Zaloguj się
Cytuj

"Orfeusz"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Orfeusz, Anna Świrszczyńska
Data aktualizacji: 10 styczeń, 2023
Przebywa we mnie nieprzeparta chęć mówienia żartem. Ba, nic by w tym nie było niebezpiecznego, gdyby równocześnie nie przebywała we mnie nieprzeparta chęć mówienia poważnie. Z śmiertelną powagą człowieka jedzącego pieczeń, który na stołek mówi stołek, a na kość – kość.
Z śmiertelną powagą człowieka konającego, który na gromnicę mówi gromnica, a na żonę – żona. Dwa duchy stają u mego ramienia i gadają mi z za pleców, jak dwie gęby bożka Janusa.
Jedna mówi, uśmiechając się – jak to ona szelmeczka zawsze się podśmiewa: – Sztuka jest amoralna. A druga odpowiada: – Człowiek jest zwierzęciem moralnym.
I jedna mówi: – Sztuka jest nieuleczalnie lekka. Ma dziesięć twarzy.
A druga: – Rzeczy tego świata są nieuleczalnie ciężkie. Wszystkie mają jedną twarz – śmierci.
I dodaje: – Przeklęte niech będzie słowo, które igra, słowo, które uchyla się od odpowiedzialności, słowo nieuchwytne.
Tym dwu duchom cóż powiem?
Szczęśliwi, którym dano tworzyć sztukę ciężką jak życie i jednoznaczną jak śmierć.
[ręczne adnotacje nt. próbnego czytania autorskiego z 30. VIII. 46]
/muzyka, motyw Hermesa/
[/32]
Orfeusz

Eurydyko! Zmiana – wypowiedź rozbita na dwie osobne, w wariancie 2 „Eurydyko (Eurydyka odwraca się) Czy mnie poznajesz?”

Hermes.

Cicho. Jest jak jutrzenka, gdy wschodzi.

Orfeusz

Eurydyko, czy mnie poznajesz?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Boisz się mnie?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Czy chcesz podać mi paluszki?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Odpowiada jak ptaszek, co umie śpiewać tylko jedną piosenkę. Czy ona zawsze jest taka senna? Jakże się odmieniła. Oczy ma nieopisane, ruchy podobne do łez płynących.

Hermes

Mów do niej cicho, bo się spłoszy. Ja odchodzę. Zmiana – w słuchowisku wypowiedź, w wersji scenicznej didaskalia „(odchodzi)”

Orfeusz

Eurydyko, czy wiesz, kto jestem?

Eurydyka

Czemu mnie budzisz? Ty nie jesteś Hermes. Hermes poszedł.

Orfeusz

On jest dobry dla Ciebie?

Eurydyka

Nie wiem. Jest jak powietrze. Jest ciemny.

Orfeusz

Smutno w ciemności. Wyprowadzę cię na światło dnia. Pani piekieł wróciła ci ziemskie życie. Jesteś znowu moja. [/33]

Eurydyka

/sennie, obojętnie/
Myślisz, że jestem twoja…

Orfeusz

/z trwogą/
Eurydyko, Eurydyko!

W W2 dodatkowy fragment:
Orfeusz Imię jest bardziej rzeczywiste niż spojrzenie, którym mnie dotykasz. Dźwięk posiada magiczną moc. Chcę cię otoczyć siecią dźwięków jak dzikie zwierzątko, co się niedość oswoiło. Eurydyka (z radością) O, mnie nie można oswoić. (uśmiecha się) Lubię robić na złość. Orfeusz (ucieszony jej ożywieniem) Zawsze byłaś taka. (słychać łoskot i zgrzyt otwieranej bramy)
Eurydyka

Czemu tak głośno wołasz?

Orfeusz

Lica masz nieuchwytne jak westchnienie. W ustach tych nie słowa, lecz echa słów. Boję się dotknąć twych rąk.

/Muzyka – motyw bramy piekielnej, ten sam co w scenie VII/
Eurydyka

Co to?

