CZAPA czyli ŚMIERĆ NA RATY makabreska KUŹMA – Tadeusz FIJEWSKI OLEŚ – JAN MATYJASZKIEWICZ SKAZANIEC – JÓZEF KONDRAT STRAŻNIK I – WACŁAW KOWALSKI STRAŻNIK II – ZBIGNIEW SKOWROŃSKI * * * Reżyseria – Tadeusz Jaworski Scenografia – Jan Banucha Realizacja TV – Joanna Wiśniewska Premiera 4 października 1967 Warszawa CZAPA czyli ŚMIERĆ NA RATY makabreska Osoby Kuźma Oleś Skazaniec Strażnik I Strażnik II Wnętrze celi. Zza okna słychać ruszający ze stacji pociąg osobowy. Kuźma

Odszedł osobowy.

Oleś

(modli się szeptem)

Kuźma

Cholerny świat. I mówi się, że ludzie nie mają pieniędzy. Popatrz no tylko, ile wysiadło z pierwszej klasy. Pół wagonu. Na jednej tylko stacji. Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Kuźma

Popatrz no, Oleś. Ta szkapa niedługo zupełnie wyłysieje. Jak Boga kocham, mogliby ją czym posmarować. Pamiętasz, trzy lata temu, to była jeszcze całkiem do rzeczy klacz. Zupełnie ją zmarnowali.

Oleś

Przestań, Kuźma, ja się modlę.

Kuźma

Cholerny świat, żeby tak zmarnować konia.

Dudnienie i gwizd przelatującego ekspresu. Kuźma

Ekspres. Oleś, słyszysz, ekspres. Wstawaj z tego barłogu. Dzisiaj już nie przyjdą.

Oleś

Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, Boże, bądź miłościw...

Kuźma

Przestań walić się w piersi.Siedzę tu trzy lata i nie słyszałem, żeby kogoś powiesili po przejeździe ekspresu. Tu, bracie, wszystko jak w zegarku. A gdzie jest mój kubek, Oleś? Mówiłem ci, żebyś mi go stawiał na miejsce.

Oleś

(przerywając modlitwę) Nie wiem, Kuźma. Tam gdzieś musi być.

Kuźma

A, cholera. Tu jeszcze jakaś zupa. Wsadziłem w nią palce.

Oleś

To moja wczorajsza. Chciałeś, żeby ci ją zostawić.

Kuźma

Ja? A może i chciałem. Niech to diabli, cała łapa upaprana. (przechodzi na drugą stronę celi, odkrywa dekiel kibla i wylewa zupę) Pfe! Aleś wypuścił z siebie strachu. Pół nocy chyba tu przesiedziałeś. Masz żołądek jak skunks. No, przestań już, do cholery. Ileż można się modlić?

Stukanie z zewnątrz w prawą ścianę alfabetem Morse’a. O, wrócił Ciara. Cicho, Oleś! Dajże mu dojść do słowa. (odstawia kubek i przechodzi pod prawą ścianę) Stukanie rozlega się w głuchej ciszy. Kuźma

( w kierunku ściany) Ciara...

Stukanie. Oleś

(drżącym głosem) No i co?

Kuźma

I nic. Pyta, czy nie mamy czasem warcabów.

Oleś

A po co mu warcaby?

Kuźma

Chciałby zagrać z nami przez ścianę. Mówi, że jest zdenerwowany i musi się jakoś uspokoić. Sypnął nas.

Oleś

Sypnął? Kogo sypnął?

Kuźma

Mnie.

Oleś

(z niepokojem) A mnie?

Kuźma

Mówi, że też.

Oleś

(z ulgą) O Boże miłosierny. Ciara kochany. Kochany Ciareńka. Powiedz mu, Kuźma, że nigdy mu tego nie zapomnę.

Stukanie Kuźma

Ciszej, Oleś... On mówi, że sypnął nas tak, że mucha nie siada. Trzy kary śmierci, trzy czapy murowane!

Brzęk kluczy. Otwierają się drzwi. STRAŻNIK

Dzień dobry, chłopcy. Jak tam dzisiejsza noc? Bo ja to prawie nie spałem. Coś tak duszno, chyba będzie padało.

Kuźma

Ale skąd, panie szefie. Pan to zawsze ma takie czarne myśli.Niech pan wejdzie. Czego się pan boi? Strasznie głupio tak stać w drzwiach.

STRAŻNIK

Przyniosłem wam zatwierdzenie ostatniego wyroku. To za sklepikarza, tak?

Kuźma

No i co , widzisz, Oleś, zatwierdzili. Ale to już, panie szefie, niesprawiedliwość. Trzy kary śmierci za takiego jednego piżmowcaChodzi o futro z piżmowca . Pan wie, co on mówił, jak żeśmy go rozbierali? Mówił, że jego żona ma dużo lepsze futro niż on. Czy pan, panie szefie, powiedziałby coś takiego?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Chyba nie. Ale to nie ja sądziłem. To sąd.

Oleś

Nie każdy sędzia chce brać pod uwagę okoliczności łagodzące.

STRAŻNIK

No, podpiszcie ten wyrok... I ty, Oleś. Niżej, tu...

Kuźma

Ale, ale... Panie szefie. Wypada z rachunku, że dzisiaj rano mieli z nami zrobić koniec. Wczoraj wieczorem umyłem szyję, przemyślałem sobie to i owo, Oleś modlił się całą noc, a pan przynosi tylko jakiś papier i nic. Coś tam chyba nie gra w administracji.

STRAŻNIK

Nie narzekaj, Kuźma, nie narzekaj. U nas wszystko gra. Tylko wasza sprawa znowu komplikuje się. Podobno jeszcze coś tam winni jesteście sprawiedliwości.

Kuźma

My?

STRAŻNIK

Wy, Kuźma, wy... Żeby nie Ciara, to byście tę ostatnią zbrodnię zabrali z sobą do grobu.

Kuźma

Jaką znowu zbrodnię, panie szefie?

STRAŻNIK

Nie wiem, Kuźma. Podobno zabiliście kobietę i zatailiście to. Ciara doniósł o tym śledczemu dzisiejszej nocy… w ostatniej chwili.

Kuźma

Kobietę? To nieprawda. Oleś, czy myśmy zataili jeszcze jakąś kobietę?

Oleś

Nie, Kuźma, kobiety chyba nie.

Kuźma

No, też mówię, że nie.

STRAŻNIK

Lepiej, Kuźma, nie wypieraj się. Śledczy i tak już wie. Chodzi i opowiada, że coś niedobrego zrobiłeś ze swoją kochanką.

Kuźma

Z kochanką? Z Lolą? A...Lolą... A to zupełnie co innego. A co miałem z nią zrobić, kiedy jej się nagle zachciało futer. Próbowałem tłumaczyć, że to jest towar, że chodzi o obroty i że poza tym to trochę niebezpieczne. Ktoś może poznać i kram. Myśli pan, szefie, że dała przemówić sobie do rozsądku? A gdzie tam! Wysłuchała, a potem cap za futro i na grzbiet. Wynieśliśmy ją w walizce…

STRAŻNIK

Wierzę ci, Kuźma. Ale śledczy chce koniecznie wiedzieć, gdzieście ją zanieśli.

Kuźma

Jak to chce wiedzieć? Tak od razu, już? Niech mu pan powie, żeby nie był taki w gorącej wodzie kąpany.

STRAŻNIK

To jakiś nowy. Boję się, Kuźma, że będziecie mieli z nim kram.

W celi pusto. Otwierają się drzwi i ktoś z siłą wrzuca do celi Kuźmę. Kuźma ("Czapa")

O skurczy... o skurczy... o skurczybyk, jaki niecierpliwy. Ani cienia wyrozumiałości. „Gdzie walizka i gdzie walizka?”. Jakby na tej walizce kończył się cały świat. (podchodzi do wiadra) A bodaj to szlag! Ani kropli wody. Co za bałagan. Idzie na zeznanie i nawet nie pomyśli, żeby wystawić wiadro.

Otwierają się drzwi i wpada Oleś. Oleś

O Jezu, o Jezu, o Jezu kochany...

Kuźma ("Czapa")

Czego jęczysz? Dotknęli cię?

Oleś

O Jezu, Kuźma! O Jezu miłosierny!

Kuźma ("Czapa")

Czego się tak przestraszyłeś?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Sam nie wiem... Zabijesz mnie.

Kuźma ("Czapa")

Zabiję. Ani kropli wody w wiadrze. Zawsze mówiłem, że cię zabiję. Kiedyś przecież wyczerpie się ten zapas nieboszczyków. Wtedy ciebie zabiję.

Oleś

Zabij, Kuźma, zabij już.

Kuźma ("Czapa")

Już? A co? Powiedziałeś?

Oleś

Powiedziałem.

Kuźma ("Czapa")

Powiedziałeś, gdzie walizka. Ty gnojku, ty... To ty tak kochasz życie?

Oleś

Kocham, Kuźma, kocham. Kocham życie, ale wiesz, jaki jestem niewytrzymały na ból.

Kuźma ("Czapa")

Ach tak... Urwałeś nam co najmniej trzy tygodnie. Trzy tygodnie, ty gnojku, ty...

Kuźma ("Czapa")

Urwałem, Kuźma, no urwałem. Ale i tak jeszcze prawie tydzień do wyroku, a potem te sześćdziesiąt dni, zanim przyjdzie zatwierdzenie. Przez te sześćdziesiąt dni coś się jeszcze może stać.

