Zaloguj się
Cytuj

"Orfeusz"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Orfeusz, Anna Świrszczyńska
Data aktualizacji: 10 styczeń, 2023
Śmierć Orfeusza


Anna Świrszczyńska
Sienna 22 m. 36
ręcznie (autorka)
/ Muzyka /
Menada

Chcecie posłuchać opowieści o śmierci Orfeusza, najdziwniejszego z śpiewaków?ręcznie Jak długo szukałyśmy go ręcznie zarysowana zmiana szyku na „szukałyśmy go długo” my, menady, aby schwytać i zabić i jak pewnej nocy natrafiwszy na ślad czekałyśmy wiedząc, że przyjdzie. I zdarzyło się, że gdy jedne leżały u brzegu strumienia, a niektóre tańczyły

/muzyka/
ukazał się Orfeusz po środku polanki, a ujrzawszy, jakręcznie podnosimy się zwolna i przybliżamy wielkim kołem zrozumiał, że umrze. Roześmiał się tedy i mówił:

Orfeusz

Chwileczkę, szlachetne panie. Tak, to mój kres. Nie ma wątpliwości. Miałeś nosa ręcznie, Orfeuszu, żeś wyszedł tej nocy na przechadzkę, zamiast spać, jak inni porządni ludzie. Upolowałeś piękną niespodziankę – śmierć. I nie bylejaką – z ręki bachantek. Owych bajecznych bachantek, o których pełno niestworzonych plotek i gadania w każdej wiosce greckiej, w każdej gospodzie. Niechże wam się przypatrzę zbliska, znakomite istoty. Ha ha! Jaki tłok. ( Ciekawość, widzę, wzajemna. Jedna przez drugą pcha się, by zobaczyć Orfeusza, by posłuchać jego głosu, prawda? Tego głosu, co kołysał fale i zwierzęta) ręcznie dodany nawias i przekreślenie zaznaczonego fragmentu ołówkiem .
Ile oczu! Oczy chmurne, zniecierpliwione, złośliwe, naiwne – oczy bezwstydne, żarliwe, roztargnione. Bogowie! ani jednej pary oczu spokojnych.

Menada

Nieuprzejmy jesteś, Orfeuszu.

Orfeusz

Ja? Och, to bardzo bolesny zarzut, nadobna istoto. Zawsze byłem galantem wobec dam, wielbicielem pięknej płci, moje panie, a przytem dworak – nadworny śpiewak bogów – ha, ha!

Menada

Jak ty się śmiejesz.

Orfeusz

Poprostu.

Menada

Czy tak samo uciszałeś wzburzone bałwany? Poprostu?

Menada

Menady Jak zwie się naprawdę?

Orfeusz

Wy, menady, kochacie imiona, jak wszystkie istoty, które pragną gwałtownie.

Menada

Imię – to niby zaczarowane rękawiczki. Można przez nie ująć rzeczy nieuchwytne.

Orfeusz

Chcecie ujmować rzeczy nieuchwytne.

Menada

Imię to niby sieć. Można w nie złowić na chwilę różne rzeczy. Bogów i zwierzęta, czasem trwogę, czasem szczęście. Ale ta sieć ma zbyt wielkie oka. Za szybko
za duży patos melodyjny nadpisane ręcznie nad linijką [komentarz autorki?]
wycieka z niej wszystko. Zaklęcia słowa są za słabe. Dlatego zaklinamy także gestami.

Orfeusz

Zaklinacie także zabijając.

Menada

Zaklinamy zabijając.

Orfeusz

Dziwnie tak podkr. ręczne rozmawiać siedząc wśród was. Oczy wasze migocą, patrzycie niemal pokornie.

/Monotonny śpiew menad/
"menad" zakreślone pomarańczowym ołówkiem, z dorysowanym obok kluczem wiolinowym – wskazówka muzyczna?
Co to?

Menada

To śpiew | ręcznie bachantek.

Orfeusz

Cichy niby do snu.

Menada

Nie zasypiamy nigdy, dlatego śpiewamy kołysanki.

Orfeusz

Szukałyście mnie oddawna.

