Czapa czyli Śmierć na raty Dramat wisielczy w dwóch aktach KUŹMA OLEŚ SKAZANIEC STRAŻNIK PIERWSZY STRAŻNIK DRUGI Wnętrze więziennej celi. Z prawej, tuż za proscenium, zawieszone w górze zakratowane okno; pod nim taboret. Po bokach dwa żelazne łóżka; jedno piętrowe. W głębi, na wprost widowni, okute blachą drzwi. Wizyterka. Nad drzwiami, nie za wysoko, żarówka. W kącie po lewej cienka, niska ścianka, za którą znajduje się kibel. Pod ścianką naczynie z wodą. Obok wisząca szafka. Na środku celi duży, ciężki stół. Ranek. Oleś klęczy na łóżku ze złożonymi do modlitwy rękami. Kuźma stoi na taborecie. Wciskając głowę między kraty, patrzy na widownię. Zza okna słychać ruszający ze stacji pociąg osobowy. Kuźma ("Czapa")

nuci ...a pilnik cienki jak włos, lecz on nie zważa, piłuje nim kraty wciąż, ach wciąż. Odszedł osobowy.

Oleś modli się szeptem.

Kuźma ("Czapa")

Cholerny świat. I mówi się, że ludzie nie mają pieniędzy. Popatrz no tylko, ile wysiadło z pierwszej klasy. Pół wagonu. Na jednej tylko stacji.

Zza okna głosy idącego tłumu. Kuźma ("Czapa")

Kuźma chichocze. Te kobity to ci mają nieraz świerka. Taki upał i w futrze. Jak Boga kocham, Oleś, futro do samych kostek. W życiu nie widziałem czegoś takiego. Prawie szarga się po ziemi.

Za oknem turkot wozu.

No, jedzie i furka.

Szept modlitwy człowieka coraz bardziej przerażonego.

Kuźma ("Czapa")

Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Oleś

Przestań, Kuźma, ja się modlę.

Kuźma ("Czapa")

Cholerny świat, żeby tak zmarnować konia.

Dudnienie i gwizd przelatującego ekspresu. Kuźma

Ekspres. Oleś, słyszysz, ekspres. Wstawaj z tego barłogu. Dzisiaj już nie przyjdą.

Oleś

Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw...

Kuźma ("Czapa")

Przestań walić się w piersi. Siedzę tu trzy lata i nie słyszałem, żeby kogoś powiesili po przejeździe ekspresu. Tu, bracie, wszystko jak w zegarku. schodzi z taboretu, oddala się od okna, otwiera szafkę i brzęka naczyniami A gdzie jest mój kubek, Oleś? Mówiłem ci, żebyś mi go stawiał na miejsce.

Oleś

przerywając modlitwę Nie wiem, Kuźma. Tam gdzieś musi być.

Kuźma ("Czapa")

wyciąga pospiesznie rękę z szafki A, cholera. Tu jeszcze jakaś zupa. Wsadziłem w nią palce.

Oleś

To moja wczorajsza. Chciałeś, żeby ci ją zostawić.

Kuźma ("Czapa")

Ja? Chyba ci się śniło? A może i chciałem. Niech to diabli, cała łapa upaprana. wyjmuje kubek, przechodzi na drugą stronę celi, znika za przegrodą, słychać, jak odkrywa dekiel kibla i wylewa zupę Pfe! Aleś wypuścił z siebie strachu. Pół nocy chyba tu przesiedziałeś. Masz żołądek jak skunks. No, przestań już, do cholery. Ileż można się modlić?

Stukanie z zewnątrz w prawą ścianę alfabetem Morse’a. Kuźma ("Czapa")

O, wrócił Ciara. Cicho, Oleś! Dajże mu dojść do słowa. płucze garnuszek, odstawia go i przechodzi pod prawą ścianę; stukanie rozlega się w głuchej ciszy, Kuźma do ściany Ciara...

Stukanie. Oleś

drżącym głosem No i co?

Kuźma ("Czapa")

I nic. Pyta, czy nie mamy czasem warcabów.

Oleś

A po co mu warcaby?

Kuźma ("Czapa")

Chciałby zagrać z nami przez ścianę. Mówi, że jest zdenerwowany i musi się jakoś uspokoić. Sypnął nas.

Oleś

Sypnął? Kogo sypnął?

Kuźma ("Czapa")

Mnie.

Oleś

z niepokojem A mnie?

Kuźma ("Czapa")

Mówi, że też.

Oleś

z ulgą O Boże miłosierny. Ciara kochany. Kochany Ciareńka. Powiedz mu, Kuźma, że nigdy mu tego nie zapomnę.

Stukanie. Kuźma ("Czapa")

Ciszej, Oleś... On mówi, że sypnął nas tak, że mucha nie siada. Trzy kary śmierci, trzy czapy murowane!

Oleś

z radosnym ożywieniem Nieprawda...

Kuźma ("Czapa")

Tak mówi. Trzy czapy. Dla każdego po jednej. Ciara zawsze dobrze się zapowiadał. Ale prawdę mówiąc, to nie jego zasługa.

Słychać kroki, brzęk kluczy. Otwierają się drzwi, staje w nich Strażnik, w ręce trzyma świstek papieru. STRAŻNIK

Dzień dobry, chłopcy. Jak tam dzisiejsza noc? Bo ja to prawie nie spałem. Coś tak duszno, chyba będzie padało.

Kuźma ("Czapa")

Ale skąd, panie szefie. Pan to zawsze ma takie czarne myśli. Niebo jak lustro, a pan powiada deszcz. Niech pan wejdzie. Czego się pan boi? Strasznie głupio tak stać w drzwiach.

STRAŻNIK

wchodzi głębiej Przyniosłem wam zatwierdzenie ostatniego wyroku. To za sklepikarza, tak?

KUŹMA Kuźma ("Czapa")

No i widzisz, Oleś, zatwierdzili. Mówiłem, że zatwierdzą. Ale to już, panie szefie, niesprawiedliwość. Trzy kary śmierci za takiego jednego piżmowca. Pan wie, co on mówił, jak żeśmy go rozbierali? Mówił, że jego żona ma dużo lepsze futro niż on. Gotów był ją nam podstawić. No, rzeczywiście futro do niemożliwości zżarte było przez mole. Ale co to za chwyt? Czy pan, panie szefie, powiedziałby coś takiego?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Chyba nie. Ale to nie ja sądziłem. To sąd.

Oleś

Nie każdy sędzia chce brać pod uwagę okoliczności łagodzące.

STRAŻNIK

No, podpiszcie ten wyrok... podsuwa papier Kuźmie, po czym Olesiowi I ty, Oleś. Niżej, tu...

Podpisują.

Kuźma ("Czapa")

Ale, ale... Panie szefie. Wypada z rachunku, że dzisiaj rano mieli z nami zrobić koniec. Wczoraj wieczorem umyłem szyję, przemyślałem sobie to i owo, Oleś modlił się całą noc – a pan przynosi tylko jakiś papier i nic. Coś tam chyba nie gra u was w administracji.

STRAŻNIK

Nie narzekaj, Kuźma, nie narzekaj. U nas wszystko gra. Tylko wasza sprawa znowu komplikuje się. Podobno jeszcze coś tam winni jesteście sprawiedliwości.

Kuźma ("Czapa")

My?

STRAŻNIK

Wy, Kuźma, wy... Żeby nie Ciara, to byście tę ostatnią zbrodnię zabrali ze sobą do grobu.

Kuźma ("Czapa")

Jaką znowu zbrodnię, panie szefie?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Podobno zabiliście kobietę i zatailiście to. Ciara doniósł o tym śledczemu dzisiejszej nocy. Mieliście wyjątkowego pecha. Zgłosił się w ostatniej chwili.

Kuźma ("Czapa")

Kobietę? To nieprawda. Oleś, czy myśmy zataili jeszcze jakąś kobietę?

Oleś

Nie, Kuźma, kobiety chyba nie.

Kuźma ("Czapa")

No, też mówię, że nie.

STRAŻNIK

Lepiej, Kuźma, nie wypieraj się. Śledczy i tak już wie. Chodzi i opowiada, że coś niedobrego zrobiłeś ze swoją kochanką.

Kuźma ("Czapa")

Z kochanką? Z Lolą? A... z Lolą... No to zupełnie co innego. A co miałem z nią zrobić, kiedy jej się nagle zachciało futer. Próbowałem tłumaczyć, że to jest towar, że chodzi o obroty i że poza tym to trochę niebezpieczne. Ktoś może poznać i kram. Myśli pan, szefie, że dała przemówić sobie do rozsądku? A gdzie tam! Wysłuchała, a potem cap za futro i na grzbiet. Wynieśliśmy ją w walizce.

STRAŻNIK

Lolę?

Kuźma ("Czapa")

Lolę. Ściślej mówiąc, nie w jednej walizce, tylko w trzech. No nie tak było, Oleś?

Oleś

Jasne, że tak.

STRAŻNIK

Wierzę ci, Kuźma. Ale śledczy chce koniecznie wiedzieć, gdzieście ją zanieśli.

Kuźma ("Czapa")

Jak to chce wiedzieć? Tak od razu, już? Niech mu pan powie, żeby nie był taki w gorącej wodzie kąpany. Inni to biją, żeby im powiedzieć, a on by tak chciał zaraz, pierwszego dnia.

STRAŻNIK

To jakiś nowy. Młokos jeszcze. Boję się, Kuźma, że będziecie mieli z nim kram.

Odgłosy zza okna, w celi pusto, otwierają się drzwi i ktoś siłą wrzuca do celi Kuźmę. Kuźma ("Czapa")

O skurczy... o skurczy... o skurczybyk, jaki niecierpliwy. Ani cienia wyrozumiałości. Gdzie walizki i gdzie walizki?. Jakby na tych walizkach kończył się cały świat. podchodzi do wiadra A bodaj to szlag! Ani kropli wody. Oleś! Nie ma go? Co za bałwan. Idzie na zeznanie i nawet nie pomyśli, żeby wystawić wiadro.

Otwierają się drzwi i wpada Oleś. Oleś

O Jezu, o Jezu, o Jezu kochany...

Kuźma ("Czapa")

Czego jęczysz? Dotknęli cię?

Oleś

z przestrachem O Jezu, Kuźma! O Jezu miłosierny!

Kuźma ("Czapa")

Czego się tak przestraszyłeś?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Sam nie wiem... Zabijesz mnie.

Kuźma ("Czapa")

Zabiję. Ani kropli wody w wiadrze. Zawsze mówiłem, że cię zabiję. Kiedyś przecież wyczerpie się ten zapas nieboszczyków. Wtedy zabiję cię.

Oleś

Zabij, Kuźma, zabij już.

Kuźma ("Czapa")

Już? A co? Powiedziałeś?

Oleś

Powiedziałem.

Kuźma ("Czapa")

Powiedziałeś, gdzie walizki? Ty gnojku, ty... To ty tak kochasz życie?

Oleś

Kocham, Kuźma, kocham. Kocham życie, ale wiesz, jaki jestem niewytrzymały na ból.

Kuźma ("Czapa")

Ach tak... Urwałeś nam co najmniej trzy tygodnie. Trzy tygodnie, ty gnojku, ty...

Za oknem cały czas odgłosy pobliskiej stacji, przetaczanie wagonów, syk lokomotywy. Oleś

Urwałem, Kuźma, no urwałem. Ale i tak jeszcze prawie tydzień do wyroku, a potem te sześćdziesiąt dni, zanim przyjdzie zatwierdzenie. Przez te sześćdziesiąt dni coś się już może stać.

Kuźma ("Czapa")

Co się może stać przez sześćdziesiąt dni?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Może wojna, może rewolucja, może jakaś nowa władza...

Kuźma ("Czapa")

Nowa władza, ty gnojku... nowa władza. Co ci tam nowa władza. Nie jesteś polityczny. Powieszą cię i tak, i tak.

Stukanie z prawej. Oleś

Ciara... Słyszysz, Kuźma, Ciara. Pogadaj z nim. On kiedyś mówił coś o rewolucji.

Kuźma ("Czapa")

Trzy tygodnie przez takiego gnojka. Dlatego tylko, że ma dupę z porcelany. Podchodzi do prawej ściany, nasłuchuje. Stukanie powtarza się. Ciara mówi, żeby utopić cię w kiblu.

Oleś

Utop, Kuźma, utop. No, utop, Jezu kochany...

Kuźma ("Czapa")

Ciara jest wściekły. Mówi, że to była sprawa na długie tygodnie, a ty rozłożyłeś ją już w drugim dniu. Uważa, że powinienem powiesić cię na prześcieradle. Jak parszywego psa. I ma rację. Zmarnowałeś mi kochankę. Zmarnowałeś mi Lolę. Zmarnowałeś mi Lolę i kawał życia. Dwadzieścia, a może i pięćdziesiąt pięknych dni.

Stukanie z lewej strony. Oleś

Kuźma, tam ktoś jest.

Kuźma ("Czapa")

Słyszę.

Oleś

Pogadać z nim?

Kuźma ("Czapa")

A czego on chce?

Stukanie z lewej powtarza się. Oleś

On pyta, czy my nie wiemy, co to za cela, w której on siedzi. Mówi, że tam takie dziwne przepierzenie i nie wie, co za nim jest. Czy mam mu powiedzieć?

Kuźma ("Czapa")

Powiedz. Powiedz, że to przymierzalnia krawatów. I powiedz, że przez ciebie i my tam niedługo przyjdziemy.

Oleś

stuka, odpowiada mu stukanie Kuźma, on mówi, że się cieszy. Ma wyrok śmierci i boi się siedzieć sam.

Kuźma ("Czapa")

Możesz mu powiedzieć, żeby się nie cieszył. Że zanim my tam przyjdziemy, to takich jak on przejdzie przez ten pokoik co najmniej piętnastu.

Oleś

Oj, Kuźma, dałby Bóg.

Stukanie z prawej.

Znowu Ciara. Po co on stuka, Kuźma? Czego on znowu chce?

Kuźma ("Czapa")

Cholera, co za dzień. Człowiek nawet w więzieniu nie może posiedzieć spokojnie.

Stukanie z prawej.

Ciara pyta, ile masz już wyroków.

Oleś

Szesnaście.

Kuźma ("Czapa")

Jemu chodzi o to, ile masz czap.

Oleś

Czap? Osiem. Tyle co i on. A po co mu to?

Kuźma ("Czapa")

On mówi, że jak kiedyś uda mu się stąd wyjść, to dostaniesz od niego dziewiątą. Za Lolę. I to w trybie przyspieszonym. Nie tak jak tu.

Oleś

Dobrze, Kuźma. Abyśmy tylko stąd wyszli. Bo mi się coś zdaje, że już nigdy nie wyjdziemy. Ani ja, ani on, ani ty.

Stukanie z lewej. Kuźma ("Czapa")

Jasny szlag! Czego on znowu chce?!

Oleś

Nie denerwuj się, Kuźma. Porozmawiam z nim sam.

Stukanie z lewej powtarza się. Oleś

On mówi, że przeczytał napisy na ścianach.

Kuźma ("Czapa")

No to co?

Oleś

No to już wie, co jest za tym przepierzeniem. Chce teraz wiedzieć, jak długo siedzi się w tej poczekalni.

Kuźma ("Czapa")

To powiedz mu. Powiedz, że jak usłyszy osobowy pociąg, to żeby się przygotował. I że potem przejedzie furka, a po furce ekspres. Ale ekspresu może już nie usłyszeć. Zresztą powiedz mu, co chcesz. I zastukaj, do cholery, żeby szef przyniósł nam wody.

