Zaloguj się
Cytuj

"Dwie głowy ptaka"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Dwie głowy ptaka
Data aktualizacji: 7 wrzesień, 2020
W CELI Więzień milczący ćwiczy. Pierwszy, odwrócony do ściany, słucha alfabetu więzien¬nego. W pewnej chwili ćwiczący słabnie, osuwa się na podłogę. Waszkowski pod¬nosi go, kładzie na pryczy. WASZKOWSKI Lepiej? Więzień II milczy. WASZKOWSKI Wezwać lekarza? Więzień II milczy. WASZKOWSKI Czemu nie chcesz mówić, człowieku? Może moglibyśmy jakoś po¬móc? WIĘZIEŃ I (odwracając się od ściany) Podobno szykują nowy transport. Jakaś duża grupa z wyrokami. Waszkowski milczy. WIĘZIEŃ I Zostaw go. Zaraz wróci do siebie. WASZKOWSKI Wezwać lekarza? WIĘZIEŃ I Nie rób tego. WASZKOWSKI Podobno w sąsiedniej celi podpalił się więzień? WIĘZIEŃ I Dawno. WASZKOWSKI Nikt nie mógł go uratować? WIĘZIEŃ I Może dołączą mnie do tego transportu, jak sądzisz? WASZKOWSKI Przecież ledwo trzymasz się na nogach. WIĘZIEŃ I Nie myślisz o ucieczce? Dawniej myślałem o tym stale. Teraz jakoś to osłabło. WASZKOWSKI Myślę. WIĘZIEŃ I Z transportu czasami uciekają. WASZKOWSKI Musiałbyś mieć więcej siły. Nie, na pewno cię zostawią. WIĘZIEŃ I A co z twoją sprawą? WASZKOWSKI Nic. WIĘZIEŃ I Wysłali akta do sądu? WASZKOWSKI Nie wiem. WIĘZIEŃ I Mówili, co cię czeka? WASZKOWSKI Tak. Nie muszą mi zresztą niczego mówić. Wiem o tym dobrze. WIĘZIEŃ I Straszą. To jest jeszcze pora – zanim akta nie znajdą się w sądzie – aby się z tobą pobawić. Oni zawsze w takich wypadkach straszą. Co powie¬dzieli? WASZKOWSKI Śmierć, przyjacielu. WIĘZIEŃ I Nie wierz! Zawsze to mówią. Teraz nie będą wieszać. Są ostrożniejsi. Nie zapominaj, że oni też się boją. WASZKOWSKI Czego? WIĘZIEŃ I Za kilka tygodni walka wybuchnie od nowa. WASZKOWSKI Nie. WIĘZIEŃ I To był tylko zimowy zastój. Należało przeczekać. Doskonale o tym wiedzą. WASZKOWSKI Nie ma żadnych oddziałów, człowieku, lasy są puste, organizacja rozbita... WIĘZIEŃ I Ciszej... Pokaż ręce... Delikatne. Wchodzi Strażnik. STRAŻNIK Spacer (do Waszkowskiego) Ty tu zostań (szarpie leżącego) Jazda! Ruszaj się! Wychodzą. Waszkowski podchodzi do ściany, zaczyna stukać. W progu Oficerek. OFICEREK Telegraf? WASZKOWSKI To pan. OFICEREK Dawno się nie widzieliśmy. Pracowałem poza Cytadelą. Przeglądałem roz¬maite akta, aby wyrobić sobie zdanie o paru ważnych sprawach (patrzy na pryczę) A ten? Widzę, że tu jeszcze jest? To nawet dobrze. Porozmawiam sobie z nim. To zdolny oficer z dobrej moskiewskiej rodziny. Ma zasługi z wojny na Kauka¬zie. No cóż, musiał już dawniej związać się z anarchistami. A ci panowie nie wi¬dzą różnic narodowościowych. I tak trafił do was. Bardzo jestem ciekaw, co też powie, kiedy wreszcie do nas przemówi. WASZKOWSKI Nic nie powie. OFICEREK Powie, powie. Wiemy już i tak o nim sporo, może mi pan wierzyć. Cygaro? WASZKOWSKI Proszę. OFICEREK Miał pan przykrą przygodę. WASZKOWSKI Można tu mieć inne? Nie wie pan, czemu nie wyprowadzono mnie dziś na spacer? OFICEREK Nie moglibyśmy porozmawiać, ale spacer pana nie ominie. Przechwycono podobno pańskie listy? WASZKOWSKI A więc już pan je czytał? OFICEREK Owszem. I niektóre pańskie zeznania również. WASZKOWSKI Choć nie interesuje pana moja sprawa. OFICEREK Sprawa nie – ale pan – owszem... Dlaczego pan napisał te zeznania? Pułkownik Tuchołko nie może się do dziś nadziwić pańskiej szczerości. To rze¬czywiście bardzo ciekawy dokument. Myślał pan o historii? WASZKOWSKI Co w mieście? OFICEREK O, upłynie z pewnością dużo czasu, zanim zagoją się wszystkie rany. WASZKOWSKI Pamiętają o nas? OFICEREK O KIM? WASZKOWSKI O nas, z Cytadeli. OFICEREK Zapewne. Ale nie jestem pewien, czy to wdzięczna pamięć. Są i tacy, którzy was przeklinają WASZKOWSKI Z rozpaczy OFICEREK Czy to nie wszystko jedno? Pułkownik Tuchołko sądzi, że liczy pan na względy sądu. Stąd, jego zdaniem, bierze się u pana ta szczerość. WASZKOWSKI A pan? OFICEREK Uważam, że on się