Zaloguj się
Cytuj

"Czapa - próba"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Czapa - próba, Janusz Krasiński
Data aktualizacji: 11 październik, 2020
KUŹMA (nuci) Dwunasta wybiła na miejskim zegarze, więźniowie cichym snem śpią, ale nie wszyscy, bo jeden z nich marzy... OLEŚ ({{{ stoi na taborecie }}} przy oknie) Patrz, patrz, Kuźma! Wychodzi jakiś facet! KUŹMA Jak to wychodzi? OLEŚ No zwyczajnie. Skończyło mu się i wychodzi. O, otwie¬rają mu bramę. Idzie sobie sam. W kapeluszu, z wali-zeczką. Naczelnik przy wyjściu. Żegna się z nim. Musieli go zgarnąć zimą. KUŹMA Skąd wiesz, że zimą? OLEŚ Widzę przecież. W futrze. Gorąco mu. Rozpiął się. KUŹMA
Kuźma

W futrze? (podchodzi prędko do okna, wspina się) E, co tam takie futro. Facet siedział widać z dziesięć lat.

OLEŚ Ja nie mówię, że futro. Mówię tylko, że wychodzi. Zawsze przyjemnie popatrzeć, jak ktoś idzie w świat. KUŹMA Hm… cholera {{{ KUŹMA (
mruczy z niezadowoleniem
) }}} OLEŚ Co mówisz, Kuźma? KUŹMA Nic, {{{ mówię, że }}}na odległość śmierdzi naftaliną. Kroki Strażnika, brzęk kluczy, otwieranie drzwi. STRAŻNIK Okno! Okno! Zamykajcie okno! Diabli nadali te prze¬ciągi. Ledwie odsuniesz zasuwę, to mało łba nie urwie. Zabierajcie to!... {{{ Stawia na stole miskę, Kuźma zagląda do niej zdegustowany. Próba przypisu Bal }}} KUŹMA Co to, marmolada? STRAŻNIK Marmolada. KUŹMA Ph, tyle tego, co kot napłakał. I to ma być na dwóch? STRAŻNIK Na dwóch. Jak mi zostanie, przyniosę jeszcze. KUŹMA Obejdzie się. Nie znoszę marmolady. (próbuje) E, ta nawet nie jest taka zła. Daj no, Oleś, kawałek chleba. {{{ Oleś podaje śpiesznie, Kuźma zagryza. }}} KUŹMA (zagryza) Co pan taki markotny, panie szefie? Patrzy pan na nas, jakby pan nad grobem stał. STRAŻNIK Ja? Nie... Tak tylko sobie obliczam... Ile to wam już stuknęło od ostatniego wyroku? KUŹMA Dziesięć. A bo co? STRAŻNIK Dziesięć. Dziesięć dni to jeszcze nie tak wiele. Ale czas, chłopcy, leci. Nawet się nie obejrzycie, jak minie te sześćdziesiąt i... i wszystko skończy się {{{się skończy.}}} KUŹMA Szef to zawsze wpada w popłoch. STRAŻNIK Ja nie wpadam w popłoch. Myślę tylko, że jakby wam kiedy zabrakło tych waszych zwłok... OLEŚ To co?... STRAŻNIK To można by jeszcze wypożyczyć z cmentarza. KUŹMA E, też pan wpadł na pomysł. Jak żyję, od nikogo nie wy¬pożyczałem nieboszczyków. STRAŻNIK A co w tym złego, Kuźma? Można by wyjąć i zakopać gdzie indziej. Trup byłby co prawda bez nazwiska, ale sąd lubi takie niezidentyfikowane zwłoki. OLEŚ Kuźma, to wcale nie jest taka zła myśl. KUŹMA Może i nie taka zła. Ale kto ci coś takiego zrobi? STRAŻNIK Nie macie nikogo? Zupełnie nikogo? KUŹMA Nikogo. (po namyśle) Lola, ona mogłaby. Ale już pan wie. Właśnie za nią prolongujemy wyrok. OLEŚ Zdzisio, Zdzisio też by mógł. STRAŻNIK Zdzisio? Jaki Zdzisio? Chcecie, to mogę z nim pogadać. KUŹMA Ze Zdzisiem? STRAŻNIK A dlaczego by nie? KUŹMA Też już nie żyje. OLEŚ To był nasz serdeczny przyjaciel. KUŹMA Tak, ale ostatnio miał wygórowane żądania. Bujał gdzieś w obłokach i uważał, że zawsze należy mu się najwięcej z podziału. Trzeba go było sprowadzić jakoś na ziemię. Leży nawet niedaleko stąd. OLEŚ Z początku było nam trochę żal, ale właściwie dobrze, że się tak stało. KUŹMA Jasne, zagwarantuje nam następne sześćdziesiąt dni. STRAŻNIK No to, chłopcy, cieszę się. Ale jak z tymi zwłokami, chce¬cie czy nie? KUŹMA A przeniósłby je pan? STRAŻNIK Ja? Nie, ja to nie. KUŹMA (wymazując miskę chlebem) No to nie ma o czym gadać. Zresztą skończcie już z tym tematem. Widzicie przecież, że jem. {{{{(przerywnik)}}}}}
Tytuł