Menada

Oddawna, jak się szuka skarbu. Jak się szuka źródła. Jak się szuka oszałamiającego bogactwa. Ludziom wystarczy słuchać twego głosu, lwom lizać twój ślad, kobietom – płakać. Menady pragną cię zabić.
Bo potokiem jest Orfeusz,
a my wypijamy potoki.
Powietrzem jest Orfeusz,
a my wypijamy powietrze.
Płomieniem jest Orfeusz

Orfeusz

O, duszyczki wzruszające! O, duszyczki łakome! Czy potraficie wypić płomień?

Menada

Patrzysz na nas z uśmiechem. Kto cię nauczył kochać menady? Trudno je pokochać.

Orfeusz

Jesteście tak blisko, że słyszę jak biją wasze serca. Pochylacie czoła ruchem zwierząt. Płonicie się. Jakież to (potężne )zamyślenie okuwa wasze członki? Oczy zmącone, gęby powoli żują ciemną trawę. Pewno gorzka, bo kąciki ust wyginają się, cieknie z nich ślina. ręcznie dodany nawias i przekreślenie zaznaczonego fragmentu ołówkiem
Doprawdy, ogarnia mnie wzruszenie. Chciałbym pogłaskać którą z tych głów. Włos na nich nigdy nieczesany wyrasta jak nieujarzmiona roślinność, wije się według wdzięcznych i osobnych zwyczajów, przyrodzonych roślinności.

O
adnotacja muzyczna – cóż to? Czemu tamta pomrukuje gryząc palecce? Ręczna korekta
[
Tajemniczy
]
nawias muzyczny ból targa jej piersią. Czy za dziecięciem, urodzonym gdzieś przy drodze, na jednym z tysiąca przewędrowanych szlaków górskich, a które dziś porwał wilk? A może sama rzuciła je ze skał, a teraz opłakuje z
[
gwałtowną
]
ręcznie skreślone, nawias muzyczny czułością tygrysicy.

Menada

Ulecz nas.

Orfeusz

Uleczyć was? A cóż posiadacie prócz swej choroby? Cóż posiadają ludzie prócz swych nieszczęść? Zbyt są biedni, by je bogowie mieli im odbierać.

Menada

Nie uleczysz nas?

Orfeusz

Mogę zabawić. Aglae, siądź bliżej. Nie wiem czemu twoje cierpienie szczególnie mnie wzrusza. Jesteś dzika. Nie umiesz się nawet dziwić, jak nie dziwią się zwierzęta. Jesteś, niby dziecko, bez winy. Ty ręcznie rzucisz się na mnie pierwsza, żeby zabić. Gdybym miał przed sobą dzień życia…

Menada

Gdybyś miał przed sobą dzień życia…

Orfeusz

Tobie powierzyłbym moją mądrość, moją sławę, moją nieśmiertelność.

Menada

Co to jest nieśmiertelność ręcznie ? Po co mi? Czy to

[
odurzający napój? Czy taniec z obcych stron? Czy to odurzający napój? Czytaniec z obcych stron? Czy
]
nawias muzyczny nowy wróg ręcznie ?

Orfeusz

Nowy wróg, Aglae, którego nie zwyciężysz.

Menada

Nie rozumiem. Jestem znużona.

Orfeusz

Wszystkie jesteście znużone. Powiem wam lepiej bajkę.

Menada

Wesołą?

Orfeusz

Ha ha, wesołą i troszkę podstępną. Bajkę o piekle

_
podkr. muzyczne . Znakomita, zobaczycie. Zapomniałyście? Byłem przecież – jedyny z śmiertelnych – za życia z wizytą w Hadesie. To coś znaczy. Cerber, Charon, wielki porządek, a jakże – karność. Diabły mają swoje przydziały, resorty. A najzabawniejszy jest Hermes.
_
podkr. muzyczne Nagania biedne duszyczki do swej łodzi i wiecie, co im deklamuje?
Dusze znakomite i rozważne, oto miejsce,
gdzie dane wam będzie zaspokojenie szlachetne
ciekawości, co matką jest mędrców.
A z jakim przejęciem on to gada, ten cynik! I popycha oszołomione i zahukane widziadła szewców, powroźników, złodziei i straganiarek, które nigdy za życia nie zaznały ciekawości, co jest matką mędrców i którym tak dobrze było w poczciwych, kaprawych powłokach cielesnych. To się nazywa uszczęśliwiać przemocą!