Oleś

Już stukam, Kuźma.

Biegnie do drzwi, kołacze. Kuźma ("Czapa")

pojękując Ale narwany ten młody referent, co? Nawet przestaję ci się dziwić, Oleś, żeś się tak prędko załamał. Bo co to też za pomysł brać takiego młodzika na tak odpowiedzialne stanowisko.

Kuźma

nuci Dwunasta wybiła na miejskim zegarze, więźniowie cichym snem śpią, ale nie wszyscy, bo jeden z nich marzy...

Oleś

stoi na taborecie Patrz, patrz, Kuźma! Wychodzi jakiś facet!

Kuźma

Jak to wychodzi?

Oleś

No zwyczajnie. Skończyło mu się i wychodzi. O, otwierają mu bramę. Idzie sobie sam. W kapeluszu, z walizeczką. Naczelnik przy wyjściu. Żegna się z nim. Musieli go zgarnąć zimą.

Kuźma

Skąd wiesz, że zimą?

Oleś

Widzę przecież. W futrze. Gorąco mu. Rozpiął się.

Kuźma

W futrze? podchodzi prędko do okna, wspina się E, co tam takie futro. Facet siedział widać z dziesięć lat.

Oleś

Ja nie mówię, że futro. Mówię tylko, że wychodzi. Zawsze przyjemnie popatrzeć, jak ktoś idzie w świat. Kuźma mruczy z niezadowoleniem. Co mówisz, Kuźma?

Kuźma

Nic, na odległość śmierdzi naftaliną.

Kroki Strażnika, brzęk kluczy, otwieranie drzwi. STRAŻNIK

Okno! Okno! Zamykajcie okno! Diabli nadali te przeciągi. Ledwie odsuniesz zasuwę, to mało łba nie urwie. Zabierajcie to...!

Stawia na stole miskę, Kuźma zagląda do niej zdegustowany. Kuźma

Co to, marmolada?

STRAŻNIK

Marmolada.

Kuźma

Ph, tyle tego, co kot napłakał. I to ma być na dwóch?

STRAŻNIK

Na dwóch. Jak mi zostanie, przyniosę jeszcze.

KUŹMA Kuźma

Obejdzie się. Nie znoszę marmolady. próbuje E, ta nawet nie jest taka zła. Daj no, Oleś, kawałek chleba. Oleś podaje spiesznie, Kuźma zagryza. Co pan taki markotny, panie szefie? Patrzy pan na nas, jakby pan nad grobem stał.

STRAŻNIK

Ja? Nie... Tak tylko sobie obliczam... Ile to wam już stuknęło od ostatniego wyroku?

Kuźma

Dziesięć. A bo co?

STRAŻNIK

Dziesięć. Dziesięć dni to jeszcze nie tak wiele. Ale czas, chłopcy, leci. Nawet się nie obejrzycie, jak minie te sześćdziesiąt i... i wszystko się skończy.

Kuźma

Szef to zawsze wpada w popłoch.

STRAŻNIK

Ja nie wpadam w popłoch. Myślę tylko, że jakby wam kiedy zabrakło tych waszych zwłok...

Oleś

To co?...

STRAŻNIK

To można by jeszcze wypożyczyć z cmentarza.

Kuźma

E, też pan wpadł na pomysł. Jak żyję, od nikogo nie wypożyczałem nieboszczyków.

STRAŻNIK

A co w tym złego, Kuźma? Można by wyjąć i zakopać gdzie indziej. Trup byłby co prawda bez nazwiska, ale sąd lubi takie niezidentyfikowane zwłoki.

Oleś

Kuźma, to wcale nie jest taka zła myśl.

Kuźma

Może i nie taka zła. Ale kto ci coś takiego zrobi?

STRAŻNIK

Nie macie nikogo? Zupełnie nikogo?

Kuźma

Nikogo. po namyśle Lola, ona mogłaby. Ale już pan wie. Właśnie za nią prolongujemy wyrok.

Zdzisio

Zdzisio, Zdzisio też by mógł.

STRAŻNIK

Zdzisio? Jaki Zdzisio? Chcecie, to mogę z nim pogadać.

Kuźma

Ze Zdzisiem?

STRAŻNIK

A dlaczego by nie?

Kuźma

Też już nie żyje.

Oleś

To był nasz serdeczny przyjaciel.

Kuźma

Tak, ale ostatnio miał wygórowane żądania. Bujał gdzieś w obłokach i uważał, że zawsze należy mu się najwięcej z podziału. Trzeba go było sprowadzić jakoś na ziemię. Leży nawet niedaleko stąd.

Oleś

Z początku było nam trochę żal, ale właściwie dobrze, że się tak stało.

Kuźma

Jasne, zagwarantuje nam następne sześćdziesiąt dni.

STRAŻNIK

No to, chłopcy, cieszę się. Ale jak z tymi zwłokami, chcecie czy nie?

Kuźma

A przeniósłby je pan?

STRAŻNIK

Ja? Nie, ja to nie.

Kuźma

wymazując miskę chlebem No to nie ma o czym gadać. Zresztą skończcie już z tym tematem. Widzicie przecież, że jem.

Oleś modli się klęcząc na łóżku. Otwierają się drzwi, wchodzi Kuźma. Oleś spogląda na niego niespokojnie. Oleś

No, Kuźma. No i jak?

Milczenie. Kuźma spaceruje po celi nerwowym krokiem. Oleś

Czego nic nie mówisz?

Milczenie. Oleś

Co się stało, Kuźma?... Kuźma, no, powiedz. Stało się coś?

Kuźma

Zdzisio.

Oleś

Co Zdzisio?

Kuźma

Nie wypalił.

Oleś

Jak to, Kuźma? Co znaczy: nie wypalił?

Kuźma

Szukają go od trzech dni i nigdzie go nie ma.

Oleś

Zdzisia?

Kuźma

Zdzisia. Gdzieś się zmył. Jak kamień w wodę. Skurczybyk, on zawsze miał takie zagrania.

Oleś

Zdzisio? Przecież on nie żyje.

Kuźma

No właśnie, nie żyje. Ale jak udowodnisz sądowi, że nie żyje, skoro się zmył. Referent powiada, że myśmy go sobie wymyślili. Całe ruiny przeszukane, a Zdzisia ani śladu.

Oleś

Ani śladu?!

Kuźma

Przecież mówię, że ani śladu. Ktoś już tam po nas musiał być. Rodzina czy kto... Wzięli go pewnie pogrzebać na cmentarzu. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby zostawili jakąś wiadomość. A oni nic. Zabrali zwłoki jak swoje i szukaj wiatru w polu. Cholerny świat, nasze ostatnie zwłoki...

Oleś

To niemożliwe, Kuźma. To niemożliwe. Zdzisio musi gdzieś być. Powiedz im, niech szukają. Niech staną na głowie, niech robią, co chcą. Zdzisio musi się znaleźć. Przecież nie można tak zaprzepaścić człowieka.

Kuźma

Oni mówią, że nie będą już szukali.

Oleś

Nie, Kuźma, tego im nie wolno. Powiedz im, że to wbrew prawu. Ktoś przecież musi odpowiadać za jego śmierć. Zabiliśmy Zdzisia czy nie?

Kuźma

Zabiliśmy, no i co z tego?

Oleś

Jak to co? Należy nam się wyrok. Kara śmierci. Co ja mówię, dwie... trzy... Sądowi nie wolno nas lekceważyć. Sprawcy muszą być ukarani. Jeśli to się nie stanie teraz, jutro będzie już za późno. Czy mówiłeś im to?

Kuźma

Mówiłem.

Oleś

No i co?

Kuźma

Przyznali mi rację, ale zapytali też, co będzie, jak się Zdzisio w ogóle nie znajdzie. A to jest niewykluczone. Sam też o tym myślałem. Głupia sytuacja, Oleś. Od prawa nie można wymagać za wiele.

Oleś

A kto tu wymaga za wiele? Ty uważasz, że to za wiele? Wyrównanie rachunku za czyjąś śmierć?

Stukanie z prawej. Oleś

Ciara... On pyta, czy za tego ogrodnika mieliśmy już proces, czy nie.

Kuźma

Którego ogrodnika?

Oleś

Tego ze studni. Tego, pamiętasz, co chciał mi wmówić, że to wcale nie futro, tylko zwykły miś.

Kuźma

Niech on nie zawraca głowy. Ogrodnik już dawno był. Przecież dostał za niego czapę dwa lata temu.

Oleś

Jesteś tego pewny? Pamiętam, że była kiedyś o nim mowa, ale...

Kuźma

Jak była mowa, to i proces też był.

Oleś

Masz rację, Kuźma, tak jest... Był. Stuka w prawą ścianę.

Kuźma

Co tam stukasz?

Oleś

Nic. Mówię Ciarze, żeby dał znać, jak przypomni sobie kogoś innego... Kuźma...

Kuźma

Czego chcesz?

Oleś

A ten gość, co wtedy przy stacji?...

Kuźma

Jaki gość?

Oleś

Ten w tym futrze z małp, nie z małp. Co to nikt nie wiedział, z czego ono właściwie jest...

Kuźma

Ten z tą złotą papierośnicą?

Oleś

No ten... Za niego nie mieliśmy jeszcze procesu.

Kuźma

Nie. Nie mieliśmy.

Oleś

A widzisz... Nie mówiłem, że jeszcze coś sobie przypomnę? Trzeba go natychmiast zgłosić śledczemu. Kuźma, ja stukam do drzwi.

Kuźma

Nie trzeba, Oleś.

Oleś

Dlaczego?

Kuźma

Nie trzeba. Za to nie wytoczą nam procesu. To jedyny facet, któremu zdjąłem futro i żyje.

Oleś

Jak to, żyje?! To ty wtedy nie zabiłeś go?!

Kuźma

Nie. Nie zabiłem.

Oleś

rozpaczliwie Dlaczego, Kuźma?! Kuźma... dlaczego?!

Kuźma

To facet z jakiejś politycznej opozycji. Wiesz, że zawsze starałem się nie zadzierać z takimi. Co to mi za interes mieć na karku tajniaków i jeszcze jakąś nielegalną organizację. Trochę ich znam, Oleś. Z nimi to już naprawdę nie ma żartów.

Oleś

Kuźma...

Kuźma

Czego?

Oleś

A może i Zdzisio żyje? Co, Kuźma? O Jezu kochany, nie daj Bóg.

Kuźma

Eee...

Oleś

No bo gdzie by się mogły podziać te zwłoki.

SCENA PIĄTA Półmrok. Celę rozjaśnia jedynie odblask świecącego na zewnątrz reflektora. Na stole leży blaszana miska odwrócona do góry dnem. Oleś stoi nad nią z wyciągniętymi przed siebie rękami. Kuźma przy oknie, chichocze. Kuźma

Popatrz no, Oleś. Ten czarny kot, co tu stale chodzi. Złapał w kuchni mysz i chciał wyleźć z nią przez okno. A pod oknem stoją już kotły z zupą. Mysz wyskoczyła mu z pyska i wpadła do zupy. No, chodź, popatrz tylko, jak on ją teraz łowi.

Oleś

Kuźma, prosiłem cię, żebyś potrzymał ręce.

Kuźma

Jak Boga kocham, poparzy sobie całą łapę. Co mówiłeś?

Oleś

Żebyś tu przyszedł i potrzymał ręce.

Kuźma

A daj mi spokój, trzymaj sobie sam.

Oleś

Nie mogę sam. Mówiłem ci, że mam za mało siły. Proszę cię, Kuźma, chodź. To nasza ostatnia szansa.

Kuźma

podchodząc do stołu I to ma się ruszyć?

Oleś

Ruszy się. Na pewno się ruszy. Tylko musisz w to włożyć wszystkie siły. Musisz natężyć się, napiąć, a najlepiej w ogóle wstrzymać na chwilę oddech. Zobaczysz, że się ruszy.

Kuźma

wyciąga ręce nad miską No już.

Oleś

Dobrze. Trzymaj tak, trzymaj... Chwila milczenia. Duchu przyjaciela naszego Zdzisia, wzywamy cię, przyjdź! Milczenie. Duchu, my, przyjaciele twoi, wzywamy cię, odezwij się.

Milczenie. Kuźma

To nie może być miska. To powinien być porcelanowy talerzyk.

Oleś

Powinien, ale skąd go wziąć?

Kuźma

Ja tam nie wierzę, żeby Zdzisio chciał przyjść. Opuszcza ręce.

Oleś

Przyjdzie, przyjdzie na pewno. Nie odchodź, Kuźma. Jeszcze tylko raz. Duchu Zdzisia, przyjaciela naszego, wzywamy cię, przyjdź!

Milczenie. Kuźma

On się boi.

Oleś

Czego ma się bać. Przecież już raz żeśmy go zabili. Nie możemy go zabić po raz drugi. Nagłe gwałtowne uderzenie miski o stół. Jest!

Kuźma

Ruszyłeś miską.

Oleś

Nie ruszyłem, to on. Duchu, duchu, czy to ty?

Rumor miski. Kuźma

O rany boskie! Niech skonam, to chyba on. Pytaj, pytaj go! Hurkot miski uciekającej w przeciwny kraj stołu. Co on? Ucieka? Oleś, czy to tak ma być?

Oleś

Nie, Kuźma, nie powinno. Nie ruszaj! Nie łap go! Przechodzi na drugi kraj stołu, miska wraca na poprzednie miejsce.

Kuźma

Mówiłem ci, że się boi.

Oleś

Boi się, ale chce z nami mówić. Gdyby nie chciał, rzuciłby miską o podłogę. Chce mówić, tylko woli trzymać się z daleka.

Kuźma

Niech powie tylko, gdzie leży. Wyjaśnij mu, do czego nam to potrzebne. Zdzisio zawsze był podejrzliwy.

Oleś

Duchu Zdzisia, przyjaciela naszego, nie odmawiaj nam swojej pomocy. Zapomnij krzywdę, jaką ci wyrządziliśmy, i...

Kuźma

Nie tłumacz się. Wal prosto z mostu. Ze Zdzisiem zawsze trzeba było ostro. Jak zaczniesz obwijać w bawełnę, to nie wyciągniesz od niego ani słowa.

Oleś

Duchu, duchu... Przypomnij sobie ludzką mowę i powiedz nam, gdzie zagrzebane jest twoje ciało. Duchu, duchu, czy daleko stąd? Milczenie. Duchu, prosimy cię, odezwij się.

Miska stuka alfabetem Morse’a. Kuźma

Cicho, mówi!

Oleś

sylabizując A k o r f i u t...

Kuźma

Co to znaczy?

Oleś

Nie wiem.

Kuźma

On się z nas zgrywa.

Oleś

Nie, Kuźma. Duch nie może się zgrywać.

Kuźma

No to niech gada do rzeczy. Powiedz mu, że zaczynam tracić cierpliwość.

Oleś

Uspokój się, Kuźma. On sobie przypomina ludzką mowę. sylabizuje K u r d e m u l a...

Kuźma

To skurwiel. On nigdy nie mógł przypomnieć sobie tego, co mu było niewygodne.

Oleś

O Jezu, Kuźma, zabijesz mnie!

Kuźma

Co się stało?

Oleś

Rany boskie, Kuźma. Jak mogłem zapomnieć! Przecież Zdzisio nie mógł znać Morse’a. On ani czytaty, ani pisaty. Kompletny alfabeta.

