tak modlisz. OLEŚ Aaa... Dlaczego się modlę? Dzisiaj Dzień Zaduszny. Kuź¬ma, pomodliłbyś się i ty. Otwiera się krata, staje w niej Strażnik. STRAŻNIK II Tak sobie się golicie, a? A kto weźmie te miski, a? Myślicie, że będę sobie parzył palce, żeby takim jak wy dać jeść. KUŹMA Skocz no, Oleś! Widzisz przecież, że ja nie mogę. Co tam dzisiaj na obiad, panie szefie? STRAŻNIK A co to was obchodzi? Ja mam z wami w ogóle nie mówić. Skończyliście to golenie czy jeszcze nie? KUŹMA Już, panie szefie, już oddaję brzytwę. (wykonuje ostatnie ruchy przy goleniu, składa brzytwę i zbliża się do drzwi) Polecamy się na przyszły raz. Nie ma pan pojęcia, jak te brody rosną. A pan też powinien się ogolić. Strażnik cofa się. KUŹMA Czego się pan tak wzdraga? Usiadłby pan na chwilę i załatwiłbym pana raz-dwa. Tamten szef golił się u mnie. No i stało mu się co? Ani razu go nie zaciąłem, a golił się tu parę lat. STRAŻNIK II Nawet mi nie wspominajcie. Już wolałbym... Połóżcie tę brzytwę na stole. Wezmę sam. KUŹMA (kładąc brzytwę) Jak sobie pan chce. Ja tam nigdy się nie napraszałem. SKAZANIEC (obmywając twarz w miednicy) A ja rano zgłaszałem się do pana, nie? Nie wypuścił pan mnie. Ileż można czekać? Czy mam stąd wyjść siłą? STRAŻNIK II Tylko bez gróźb! Tylko bez gróźb! Ale się tu dobrali. Co jeden, to lepszy gość. (do Skazańca) No to wychodźcie, wychodźcie już! Skazaniec bez pośpiechu wyciera twarz ręcznikiem w ręcznik, po czym rzuca go na łóżko i wychodzi z celi energicznym krokiem; Strażnik wycofuje się także, zamyka kratę. Kuźma i Oleś wydo¬bywają łyżki i siadają na swoich łóżkach z miskami na kolanach; zupa Skazańca zostaje na stole. KUŹMA (siorbiąc zupę) Taki drażliwy ten nowy szef. Nawet nie da powiedzieć do siebie słowa. Nie to co nasz dawny. (pauza) Szkoda, że go zmienili, Oleś, co? OLEŚ (z gorącą zupą w ustach) Szkoda, Kuźma, oj tak... KUŹMA A wiesz, co myślę? Myślę, że zmienili też kucharza. OLEŚ Możliwe, Kuźma, możliwe. KUŹMA Jestem tego nawet pewny. Nie zauważyłeś, że od kilku dni znacznie polepszyło się? No, powiedz, jadłeś kiedy przedtem taką dobrą brukiew? Jaka zawiesista. O... i mięso jest. Co to jednak znaczy dobry kucharz. Oleś... OLEŚ Słucham cię, Kuźma. KUŹMA Wiesz, myślę także o naszym nowym koledze. Przyjem¬ny gość. Tylko coś za często chodzi do lekarza. Żeby to czasem nie była jakaś poważniejsza sprawa. W tym wieku, Oleś, nigdy nie wiadomo. Byle wylew do mózgu, byle zawał... niebezpieczna rzecz. OLEŚ O Jezu, Kuźma!... KUŹMA No właśnie. Niech by mu się tak przytrafiło gdzieś na korytarzu... Wylew do mózgu, atak serca. Koniec. Idzie prosto na tamten świat. Bez naszej pomocy. Postaw mu, Oleś, zupę na kaloryferze. Niech się grzeje. Zimne jedzenie zabójcza rzecz. OLEŚ Oj tak, Kuźma, oj tak... (bierze miskę ze stołu i stawia na żeberkach kaloryfera) KUŹMA I zamieszaj. I Zobacz, czy nie ma jakich kości. I w