Menada

Byłeś u Persefony? podkr. ołówkiem, przerywane

Orfeusz

Rozumie się. U Persefony, królowej piekieł. Gdy ujrzałem ją, wydawała się roztargniona. Czesała włosy i namaszczała je tłuszczem. Powiedziała:

Hades
adnotacja muzyczna; dopisane Hades [motyw muzyczny?] :

Persefona
O
zaznaczenie muzyczne

Wiesz, mam żal do mojej matki. Nie umiem rozpaczać. Nie powinno się wydawać za mąż córek, które nie umieją rozpaczać.

Orfeusz

Ależ Persefono ręcznie – czy nie pamiętasz, że zostałaś podstępem porwana przez Plutona? Matka… jej wielkie zmartwienie… o tym wszyscy wiedzą.

Persefona narcyz nadpisane ołówkiem

Tak, to jeszcze nie było najgorsze. Pamiętam tę łąkę, jasną jak lusterko, to niebo rozpędzone. I cień własnego ciała koło nóg, gdy schyliłam się, by zerwać kwiat

_
podkr. muzyczne . Z początku było jako tako. Płakałam wśród ścian okopconych i wilgotnych. Westchnienia ludzkie osiadły na nich jak dym.
Nikt nie jest w stanie tego odczyścić. Z pułapu promieniowały blade żółwie, olbrzymie jaszczurki rycz muzyczny nawias syczały cieżko. To było drażniące. Litowałam się nad każdą duszą, wydawałam surowe wyroki, obowiązujące przez wieczność. Syzyfa tak skazałam i kilku innych. Patrzałam porozumiewawczo na Plutona.
/ śmieje się /
Nie było nudno w tej jaskini. Wszystko dokoła przerażało. Wielkie nieszczęścia, wyszukane grzechy. Rozpaczałam dnie i noce. Pluton ogarniał mnie ramieniem, mówił:

Pluton
nowy motyw muzyczny

Przywykniesz, przywykniesz dziecino…

Persefona

Ach, był zawsze podrażniony. Zrywał się – taki miał nerwowy krok – odchodził do miejsca najstraszniejszych kar. Z brwią nawisłą palił tam grzeszników na wolnym ogniu. Słyszałam jęki. On śmiał się czasami, zrzucał z siebie szaty. Piekło było mu za małe.

Pluton

Piekło jest dla mnie za małe, Persefono. Duszę się. Oh, gołąbko, nic na to nie poradzisz, to są sprawy zawiłe. Klimat, widzisz, nie służy
od wina a przecież nie piję. Ogień mnie upija – haha
mi, duszno, niby w łaźni i pochmurno. Uf, jestem spocony! Czerwony jak nadpisane nad linijką i wstawione tu ogień, w którym duszyczki skwierczą. Oh, ciężkie życie.

Persefona

Patrzałam z odrazą. Schylał szpetne czoło, śmiał się znowu. Taką twarz ma może Nemezis. Potem, gdy byliśmy sami, ocierałam mu z czoła pot i łzy. Gardziłam sobą. Ach, jak mnie wzruszała taka łza, znaleziona w kącie jego krwawego oka. Wybiegałam w gaje cyprysowe, darłam szaty wśród trzody głupich duchów, apatycznych jak obrazki. Uspokojona, długo jeszcze przeklinałam Ananke, co każe grzeszyć i cierpieć.

Orfeusz

Tu Persefona umilkła. Światło podniecenia znikło z jej twarzy. Po chwili rzekła smutno:

(jak poprzednio – zacząć [???] – rozwiać – skończyć)
dopisane ołówkiem
Persefona

Orfeuszu, nie mów nikomu. To najstraszniejszy grzech. Przyzwyczaiłam się do piekła. Zaczynam tyć. Ciało moje robi się tłuste, świeci. Pluton mówi, że jestem coraz piękniejsza.

Pluton

Rozkwitasz, moja żono. Te bransolety – jak one błyszczą na twych pociemniałych rękach. Piekielnicy wodzą za tobą ślepiami. He he, ładna jesteś.

motyw muzyczny nr 10
Persefona

Zakopcone ogniem piekielnym bransolety przystrajają mnie, niby niewinne kwiaty z ziemskich łąk. Posiadłam przeciągły wdzięk, jaki mają kobiety, lubiące patrzeć w lustro.

