Zaloguj się
Cytuj

"Orfeusz"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Orfeusz
Data aktualizacji: 10 grudzień, 2021



Śmierć Orfeusza


Anna Świrszczyńska
Sienna 22 m. 36
/ Muzyka /
Menada

Chcecie posłuchać opowieści o śmierci Orfeusza, najdziwniejszego z śpiewaków ? ręcznie Jak długo szukałyśmy go ręcznie zarysowana zmiana szyku na „szukałyśmy go” my, menady, aby schwytać i zabić i jak pewnej nocy natrafiwszy na ślad czekałyśmy wiedząc, że przyjdzie. I zdarzyło się, że gdy jedne leżały u brzegu strumienia, a niektóre tańczyły –

/ muzyka /
Menada

ukazał się Orfeusz po środku polanki, a ujrzawszy, jak ręcznie podnosimy się zwolna i przybliżamy wielkim kołem zrozumiał, że umrze. Roześmiał się tedy i mówił:

Orfeusz

Chwileczkę, szlachetne panie. Tak, to mój kres. Nie ma wątpliwości. Miałeś nosa ręcznie , Orfeuszu, żeś wyszedł tej nocy na przechadzkę, zamiast spać, jak inni porządni ludzie. Upolowałeś piękną niespodziankę – śmierć. I nie bylejaką – z ręki bachantek. Owych bajecznych bachantek, o których pełno niestworzonych plotek i gadania w każdej wiosce greckiej, w każdej gospodzie. Niechże wam się przypatrzę zbliska, znakomite istoty. Ha ha! Jaki tłok. Ciekawość, widzę, wzajemna. Jedna przez drugą pcha się, by zobaczyć Orfeusza, by posłuchać jego głosu, prawda? Tego głosu, co kołysał fale i zwierzęta ręcznie dodany nawias i przekreślenie zaznaczonego fragmentu ołówkiem .
Ile oczu! Oczy chmurne, zniecierpliwione, złośliwe, naiwne – oczy bezwstydne, żarliwe, roztargnione. Bogowie! ani jednej pary oczu spokojnych.

Menada

Nieuprzejmy jesteś, Orfeuszu.

Orfeusz

Ja? Och, to bardzo bolesny zarzut, nadobna istoto. Zawsze byłem galantem wobec dam, wielbicielem pięknej płci, moje panie, a przytem dworak – nadworny śpiewak bogów – ha, ha!

Menada

Jak ty się śmiejesz.

Orfeusz

Poprostu.

Menada

Czy tak samo uciszałeś wzburzone bałwany? Poprostu?

[k. 2]

Menada

Menady Jak zwie się naprawdę?

Orfeusz

Wy, menady, kochacie imiona, jak wszystkie istoty, które pragną gwałtownie.

Menada

Imię – to niby zaczarowane rękawiczki. Można przez nie ująć rzeczy nieuchwytne.

Orfeusz

Chcecie ujmować rzeczy nieuchwytne.

Menada

Imię to niby sieć. Można w nie złowić na chwilę różne rzeczy. Bogów i zwierzęta, czasem trwogę, czasem szczęście. Ale ta sieć ma zbyt wielkie oka. Za szybko wycieka z niej wszystko. Zaklęcia słowa są za słabe. nadpisane ręcznie nad linijką „za duży patos melodyjny” [komentarz redaktorski?] Dlatego zaklinamy także gestami.

Orfeusz

Zaklinacie także zabijając.

Menada

Zaklinamy zabijając.

Orfeusz

Dziwnie tak podkr. ręczne rozmawiać siedząc wśród was. Oczy wasze migocą, patrzycie niemal pokornie. / Monotonny śpiew menad "menad" zakreślone pomarańczowym ołówkiem, z dorysowanym obok kluczem wiolinowym – wskazówka muzyczna? / Co to?

Menada

To śpiew | ręcznie bachantek.

Orfeusz

Cichy niby do snu.

Menada

Nie zasypiamy nigdy, dlatego śpiewamy kołysanki.

Orfeusz

Szukałyście mnie oddawna.

Menada

Oddawna, jak się szuka skarbu. Jak się szuka źródła. Jak się szuka oszałamiającego bogactwa. Ludziom wystarczy słuchać twego głosu, lwom lizać twój ślad, kobietom – płakać. Menady pragną cię zabić.
Bo potokiem jest Orfeusz,
a my wypijamy potoki.
Powietrzem jest Orfeusz,
a my wypijamy powietrze.
Płomieniem jest Orfeusz

Orfeusz

O, duszyczki wzruszające! O, duszyczki łakome! Czy potraficie wypić płomień?