Kuźma ("Czapa")

Co się może stać przez sześćdziesiąt dni?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Może wojna, może rewolucja, może jakaś nowa władza albo coś...

Kuźma ("Czapa")

Nowa władza, ty gnojku, nowa władza. Co ci tam nowa władza. Nie jesteś polityczny. Powieszą cię i tak, i tak.

Stukanie z prawej. Oleś

Ciara... Słyszysz, Kuźma, Ciara. Pogadaj z nim. On kiedyś mówił coś o rewolucji.

Kuźma ("Czapa")

Trzy tygodnie przez takiego gnojka. Dlatego tylko, że ma tyłek z porcelany. (podchodzi do prawej ściany, nasłuchuje) Ciara mówi, żeby utopić cię w kiblu.

Oleś

Utop, Kuźma, utop. No, utop, Jezu kochany...

Kuźma ("Czapa")

Ciara jest wściekły. Mówi, że to była sprawa na długie tygodnie, a ty rozłożyłeś ją już w drugim dniu. Uważa, że powinienem powiesić cię na prześcieradle. Jak parszywego psa. I ma rację. Zmarnowałeś mi kochankę i kawał życia. Dwadzieścia, a może pięćdziesiąt pięknych dni.

Stukanie z lewej strony. Oleś

Kuźma, tam ktoś jest.

Kuźma ("Czapa")

Słyszę.

Oleś

Pogadać z nim?

Kuźma ("Czapa")

A czego on chce?

Stukanie z lewej powtarza się. Oleś

On pyta, czy my nie wiemy, co to za cela, w której on siedzi. Mówi, że tam takie dziwne przepierzenie i nie wie, co za nim jest. Czy mam mu powiedzieć?

Kuźma ("Czapa")

Powiedz. Powiedz, że to przymierzalnia krawatów. I powiedz, że przez ciebie i my tam niedługo przyjdziemy.

Oleś

(stuka, odpowiada mu stukanie) Kuźma, on mówi, że cieszy się. Ma wyrok śmierci i boi się siedzieć sam.

Kuźma ("Czapa")

Możesz mu powiedzieć, żeby się nie cieszył. Że zanim my tam przyjdziemy, to takich jak on przejdzie przez ten pokoik przynajmniej piętnastu.

Oleś

Oj, Kuźma, dałby Bóg.

Stukanie z prawej. Oleś

Znowu, Ciara? Po co on stuka, Kuźma? Czego on znowu chce?

Kuźma ("Czapa")

Cholera, co za dzień. Człowiek nawet w celi nie może spokojnie posiedzieć.

Stukanie z prawej. Kuźma ("Czapa")

Ciara pyta, ile masz już wyroków.

Oleś

Szesnaście.

Kuźma ("Czapa")

Jemu chodzi o to, ile masz czap.

Oleś

Czap? Osiem. Tyle co i on. A po co mu to?

Kuźma ("Czapa")

On mówi, że jak kiedyś uda mu się stąd wyjść, to dostaniesz od niego dziewiątą. Za Lolę.

Oleś

Dobrze, Kuźma. Żebyśmy tylko stąd wyszli. Bo mi się coś zdaje, że już nigdy nie wyjdziemy.

Stukanie z lewej. Kuźma ("Czapa")

Jasny szlag! Czego on znowu chce?

Oleś

Nie denerwuj się, Kuźma. Porozmawiam z nim sam.

Stukanie z lewej powtarza się. Oleś

Chce teraz wiedzieć, jak długo siedzi się w tej poczekalni.

Kuźma ("Czapa")

To powiedz mu. Powiedz, że jak usłyszy osobowy pociąg, to żeby się przygotował. I że potem przejedzie furka, a po furce ekspres. Ale ekspresu może już nie usłyszeć. Zresztą powiedz mu, co chcesz. I zastukaj, do cholery, żeby szef przyniósł nam wody.

Oleś

Już stukam, Kuźma.

Kuźma ("Czapa")

(pojękując) Ale narwany ten nowy referent, co? Nawet przestaję ci się dziwić, Oleś, żeś się tak prędko załamał. Bo co to też za pomysł, brać takiego młokosa na tak odpowiedzialne stanowisko.

Kuźma ("Czapa")

(nuci) „Dwunasta wybiła na miejskim zegarze, więźniowie cichym snem śpią, lecz jednak nie wszyscy, bo jeden z nich marzy...”

Oleś

(przy oknie) Patrz, patrz, Kuźma! Wychodzi jakiś facet!

Kuźma ("Czapa")

Jak to wychodzi?

Oleś

No zwyczajnie. Skończyło mu się i wychodzi.

Kroki Strażnika, otwieranie drzwi. STRAŻNIK

Okno! Okno! Zamykajcie okno! Diabli nadali te przeciągi. Zabierajcie to...!

Kuźma ("Czapa")

Co to, marmolada?

STRAŻNIK STRAŻNIK

Marmolada.

Kuźma ("Czapa")

(zagryza) Co pan taki markotny, panie szefie? Patrzy pan na nas, jakby pan nad grobem stał.

STRAŻNIK

Ja? Nie... Tak tylko sobie obliczam... Ile to wam już stuknęło od ostatniego wyroku?

Kuźma ("Czapa")

Dziesięć. A bo co?

STRAŻNIK

Dziesięć. Dziesięć dni to jeszcze nie tak wiele. Ale czas, chłopcy, leci. Nawet się nie obejrzycie, jak minie te sześćdziesiąt… i... i wszystko się skończy.

Kuźma ("Czapa")

Szef to zawsze wpada w popłoch.

STRAŻNIK

Ja nie wpadam w popłoch. Myślę tylko, że jakby wam kiedy zabrakło tych waszych zwłok...

Oleś

To co?...

STRAŻNIK

To można by jeszcze wypożyczyć z cmentarza.

Kuźma ("Czapa")

E, też pan wpadł na pomysł. Jak żyję, od nikogo nie wypożyczałem nieboszczyków.

STRAŻNIK

A co w tym złego, Kuźma? Można by wyjąć i zakopać gdzie indziej. Trup byłby co prawda bez nazwiska, ale sąd lubi takie niezidentyfikowane zwłoki.

Oleś

Kuźma, to wcale nie jest taka zła myśl.

Kuźma ("Czapa")

Może i nie taka zła. Ale kto ci coś takiego zrobi?

STRAŻNIK

Nie macie nikogo? Zupełnie nikogo?

Kuźma ("Czapa")

Nikogo… Lola, ona mogłaby. Ale już pan wie. Właśnie za nią prolongujemy wyrok.

Oleś

Zdzisio, Zdzisio też by mógł.

STRAŻNIK

Zdzisio? Jaki Zdzisio? Chcecie, to mogę z nim pogadać.

Oleś

To był nasz serdeczny przyjaciel.

Kuźma ("Czapa")

Tak, ale ostatnio miał wygórowane żądanie. Bujał w obłokach. Trzeba go było sprowadzić jakoś na ziemię. Leży nawet niedaleko stąd.

Oleś

Z początku było nam trochę żal, ale właściwie dobrze, że się tak stało.

Kuźma ("Czapa")

Jasne, zagwarantuje nam następne sześćdziesiąt dni.

STRAŻNIK

No to, chłopcy, cieszę się. Ale jak z tymi zwłokami, chcecie czy nie?

Kuźma ("Czapa")

A przeniósłby je pan?

STRAŻNIK

Ja? Nie, ja to nie.

Kuźma ("Czapa")

(wymazując miskę chlebem) No to nie ma o czym gadać. Zresztą skończcie już z tym tematem. Widzicie przecież, że jem.

Oleś

(nuci) „Przyleciał do mnie za kraty, szary przyjaciel skrzydlaty, spojrzał na nędzne me szaty…”.

Otwierają się drzwi, wchodzi Kuźma. KUŹMA Oleś

No, Kuźma. No i jak?

Milczenie. Kuźma spaceruje nerwowo po celi. Oleś

Czego nic nie mówisz?

(Milczenie) Oleś

Co się stało? Kuźma?... Kuźma, no, powiedz. Stało się coś?

Kuźma ("Czapa")

Zdzisio.

Oleś

Co Zdzisio?

Kuźma ("Czapa")

Nie wypalił.

Oleś

Jak to, Kuźma? Co znaczy nie wypalił?

Kuźma ("Czapa")

Szukają go od trzech dni i nigdzie go nie ma.

Oleś

Zdzisia?!

Kuźma ("Czapa")

Zdzisia. Gdzieś się zmył. Jak kamień w wodę. Skurczybyk, on zawsze miał takie zagrania.

Oleś

Zdzisio? Przecież on nie żyje.

Kuźma ("Czapa")

No właśnie, nie żyje. Ale jak udowodnisz sądowi, że nie żyje, skoro się zmył. Referent powiada, że myśmy go sobie wymyślili. Całe ruiny przeszukane, a Zdzisia ani śladu.

Oleś

Ani śladu?!

Kuźma ("Czapa")

Przecież mówię, że ani śladu. Ktoś już tam po nas musiał być. Rodzina czy kto... Zabrali zwłoki jak swoje i szukaj wiatru w polu. Cholerny świat, nasze ostatnie zwłoki.

Oleś

To niemożliwe, Kuźma. To niemożliwe. Zdzisio musi gdzieś być. Powiedz im, niech szukają. Niech staną na głowie, niech robią, co chcą. Przecież nie można tak zaprzepaścić człowieka.