Orfeusz

Przypomnij sobie ten głos, już raz go słyszałaś. To zgrzyt olbrzymich zawiasów bramy piekieł, której szczęki rozwierają się zawsze by chwycić, a nigdy by oddać. Dziś stanie się rzecz niezwykła. Zastygły w biegu rzeki Hadesu, zamarło szczekanie potępieńców zagasł szelest szat cieni, poruszających się po bladych łąkach asfodelu. Bo oto wyjdzie z Hadesu istota, która była umarła. Eurydyka, żona Orfeusza. Czy się nie cieszysz?

Eurydyka

/obojętnie/
Powinnam się cieszyć…

Orfeusz

Patrzysz na mnie jak przez szybę, nie rozumiesz nic. Eurydyko

Eurydyka

Jestem senna. [/34]

Orfeusz

Ja cię obudzę. Poskromiłem piekielne straszydła, przebyłem rzeki ognia, aby popatrzeć, jakim ruchem opuszczasz głowę na ramię i jak delikatnie migocą w przymkniętych oczach białka twych oczu, gdy się uśmiechasz. Posłuchaj. Wróćmy tam, gdzie świeci słońce. Pamiętasz słońce?

Eurydyka

Jest żółte jak pieniądz i gorące jak jajko w żarze. Nie można na nie patrzeć, bo się ślepnie.

Orfeusz

Niedokładnie pamiętasz. Jest wspaniałe i łagodne. Rodzi życie.

Eurydyka

/niechętnie/
Co to jest życie? Używasz niejasnych słów. Nie wiem.

Orfeusz

Tak, to wszystko jest dla ciebie za trudne, moja mała żono. Posłuchaj, powiem ci bajkę…
Pamiętasz morze, dom nad morzem, gdzieśmy się poznali. Rybacki domek.Nocami woda szumiała…

Eurydyka

/łagodnie, miękko/
Pamiętam.

Orfeusz

/ucieszony jej przyjaznym tonem, mówi dalej/
Ogromna, śliczna biała plaża. W sąsiedztwie nikt nie mieszkał, tylko ten stary rybak z kolczykiem w uchu i [/35] z wielką miedzianą patelnią, na której nam smażył.

Eurydyka

/ożywia się, mówi wesoło/
Aha. Ryba była zawsze z jednej strony przypalona, a z drugiej surowa. A kłócił się ze mną.

/oboje zagłębiają się w przeszłość, szczęśliwi/
Orfeusz

No, ty też byłaś ananas. A wyglądałaś zupełnie jak chłopak. Opalona, z krótką czupryną i taka zuchwała. Pływaliśmy razem jak wariaty.

Eurydyka

Daleko na morze.

Orfeusz

Woda była zielona.

Eurydyka

I ciepła.

Orfeusz

A wieczorem robiłaś się cichutka i poważna jak mały kamyk. Leży, leży i nagle mówi; wiesz, chciałabym być syreną i uwodzić mężczyzn. To było kapitalne.

Eurydyka

Aha, tak mówiłam. A ty się wtedy śmiałeś. Patrzcie, jaki wamp. Smarkacz jesteś nie wamp.

Orfeusz

I okrywałem cię kocem. I zasypiałaś na moim ramieniu.

Eurydyka

/z namysłem, przypominając sobie/
Tak, bo ty byłeś…mój mąż, [sic] I ja ciebie kochałam. [/36]

Orfeusz

/radośnie/
Eurydyko! Poznałaś mnie, wróciłaś do mnie! Co za szczęście! Podaj mi rękę. Jest jak gwiazda o pięciu promykach.
/przestraszona/
Jaka chłodna i lekka. Czemu jest taka lekka?

Eurydyka

/znów niechętnie/
Nie patrz na mnie tak mocno. W twoich oczach jest trwoga i męczy mnie.

Orfeusz

/z rozpaczą/
Nie rozłączymy się już nigdy. Ja jestem twym mężem, a ty jesteś moją żoną. Pojedziemy nad morze.

Eurydyka

/znów senna i obca/
To było dawno.

Orfeusz

Będzie znowu gdy zechcesz.Dom jeszcze stoi i woda taka sama zielona. Będziesz się znowu śmiała.

Eurydyka

Zapomniałam się śmiać. On nie śmieje się nigdy.

Orfeusz

Kto?

Eurydyka

Hermes.

Orfeusz

Musisz go słuchać?