/lekko/
Potrafię być nawet dowcipna, stroję się. Widzisz – toalety piekielne.

(niższy głos)
ręcznie, ołówkiem
Orfeusz

W istocie – dosyć oryginalne.

Persefona

Popatrz na to lusterko. Świeci, prawda? Wypolerował je dla mnie Charon. niższy głos dopisane na marginesie Jęczy po nocach koło swojej łodzi nad rzeką. Obrzydliwy potwór. Pluton nie każe mu dawać nigdy dużo jeść, żeby warczał na cienie, rozumiesz, żeby się bały. Warczy z głodu jak pies. Tylko do mnie łasi się ta poczwara.

Orfeusz

Piękne zwierciadełko.

Persefona

Widzisz, rękojeść rzeźbiona w dwa smoki. Gryzą się delikatnie jakby igrały. I patrzą na siebie ślepia w ślepia. Czego to może być symbolem? Mniejsza z tym. Aż dziw, że ten potwór umie zrobić takie rzeczy.

Orfeusz

Może dlatego, że nigdy nie daje mu się do syta jeść.

Persefona

/lekko/
Może.
/posępnie/
Patrzę w to lusterko godzinami.

Orfeusz

Czemu płaczesz

_
podkreślenie muzyczne , Persefono? (niepokój – pytać) ołówkiem

Persefona

Jaki wstyd. I gdzie jest kara? Kto wymierzy mi sprawiedliwość? To jedno mogłoby ocalić duszę moją, grzeszniejszą od duszy Syzyfa i duszy Tantala i tych biednych królewien Danaid, które sama skazałam…

/pauza; muzyka/
motyw muzyczny
Orfeusz

Nie byłem zdolny jej pocieszyć. Splotła dłonie na karku, patrzała wyzywająco i chmurnie. Maleńki, pękaty piesek, maleńki szafranowy potworek przypełzł i lizał jej nogę. Siarka ciekła mu z opasłego pyska. Leżała długo gryząc figę, wyciągnięta wśród swych strojów jak odaliska. Wtedy powiedziałem:

O
adnotacja muzyczna
Persefonozimnym (?) – błaga ołówkiem

Persefona

Persefono… Jakoś inaczej niż dotąd zabrzmiało moje imię w twych ustach.

Orfeusz

Mówię głosem człowieka, który prosi o łaskę.

Persefona

O łaskę królowej zmarłych

Orfeusz

Czy wiesz, po co przyszedłem?

Persefona

Wiem. Każde dziecko greckie zna tę bajkę. (z lekkim przekąsem, niby opowiadając) ręcznie dopisane, przekreślone Sławny poeta Orfeusz tak kochał żonę swą, Eurydykę, że nie uląkł się Cerbera i jedyny z żyjących zstąpił do Hadesu. Kiedy stanął w obliczu królowej Tartaru, zamiótł ziemię połą fałdzistego płaszcza, jaki noszą Trakowie…

Orfeusz

Nie mam płaszcza.

Persefona

Nic nie szkodzi. Zamiótł ziemię połą płaszcza i zawołał głosem, który uśmierzał lwy –

Orfeusz

Cóż zawołał?

O
Motyw muzyczny

Persefona

Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych drzwi,
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych pieczęci,
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych świec.

Orfeusz

Tedy królowa rzekła: – Czego żądasz, Orfeuszu?

Persefona

Żony mojej, Eurydyki – powiedział Orfeusz. A królowa zaśmiała się.

O
Motyw muzyczny

Orfeusz

Czemu śmiejesz się, królowo?

Persefona

To uśmiech podstępny, poeto. W zły czas przyszedłeś. Pani piekieł nudzi się.

Orfeusz

Śmiertelni ją nudzą?

Persefona

Nie.

Orfeusz

Nieśmiertelni?

Persefona

Nie.

Orfeusz

Nudzi się sama sobą.

_
podkr. muzyczne To nieuleczalne.

Persefona

Nie jesteś uprzejmy.

Orfeusz

Nie jestem uprzejmy. Uprzejmi ludzie nie składają za życia wizyt w Hadesie. Skończ, królowo, bajkę dla greckich dzieci.