Menada

Patrzysz na nas z uśmiechem. Kto cię nauczył kochać menady? Trudno je pokochać.

Orfeusz

Jesteście tak blisko, że słyszę jak biją wasze serca. Pochylacie czoła ruchem zwierząt. Płonicie się. Jakież to potężne zamyślenie okuwa wasze członki? Oczy zmącone, gęby powoli żują ciemną trawę. Pewno gorzka, bo kąciki ust wyginają się, cieknie z nich ślina. ręcznie dodany nawias i przekreślenie zaznaczonego fragmentu ołówkiem
Doprawdy, ogarnia mnie wzruszenie. Chciałbym pogłaskać którą z tych głów. Włos na nich nigdy nieczesany wyrasta jak nieujarzmiona roślinność, wije się według wdzięcznych i osobnych zwyczajów, przyrodzonych roślinności. O adnotacja muzyczna – cóż to? Czemu tamta pomrukuje gryząc palecce Ręczna korekta ? Tajemniczy ból targa jej piersią. Czy za dziecięciem, urodzonym gdzieś przy drodze, na jednym z tysiąca przewędrowanych szlaków górskich, a które dziś porwał wilk? A może sama rzuciła je ze skał, a teraz opłakuje z gwałtowną ręcznie skreślone, nawias muzyczny czułością tygrysicy.

Menada

Ulecz nas.

Orfeusz

Uleczyć was? A cóż posiadacie prócz swej choroby? Cóż posiadają ludzie prócz swych nieszczęść? Zbyt są biedni, by je bogowie mieli im odbierać.

Menada

Nie uleczysz nas?

Orfeusz

Mogę zabawić. Aglae, siądź bliżej. Nie wiem czemu twoje cierpienie szczególnie mnie wzrusza. Jesteś dzika. Nie umiesz się nawet dziwić, jak nie dziwią się zwierzęta. Jesteś, niby dziecko, bez winy. Ty ręcznie rzucisz się na mnie pierwsza, żeby zabić. Gdybym miał przed sobą dzień życia…

Menada

Gdybyś miał przed sobą dzień życia…

Orfeusz

Tobie powierzyłbym moją mądrość, moją sławę, moją nieśmiertelność.

Menada

Co to jest nieśmiertelność ręcznie ? Po co mi? Czy to odurzający napój? Czy taniec z obcych stron? Czy "odurzający napój? Czy taniec z obcych stron? Czy" - nawias muzyczny nowy wróg ręcznie ?

Orfeusz

Nowy wróg, Aglae, którego nie zwyciężysz.

Menada

Nie rozumiem. Jestem znużona.

Orfeusz

Wszystkie jesteście znużone. Powiem wam lepiej bajkę.

Menada

Wesołą?

Orfeusz

Ha ha, wesołą i troszkę podstępną. Bajkę o piekle podkr. muzyczne . Znakomita, zobaczycie. Zapomniałyście? Byłem przecież – jedyny z śmiertelnych – za życia z wizytą w Hadesie. To coś znaczy. Cerber, Charon, wielki porządek, a jakże – karność. Diabły mają swoje przydziały, resorty. A najzabawniejszy jest Hermes podkr. muzyczne . Nagania biedne duszyczki do swej łodzi i wiecie, co im deklamuje?
Dusze znakomite i rozważne, oto miejsce,
gdzie dane wam będzie zaspokojenie szlachetne
ciekawości, co matką jest mędrców.
A z jakim przejęciem on to gada, ten cynik! I popycha oszołomione i zahukane widziadła szewców, powroźników, złodziei i straganiarek, które nigdy za życia nie zaznały ciekawości, co jest matką mędrców i którym tak dobrze było w poczciwych, kaprawych powłokach cielesnych. To się nazywa uszczęśliwiać przemocą!

Menada

Byłeś u Persefony?

Orfeusz

Rozumie się. U Persefony, królowej piekieł. Gdy ujrzałem ją, wydawała się roztargniona. Czesała włosy i namaszczała je tłuszczem. Powiedziała:

Persefona

Wiesz, mam żal do mojej matki. Nie umiem rozpaczać. Nie powinno się wydawać za mąż córek, które nie umieją rozpaczać.