Eurydyka

On jest jak powietrze. Chcę, żeby zawsze był dokoła mnie. Żeby był zamiast powietrza.

Orfeusz

Eurydyko!

Eurydyka

Jest cały ciemny i wargi ma ciemne i twarde jak złoto. Czasami błyszczą w mroku. [/37]

Orfeusz

Boję się twoich oczu, Eurydyko.

Eurydyka

On mnie nauczył być umarłą. To bardzo trudne. Trzeba się obywać bez cienia koło nóg, bez cnót i grzechów, bez śmierci. Chodziliśmy po skałach. W przepaści huczały błyszczące rzeki wieczności, czerniawe i śniade jak ołów. Mówił mi, że śmierć jest lekkością, śmierć jest zadziwieniem. I raz uczułam, jak wargi jego dotknęły moich. Wtedy odeszło ode mnie wszystko – niebo i piekło. Objął mnie łagodny, błękitny płomień. Zacząłem palić się cicho jak stos jasnych pereł. I potem nie czułam już dawnego ciała, tylko różaną pienistość, lekkie migotanie, ciepło, które było zarazem melodią. I zadziwiłam się głęboko, zapadłam w zadziwienie. Wtedy dopiero naprawdę umarłam.

Orfeusz

Mówisz rzeczy okropne. Sama nie rozumiesz, co mówisz. Pierwszy promień słońca zmyje z ciebie tę straszliwą wiedzę. Zapomnisz. Podaj mi rękę. Odźwierny niecierpliwi się pewnie przy bramie.

Eurydyka

Dokąd mnie prowadzisz? [/38]

Orfeusz

Ależ na ziemię, Eurydyko. Na światło. Czemu się cofasz?

Eurydyka

Nie chcę światła. Chcę, żeby było ciemno. Bardzo ciemno.

Śpiew dusz

Słodka jest woda letejska, co daje zapomnienie.
Słodka jest woda letejska…
Słodka jest woda letejska….

Orfeusz

Co to?

Eurydyka

Dusze idą do wodopoju. I ja pójdę.

Orfeusz

Wróćmy na ziemię.Tam będziesz ze mną. Będziesz szczęśliwa.

Eurydyka

Kiedy ja tutaj jestem szczęśliwa.

Orfeusz

/przerażony/
Biada nam. Czemuś wyrzekła te słowa? To jest wyrok.

Eurydyka

>Dusze idą do wodopoju. I ja pójdę. Chcę pić.

Orfeusz

Eurydyko, dokąd idziesz?

Eurydyka

Chcę pić… letejską wodę.

Orfeusz

Zostań! Zostań jeszcze choć chwilę. Odchodzi. Nie słyszy mnie, nie widzi. Oddala się. Jak cicho, jak szybko. Już zmieszała się z gromadą dusz, co idą do rzeki zapomnienia. Już jej nie widzę… [/39]

Hermes

Orfeusz…

Orfeusz

Kto mnie woła?

Hermes

To ja, Hermes. Odźwierny niecierpliwi się przy bramie. Musisz wrócić na ziemię, Orfeuszu.

Orfeusz

Sam…

Hermes

Blacho, zawieszona między dwoma światami, blacho cicha jak błyskawica, porusz się i niechaj brama piekieł zamknie się za istotą żywą.