Kuźma

To po jaką cholerę tu lazł? Powiedz mu, żeby lepiej zabierał się stąd.

Miska kołuje chwilę w drugim końcu stołu i spada na ziemię. Oleś

Poszedł.

Kuźma

I chwała Bogu. Co mi to za rozmowa z taką ciemnotą, co nawet nie potrafi wytłumaczyć, gdzie jej własny grób.

Oleś zrezygnowany wdrapuje się na taboret, dokręca znajdującą się nad drzwiami żarówkę. W celi rozjaśnia się. Kuźma spaceruje w tę i z powrotem, podenerwowany. Słychać stukanie z lewej. Kuźma

A tam znowu kto?

Oleś

Nowy sąsiad, Kuźma. On już stukał dwa razy. Pogadać z nim?

Kuźma

A o czym? O czym będziesz gadał z takim sąsiadem na jeden dzień?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Mogę nie gadać. Jak sobie chcesz.

Stukanie z lewej powtarza się kilkakrotnie. Kuźma

podchodzi do drzwi i podnosi plik podartych papierów Popatrz, Oleś, ten nasz szef to wcale nie najgorszy chłop. Położył nam na progu niby to papier do kibla, a w gruncie rzeczy gazetę.

Oleś

Po diabła nam gazeta?

Kuźma

A tak sobie, do poczytania. Całkiem świeża gazeta. W kawałkach, ale całkiem świeża. siada na łóżku, składa kawałki Nie, czekaj... to niemożliwe...

Oleś

Co niemożliwe?

Kuźma

To, co piszą. Piszą, że wczoraj ogłoszono amnestię.

Oleś

Amnestię?!

Kuźma

Amnestię. Tak piszą. Stoi czarno na białym. „W dniu wczorajszym zatwierdzono ostatecznie wniosek...” Słuchasz, Oleś?

Stukanie z lewej powtarza się. Oleś

Słucham, Kuźma, słucham...

Kuźma

„...wniosek o amnestii. Akt ten, od dawna oczekiwany przez społeczeństwo”, tak piszą, przez społeczeństwo... „nabiera mocy prawnej z chwilą jego ogłoszenia.”

Oleś

Znaczy się od wczoraj.

Kuźma

Od wczoraj.

Oleś

Nie, Kuźma, nie wierzę. Nie wierzę! Jak to rozumieć? Czyli że, nie, Kuźma. To nieprawda – jesteśmy uratowani!

Kuźma

Tu pisze, że amnestia obejmuje wyroki do lat pięciu.

Oleś

Jak to do pięciu? I to wszystko, Kuźma? Nie, to niemożliwe!

Kuźma

Nie, poczekaj... Wyroki do lat dziesięciu – na połowę. Do piętnastu – na dziesięć... Dożywocie...

Oleś

A o karze śmierci?! Jest coś o karze śmierci?!

Kuźma

Zaraz... Jezu, co za człowiek... Nie da nawet spokojnie przeczytać gazety. Dożywocie, piszą, że na lat piętnaście. Hm, piętnaście... O, jest i o najwyższych wymiarach kary... „Wyroki śmierci bez względu na rodzaj przestępstwa…” Słuchaj, Oleś, bo to ważne. Stukanie z lewej i przejeżdżający pociąg osobowy. O Jezu, Oleś, nie wydzieraj mi gazety. „...bez względu na rodzaj przestępstwa... zamienione zostają na karę dożywotniego więzienia.” Znaczy się, słusznie powiedziałeś, że w pewnym sensie jesteśmy uratowani.

Oleś

Nie, Kuźma, nie wierzę... My tutaj zachodzimy w głowę, jak znaleźć zwłoki Zdzisia, jak by tu sobie o te sześćdziesiąt dni, a tu... Nie, to jest wprost nie do pojęcia. I pomyśl tylko, że wszystko zawdzięczamy społeczeństwu. Pamiętasz, Kuźma, że zawsze wierzyłem w nasz naród.

Kuźma

Pamiętam, Oleś, pamiętam. Ale poczekaj, bo tutaj nic nie pisze, g d z i e właściwie jest ta amnestia.

Oleś

Jak to gdzie?

Kuźma

No bo tu wcale nie pisze, że u nas. Pisze tylko, że jest.

Oleś

Jak pisze, że jest, to jasne, że u nas. Pamiętasz, mówili przecież, że ma być.

Kuźma

Kto mówił?

Oleś

Nie pamiętam. Wszystko jedno kto. Ważne jest, że mówili. A zresztą gdzie by miała być? Jakby to było gdzie indziej, nie pisaliby w naszej gazecie. Po co nasza gazeta miałaby pisać o jakiejś amnestii gdzieś tam, licho wie gdzie?

Kuźma

Zastukaj, Oleś, do Ciary. On na pewno ma ten brakujący kawałek.

Oleś

Dobrze, Kuźma. Stuka. Ciara odpowiada Ciara mówi, że nie dostał żadnej gazety.

Długie milczenie, w czasie którego słychać turkot furki. Kuźma

To zastukaj do tego z powieszalni. On musi to mieć.

Oleś

stuka, milczenie Tam się nikt nie odzywa.

stuka znowu — milczenie Nie odzywa się nikt. Kuźma

Jak to nikt? Przecież dopiero co ktoś tam był.

Gwizd i jazgot przelatującego ekspresu. Oleś

po długim milczeniu, drżącym z przerażenia szeptem Trzeba zapytać kogo innego.

Kuźma

To już niepotrzebne.

Oleś

Dlaczego?

Kuźma

Bo jeśli jest ta amnestia, to obowiązuje od wczoraj. No i dotyczyłaby nie tylko nas, ale i tamtego. To chyba jasne. Czego tak patrzysz? Nie rozumiesz?

Zbliżające się głuche kroki na korytarzu. Oleś

cofa się pod ścianę Idą... Kuźma, idą po nas.

STRAŻNIK

otwiera drzwi Kuźma, mam dla was dobrą wiadomość. Wasz przyjaciel, Zdzisio, znalazł się. Musiał być bardzo poruszony tym, coście mu zrobili, bo przeniósł się jeszcze z ciałem dobre dziesięć kilometrów od tych ruin, w których go zostawiliście.

Kuźma siedzi na łóżku i nucąc „Dwunasta wybiła...” z namaszczeniem poleruje pistolet. Oleś

Kuźma, czy my naprawdę nie mamy już innego wyjścia?

Kuźma ("Czapa")

A dlaczego pytasz?

Oleś

Bo z tym rewolwerem to wydaje mi się bardzo ryzykowne. Szef na pewno pozna, że to z chleba.

Kuźma ("Czapa")

Nie sądzę, Oleś. Tak odrobiony rewolwer mógłbyś nawet sprzedać u rusznikarza. Zobaczysz, że szef ustosunkuje się do niego bardzo poważnie.

Oleś

Być może, Kuźma. Ale co potem?

Kuźma ("Czapa")

Potem weźmiemy klucze, wypuścimy Ciarę i każemy sobie otworzyć bramę.

Jesteś pewny, że nam się to uda? Kuźma ("Czapa")

Niczego nie jestem pewny. Może nam się na przykład złamać klucz. Nuci.

Oleś

Kuźma.

Kuźma ("Czapa")

Czego chcesz?

Oleś

Dajmy temu spokój. Miałem dzisiaj niedobry sen. Nie wierzę, żeby udało nam się dojść chociażby do bramy. Zobaczą nas z wieżyczki... Nie, Kuźma... Ja nie chcę... Zabiją nas.

Kuźma ("Czapa")

Aleś ty dziecinny, Oleś. Jutro czy tak, czy owak zrobią z nami to samo.

Oleś

Wiem, Kuźma, ale do jutra to jeszcze cały dzień.

Kroki na korytarzu. Kuźma chowa za siebie pistolet. Kuźma ("Czapa")

No, idzie szef.

Oleś

Kuźma, proszę cię, to naprawdę skończy się bardzo źle.

Kuźma ("Czapa")

Weź się, Oleś, w garść. I jak szef otworzy, to żebyś nie zapomniał, co do ciebie należy.

STRAŻNIK

otwiera drzwi Wpędzicie mnie do grobu tymi przeciągami.

Kuźma ("Czapa")

Zamknij, Oleś, okno. Po co ma być słychać hałas.

Oleś zamyka. STRAŻNIK

Co to ja chciałem powiedzieć? Aha... Pytałem wczoraj wszystkich znajomych, czy nie wiedzą czasem o jakichś leżących gdzieś luzem zwłokach. Bo to przecież żadna zbrodnia, gdybyście się tak do nich przyznali.

Oleś

Słyszysz, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

Słyszę. No i co? Co znajomi?

STRAŻNIK

No i nic. Mówią, że tu są gdzieś jedne w pobliżu, ale to sprzed stu lat. Nie wiem, czy takie na coś by się wam zdały.

Kuźma ("Czapa")

Chyba nie, szefie. Zresztą my już mamy zupełnie inne plany. Jak Bóg da, to jakoś wyjdziemy z tych opresji.

STRAŻNIK

Pięknie mówisz, Kuźma. A ja już myślałem, że z ciebie zupełny niedowiarek. Wyjdziecie... Na pewno wyjdziecie. Wszystko przecież jest w rękach Boga.

Kuźma ("Czapa")

nagłym ruchem wyciąga przed siebie pistolet Z wyjątkiem kluczy. Nieprawda, Oleś?

STRAŻNIK

z nagłym przerażeniem Co ty, Kuźma?! Skąd ty masz ten rewolwer?! Czego ty ode mnie chcesz?!

Kuźma ("Czapa")

Klucze! Odbiera klucze od Strażnika.

Oleś uderza szefa taboretem. Uderzony osuwa się z jękiem. Oleś

Poczekaj, Kuźma. Idę z tobą. Nie zostawiaj mnie.

Kuźma ("Czapa")

No to wychodź! Pośpiesz się! podaje klucze Olesiowi Otwórz Ciarze.

Wybiegają na korytarz. W celi chwila ciszy, po czym gwałtowne walenie pięścią w prawą ścianę. Oleś

wracając zdyszany do celi Matko Najświętsza, co ja zrobiłem!

Kuźma ("Czapa")

także wpada zdyszany i zdenerwowany Co ty tu robisz?! Dlaczego nie wypuszczasz Ciary?!

Walenie w prawą ścianę powtarza się. Oleś

Nie mogę, Kuźma. Nijak nie mogę.

Kuźma ("Czapa")

Dlaczego nie możesz? Dawaj klucze!

Oleś

Kuźma, zabijesz mnie.

Cofa się przed Kuźmą. Kuźma ("Czapa")

łapie go za klapy, potrząsa Dawaj klucze!

Oleś

Kiedy nie mam...

Kuźma ("Czapa")

Nie masz?! Jak to nie masz? Przecież ci dałem. Miałeś wypuścić Ciarę.

Oleś

Nie mam. Wyrzuciłem przez okno. W korytarzu.

Kuźma ("Czapa")

Wyrzuciłeś?! Klucze! Dlaczego?!

Oleś

Mówię, Kuźma, że mnie zabijesz. Ty w to nie wierzysz, ale ten czarny kot...

Kuźma ("Czapa")

Kot?! Jaki kot?!

Oleś

Ten czarny, co tu stale łazi, przeleciał mi drogę. Kuźma, zrób ze mną, co chcesz, ale jak czarny kot przetnie drogę... Przysięgam ci, Kuźma, że zabiliby nas...

Kuźma ("Czapa")

Gdzie klucze?!

Oleś

Już ci mówiłem. Leżą na podwórzu.

Kuźma ("Czapa")

Ty bydlaku! To ja po to pootwierałem wszystkie kraty, żebyś ty przy ostatniej wyrzucił je przez okno!...

Oleś

Przysięgam ci, Kuźma, że nie wyrzuciłbym nigdy, gdyby nie ten czarny kot...

Kuźma ("Czapa")

Ech, ty wisielcu, ty... Popycha go na ścianę. Gwałtowne stukanie z prawej. Kuźma uspokoiwszy się nieco. Powiedz Ciarze, żeby przestał się dobijać. On myśli, że wyszliśmy bez niego. Uspokój go i powiedz, że klucze połamały się w zamku. I niech się przygotuje do zmiany miejsca. Jutro wszyscy trzej spotkamy się na powieszalni.

Oleś stuka, jednocześnie odzywa się stukanie z lewej. Kuźma

Tam znowu ktoś jest? Czego on chce? No, czy nie można zwariować od tego cholernego pukania...

Oleś

pochyla się nad Strażnikiem, przygląda mu się, po czym radośnie Kuźma! Kuźma! O rany boskie, Kuźma!

Kuźma ("Czapa")

Co się stało?

Oleś

Kuźma, jak pragnę wolności, zdaje się, że uderzyłem za mocno. Szef nie żyje. Nie żyje, o ile się na tym znam.

Kuźma ("Czapa")

Szef? Nie żyje? bierze Strażnika za rękę, puszcza, ręka opada bezwładnie Chyba nie żyje. Trzeba natychmiast zawiadomić o tym wydział śledczy. Skocz no, Oleś, na korytarz. Ale to na jednej nodze.

Oleś

Już się robi, Kuźma. Już się robi. A widzisz, zawsze mówiłem, że ten strażnik przyniesie nam kiedyś szczęście.

Wybiega na korytarz. Kuźma ("Czapa")

cerując skarpetkę No i co ty na to powiesz, Oleś?

Oleś

Na co, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

No, na tę skarpetkę. Zgadnij tylko, ile ja już ją mam?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Skąd mogę wiedzieć, ile ją masz?

Kuźma ("Czapa")

Cztery lata. Nie, co ja mówię... Pięć. Pięć i pół roku. Przeszło dwa lata nosiłem w niej ciężarki. Ty wiesz, że wytrzymywała pięciokilowy odważnik. demonstruje uderzenie Ani razu nie omsknęła się. A teraz patrz... No niby na pięcie dziury i w palcach też, ale tak poza tym to całkiem dobra skarpetka. Daj no jeszcze trochę tej włóczki.

Oleś

Już się robi, Kuźma, już. Podciąga nogawkę, pruje własną skarpetkę i podaje nitkę Kuźmie.

Kuźma ("Czapa")

Pierwszorzędna włóczka. Dużo tam jeszcze jej masz?

Oleś

Już niedużo, Kuźma. Poniżej kostki. Ale starczy ci na jeszcze jeden raz.

Kuźma ("Czapa")

Cholera, no popatrz, taka skarpetka. Wysłużyła się, nie?

Stukanie z prawej. Kuźma ("Czapa")

Ciara? Posłuchaj no, Oleś, czego on chce.

Oleś

przykłada ucho do ściany Mówi, że cholernie się nudzi. Pyta, czy nie znamy jakiejś ładnej piosenki. Chętnie by się jej nauczył. Chciałby, żeby to było coś o miłości. Nie znasz czegoś takiego, Kuźma, co?

Kuźma ("Czapa")

O miłości? O miłości chyba nie. W ogóle nie znam już żadnej piosenki. To co znam, to on też zna. Co można sobie przypomnieć po tylu latach. A może ty, Oleś, ułożyłbyś co?

Oleś

Ja, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

A dlaczego by nie? Masz taki ładny głos.

Stukanie.

Czego on jeszcze chce?

Oleś

Nic. Mówi, że żałuje. Pośpiewałby... Aaa... i jeszcze raz dziękuje nam za szefa. Powiada, że to bardzo ładnie z naszej strony, że przypisaliśmy mu współudział w tym zabójstwie. Jest nam szczerze zobowiązany.

