Zaloguj się
Cytuj

"Dwie głowy ptaka"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Dwie głowy ptaka
Data aktualizacji: 7 wrzesień, 2020
AKT I WASZKOWSKI Nazywam się Aleksander Waszkowski... Jestem naczelnikiem Miasta Warszawy. GRISZYN Myśmy myśleli, że pan wygląda starzej. Cóż to za tragiczne przypadki rzu¬cają nam takich ludzi, jak pan. Chciałoby się powiedzieć, że wcale nie pasujecie do swoich godności. Pan był, przepraszam... WASZKOWSKI Naczelnikiem Miasta Warszawy. GRISZYN Proszę podpisać się pełnym imieniem i nazwiskiem (do Protokolanta) Pióro, zapomnieli, łobuzy, o atramencie. Tu się jeszcze trochę znajdzie. Dużo ostat¬nio zapisujemy papieru, panie... WASZKOWSKI Waszkowski. GRISZYN Kto by się spodziewał! Proszę mi wybaczyć to porównanie: jeszcze niedaw¬no matka odstawiała pana od piersi. Kiedy pan zaczynał dopiero raczkować, a i wielu, dodajmy, z pańskich przyjaciół, których mieliśmy już okazję poznać tutaj, ja zaczynałem jako młody kadet swoją służbę. Minęło trochę czasu. I oto pan doszedł do tak wysokiej pozycji naczelnika tego ogromnego i niesfornego miasta, a ja... dochrapałem się zaledwie naramienników pułkownika. Jak pan widzi, młodość dawno, dzięki Bogu, minęła. Kiedy to sobie uprzytomnię, ogarnia mnie zawsze smutek. Widzi pan, odejdę na emeryturę najpewniej bez pięk¬nych generalskich spodni z czerwonymi lampasami. Gdy mi doniesiono, że znalazł się pan w siódmym cyrkule, pośpieszyłem natychmiast na spotkanie. Mówiłem sobie: ot, ciekawe, jak też wygląda nasz dostojny gość? A ja sporo ostatnio o panu słyszałem. Od pańskich rodziców. Proszę się o nich nie nie¬pokoić, są w wyśmienitym zdrowiu... Od niejakich Bełdowskich, od pewnych dam... WASZKOWSKI Co z siostrą? GRISZYN A tego nie wiem. Ale dowiem się, dowiem i nie omieszkam donieść... Nie pyta pan, jakie to damy mam na myśli? WASZKOWSKI Słucham. GRISZYN Dobrze nam się rozmawia, prawda? Śmieszą mnie, proszę pana, ludzie, którzy rozpaczliwie podczas takich rozmów silą się na obojętność, a wiem prze¬cież, że rozpiera ich ciekawość. Postępują tak z przyczyn konspiracyjnych. Taka jest przecież reguła gry. Ale natura bywa silniejsza, czyż nie mam racji? A więc słyszałem o panu miłe słowa od pani Ostrowskiej... A tak! Niestety, ona sama aresztowana także. I siostrzyczka Domicella Opawska, której niezmierna słodycz bardziej pasowałaby w klasztorze aniżeli w izbie przesłuchań... Widzę, że pan zmęczony... WASZKOWSKI Owszem. GRISZYN Będziemy mieli okazję spotkać się niebawem. No i widzi pan, że traktu¬jemy tutaj aresztantów po ludzku. My wszyscy jesteśmy już trochę zmęczeni. Dziś, kiedy płomień, który ten nieszczęsny kraj ogarnął, dogasa... (śmieje się) Widzi pan, jak się pięknie wyrażam, to wpływ waszych pism, które przyszło mi tutaj czytać, otóż dzisiaj, gdy ten płomień gaśnie... WASZKOWSKI Mam gorączkę. GRISZYN To już niedługo potrwa i odpocznie pan nareszcie. Nie wierzy pan, że nas wszystkich łączy dziś w pewnym sensie poczucie nieszczęścia, którego wy staliś¬cie się sprawcami? Pisywał pan do gazet? WASZKOWSKI Nie pisywałem do gazet, panie pułkowniku. GRISZYN Zostawmy ten drobiazg. Ktoś tam wspominał, że pisywał pan do Sabowskiego w „Wytrwałości”, ale to szczegół mało istotny... No, cóż, rzeczywiście dajmy panu odpocząć, panie Waszkowski. Mój przyjaciel, pułkownik Tuchołko, którego niebawem pan pozna, powiedział ostatnio, że przyłapuje się teraz – kiedy właśnie ten płomień ostatecznie dogasa – na dziwnym uczuciu. Widzę, pan się zmartwił. Tak, ten sam! Pułkownik Tuchołko, którego nazywacie opraw¬cą pozbawionym uczuć ludzkich. Chce pan wiedzieć, cóż to za stan? Otóż skarżył się na dwa serca, które w sobie niespodziewanie odkrył. Miękkie dla tych, któ¬rzy oceniają we właściwych wymiarach swoją winę i twarde dla takich, któ¬rzy nie chcą się ugiąć, choć ich winy są oczywiste... A ja myślę sobie czasami, że powinniśmy – mówiąc o doskonałej sprawiedliwości – sądzić ducha. Co pan na to?... Och, niechże się pan nie uśmiecha. Powinniśmy ukazywać duszę. Gdy¬byśmy kiedyś osiągnęli taki stopień doskonałości w sądzeniu naszych błądzą¬cych bliźnich, sprawiedliwość, którą wymierzamy byłaby zupełna. Bicie zaś, tor¬turowanie, męki, których doznaje człowiek uwięziony – nie twierdzę, że dzieje się tak u nas w każdym wypadku! nie miałyby wówczas żadnego sensu. WASZKOWSKI Nie rozumiem, panie pułkowniku. GRISZYN A czyż możemy być szczęśliwi, posyłając na śmierć ludzi, o których wie¬my, że ich duch buntuje się przeciwko nam do końca?... Teraz odprowadzą pa¬na... W więzieniu niech pan przemyśli własne dzieje. I niech pan będzie roz¬ważny... PROTOKOLANT Otwieramy teczkę, ekscelencjo? GRISZYN Pisz pan: sprawa Aleksandra Stanisławowicza Waszkowskiego.