Orfeusz

Ależ Persefono ręcznie – czy nie pamiętasz, że zostałaś podstępem porwana przez Plutona? Matka… jej wielkie zmartwienie… o tym wszyscy wiedzą.

Persefona ("Orfeusz")

Tak, to jeszcze nie było najgorsze. Pamiętam tę łąkę, jasną jak lusterko, to niebo rozpędzone. I cień własnego ciała koło nóg, gdy schyliłam się, by zerwać kwiat podkr. muzyczne, nadpisane ołówkiem „narcyz” . Z początku było jako tako. Płakałam wśród ścian okopconych i wilgotnych. Westchnienia ludzkie osiadły na nich jak dym.
Nikt nie jest w stanie tego odczyścić. Z pułapu promieniowały blade żółwie, olbrzymie jaszczurki rycz muzyczny nawias syczały cieżko. To było drażniące. Litowałam się nad każdą duszą, wydawałam surowe wyroki, obowiązujące przez wieczność. Syzyfa tak skazałam i kilku innych. Patrzałam porozumiewawczo na Plutona. / śmieje się / Nie było nudno w tej jaskini. Wszystko dokoła przerażało. Wielkie nieszczęścia, wyszukane grzechy. Rozpaczałam dnie i noce. Pluton ogarniał mnie ramieniem, mówił:

Pluton ("Orfeusz")

Przywykniesz, przywykniesz dziecino…

Persefona ("Orfeusz")

Ach, był zawsze podrażniony. Zrywał się – taki miał nerwowy krok – odchodził do miejsca najstraszniejszych kar. Z brwią nawisłą palił tam grzeszników na wolnym ogniu. Słyszałam jęki. On śmiał się czasami, zrzucał z siebie szaty. Piekło było mu za małe.

Pluton ("Orfeusz")

Piekło jest dla mnie za małe, Persefono. Duszę się. Oh, gołąbko, nic na to nie poradzisz, to są sprawy zawiłe. Klimat, widzisz, nie służy mi, duszno, niby w łaźni i pochmurno. Uf, jestem spocony! Czerwony jak od wina a przecież nie piję. Ogień mnie upija – haha, nadpisane nad linijką i wstawione tu ogień, w którym duszyczki skwierczą. Oh, ciężkie życie.

Persefona ("Orfeusz")

Patrzałam z odrazą. Schylał szpetne czoło, śmiał się znowu. Taką twarz ma może Nemezis. Potem, gdy byliśmy sami, ocierałam mu z czoła pot i łzy. Gardziłam sobą. Ach, jak mnie wzruszała taka łza, znaleziona w kącie jego krwawego oka. Wybiegałam w gaje cyprysowe, darłam szaty wśród trzody głupich duchów, apatycznych jak obrazki. Uspokojona, długo jeszcze przeklinałam Ananke, co każe grzeszyć i cierpieć.

Orfeusz

Tu Persefona umilkła. Światło podniecenia znikło z jej twarzy. Po chwili rzekła smutno:

(jak poprzednio – zacząć [???] – rozwiać – skończyć) dopisane ołówkiem
Persefona ("Orfeusz")

Orfeuszu, nie mów nikomu. To najstraszniejszy grzech. Przyzwyczaiłam się do piekła. Zaczynam tyć. Ciało moje robi się tłuste, świeci. Pluton mówi, że jestem coraz piękniejsza.

Pluton ("Orfeusz")

Rozkwitasz, moja żono. Te bransolety – jak one błyszczą na twych pociemniałych rękach. Piekielnicy wodzą za tobą ślepiami. He he, ładna jesteś.

Persefona ("Orfeusz")

Zakopcone ogniem piekielnym bransolety przystrajają mnie, niby niewinne kwiaty z ziemskich łąk. Posiadłam przeciągły wdzięk, jaki mają kobiety, lubiące patrzeć w lustro. /lekko/ Potrafię być nawet dowcipna, stroję się. Widzisz – toalety piekielne.

(niższy głos) ręcznie, ołówkiem
Orfeusz

W istocie – dosyć oryginalne.

Persefona

Popatrz na to lusterko. Świeci, prawda? Wypolerował je dla mnie Charon. Jęczy po nocach koło swojej łodzi nad rzeką. Obrzydliwy potwór. Pluton nie każe mu dawać nigdy dużo jeść, żeby warczał na cienie, rozumiesz, żeby się bały. Warczy z głodu jak pies. Tylko do mnie łasi się ta poczwara.