Kuźma ("Czapa")

No już dobrze, dobrze. Powiedz, że jak przypomnę sobie coś ładnego, to do niego zastukam.

Oleś

Tak jest, Kuźma. po pauzie ...Kuźma...

Kuźma ("Czapa")

Co?

Oleś

To jednak był bardzo fajny gość.

Kuźma ("Czapa")

Kto taki?

Oleś

Szef.

Kuźma ("Czapa")

A czy ja mówię, że nie? Gdyby to ode mnie zależało, ogłosiłbym go świętym. Wyświadczył nam wielką przysługę. Nie wiesz, Oleś, czy był już świętym jakiś więzienny cieć?

Oleś

Nie wiem, Kuźma, chyba nie.

Kuźma ("Czapa")

No widzisz... A cieciom też się coś należy. Pomyśl tylko, jakie to by miało znaczenie dla naszego więziennictwa. Uważam, że jak już stąd wyjdziemy, to należałoby ogłosić to w tutejszej parafii. Oczywiście zimą. Może na taką okoliczność przyjechałby jaki biskup w gronostajach. szarpie zmotaną nitkę Cholera, urwało się. Daj no, Oleś, jeszcze tej włóczki...

Brzęk kluczy i szczękanie zamka. Oleś

Zaraz, Kuźma, bo zdaje się, że otwierają drzwi.

Otwiera się krata i wchodzi trzeci skazaniec; jest to starszy pan, na pierwszy rzut oka wzbudzający szacunek; złote binokle na nosie, łysina okolona siwizną, wyraz skupienia na twarzy; tłumok z koca, który taszczy przed sobą, pełen jest książek. Skazaniec ("Czapa")

ponuro, lecz głosem pełnym godności i powagi No więc wszystko skończyło się.

Oleś

szeptem, zaniepokojony Co się skończyło, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

Albo ja wiem...

Skazaniec ("Czapa")

Wszystko. Wszystko, panowie. Skazano mnie.

Oleś

O Jezu!

Skazaniec ("Czapa")

Tak. A jeszcze przed godziną łudziłem się. Człowiek łudzi się do ostatniej chwili. Teraz jest już po wszystkim. Zapadł wyrok... Skończyło się. rozgląda się nieporadnie, gdzie postawić tłumok Wybaczcie, panowie, moje zachowanie. Jestem trochę załamany. Czy można by prosić odrobinę wody? Kładzie tłumok na stole.

Kuźma ("Czapa")

Oleś, daj no panu kubek.

Oleś

O Jezu, Kuźma, a gdzie on jest?

Kuźma ("Czapa")

A skąd ja mogę wiedzieć, gdzie go znowu zapchałeś?

Oleś

Już wiem, Kuźma, już wiem... Odbiera Kuźmie skarpetkę i wyciąga z niej kubek; następnie biegnie do wiadra, zaczerpuje wody i podaje Skazańcowi

Skazaniec ("Czapa")

Jak to dobrze, że zamknięto mnie razem z wami. stawia kubek na stole Bałem się, że wsadzą mnie do osobnej celi. Chyba nie zniósłbym samotności.

Kuźma ("Czapa")

A tak, tak... samotność straszna rzecz. Bóg pana strzegł. A i nam nie poskąpił. Od dawna marzyliśmy o nowym towarzyszu niedoli. Czy nie tak, Oleś?

Oleś

Jasne, Kuźma, jasne, że tak. Zawsze pragnąłem, żeby przyszedł ktoś, kto by nas podtrzymał na duchu.

Skazaniec ("Czapa")

Bez przesady, panie kolego. Kogo może podtrzymać na duchu człowiek tak zgnębiony jak ja?

Kuźma ("Czapa")

E, co za różnica, zgnębiony czy nie zgnębiony. Najważniejsze, że pan tu jest.

Skazaniec ("Czapa")

wyjmuje z kieszeni sporą buteleczkę z lekarstwem i przytyka do ust; następnie szybko zapija lekarstwo wodą To zawsze przynosi mi chwilową ulgę. Jestem w niezłej komitywie z więziennym lekarzem. Złoto, nie człowiek. Przez cały okres śledztwa ratował mnie tym. Zawdzięczam mu naprawdę niemało. A panowie tu od dawna?

Kuźma ("Czapa")

No, już parę ładnych dni. Tak paramy się z życiem we dwóch. Ale to ciężko. Teraz, jak pan przyszedł, będzie znacznie lżej.

Oleś

Przynajmniej przez jakiś czas.

Skazaniec ("Czapa")

Oj, panowie, żebyście się nie zawiedli. W każdym razie z góry ostrzegam. Ze mną niełatwa sprawa. Jestem trudny w pożyciu.

Kuźma ("Czapa")

Drobiazg. Jakoś się załatwi. Bierze ze stołu skarpetkę i bawi się nią

Oleś

zaniepokojony Kuźma, ale chyba nie już?

Skazaniec ("Czapa")

Co nie już? do Kuźmy Dlaczego pan mi się tak przygląda?

Kuźma ("Czapa")

podchodzi do Skazańca, bawiąc się skarpetką; z pewnym też trudem poszukuje czegoś w pamięci Ja pana skądś znam.

Skazaniec ("Czapa")

Mnie?...

Kuźma ("Czapa")

jakby kojarząc już coś No jasne, że znam.

Skazaniec ("Czapa")

Chyba niemożliwe.

Oleś

już mocno zaniepokojony Nie, Kuźma, to nie może być.

Kuźma ("Czapa")

O rany boskie, jak mówię, że znam, to znam. Nie pozwolisz mi, Oleś, poznać człowieka?!

Bierze Skazańca za ramiona Oleś

Kuźma, co ty robisz? Przecież mamy jeszcze całego szefa. Przez ten pośpiech zaprzepaścisz go! A pan kolega i tak zostaje z nami. Czy nie lepiej... Kuźma, w tej chwili to naprawdę nie ma sensu. Trzeba się wstrzymać te pięćdziesiąt parę dni.

Kuźma ("Czapa")

cofa ręce z ramion Skazańca No, widzi pan, jak tu wytrzymać z takim człowiekiem? Przecież kiedyś go uduszę. Stale mu to powtarzam. I wcale nie żartuję. Naprawdę zrobię to. Czy ty, Oleś, nie rozumiesz, co mówię? Wyrażam się chyba jasno. Mówię, że pana kolegę znam. A wiesz dobrze, że ręka i pamięć nigdy mnie nie zawodzą.

Oleś

Tak jest, Kuźma, tak jest! Przepraszam cię. To ta cholerna skarpetka tak mnie wprowadziła w błąd.

Kuźma ("Czapa")

No więc, pan sobie mnie przypomina?

Skazaniec ("Czapa")

Usiłuję, panie kolego, usiłuję, ale doprawdy nie. Może jakby pan powiedział, w jakich okolicznościach, może gdyby pan przypomniał, gdzie...

Kuźma ("Czapa")

z pełnym życzliwości uśmiechem Kolejka... elektryczna kolejka. Na trasie... No już pan wie... Co wieczór przecież pan jeździł... No nie tak?

Skazaniec ("Czapa")

Jeździłem istotnie... Jeździłem, fakt...

Kuźma ("Czapa")

O to, to... A właśnie kolega Ciara, ten co tu obok, i ja... parokrotnie jeździliśmy z panem. W jednym przedziale. Pamięta pan?

Skazaniec kręci głową.

Miał pan na sobie takie futro. Pamiętam jak dziś. Elki.

Skazaniec ("Czapa")

Tak, miałem, tak...

Kuźma ("Czapa")

No widzisz, Oleś! Nie mówiłem, że pana znam?

Oleś

Aaa... to pan! To pan jest z tej kolejki. Teraz to i ja już wiem. Kuźma dużo mi o panu opowiadał. Pamiętam, był panem zachwycony. A potem, jak mu pan gdzieś znikł, to pół roku wspominał z żalem. Zresztą nam wszystkim trzem było pana ogromnie żal.

Skazaniec ("Czapa")

Panowie, doprawdy nie rozumiem, czym sobie zasłużyłem...

Kuźma ("Czapa")

Ściślej mówiąc, żal nam było nie tyle pana, ile pańskich elek. Miałem możność obejrzeć je raz w szatni. To było bezkonkurencyjne futro. Oleś mówi prawdę. Bezdenny żal. A chodziliśmy za panem ładne kilka dni. Parę razy miało już dojść do konfiskaty, ale... No po prostu nie było jakoś okazji. Nie nadarzyła się. Potem przestał pan już jeździć tą kolejką i w ogóle znikł. Ale nie ma tego złego, co by na lepsze nie wyszło. Gdyby wówczas udało się przeprowadzić tę konfiskatę – dziś nie byłoby pana między nami. A sam pan widzi, jak bardzo potrzebujemy pańskiego towarzystwa. No nieprawda, Oleś?

Oleś

Prawda, Kuźma, prawda. O Jezu, jeszcze jak...

Skazaniec ("Czapa")

niezbyt zachwycony He, świetne! Świetne, panowie!... Znakomite! Uwielbiam takie niesamowite żarty. Ale że też panowie tak dobrze pamiętają to futro... Nie, nieprawda. Przecież nie kazalibyście mi go zdjąć...

Kuźma ("Czapa")

Zdjąć? Nie, ależ skąd? Czy myśmy kazali kiedy zdejmować komu futro, Oleś?

Oleś

Nie, Kuźma, nigdy. Nie...

Kuźma ("Czapa")

No właśnie, Boże uchowaj! Czyżbyśmy śmieli fatygować klienta? Zawsze staraliśmy się obsłużyć go sami. Ale mniejsza z tym. Cieszę się, że pana widzę. Zawsze to jakaś znajoma twarz.

Skazaniec ("Czapa")

nieco nienaturalnie I ja również... I ja też...

Kuźma ("Czapa")

Oleś, no daj mi tę nitkę i zastukaj do Ciary. Powiedz, że jest tutaj z nami ten pan z elektrycznej kolejki. Zastukaj, zastukaj, zobaczysz, jak się Ciara ucieszy.

Oleś podbiega do ściany.

Albo nie, Oleś, albo nie!... Ciara jest sam i zaraz będzie chciał wejść z nami w spółkę. A to przecież niemożliwe. Nie, Oleś, nie stukaj. To tylko popsuje stosunki między nami, rozdrażni go.

Skazaniec siedzi pośrodku celi na taborecie z namydloną twarzą; Kuźma wzburza pędzlem pianę na jego brodzie; po chwili odstawia pędzel, ostrzy brzytwę na pasku i zabiera się do golenia; Oleś modli się żarliwie, klęcząc na łóżku. Oleś

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków...

Kuźma ("Czapa")

ciągnąc brzytwę pod włos Może będziecie się śmiać... ale wam powiem. We fryzjerskim zawodzie to zupełnie jak w dyplomacji. No tak. Bo na przykład: Przychodzi do zakładu jakiś gość i zaczyna ci wylewnie... Na temat życia, na temat wolności... no i tak w ogóle. A ty golisz go i słuchasz... Oleś, nie ma tam już tego mydła? Wiesz, tego, co przyniósł ten pan.

Oleś

przerywając modlitwę Nie ma, Kuźma, zmydliło się.

Kuźma ("Czapa")

Szkoda, takie dobre mydło... No więc słuchasz, co on mówi, i myślisz sobie tak: Diabli wiedzą, co to za gość. Niby mówi szczerze, a w gruncie rzeczy licho go wie. Powiesz mu, że uważasz tak samo jak on, to albo mu schlebiasz, że niby jego poglądy potwierdzają się, albo na drugi dzień wyleją cię z pracy. A powiesz, że nie zgadzasz się z nim, to się obrazi i więcej nie przyjdzie. A już najgorzej to go zaciąć. Zaraz ci powie, że to na tle różnicy poglądów. Jak Boga kocham, że tak jest.

Skazaniec ("Czapa")

rozbawiony Tak jest, tak jest... Kapitalne! Znakomicie pan to podchwycił. Jak w dyplomacji. Tylko że to już jest pesymizm. Sytuacja właściwie bezwyjściowa. Ale kto wie, czy nie jest najmądrzejszą rzeczą taka filozofia pesymizmu. „Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie, jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?!”. Znacie, panowie, to?

Kuźma ("Czapa")

Niby co?

Skazaniec ("Czapa")

No ten wiersz. Nicości otchłanie... Przejmujące. Do szpiku kości przejmujące. Ale prawdę mówiąc, to dzisiaj nie jestem nastrojony pesymistycznie. Miałem nawet optymistyczny sen. Śniło mi się, że wychodziłem z więzienia. Klucznik otwierający mi bramę ubrany był na biało. I nie dacie, panowie, wiary... Poruszał się lekko, jak majowy wiatr.

Kuźma ("Czapa")

Oleś, co to znaczy, jak się śni wiatr?

Oleś

przerywając modlitwę Nie wiem, Kuźma, nie wiem. To jakiś dziwny sen.

Skazaniec ("Czapa")

Nader dziwny. Ale miły. A potem też wszystko na biało. Drzewa, łąki, mgła... Ale najpiękniejsze to było to, że kiedy zechciałem, mogłem zupełnie swobodnie unosić się w tej przejrzystej mgle.

Oleś

żarliwie Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci...

Kuźma ("Czapa")

wygalając pod samą grdyką Tak się panu śniło? Ciekawe. Ciekawe, Oleś, nie?

Skazaniec ("Czapa")

Prawda, że ciekawe? A wie pan, że ja wierzę w sny.

Oleś

Kuźma, nie mógłbyś skończyć już z tym goleniem?

Kuźma ("Czapa")

A bo co?

Oleś

Bo to zgrzyta. Wiesz przecież, jak nie lubię zgrzytów. Modli się.

Kuźma ("Czapa")

O rany, Oleś, a czy ja się wtrącam do twoich pacierzy? Wieczne odpoczywanie i wieczne odpoczywanie... Też przecież człowieka może trafić szlag.

Skazaniec ("Czapa")

Bo pan goli pod włos. Naprawdę ledwo można usiedzieć. Nie ma pan zbyt lekkiej ręki.

Kuźma ("Czapa")

Ja? Ja nie mam lekkiej ręki?! Oleś, czy ja nie mam lekkiej ręki? No powiedz, Oleś, powiedz sam...

Oleś

Nie wiem, Kuźma. To pewnie zależy od brody. Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie...

Skazaniec ("Czapa")

Czego to kolega Oleś tak się dzisiaj modli?

Kuźma ("Czapa")

To pan nie wie? On tak co rok. Oleś, odpowiedz panu na pytanie.

Oleś

wyrwany z modlitwy Co mam odpowiedzieć?

Kuźma ("Czapa")

No, dlaczego się tak modlisz.

Oleś

Aaa... Dlaczego się modlę? Dzisiaj Dzień Zaduszny. Kuźma, pomodliłbyś się i ty.

Otwiera się krata, staje w niej Strażnik. Strażnik II

Tak sobie się golicie, a? A kto weźmie te miski, a? Myślicie, że będę sobie parzył palce, żeby takim jak wy dać jeść.

Kuźma ("Czapa")

Skocz no, Oleś! Widzisz przecież, że ja nie mogę. Co tam dzisiaj na obiad, panie szefie?

Strażnik II

A co to was obchodzi? Ja mam z wami w ogóle nie mówić. Skończyliście to golenie czy jeszcze nie?