Kuźma ("Czapa")

Oni mówią, że nie będą już szukali.

Oleś

Nie, Kuźma, tego im nie wolno. Powiedz im, że to wbrew prawu. Ktoś przecież musi odpowiadać za jego śmierć. Zabiliśmy Zdzisia czy nie?

KUŹMA Kuźma ("Czapa")

Zabiliśmy, no i co z tego?

Oleś

Jak to co? Należy nam się wyrok. Kara śmierci. Co ja mówię, dwie... trzy... Sądowi nie wolno nas lekceważyć. Sprawcy muszą być ukarani. Jeśli to się nie stanie teraz, jutro będzie już za późno. Czy mówiłeś im to?

Kuźma ("Czapa")

Mówiłem.

Oleś

No i co?

Kuźma ("Czapa")

Przyznali mi rację, ale zapytali też, co będzie, jak się Zdzisio w ogóle nie znajdzie. Głupia sytuacja, Oleś. Od prawa nie można wymagać za wiele.

Oleś

A kto tu wymaga za wiele? Ty uważasz, że to za wiele? Wyrównanie rachunku za czyjąś śmierć?

Stukanie z prawej. Oleś

Ciara... On pyta, czy za tego ogrodnika mieliśmy już proces, czy nie.

Kuźma ("Czapa")

Którego ogrodnika?

Oleś

Tego ze studni. Tego, pamiętasz, co chciał ci wmówić, że to wcale nie futro, tylko zwykły miśMiś - okrycie zimowe ze sztucznego futra.

Kuźma ("Czapa")

Niech on nie zawraca głowy. Ogrodnik już dawno był. Przecież dostał za niego czapę dwa lata temu.

Oleś

Jesteś tego pewny? Pamiętam, że była kiedyś o nim mowa, ale...

Kuźma ("Czapa")

Jak była mowa, to i proces też był.

Oleś

Masz rację, Kuźma, tak jest... był. (stuka w prawą ścianę)

Kuźma ("Czapa")

Co tam stukasz?

Oleś

Nic. Mówię Ciarze, żeby dał znać, jak przypomni sobie kogoś innego... Kuźma.

Kuźma ("Czapa")

Czego chcesz?

Oleś

A ten gość, co wtedy przy stacji...?

Kuźma ("Czapa")

Jaki gość?

Oleś

Ten w tym futrze z małp, nie z małpFutro z "małp, nie z małp" - futra z małp i goryli były szczególnie modne w latach 30. xx w....

Kuźma ("Czapa")

Ten z tą złotą papierośnicą?

Oleś

No ten... Za niego nie mieliśmy jeszcze procesu.

Kuźma ("Czapa")

Nie. Nie mieliśmy.

Oleś

A widzisz... Nie mówiłem, że jeszcze coś sobie przypomnę? Trzeba go natychmiast zgłosić śledczemu. Kuźma, ja stukam do drzwi.

Kuźma ("Czapa")

Nie trzeba, Oleś.

Oleś

Dlaczego?

Kuźma ("Czapa")

Nie trzeba. Za to nie wytoczą nam procesu. To jedyny facet, któremu zdjąłem futro i żyje.

Oleś

Jak to, żyje?! To ty wtedy nie zabiłeś go?!

Kuźma ("Czapa")

Nie. Nie zabiłem.

Oleś

(rozpaczliwie) Dlaczego, Kuźma… Dlaczego?! A może i Zdzisio żyje? Co, Kuźma? O Jezu kochany, nie daj Bóg.

Kuźma ("Czapa")

Eee...

Oleś

No bo gdzie by się mogły podziać te zwłoki?

Kuźma ("Czapa")

(stoi przy oknie , zza którego słychać odgłosy stacji kolejowej; chichocze) Popatrz no, Oleś. Ten czarny kot, co tu stale chodzi, złapał w kuchni mysz i chciał wyleźć z nią przez okno. A pod oknem stoją już kotły z zupą. Mysz wyskoczyła mu z pyska i wpadła do zupy. No, chodź, popatrz tylko, jak on ją teraz łowi.

Oleś

Proszę cię, Kuźma, chodź. To nasza ostatnia szansa.

Kuźma ("Czapa")

(podchodząc do stołu) I to ma się ruszyć?

Oleś

Ruszy się. Na pewno się ruszy. Tylko musisz w to włożyć wszystkie siły. Natężyć się, napiąć, a najlepiej w ogóle wstrzymać na chwilę oddech.

Kuźma ("Czapa")

No już.

Oleś

Dobrze. Trzymaj tak, trzymaj ręce...

Chwila milczenia. Oleś

Duchu Zdzisia, przyjaciela naszego, wzywamy cię, przyjdź!

Milczenie. Oleś

Duchu, my, przyjaciele twoi, wzywamy cię, odezwij się.

Milczenie. Kuźma ("Czapa")

Mówiłem ci, że się boi.

Oleś

Boi się, ale chce z nami mówić. Gdyby nie chciał, rzuciłby miską o podłogę. Chce mówić, tylko woli trzymać się z daleka.

Kuźma ("Czapa")

Zdzisio zawsze był podejrzliwy. Niech powie tylko, gdzie leży. Wyjaśnij mu, do czego nam to potrzebne.

Oleś

Duchu Zdzisia, przyjaciela naszego, nie odmawiaj nam swojej pomocy.

Kuźma ("Czapa")

Wal prosto z mostu. Ze Zdzisiem zawsze trzeba było ostro.

Oleś

Powiedz nam, gdzie zagrzebane jest twoje ciało. Czy daleko stąd? (milczenie) Duchu, prosimy cię, odezwij się.

Milczenie. Miska wystukuje alfabetem Morse’a. Oleś

(sylabizuje) A k o r f i u t...

Kuźma ("Czapa")

Co to znaczy?

Oleś

Nie wiem.

Kuźma ("Czapa")

On się z nas zgrywa.

Oleś

Nie, Kuźma. Duch nie może zgrywać się.

Kuźma i Ciara

No, to niech gada do rzeczy. Powiedz mu, że zaczynam tracić cierpliwość.

Oleś

Uspokój się, Kuźma. On sobie przypomina ludzką mowę. (sylabizuje) K u r d e m u l a...

Kuźma ("Czapa")

To skurwiel. On nigdy nie mógł przypomnieć sobie tego, co mu było niewygodne.

Oleś

O Jezu, Kuźma, zabijesz mnie!

Kuźma ("Czapa")

Co się stało?

Olechowski Jan

Rany boskie, Kuźma. Jak mogłem zapomnieć! Przecież Zdzisio nie mógł znać Morse’a. On ani czytaty, ani pisaty. Kompletny analfabeta.

Kuźma ("Czapa")

To po jaką cholerę tu wlazł?

Miska kołuje chwilę w drugim końcu stołu i spada na ziemię. Oleksa Teodora zob. Mankiewiczówna Tola

Poszedł.

Kuźma ("Czapa")

I chwała Bogu. Co mi to za rozmowa z taką ciemnotą, co nawet nie potrafi wytłumaczyć, gdzie jej własny grób.

Stukanie po lewej. Kuźma ("Czapa")

A tam znowu kto?

Oleś

Nowy sąsiad, Kuźma. On już stukał dwa razy. Pogadać z nim?

Kuźma ("Czapa")

A o czym? O czym będziesz gadał z takim sąsiadem na jeden dzień?

Kuźma ("Czapa")

Nie wiem, Kuźma. Mogę nie gadać. Jak sobie chcesz.

Stukanie z lewej powtarza się kilkakrotnie. Kuźma ("Czapa")

(podchodząc do drzwi) Popatrz, Oleś, ten nasz szef to wcale nie najgorszy chłop. Położył nam na progu niby to papier do kibla, a w gruncie rzeczy gazetę.

Oleś

Po diabła nam gazeta?

Kuźma ("Czapa")

A tak sobie, do poczytania. Całkiem świeża gazeta. W kawałkach, bo w kawałkach, ale całkiem świeża. Nie, czekaj... to niemożliwe...

Oleś

Co niemożliwe?

Kuźma ("Czapa")

To, co piszą. Piszą, że wczoraj ogłoszono amnestię.

Oleś

Amnestię?!

Kuźma ("Czapa")

Amnestię. Tak piszą. Stoi czarno na białym. „W dniu wczorajszym zatwierdzono ostatecznie wniosek…” Słuchasz, Oleś?

Stukanie z lewej powtarza się. Oleś

Słucham, Kuźma, słucham...

Kuźma ("Czapa")

„...wniosek o amnestii. Akt ten, od dawna oczekiwany przez społeczeństwo” – tak piszą, „przez społeczeństwo…” – „nabiera mocy prawnej z chwilą jego ogłoszenia”.

Oleś

Znaczy się od wczoraj.

Kuźma ("Czapa")

Od wczoraj.

Oleś

Nie, Kuźma, nie wierzę. Nie wierzę! Jak to rozumieć?

Kuźma ("Czapa")

Tu pisze, że amnestia obejmuje wyroki do lat pięciu.

Oleś

Jak to do pięciu? I to wszystko, Kuźma? A o karze śmierci?! Jest coś o karze śmierci?!