Orfeusz

Piękne zwierciadełko.

Persefona ("Orfeusz")

Widzisz, rękojeść rzeźbiona w dwa smoki. Gryzą się delikatnie jakby igrały. I patrzą na siebie ślepia w ślepia. Czego to może być symbolem? Mniejsza z tym. Aż dziw, że ten potwór umie zrobić takie rzeczy.

Orfeusz

Może dlatego, że nigdy nie daje mu się do syta jeść.

Persefona ("Orfeusz")

/lekko/
Może.
/posępnie/
Patrzę w to lusterko godzinami.

Orfeusz

Czemu płaczesz podkreślenie muzyczne , Persefono? (niepokój – pytać) ołówkiem

Persefona

Jaki wstyd. I gdzie jest kara? Kto wymierzy mi sprawiedliwość? To jedno mogłoby ocalić duszę moją, grzeszniejszą od duszy Syzyfa i duszy Tantala i tych biednych królewien Danaid, które sama skazałam…

/pauza; muzyka/
Orfeusz

Nie byłem zdolny jej pocieszyć. Splotła dłonie na karku, patrzała wyzywająco i chmurnie. Maleńki, pękaty piesek, maleńki szafranowy potworek przypełzł i lizał jej nogę. Siarka ciekła mu z opasłego pyska. Leżała długo gryząc figę, wyciągnięta wśród swych strojów jak odaliska. Wtedy powiedziałem: Persefonozimnym (?) – błaga ołówkiem

Persefona ("Orfeusz")

Persefono… Jakoś inaczej niż dotąd zabrzmiało moje imię w twych ustach.

Orfeusz

Mówię głosem człowieka, który prosi o łaskę.

Persefona ("Orfeusz")

O łaskę królowej zmarłych

Orfeusz

Czy wiesz, po co przyszedłem?

Persefona ("Orfeusz")

Wiem. Każde dziecko greckie zna tę bajkę. (z lekkim przekąsem, niby opowiadając) ręcznie dopisane, przekreślone Sławny poeta Orfeusz tak kochał żonę swą, Eurydykę, że nie uląkł się Cerbera i jedyny z żyjących zstąpił do Hadesu. Kiedy stanął w obliczu królowej Tartaru, zamiótł ziemię połą fałdzistego płaszcza, jaki noszą Trakowie…

Orfeusz

Nie mam płaszcza.

Persefona ("Orfeusz")

Nic nie szkodzi. Zamiótł ziemię połą płaszcza i zawołał głosem, który uśmierzał lwy –

Orfeusz

Cóż zawołał?

Persefona ("Orfeusz")

Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych drzwi,
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych pieczęci,
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych świec.

Orfeusz

Tedy królowa rzekła: – Czego żądasz, Orfeuszu?

Persefona ("Orfeusz")

Żony mojej, Eurydyki – powiedział Orfeusz. A królowa zaśmiała się.

Orfeusz

Czemu śmiejesz się, królowo?

Persefona ("Orfeusz")

To uśmiech podstępny, poeto. W zły czas przyszedłeś. Pani piekieł nudzi się.

Orfeusz

Śmiertelni ją nudzą?

Persefona ("Orfeusz")

Nie.

Orfeusz

Nieśmiertelni?

Persefona ("Orfeusz")

Nie.

Orfeusz

Nudzi się sama sobą podkr. muzyczne . To nieuleczalne.

Persefona ("Orfeusz")

Nie jesteś uprzejmy.

Orfeusz

Nie jestem uprzejmy. Uprzejmi ludzie nie składają za życia wizyt w Hadesie. Skończ, królowo, bajkę dla greckich dzieci.

Persefona ("Orfeusz")

O! skończy ją kto inny. Ja odegram tylko swoją rolę i powiem: – Orfeuszu, królowa zmarłych, wzruszona twą wielką miłością, oddaje ci małżonkę… /pauza; muzyka/

Orfeusz

Tak tedy poszedłem na łąkę anemonów, gdzie siedziała Eurydyka w towarzystwie Alkmeny i dwu sióstr Orestesa. Ach, jak była zmieniona! Ruchy miała podobne do łez płynących, lica nieopisane. W ręku trzymała kądziel. Gdy ją ujrzałem, trochę dąsała się, targała paluszkami w złości żółtawe nitki. Wyznała mi w tajemnicy:

Eurydyka

One są okropne. Niedawno tu przyszły i tak mocno poruszają się, cierpią, śmieją. O, widzisz tam tę rozrosłą brunatną dziewczynę? To Elektra – kiwa się po całych dniach w rosochatym wieńcu na głowie, dumna ze swojej boleści jak z kosza dobrze wypranej bielizny. A Alkmena ciągle śpiewa.

