Zaloguj się
Cytuj

"Dwie głowy ptaka"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Dwie głowy ptaka
Data aktualizacji: 7 wrzesień, 2020
W CELI
Więzień I

Tam leży twoja miska. Pewnie nie wszystko wystygło.
Waszkowski

Nie będę jadł.
Więzień I

Nie gadaj głupstw. Bierz łyżkę.
Waszkowski

Potem.
Więzień I

Potem wystygnie. Widzisz on zjadł wszystko. A jakim okiem patrzy na twoje jedzenie.
Waszkowski

Dobrze. Niech je…
Więzień I

Dobrze. Niech je… Nie narzekaj. Jeśli masz rodzinę w mieście...
Waszkowski

Mam.
Więzień I

Postaraj się, żeby ci jedzenie przynieśli z restauracji. Nie smakuje?
Waszkowski

Nie chce mi się jeść.
Więzień I

Trzeba to opanować, nie wolno ci stracić sił.
Waszkowski

W porządku.
Więzień I

Wiesz, kto tu był? Pytał nawet o ciebie.
Waszkowski

Kto?
Więzień I

Lekarz. On do nas co jakiś czas przychodzi. Mówi, że ma tu najlepszych pacjentów. Tamtego zawsze najczęściej [bada], chce go zmusić, żeby powiedział choć jedno słowo: pić, boli... Siada i mówi, że nasze choroby są urojone. Mnie naprzykład też nie uważa za chorego. Sądzi, że jestem na najlepszej drodze do zupełnego wyzdrowienia. A wtedy – mówi mi – pojedziesz pan sobie na Wschód. Zaraz poczujesz się lepiej. Powietrze zdrowsze, nie pozwolimy też, żebyś tam zbyt ciężko pracował...
Waszkowski

Daje jakieś lekarstwa?
Więzień I

Bo co? Powiada, że natura wymyśliła na to wszystko jeszcze jeden sposób obrony.
Waszkowski

Cóż to takiego?
Więzień I

Obłęd... Ponieważ moja pamięć jest bardzo ścisła, nie jestem człowiekiem obłąkanym.
Waszkowski

Z pewnością.
Więzień I

Nie umiem tylko poradzić sobie z czasem. Poznasz to uczucie, bądź pewien. Wtedy wszystko mi się przypomina. Na przykład opowieści ojca o tańcach włoskiej trupy, którą sprowadził sobie kiedyś pan Szczęsny, Potocki. Balet podobno był świetny, przyjrzał mu się u carycy w Petersburgu. W pałacu – a to była zima – aktorzy nie mieli nic do roboty. Ćwiczyli godzinami. Zaglądał do nich podobno każdego dnia. Przynosił pudełko kandyzowanych owoców. Tancerka, którą sobie upatrzył, aby w tańcu uosabiała postać Ojczyzny, przytyła imponująco. Z trudem wykonywała swoje ruchy. Cieszył się na ten widok. Kazał opalać wszystkie gościnne pokoje w zabudowaniach, bo szykował na święta wielki zjazd. Stryjaszek w obwisłym fraku przymierzał przed lustrem orderowe szarfy. Nadeszły też gazetki z Warszawy. Podobno w okolicznych lasach ubito niedźwiedzia. Kazał go wyprawić i skórę wyprawioną dostarczyć do pałacu. Przynieśli pocztę z Pitra. Sporo intrygujących wiadomości. Wypadki toczą się tak szybko, że łatwo dostać zadyszki. W sprawach konfederacji istotne novum. Wydawało się, kiedy ją zawiązywali, że działalność potrwa długo, może dłużej, niż oni sami żyć będą. Że to fundament dopiero pod budowę, którą ukończą przyszłe pokolenia. A tu wypada uznać inną konieczność. Konfederację jednym słowem trzeba rozwiązać.
Otwierają się drzwi.
STRAŻNIK

Pióro–atrament–papier. I pamiętaj, że każdy arkusz ponumerowany!
Więzień I

Po co?
Waszkowski

Zostaw to dla mnie. Strażnik
wychodzi
.
Więzień I

Kazali ci? Nie mogą tego od nas wymagać
Waszkowski

Sam prosiłem.
Więzień I

Co chcesz robić? Uważaj, każde słowo będą w rękach obracać, niczego nie będziesz się mógł wyprzeć...
Waszkowski

Człowieku, nie chcę się niczego zapierać.
Więzień I

Jakże to?
Waszkowski

Wolę to wszystko spisać, rozumiesz?
Więzień I

Nie, nie rozumiem. Wylej atrament.
Waszkowski

Odejdź.
Więzień I

Myślisz, że w ten sposób uda ci się ich zmylić i że potem zostawią cię w spokoju...
Waszkowski

Uspokój się. Połóż się, odpocznij.
Więzień I

Chciałbym zobaczyć skórę tego niedźwiedzia.
Waszkowski

Wody?
Więzień I

Daj spokój. Drugi z więźniów
podnosi się
z pryczy
podchodzi do okna
zaczyna gimnastykę
.
Więzień I

Powinniśmy brać z niego przykład
Waszkowski

O jakim niedźwiedziu mówiłeś?
Więzień I

O tym, którego pan Potocki kazał sobie wyprawić i dostarczyć do pałacu.
Waszkowski