KUŹMA Zaraz... Jezu, co za człowiek... Nie da nawet spokojnie przeczytać gazety. Dożywocie, piszą, że na lat piętnaście. Hm, piętnaście... O, jest i o najwyższych wymiarach kary... „Wyroki śmierci bez względu na rodzaj przestępstwa…” Słuchaj, Oleś, bo to ważne. Stukanie z lewej, przejeżdżający pociąg osobowy. KUŹMA O Jezu, Oleś, nie wydzieraj mi gazety... „bez względu na rodzaj przestępstwa... zamienione zostają na karę dożywotniego więzienia”. OLEŚ Nie, Kuźma, nie wierzę... My tutaj zachodzimy w głowę, jak znaleźć zwłoki Zdzisia, jak by tu sobie o te sześćdziesiąt dni… a tu... Nie, to jest wprost nie do pojęcia. I pomyśl tylko, że wszystko zawdzięczamy społeczeństwu. Pamiętasz, Kuźma, że zawsze wierzyłem w nasz naród. KUŹMA Pamiętam, Oleś, pamiętam. Ale poczekaj, bo tutaj nic nie pisze, gdzie właściwie jest ta amnestia. OLEŚ Jak to, gdzie? KUŹMA No bo tu wcale nie pisze, że u nas. Pisze tylko, że jest. OLEŚ Jak pisze, że jest, to jasne, że u nas. Pamiętasz, mówili przecież, że ma być. KUŹMA Kto mówił? OLEŚ Nie pamiętam. Wszystko jedno kto. Ważne jest, że mówili. A zresztą gdzie by miała być? KUŹMA Zastukaj, Oleś, do Ciary. On na pewno ma ten brakujący kawałek. OLEŚ Dobrze, Kuźma. (stuka) Ciara odpowiada stukaniem. OLEŚ Ciara mówi, że nie dostał żadnej gazety. Milczenie. Turkot furki. KUŹMA To zastukaj do tego z powieszalni. On musi to mieć. OLEŚ (stuka, odczekuje chwilę) Tam się nikt nie odzywa. (stuka znowu, odczekuje) Nie odzywa się nikt. KUŹMA Jak to nikt? Przecież dopiero co ktoś tam był. Gwizd i jazgot przelatującego ekspresu. OLEŚ (po długim milczeniu) Trzeba zapytać kogo innego. KUŹMA To już niepotrzebne. OLEŚ Dlaczego? KUŹMA Bo jeśli jest ta amnestia, to obowiązuje od wczoraj. Czego tak patrzysz? Nie rozumiesz mnie? Zbliżające się głuche kroki na korytarzu. OLEŚ Idą... Kuźma, idą po nas. STRAŻNIK (otwiera drzwi) Kuźma, mam dla was dobrą wiadomość. Wasz przyjaciel, Zdzisio, znalazł się. Kuźma ("Czapa")

(nuci) „Dwunasta wybiła na miejskim zegarze, więźniowe cichym snem śpią, lecz jednak nie wszyscy, bo jeden z nich marzy…”

Oleś

Kuźma, czy my naprawdę nie mamy już innego wyjścia?

Kuźma ("Czapa")

A dlaczego pytasz?

Oleś

Bo z tym rewolwerem to wydaje mi się bardzo ryzykowne. Szef na pewno pozna, że to z chleba.

Kuźma ("Czapa")

Nie sądzę, Oleś. Tak odrobiony rewolwer mógłbyś nawet sprzedać u rusznikarza. Zobaczysz, że szef ustosunkuje się do niego bardzo poważnie.

Oleś

Być może, Kuźma. Ale co potem?

Kuźma ("Czapa")

Potem weźmiemy klucze, wypuścimy Ciarę i każemy sobie otworzyć bramę.

Oleś

Jesteś pewny, że nam się to uda?

Kuźma ("Czapa")

Niczego nie jestem pewny. Może nam się na przykład złamać klucz. (nuci)

Oleś

Kuźma…

Kuźma ("Czapa")

Czego chcesz?

Oleś

Dajmy temu spokój. Miałem dzisiaj niedobry sen. Nie wierzę, żeby udało nam się dojść chociażby do bramy. Zobaczą nas z wieżyczki... Nie, Kuźma... Ja nie chcę... Zabiją nas.

Kuźma ("Czapa")

Aleś ty dziecinny, Oleś. Jutro czy tak, czy owak zrobią z nami to samo.

Oleś

Wiem, Kuźma, ale do jutra to jeszcze cały dzień.

Kroki na korytarzu. Kuźma ("Czapa")

(chowa za siebie pistolet) No, idzie szef.

Oleś

Kuźma, proszę cię, to naprawdę skończy się bardzo źle.

Kuźma ("Czapa")

Weź się, Oleś, w garść..., i jak szef otworzy, to żebyś nie zapomniał, co do ciebie należy.

STRAŻNIK

(otwiera drzwi) Wpędzicie mnie do grobu tymi przeciągami.

Kuźma ("Czapa")

Zamknij, Oleś, okno.

Oleś zamyka. STRAŻNIK

Co to ja chciałem powiedzieć? Aha... Pytałem wczoraj wszystkich znajomych, czy nie wiedzą czasem o jakichś leżących gdzieś luzem zwłokach. Bo to przecież żadna zbrodnia, gdybyście się tak do nich przyznali.

Oleś

Słyszysz, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

Słyszę. No i co? Co znajomi?

STRAŻNIK

No i nic. Mówią, że tu są gdzieś jedne w pobliżu, ale to sprzed stu lat. Nie wiem, czy takie na coś by się wam zdały.

Kuźma ("Czapa")

Chyba nie, szefie. Zresztą my już mamy zupełnie inne plany. Jak Bóg da, to jakoś wyjdziemy z tych opresji.

STRAŻNIK

Pięknie mówisz, Kuźma. A ja już myślałem, że z ciebie zupełny niedowiarek. Wyjdziecie... Na pewno wyjdziecie. Wszystko przecież jest w rękach Boga.

Kuźma ("Czapa")

Z wyjątkiem kluczy. Nieprawda, Oleś?

STRAŻNIK

(z nagłym przerażeniem) Co ty, Kuźma?! Skąd ty masz ten rewolwer?! Czego ty ode mnie chcesz?!

Kuźma ("Czapa")

Klucze!

Głuche uderzenie. Strażnik osuwa się z jękiem. Oleś

Poczekaj, Kuźma. Idę z tobą. Nie zostawiaj mnie!

Kuźma ("Czapa")

No to chodź! Pośpiesz się! (podaje klucze Olesiowi) Otwórz Ciarze.

Wybiegają na korytarz. W celi chwila ciszy, po czym gwałtowne walenie pięścią w prawą ścianę. Oleś

(wraca zdyszany do celi) Matko Najświętsza, co ja zrobiłem!

Kuźma ("Czapa")

(także wpada zdyszany i zdenerwowany) Co ty tu robisz?! Dlaczego nie wypuszczasz Ciary?!

Walenie w prawą ścianę powtarza się. Oleś

Nie mogę, Kuźma. Nijak nie mogę.

Kuźma ("Czapa")

Dlaczego nie możesz? Dawaj klucze!

Oleś

Kuźma, zabijesz mnie.

Kuźma ("Czapa")

Dawaj klucze!

Oleś

Kiedy nie mam...

Kuźma ("Czapa")

Nie masz?! Jak to nie masz?! Przecież ci dałem. Miałeś wypuścić Ciarę.

Oleś

Nie mam. Wyrzuciłem przez okno.

Kuźma ("Czapa")

Wyrzuciłeś?! Klucze! Dlaczego?!

Oleś

Mówię, Kuźma, że zabijesz mnie. Ty w to nie wierzysz, ale ten czarny kot...

Kuźma ("Czapa")

Kot?! Jaki kot?!

Oleś

Ten czarny, co tu stale łazi, przeleciał mi drogę.

Kuźma ("Czapa")

Gdzie klucze?!

Oleś

Już ci mówiłem. Leżą na podwórzu.

Kuźma ("Czapa")

Ty bydlaku! To ja po to pootwierałem wszystkie kraty, żebyś ty przy ostatniej wyrzucił je przez okno!...

Oleś

Przysięgam ci, Kuźma, że nie wyrzuciłbym nigdy, gdyby nie ten czarny kot...

Kuźma ("Czapa")

Ech, ty wisielcu, ty...

Gwałtowne stukanie z prawej. Kuźma ("Czapa")

(uspokoiwszy się nieco) Powiedz Ciarze, żeby przestał się dobijać. On myśli, że wyszliśmy bez niego. Uspokój go i powiedz, że klucze połamały się w zamku. I niech się przygotuje do zmiany miejsca. Jutro wszyscy trzej spotkamy się w powieszalni.

Oleś stuka,

jednocześnie odzywa się stukanie z lewej. Kuźma ("Czapa")

Tam znowu ktoś jest? Czego on chce? No, czy nie można zwariować od tego cholernego pukania...

Oleś

(radośnie) Kuźma! Kuźma! O rany boskie, Kuźma!

Kuźma ("Czapa")

Co się stało?

Oleś

Kuźma, jak pragnę wolności, zdaje się, że uderzyłem za mocno. Szef nie żyje, o ile się na tym znam.

Kuźma ("Czapa")

Szef? Nie żyje! Faktycznie. Trzeba natychmiast zawiadomić o tym wydział śledczy. Skocz no, Oleś, na korytarz. Ale to na jednej nodze.

Oleś

Już się robi, Kuźma. Już się robi. A widzisz, zawsze mówiłem, że ten strażnik przyniesie nam kiedyś szczęście.

