Zaloguj się
Cytuj

"Dwie głowy ptaka"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Dwie głowy ptaka
Data aktualizacji: 7 wrzesień, 2020
IZBA PRZESŁUCHAŃ Starannie wysprzątana. Firanki w oknach. Nowe meble, fotele, stół, na nim sa¬mowar. Wprowadzają Waszkowskiego. Czysta koszula, garnitur wyprasowany. ROZWADOWSKI Dziwi się pan, cóż to za nowe porządki? GRISZYN Nie sądzicie panowie, że należy w przyszłości odświeżyć te pomiesz¬czenia? ROZWADOWSKI Żebyśmy mieli tylko takie kłopoty. GRISZYN Może jednak wyjaśnimy najpierw panu Waszkowskiemu, skąd owe po¬rządki? Widzę, że to go ciekawi, czyż nie mam racji? ROZWADOWSKI Niech pan słucha. Zgodnie z pana wolą postanowiliśmy, aby to co pan napisał, w złożonych przed komisją zeznaniach, zostało niejako uwierzy¬telnione. TUCHOŁKO Iwanie Pawłowiczu, niechże pan mówi po ludzku. Zaprosiliśmy kon¬sula White. ROZWADOWSKI Chwileczkę, panowie! Wyjaśnijmy wreszcie... TUCHOŁKO Niczego nie trzeba wyjaśniać. Pan Waszkowski wie doskonale, do cze¬go zmierzamy. WASZKOWSKI Domyślam się. TUCHOŁKO No, proszę... Otóż chcemy, aby poczciwy Anglik usłyszał potwierdzenie tego, co nam pan napisał. ROZWADOWSKI I to wszystko. GRISZYN Spodziewamy się, że tak, jak do tej pory, zachowa pan rozwagę. Nie prosimy o nic, czego pan już dotychczas nie uczynił. ROZWADOWSKI Dla dobra sprawy WASZKOWSKI O czym pan mówił, panie pułkowniku? ROZWADOWSKI O pańskiej sprawie, ma się rozumieć. Sąd oceni tę pańską rze¬telność. GRISZYN Na to jeszcze przyjdzie pora. Jak pan się czuje? WASZKOWSKI Staram się przewidzieć, kiedy to się stanie. ROZWADOWSKI Co? WASZKOWSKI Kiedy mnie powiesicie. GRISZYN Co za czarne myśli? TUCHOŁKO Nie ma pan nadziei? ROZWADOWSKI Na miłość boską! Po co teraz wyręczać sąd, moi panowie. Sprawa pańska jest co prawda trudna... WASZKOWSKI Beznadziejna ROZWADOWSKI Tego ja nie powiedziałem TUCHOŁKO Panie Waszkowski, nikt z nas nie potrzebuje pańskiej śmierci. Niech pan, proszę, nie zapomina choćby o łasce cesarza. WASZKOWSKI Liczyłby pan na nią, będąc na moim miejscu? GRISZYN No, wiecie, panowie... TUCHOŁKO (twardo) Nie. ROZWADOWSKI Anglik się spóźnia. Zarządziliśmy przecież, żeby mu po drodze nie robili kłopotów. GRISZYN (przy oknie) Jest. Przyjechał dorożką. Myślałem, że wynajmie sobie po¬wóz... Rozgląda się, grubasek. ROZWADOWSKI Jaki musi być zmartwiony TUCHOŁKO Czemu? ROZWADOWSKI Nie widać upiorów. Na pewno drżą mu z wrażenia łydki. A przecież nie bijemy więźniów... GRISZYN Na ogół. ROZWADOWSKI Takie wypadki należą do zupełnych wyjątków. Pan sam może to po¬twierdzić. WASZKOWSKI Anglikowi? TUCHOŁKO Nie sądzę, aby o to pytał, panie Waszkowski. Wchodzi konsul White. Jest zdenerwowany. Wita się z zebranymi. ROZWADOWSKI A to ekscelencjo pan Waszkowski. Anglik wita się z Waszkowskim, przez dłuższą chwilę trzyma jego dłoń ROZWADOWSKI Jak pan widzi, wszystkie stosowne warunki zostały zachowane. KONSUL Pan się nazywa Aleksander Waszkowski? WASZKOWSKI Tak, proszę pana. KONSUL Nazywam się Arthur White. Jestem konsulem angielskim, przedstawicie¬lem królowej Wiktorii w Warszawie. GRISZYN Nie zechciałby pan najpierw napić się herbaty? KONSUL Dziękuję, panie pułkowniku. ROZWADOWSKI Wyjaśniliśmy już panu Waszkowskiemu, że chodzi o drobną for¬malność. KONSUL Chciałbym z tym panem porozmawiać dłużej ROZWADOWSKI Nie będziemy przeszkadzać, ekscelencjo. Oficerowie