Zaloguj się
Cytuj

"Czapa - próba"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Czapa - próba, Janusz Krasiński
Data aktualizacji: 11 październik, 2020
Noc. Wszyscy trzej w swoich łóżkach. SKAZANIEC (przez sen) Eureka! Eureka! OLEŚ (szeptem) Kuźma... KUŹMA (zaspanym głosem) Czego chcesz? OLEŚ Jemu się coś śni. KUŹMA A niech mu się śni. OLEŚ Ale jemu śni się jakaś kobieta. Taki stary i śni mu się kobieta. SKAZANIEC Eureka! Eureka! OLEŚ Słyszysz, Kuźma? Ciekaw jestem, ile ona może mieć lat. KUŹMA Pewnie ze sześćdziesiątkę. OLEŚ Nie, Kuźma. To musi być jakaś młoda dziewczyna. Taki starszy gość przy forsie to czasem znajdzie sobie... Kuź¬ma, widziałem przecież nie raz. KUŹMA O rany boskie, Oleś, dajże mi spać. OLEŚ A czy ja ci przeszkadzam? Mówię tylko, że on ma jakiś piękny sen. Dłuższa chwila ciszy. SKAZANIEC (przez sen) Jutro... Więc jutro... (zdecydowanie) Jutro wychodzę. OLEŚ (gwałtownie) Kuźma! Kuźma! KUŹMA Czego znowu chcesz? OLEŚ On mówi, że jutro wychodzi. KUŹMA Kto? OLEŚ No on. Powiada, że jutro... Czy mówił ci coś o tym? KUŹMA Nie, nie mówił. Jak to jutro? Bredzi pewnie przez sen. OLEŚ Nie, Kuźma, przysięgam ci, że nie. SKAZANIEC Genialna... Genialna myśl! No więc jutro... Cześć! OLEŚ Słyszysz? KUŹMA A to skurwiel! A tak przypuszczałem, że coś knuje. Ju¬tro, he... jutro. Oleś, to musi być jakiś szatański plan. OLEŚ Ciszej, nie przerywaj mu. SKAZANIEC Eureka! Eureka! Genialna myśl! KUŹMA Ty, a, co ma do tego ta Eureka? OLEŚ Nie wiem, Kuźma. Pewnie chce do niej wyjść. Jakbyś miał taką na wolności, to też by ci się do niej spieszyło. KUŹMA Masz, rację, Oleś. Czekaj... Ale jak stąd można wyjść? OLEŚ Nie mam pojęcia, Kuźma. Wiem tylko, że to nieprzecięt¬nie mądry gość. Widziałeś, ile on przeczytał książek? KUŹMA Iiiii... książek. Myślisz, że tam pisze, jak się wydostać z kryminału. OLEŚ Nic nie myślę, Kuźma, ale kto wie. Przecież nie czyta¬łeś. KUŹMA Nie. OLEŚ No widzisz, a ja czytałem raz. I wiesz, co tam pisało? Pisało, jak jeden facet uciekł z takiego więzienia, co to nikt z niego nie mógł się wydostać. Jak Boga kocham, tak pisało. SKAZANIEC (bełkocze przez sen) OLEŚ O Jezu, Kuźma... KUŹMA Ciszej, Oleś, może powie, jak stąd wyjść. Nasłuchują. Skazaniec chrapie. KUŹMA A to skurwiel, chrapie. Porusz go, Oleś, może jeszcze coś z siebie wydusi. OLEŚ (porusza śpiącego, bez skutku) Nie da rady, Kuźma. On sobie już wszystko obmyślił i śpi. KUŹMA (zagląda w twarz Skazańcow)i Śpi, rzeczywiście, śpi. Jaki to skryty, skurwiel, co? No już go zostaw, zostaw go. Jutro rano zrobimy mu, Oleś, przesłuchanie. Połóż się, połóż... Tylko pilnuj, żeby cza¬sem nie chciał nam zwiać. Układają się na powrót do snu; nagle Skazaniec zrywa się z łóżka i jak widmo zaczyna krążyć po celi. OLEŚ O Jezu, Kuźma! Kuźma, on wstał! Skazaniec zatrzymuje się i lunatycznym ruchem wyciąga z łóżka deskę; chwilę obraca ją w rękach, po czym zaczyna przymierzać ją w najrozmaitszy sposób do ściany. OLEŚ (szeptem) O Jezu, Kuźma, co on robi? KUŹMA Nie wiem, Oleś, coś kombinuje, ale niech skonam, jeśli domyślam się, co. To jakaś piekielnie wymyślna rzecz. Skazaniec odchodzi od ściany i staje z deską na środku celi. SKAZANIEC Ja... (wskazuje siebie) ja sam w sobie. Początek wynikania. Wszystko, co jest, wynika z mojego ja. Z mojego we mnie wnikania. Wszystko więc jest ja. Wszystko. KUŹMA