Cela więzienna. Kuźma i Oleś. Kuźma ("Czapa")

(cerując skarpetkę) No i co ty na to powiesz, Oleś?

Oleś

Na co, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

No, na tę skarpetkę. Zgadnij tylko, ile ja już ją mam?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Skąd mogę wiedzieć, ile ją masz?

Kuźma ("Czapa")

Cztery lata. Nie, co ja mówię... pięć. Pięć i pół roku. Wytrzymała pięciokilowy gwicht. (demonstruje uderzenie) Ty wiesz, że ani razu nie omsknęła się. Daj no jeszcze trochę tej włóczki.

Oleś

Już się robi, Kuźma, już. (wypruwa z własnej skarpetki)

Kuźma ("Czapa")

Pierwszorzędna włóczka. Dużo tam jeszcze jej masz?

Oleś

Już niedużo, Kuźma. Ale starczy ci na jeszcze jeden raz.

Stukanie z prawej. Kuźma ("Czapa")

Ciara? Posłuchaj no, Oleś, czego on chce?

Oleś

(przykłada ucho do ściany) Mówi, że cholernie się nudzi. Pyta, czy nie znamy jakiejś ładnej piosenki. Chciałby, żeby to było coś o miłości. Nie znasz czegoś takiego, Kuźma, co?

Kuźma ("Czapa")

O miłości? O miłości chyba nie. To co znam, to on też zna. A może ty, Oleś, ułożyłbyś co?

Oleś

Ja, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

A dlaczego by nie? Masz taki ładny głos.

Stukanie. Kuźma ("Czapa")

Czego on jeszcze chce?

Oleś

Jeszcze raz dziękuje nam za szefa. Powiada, że to bardzo ładnie z naszej strony, że przypisaliśmy mu współudział w tym zabójstwie. Jest nam szczerze zobowiązany.

Kuźma ("Czapa")

No już dobrze, dobrze. Powiedz, że jak przypomnę sobie coś ładnego, to do niego zastukam.

OLEŚ Oleś

Tak jest, Kuźma. (po pauzie) Kuźma...

Kuźma ("Czapa")

Co?

Oleś

To jednak był bardzo fajny gość.

Kuźma ("Czapa")

Kto taki?

Oleś

Szef.

Kuźma ("Czapa")

A czy ja mówię, że nie? Gdyby to ode mnie zależało, ogłosiłbym go świętym. Wyświadczył nam wielką przysługę. Nie wiem, Oleś, czy był już świętym jakiś więzienny cieć.

Oleś

Nie wiem, Kuźma, chyba nie.

Kuźma ("Czapa")

No widzisz... A cieciom też się coś należy. Pomyśl tylko, jakie to by miało znaczenie dla naszego więziennictwa. (szarpie zmotaną nitkę) Cholera, urwało się. Daj no, Oleś, jeszcze tej włóczki...

Brzęk kluczy i zgrzyt zamka. Oleś

Zaraz, Kuźma, bo zdaje się, że otwierają drzwi.

Otwiera się krata i wchodzi Skazaniec. Jest to mężczyzna na pierwszy rzut oka wzbudzający szacunek – złote binokle na nosie, wyraz skupienia na twarzy. Tłumok z koca, który taszczy przed sobą, pełen jest książek. Skazaniec ("Orfeusz")

No więc wszystko skończyło się.

Oleś

(szeptem, zaniepokojony) Co się skończyło, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

Albo ja wiem...

Skazaniec ("Orfeusz")

Wszystko. Wszystko, panowie. Skazano mnie.

Oleś

O Jezu!

Skazaniec ("Orfeusz")

Tak. A jeszcze przed godziną łudziłem się. Człowiek łudzi się do ostatniej chwili. Teraz jest już po wszystkim. Zapadł wyrok... skończyło się. Wybaczcie, panowie, moje zachowanie. Jestem trochę załamany. Czy można by prosić odrobinę wody? (kładzie tłumok na stole)

Kuźma ("Czapa")

Oleś, daj panu kubek.

Oleś

A skąd ja mogę wiedzieć, gdzie go znowu zapchałeś?

Oleś

Już wiem, Kuźma, już wiem... (odbiera Kuźmie skarpetkę i wyciąga z niej kubek, następnie biegnie do wiadra, zaczerpuje wody i podaje Skazańcowi)

Skazaniec ("Orfeusz")

Jak to dobrze, że zamknięto mnie razem z wami. (stawia kubek na stole) Bałem się, że wsadzą mnie do osobnej celi. Chyba nie zniósłbym samotności.

Kuźma ("Czapa")

A tak, tak... samotność straszna rzecz. Bóg pana strzegł. A nam nie poskąpił. Od dawna marzyliśmy o nowym towarzyszu niedoli. Czy nie tak, Oleś?

Oleś

Jasne, Kuźma, jasne, że tak. Zawsze pragnąłem, żeby przyszedł ktoś, kto by nas podtrzymał na duchu.

Skazaniec ("Orfeusz")

Bez przesady, panie kolego. Kogo może podtrzymać na duchu człowiek tak zgnębiony jak ja?

Kuźma ("Czapa")

E, co za różnica: zgnębiony czy nie zgnębiony. Najważniejsze, że pan tu jest.

Skazaniec ("Orfeusz")

(wyjmuje z kieszeni sporą buteleczkę z lekarstwem i przytyka do ust, następnie szybko zapija lekarstwo wodą) Jestem w niezłej komitywie z więziennym lekarzem. Złoto nie człowiek. Przez cały okres śledztwa ratował mnie tym. A panowie tu od dawna?

Kuźma ("Czapa")

No, już parę ładnych dni. Tak paramy się z życiem we dwóch. Ale to ciężko. Teraz, jak pan przyszedł, będzie znacznie lżej.

Oleś

Przynajmniej przez jakiś czas.

Skazaniec ("Orfeusz")

Oj, panowie, żebyście się nie zawiedli. Jestem trudny w pożyciu.

Kuźma ("Czapa")

Drobiazg. Jakoś się załatwi. (bierze ze stołu skarpetkę i bawi się nią)

Oleś

(zaniepokojony) Kuźma, ale chyba nie już?

Skazaniec ("Orfeusz")

Co nie już? (do Kuźmy) Dlaczego pan mi się tak przygląda?

Kuźma ("Czapa")

(bawiąc się skarpetką podchodzi do Skazańca, widać, że z trudem usiłuje wygrzebać coś z pamięci) Ja pana skądś znam.

Skazaniec ("Orfeusz")

Mnie?

Kuźma ("Czapa")

(jakby kojarząc już coś) No jasne, że znam.

Skazaniec ("Orfeusz")

Chyba niemożliwe.

Oleś

(już mocno zaniepokojony) Kuźma, nie, to nie może być.

Kuźma ("Czapa")

O rany boskie, jak mówię, że znam, to znam. Nie pozwolisz mi, Oleś, rozpoznać człowieka?! (bierze Skazańca za ramiona)

Oleś

Kuźma, co ty robisz? Przecież mamy jeszcze całego szefa. Przez ten pośpiech zaprzepaścisz go! A pan kolega i tak zostaje z nami. Czy nie lepiej... Kuźma, w tej chwili to naprawdę nie ma sensu. Trzeba się wstrzymać te pięćdziesiąt parę dni.

Kuźma ("Czapa")

(cofa ręce z ramion Skazańca) No, widzi pan, jak tu wytrzymać z takim człowiekiem? Przecież kiedyś go uduszę. Stale mu to powtarzam. I wcale nie żartuję. Mówię, że pana kolegę znam. A wiesz dobrze, że ręka i pamięć nigdy mnie nie zawodzą.

Oleś

Tak jest, Kuźma, tak jest! Przepraszam cię. To ta cholerna skarpetka tak mnie wprowadziła w błąd.

Kuźma ("Czapa")

No więc, pan sobie mnie przypomina?

Skazaniec ("Orfeusz")

Usiłuję, panie kolego, usiłuję, ale doprawdy nie.

Kuźma ("Czapa")

(z pełnym życzliwości uśmiechem) Kolejka... elektryczna kolejka. Na trasie... No już pan wie. Co wieczór przecież pan jeździł...

Skazaniec ("Orfeusz")

Jeździłem istotnie... jeździłem, fakt...

Kuźma ("Czapa")

O to, to... A właśnie kolega Ciara, ten, co tu obok, i ja... parokrotnie jeździliśmy z panem. W jednym przedziale. Pamięta pan? (Skazaniec kręci głową) Miał pan na sobie takie futro. Pamiętam jak dziś. ElkiFutro z elek, czyli z kawałków skór tchórza, fretki lub tchórzofretki.

Skazaniec ("Orfeusz")

Tak, miałem, tak...

Kuźma ("Czapa")

No widzisz, Oleś! Nie mówiłem, że pana znam?

Oleś

Aaa... to pan! To pan jest z tej kolejki. Teraz to i ja już wiem. Kuźma dużo mi o panu opowiadał. A potem, jak mu pan gdzieś znikł, to pół roku wspominał z żalem. Zresztą nam wszystkim trzem było pana ogromnie żal.

Skazaniec ("Orfeusz")

Panowie, doprawdy nie rozumiem, czym sobie zasłużyłem...