CZAPA
czyli
ŚMIERĆ NA RATY
makabreska

Osoby
Kuźma
Oleś
Skazaniec
Strażnik I
Strażnik II
SCENA 1
Wnętrze celi. Zza okna słychać ruszający ze stacji pociąg osobowy.
Kuźma

Odszedł osobowy.

OLEŚ
Oleś

(modli się szeptem)

Kuźma

Cholerny świat. I mówi się, że ludzie nie mają pienię¬dzy. Popatrz no tylko, ile wysiadło z pierwszej klasy. Pół wagonu. Na jednej tylko stacji. Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Oleś

Przestań, Kuźma, ja się modlę.

Kuźma

Cholerny świat, żeby tak zmarnować konia.

Dudnienie i gwizd przelatującego ekspresu.
Kuźma

Ekspres. Oleś, słyszysz, ekspres. Wstawaj z tego barłogu. Dzisiaj już nie przyjdą.

Oleś

Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź mi¬łościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw...

Kuźma

Przestań walić się w piersi.Próba przypisu Siedzę tu trzy lata i nie słyszałem, żeby kogoś powiesili po przejeździe ekspresu. Tu, bracie, wszystko jak w zegarku. A gdzie jest mój kubek, Oleś? Mówiłem ci, żebyś mi go stawiał na miejsce.

Oleś

(przerywając modlitwę)
Nie wiem, Kuźma. Tam gdzieś musi być.

Kuźma

A, cholera. Tu jeszcze jakaś zupa. Wsadziłem w nią palce.

Oleś

To moja wczorajsza. Chciałeś, żeby ci ją zostawić.

Kuźma

Ja? A może i chciałem. Niech to diabli, cała łapa upaprana. przechodzi na drugą stronę celi, odkrywa dekiel kibla i wylewa zupę) Pfe! Aleś wypuścił z siebie strachu. Pół nocy chyba tu przesiedziałeś. Masz żołądek jak skunks. No, przestań już, do cholery. Ileż można się modlić?

Stukanie z zewnątrz w prawą ścianę alfabetem Morse’a. O, wrócił Ciara. Cicho, Oleś! Dajże mu dojść do słowa. (odstawia kubek i przechodzi pod prawą ścianę) Stukanie rozlega się w głuchej ciszy.
Kuźma

(w kierunku ściany)
Ciara...

Stukanie.
Oleś

(drżącym głosem)
No i co?

Kuźma

I nic. Pyta, czy nie mamy czasem warcabów.

Oleś

A po co mu warcaby?

Kuźma

Chciałby zagrać z nami przez ścianę. Mówi, że jest zde¬nerwowany i musi się jakoś uspokoić. Sypnął nas.

Oleś

Sypnął? Kogo sypnął?

Kuźma

Mnie.

Oleś

(z niepokojem)
A mnie?

Kuźma

Mówi, że też.