Jak to ja? OLEŚ Csiii!... SKAZANIEC To... (wskazuje deskę) to też ja. Ja uzupełnione wnikaniem. I to też... (wskazuje ścianę) to też ja. Uzupełnienie uzupełnienia. Jest, co wnika we mnie. Co nie wnika, nie istnieje. Nie, nie. Nie tak. (próbuje od nowa) Ja... Ja sam w sobie. (wyciąga przed siebie ręce, przymyka oczy) KUŹMA Tyyy... To wariat. OLEŚ Nie, Kuźma, nie... KUŹMA No to czego się wygłupia? OLEŚ On się nie wygłupia. KUŹMA A co? OLEŚ Nie wiem, Kuźma, może zbiera myśli albo się skupia... Myślisz, że tak łatwo stąd wyjść. (po chwili) Ty, Kuźma, to może być prorok! KUŹMA Prorok? O rany, Oleś, wolałbym, żeby to był jakiś inny, cwańszy gość. OLEŚ Ciszej, Kuźma, csiii!... SKAZANIEC Ja... (wskazuje siebie) początek wynikania. Tak, dobrze. Dobrze było, tak... Nie wnikniętego nie ma. Jest tylko to, co wniknięte... I tyl¬ko to. Tak, właśnie tak... (stanowczo) Nie wnikać w siebie nic! Nie wniknięte przeze mnie... zanika. (znowu stanowczo) Zaniknąć sobą wszystko, co nie jest ja. (ze skupioną uwagą) Wszystko z wyjątkiem. Dobrze... dobrze... już! (najwyższy moment skupienia) Rrraaz... dwaaa... trzy... Nie! Nie! Zanikło gdzieś cztery! Zanikło... Wróć! (przymierza deskę do ściany coraz to inną krawędzią, licząc każdy ruch) Rrraaaz... dwaaa... trzy... No i znowu. Gdzie jest cztery? Wynikło już przecież z poprzedniego wnikania. (w podnieceniu) Jest!... Jest!... Jest!... (pauza) Nie... Zanikło. KUŹMA Coś mu nie wychodzi. OLEŚ O Jezu, Kuźma, musi wyjść! A może by tak mu pomóc? Ja skoczę, co? Przytrzymam mu tę deskę. Kuźma, no powiedz, przytrzymać mu? KUŹMA Nie wiem, Oleś. Możesz spróbować. Jak chcesz. Oleś złazi z łóżka; po drodze przewraca taboret; taboret upada z łoskotem. OLEŚ O Jezu mój. SKAZANIEC (wyrwany z transu) Kto tam? OLEŚ To ja. Chciałem panu pomóc. SKAZANIEC Mnie? W czym? OLEŚ Nie wiem... W ogóle. Coś pan mówił, że ma pan jakąś niezgorszą myśl. SKAZANIEC Mówiłem? Kiedy mówiłem? OLEŚ Przez sen. SKAZANIEC A, przez sen... Potworne drewno. (odkłada deskę na stół) Tak, miałem, miałem myśl. Uciekła przed samym obudzeniem. No i jeszcze pan z tym taboretem. A byłem już na najlepszej drodze. Jeszcze chwila skupienia i można by stąd wyjść. Teraz wszystko przepadło. Bezpowrotnie. KUŹMA Jak to bezpowrotnie? Koncept jest koncept. Wpadł pan na koncept i zapomniał go pan? SKAZANIEC Zapomniałem. Pozostał mi w pamięci tylko szkielet pomysłu. Koncepcja filozoficzna. KUŹMA A co to za różnica. Aby tylko udało się wyjść. SKAZANIEC Teraz to już jest niemożliwe. Chociaż właściwie to najprostsza w świecie rzecz. OLEŚ Zawsze najlepsze są proste pomysły, no nie tak, Kuźma? Pamiętasz, mówiłeś mi to nie raz. KUŹMA Jasne, Oleś. No i co? Każdy z nas mógłby stąd wyjść? SKAZANIEC Każdy... Każdy z nas. To straszne, panowie, zaprzepaścić taką myśl. KUŹMA Zaraz, zaraz... Czekaj no pan, bo to zaczyna mi się po¬dobać. Znaczy się wszyscy trzej? Po jednemu czy naj-pierw jeden, a potem, powiedzmy, dwóch? SKAZANIEC Obojętne. To jest zupełnie obojętne. Może być każdy sam. Trudność polega tylko na tym... KUŹMA No... no... SKAZANIEC ...