Kuźma ("Czapa")

Ściślej mówiąc, żal nam było nie tyle pana, ile pańskich elekFutro z elek, czyli z kawałków skór tchórza, fretki lub tchórzofretki. To było bezkonkurencyjne futro. Chodziliśmy za panem ładne kilka dni. Parę razy miało już dojść do konfiskaty, ale... Po prostu nie było jakoś okazji. Potem przestał pan już jeździć tą kolejką i w ogóle znikł. Ale nie ma tego złego, co by na lepsze nie wyszło. Nie byłby pan dziś między nami. A sam pan widzi, jak bardzo potrzebujemy pańskiego towarzystwa. No, nieprawda, Oleś?

Oleś

Prawda, Kuźma. O Jezu, jeszcze jak...

Skazaniec ("Orfeusz")

(niezbyt zachwycony) He, świetne! Świetne, panowie!... Znakomite! Uwielbiam taki niesamowity żart. Ale że też panowie tak dobrze pamiętają to futro... Przecież nie kazalibyście mi go zdjąć...

Kuźma ("Czapa")

Zdjąć? Nie, ależ skąd? Czy myśmy kazali kiedy zdejmować komu futro, Oleś?

Oleś

Nie, Kuźma, nigdy.

Kuźma ("Czapa")

No właśnie, Boże uchowaj! Czyżbyśmy śmieli fatygować klienta? Zawsze staraliśmy się obsłużyć go sami. Ale mniejsza z tym. Cieszę się, że pana widzę. Zawsze to jakaś znajoma twarz.

Skazaniec ("Orfeusz")

(nieco nienaturalnie) I ja również... I ja też...

Kuźma ("Czapa")

Oleś, no daj mi tę nitkę i zastukaj do Ciary. Powiedz, że jest tutaj z nami ten pan z elektrycznej kolejki. Zastukaj, zastukaj, zobaczysz, jak się Ciara ucieszy.

Oleś podbiega do ściany. Kuźma ("Czapa")

Albo nie! Ciara zaraz będzie chciał wejść z nami w spółkę. To tylko popsuje stosunki między nami, rozdrażni go. Nie, nie, Oleś, nie stukaj.

Skazaniec siedzi pośrodku celi na taborecie z namydloną twarzą; Kuźma wzburza pędzlem pianę na jego brodzie, po chwili odstawia pędzel, ostrzy brzytwę na pasku i zabiera się do golenia; Oleś modli się żarliwie, klęcząc na łóżku. Oleś

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków...

Kuźma ("Czapa")

(ciągnąc brzytwę pod włos) Może będziecie się śmiać... ale wam powiem. We fryzjerskim zawodzie to zupełnie jak w dyplomacji. No tak. Bo na przykład przychodzi do zakładu jakiś gość i zaczyna ci wylewnie... Na temat życia, na temat wolności... no i tak w ogóle. A ty golisz go i słuchasz... Oleś, nie ma tam już tego mydła? Wiesz, tego, co przyniósł ten pan.

Oleś

(przerywając modlitwę) Nie ma, Kuźma, zmydliło się.

Kuźma ("Czapa")

Cholernie szkoda, takie dobre mydło... No więc słuchasz, co on mówi, i myślisz sobie tak: diabli wiedzą, co to za gość. Niby mówi szczerze, a w gruncie rzeczy cholera go wie. Powiesz mu, że uważasz tak samo jak on, to albo mu schlebiasz, albo na drugi dzień wyleją cię z pracy. A powiesz, że nie zgadzasz się z nim, to się obrazi i więcej nie przyjdzie. A już najgorzej to go zaciąć. Zaraz ci powie, że to na tle różnicy poglądów. Jak Boga kocham, że tak jest.

Skazaniec ("Czapa")

(rozbawiony) Tak jest, tak jest... Kapitalne! Znakomicie pan to podchwycił. Jak w dyplomacji. Tylko że to już nie pesymizm. Sytuacja właściwie bezwyjściowa. Ale kto wie, czy nie jest najmądrzejszą rzeczą taka filozofia pesymizmu. „Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie, jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?!”. Znacie, panowie, to?

Kuźma ("Czapa")

Niby co?

Skazaniec ("Czapa")

No ten wiersz. Nicości otchłanie... Przejmujące. Do szpiku kości przejmujące. Ale prawdę mówiąc, to dzisiaj nie jestem nastrojony pesymistycznie. Miałem nawet optymistyczny sen. Śniło mi się, że wychodziłem z więzienia. Klucznik otwierający mi bramę ubrany był na biało. I nie dacie, panowie, wiary... poruszał się lekko, jak majowy wiatr.

Kuźma ("Czapa")

Oleś, co to znaczy, jak się śni wiatr?

Oleś

(przerywając modlitwę) Nie wiem, Kuźma. Dziwny sen.

Skazaniec ("Czapa")

Ale miły. Wszystko na biało. Ale najpiękniejsze to było to, że kiedy zechciałem, mogłem zupełnie swobodnie unosić się w tej przejrzystej mgle.

Oleś

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci...

Kuźma ("Czapa")

(wygalając pod samą grdyką) Tak się panu śniło? Ciekawe. Ciekawe, Oleś, nie?

Skazaniec ("Czapa")

Prawda, że ciekawe? A wie pan, że ja wierzę w sny?

Oleś

Kuźma, nie mógłbyś skończyć już z tym goleniem?

Kuźma ("Czapa")

A bo co?

Oleś

Bo to zgrzyta. Wiesz przecież, jak nie lubię zgrzytów. Zaraz mi tak jakoś dziwnie zimno w pięty. (modli się)

Kuźma ("Czapa")

O rany, Oleś, a czy ja się wtrącam do twoich pacierzy? „Wieczne odpoczywanie i wieczne odpoczywanie...” Też przecież człowieka może trafić szlag.

Skazaniec ("Czapa")

Pan goli pod włos. Naprawdę ledwo można usiedzieć. Nie ma pan zbyt lekkiej ręki.

Kuźma ("Czapa")

Ja? Ja nie mam lekkiej ręki?! Oleś, czy ja nie mam lekkiej ręki?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. To pewnie zależy od brody. Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie...

Skazaniec ("Czapa")

Czego to kolega Oleś tak się dzisiaj modli?

Kuźma ("Czapa")

To pan nie wie? On tak co rok. Oleś, odpowiedz panu na pytanie.

Oleś

(wyrwany z modlitwy) Co mam odpowiedzieć?

Kuźma ("Czapa")

No, dlaczego się tak modlisz.

Oleś

Dzisiaj dzień zaduszny.

Otwiera się krata, staje w niej Strażnik. Strażnik II

Tak się golicie? A kto weźmie te miski? Myślicie, że będę sobie parzył palce, żeby takim jak wy dać jeść.

Kuźma ("Czapa")

Skocz no, Oleś! Widzisz przecież, że ja nie mogę. Co tam dzisiaj na obiad, panie szefie?

Strażnik II

A co to was obchodzi? Ja mam z wami w ogóle nie mówić. Skończyliście to golenie czy jeszcze nie?

Kuźma ("Czapa")

Już, panie szefie, już oddaję brzytwę. (wykonuje ostatnie ruchy przy goleniu, składa brzytwę i zbliża się do drzwi) A pan też powinien ogolić się.

Strażnik cofa się. Kuźma ("Czapa")

Tamten szef golił się u mnie. No i stało się co? Ani razu go nie zaciąłem, a golił się tu parę lat.

Strażnik II

Połóżcie tę brzytwę na stole. Wezmę sam.

Kuźma ("Czapa")

(kładzie brzytwę) Jak sobie pan chce. Ja tam nigdy się nie napraszałem.

Skazaniec ("Czapa")

(obmywa twarz w miednicy) A ja rano zgłaszałem się do pana, nie? Nie wypuścił pan mnie. Ileż można czekać? Czy mam stąd wyjść siłą?

Strażnik II

Tylko bez gróźb! Tylko bez gróźb! Ale się tu dobrali. Co jeden to lepszy gość. (do Skazańca) No to wychodźcie, wychodźcie już!

Skazaniec bez pośpiechu wyciera twarz ręcznikiem, po czym rzuca go na łóżko i wychodzi z celi energicznym krokiem; Strażnik wycofuje się także, zamyka kratę. Kuźma ("Czapa")

(siorbiąc zupę) Taki drażliwy ten nowy szef. Nawet nie da powiedzieć do siebie słowa. Nie to co nasz dawny. (pauza) Wiesz, myślę o naszym nowym koledze. Przyjemny gość. Tylko coś za często chodzi do lekarza. Żeby to czasem nie była jakaś poważniejsza sprawa. W tym wieku, Oleś, nigdy nie wiadomo.

Oleś

O Jezu, Kuźma!..

Kuźma ("Czapa")

No właśnie. Niechby mu się tak przytrafiło gdzieś na korytarzu... Wylew do mózgu, atak serca. Koniec. Idzie po prostu na tamten świat. Bez niczyjej pomocy. Postaw mu, Oleś, zupę na kaloryferze. Niech się grzeje. Zimne jedzenie zabójcza rzecz.

Oleś

Oj tak, Kuźma, oj tak... (bierze miskę ze stołu i stawia na żeberkach kaloryfera)

Kuźma ("Czapa")

I zamieszaj. I zobacz, czy nie ma jakich kości. Pamiętasz, raz przytrafiło mi się szkło. Czego ty, Oleś, taki markotny?

Oleś

(długo i uważnie miesza zupę) Kuźma... Czy ty wiesz, za co on siedzi?

Kuźma ("Czapa")

Skąd mam wiedzieć? A co, mówił ci?