Orfeusz

Nie myśl o nich, moja słodka żono. Zabiorę cię stąd. Uśmiechnij się. Pomówimy o innych sprawach. Pamiętasz dom rodziców, kiedy byłaś jeszcze mała?

/sennie/
Eurydyka

Dom rodziców...

Orfeusz

Tak. To okno od wschodu, zawsze na nim stały doniczki z kwiatami, a pod oknem ławeczka, pamiętasz?

/z chwilowym ożywieniem/
Eurydyka

Ławeczka! A tak, tak!

Orfeusz

Kłóciłyście się z siostrą, kto na niej usiądzie. A ty byłaś straszna złośnica, kopałaś i drapałaś, a potem buch! I już jej nie ma. Uciekła do pastucha, do bydła. Raz wtedy spotkałem cię na łące jak strzygli owce i mówię: wstyd, taka duża panna zamorusana i obdarta jak znajda. A ty – ha! ha! – odpowiedziałaś mi bardzo nieuprzejmie. Coś takiego, aż wstyd powtarzać...

Eurydyka

Więc po co powtarzasz? To już tak dawno.

Orfeusz

Nie, bo byłaś taka śmieszna. Ja nawet nie wiem jak w domu ci pozwalali. Potem dopiero zmieniłaś się, wydoroślałaś. Zrobiła się taka strojnisia – ha, ha...

Eurydyka

O kim mówisz?

Orfeusz

Przecież o tobie.

Eurydyka

Nie pamiętam.

Orfeusz

A pamiętasz morze? Niedaleko domu. Żeglarze czasem śpiewali [/1] mijając brzegi. Różni żeglarze. Często śpiewali w obcym języku – jacyś barbarzyńcy. Wrócimy tam, chcesz?

Eurydyka

Dokąd?

Orfeusz

Na ziemię, moja słodka Eurydyko.

Eurydyka

To długa droga...

/pauza/
Orfeusz

Darujcie, menady, że skrócę opowieść, choć to przybliża mi zgon. Była ciągle senna, gdy wiodłem ją drążonymi korytarzami ku światłu słońca, gdy stąpaliśmy powoli, a jaskinie piekielne migotały, a diabły piekelne jęczały. Ach, cóż więcej mam mówić. U wejścia stał Cerber, pies trzygłowy. Pytał o imię. Ale ona milczała. Kiedy nalegałem, skrzywiła usteczka:

Eurydyka

Nie mogę powiedzieć dokładnie. To wszystko jedno. Nie męcz mnie.

Orfeusz

A kiedy groziłem, jak się grozi niedobremu dziecku, zaśmiała się z przekorą.

Eurydyka

Ja się niczego nie boję. Przecież już nie umrę.

Orfeusz

Ach, czemu powiedziała takie słowo. To był wyrok. Zaraz podszedł do niej Hermes. Nie zdziwiła się wcale, kiedy dotknął jej ręki na znak, że zostaje w Hadesie. Nie spłoszyła się, zbyt łagodny miał uśmiech. Odeszli razem. Próbowała tańczyć po drodze. Podnosiła ręce bardzo powoli. To było smutne. Kiedy zawołałem ją po imieniu, jak się woła gołębicę, odwróciła się i powiedziała:

Eurydyka

Bądź zdrów.

Orfeusz

Zdawało mi się, że nie rozumiała tego wszystkiego, nie widziała mej boleści. Była jakby za szybą. Umarli są tacy delikatni, lżejsi od nas. Odeszła uśmiechając się. Oto moja opowieść, menady.

/pauza, muzyka/
Menada

Menady usnęły.

Orfeusz

Śpią jak dzieci. Dopiero teraz widać, jak są jednak podobne do zwykłych kobiet. Teraz, gdy oczy mają zamknięte. Gdyby nie kozia skóra na prawej piersi, gdyby nie wieniec z bluszczu na splątanych kudłach… Ciekaw jestem snów menad.

Menada

Nie mamy snów. Nie zasypiamy nigdy. To pierwszy raz. To ty jedynie zdołałeś je uśpić, pogromco panter.

Orfeusz

Ciebie nie uśpiłem.