ogóle. Pamiętasz, raz przytrafiło mi się szkło. Czego ty, Oleś, taki markotny? OLEŚ (długo i uważnie miesza zupę) Kuźma... Czy ty wiesz, za co on siedzi? KUŹMA Skąd mam wiedzieć? A co, mówił ci? OLEŚ No, zwierzał mi się wczoraj, jak ty żeś już spał. KUŹMA No i co? OLEŚ On siedzi za kontakty z obcymi mocarstwami. międzynarodowe. KUŹMA Nie?! Niemożliwe?! Nie okłamał cię? OLEŚ Nie, Kuźma, na pewno nie. KUŹMA A to skurczybyk - szpieg! OLEŚ No, szpieg... Myślę sobie, Kuźma, że nie najlepiej żeśmy trafili. Gdyby tak udało nam się kiedyś stąd wyjść, to przez taką głupią sprawę moglibyśmy mieć duże kłopo¬ty... z obcymi mocarstwami. KUŹMA Masz rację, masz rację, nieprzyjemna rzecz. OLEŚ Kuźma, a może by się tak wstrzymać... KUŹMA Ale zabiłeś mi, Oleś, klina. Cholera, nie mógł się trafić jakiś pierwszy lepszy gość, tylko od razu międzynaro¬dowy szpieg. Diabli nadali... Masz rację. Już wtedy w kolejce wydawał mi się podejrzany. Bo niby skąd takie futro? Ale nie ma rady, Oleś, trzeba ryzykować. Na wol¬ności zawsze łatwiej, a tu wykończą nas. Ty, a co to za kontakty? Nie powiedział ci? OLEŚ No, mówię... międzynarodowe. KUŹMA Tak, ale jakie, z kim? Oleś milczy. KUŹMA Czego nic nie mówisz? OLEŚ Czekaj, przypominam sobie. Jak to on powiedział... A, już wiem. Mówił, że kontaktował się... drogą napięć psychicznych. KUŹMA Co? Co to znaczy? OLEŚ Nie wiem, Kuźma. Mówił tylko, że przekazywał wiado¬mości drogą napięć psychicznych i że ktoś mu się włą¬czył na podsłuch i wtedy wpadł. Podobno to jakaś głoś¬na afera. KUŹMA Oleś, to jest coś nie w porządku. Nie mówił o jakiejś krótkofalówce albo czymś? OLEŚ Nie, Kuźma, nie mówił nic. Powiedział tylko, że jak się tak psychicznie napnie tak psychicznie, to prosto z głowy potrafi na dowolną odległość przekazać myśl. KUŹMA Jak to z głowy? Po prostu tak?... Tak po prostu? To niemożliwe, Oleś, czarował cię. OLEŚ Nie, Kuźma, nie czarował. Przecież skazali go. Mówił, że ten prokurator, co go oskarżał, to też potrafi tak... Znaczy, napiąć się i przekazać myśl. I on, to jest prokurator, nie miałby nic przeciwko temu napinaniu, tyle że nasz nowy kolega wykorzystywał to w celach wywia¬dowczych. I tylko dlatego skazali go. Nie, Kuźma, to prawda. Co my możemy wiedzieć, jakimi sposobami po¬sługuje się taki międzynarodowy szpieg. KUŹMA Cholera, rzeczywiście... Mówił jeszcze co? OLEŚ Już nic. Powiedział tylko, że takich facetów, co to potrafią tak napinać się, jest na świecie niemało. I że oni zawsze kontaktują się. Czekaj, jak się nazywa taki fa¬cet... Jak to on mówił... Zaraz sobie przypomnę... O, już wiem! Teofil!... Nie... teozof czy jakoś tak. Kroki na korytarzu, brzęk kluczy. KUŹMA Ciszej, Oleś, zdaje się, że wraca. Otwiera się krata, wchodzi Skazaniec. SKAZANIEC Słowo daję, panowie, samo serce. Bez przesady... wiel¬kie złote serce na dłoni. Cudowny wprost fenomen. Wi¬dać to zresztą od pierwszego wejrzenia. W