Oleś

No, zwierzał mi się wczoraj, jak ty żeś już spał.

Kuźma ("Czapa")

No i co?

Oleś

On siedzi za kontakty międzynarodowe.

Kuźma ("Czapa")

Niemożliwe! A to skurczybyk szpieg!

Oleś

No, szpieg... Myślę sobie, Kuźma, że nie najlepiej żeśmy trafili. Gdyby tak udało nam się kiedyś stąd wyjść, to przez taką głupią sprawę moglibyśmy mieć duże kłopoty... z obcymi mocarstwami.

Kuźma ("Czapa")

Masz rację.

Oleś

Kuźma, a może by się tak wstrzymać...

Kuźma ("Czapa")

Ale zabiłeś mi, Oleś, klina. Cholera, nie mógł się trafić jakiś pierwszy lepszy gość, tylko od razu międzynarodowy szpieg. Diabli nadali... Masz rację. Już wtedy w kolejce wydawał mi się podejrzany. Bo niby skąd takie futro. Ale nie ma rady, Oleś, trzeba ryzykować. A co to za kontakty? Nie powiedział ci?

Oleś

No, mówię... międzynarodowe.

Kuźma ("Czapa")

Tak, ale jakie, z kim? (Oleś milczy) Czego nic nie mówisz?

Oleś

Czekaj, przypominam sobie. Jak to on powiedział... A, już wiem! Mówił, że kontaktował się drogą napięć psychicznych.

Kuźma ("Czapa")

Co? Co to znaczy?

Oleś

Nie wiem, Kuźma. Mówił tylko, że przekazywał wiadomości drogą napięć psychicznych i że ktoś mu się włączył na podsłuch i wtedy wpadł.

Kuźma ("Czapa")

Oleś, to jest coś nie w porządku. Nie mówił o jakiejś krótkofalówce albo czymś?

Oleś

Nie, Kuźma. Powiedział tylko, że jak się tak psychicznie napnie, to prosto z głowy potrafi na dowolną odległość przekazać myśl.

Kuźma ("Czapa")

Jak to z głowy? Tak po prostu?... To niemożliwe, Oleś, czarował cię.

Kroki na korytarzu, brzęk kluczy. Kuźma ("Czapa")

Ciszej, Oleś, zdaje się, że wraca.

Otwiera się krata, wchodzi Skazaniec. Skazaniec ("Czapa")

Słowo daję, panowie, samo serce. Widać to zresztą od pierwszego wejrzenia. W każdym ruchu, w każdym geście. I to spojrzenie, panowie... To spojrzenie dobrego, rozumiejącego życie mędrca. Naprawdę jestem nim oczarowany. Ze świecą szukać takiego drugiego człowieka.

Oleś

(zachwycony przemówieniem) Słyszysz, Kuźma?

Kuźma ("Czapa")

Słyszę. Czy można wiedzieć, o kim mowa?

Skazaniec ("Czapa")

O kim by, jeśli nie o naszym lekarzu. Kolego Oleś, czy można by prosić pana o trochę wody?

Oleś

Proszę bardzo... (podaje)

Skazaniec ("Czapa")

Kto to powiedział, że lekarz-filozof równy jest bogom?

Oleś

Ja nie wiem. Kuźma, a ty nie wiesz kto?

Skazaniec ("Czapa")

Tylko on trzyma mnie przy życiu. (wyjmuje z kieszeni buteleczkę z lekarstwem) Życie... życie, panowie. Czy nie zastanawia was, że czasem postępujemy tak, jakby ono było czymś naprawdę rzeczywistym? Jak gdyby ono było zupełnie nie tym, czym w istocie swej jest? A przecież to tylko niezbyt wyrazisty majak Absolutu. Przedmiot bezustannie zmieniającego się snu. (wyciąga papierowy korek) A my jak te bezrozumne istoty… staramy się je podtrzymywać, przedłużać je. Co za bezsensowne działanie! (podnosi flaszkę do ust, pociąga z niej i prędko zapija wodą) Pfy... ohyda!

Kuźma ("Czapa")

Czy można wiedzieć, co szanowny kolega pije?

Skazaniec ("Czapa")

Lekarstwo.

Oleś

(jak echo) Lekarstwo...

Kuźma ("Czapa")

Wiemy, że lekarstwo, ale co to jest?

Skazaniec ("Czapa")

(spogląda pod światło na buteleczkę) To? Spirytus.

Oleś

Spirytus?

Skazaniec ("Czapa")

Tak, salicylowy. Chcecie skosztować?

Oleś

Nie wiem, Kuźma, nie wiem sam.

Kuźma ("Czapa")

No, jeden łyk. (wyciąga rękę)

Skazaniec ("Czapa")

To ma wprost zbawienny wpływ. Potęguje magnetyzm psychofluidów, przywraca trzeźwość umysłu.

Kuźma ("Czapa")

(popija) To jest pierwszorzędne!... Oleś, pycha!... Nawet nie spodziewałem się. Chcesz łyk?

Oleś

Tylko jeden. (pije)

Kuźma ("Czapa")

No i co?

Oleś

W sam raz, Kuźma. W sam raz.

Kuźma ("Czapa")

No widzisz, Oleś, jaki z naszego kolegi pierwszorzędny gość.

Oleś

Zawsze to mówiłem, Kuźma. Międzynarodowy gość to zawsze pierwszorzędny gość. (do Skazańca całkiem już pogrążonego w czytaniu) Tutaj jest pańska zupa. Na kaloryferze, żeby nie wystygła.

Skazaniec ("Czapa")

(nie odrywając wzroku od książki) Zupa? Aaa... zupa. Nie, nie będę jadł.

Kuźma ("Czapa")

(zaniepokojony) Jak to nie będzie pan jadł? Dlaczego?

Skazaniec ("Czapa")

(czyta coś półgłosem) Bo dzisiaj poniedziałek.

Kuźma ("Czapa")

No to co?

Skazaniec ("Czapa")

Zwykle w poniedziałki w ogóle nie jadam. Robię sobie przerwę. Do piątku. W piątek znowu zaczynam jeść.

Oleś

Przerwę? Dlaczego?

Skazaniec ("Czapa")

Takie mam zasady. I bardzo ściśle ich przestrzegam. To pozwala mi skupić się.

Oleś

Aha...

Kuźma ("Czapa")

Zaraz, zaraz... (liczy na palcach) Poniedziałek, wtorek, środa... Nie, to nie może być. Oleś, czy to możliwe, żeby ktoś wytrzymywał bez jedzenia cztery dni?

Oleś

Nie wiem, Kuźma, chyba nie.

Skazaniec ("Czapa")

(podnosi głowę znad książki) Gdybyście, panowie, czytywali przynajmniej gazety, wiedzielibyście, że Ghandi wytrzymał dni czterdzieści. I dlatego był najzdrowszym człowiekiem na świecie. (ponownie pogrąża się w czytaniu)

Kuźma ("Czapa")

(nieco rozdrażniony) Ghandi... Ghandi mógł sobie jeść albo nie. To jego rzecz. Ale tu jest więzienie, a nie zwykła stołówka. Tutaj nie ma żadnych przywilejów. Szpieg, nie szpieg... Daj no, Oleś, tutaj tę zupę. Co to znaczy, żeby facet nie chciał jeść!

Oleś podaje Kuźmie miskę; Kuźma głośno stawia miskę tuż przed czytającym. Skazaniec ("Czapa")

(oschle) Kto powiedział „szpieg”?! To pan, panie Kuźma? Pan mnie obraża. Nie jestem żadnym szpiegiem. Jestem teozofem, a teozof to nie to samo co szpieg. Proszę to przyjąć do wiadomości. Zresztą wyłączam się. (wyjmuje z kieszeni dwa woskowe czopki i wtyka sobie w uszy)

Oleś

Ojej, Kuźma, co on robi?

Kuźma ("Czapa")

(cofa się, zbity z tropu) Zatyka sobie uszy, żeby nas nie słyszeć.

Skazaniec odkłada książkę, przymyka oczy i zastyga niby posąg Buddy. Oleś

Ojej!

Kuźma ("Czapa")

Czego jęczysz?

Oleś

Ty, Kuźma, on się napina!

Kuźma ("Czapa")

Jak to napina?

Oleś

No… tak psychicznie.

Kuźma ("Czapa")

(zaniepokojony) Napina? I co, myślisz, że będzie się z kimś kontaktował?

Oleś

Nie wiem, Kuźma, ale chyba tak. O Jezu kochany, ale też trafił nam się gość.

Wpatrują się znieruchomiali w zastygłego teozofa. Po paru chwilach napięcia rozlega się gwałtowne stukanie z lewej. Oleś

Ciara!

Kuźma ("Czapa")

Czego on tam chce?

Oleś podbiega do ściany. Oleś

(nadsłuchuje) Mówi, że przed nim nic się nie ukryje. Dowiedział się, że jest tu z nami jakiś trzeci gość i gratuluje nam. Ale i ostrzega. Że jak nie dopuścimy go do spółki, to on nas urządzi. Wolałby wiedzieć, w jaki sposób zechcemy to załatwić. Gorąco odradza nam działanie na własną rękę. O Jezu, Kuźma! On naprawdę gotów urządzić nas...

Kuźma ("Czapa")

(mocno zaniepokojony) Czy on zwariował?

Oleś

Kuźma! Kuźma! On znowu wstał!