gromadzą się w końcu sali, nie zwracając jakby uwagi na toczącą się pośrodku scenę rozmowy. KONSUL Wie pan zatem, dlaczego mnie tu zaproszono? WASZKOWSKI OWSZEM KONSUL Ma pan złożyć bardzo istotne zeznanie. WASZKOWSKI Uprzedzono mnie KONSUL Proszę pamiętać! Nie musi pan czynić niczego pod przymusem. WASZKOWSKI Nie chodzi o przymus KONSUL Zeznanie ma być dobrowolne. Całkowicie dobrowolne WASZKOWSKI Rozumiem. KONSUL Jeśli nie ma go pan ochoty składać – proszę odmówić WASZKOWSKI Nie skorzystam z tego prawa KONSUL (zdumiony) Pańskie zeznanie posłuży sądowi mego kraju do wydania pie¬niędzy, które pańscy rodacy zdeponowali w Londynie. WASZKOWSKI Mam tego pełną świadomość. KONSUL Jak to? Chce pan więc, abyśmy je im wydali? WASZKOWSKI Tak, ekscelencjo. KONSUL Oskarża się pana, o ile wiem, o zrabowanie – o przyjęcie – w swoim cza¬sie tych pieniędzy. WASZKOWSKI Wyjaśniłem te okoliczności KONSUL Nawet bardzo dokładnie. I teraz oto godzi się pan na ich zwrot? Jeśli w mojej obecności potwierdzi pan wszystko – sąd angielski nie będzie miał innej możliwości. Zarządzi natychmiastowy zwrot zdeponowanych pieniędzy tutejszym władzom. WASZKOWSKI Tego właśnie pragnę KONSUL Na miłość boską! Czy pan zdaje sobie z wszystkiego do końca sprawę? WASZKOWSKI Do jakiego końca? Powieszą mnie, ekscelencjo. KONSUL Spodziewa się pan, że zeznanie to wpłynie na łagodniejszy wyrok... Rozu¬miem i współczuję… WASZKOWSKI Nie, nie rozumie pan. Oni mnie powieszą. KONSUL W takim razie… WASZKOWSKI Niech pan teraz coś zrozumie. Przegraliśmy wszystko. Pan to widzi na własne oczy. Choćby pan tylko jeździł po tym mieście dorożką, lub wcale nie opuszczał mieszkania. KONSUL Proszę mnie nie oskarżać o obojętność. WASZKOWSKI Nie... nie pana... Otóż nie może być żadnego dalszego ciągu. Czy teraz mnie pan rozumie? KONSUL Niezupełnie, proszę pana WASZKOWSKI Pieniądze, przerzucone do Londynu, miały być przeznaczone na pro¬wadzenie dalszej walki. Ona już się skończyła. I – niech pan słucha – nie może mieć dalszego ciągu. KONSUL Bili pana? podchodzi Rozwadowski ROZWADOWSKI Przepraszam. Wyjaśnił pan, zdaje się, swoje wątpliwości? WASZKOWSKI Nie bito mnie ekscelencjo. ROZWADOWSKI Czemu, wy panowie, podejrzewacie nas o wszystkie największe przewinienia? KONSUL Przepraszam. Być może, nie powinienem w ogóle stawiać tego pytania. ROZWADOWSKI Ależ nie o pytanie idzie, ekscelencjo. Dlaczego tak bardzo zależy wam zawsze na tym, aby w nas widzieć barbarzyńców? KONSUL Odpowiadam za siebie, panie pułkowniku. ROZWADOWSKI I w pewnym sensie za królową Wiktorię. Otóż nie biliśmy pana Waszkowskiego. Tak, jak nie bijemy innych więźniów... WASZKOWSKI Nie powiedziałem czegoś takiego, panie pułkowniku! ROZWADOWSKI Dajmy już temu spokój. Powiedział pan, że nie biliśmy pana i że swoje wyjaśnienia złożył pan wyłącznie kierując się poczuciem prawdy. Chcę powiedzieć, że to właśnie jest możliwe, ekscelencjo. Pan Waszkowski po prostu mówi prawdę. Bo nie ma od niej ucieczki. GRISZYN Trzeba tylko mądrego człowieka, aby to dobrze zrozumieć. Pan Waszko¬wski – choć to nasz przeciwnik polityczny – to właśnie zrozumiał. I dlatego zasługuje na nasz szacunek. TUCHOŁKO Zadowolony pan, ekscelencjo? KONSUL Raz jeszcze pytam – i nie oczekuję natychmiastowej odpowiedzi... czy potwierdza pan swoje zeznania złożone przed Komisją