że najpierw trzeba znaleźć czwarty wymiar. KUŹMA Co takiego? SKAZANIEC Czwarty wymiar. Bez niego ani rusz. KUŹMA Czwarty wymiar... Czwarty wymiar... No dobrze, ale skąd go wziąć? Nie znajdziemy go chyba tutaj w celi? SKAZANIEC Kiedy właśnie... on tu jest. KUŹMA Jest? SKAZANIEC Jest. On jest w ogóle wszędzie. OLEŚ O Jezu, Kuźma, zdaje się, że to nie na nasze głowy. KUŹMA Dlaczego, Oleś? Skoro on tu jest, to nie ma żadnego kłopotu. SKAZANIEC Kłopot, panowie, jest z samym znalezieniem. Jeden Einstein go znalazł. Gdyby to tak nam się udało, bylibyśmy uratowani. KUŹMA A dlaczego miałoby nam się nie udać? OLEŚ Kuźma, nie byłbym taki pewny. KUŹMA Oleś, aleś ty dziecinny. Jak go znalazł ten, jak mu tam... Ajsztajn, to my go nie znajdziemy? Tylko zaraz... Do czego on nam jest potrzebny? SKAZANIEC Właśnie do wyjścia. KUŹMA Jasne, że do wyjścia. Ale co mamy z nim zrobić? SKAZANIEC Znaleźć go. Potem reszta jest już oczywista. Każdy z nas może przeniknąć nawet przez dziurkę od klucza, jak dym. KUŹMA Zaraz. Dlaczego, na przykład, jak dym? OLEŚ Mówiłem ci, Kuźma, że to nie na nasze głowy. SKAZANIEC Nieważne, panowie, dym czy nie dym. Chodzi o to, że ta deska (bierze ją) ma trzy wymiary. A przypuśćmy, że wie tylko o dwóch. I że nawet nie podejrzewa istnienia najmniejszego swo¬jego wymiaru, to jest swojej grubości. Nic o niej nie wiedząc — posuwa się w sposób następujący. (przykłada deskę poprzecznie do kraty) Oczywiście nie przejdzie. Ani tak... (zmienia jej położenie: równoległe do prętów kraty, lecz na płask całą szerokością deski) Ani tak... OLEŚ No nie, wykluczone, Kuźma, nie przejdzie. SKAZANIEC Tak jest, wykluczone. Nie przeciśnie się między krata¬mi. Co więc powinna zrobić, żeby wyjść z tej celi? OLEŚ Nie wiem... Nie wiem... Chyba odwrócić się. SKAZANIEC Oczywiście. Kolega Oleś spekuluje poprawnie. Tylko w ten sposób może ona wyjść. OLEŚ (uradowany) Tak, tylko tak... KUŹMA Zaraz, zaraz... spokojnie, Oleś, najpierw ja. Więc co ma zrobić ta deska? SKAZANIEC To, co powiedział kolega Oleś. Domyślić się swojego trzeciego wymiaru, to znaczy swojej grubości, i... odwrócić się. (odwraca deskę i wsuwa między kraty) KUŹMA No to przecież oczywiste. Ale co to ma wspólnego z naszym planem? SKAZANIEC Panowie, gdyby ta deska odkryła nagle swój czwarty wymiar — który przecież posiada — potrafiłaby odwrócić się tak, że bez najmniejszego trudu przeszłaby przez najgrubszy nawet mur. Podobnie my... Poznawszy swój czwarty wymiar jesteśmy w stanie odwrócić się i... (demonstruje ów przedziwny sposób odwracania się) Wtedy to już naprawdę bagatela, panowie. Wtedy moż¬na przeniknąć przez najszczelniej zamknięte drzwi. KUŹMA No nie... No nie, do jasnej cholery, nie róbcie ze mnie wariata! Żaden człowiek nie przejdzie przez zamknięte drzwi. SKAZANIEC Niepotrzebnie się pan unosi. Ma pan rację. Żaden człowiek, nie znając swojego czwartego wymiaru, nie jest w stanie... KUŹMA No to po jaką cholerę to całe zawracanie trąby?! Nie dajesz pan ludziom spać? SKAZANIEC Panowie, przecież to nie ja... Zresztą przysięgam, we śnie miałem już wszystko przemyślane. Byłem o jeden tylko krok od wolności. Naprawdę, o jeden tylko krok. Wracają do łóżek. OLEŚ (układając się) Kuźma, a może by jednak pomyśleć o tym, co? KUŹMA O czym? OLEŚ O Jezu, już lepiej nie powiem, bo znowu rozzłościsz się. Dłuższa chwila nocnej ciszy; Skazaniec podnosi się po raz drugi, tym razem jednak z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. }}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}}} EPILOG Scena I OLEŚ Kuźma! Kuźma! On znowu wstał! KUŹMA A diabli z nim. Zostaw