Kuźma ("Czapa")

Już, panie szefie, już oddaję brzytwę. wykonuje ostatnie ruchy przy goleniu, składa brzytwę i zbliża się do drzwi Polecamy się na przyszły raz. Nie ma pan pojęcia, jak te brody rosną. A pan też powinien się ogolić.

Strażnik cofa się.

Czego się pan tak wzdraga? Usiadłby pan na chwilę i załatwiłbym pana raz-dwa. Tamten szef golił się u mnie. No i stało mu się co? Ani razu go nie zaciąłem, a golił się tu parę lat.

Strażnik II

Nawet mi nie wspominajcie. Już wolałbym... Połóżcie tę brzytwę na stole. Wezmę sam.

Kuźma ("Czapa")

kładąc brzytwę Jak sobie pan chce. Ja tam nigdy się nie napraszałem.

Skazaniec ("Czapa")

obmywając twarz w miednicy A ja rano zgłaszałem się do pana, nie? Nie wypuścił pan mnie. Ileż można czekać? Czy mam stąd wyjść siłą?

Strażnik II

Tylko bez gróźb! Tylko bez gróźb! Ale się tu dobrali. Co jeden, to lepszy gość. do Skazańca No to wychodźcie, wychodźcie już!

Skazaniec bez pośpiechu wyciera twarz w ręcznik, po czym rzuca go na łóżko i wychodzi z celi energicznym krokiem; Strażnik wycofuje się także, zamyka kratę. Kuźma i Oleś wydobywają łyżki i siadają na swoich łóżkach z miskami na kolanach; zupa Skazańca zostaje na stole. Kuźma ("Czapa")

siorbiąc Taki drażliwy ten nowy szef. Nawet nie da powiedzieć do siebie słowa. Nie to co nasz dawny. Szkoda, że go zmienili, Oleś, co?

Oleś

z gorącą zupą w ustach Szkoda, Kuźma, oj tak...

Kuźma ("Czapa")

A wiesz, co myślę? Myślę, że zmienili też kucharza.

Oleś

Możliwe, Kuźma, możliwe.

Kuźma ("Czapa")

Jestem tego nawet pewny. Nie zauważyłeś, że od kilku dni znacznie polepszyło się? No, powiedz, jadłeś kiedy przedtem taką dobrą brukiew? Jaka zawiesista. O... i mięso jest. Co to jednak znaczy dobry kucharz. Oleś...

Oleś

Słucham cię, Kuźma.

Kuźma ("Czapa")

Wiesz, myślę także o naszym nowym koledze. Przyjemny gość. Tylko coś za często chodzi do lekarza. Żeby to czasem nie była jakaś poważniejsza sprawa. W tym wieku, Oleś, nigdy nie wiadomo. Byle wylew do mózgu, byle zawał... niebezpieczna rzecz.

Oleś

O Jezu, Kuźma!

Kuźma ("Czapa")

No właśnie. Niechby mu się tak przytrafiło gdzieś na korytarzu... Koniec. Idzie prosto na tamten świat. Bez naszej pomocy. Postaw mu, Oleś, zupę na kaloryferze. Niech się grzeje. Zimne jedzenie zabójcza rzecz.

Oleś

Oj tak, Kuźma, oj tak... Bierze miskę ze stołu i stawia na żeberkach.

Kuźma ("Czapa")

I zamieszaj. Zobacz, czy nie ma jakich kości. I w ogóle. Pamiętasz, raz trafiło mi się szkło. Czego ty, Oleś, taki markotny?

Oleś

długo i uważnie miesza zupę Kuźma... Czy ty wiesz, za co on siedzi?

Kuźma ("Czapa")

Skąd mam wiedzieć? A co, mówił ci?

Oleś

No, zwierzał mi się wczoraj, jak ty żeś już spał.

Kuźma ("Czapa")

No i co?

Oleś

On siedzi za kontakty z obcymi mocarstwami.

Kuźma ("Czapa")

Nie?! Niemożliwe?! Nie okłamał cię?

Oleś

Nie, Kuźma, na pewno nie.

Kuźma ("Czapa")

A to skurczybyk szpieg!

Oleś

No, szpieg... Myślę sobie, Kuźma, że nie najlepiej żeśmy trafili. Gdyby tak udało nam się kiedyś stąd wyjść, to przez taką głupią sprawę moglibyśmy mieć duże kłopoty... z obcymi mocarstwami.

Kuźma ("Czapa")

Masz rację, masz rację, nieprzyjemna rzecz.

Oleś

Kuźma, a może by się tak wstrzymać...

Kuźma ("Czapa")

Ale zabiłeś mi, Oleś, klina. Cholera, nie mógł się trafić jakiś pierwszy lepszy gość, tylko od razu międzynarodowy szpieg. Diabli nadali... Masz rację. Już wtedy w kolejce wydawał mi się podejrzany. Bo niby skąd takie futro. Ale nie ma rady, Oleś, trzeba ryzykować. Na wolności zawsze łatwiej, a tu wykończą nas. Ty, a co to za kontakty? Nie powiedział ci?

Oleś

No, mówię... Międzynarodowe.

Kuźma ("Czapa")

Tak, ale jakie, z kim?

Oleś milczy.

Czego nic nie mówisz?

Oleś

Czekaj, przypominam sobie. Jak to on powiedział... A, już wiem. Mówił, że kontaktował się... drogą napięć psychicznych.

Kuźma ("Czapa")

Co? Co to znaczy?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Mówił tylko, że przekazywał wiadomości drogą napięć psychicznych i że ktoś mu się włączył na podsłuch i wtedy wpadł. Podobno to jakaś głośna afera.

Kuźma ("Czapa")

Oleś, to jest coś nie w porządku. Nie mówił o jakiejś krótkofalówce albo czymś?

Oleś

Nie, Kuźma, nie mówił nic. Powiedział tylko, że jak się napnie tak psychicznie, to prosto z głowy potrafi na dowolną odległość przekazać myśl.

Kuźma ("Czapa")

Jak to z głowy? Po prostu tak...? To niemożliwe, Oleś, czarował cię.

Oleś

Nie, Kuźma, nie czarował. Przecież skazali go. Mówił, że ten prokurator, co go oskarżał, to też potrafi tak... Znaczy, napiąć się i przekazać myśl. I on, to jest prokurator, nie miałby nic przeciwko temu napinaniu, tyle że nasz nowy kolega wykorzystywał to w celach wywiadowczych. I tylko dlatego skazali go. Nie, Kuźma, to prawda. Co my możemy wiedzieć, jakimi sposobami posługuje się taki międzynarodowy szpieg.

Kuźma ("Czapa")

Cholera, rzeczywiście... Mówił jeszcze co?

Oleś

Już nic. Powiedział tylko, że takich facetów, co to potrafią tak napinać się, jest na świecie niemało. I że oni zawsze kontaktują się. Czekaj, jak się nazywa taki facet... Jak to on mówił... Zaraz sobie przypomnę... O, już wiem! Teofil!... Nie... Teozof czy jakoś tak.

Kroki na korytarzu, brzęk kluczy. Kuźma ("Czapa")

Ciszej, Oleś, zdaje się, że wraca.

Otwiera się krata, wchodzi Skazaniec. Skazaniec ("Czapa")

Słowo daję, panowie, samo serce. Bez przesady... Wielkie złote serce na dłoni. Cudowny wprost fenomen. Widać to zresztą od pierwszego wejrzenia. W każdym ruchu, w każdym geście. I to spojrzenie, panowie... To spojrzenie dobrego, rozumiejącego życie mędrca. Naprawdę jestem nim oczarowany. Ze świecą szukać takiego drugiego człowieka.

Oleś

zachwycony samym przemówieniem Słyszysz, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

Słyszę. Czy można wiedzieć, o kim mowa?

Skazaniec ("Czapa")

O kim by, jeśli nie o naszym lekarzu. Geniusz dobroci. Prostota połączona z nieprzeciętnym intelektem. Współczucie dla człowieka w niedoli... Sumienność i ofiarność. Kolego Oleś, czy można by prosić pana o trochę wody?

Oleś

Proszę, proszę, proszę bardzo...

Podaje. Skazaniec ("Czapa")

Kto to powiedział, że lekarz filozof równy jest bogom?

Oleś

Ja nie wiem. Kuźma, ty nie wiesz kto?

Skazaniec ("Czapa")

Lekarz filozof. Tylko on trzyma mnie przy życiu. wyjmuje z kieszeni buteleczkę z lekarstwem Życie... życie, panowie. Czy nie zastanawia was, że czasem postępujemy tak, jakby ono było czymś naprawdę rzeczywistym? Jak gdyby ono było zupełnie nie tym, czym w istocie swej jest? A przecież to tylko niezbyt wyrazisty majak absolutu. Przedmiot jego bezustannie zmieniającego się snu. wyciąga papierowy korek A my, jak te bezrozumne istoty, staramy się je podtrzymywać, przedłużać je. Co za bezsensowne działanie! podnosi flaszkę do ust, pociąga z niej i prędko zapija wodą Pfy... ohyda!

Kuźma ("Czapa")

Czy można wiedzieć, co szanowny kolega pije?

Skazaniec ("Czapa")

Lekarstwo.

Oleś

jak echo Lekarstwo...

Kuźma ("Czapa")

Wiemy, że lekarstwo, ale co to jest?

Skazaniec ("Czapa")

spogląda pod światło na buteleczkę To? Spirytus.

Kuźma i Oleś

jednocześnie Spirytus?

Skazaniec ("Czapa")

Tak, salicylowy. Chcecie skosztować?

Oleś

Nie wiem, Kuźma, nie wiem sam.

Kuźma ("Czapa")

No, jeden łyk. Wyciąga rękę.

Skazaniec ("Czapa")

To ma wprost zbawienny wpływ. Potęguje magnetyzm psychofluidów, przywraca trzeźwość umysłu.

Kuźma ("Czapa")

popija To jest pierwszorzędne!... Oleś, pycha!... Nawet nie spodziewałem się. Chcesz łyk?

Oleś

Tylko jeden. Pije.

Kuźma ("Czapa")

No i co?

Kuźma ("Czapa")

W sam raz, Kuźma. W sam raz.

Kuźma ("Czapa")

No właśnie... rozważa coś Oleś...

Oleś

Słucham cię, Kuźma...

Kuźma ("Czapa")

Poczekaj no, bo właśnie przyszła mi taka myśl. Czy ty, Oleś... Jesteś taki wątły... Czy ty nie zgodziłbyś się czasem do tego lekarza?

Skazaniec ("Czapa")

Obawiam się...

Kuźma ("Czapa")

Czego się pan obawia? Jak ma dać, to da. Co to, nie wystarczy na was dwóch?

Skazaniec ("Czapa")

Wystarczyć to wystarczy. Tylko czy mu się to nie wyda podejrzane? A zresztą, to naprawdę człowiek wielkiego serca. Nie, nie, nie sądzę. Chyba nie odmówiłby. Siada przy stole i zabiera się do czytania.

Kuźma ("Czapa")

No widzisz, Oleś, jaki z naszego kolegi pierwszorzędny gość.

Oleś

Zawsze to mówiłem, Kuźma. Międzynarodowy gość to zawsze pierwszorzędny gość. do Skazańca całkiem już pogrążonego w czytaniu Tutaj jest pańska zupa. Na kaloryferze, żeby nie wystygła.

Skazaniec ("Czapa")

nie odrywając wzroku od książki Zupa? Aaa... zupa. Nie, nie będę jadł.

Kuźma ("Czapa")

zaniepokojony Jak to nie będzie pan jadł? Dlaczego?

Skazaniec ("Czapa")

czyta coś półgłosem Bo dzisiaj poniedziałek.

Kuźma ("Czapa")

No to co?

Skazaniec ("Czapa")

Zwykle w poniedziałki w ogóle nie jadam. Robię sobie przerwę. ślini palec i przekłada kartkę Do piątku. W piątek znowu zaczynam jeść.

Oleś

Przerwę? Dlaczego?

Skazaniec ("Czapa")

Takie mam zasady. I bardzo ściśle ich przestrzegam. To pozwala mi skupić się.

Oleś

Aha...

Kuźma ("Czapa")

Zaraz, zaraz... liczy na palcach Poniedziałek, wtorek, środa... Nie, to nie może być. Oleś, czy to możliwe, żeby ktoś wytrzymywał bez jedzenia cztery dni?

Oleś

Nie wiem, Kuźma, chyba nie.

Skazaniec ("Czapa")

podnosi głowę znad książki Gdybyście, panowie, czytywali przynajmniej gazety, wiedzielibyście, że Gandhi wytrzymywał dni czterdzieści. I dlatego był najzdrowszym człowiekiem na świecie. Ponownie pogrąża się w czytaniu.

Oleś

To prawda, Kuźma, to prawda. Czytałem sam.

Kuźma ("Czapa")

nieco rozdrażniony Gandhi... Gandhi mógł sobie jeść albo nie. To jego rzecz. Ale tu jest więzienie, a nie zwykła stołówka. Tutaj nie ma żadnych przywilejów. Szpieg, nie szpieg... Daj no, Oleś, tutaj tę zupę. Co to znaczy, żeby facet nie chciał jeść?!

Oleś podaje Kuźmie miskę; Kuźma stawia ją głośno tuż przed czytającym. Skazaniec ("Czapa")

oschle Kto powiedział „szpieg”?! To pan, panie Kuźma? Pan mnie obraża. Nie jestem żadnym szpiegiem. Jestem teozofem, a teozof to nie to samo co szpieg. Proszę to przyjąć do wiadomości. Zresztą wyłączam się.

Wyjmuje z kieszeni dwa woskowe czopki i wtyka sobie w uszy. Oleś

Ojej, Kuźma, co on robi?

Kuźma ("Czapa")

cofa się zbity z tropu Zatyka sobie uszy, żeby nas nie słyszeć.

Skazaniec odkłada książkę, przymyka oczy i zastyga niby posąg Buddy. Oleś

Ojej! Ojejej!

Kuźma ("Czapa")

Czego jęczysz?

Oleś

Kuźma, on się napina!

Kuźma ("Czapa")

Jak to napina?

Oleś

No, tak... psychicznie.

Kuźma ("Czapa")

zaniepokojony Napina? I co, myślisz, że będzie się z kimś kontaktował?

Oleś

Nie wiem, Kuźma, ale chyba tak. O Jezu kochany, ale też trafił nam się gość.

Wpatrują się znieruchomiali w zastygłego teozofa; po paru chwilach tego metapsychicznego napięcia rozlega się gwałtowne stukanie z prawej. Oleś

wyrwany nagle z pełnego metafizycznych niepokojów nastroju Ciara!

Kuźma ("Czapa")

Czego on tam chce?

Oleś podbiega do ściany. Oleś

słuchając stukania On mówi, że już wszystko wie. Powiada, że przed nim nic się nie ukryje. Dowiedział się, że jest tu z nami jakiś trzeci gość, i gratuluje nam. Ale też i ostrzega. Powiada, że jak nie dopuścimy go do spółki, to on nas urządzi. Mówi, że postara się, żeby go nam zabrali. Na razie, powiada, możemy być spokojni, ale w ciągu najbliższych dni wolałby już wiedzieć, w jaki sposób zechcemy to załatwić. Gorąco odradza nam działanie na własną rękę. O Jezu, Kuźma! On naprawdę gotów urządzić nas...

Kuźma ("Czapa")

mocno zaniepokojony Co ty powiesz, Oleś?! Tak się wyraził? Dosłownie tak?... A cóż to za podejście do sprawy? Czy on zwariował? To przecież zupełnie niemożliwa rzecz.