Menada

Mnie | nie ołówkiem podkreślenie .

Orfeusz

Czemu?

Menada

Jak one mocno śpią. Możnaby przejść wśród tych ciał, jak przez pobojowisko, nie zbudziwszy nikogo. Krok – i byłbyś wolny. Czuję twoją wolność w powietrzu. Powietrze płonie od jej zapachu. To noc pokoju. ciszej ołówkiem nad linijką Czy słyszysz, jak gadają strumienie? Niby dzieci w kolebkach. Cała natura oddycha dobrocią. Nie wierzę w wyroki Ananke. Żadna zła rzecz nie stanie się tej nocy. Pojednanie… oswobodzenie… Coś osobliwie łagodnego zniża się od gwiazd.

Orfeusz

W istocie. Coś najbardziej łagodnego. [???]

Menada

Niby ogień przezroczysty, będący zarazem muzyką, żywioł czuły i cenny jak serce w piersiach, radość nieśmiertelna.

Orfeusz

Ha, ha, Aglae, Aglae!

Menada

Co?

Orfeusz

Przecież ty śpiewasz | ręcznie o śmierci.

Menada

Ja?

Orfeusz

Gdybyś mogła słyszeć swój głos. Takim głosem mówi człowiek, który pragnie i czuje bliskie spełnienie pragnienia. Ty pragniesz zabić.

Menada

Pragnę zabić.

Orfeusz

Ciebie jednej mój czar nie uśpił. Jakżebym mógł uciec. Ty przecież czuwasz. Nie darmo przez te kilka godzin pokochałem cię ponad wszystkie stworzenia. Ty jesteś najdziksza. Jedyna z ludzi i zwierząt, której nie zwyciężyłem.

Menada

Orfeuszu

Orfeusz

Niebo niedługo zblednie, Aglae. Obudź menady, już czas. Ananke rzekła, że muszę "muszę" - nawias muzyczny umrę przed wschodem słońca.

Menada

Orfeuszu

Menada

Weź bęben, uderz w wielki bęben, zawołaj…

Menada

Zawołam.

/szeptem/
Menada

Siostry moje, menady, siostry moje, menady, siostry moje, menady

Anna Świrszczyńska
HADES
Eurydyka prowadzona przez Hermesa.Orfeusz)
Orfeusz

Eurydyko

(Eurydyka odwraca się)
Orfeusz

Czy mnie poznajesz?



Eurydyka

Nie. [/52]

Orfeusz

Boisz się mnie?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Orfeusz Czy zechcesz [?] mi paluszki?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Odpowiada jak ptaszek, co umie śpiewać tylko jedną piosenkę. Czy ona zawsze jest taka senna? Jakże się odmieniła. Oczy ma nieopisane, ruchy podobne do łez płynących.

Hermes (Merkury) mit.

Mów do niej cicho, bo się spłoszy.

(odchodzi)
Orfeusz

Eurydyko, czy wiesz, kto jestem?

Eurydyka

Czemu mnie budzisz? Ty nie jesteś Hermes. Hermes poszedł.

Orfeusz

On jest dobry dla ciebie?

Eurydyka

Nie wiem. Jest jak powietrze. Jest ciemny.

Orfeusz

Smutno w ciemności. Wyprowadzę cię na światło dnia. Pani piekieł wróciła ci ziemskie życie. Jesteś znowu moja.



Eurydyka

Myślisz, że jestem twoja...



Orfeusz

Lica masz nieuchwytne jak westchnienie. W ustach twych nie [/53] słowa lecz echa słów. Ogarnia mnie strach przed dotknięciem twych paluszków . Eurydyko. Eurydyko.

Eurydyka

Czemu tak głośno wołasz?

Orfeusz

Imię jest bardziej rzeczywiste niż spojrzenie, którym mnie dotykasz. Dźwięk posiada magiczną moc. Chcę cię otoczyć siecią dźwięków jak dzikie zwierzątko, co się niedość oswoiło.

Eurydyka (z radością)
Eurydyka

O, mnie nie można oswoić.

(uśmiecha się)
Eurydyka

Lubię robić na złość.

Orfeusz (ucieszony jej ożywieniem)
Zmiana – brak w wariancie 3 zob. https://tei.nplp.pl/document/605/v/611/f/1348#div-1348-1
(słychać łoskot i zgrzyt otwieranej bramy)
Eurydyka

Co to?