go, Oleś, w spokoju. OLEŚ Kuźma, ja nie mogę. A jak on sobie to przypomniał?... Jak on będzie chciał zrobić sobie coś złego? KUŹMA Co? OLEŚ No, ten czwarty wymiar... KUŹMA A niech sobie przypomina. zrobi. Powiedz mu, żeby się na nim powiesił na prześcieradle. OLEŚ Co ty mówisz, Kuźma, powiesił? Nie daj Bóg! Skazaniec zdziera z łóżka prześcieradło i idzie w stronę kraty. OLEŚ O Jezu, Kuźma, z nim coś jest nie w porządku. On na¬prawdę… idzie się powiesić. KUŹMA (nieco zaniepokojony) Nie, Oleś, to nie może być. Do tego już nie wolno nam dopuścić. (przypatruje się zabiegom Skazańca) Trzeba będzie coś z nim zrobić. To zupełnie złamany gość. Rzeczywiście niemiła sytuacja. Który to już jutro mamy dzień? OLEŚ Od szefa? Pięćdziesiąty piąty. KUŹMA No to i dość. Nie wolno nam ryzykować za wiele. Poprosisz jutro tego nowego szefa o przybory do golenia i zawiadomisz Ciarę. Niech spróbuje, może zdąży się przebić. A teraz zabierz mu to prześcieradło i dopilnuj, żeby nie powiesił się w nocy. Tylko uważaj, żebyś nie zasnął. Samobójcy nie zaliczą nam. A sądu nie wprowadzisz w błąd. No podskocz tam, Oleś, bo jeszcze na¬prawdę udusi się i będziemy mieli kram. Oleś wstaje, podchodzi do kraty i odbiera Skazańcowi prze¬ścieradło — szamoczą. Szamocą się w milczeniu. SKAZANIEC (wracając zrezygnowany do łóżka) Nie macie prawa! Kto wam pozwolił się wtrącać?! Wol¬no mi dysponować własnym życiem! (kładzie się i nakrywa na głowę kocem naciąga na głowę koc) KUŹMA jak Boga kocham Ciszej, Jak Boga kocham! Dajże pan ludziom spokojnie spać. (odwraca się na drugi bok) Co to , co za facet... Będzie mi tu dyspono¬wałć... Jakbym to ja sam nie wiedział, jak i co. Życie to jest życie, trzeba je umieć je szanować cenić. Trzeba wiedzieć, co z nim zrobić, żeby go nie zmarnować. (zasypia) Odwraca się na drugi bok, następuje dłuższa chwila ciszy, po czym zbliżające się kroki na korytarzu. OLEŚ (głosem pełnym przerażenia) Kuźma! Kuźma! KUŹMA A bodaj was jasny szlag! Czego znowu się drzesz? OLEŚ Idzie ktoś! Idzie tu! KUŹMA Jak to idzie? Tu?... Tak skoro świt? OLEŚ Kuźma, może lepiej podnieść się? KUŹMA (mocno zaniepokojony) Leż, Oleś, leż... Jak będzie trzeba, to sami każą wstać. Otwierają się drzwi krata, staje w nich niej Strażnik. STRAŻNIK Śpicie sobie tak, a?...? Taki błogi, spokojny sen? I nawet nie wiecie, co wam się szykuje, a?... Koniec. Dosyć tego próżnowania. Trzeba będzie stąd iść. I to już. No, czego stoicie? Ubierajcie się! OLEŚ (rozpaczliwie) Ja nie chcę! Ja nieee!... STRAŻNIK A kto mówi, że wy? Czego podnosicie taki wrzask?! (zwraca się do Skazańca) No, ojczulku, co to, sparaliżowało was? Wychodźcie, tam już na was czekają. SKAZANIEC (zdrętwiały ze strachu) Na mnie? STRAŻNIK Na was, na was... Cała rodzina się zjechała. Mieliście wyjątkowe szczęście. Sąd zaocznie ponownie rozpatrzył wczoraj waszą sprawę i stwierdził brak podstaw do skazania was. Zostaliście uniewinnieni. Jesteście już czyści przed pra¬wem jak łza. No co, nie cieszycie się? SKAZANIEC (obiema rękami chwyta się za serce, szeroko otwarte usta, z trudem łapie oddech) Aaaa!... Aaaa! (osuwa się) (Skazaniec otwiera usta, z trudem łapie oddech, osuwa się) OLEŚ (podbiega do Skazańca, pochyla się nad nim) Umarł, Kuźma, on umarł! O Jezu, Kuźma, on nie żyje! KUŹMA A to skurwiel! Bez naszego udziału. Jak to, skórkowaniec, tak sam?