Oleś nakrywa do stołu; rozkłada na nim prześcieradło, układa kromki chleba, ustawia garnuszki; Kuźma leży na łóżku; Skazańca nie widać. Zza przegrody, za którą znajduje się kibel, dobiegają odgłosy skrobania muru. Skazaniec ("Czapa")

zza przegrody Cudowne, panowie, cudowne. To najcudowniejsze doświadczenie mojego życia. Zawsze interesował mnie problem pokonywania materii. Materia – największe zło – i człowiek, z natury swej istota duchowa, pokonywający jej opór.

Kuźma ("Czapa")

Tylko ostrożnie, żeby nie złamał pan łyżki.

Skazaniec ("Czapa")

Skrobię trzonkiem, tak jak pan mówił.

Kuźma ("Czapa")

No i nie tak głośno. Szef ma ucho jak nietoperz.

Skazaniec ("Czapa")

To oczywiste... Staram się. Swoją drogą zastanawiające...

Kuźma ("Czapa")

Co?

Skazaniec ("Czapa")

Struktura materii.

Kuźma ("Czapa")

Mówi pan o ścianie?

Skazaniec ("Czapa")

O ścianie. To naprawdę zastanawiające. Materia, która przecież jest tylko odbiciem idei, materia, która istnieje tylko pozornie – w swej strukturze wydaje się nieraz górować nad duchem. Ale jakże to ułatwia zrozumieć tę walkę: walkę ducha-idei ze swym odwiecznym wrogiem... Panowie, ja już nie mogę. To piekielnie twarde. Obtarłem sobie palce. Kolego Oleś, niech pan weźmie ode mnie ten tynk. Wysuwa obie ręce zza przegrody

Kuźma ("Czapa")

Słyszysz, Oleś?

Oleś

Już biorę, Kuźma, już.

Odbiera z rąk Skazańca tynk i chowa w siennik. Skazaniec ("Czapa")

wychodząc zza przegrody W każdym razie bardzo się cieszę, że będę miał sposobność poznać pana Ciarę. Z tego, co od was słyszałem, to musi być niezmiernie sympatyczny jegomość.

Otrzepuje ręce. Kuźma ("Czapa")

Ciara? A tak... Prowadziliśmy z nim ten futrzany interes wiele lat i nigdy nie zawiódł nas. No czy nie tak, Oleś?

Oleś

krzątając się koło stołu Nigdy, Kuźma, nie.

Skazaniec ("Czapa")

O, a cóż to za stół! Iście królewskie przyjęcie. Wielka przyjemność zasiąść za takim stołem. Szkoda, że nie ma tu jeszcze pana Ciary. Byłby na pewno zachwycony.

Kuźma ("Czapa")

Spokojna głowa. Znam Ciarę. Przyjdzie tu na czas.

Skazaniec ("Czapa")

Może to dziwne jak na filozofa, ale muszę panom powiedzieć, że uwielbiam towarzystwo.

Oleś

Oj, Kuźma, to tak jak ja.

Kuźma ("Czapa")

wstaje z łóżka, podchodzi do stołu i bierze z niego dużą butlę z lekarstwem Oho ho! Tu nawet cała recepta. wyciąga spod gumki długi papier Ale nagryzmolone. Trzeba być aptekarzem, żeby to przeczytać. A nie, nawet nie... czyta „Nalać na dłoń łyżeczkę od herbaty... następnie nawilżyć wskazane przez lekarza miejsce... i wcierać dokładnie, lecz nie za mocno, żeby nie podrażnić skóry.” Jak tu wszystko szczegółowo... I co, Oleś, dał ci to tak bez niczego?

Oleś

Bez niczego, Kuźma, bez niczego. Powiedziałem tylko, że łamie mnie w kościach. Wtedy przyjrzał mi się i zapytał, jaki mam wyrok. A jak mu powiedziałem, to się trochę zdenerwował i podniósł głos. „Niech mi pan nie zawraca dupy – powiedział – tymi kościami i mówi wprost, czego pan chce.” I zaraz sięgnął do apteczki i dał mi to.

Kuźma ("Czapa")

Nie? Tak powiedział? No nie, to bardzo pięknie powiedziane, Oleś, to naprawdę jakiś bardzo miły gość.

Skazaniec ("Czapa")

A nie mówiłem? To nie serce, panowie, to studnia, studnia dobroci bez dna. Kto na jego miejscu potrafiłby okazać tyle zrozumienia dla ludzkiej niedoli? Ten człowiek zaiste nie minął się ze swoim powołaniem.

Kuźma ("Czapa")

No to napijmy się. Zdrowie tego doktora.

Oleś

Zdrowie...

Skazaniec ("Czapa")

Zdrowie.

Piją. Kuźma ("Czapa")

odkaszlnąwszy A propos, Oleś... A może by go tak tu poprosić?

Oleś

O Jezu, Kuźma, a po co?!

Skazaniec ("Czapa")

To nie jest zła myśl. Panowie, jestem gotów zrobić wszystko, ażeby go tu ściągnąć.

Kuźma ("Czapa")

No właśnie... Nie mówię, żeby tak od razu, ale za jakieś czterdzieści do pięćdziesięciu dni...

Skazaniec ("Czapa")

Tak późno?! Panowie, a dlaczego by na przykład nie już?

Kuźma ("Czapa")

Już... A co to daje „już”? My mamy jeszcze za szefa, a przed panem też tam ileś dni... Trzeba chyba prowadzić racjonalną gospodarkę, nie?

Oleś

O Jezu, Kuźma... Jasne, że trzeba, jasne, że tak...

Kuźma ("Czapa")

A czy nie uważasz, Oleś, że można by... no, że i pana też można by wziąć do naszej spółki? Jak sądzisz, co? No bo pomyśl sam, jest skazany czy nie?

Oleś

Jest, Kuźma, jest...

Kuźma ("Czapa")

No właśnie. Musimy jakoś wzajemnie się ratować. A pan by chciał czy nie?

Skazaniec ("Czapa")

Ja? Nie wiem... Doprawdy nie wiem... Ale jeśli panowie uważacie, że...

Kuźma ("Czapa")

O rany boskie, cóż to za człowiek. Jak długo można się decydować?! Powiedziałem już chyba, że uważamy, nie? No i w porządku, nie ma o czym gadać. Odczekamy te czterdzieści czy pięćdziesiąt dni, potem załatwi się. Odstawi pan jakiś atak ślepej kiszki, wylew do mózgu albo co...

Skazaniec ("Czapa")

Niby ja?...

Kuźma ("Czapa")

Przecież nie ja. Ani Oleś. Nas to już tu znają. Na nasze wezwanie nie przyszedłby nikt. A do pana przyleci, jasna rzecz. Nawet nie będzie się pan musiał z nim szarpać. Załatwimy go my. Oleś albo ja. A pan tylko zezna, że to wszystko było z góry przemyślane, i na jakiś czas ma pan kłopot z głowy. Śledztwo, sąd i tamta cała resztówka – razem trzy miesiące jak ulał. A potem znowu się rozejrzymy.

Skazaniec ("Czapa")

Panowie, zaraz... O ile dobrze zrozumiałem, ale chyba tak... Panowie nie... Przecież to morderstwo!...

Kuźma ("Czapa")

O rany, morderstwo... Jakie tam morderstwo... Po prostu taki prawny chwyt. Każdemu wolno stosować własne wybiegi. Sąd ma swoje, a my swoje. On tak, a my tak. Nie użyje pan wybiegu – powieszą pana za pięćdziesiąt dni.

Skazaniec ("Czapa")

Mnie? A dlaczego?

Kuźma ("Czapa")

Jak to dlaczego? No przecież skazali pana, tak czy nie?

Skazaniec ("Czapa")

Skazali, ale...

Kuźma ("Czapa")

Jak skazali, no to i szlus. Nie wymiga się pan. Albo ma się karę śmierci, albo nie. A na łaskę może pan liczyć – tylko nie tu.

Skazaniec ("Czapa")

Karę śmierci? Ja?... Panowie, to jakieś potworne nieporozumienie! Skazano mnie, owszem, tak, ale na Boga, przecież nie na karę śmierci.

Oleś

O Jezu, Kuźma! O Jezuniu mój kochany!

Kuźma ("Czapa")

Cooo? Co pan mówi? Że nie tego... Jak to, że nie na śmierć?

Skazaniec ("Czapa")

Strzeż mnie Panie Boże! A dlaczego by na śmierć?! Taki wyrok to byłaby nieludzka rzecz. Zostałem i tak potraktowany ogromnie surowo. Sąd zasądził mnie na rok i trzy miesiące. Oczywiście z zaliczeniem aresztu.

Kuźma ("Czapa")

Rok i trzy miesiące... A to skurwiel! Oleś, słyszałeś?! Słyszałeś ty?!

Oleś

Słyszałem, słyszałem... Kuźma, zabij mnie! To ja cię tak wprowadziłem w błąd. Ale przysięgam, mówił, że go skazali. No a jak skazali, to, Kuźma, przecież rozumiesz sam.

Kuźma ("Czapa")

Rok i trzy miesiące! A to skurwiel! Z zaliczeniem aresztu! No i jak tu nie ukatrupić takiego?! No i jak go nie ukatrupić, co?

Skazaniec ("Czapa")

Tylko nie skurwiel! Tylko nie skurwiel! Bez ubliżania! Wypraszam sobie, panie Kuźma. I ostrzegam pana... Jeszcze jedno obelżywe słowo i pozwę pana przed sąd.

Oleś

O Jezu, Kuźma, daj spokój, może lepiej nie...

Kuźma ("Czapa")

Przed sąd?! On mnie chce pozwać przed sąd. Żebym to ja cię czasem nie pozwał. Słyszałeś, Oleś? Już ja go pozwę przed sąd, jak Boga kocham... Ostateczny!

Skazaniec ("Czapa")

Co pan powiedział?! Aha... aha... Potwór! Potwór! Odrażający potwór! A zresztą wyłączam się. Chwyta jedną z książek, siada na łóżku i zatyka sobie uszy czopkami

Kuźma ("Czapa")

chodząc Wspólnik, cholera... Skazaniec, psychiczna jego mać! A bo to wszystko przez ciebie, Oleś.

Oleś

Przeze mnie, Kuźma, jasne, że przeze mnie.

Kuźma ("Czapa")

Gdyby nie to twoje głupie gadanie, nigdy nie przyszłaby mi do głowy taka myśl.

Kroki na korytarzu.

Idzie ktoś?...

Chowa flaszkę. Otwiera się krata, staje w niej Strażnik i z daleka kiwa palcem. Strażnik II

No prędzej, prędzej! Wychodźcie już!

Oleś

wskazując siebie Ja?...

STRAŻNIK

Nie.

Kuźma ("Czapa")

trzymając flaszkę pod stołem Ja?...

Strażnik II

Nie, nie... Ten trzeci.

Skazaniec ("Czapa")

wyjmuje z uszu czopki Ja?...

Strażnik II

Wy... właśnie wy.

Oleś

O Jezu...

Skazaniec ("Czapa")

zmierza ku drzwiom; przechodząc koło Kuźmy, z groźbą w głosie Jeszcze się zobaczymy.

Wychodzi; Strażnik także wycofuje się i zamyka kratę. Oleś

po chwili milczenia Ty, Kuźma, dokąd on go wziął?

Kuźma ("Czapa")

A skąd ja mogę wiedzieć.

Oleś

O Boże święty, żeby tylko go nam oddał. Nie daj nam Boże zgubić takiego człowieka.

Kuźma chodzi po celi nerwowym krokiem; po paru chwilach milczenia odzywa się stukanie z lewej; tym razem nie jest to Morse, ale zwykłe pukanie jak do drzwi. Oleś

Kuźma...

Kuźma ("Czapa")

Co?

Oleś

Słyszysz?

Kuźma ("Czapa")

Słyszę.

Oleś

Ktoś się dobija z powieszalni.

Kuźma ("Czapa")

A niech się dobija... Powiedz mu, że tu już nikogo nie ma. Że właśnie wczoraj powiesili nas. No, czego tak patrzysz? Powiedz mu to.

Oleś

Kiedy nie mogę, Kuźma.

Kuźma ("Czapa")

Dlaczego?

Oleś

Słyszysz przecież, jak stuka. Bez żadnego pojęcia. Stuka, bo stuka, ale zupełnie bez słów.

Kuźma ("Czapa")

No to mu powiedz, żeby nauczył się najpierw ludzkiego języka.

Kroki na korytarzu; Oleś nasłuchuje. Oleś

radośnie Kuźma! Kuźma! Wraca Skazaniec! Idzie! Idzie! Idzie tu! O Matko Najświętsza, a ja już zaczynałem wątpić w miłosierdzie Boże.

Otwierają się drzwi, wchodzi Skazaniec, kompletnie załamany. SKAZANIEC Skazaniec ("Czapa")

Boże, Boże, nie opuszczaj mnie!

Oleś

O Jezu, stało się coś?

Skazaniec ("Czapa")

Boże, zmiłuj się nade mną... Boże, zmiłuj się!

Oleś

Zmiłuj się...

Kuźma ("Czapa")

Co się znowu stało?!

Skazaniec ("Czapa")

Sąd. Sąd postanowił ponownie rozpatrzyć moją sprawę. Będę sądzony jeszcze raz. Mój obrońca odchodzi od zmysłów. Twierdzi, że należy spodziewać się nawet najwyższego wymiaru kary. Czy panowie rozumiecie, co mówię? Czy słyszycie mnie? Jestem zgubiony. Skażą mnie na śmierć.

Jęk Olesia. Kuźma ("Czapa")

No jasne! A nie mówiłem, Oleś? Przecież od razu mówiłem, że takie coś to gardłowa sprawa. Kto by się tam patyczkował. Wiadomo, szpieg to szpieg. Kiedy ma być ten nowy proces?

Skazaniec ("Czapa")

Za sześć tygodni.

Stukanie z lewej powtarza się. Kuźma ("Czapa")

Sześć tygodni... sześć tygodni... A nie dałoby rady przyspieszyć, co? Zresztą może być. Tylko jest pan pewny, że nie załatwią pana odmownie?

Skazaniec ("Czapa")

Jak to odmownie... Mnie? Chyba nie...

Stukanie z lewej. KUŹMA Kuźma ("Czapa")

W porządku. Poczekamy do nowego roku. Jak już wszystko będzie jasne, wrócimy do poprzedniej rozmowy. Mam nadzieję, że już tym razem pan nam nie odmówi. Stukanie ustaje. Kuźma nalewa sobie garnuszek. A teraz niech mi będzie wolno wypić zdrowie naszego nowego wspólnika. Unosi garnuszek do góry i zastyga w tej pozycji, z dala słychać bowiem zbliżający się ekspres, który przelatuje pod oknami z przeraźliwym gwizdem; wszyscy trzej wsłuchują się w łomot pociągu; chwila przejmującego milczenia.

Skazaniec ("Czapa")

po przejeździe ekspresu, wskazuje w stronę powieszalni Czy tam... Czy tam ktoś był? Milczenie To straszne! Jak gdyby zupełnie na nowo rozgląda się po celi, przypatruje się ukradkowo Olesiowi i Kuźmie; wzrok jego zatrzymuje się na stojącej na stole butelce ze spirytusem, bierze ją do ręki, odstawia. Panowie, obawiam się... Obawiam się, że ten lekarz... on cierpi na klaustrofobię i nigdy w życiu nie odważył się wejść do żadnej z cel. To okropna rzecz, taki lęk zamkniętej przestrzeni. Panowie, ja naprawdę obawiam się, że on nie zechce tutaj przyjść.