(szorstko) dopisane pod spodem
Persefona

O! skończy ją kto inny. Ja odegram tylko swoją rolę i powiem: – Orfeuszu, królowa zmarłych, wzruszona twą wielką miłością, oddaje ci małżonkę

/pauza; muzyka/

Orfeusz

Tak tedy poszedłem na łąkę anemonów, gdzie siedziała Eurydyka w towarzystwie Alkmeny i dwu sióstr Orestesa. Ach, jak była zmieniona! Ruchy miała podobne do łez płynących, lica nieopisane. W ręku trzymała kądziel. Gdy ją ujrzałem, trochę dąsała się, targała paluszkami w złości żółtawe nitki. Wyznała mi w tajemnicy:

Eurydyka

One są okropne. Niedawno tu przyszły i tak mocno poruszają się, cierpią, śmieją. O, widzisz tam tę rozrosłą brunatną dziewczynę? To Elektra – kiwa się po całych dniach w rosochatym wieńcu na głowie, dumna ze swojej boleści jak z kosza dobrze wypranej bielizny. A Alkmena ciągle śpiewa.

Orfeusz

Nie myśl o nich, moja słodka żono . Zabiorę cię stąd. Uśmiechnij się. Pomówimy o innych sprawach. Pamiętasz dom rodziców, kiedy byłaś jeszcze mała?

/sennie/
Eurydyka

Dom rodziców...

Orfeusz

Tak. To okno od wschodu, zawsze na nim stały doniczki z kwiatami, a pod oknem ławeczka, pamiętasz?

/z chwilowym ożywieniem/
Eurydyka

Ławeczka! A tak, tak!

Orfeusz

Kłóciłyście się z siostrą, kto na niej usiądzie. A ty byłaś straszna złośnica, kopałaś i drapałaś, a potem buch! I już jej nie ma. Uciekła do pastucha, do bydła. Raz wtedy spotkałem cię na łące jak strzygli owce i mówię: wstyd, taka duża panna zamorusana i obdarta jak znajda. A ty – ha! ha! – odpowiedziałaś mi bardzo nieuprzejmie. Coś takiego, aż wstyd powtarzać...

Eurydyka

Więc po co powtarzasz? To już tak dawno.

Orfeusz

Nie, bo byłaś taka śmieszna. Ja nawet nie wiem jak w domu ci pozwalali. Potem dopiero zmieniłaś się, wydoroślałaś. Zrobiła się taka strojnisia – ha, ha...

Eurydyka

O kim mówisz?

Orfeusz

Przecież o tobie.

Eurydyka

Nie pamiętam.

Orfeusz

A pamiętasz morze? Niedaleko domu. Żeglarze czasem śpiewali mijając brzegi. Różni żeglarze. Często śpiewali w obcym języku – jacyś barbarzyńcy. Wrócimy tam, chcesz?

Eurydyka

Dokąd?

Orfeusz

Na ziemię, moja słodka Eurydyko.

Eurydyka

To długa droga...

/pauza/
Orfeusz

Darujcie, menady, że skrócę opowieść, choć to przybliża mi zgon. Była ciągle senna, gdy wiodłem ją drążonymi korytarzami ku światłu słońca, gdy stąpaliśmy powoli, a jaskinie piekielne migotały, a diabły piekelne jęczały. Ach, cóż więcej mam mówić. U wejścia stał Cerber, pies trzygłowy. Pytał o imię. Ale ona milczała. Kiedy nalegałem, skrzywiła usteczka:

Eurydyka

Nie mogę powiedzieć dokładnie. To wszystko jedno. Nie męcz mnie.

Orfeusz

A kiedy groziłem, jak się grozi niedobremu dziecku, zaśmiała się z przekorą.

Eurydyka

Ja się niczego nie boję. Przecież już nie umrę.

Orfeusz

Ach, czemu powiedziała takie słowo . To był wyrok. Zaraz podszedł do niej Hermes. Nie zdziwiła się wcale, kiedy dotknął jej ręki na znak, że zostaje w Hadesie. Nie spłoszyła się, zbyt łagodny miał uśmiech. Odeszli razem. Próbowała tańczyć po drodze. Podnosiła ręce bardzo powoli. To było smutne. Kiedy zawołałem ją po imieniu, jak się woła gołębicę, odwróciła się i powiedziała:

Eurydyka

Bądź zdrów.