/zgrzyt zamykanej bramy piekielnej – muzyka/
Orfeusz

To wzgórze ma coś szczególnego. Czy nie jest to właśnie miejsce, którego szukam? Miejsce gorejące i płoche jak gorejące i płoche było życie Orfeusza i będzie śmierć. Tak, to powietrze śmierci. Ma dziwny czar. Jego milczenie podnieca jak zbyt długa pauza między dwoma słowami. Ludzie mówią o mnie fantastyczne historie. Ile plotek! Cóż, nie składa się bezkarnie za życia wizyt w piekle. Matki pokazują dzieciom: patrz, on widział Persefonę. I boją się. A menady z dala śledzą każdy mój krok i czekają chwili…
Oto nadeszła. Już czas. Dziś tu przyjdą w góry [/40] na święte Dionizje. Dziś się wszystko zakończy. Co za noc. Na czułym niebie drżą gwiazdy. Chcę umrzeć pogodnie. Czyż nie byłem człowiekiem, który umiał się śmiać jak nikt w Grecji? Kto śpiewał – nie, to złudzenie. To jeszcze nie one. Nim nadejdą, jest nieco czasu. Właściwie trzeba by zrobić rachunek sumienia, a może coś w rodzaju testamentu. O czym to się mówi w obliczu śmierci, kiedy dusza więziona w ciele, jak powiada Plato, wraca do swej niebieskiej ojczyzny, do świata idei. A ciało pozostaje. Żałosna okoliczność. Przyzwoitość nakazywałaby je pożegnać. Powłoka cielesna. Muszę wam wyznać wstydliwą tajemnicę. Diablom się przyzwyczaił do tego, że ją posiadam, Łączy nas sentyment, mnie i moje ciało, noga, brzuch, język – chwyta mnie rozrzewnienie. Czymże byłbym bez tego bogactwa? Nie lubimy myśleć o tym, czujemy się wtedy trochę niepewnie. Człowiek czasami staje się zuchwały i mówi: to moje. Albo zgoła nieostrożnie: to ja. Niebezpieczne słowa, najmilsi. Bo wreszcie nadchodzi chwila gdy rozstaniemy się z tym wszystkim. Czeka mnie wielka podróż i być może lękam się wielkiej podróży. [/41]

Aglae

Lękasz się? To ciekawe.

Orfeusz

Mes saluts, mademoiselle. Kto jesteś?

Aglae

Zwierzę.

Orfeusz

Jakie?

Aglae

Święte, święte zwierzę. Dzika maciora.

Orfeusz

Zwierzątko. Czy można je obłaskawić?

Aglae

To twój zawód.

Orfeusz

Rozkoszna mała, tylko ślepia ma paskudne.

Aglae

Darujcie, panie. Oprawca mi je wyłupił, a oprawcy pachołek, figlarny człeczyna, znów je wstawił przez swawolę, ale źrenicami do środka.

Orfeusz

Jesteś ślepa?

Aglae

To nieważnie. Samicom oczy nie są potrzebne do patrzenia.

Orfeusz

A do czego?

Aglae

Żeby wabić, panie.

Orfeusz

Osobliwa kokieteria, ale nie podchodź za blisko. Mogę zobaczyć, że drżysz.

Aglae

Ja zawsze drżę. Menady wszystkie drżą.

Orfeusz

Ty jesteś menada. [/42]

Aglae

Aglae dzieciobójczyni. Znasz mnie.

Orfeusz

Aglae, namłodsza [sic] ze stada. Pamiętam ten miękki głos młodego zwierzęcia.

Aglae

Czemu się śmiejesz?

Orfeusz

Ty mnie najbardziej nienawidzisz, najdziksza z dzikich. Ty pierwsza mnie znalazłaś. Inne pewnie krążą, tropią…

Aglae

/z pogardą/
Jak suki bez węchu.

Orfeusz

Ach, widzę w twych oczach coś zachwycającego. Rodzi się coś zachwycającego na odległości między piersią Orfeusza i ramieniem dzikiej niewiasty, cuchnącej kozim tłuszczem i ludzką krwią.

Aglae

Co?

Orfeusz

Ależ śmierć, moja śmierć.

Aglae

Czemuś tu przyszedł, Orfeuszu? Dziś dzień wielkich Dionizji. A tu jest święte miejsce, gdzie nikt z ludzi nie odważa się zachodzić.

Orfeusz

Może przyprowadziło mnie tu cierpienie, a może przychodzę jako winowajca.

Aglae

Winowajca? [/43]

Orfeusz

Gdym tu kiedyś szedł – wtedy to ty zawołałaś w krzakach:

Aglae

Orfeuszu, Eurydyka jest śmiertelna.

Orfeusz

Wtedy niosłem wam moc i ocalenie. Byłem bogacz, ale wystarczyły cztery słowa. Bo moje miłosierdzie nie było doskonałe. Był skarb, który jak skąpiec chowałem dla siebie.

Aglae

Kto cię nauczył kochać menady?

Orfeusz

Chciałbym pogładzić twą głowę nieszczęsną i odrażającą. Kudły na niej dawno nieczesane wiją się jak osobliwa roślinność. I ten ruch głowy spłoszonego ptaka, jaki miała Eurydyka.