Orfeusz

Przypomnij sobie ten głos. Już raz go słyszałaś. To zgrzyt olbrzymich zawiasów bramy piekieł, której szczęki rozwierają się zawsze by chwycić, a nigdy by oddać. Dziś stanie się rzecz niezwykła. Czy słyszysz? Zastygły w biegu rzeki Hadesu, czyli Styks, Kokytos, Acheront, Pyriflegeton i Lete, (zamarło szczekanie potępieńców) zagasł szelest szat cieni poruszających się na łąkach asfodelu. Bo oto przejdzie bramą istota, która była umarła. Eurydyka żona Orfeusza. Czy się nie cieszysz?



Eurydyka

Powinnam się cieszyć?

Orfeusz

Patrzy na mnie jak przez szybę. Nie pojmuje nic. Eurydyko.

Eurydyka

Jestem senna.

[/54]
Orfeusz

Ja cię obudzę. (Poskromiłem Charona i Cerbera i tysiące diabłów. Przybyłem rzeki piekielne z ognia, lamentu i roztopionego żelaza, aby popatrzeć jakim ruchem opuszczasz głowę na ramię i jak delikatnie migocą w przymkniętych rzęsach białka twych oczu, gdy się uśmiechasz) Ręczne wykreślenie, prawdopodobnie reżysera Posłuchaj. Wrócimy tam, gdzie świeci słońce. Pamiętasz słońce?

Eurydyka

Jest żółte jak pieniądz i gorące jak jajko w żarze. Nie można na nie spojrzeć bo się ślepnie.

Orfeusz

Niedokładnie pamiętasz. Jest wspaniałe i łagodne. Rodzi życie.



Eurydyka

Co to jest życie? Używasz niejasnych wyrazów. Nie wiem.

Orfeusz

To wszystko jest dla ciebie za trudne, mała słodkla żono Ręczne wykreślenie, prawdopodobnie reżysera . Posłuchaj, powiem ci bajkę.
... Pamiętasz morze strumień, dom nad morzem strumieniem Zmiana – prawdopodobnie pomyłka reżysera: wykreślił morze i zamienił na strumień, ponieważ na podstawie wcześniejszej wypowiedzi jednej z postaci wysnuł wniosek, że dom Orfeusza i Eurydyki stał nad strumieniem. W pozostałych wersjach dom jest nad morzem , gdzieśmy się poznali...

Nocami woda szumiała.



Eurydyka

Pamiętam.




Orfeusz

W sąsiedztwie nikt nie mieszkał, tylko ten stary diabeł z kolczyskiem w uchu i z miedzianą patelnią, na której gotował i smażył .

Eurydyka (z ożywieniem)
Eurydyka

Aha. Ryba z jednej strony była zawsze przypalona, a z drugiej surowa. A kłócił się ze mną...

Orfeusz

No, ty też byłaś ananas.

(oboje zagłębiają się przeszłości ożywieni, prawie szczęśliwi)
Orfeusz

Bo byłaś Zmiana – w 3 wariancie „A wyglądałaś” zupełnie jak chłopak, z krótką czuprynką, opalona i taka zuchwała. Pływaliśmy razem jak wariaty, daleko na morze. Zmiana – w 3 wariancie fragment wypowiada Eurydyka

Eurydyka

Woda była zielona i ciepła. Zmiana – w 3 wariancie Eurydyka mówi „Woda była zielona”, Orfeusz dopowiada „I ciepła”

Orfeusz

A wieczorem robiłaś się poważna i cichutka w wariancie 2 „poważna i cichutka” jak mały kamyk. Leży, leży i myśli. I nagle – masz! Wymyśliła i mówi z powagą: Wiesz, chciałabym być syreną i uwodzić mężczyzn. To można było pęknąć Zmiana – w wariancie 3 „Leży, leży i nagle mówi; wiesz, chciałabym być syreną i uwodzić mężczyzn. To było kapitalne.”

(śmieją się) Zmiana – w wariancie 3 brak
Eurydyka

Aha. Tak mówiłam. A ty zawsze się śmiałeś. Patrzcie jaki wamp. Szczeniak Zmiana – w wariancie 3 „smarkacz” jesteś nie wamp.

Orfeusz

I okrywałem cię kocem tak, że było widać tylko nosek Zmiana – w wariancie 3 brak . I zasypiałaś na moim ramieniu.