Orfeusz

Zdawało mi się, że nie rozumiała tego wszystkiego, nie widziała mej boleści. Była jakby za szybą. Umarli są tacy delikatni, lżejsi od nas. Odeszła uśmiechając się. Oto moja opowieść, menady.

/pauza, muzyka/
Menada

Menady usnęły.

Orfeusz

Śpią jak dzieci. Dopiero teraz widać, jak są jednak podobne do zwykłych kobiet. Teraz, gdy oczy mają zamknięte. Gdyby nie kozia skóra na prawej piersi, gdyby nie wieniec z bluszczu na splątanych kudłach… Ciekaw jestem snów menad.

Menada

Nie mamy snów. Nie zasypiamy nigdy. To pierwszy raz. To ty jedynie zdołałeś je uśpić, pogromco panter.

Orfeusz

Ciebie nie uśpiłem.

Menada

Mnie | nie. ołówkiem podkreślenie

Orfeusz

Czemu?

Menada

Jak one mocno śpią. Możnaby przejść wśród tych ciał, jak przez pobojowisko, nie zbudziwszy nikogo. Krok – i byłbyś wolny. Czuję twoją wolność w powietrzu. Powietrze płonie od jej zapachu. To noc pokoju.
ciszej ołówkiem nad linijką
Czy słyszysz, jak gadają strumienie? Niby dzieci w kolebkach. Cała natura oddycha dobrocią. Nie wierzę w wyroki Ananke. Żadna zła rzecz nie stanie się tej nocy. Pojednanie… oswobodzenie… Coś osobliwie łagodnego zniża się od gwiazd.

Orfeusz

W istocie. Coś najbardziej łagodnego. [???]

Menada

Niby ogień przezroczysty, będący zarazem muzyką, żywioł czuły i cenny jak serce w piersiach, radość nieśmiertelna.

Orfeusz

Ha, ha, Aglae, Aglae!

Menada

Co?

Orfeusz

Przecież ty śpiewasz | ręcznie o śmierci.

Menada

Ja?

Orfeusz

Gdybyś mogła słyszeć swój głos. Takim głosem mówi człowiek, który pragnie i czuje bliskie spełnienie pragnienia. Ty pragniesz zabić.

Menada

Pragnę zabić.

Orfeusz

Ciebie jednej mój czar nie uśpił. Jakżebym mógł uciec. Ty przecież czuwasz. Nie darmo przez te kilka godzin pokochałem cię ponad wszystkie stworzenia. Ty jesteś najdziksza. Jedyna z ludzi i zwierząt, której nie zwyciężyłem.

Menada

Orfeuszu

Orfeusz

Niebo niedługo zblednie, Aglae. Obudź menady, już czas. Ananke rzekła, że

[
muszę
]
"muszę" - nawias muzyczny umrę przed wschodem słońca.

Menada

Orfeuszu

Menada

Weź bęben, uderz w wielki bęben, zawołaj…

Menada

Zawołam.

/szeptem/
Menada

Siostry moje, menady, siostry moje, menady, siostry moje, menady

Anna Świrszczyńska
(
Mieszkanie Orfeusza, poza miastem
.
Wchodzą Oberżysta i Grek II
)
Orfeusz

A otóż i goście w mojej samotni. Czem zawdzięczam tę wizytę, panowie? Doprawdy, wrodzone mi poczucie umiarkowania jest poważnie zagrożone przez uczucie radosnej gościnności.

Grek II

Pięknie powiedziane.

Oberżysta

Znać dobrą szkołę stylu. Zawsze mówiłem, że filozof bez stylu to barbarzyńca. zaznaczone ołówkiem skreślenie fragmentu

Orfeusz

Siadajcie. Cóż słychać na świecie, bo tu rzadko dochodzą wiadomości.

Oberżysta

Właściwie nic ciekawego poza tym, że Orfeusz ma zamiast zstąpić do Hadesu.

Grek II

To jest rewelacyjny pomysł. W całych Delfach tylko o tym mówią.

Oberżysta

W mojej kawiarni tłumy. Ludziska oglądają krzesełko, na którym pan zwykle siadywał i kelnera, który panu podawał pół czarnej.