Śledczą? WASZKOWSKI Tak, ekscelencjo. TUCHOŁKO Zdaje się, że byłoby najlepiej, gdyby pan Waszkowski własnoręcznie, w obecności pana konsula, napisał podobne oświadczenie. WASZKOWSKI Jestem gotów TUCHOŁKO A zatem niech pan siada przy stoliku. Pióro, atrament i papier już tam leżą. Waszkowski dochodzi do stolika GRISZYN Wielu osobom, które przyglądają się z pewnego dystansu... TUCHOŁKO Z boku mówiąc po prostu... GRISZYN Wydaje się, że między tymi, którz, prowadząc jakieś śledztwo, dążą do ustalenia prawdy – a ich więźniami wykluczone jest wszelkie głębsze porozu¬mienie. Że tu się liczy jedynie strach, kara, no i czasami... bicie. ROZWADOWSKI Wyjaśniliśmy sobie to nieporozumienie. GRISZYN Chyba jednak nie prawda, ekscelencjo? KONSUL Niewiele wyjaśniliśmy sobie, moi panowie. GRISZYN No – właśnie. Pan konsul jest na przykład zdumiony widząc jak postępu¬jemy z podejrzanym Waszkowskim. I zapewne nie może uwierzyć, że doszliśmy z nim do takiego porozumienia i to bez posługiwania się strachem, bez grożenia karami... KONSUL Trudno w to uwierzyć, pułkowniku. Choć osobiście podobnego zdania na temat stosowania niedozwolonych środków represji w formie kategorycznej tu nie wypowiadałem... ROZWADOWSKI Wypowiadał pan, panie konsulu. KONSUL Musieliśmy się nie zrozumieć GRISZYN Otóż wyjaśniam: pan Waszkowski działa dobrowolnie. Dodam więcej, nie oczekuje wyrozumiałości sądu, ma na sumieniu poważne przewinienia. Ten młody człowiek był przecież ostatnim naczelnikiem miasta, jak oni to sobie nazywali... ROZWADOWSKI Zdolny, pewny siebie. GRISZYN Mówi prawdę, bo przekonała go do tego sama rzeczywistość. Nie pałki i nie kraty. Ten człowiek ekscelencjo wie, że rozpętał – on i jego dawni przy¬jaciele – burzę, która mogła zniszczyć jego naród. O, to wielkie słowa. Ale prze¬cież zdarzały się już takie wypadki w dziejach. Doznał klęski. Poznał ciężar ofiar, jakimi przyszło płacić. Nie widzi więc innego końca… To tylko angielskie gazety mogą swobodnie, bo to nie kosztuje, wyrażać nadzieję, że walka nie jest tutaj na zawsze przegrana. KONSUL Angielskie gazety piszą prawdę, panie pułkowniku. GRISZYN Tak, jak ją widzą u siebie, nad Tamizą. Tu wygląda ona inaczej. TUCHOŁKO Gazety też zmienią niebawem temat. A tu zapanuje, Bogu dzięki, spokój. Jest pan zadowolony z tutejszego klimatu? KONSUL Angielski bywa gorszy. Ale nie jestem zadowolony. WASZKOWSKI (wraca) Oto tekst. KONSUL Dziękuję, panie Waszkowski. WASZKOWSKI Choć wolałby pan nie składać tego podziękowania. Konsul rozkłada Ręce WASZKOWSKI Niech więc pan pamięta. Nie chcemy śmierci, ran, szubienic i zsyłek... ROZWADOWSKI Sam pan to słyszy, ekscelencjo WASZKOWSKI Nie chcemy tego z innych powodów, niż ci panowie TUCHOŁKO Cel się liczy, nie motywy. WASZKOWSKI Bo to jest nam potrzebne do życia. KONSUL Pan mi mówił niedawno o śmierci WASZKOWSKI Ona też jest potrzebna ROZWADOWSKI Przecież już mówiliśmy, że nie wolno upadać na duchu! WASZKOWSKI Nie będę prosił o łaskę TUCHOŁKO To nie interesuje z pewnością pana konsula. Można więźnia odprowa¬dzić do celi! WASZKOWSKI (podaje rękę Konsulowi) Żegnam, ekscelencjo KONSUL Niech Bóg ma pana w swojej opiece. Waszkowski wychodzi. ROZWADOWSKI Jest coś w jego zachowaniu z pozera, prawda? KONSUL Rzeczywiście grozi mu kara śmierci? GRISZYN My nie jesteśmy sądem, ekscelencjo. Nie wydajemy wyroków.