Oleś

(z ulgą) O Boże miłosierny. Ciara kochany. Kochany Ciareńka. Powiedz mu, Kuźma, że nigdy mu tego nie zapomnę.

Stukanie .
Kuźma

Ciszej, Oleś... On mówi, że sypnął nas tak, że mucha nie siada. Trzy kary śmierci, trzy czapy murowane!

OLEŚ (z radosnym ożywieniem) Nieprawda... KUŹMA Tak mówi. Trzy czapy. Dla każdego po jednej. Ciara zawsze dobrze się zapowiadał . Ale prawdę mówiąc, to nie jego zasługa. Brzęk kluczy.
Otwierają się drzwi.
STRAŻNIK

Dzień dobry, chłopcy. Jak tam dzisiejsza noc? Bo ja to prawie nie spałem. Coś tak duszno, chyba będzie padało.

Kuźma

Ale skąd, panie szefie. Pan to zawsze ma takie czarne myśli.Niech pan wejdzie. Czego się pan boi? Strasznie głupio tak stać w drzwiach.

STRAŻNIK

Przyniosłem wam zatwierdzenie ostatniego wyroku. To za sklepikarza, tak?

Kuźma

No i co, widzisz, Oleś, zatwierdzili. Ale to już, panie szefie, niesprawiedliwość. Trzy kary śmierci za takiego jednego piżmowca. Pan wie, co on mówił, jak żeśmy go rozbierali? Mówił, że jego żona ma dużo lepsze futro niż on. Czy pan, panie szefie, powiedziałby coś takiego?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Chyba nie. Ale to nie ja sądziłem. To sąd.

Oleś

Nie każdy sędzia chce brać pod uwagę okoliczności ła¬godzące.

STRAŻNIK

No, podpiszcie ten wyrok... I ty, Oleś. Niżej, tu...

Kuźma

Ale, ale... Panie szefie. Wypada z rachunku, że dzisiaj rano mieli z nami zrobić koniec. Wczoraj wieczorem umyłem szyję, przemyślałem sobie to i owo, Oleś modlił się całą noc, a pan przynosi tylko jakiś papier i nic. Coś tam chyba nie gra w administracji.

STRAŻNIK

Nie narzekaj, Kuźma, nie narzekaj. U nas wszystko gra. Tylko wasza sprawa znowu komplikuje się. Podobno jeszcze coś tam winni jesteście sprawiedliwości.

Kuźma

My?

STRAŻNIK

Wy, Kuźma, wy... Żeby nie Ciara, to byście tę ostatnią zbrodnię zabrali z sobą do grobu.

Kuźma

Jaką znowu zbrodnię, panie szefie?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Podobno zabiliście kobietę i zatailiście to. Ciara doniósł o tym śledczemu dzisiejszej nocy… w ostatniej chwili.

Kuźma

Kobietę? To nieprawda. Oleś, czy myśmy zataili jeszcze jakąś kobietę?

Oleś

Nie, Kuźma, kobiety chyba nie.

Kuźma

No, też mówię, że nie.

STRAŻNIK

Lepiej, Kuźma, nie wypieraj się. Śledczy i tak już wie. Chodzi i opowiada, że coś niedobrego zrobiłeś ze swoją kochanką.

Kuźma

Z kochanką? Z Lolą? A...Lolą... A to zupełnie co innego. A co miałem z nią zrobić, kiedy jej się nagle zachciało futer. Próbowałem tłumaczyć, że to jest towar, że chodzi o obroty i że poza tym to trochę niebezpieczne. Ktoś może poznać i kram. Myśli pan, szefie, że dała przemówić sobie do rozsądku? A gdzie tam! Wysłuchała, a potem cap za futro i na grzbiet. Wynieśliśmy ją w walizce…

STRAŻNIK

Wierzę ci, Kuźma. Ale śledczy chce koniecznie wiedzieć, gdzieście ją zanieśli.

Kuźma

Jak to chce wiedzieć? Tak od razu, już? Niech mu pan powie, żeby nie był taki w gorącej wodzie kąpany.

STRAŻNIK

To jakiś nowy. Boję się, Kuźma, że bę¬dziecie mieli z nim kram.