każdym ru¬chu, w każdym geście. I to spojrzenie, panowie... To spojrzenie dobrego, rozumiejącego życie mędrca. Na¬prawdę jestem nim oczarowany. Ze świecą szukać takie¬go drugiego człowieka. OLEŚ (zachwycony samym przemówieniem) Słyszysz, Kuźma? KUŹMA Słyszę. Czy można wiedzieć, o kim mowa? SKAZANIEC O kim by, jeśli nie o naszym lekarzu. Geniusz dobroci. Prostota połączona z nieprzeciętnym intelektem. Współ¬czucie dla człowieka w niedoli... Sumienność i ofiarność. Kolego Oleś, czy można by prosić pana o trochę wody? OLEŚ Proszę, proszę, proszę bardzo... (podaje) SKAZANIEC Kto to powiedział, że lekarz-filozof równy jest bogom? OLEŚ Ja nie wiem. Kuźma, a ty nie wiesz kto? SKAZANIEC Lekarz-filozof. Tylko on trzyma mnie przy życiu. (wyjmuje z kieszeni buteleczkę z lekarstwem) Życie... życie, panowie. Czy nie zastanawia was, że cza¬sem postępujemy tak, jakby ono było czymś naprawdę rzeczywistym? Jak gdyby ono było zupełnie nie tym, czym w istocie swej jest? A przecież to tylko niezbyt wyrazisty majak aAbsolutu. Przedmiot jego bezustannie zmieniającego się snu. (wyciąga papierowy korek) A my, jak te bezrozumne istoty, staramy się je podtrzy¬mywać, przedłużaćyć je. Co za bezsensowne działanie! (podnosi flaszkę do ust, pociąga z niej i prędko zapija wodą) Pfy... ohyda! KUŹMA Czy można wiedzieć, co szanowny kolega pije? SKAZANIEC Lekarstwo. OLEŚ (jak echo) Lekarstwo... KUŹMA Wiemy, że lekarstwo, ale co to jest? SKAZANIEC (spogląda pod światło na buteleczkę) To? Spirytus. KUŹMA i OLEŚ (jednocześnie) Spirytus? SKAZANIEC Tak, salicylowy. Chcecie skosztować? OLEŚ Nie wiem, Kuźma, nie wiem sam. KUŹMA No, jeden łyk. (wyciąga rękę) SKAZANIEC To ma wprost zbawienny wpływ. Potęguje magnetyzm psychofluidów, przywraca trzeźwość umysłu. KUŹMA (popija) To jest pierwszorzędne!... Oleś, pycha!... Nawet nie spo¬dziewałem się. Chcesz łyk? OLEŚ Tylko jeden. (pije) KUŹMA No i co? OLEŚ W sam raz, Kuźma. W sam raz. KUŹMA No właśnie... (rozważa coś) Oleś... OLEŚ Słucham cię, Kuźma... KUŹMA Poczekaj no, bo właśnie przyszła mi taka myśl. Czy ty, Oleś... Jesteś taki wątły... Czy ty nie zgodziłbyś się cza¬sem do tego lekarza? SKAZANIEC Obawiam się... KUŹMA Czego się pan obawia? Jak ma dać, to da. Co to, nie wystarczy na was dwóch? SKAZANIEC Wystarczyć to wystarczy. Tylko czy mu się to nie wyda podejrzane? A zresztą, to naprawdę człowiek wielkiego serca. Nie, nie, nie sądzę. Chyba nie odmówiłby. (siada przy stole i zabiera się do czytania) KUŹMA No widzisz, Oleś, jaki z naszego kolegi pierwszorzędny gość. OLEŚ Zawsze to mówiłem, Kuźma. Międzynarodowy gość to zawsze pierwszorzędny gość. (do Skazańca całkiem już pogrążonego w czytaniu) Tutaj jest pańska zupa. Na kaloryferze, żeby nie wy¬stygła. SKAZANIEC (nie odrywając wzroku od książki) Zupa? Aaa... zupa. Nie, nie będę jadł. KUŹMA (zaniepokojony) Jak to nie będzie pan jadł? Dlaczego? SKAZANIEC (czyta coś półgłosem) Bo dzisiaj poniedziałek. KUŹMA No to co? SKAZANIEC Zwykle w poniedziałki w ogóle nie jadam. Robię sobie przerwę. (ślini palec i przekłada kartkę) Do piątku. W piątek znowu zaczynam jeść. OLEŚ Przerwę? Dlaczego? SKAZANIEC Takie mam zasady. I bardzo ściśle ich przestrzegam. To pozwala mi skupić się. OLEŚ Aha... KUŹMA Zaraz, zaraz... (liczy na palcach) Poniedziałek, wtorek, środa... Nie, to nie może być. Oleś, czy to możliwe, żeby ktoś wytrzymywał bez jedzenia cztery dni? OLEŚ Nie wiem, Kuźma, chyba nie. SKAZANIEC (podnosi głowę znad książki) Gdybyście, panowie, czytywali przynajmniej gazety, wie¬dzielibyście, że Gandhi wytrzymywał dni czterdzieści. I dlatego był najzdrowszym człowiekiem na świecie. (ponownie pogrąża się w czytaniu) OLEŚ To prawda, Kuźma, to prawda. Czytałem sam. KUŹMA (nieco rozdrażniony) Gandhi... Gandhi mógł sobie jeść albo nie. To jego rzecz. Ale tu jest więzienie, a nie zwykła stołówka. Tutaj nie ma żadnych przywilejów. Szpieg, nie szpieg... Daj no, Oleś, tutaj tę zupę. Co to znaczy, żeby facet nie chciał jeść?! Oleś podaje Kuźmie miskę; Kuźma stawia ją głośno tuż przed czytającym. SKAZANIEC (oschle) Kto powiedział „szpieg”?! To pan, panie Kuźma? Pan mnie obraża. Nie jestem żadnym szpiegiem. Jestem teozofem, a teozof to nie to samo co szpieg. Proszę to przy¬jąć do wiadomości. Zresztą wyłączam się. Wyjmuje z kieszeni dwa woskowe czopki i wtyka sobie w uszy. OLEŚ Ojej, Kuźma, co on robi? KUŹMA (cofa się zbity z tropu) Zatyka sobie uszy, żeby nas nie słyszeć. Skazaniec odkłada książkę, przymyka oczy i zastyga niby po¬sąg Buddy. OLEŚ Ojej! Ojejej! KUŹMA Czego jęczysz? OLEŚ Ty, Kuźma, on się napina! KUŹMA Jak to napina? OLEŚ No, tak... psychicznie. KUŹMA (zaniepokojony) Napina? I co, myślisz, że będzie się z kimś kontaktował? OLEŚ Nie wiem, Kuźma, ale chyba tak. O Jezu kochany, ale też trafił nam się gość. Wpatrują się znieruchomiali w zastygłego teozofa; po paru chwilach tego metapsychicznego napięcia rozlega się gwałtowne stukanie z pra¬wej. pukanie z lewej OLEŚ (wyrwany nagle z pełnego metafizycznych niepokojów nastroju) Ciara! KUŹMA Czego on tam chce? Oleś podbiega do ściany. OLEŚ (słuchając stukania) (nadsłuchuje) On mówi, że już wszystko wie. Powiada, że przed nim nic się nie ukryje. Dowiedział się, że jest tu z nami ja¬kiś trzeci gość i gratuluje nam. Ale też i ostrzega. Po¬wiada, że jak nie dopuścimy go do spółki, to on nas urządzi. Mówi, że postara się, żeby go nam zabrali. Na razie, powiada, możemy być spokojni, ale w ciągu naj¬bliższych dni wolałby już wiedzieć, w jaki sposób ze¬chcemy to załatwić. Gorąco odradza nam działanie na własną rękę. O Jezu, Kuźma! On naprawdę gotów urzą¬dzić nas... KUŹMA (mocno zaniepokojony) Co ty powiesz, Oleś?! Tak się wyraził? Dosłownie tak?... A cóż to za podejście do sprawy? Czy on zwariował? To przecież zupełnie niemożliwa rzecz.