myli. Kierowały panem inne motywy, czy tak? WASZKOWSKI Długo jeszcze pan tu zabawi? OFICEREK Nie wiem. To zależy od wyników mojej pracy. Nie dysponuję swoją osobą. WASZKOWSKI Doczeka pan więc mojego sądu? OFICEREK Dlaczego pan pyta? WASZKOWSKI Bez powodu. OFICEREK Sądzę, że rzeczywiście myślał pan o historii, pisząc to wszystko. Chciał pan pewnie jakoś utrwalić ślad swojej obecności. O, to zrozumiałe. Tu przecież nie ma innych możliwości. WASZKOWSKI Są OFICEREK Jakie? WASZKOWSKI W celi obok spalił się żywcem pewien więzień OFICEREK Chory?... Te nasze zawsze przepełnione szpitale więzienne! Ale przecież pawilon nie był budowany z myślą o takiej liczbie więźniów... Wie pan, co mi przyszło do głowy, kiedy czytałem pańskie wyjaśnienia? WASZKOWSKI Nie jestem tego ciekaw. OFICEREK A jednak panu powiem... Myślę, że na pewno łatwiej giną ci, którzy pa¬dają na początku. WASZKOWSKI Musiała to być straszna śmierć... OFICEREK O tak... Wracając do pana. Najciężej musi być tym, co giną ostatni. Pierw¬si umierają z nadzieją – że ich wysiłek nie idzie na marne i że to, co zaczęli zo¬stanie uwieńczone bliskim zwycięstwem. Pan jednak nie może już mieć ta¬kich złudzeń. Nie ma czego zazdrościć, panie Waszkowski. Pułkownik Tuchołko sądzi, że pan walczy o życie. Myli się. Pan chce umierać... WASZKOWSKI Ma pan odwagę stawiać takie pytania? OFICEREK To nie jest pytanie. Wiem, że tak jest. Wiem też, dlaczego opisał pan to wszystko tak dokładnie: całą swoją karierę, wszystkie swoje czynności w bun¬cie, no, wszystko jednym słowem, co rzeczywiście było dla pana ważne... WASZKOWSKI Dlaczego? OFICEREK Bo pan był ostatni. Gdzie są ci następni? Musiał pan stawiać sobie takie pytania. Po szubienicami? W więzieniach, na zsyłce? To są ci, którzy, jak pan, przegrali. Ale gdzie następni? Nie widać. WASZKOWSKI I co jeszcze? OFICEREK Z pewnością jednak musiał pan sobie postawić i to pytanie: czy zjawią się jeszcze kiedykolwiek? Aby powtórzyć pański czyn? Skazywać się na szubie¬nice, więzienia i zsyłki? O, to trudne pytanie! Może jednak naród musi żyć po¬nad takimi pytaniami? Na przekór marzeniom, które wam się kiedyś przyśniły? Może to wystarczająca lekcja i może historia nie powinna już dostarczać podob¬nych doświadczeń nigdy więcej? Oto jedyne sensowne pytanie, jakie wreszcie mógł pan sobie tu postawić. I które pan postawił. Wiem też, że pan się nie boi własnej śmierci. I że nie ma pan złudzeń co do kary. Opisane przewinienia wystarczą z pewnością do wydania najbardziej surowego wyroku. Taka jest praw¬da... Obawia się pan czegoś stokroć gorszego. WASZKOWSKI Słucham. Niechże pan mówi. OFICEREK Zagłady narodu. Stanęliście bowiem na niebezpiecznej granicy. Narody giną również. Pańscy poprzednicy nie byli jeszcze świadomi takiego końca. Pan znalazł się w znacznie gorszym położeniu. Bo oto zamyka pan ten długi pochód. A następcy? Mogliby tylko strącić pański naród w tę przepaść, nad którą los was zatrzymał. WASZKOWSKI Los? OFICEREK Może pan to sobie nazywać inaczej. Siła, konieczność, historia – bo ja wiem zresztą, co jeszcze. Jeśli siła – to rozumiem, że musi pan odczuwać do mnie odrazę. Jestem przecież kimś, kto ją tworzy i umacnia. WASZKOWSKI Jest pan bliski prawdy OFICEREK Uważam, że motywy wroga należy poznawać do końca. Nawet wtedy, gdy przeciwnik jest już powalony. A przy tym nie ukrywam, że darzę pana sza¬cunkiem. WASZKOWSKI Chce pan, widzę, żebym gardził samym sobą? Może mi pan wie¬rzyć, że to, co tu wybrałem – nie było lżejsze od moich wcześniejszych wy¬borów. OFICEREK Nie mogło takie być, panie Waszkowski. Wracają więźniowie ze Strażnikiem. OFICEREK No i porozmawialiśmy sobie (do Więźnia II) Pawle Porfirowiczu! Pora zabierać się z tych pieleszy. Czas jechać do Modlina. Smutna stacja przeznacze¬nia dla takich, jak pan, dezerterów... (wychodzi) Więzień II siada na pryczy, potem odwraca się, podnosi ręce do twarzy, wstrząsa nim niemy płacz.