Eurydyka (zastanawia się potem mówi jakby robiła wielkie odkrycie)
Eurydyka

Tak, bo ty byłeś mój mąż i ja ciebie kochałam.

Orfeusz (uradowany)
Orfeusz

Eurydyko. Poznałaś mnie. Wróciłaś do mnie. Ile szczęścia Zmiana – w wariancie 3 „Co za szczęście!”; wykreślenie ręczne, reżysera . Podaj mi rękę. Jest jak gwiazda o pięciu promykach. wykreślenie ręczne, reżysera

(
bierze ją za rękę
i mówi przestraszony)
Orfeusz

Jaka

lekka. Czemu jest taka lekka.?



Eurydyka

Nie patrz na mnie tak mocno. W twoich oczach jest trwoga i męczy mnie.

Orfeusz (z rozpaczą)
Orfeusz ("Orfeusz")

Nie rozłączymy się nigdy. Ja jestem twym [/56] mężem, a ty jesteś moją żoną. Pojedziemy nad morze.

Eurydyka (znów senna i obca)
Eurydyka

To było dawno.

Orfeusz ("Orfeusz")

Gdy zechcesz, będzie i teraz. Zmiana – w wariancie 3 „Będzie znowu gdy zechcesz” Dom stoi jeszcze i woda taka sama zielona. Będziesz się znowu śmiała.

Eurydyka

Zapomniałam się śmiać. On nie śmieje się nigdy.

Orfeusz

Kto?

Eurydyka

Hermes.

Orfeusz

Musisz go słuchać?

Eurydyka

On jest jak powietrze. Chcę żeby zawsze był dokoła mnie. Żeby był zamiast powietrza.

Orfeusz ("Orfeusz")

Eurydyko!

Eurydyka

Jest cały ciemny i wargi ma ciemne i twarde jak złoto. Czasami błyszczą w mroku.

Orfeusz

Eurydyko. Boję się twoich oczu. Dawniej patrzałaś jak mała dziewczynka, co lubi łakocie, a zasypia prędko i bez marzeń skreślenie ręczne, reżysera (?) .

Eurydyka

On mnie nauczył być umarłą. To bardzo trudno . Trzeba się było obywać bez cienia koło nóg, bez cnót i grzechów, bez śmierci.
Chodziliśmy po skałach. W przepaści huczały błyszczące [/57] rzeki wieczności, czarniawe i śniade jak ołów skreślenie ręczne, reżysera . Mówił mi, że śmierć jest lekkością, że śmierć jest zadziwieniem. I raz uczułam, że w wariancie 2 „jak wargi” wargi jego dotknęły moich. Wtedy odeszło ode mnie wszystko – niebo i piekło. Objął mnie łagodny, błękitny płomień. Zaczęłam palić się cicho jak stos jasnych pereł. I potem nie czułam już dawnego ciała, tylko różaną pienistość, lekkie migotanie, ciepło, które było zarazem melodią.
... I zadziwiłam się głęboko, zapadłam w nieskończoność zadziwienia. Wtedy dopiero naprawdę umarłam.

Orfeusz ("Orfeusz")

Mówisz rzeczy okropne. Sama nie rozumiesz, co mówisz. Niepodobna, abyś rozumiała. Pierwszy promień słońca zmyje z ciebie tę straszliwą wiedzę. Zapomnisz. Podaj mi rękę. Odźwierny niecierpliwi się pewnie przy bramie.

Eurydyka

Dokąd mnie prowadzisz?

Orfeusz)

Ależ na ziemię Eurydyko. Na światło. Czemu się cofasz?

Eurydyka

Nie chcę światła. Chcę żeby było ciemno, bardzo ciemno.

Orfeusz

Tam będziesz ze mną. Będziesz szczęśliwa.

Eurydyka

Kiedy ja tutaj jestem szczęśliwa.

Orfeusz

Czemuś wyrzekła te słowa, Eurydyko. To jest wyrok.

(z dala widać idące dusze)

Eurydyka

Dusze idą do wodopoju. I ja pójdę. Chcę pić.

Orfeusz)

Eurydyko...

Eurydyka

Chcę pić – letejską wodę. (odchodzi) [/58]

Orfeusz

Poszła.

Hermes (wchodzi, dotyka jego ramienia)
Hermes (Merkury) mit.

I tobie czas. Odźwierny niecierpliwi się przy bramie. Musisz iść, Orfeuszu.

Orfeusz

Sam...

(wychodzi
,
po chwili słychać łoskot bramy piekieł)