Słyszysz?
Więzień I

Stukają z góry
po chwili
Pytają kim jesteś?
Waszkowski

Nie wiesz, kto tam jest?
Więzień I

nieufnie
Nie obchodzi mnie to.
Waszkowski

Spytaj, czy nie wiedzą, gdzie siedzi Sikorski?
Więzień I

Sam się naucz alfabetu. Co odpowiedzieć?
Waszkowski

Powiedz, że nazywam się Aleksander Waszkowski.
Więzień I

po chwili
Pytają, czy to prawda, że byłeś naczelnikiem miasta.
Waszkowski

Prawda.
Więzień I

Tego im nie powiem.
Waszkowski

Proszę cię. Powiedz, że pytam o Sikorskiego.
Więzień I

Zbierają pewnie dowody. Tuchołko bardzo kręci się koło twojej sprawy. Proszą, abyś był dobrej myśli. Zdaje się, że ciągle niewiele wiedzą.
Gimnastykujący się więzień wraca na pryczę
.
Waszkowski

Niech pan uważa! Tu jest atrament.
Więzień I

On też by miał ochotę to wylać!
Waszkowski

Co jeszcze?
Więzień I

Pyta o ciebie ten Sikorski. Podobno twój ojciec zwolniony.
Drzwi otwierają się
.
Wchodzi
Oficerek.
Oficerek

Ciemno tutaj. Zapalić świecę!
Więzień I

Oszczędzamy. Świec jeszcze nie wolno palić.
Oficerek

Wolno. A to co?
Więzień I

Okno stuka.
Oficerek

Wydawało mi się, że to ten wasz telegraf
Więzień I

Myli się pan.
Oficerek

do drugiego Więźnia
A cóż u pana, Piotrze Pawłowiczu? Więzień II
milczy
.
Oficerek

Cygaro?
Więzień I

On nie pali.
Oficerek

Może któryś z panów? No, trudno... No, niechże mi pan wreszcie uwierzy. Naprawdę wiemy, kim pan jest. Milczenie niczego już nie utrudnia... Chciałem panu powiedzieć, że niebawem pojedzie pan do Modlina.
Wchodzi
Strażnik.
Oficerek

Pora na spacer?
STRAŻNIK

Zabierać się, jazda!
Waszkowski

Jestem chory.
STRAŻNIK

Jazda, mówię.
Oficerek

Zaczekaj... Czemu nie był u pana lekarz?
Waszkowski

Był.
Oficerek

No i cóż?
Waszkowski

Nie zaczekał, aż wrócę z przesłuchania.
Oficerek

Ach, tak... (
do Strażnika
) Zostaw go!... Życzę udanego spaceru, Iwanie Michajłowiczu. Strażnik z więźniami
wychodzi
.
Oficerek

Bardzo pan cierpi? Cóż to za dolegliwość?
Waszkowski

Gorączka
Oficerek

No, tak... Nietrudno tu o coś takiego.
Waszkowski

Dlaczego tu nie wolno otwierać okien?
Oficerek

Przepisy. Nie znam się na przepisach więziennych. Nie jestem członkiem komisji. W wolnych chwilach poznaję miasto. Ale nie w zamiarach policyjnych. Rozczarowałem się szczerze mówiąc. Wydawało mi się, że jest piękniejsze.
Waszkowski

Nie najlepsza pora.
Oficerek

Piękne miasta zachowują swój charakter niezależnie od pory. Domyślam się, co pan ma na myśli. Przecież nie porę roku, czyż tak?
Waszkowski

Właśnie.
Oficerek

Pozwoli pan, że tu zapalę?
Waszkowski

Gdybym odmówił?
Oficerek

Musiałbym wyjść z cygarem na korytarz. Tam też się dobrze rozmawia.
Waszkowski

O czym?
Oficerek

O rzekomych urokach tego miasta (po chwili) Pan jest stale nieufny. Naprawdę nie interesuje mnie pańska sprawa. Nie wiem nawet, jak się pan nazywa.
Waszkowski

Łatwo sprawdzić.
Oficerek

Owszem. Jeśli się ma ochotę. I, być może, nabiorę takiej ciekawości. Aby rozwiać pańskie wątpliwości powiem tymczasem coś jeszcze. Przyjechałem tu między innymi dla zbadania sprawy tego milczącego więźnia. Przez pewien czas udawało mu się nas zmylić. Nie wiedzieliśmy, kim on jest, choć podejrzewaliśmy – zaraz po ujęciu – że to jeden z rosyjskich oficerów. Złapano go rannego na polu bitwy, po jakiejś potyczce. Otóż mnie interesuje wyłącznie ten człowiek.
Waszkowski

Wierzę
Oficerek

Badam wyłącznie sprawy dezerterów. Interesują mnie moi rodacy, którzy zdecydowali się na dezercję i którzy są – z naszego oczywiście punktu widzenia – zdrajcami narodowej sprawy. Każdy taki przypadek to osobna pasjonująca historia. Ten również wzbogaci niebawem moją wiedzę.
Waszkowski

Domyślam się.
Oficerek

OFICEREK

Zdaje się jednak, że nie rozwiałem pańskich wątpliwości? A mnie naprawdę nie zajmuje pańska sprawa. Pan się tu urodził?
Waszkowski

Tak.
Oficerek

Nie podoba mi się to miasto.
Waszkowski

Szkoda.
Oficerek

No cóż, pomówimy o architekturze (
wyciąga zegarek
) A może innym razem?
Waszkowski

Wie pan, gdzie mnie szukać
Oficerek

Z pewnością. Żegnam.
Wychodzi, ale przedtem zapala świecę
. Po chwili Waszkowski
siada przy stole
,
zabiera się do pisania
.