Grek II

Powstają nawet wysokie zakłady. Jedni twierdzą, że całą sprawę traktować nalezy symbolicznie, że jest to jednym słowem coś w rodzaju literackiej przenośni, podczas gdy inni…

Oberżysta

I chcieliśmy się dowiedzieć.

(
Orfeusz

Czy temu zawdzięczam waszą pamięć?

Oberżysta

Właściwie możnaby i tak to określić. Moja żona nie spała całą noc.

Orfeusz

Z ciekawości.

Oberżysta

Nie tylko. Moja żona płakała. Mówiła, że jej smutno. Uważam, że to kaprys, proszę pana. Interesy idą nieźle, kupiłem jej japoński szlafrok a o tę nową kelnereczkę żadnym cudem nie może mnie jeszcze podejrzewać.

Orfeusz

Rozumiem pańską żonę. Może tej nocy nienawidziła pana za za to, że interesy pana idą tak dobrze i że pan jej kupił japoński szlafrok. Pomyślała o mnie. A może tęskniła do tego, by być nieszczęśliwą. Niedługo, ale tak przez jedną noc. Jedna noc nieszczęścia.

Oberżysta

Kobiety mają rzeczywiście osobliwe pomysły. Ale ona była zawsze zrównoważona (i taka energiczna – nawet za nadto energiczna jak na mój gust).

) Nawias dodany ołówkiem, cały fragment zaznaczony do skreślenia
Grek II

Czy dobrze się pan czuje tak samotnie w tych ostatnich chwilach?

Orfeusz

Staram się czuć jak najlepiej. Człowiek ma już tę taką naturę, że w każdej sytuacji usiłuje się ułożyć jak najbardziej wygodnie. Tylko że ja jestem chory z odleżynami, któremu bardzo trudno znaleźć znośną pozycję.

Oberżysta

Więc decyzja pana jest nieodwołalna.

Orfeusz

Niestety, muszę was rozczarować. Tu nie było wogóle decyzji. Czy pan sądzi, że ktokolwiek z własnej woli idzie tak łatwo na tamten świat?

Grek II

Więc?

Orfeusz

Na tamten świat idzie człowiek zwykle za swoim ciałem. Ogromnie rzadko – za ciałem innego, gdy jest mu do życia-równie niezbędne jak jego własne. Tak wiele znaczy cielesność w nas, którzy niestety nie jesteśmy tylko cielesnością. I to jest gorycz. To jest najpodstępniejszy wynalazek bogów.

Grek II

Dusza czy ciało?

Orfeusz

Właściwie nie wiem. W każdym razie jedno z tych dwojga, a może raczej kombinacja obu.

Oberżysta

Myślałem, że miłość która skłania do takich wzniosłych decyzji jest wzniosła. A pan mówi: Ciało.

Orfeusz

Nie wiem doprawdy jakie są rodzaje miłości. Z tym idźcie raczej do kapłanek Afrodite. – one wam objaśnią. Ja jestem jak człowiek, któremu ze wszystkich znanych melodii została w pamięci tylko jedna – a więc jest prawie tak jakby nie znał żadnej. zaznaczona do skreślenia

Oberżysta

Właściwie powinienem pana namawiać na to, aby pan tam poszedł. Toby było w moim interesie, pan rozumie, taka reklama dla lokalu. A jednak pan wie co ja panu powiem? Nie podoba mi się to wszystko. Wrogowie, zawsze pomawiali pana o bezbożność. I okazuje się teraz, że mieli rację. W tym jest coś bezbożnego, coś poprostu nieprzyzwoitego. Bogowie proszę pana to wielkie słowo. Ja człowiek grzeszny jestem, wiadomo, ale bogów szanuję. I mówię: Niech pan nie idzie.

Orfeusz

Pan jest bardzo poczciwy.

Oberżysta

Poczciwy to znaczy z przeproszeniem głupi. Taki co to się daje wszystkim skubać, he, he. Taki to ja znowu, chwała Bogu nie jestem. W kaszy mnie nie łatwo – jak to mówią – zjeść. Wykreślone ołówkiem Ale do pana mam słabość. Ot narzeka człowiek bo narzeka, ale zawsze się trochę forsy przy panu zarobiło. I moja żona pana lubi – mówi że pan jest w jej guście. Więc niech pan tam ręcznie nie idzie.