Noc. Wszyscy trzej w swoich łóżkach. SKAZANIEC Skazaniec ("Czapa")

przez sen Eureka! Eureka!

Oleś

szeptem Kuźma...

Kuźma ("Czapa")

zaspanym głosem Czego chcesz?

Oleś

Jemu się coś śni.

Kuźma ("Czapa")

A niech mu się śni.

Oleś

Ale jemu śni się jakaś kobieta. Taki stary i śni mu się kobieta.

Skazaniec ("Czapa")

Eureka! Eureka!

Oleś

Słyszysz, Kuźma? Ciekaw jestem, ile ona może mieć lat?

Kuźma ("Czapa")

Pewnie ze sześćdziesiątkę.

Oleś

Nie, Kuźma. To musi być jakaś młoda dziewczyna. Taki starszy gość przy forsie to czasem znajdzie sobie... Kuźma, widziałem przecież nie raz.

Kuźma ("Czapa")

O rany boskie, Oleś, dajże mi spać.

Oleś

A czy ja ci przeszkadzam? Mówię tylko, że on ma jakiś piękny sen.

Dłuższa chwila ciszy. Skazaniec ("Czapa")

przez sen Jutro... więc jutro... zdecydowanie Jutro wychodzę.

Oleś

gwałtownie Kuźma! Kuźma!

Kuźma ("Czapa")

Czego znowu chcesz?

Oleś

On mówi, że jutro wychodzi.

Kuźma ("Czapa")

Kto?

Oleś

No on. Powiada, że jutro... Czy mówił ci coś o tym?

Kuźma ("Czapa")

Nie, nie mówił. Jak to jutro? Bredzi pewnie przez sen.

Oleś

Nie, Kuźma, przysięgam ci, że nie.

Skazaniec ("Czapa")

Genialna... Genialna myśl! No więc jutro... Cześć!

Oleś

Słyszysz?

Kuźma ("Czapa")

A to skurwiel! A tak przypuszczałem, że coś knuje. Jutro, he... jutro. Oleś, to musi być jakiś szatański plan.

Oleś

Ciszej, nie przerywaj mu.

Skazaniec ("Czapa")

Eureka! Eureka! Genialna myśl!

Kuźma ("Czapa")

Ty, a, co ma do tego ta Eureka?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Pewnie chce do niej wyjść. Jakbyś miał taką na wolności, to też by ci się do niej spieszyło.

Kuźma ("Czapa")

Masz, rację, Oleś. Czekaj... Ale jak stąd można wyjść?

Oleś

Nie mam pojęcia, Kuźma. Wiem tylko, że to nieprzeciętnie mądry gość. Widziałeś, ile on przeczytał książek?

Kuźma ("Czapa")

Iiiii... książek. Myślisz, że tam pisze, jak się wydostać z kryminału.

Oleś

Nic nie myślę, Kuźma, ale kto wie. Przecież nie czytałeś.

Kuźma ("Czapa")

Nie.

Oleś

No widzisz, a ja czytałem raz. I wiesz, co tam pisało? Pisało, jak jeden facet uciekł z takiego więzienia, co to nikt z niego nie mógł się wydostać. Jak Boga kocham, tak pisało. Skazaniec bełkocze przez sen O Jezu, Kuźma...

Kuźma ("Czapa")

Ciszej, Oleś, może powie, jak stąd wyjść. Nasłuchują. Skazaniec chrapie. A to skurwiel, chrapie. Porusz go, Oleś, może jeszcze coś z siebie wydusi.

Oleś

porusza śpiącego, bez skutku Kuźma ("Czapa")

Nie da rady, Kuźma.

On sobie już wszystko obmyślił i śpi.

Kuźma ("Czapa")

zagląda w twarz Skazańcowi Śpi, rzeczywiście, śpi. Jaki to skryty, skurwiel, co? No już go zostaw, zostaw go. Jutro rano zrobimy mu, Oleś, przesłuchanie. Połóż się, połóż... Tylko pilnuj, żeby czasem nie chciał nam zwiać.

Układają się na powrót do snu; nagle Skazaniec zrywa się z łóżka i jak widmo zaczyna krążyć po celi. Oleś

O Jezu, Kuźma! Kuźma, on wstał!

Skazaniec zatrzymuje się i lunatycznym ruchem wyciąga z łóżka deskę; chwilę obraca ją w rękach, po czym zaczyna przymierzać ją w najrozmaitszy sposób do ściany. Oleś

szeptem O Jezu, Kuźma, co on robi?

Kuźma ("Czapa")

Nie wiem, Oleś, coś kombinuje, ale niech skonam, jeśli domyślam się co. To jakaś piekielnie wymyślna rzecz.

Skazaniec odchodzi od ściany i staje z deską na środku celi. Skazaniec ("Czapa")

Ja... wskazuje siebie ja sam w sobie. Początek wynikania. Wszystko, co jest, wynika z mojego ja. Z mojego we mnie wnikania. Wszystko więc jest ja. Wszystko.

Kuźma ("Czapa")

Jak to ja?

Oleś

Csiii!...

Skazaniec ("Czapa")

To... wskazuje deskę to też ja. Ja uzupełnione wnikaniem. I to też... wskazuje ścianę to też ja. Uzupełnienie uzupełnienia. Jest, co wnika we mnie. Co nie wnika, nie istnieje. Nie, nie. Nie tak. próbuje od nowa Ja... Ja sam w sobie. wyciąga przed siebie ręce, przymyka oczy.

Kuźma ("Czapa")

Tyyy... To wariat.

Oleś

Nie, Kuźma, nie...

Kuźma ("Czapa")

No to czego się wygłupia?

Oleś

On się nie wygłupia.

Kuźma ("Czapa")

A co?

Oleś

Nie wiem, Kuźma, może zbiera myśli albo się skupia... Myślisz, że tak łatwo stąd wyjść. po chwili Ty, Kuźma, to może być prorok!

Kuźma ("Czapa")

Prorok? O rany, Oleś, wolałbym, żeby to był jakiś inny, cwańszy gość.

Oleś

Ciszej, Kuźma, csiii...!

Skazaniec ("Czapa")

Ja... wskazuje siebie początek wynikania. Tak, dobrze. Dobrze było, tak... Nie wnikniętego nie ma. Jest tylko to, co wniknięte... I tylko to. Tak, właśnie tak... stanowczo Nie wnikać w siebie nic! Nie wniknięte przeze mnie... zanika. znowu stanowczo Zaniknąć sobą wszystko, co nie jest ja. ze skupioną uwagą Wszystko z wyjątkiem. Dobrze... dobrze... już! najwyższy moment skupienia Rrraaz... dwaaa... trzy... Nie! Nie! Zanikło gdzieś cztery! Zanikło... Wróć! przymierza deskę do ściany coraz to inną krawędzią, licząc każdy ruch Rrraaaz... dwaaa... trzy... No i znowu. Gdzie jest cztery? Wynikło już przecież z poprzedniego wnikania. w podnieceniu Jest...! Jest...! Jest...! pauza Nie... Zanikło.

KUŹMA Kuźma ("Czapa")

Coś mu nie wychodzi.

Oleś

O Jezu, Kuźma, musi wyjść! A może by tak mu pomóc? Ja skoczę, co? Przytrzymam mu tę deskę. Kuźma, no, powiedz, przytrzymać mu?

Kuźma ("Czapa")

Nie wiem, Oleś. Możesz spróbować. Jak chcesz.

Oleś złazi z łóżka; po drodze przewraca taboret; taboret upada z łoskotem. Oleś

O Jezu mój.

Skazaniec ("Czapa")

wyrwany z transu Kto tam?

Oleś

To ja. Chciałem panu pomóc.

Skazaniec ("Czapa")

Mnie? W czym?

Oleś

Nie wiem... w ogóle. Coś pan mówił, że ma pan jakąś niezgorszą myśl.

Skazaniec ("Czapa")

Mówiłem? Kiedy mówiłem?

Oleś

Przez sen.

Skazaniec ("Czapa")

A, przez sen... Potworne drewno. odkłada deskę na stół Tak, miałem, miałem myśl. Uciekła przed samym obudzeniem. No i jeszcze pan z tym taboretem. A byłem już na najlepszej drodze. Jeszcze chwila skupienia i można by stąd wyjść. Teraz wszystko przepadło. Bezpowrotnie.

Kuźma ("Czapa")

Jak to bezpowrotnie? Koncept jest koncept. Wpadł pan na koncept i zapomniał go pan?

Skazaniec ("Czapa")

Zapomniałem. Pozostał mi w pamięci tylko szkielet pomysłu. Koncepcja filozoficzna.

Kuźma ("Czapa")

A co to za różnica. Aby tylko udało się wyjść.

Skazaniec ("Czapa")

Teraz to już jest niemożliwe. Chociaż właściwie to najprostsza w świecie rzecz.

Oleś

Zawsze najlepsze są proste pomysły, no nie tak, Kuźma? Pamiętasz, mówiłeś mi to nie raz.

Kuźma ("Czapa")

Jasne, Oleś. No i co? Każdy z nas mógłby stąd wyjść?

Skazaniec ("Czapa")

Każdy... każdy z nas. To straszne, panowie, zaprzepaścić taką myśl.

Kuźma ("Czapa")

Zaraz, zaraz... Czekaj no pan, bo to zaczyna mi się podobać. Znaczy się wszyscy trzej? Po jednemu czy najpierw jeden, a potem, powiedzmy, dwóch?

Skazaniec ("Czapa")

Obojętne. To jest zupełnie obojętne. Może być każdy sam. Trudność polega tylko na tym...

Kuźma ("Czapa")

No... no...

Skazaniec ("Czapa")

...że najpierw trzeba znaleźć czwarty wymiar.

Kuźma ("Czapa")

Co takiego?

Skazaniec ("Czapa")

Czwarty wymiar. Bez niego ani rusz.

Kuźma ("Czapa")

Czwarty wymiar... czwarty wymiar... No dobrze, ale skąd go wziąć? Nie znajdziemy go chyba tutaj w celi?

Skazaniec ("Czapa")

Kiedy właśnie... on tu jest.

Kuźma ("Czapa")

Jest?

Skazaniec ("Czapa")

Jest. On jest w ogóle wszędzie.

Oleś

O Jezu, Kuźma, zdaje się, że to nie na nasze głowy.

Kuźma ("Czapa")

Dlaczego, Oleś? Skoro on tu jest, to nie ma żadnego kłopotu.

Skazaniec ("Czapa")

Kłopot, panowie, jest z samym znalezieniem. Jeden Einstein go znalazł. Gdyby to tak nam się udało, bylibyśmy uratowani.

Kuźma ("Czapa")

A dlaczego miałoby nam się nie udać?

Oleś

Kuźma, nie byłbym taki pewny.

Kuźma ("Czapa")

Oleś, aleś ty dziecinny. Jak go znalazł ten, jak mu tam... Ajsztajn, to my go nie znajdziemy? Tylko zaraz... Do czego on nam jest potrzebny?

Skazaniec ("Czapa")

Właśnie do wyjścia.

Kuźma ("Czapa")

Jasne, że do wyjścia. Ale co mamy z nim zrobić?

Skazaniec ("Czapa")

Znaleźć go. Potem reszta jest już oczywista. Każdy z nas może przeniknąć nawet przez dziurkę od klucza, jak dym.

Kuźma ("Czapa")

Zaraz. Dlaczego, na przykład, jak dym?

Oleś

Mówiłem ci, Kuźma, że to nie na nasze głowy.

Skazaniec ("Czapa")

Nieważne, panowie, dym czy nie dym. Chodzi o to, że ta deska bierze ją ma trzy wymiary. A przypuśćmy, że wie tylko o dwóch. I że nawet nie podejrzewa istnienia najmniejszego swojego wymiaru, to jest swojej grubości. Nic o niej nie wiedząc – posuwa się w sposób następujący. przykłada deskę poprzecznie do kraty Oczywiście nie przejdzie. Ani tak... zmienia jej położenie: równoległe do prętów kraty, lecz na płask całą szerokością deski Ani tak...

Oleś

No nie, wykluczone, Kuźma, nie przejdzie.

Skazaniec ("Czapa")

Tak jest, wykluczone. Nie przeciśnie się między kratami. Co więc powinna zrobić, żeby wyjść z tej celi?

Oleś

Nie wiem... Nie wiem... Chyba odwrócić się.

Skazaniec ("Czapa")

Oczywiście. Kolega Oleś spekuluje poprawnie. Tylko w ten sposób może ona wyjść.

Oleś

uradowany Tak, tylko tak...

Kuźma ("Czapa")

Zaraz, zaraz... spokojnie, Oleś, najpierw ja. Więc co ma zrobić ta deska?

Skazaniec ("Czapa")

To, co powiedział kolega Oleś. Domyślić się swojego trzeciego wymiaru, to znaczy swojej grubości, i... odwrócić się. Odwraca deskę i wsuwa między kraty.

Kuźma ("Czapa")

No to przecież oczywiste. Ale co to ma wspólnego z naszym planem?

Skazaniec ("Czapa")

Panowie, gdyby ta deska odkryła nagle swój czwarty wymiar – który przecież posiada – potrafiłaby odwrócić się tak, że bez najmniejszego trudu przeszłaby przez najgrubszy nawet mur. Podobnie my... Poznawszy swój czwarty wymiar, jesteśmy w stanie odwrócić się i... demonstruje ów przedziwny sposób odwracania się Wtedy to już naprawdę bagatela, panowie. Wtedy można przeniknąć przez najszczelniej zamknięte drzwi.

Kuźma ("Czapa")

No nie... No nie, do jasnej cholery, nie róbcie ze mnie wariata! Żaden człowiek nie przejdzie przez zamknięte drzwi.

Skazaniec ("Czapa")

Niepotrzebnie się pan unosi. Ma pan rację. Żaden człowiek, nie znając swojego czwartego wymiaru, nie jest w stanie...

Kuźma ("Czapa")

No to po jaką cholerę to całe zawracanie trąby?! Nie dajesz pan ludziom spać?

Skazaniec ("Czapa")

Panowie, przecież to nie ja... Zresztą przysięgam, we śnie miałem już wszystko przemyślane. Byłem o jeden tylko krok od wolności. Naprawdę, o jeden tylko krok.

Wracają do łóżek. OLEŚ Oleś

układając się Kuźma, a może by jednak pomyśleć o tym, co?

Kuźma ("Czapa")

O czym?

Oleś

O Jezu, już lepiej nie powiem, bo znowu rozzłościsz się.

Dłuższa chwila nocnej ciszy; Skazaniec podnosi się po raz drugi, tym razem jednak z zachowaniem wszelkich środków ostrożności.

Kuźma! Kuźma! On znowu wstał!

Kuźma ("Czapa")

A diabli z nim. Zostaw go, Oleś, w spokoju.

Oleś

Kuźma, ja nie mogę. A jak on sobie to przypomniał?...

Kuźma ("Czapa")

Co?

Oleś

No ten czwarty wymiar...

Kuźma ("Czapa")

A niech sobie przypomina. Powiedz mu, żeby się na nim powiesił.

Oleś

Co ty mówisz, Kuźma, powiesił? Nie daj Bóg!

Skazaniec zdziera z łóżka prześcieradło i idzie w stronę kraty. Oleś

O Jezu, Kuźma, z nim coś jest nie w porządku. On naprawdę idzie się powiesić.

