Zaloguj się
Cytuj

"Czapa - próba"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Czapa - próba, Janusz Krasiński
Data aktualizacji: 11 październik, 2020
OLEŚ Kuźma! Kuźma! On znowu wstał! KUŹMA A diabli z nim. Zostaw go, Oleś, w spokoju. OLEŚ Kuźma, ja nie mogę. A jak on sobie to przypomniał?... Jak on będzie chciał zrobić sobie coś złego? KUŹMA Co? OLEŚ No, ten czwarty wymiar... KUŹMA A niech sobie przypomina. zrobi. Powiedz mu, żeby się na nim powiesił na prześcieradle. OLEŚ Co ty mówisz, Kuźma, powiesił? Nie daj Bóg! Skazaniec zdziera z łóżka prześcieradło i idzie w stronę kraty. OLEŚ O Jezu, Kuźma, z nim coś jest nie w porządku. On na¬prawdę… idzie się powiesić. KUŹMA (nieco zaniepokojony) Nie, Oleś, to nie może być. Do tego już nie wolno nam dopuścić. (przypatruje się zabiegom Skazańca) Trzeba będzie coś z nim zrobić. To zupełnie złamany gość. Rzeczywiście niemiła sytuacja. Który to już jutro mamy dzień? OLEŚ Od szefa? Pięćdziesiąty piąty. KUŹMA No to i dość. Nie wolno nam ryzykować za wiele. Poprosisz jutro tego nowego szefa o przybory do golenia i zawiadomisz Ciarę. Niech spróbuje, może zdąży się przebić. A teraz zabierz mu to prześcieradło i dopilnuj, żeby nie powiesił się w nocy. Tylko uważaj, żebyś nie zasnął. Samobójcy nie zaliczą nam. A sądu nie wprowadzisz w błąd. No podskocz tam, Oleś, bo jeszcze na¬prawdę udusi się i będziemy mieli kram. Oleś wstaje, podchodzi do kraty i odbiera Skazańcowi prze¬ścieradło — szamoczą. Szamocą się w milczeniu. SKAZANIEC (wracając zrezygnowany do łóżka) Nie macie prawa! Kto wam pozwolił się wtrącać?! Wol¬no mi dysponować własnym życiem! (kładzie się i nakrywa na głowę kocem naciąga na głowę koc) KUŹMA jak Boga kocham Ciszej, Jak Boga kocham! Dajże pan ludziom spokojnie spać. (odwraca się na drugi bok) Co to , co za facet... Będzie mi tu dyspono¬wałć... Jakbym to ja sam nie wiedział, jak i co. Życie to jest życie, trzeba je umieć je szanować cenić. Trzeba wiedzieć, co z nim zrobić, żeby go nie zmarnować. (zasypia) Odwraca się na drugi bok, następuje dłuższa chwila ciszy, po czym zbliżające się kroki na korytarzu. OLEŚ (głosem pełnym przerażenia) Kuźma! Kuźma! KUŹMA A bodaj was jasny szlag! Czego znowu się drzesz? OLEŚ Idzie ktoś! Idzie tu! KUŹMA Jak to idzie? Tu?... Tak skoro świt? OLEŚ Kuźma, może lepiej podnieść się? KUŹMA (mocno zaniepokojony) Leż, Oleś, leż... Jak będzie trzeba, to sami każą wstać. Otwierają się drzwi krata, staje w nich niej Strażnik. STRAŻNIK Śpicie sobie tak, a?...? Taki błogi, spokojny sen? I nawet nie wiecie, co wam się szykuje, a?... Koniec. Dosyć tego próżnowania. Trzeba będzie stąd iść. I to już. No, czego stoicie? Ubierajcie się! OLEŚ (rozpaczliwie) Ja nie chcę! Ja nieee!... STRAŻNIK A kto mówi, że wy? Czego podnosicie taki wrzask?! (zwraca się do Skazańca) No, ojczulku, co to, sparaliżowało was? Wychodźcie, tam już na was czekają. SKAZANIEC (zdrętwiały ze strachu) Na mnie? STRAŻNIK Na was, na was... Cała rodzina się zjechała. Mieliście wyjątkowe szczęście. Sąd zaocznie ponownie rozpatrzył wczoraj waszą sprawę i stwierdził brak podstaw do skazania was. Zostaliście uniewinnieni. Jesteście już czyści przed pra¬wem jak łza. No co, nie cieszycie się? SKAZANIEC (obiema rękami chwyta się za serce, szeroko otwarte usta, z trudem łapie oddech) Aaaa!... Aaaa! (osuwa się) (Skazaniec otwiera usta, z trudem łapie oddech, osuwa się) OLEŚ (podbiega do Skazańca, pochyla się nad nim) Umarł, Kuźma, on umarł! O Jezu, Kuźma, on nie żyje! KUŹMA A to skurwiel! Bez naszego udziału. Jak to, skórkowaniec, tak sam?