Orfeusz

Doprawdy byłbym szczęśliwy gdybym mógł pana posłuchać.

Oberżysta

No widzi pan.

Orfeusz

Ale nie mogę.

Oberżysta

Słowo honoru nie rozumiem. wykreślone ręcznie

Grek II

My tu, zdaje się napróżno…

Orfeusz

Niestety, napróżno.

Oberżysta

Tak. No to…

Grek II

Właściwie… już późna godzina.

Oberżysta

Rzeczywiście. My wykreślone ołówkiem wobec tego pożegnamy pana. Tu jest dziwna okolica. Nieprzyjemnie iść o zmroku, a niedługo zacznie się ściemniać. Co to tak szumi?

Orfeusz

Strumień.więc nie nad morzem dom ostatecznie? 55, 56, 57 ręczny dopisek ołówkiem „więc nie nad morzem dom ostatecznie?” i dodane strony 55, 56, 57 – zapewne wychwycony błąd. Tą samą ręką dopisane ołówkiem frazy, np. „popłacze się jak jej opowiem” kilka wypowiedzi niżej

Oberżysta

Aha.

Orfeusz

Taki sobie – zwykły. Ciągle mnie męczy, dokąd on też może płynąć.

Oberżysta

Jak to strumień – do rzeki.

Orfeusz

Właśnie. Ile razy usłyszę jak jego szumi „jak” i „i” w szumi dopisane ręcznie, w druku „jego szum” chciałbym się zerwać wykreślone ołówkiem iść zobaczyć tę rzekę. Tak że czasem muszę skupić całą wolę żeby nie iść wykreślone ołówkiem - ot, choćby teraz.

Oberżysta

Tak. Pan się jednak zmienił. Chociaż zawsze pan był trochę nerwowy.

Grek II

No to już na nas czas.

Orfeusz

Nie zatrzymuję was, panowie, bo okolica rzeczywiście musi się wam wydać nieprzyjemna. Nawet menady zrzadka tu zaglądają…

Oberżysta

Niech pana bogowie strzegą.

Orfeusz

I was, panowie. A żonie proszę zanieść pozdrowienia.

Oberżysta

Dziękuję. Znów się skreślone ręcznie popłacze się jak jej opowiem dopisane ołówkiem

Orfeusz

To dobrze.

Oberżysta

Dobrze?

Orfeusz

Co pan chce skreślone ołówkiem – człowiek jest jednak egoistą. I czasem sprawia mu malutką ulgę myśl, że ktoś westchnie z jego przyczyny.

(przybyli odchodzą.
Orfeusz patrzy za nimi i po chwili woła:)
Panie. (Panowie?) dopisane ołówkiem

Oberżysta

Proszę.

Orfeusz

Jeszcze chwilę. Podajcie mi rękę.

Oberżysta

Nie rozumiem.

Orfeusz

Zwyczajnie – rękę.

Oberżysta

Cóż to znaczy?

Orfeusz

Nic – tylko…

Oberżysta

Tylko?

Orfeusz

Kto wie, kiedy znowu będę trzymał w dłoni taką skreślone ołówkiem rękę. Rękę żywego człowieka.

(goście odchodzą)
(sam)
Bali Zlękli ołówkiem poprawione na „Zlękli” się. Odeszli, a ten strach został jeszcze w powietrzu. Miły mi nawet ten strach, jak podróżnemu, zabłąkanemu w stepach zapach końskiego łajna, świadczącego, że natrafił na ślad ludzki. człowieka dopisane ołówkiem i skreślone „ludzki”
Z jaką pogardą powiedział ten poczciwiec: ciało. A to jest ważne. Oto teraz skreślone ołówkiem czuję już jak rodzi się we mnie ciemne wzruszenie, ciemny pochyły niepokój. I wiem, że ciało moje, ciało człowieka będzie drżało, i zjeży się jak pies, gdy będę zstępować ku twym bramom, kraino umarłych. Gdy będę wzywał władczynię piekieł potrójnym zaklęciem:
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych drzwi,
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych świec,
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych pieczęci.

Pani o trzech oczach z żelaza,
Pani o trzech piersiach z żelaza,
Pani o dziewięciu żywotach z żelaza – usłysz mnie.

Niechaj brama piekieł po raz pierwszy otworzy się przed
istotą żywą.