Kuźma ("Czapa")

nieco zaniepokojony Nie, Oleś, to nie może być. Do tego już nie wolno nam dopuścić. przypatruje się zabiegom Skazańca Trzeba będzie coś z nim zrobić. To zupełnie złamany gość. Który to już jutro mamy dzień?

Oleś

Od szefa? Pięćdziesiąty piąty.

Kuźma ("Czapa")

No to i dość. Nie wolno nam ryzykować za wiele. Poprosisz jutro tego nowego szefa o przybory do golenia i zawiadomisz Ciarę. Niech spróbuje, może zdąży się przebić. A teraz zabierz mu to prześcieradło i dopilnuj, żeby nie powiesił się w nocy. Tylko uważaj, żebyś nie zasnął. Samobójcy nie zaliczą nam. A sądu nie wprowadzisz w błąd. No, podskocz tam, Oleś, bo jeszcze naprawdę udusi się i będziemy mieli kram.

Oleś wstaje, podchodzi do kraty i odbiera Skazańcowi prześcieradło – szamoczą się w milczeniu. Skazaniec ("Czapa")

wracając zrezygnowany do łóżka Nie macie prawa! Kto wam pozwolił się wtrącać?! Wolno mi dysponować własnym życiem!

Kładzie się i nakrywa na głowę kocem. Kuźma ("Czapa")

Jak Boga kocham, co za facet... Będzie mi tu dysponować... Jakbym to ja sam nie wiedział, jak i co. Życie to jest życie, trzeba je umieć cenić. Trzeba wiedzieć, co z nim zrobić, żeby go nie zmarnować.

Odwraca się na drugi bok, następuje dłuższa chwila ciszy, po czym zbliżające się kroki na korytarzu. Oleś

głosem pełnym przerażenia Kuźma! Kuźma!

Kuźma ("Czapa")

Czego znowu się drzesz?

Oleś

Idzie ktoś! Idzie tu!

Kuźma ("Czapa")

Jak to idzie? Tu?... Tak skoro świt?

Oleś

Kuźma, może lepiej podnieść się?

Kuźma ("Czapa")

mocno zaniepokojony Leż, Oleś, leż... Jak będzie trzeba, to sami każą wstać.

Otwierają się drzwi, staje w nich Strażnik. Strażnik II

Śpicie sobie tak, a?... I nawet nie wiecie, co wam się szykuje, a?... Koniec. Dosyć tego próżnowania. Trzeba będzie stąd iść. No, czego stoicie? Ubierajcie się!

Oleś

rozpaczliwie Ja nie chcę! Ja nieee...!

Strażnik II

A kto mówi, że wy? Czego podnosicie taki wrzask?! zwraca się do Skazańca No, ojczulku, co to, sparaliżowało was? Wychodźcie, tam już na was czekają.

Skazaniec ("Czapa")

zdrętwiały ze strachu Na mnie?

Strażnik II

Na was, na was... Cała rodzina się zjechała. Mieliście wyjątkowe szczęście. Sąd zaocznie rozpatrzył wczoraj waszą sprawę i stwierdził brak podstaw do skazania was. Zostaliście uniewinnieni. Jesteście już czyści przed prawem. No co, nie cieszycie się?

Skazaniec ("Czapa")

obiema rękami chwyta się za serce, szeroko otwarte usta, z trudem łapie oddech Aaaa!... Aaaa!

Osuwa się. Oleś

podbiega do Skazańca, pochyla się nad nim Umarł, Kuźma, on umarł!

Kuźma ("Czapa")

A to skurwiel! Bez naszego udziału.

W celi tylko dwóch: Kuźma i Oleś; siedzą na swoich łóżkach w ponurym zamyśleniu; Kuźma wlepił oczy w nogę od stołu. Kuźma ("Czapa")

Cholera, ten stół. Zawsze mówiłem, żeby go postawić pod ścianą. Gdzie człowiek nie chciałby się ruszyć, stale musi go omijać. Pomóż no, Oleś, przesuniemy.

Oleś

z drugiej strony stołu A po co, Kuźma. Trzy lata tak stał.

Kuźma ("Czapa")

No stał. Ale powiedz sam, co za pomysł postawić stół na samym środku celi.

Oleś

A co w tym złego. W domu też miałeś stół na samym środku.

Kuźma ("Czapa")

W domu. W domu to zupełnie co innego. I żeby to jakiś porządny stół. Ale taki stary, ciężki grat. Nawet pogadać swobodnie nie można. Jak ja tu, to ty gdzieś aż tam.

Ciągnie stół pod ścianę. Oleś

Zostaw, Kuźma, niech stoi, jak stał. po pauzie Kuźma, wymyśl coś.

Kuźma ("Czapa")

Powiedziałem już raz, że nie jestem do wymyślania. Inna rzecz mówić prawdę, a inna łgać. Trzy lata ujechaliśmy na prawdzie. Na kłamstwie nie ujedziesz trzech dni.

Oleś

Ale zlituj się, Kuźma, skąd tej prawdy tyle brać. Od śmierci szefa nie mamy już nic a nic do powiedzenia. Kończy się nasz ostatni wyrok. Powieszą nas.

Kuźma ("Czapa")

A niech powieszą. Lepiej wisieć za prawdę niż żyć trzy dni dłużej jako łgarz... No, cholera mnie już bierze na ten stół! Czy można się dogadać na taką odległość?! Jak ja tam, to ty tu. No, pchnijmy go, Oleś, pod ścianę!

Oleś

Kuźma, błagam cię, zostaw go.

Stukanie z prawej. Kuźma ("Czapa")

Cholerny grat...

Stukanie powtarza się. Kuźma ("Czapa")

A ten czego znowu chce?

Oleś

Cicho, Kuźma. To może być coś ważnego. Stukanie. Z Ciarą jest coś chyba źle.

Kuźma ("Czapa")

Dlaczego?

Oleś

Zdaje się, że padło mu na mózg. Mówi całkiem od rzeczy.

Kuźma ("Czapa")

Ciara? To nie może być.

Oleś

Kiedy tak. Mówi, że jak chcemy, to on doniesie śledczemu, że zabiliśmy muchę. Twierdzi, że za muchę też mogą nam coś dać.

Kuźma ("Czapa")

Co on się wygłupia. Powiedz mu, że to nie jest pora na żarty.

Oleś

stuka, Ciara odpowiada On mówi, że to wcale nie jest żart. Że muchy poszukują od trzech lat. I że nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy żyje, czy nie. On chyba ma na myśli tego Muchę, co sprzątnął nam sprzed nosa jubilera, a potem tę wdowę po kuśnierzu. Nie pamiętasz, Kuźma? Mało nie trafił nas wtedy szlag.

Kuźma ("Czapa")

Jasne, że pamiętam. Parę lat temu zrobił ostatni skok i przepadł jak kamień w wodę. Mucha... taaak, Mucha... Czekaj, Oleś, bo to nawet nie jest zła myśl. Powiedz Ciarze, że może spróbować. Tylko niech mu się język nie poplącze i niech nie powie, że zabił go sam.

Oleś

stuka, Ciara odpowiada On mówi, żebyśmy się o to nie martwili. I jeszcze raz wyraża swoje ubolewanie z powodu tego filozofa. Dziwi się nam. Powiada, że nie rozumie, jak mogliśmy zmarnować takiego człowieka. Uważa, że jest to cios, który trudno nam będzie przeżyć.

Kuźma ("Czapa")

Już dobrze, dobrze... Zapytaj go, co mamy mówić. Kiedy zabiliśmy Muchę i gdzie. Nie lubię, jak w zeznaniach brakuje nam zgodności.

Oleś

stuka On już poszedł, Kuźma. Słyszałem, jak trzasnęły drzwi.

Kuźma ("Czapa")

Chytry, skurczysyn. Czy mówił jeszcze coś?

Oleś

Powiedział, że jak wróci, to zaraz da nam znać.

Stukanie z lewej. Kuźma ("Czapa")

Tam znowu jakiś wisielec? Odstukaj mu, Oleś. Powiedz, że tu jest pokój służbowy dyżurnego kata. Że wszystko jest już gotowe i że niepotrzebnie się niecierpliwi.

Oleś

podchodzi do lewej ściany, stukanie z lewej Kuźma, ten facet mówi, że bardzo żałuje, że już nigdy nie zdąży się nawet z nami zobaczyć. Twierdzi, że wiele słyszał o tobie i miał wielką ochotę poznać cię.

Kuźma ("Czapa")

Nie jestem usposobiony towarzysko. Powiedz mu to.

Oleś

stuka, odpowiada stukanie On mówi, że przed chwilą rozmawiał ze strażnikiem i że strażnik powiedział mu, że jak tylko go powieszą, to zaraz przyjdzie tam następnych trzech. On jest pewny, że to będziemy my. I żałuje, że miniemy się z nim.

Kuźma ("Czapa")

To niech żałuje. Ja tam nie mam ochoty na nowe znajomości. Powiedz mu to.

Pociąg osobowy. Oleś

stuka raz i drugi, nikt nie odpowiada Powiedziałem mu, Kuźma. Nie odzywa się już. Pewnie się obraził. Nie trzeba było tak ostro. To jakiś ambitny gość. I w dodatku twierdzi, że słyszał o tobie.

Kuźma ("Czapa")

podchodząc do okna Wyczytał pewnie w gazecie. Nie lubię, Oleś, jak mi się klei taki ktoś. nuci ..i pilnik cienki jak włos... Turkot fury. No, jest i furka. Zastukaj do Ciary, może już wrócił.

Oleś

stuka w prawą ścianę Nie odpowiada, Kuźma. Nie ma go.

Kuźma ("Czapa")

Po cholerę on tam tak długo siedzi? Wiersze czyta śledczemu czy co?

Oleś

Może go udusił?

Kuźma ("Czapa")

Bez naszego udziału?

Oleś

No, sam mówisz, że Ciara zawsze był egoistą.

Kuźma ("Czapa")

Jasne, że był. Znam go jak zły grosz. Cholera, zimno. Taki już jesienny chłód. Ludzie oblekli się w jesionki. Tylko patrzeć, jak spadnie śnieg. po pauzie Wiesz, Oleś? Ciekaw jestem, czy dostalibyśmy czapę za tego tam...

Oleś

Za kogo, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

Za tego, co obok. Za tego, co mówi, że chciałby nas poznać.

Oleś

Jego zaraz powieszą.

Kuźma ("Czapa")

No właśnie. A gdybyśmy tak powiesili go my. Dostalibyśmy coś za to czy nie?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Chyba tak. A myślisz, że można by się dostać tam?

Kuźma ("Czapa")

Nie. Ja tak tylko, ogólnie. Stukanie z lewej. Posłuchaj, Oleś, czego on tam jeszcze chce.

Oleś

On mówi, że już otwierają drzwi. Jeszcze raz wyraża żal, że nie mógł poznać cię, i przekazuje ostatnie pozdrowienia. I jeszcze przeprasza cię...

Stukanie urywa się. Kuźma ("Czapa")

Za co przeprasza?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Przerwali mu. Gwizd i jazgot przelatującego ekspresu. Po chwili głębokiego milczenia. To głupio tak przerwać w pół zdania.

KUŹMA Kuźma ("Czapa")

Głupio, ale czegoś ty tak zbladł, wyglądasz, jakby to już ciebie powiesili.

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Jakoś jestem uczulony na te pociągi. Cholernie denerwują mnie. I coś mi się tak wydaje, że tym razem to już naprawdę nasz ostatni dzień.

Kuźma ("Czapa")

Być może, Oleś. Tylko nie zacznij mi opowiadać swoich snów. Stukanie z prawej. No, nareszcie Ciara. A już myślałem, że wystawił nas do wiatru. Zapytaj go, Oleś, czy udało się.

Oleś

On pyta, czy tu ktoś jest.

Kuźma ("Czapa")

Powiedz, że wszystko w porządku. Że jesteśmy.

Oleś

Tak jest, Kuźma. stuka, odpowiada stukanie On pyta, czy tu jest jeden, czy dwóch.

Kuźma ("Czapa")

Czy on oszalał? Powiedz, że jest nas dwóch. Niby gdzie mielibyśmy się podziać przez ten czas.

Oleś

stuka, odpowiada stukanie Kuźma, z nim jest coś nie w porządku. Pyta nas, jak się nazywamy.

Kuźma ("Czapa")

Co takiego?

Oleś

No mówię, pyta, jak się nazywamy, Kuźma... Kuźma... To chyba nie jest Ciara. To jakiś zupełnie inny gość.

Stukanie z lewej. Kuźma ("Czapa")

Cicho! Tam znowu ktoś jest.

Oleś

Ciara. podbiega do lewej ściany Ciara, to ty? Stukanie. To Ciara. Mówi, że nie udało się. Mucha od dwóch lat siedzi na karze śmierci i tak jak my sprzedaje swoje zwłoki. Śledczy wyśmiał go i kazał zaprowadzić wprost na powieszalnię. Mówi, że zaraz mają i po nas przyjść.

Kuźma ("Czapa")

No tak. Od razu mówiłem, że na kłamstwie daleko nie ujedzie. Stukanie. Czego on jeszcze chce?

Oleś

On mówi, że tu jest jakiś napis na ścianie. Jakiś gryps do ciebie.

Kuźma ("Czapa")

Do mnie?

Oleś

Do ciebie. Ciara mówi, że tam pisze, żebyś nie gniewał się za tę wdowę i jubilera. Że ten, co pisał ten gryps, jak nigdy w życiu potrzebował wówczas pieniędzy. I tylko dlatego uprzedził cię.

Kuźma ("Czapa")

To Mucha. Taaak, to był Mucha. Jak to ładnie z jego strony. Zawsze myślałem, żeby poznać go. To byłby, Oleś, wspólnik... Nie masz pojęcia, co to był za gość. Przesuwa stół.

Oleś

Co ty robisz, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

I pomyśl, Oleś, siedział tu niedaleko tyle lat. I dzisiaj stukał zza tej ściany, a ja nie odezwałem się. Ciągnie stół.

Oleś

Po co ciągniesz ten stół?

Kuźma ("Czapa")

O Jezu, Oleś, już ci mówiłem, że nic mnie tak nie irytuje jak ten grat. No bo co za idiota wymyślił, żeby postawić go na środku. Gdzie się tam chowasz? Pomóż mi.

Oleś

Ja nie chcę, Kuźma! Zostaw go!

Kuźma ("Czapa")

O rany boskie, co za facet. I co mu za różnica, tu czy tam. dosuwa stół do ściany No i nie lepiej tak? Pan Bóg mnie pokarał takim wspólnikiem. Ja się szarpię z tym gratem, a on już klęczy. I znowu będzie się modlił. Jak Boga kocham, że mam już tego dość. idzie w stronę Olesia.

OLEŚ Oleś

przejmująco Kuźma, nie...! Klęka.

Kuźma ("Czapa")

No, czy nie może człowieka trafić szlag? Ja do niego jak do brata... Ja do niego z wyciągniętymi rękami, a on przede mną na kolana. Jak pies. Wstań, Oleś! Przynajmniej jak mówię do ciebie, to wstań. Zbliża się ciężkimi krokami.

Oleś

Co ty chcesz zrobić, Kuźma? Nie podchodź do mnie! Nie podchodź! Nie ruszaj mnie!...

Kuźma coraz bardziej zbliża się do klęczącego Olesia, który zasłania się przed jego wyciągniętymi rękami. KONIEC