Kuźma ("Czapa")

A diabli z nim. Zostaw go, Oleś, w spokoju.

Oleś

Kuźma, ja nie mogę. A jak on sobie to przypomniał?... Jak on będzie chciał zrobić sobie coś złego?

Kuźma ("Czapa")

Co?

Oleś

No, ten czwarty wymiar...

Kuźma ("Czapa")

A niech sobie przypomina. zrobi. Powiedz mu, żeby się na nim powiesił na prześcieradle.

Oleś

Co ty mówisz, Kuźma, powiesił? Nie daj Bóg!

Skazaniec zdziera z łóżka prześcieradło i idzie w stronę kraty. Oleś

O Jezu, Kuźma, z nim coś jest nie w porządku. On na prawdę… idzie się powiesić.

Kuźma ("Czapa")

(nieco zaniepokojony) Nie, Oleś, to nie może być. Do tego już nie wolno nam dopuścić. (przypatruje się zabiegom Skazańca) Trzeba będzie coś z nim zrobić. To zupełnie złamany gość. Rzeczywiście niemiła sytuacja. Który to już jutro mamy dzień?

Oleś

Od szefa? Pięćdziesiąty piąty.

Kuźma ("Czapa")

No to i dość. Nie wolno nam ryzykować za wiele. Poprosisz jutro tego nowego szefa o przybory do golenia i zawiadomisz Ciarę. Niech spróbuje, może zdąży się przebić. A teraz zabierz mu to prześcieradło i dopilnuj, żeby nie powiesił się w nocy. Tylko uważaj, żebyś nie zasnął. Samobójcy nie zaliczą nam. A sądu nie wprowadzisz w błąd. No podskocz tam, Oleś, bo jeszcze na prawdę udusi się i będziemy mieli kram.

Oleś wstaje, podchodzi do kraty i odbiera Skazańcowi prześcieradło — szamoczą. Szamocą się w milczeniu. Skazaniec ("Czapa")

(wracając zrezygnowany do łóżka) Nie macie prawa! Kto wam pozwolił się wtrącać?! Wolno mi dysponować własnym życiem! (kładzie się i nakrywa na głowę kocem naciąga na głowę koc)

KUŹMA Kuźma ("Czapa")

jak Boga kocham Ciszej, Jak Boga kocham! Dajże pan ludziom spokojnie spać. (odwraca się na drugi bok) Co to , co za facet... Będzie mi tu dysponowałć... Jakbym to ja sam nie wiedział, jak i co. Życie to jest życie, trzeba je umieć je szanować cenić. Trzeba wiedzieć, co z nim zrobić, żeby go nie zmarnować. (zasypia)

Odwraca się na drugi bok, następuje dłuższa chwila ciszy, po czym zbliżające się kroki na korytarzu. Oleś

(głosem pełnym przerażenia) Kuźma! Kuźma!

Kuźma ("Czapa")

A bodaj was jasny szlag! Czego znowu się drzesz?

Oleś

Idzie ktoś! Idzie tu!

Kuźma ("Czapa")

Jak to idzie? Tu?... Tak skoro świt?

Oleś

Kuźma, może lepiej podnieść się?

Kuźma ("Czapa")

(mocno zaniepokojony) Leż, Oleś, leż... Jak będzie trzeba, to sami każą wstać.

Otwierają się drzwi krata, staje w nich niej Strażnik. Strażnik II

Śpicie sobie tak, a?...? Taki błogi, spokojny sen? I nawet nie wiecie, co wam się szykuje, a?... Koniec. Dosyć tego próżnowania. Trzeba będzie stąd iść. I to już. No, czego stoicie? Ubierajcie się!

Oleś

(rozpaczliwie) Ja nie chcę! Ja nieee!...

Strażnik II

A kto mówi, że wy? Czego podnosicie taki wrzask?! (zwraca się do Skazańca) No, ojczulku, co to, sparaliżowało was? Wychodźcie, tam już na was czekają.

Skazaniec ("Czapa")

(zdrętwiały ze strachu) Na mnie?

Strażnik II

Na was, na was... Cała rodzina się zjechała. Mieliście wyjątkowe szczęście. Sąd zaocznie ponownie rozpatrzył wczoraj waszą sprawę i stwierdził brak podstaw do skazania was. Zostaliście uniewinnieni. Jesteście już czyści przed prawem jak łza. No co, nie cieszycie się?

Skazaniec ("Czapa")

(obiema rękami chwyta się za serce, szeroko otwarte usta, z trudem łapie oddech) Aaaa!... Aaaa! (osuwa się)

(Skazaniec otwiera usta, z trudem łapie oddech, osuwa się) Oleś

(podbiega do Skazańca, pochyla się nad nim) Umarł, Kuźma, on umarł! O Jezu, Kuźma, on nie żyje!

Kuźma ("Czapa")

A to skurwiel! Bez naszego udziału. Jak to, skórkowaniec, tak sam?

W celi tylko dwóch: Kuźma i Oleś. Siedzą na dwóch łóżkach w ponurym zamyśleniu. Kuźma wlepił oczy w nogę od stołu. Kuźma ("Czapa")

Cholera ten stół. Zawsze mówiłem, żeby go postawić pod ścianą. Gdzie człowiek nie chciałby się ruszyć, stale musi go omijać. Pomóż no, Oleś, przesuniemy.

Oleś

(z drugiej strony stołu) A po co, Kuźma? Trzy lata tak stał.

Kuźma ("Czapa")

No stał. Ale sam powiedz, co za pomysł postawić stół na samym środku celi.

Oleś

A co w tym złego? W domu też miałeś stół na samym środku.

Kuźma ("Czapa")

W domu. W domu to zupełnie co innego. I żeby to jakiś porządny stół. Ale taki stary, ciężki grat. Nawet pogadać swobodnie nie można. (ciągnie stół pod ścianę)

Oleś

Zostaw, Kuźma, niech stoi, jak stał. (po pauzie) Kończy się nasz ostatni wyrok. Powieszą nas.

Kuźma ("Czapa")

A niech powieszą. No, cholera mnie już bierze na ten stół! Czy można się dogadać na taką odległość?! Jak ja-tam, to ty-tu. No, pchnijmy go, Oleś, pod ścianę!

Oleś

Kuźma, błagam cię, zostaw go.

Stukanie z prawej. Kuźma ("Czapa")

Cholerny grat...

Stukanie powtarza się. Kuźma ("Czapa")

A ten czego znowu chce?

Oleś

Cicho, Kuźma. To może być coś ważnego.

(Stukanie) Oleś

Z Ciarą jest coś chyba źle.

Kuźma ("Czapa")

Dlaczego?

Oleś

Zdaje się, że padło mu na mózg. Mówi całkiem od rzeczy.

Kuźma ("Czapa")

Ciara? To nie może być.

Oleś

On pyta, czy tu ktoś jest.

Kuźma ("Czapa")

Powiedz, że wszystko w porządku. Że jesteśmy.

Oleś

Tak jest, Kuźma. (stuka i odbiera odpowiedź) On pyta, czy tu jest jeden, czy dwóch?

Kuźma ("Czapa")

Czy on oszalał?! Powiedz, że jest nas dwóch. Niby gdzie mielibyśmy się podziać przez ten czas?

Oleś

(stuka i odbiera odpowiedź) Kuźma, z nim jest coś nie w porządku. Pyta nas, jak się nazywamy.

Kuźma ("Czapa")

Co takiego?

Oleś

No mówię, pyta, jak się nazywamy, Kuźma... Kuźma. To chyba nie jest Ciara. To jakiś zupełnie inny gość.

Stukanie z lewej. Kuźma ("Czapa")

Cicho! Tam znowu ktoś jest!

Oleś

Ciara. (podbiega do lewej ściany) Ciara, to ty?

Stukanie. Oleś

To Ciara. Mówi, że klops. Mówi, że zaraz mają i po nas przyjść.

Kuźma ("Czapa")

No tak.

Stukanie. Oleś

On mówi, że zostawia jakiś napis na ścianie. Jakiś gryps do ciebie. I prosi, żebyś się na niego nie gniewał się za tego faceta, którego załatwił sam... Mówi, że jak nigdy w życiu potrzebował wówczas pieniędzy. I tylko dlatego uprzedził cię. Co ty robisz, Kuźma? Po co ciągniesz ten stół?

Kuźma ("Czapa")

O Jezu, Oleś, już ci mówiłem, że nic mnie tak nie irytuje jak ten grat. No bo co za idiota wymyślił, żeby postawić go na środku. Gdzie się tam chowasz? Pomóż mi.

Oleś

Ja nie chcę, Kuźma! Zostaw go!

Kuźma ("Czapa")

Orany boskie, co za facet. I co mu za różnica tu czy tam. (dosuwa stół do ściany) No i nie lepiej tak. Pan Bóg mnie pokarał takim wspólnikiem. Ja się szarpię z tym gratem, a on już klęczy. I znowu będzie się modlił. Jak Boga kocham, że mam już tego dość.

Oleś

(przestraszony) Kuźma, nie!..

Kuźma ("Czapa")

Ja do niego jak do brata... Ja do niego z wyciągniętymi rękami, a on przede mną na kolana. Jak pies. Wstań, Oleś! Przynajmniej jak mówię do ciebie, to wstań. (zbliża się ciężkimi krokami)

Oleś

Co ty chcesz zrobić, Kuźma? Nie podchodź do mnie! Nie podchodź! Nie ruszaj mnie! Nie!