Aglae

Kto cię nauczył kochać menady? Trudno je pokochać.

Orfeusz

Trudniej je uleczyć.

Aglae

Czyż nie wiesz, cudotwórco, że do tego wystarczy czasem jedno położenie ręki na głowie, która nigdy dotąd nie zaznała pieszczoty…
W taką noc jak ta po raz pierwszy chwyciły mnie ramiona mężczyzny. Nie widziałam jego twarzy, gdy śmiejąc się porzucił mnie przed świtem skuloną jak pies z przetrąconym grzbietem. Potem byli inni, ale nikt nie pogładził mych włosów. Potem nauczyłam się zabijać.

/słychać z dala głos fletu – motyw menad/
[/44] Czy słyszysz?

Orfeusz

To monady. Krążą tu, nie mogą znaleźć. Krzyknij, niech przyjdą. Niebo zacznie niedługo płowieć na wschodzie. Ananke, mówią ludzie, stworzyła was po to, żebyście zabijały.

Aglae

Co to jest Ananke?

Orfeusz

Nie śpi nigdy.

Aglae

Więc podobna jest do nas.

Orfeusz

Świat cały wierzy w nią, ale ona nie może dotąd uwierzyć w siebie. To ją chroni. Myślę, że nie ma wyobraźni, dlatego zdoła władać światem.

Aglae

Czy ona jest potworem?

Orfeusz

Możliwe, że ma tylko gardło i ogromny żołądek, który może wchłonąć wszystko: zwierzęta, ludzi i konstelacje gwiazd.

Aglae

A jeśli ma wyobraźnię?

Orfeusz

Pobożni nie powinni o tym myśleć.

Aglae

Bardzo długo byłam pobożna. Wypełniałam to, do czego przeznaczyła mnie Ananke. A teraz nie chcę. Chcę być wolna jak ty.

Orfeusz

Aglae… [/45]

Aglae

Nie chcę zabijać. Popatrz, na ziemi i na niebie świecą drogie kamienie. Strumienie gaworzą jak senne dzieci w kolebkach. To noc pokoju. Coś osobliwie łagodnego zniża się od gwiazd. Niby ogień przezroczysty, będący zarazem śmiechem. Żywioł czuły i senny jak serce w piersiach.

Orfeusz

Co robisz?

Aglae

Oto flet, którym zwołuję menady. Oddaję ci ten flet. Wyprowadzę cię tajnymi ścieżkami. Jesteś wolny.

Orfeusz

Menado…

Aglae

Uśmierzyłeś monadę. Patrz, zrzucam z ramion skórę, z głowy wieniec. Uciekniemy ku dolinom, do ludzi. Będę żyła jak zwykła kobieta. Będę uśmiechać się i prząść. Zasnę – pierwszy raz od tylu lat.

Orfeusz

Obmyjesz z palców krew. To będą palce prządniczki.

Aglae

Te palce oddały flet. Pójdź, o panie. Będę twą sługą. Będę cię wielbić. Moja słodycz przyniesie ci pociechę, moja wdzięczność – zapomnienie. Spokojne, ciche życie.

Orfeusz

Ciche życie…

Aglae

Chodź, Orfeuszu, uciekniemy stąd póki czas…

/słychać z dala flety i bębny, motyw menad, dziki i orgiastyczny/
Co to? [/46]

Orfeusz

To ich muzyka.

Aglae

Straszna.

Orfeusz

Nie słuchaj.

Aglae

Nie będę słuchać. Nie wiesz, jak mogłam to znieść. Jak mogłam tańczyć przy wtórze. Ale teraz…

Orfeusz

Teraz nie jesteś już menadą.

Aglae

Nie jestem. Jaka ulga.

Orfeusz

Będziesz żyła wśród ludzi. Będziesz miała dom i dziecko.

Aglae

A zimą, kiedy wiatr od gór przyleci, będziemy razem układać modlitwy, które niosą ludziom ukojenie i gotować zioła, które leczą choroby. A kiedy dziecko w kołysce zapłacze, zaśpiewam mu kołysankę. Przypomnę sobie kołysankę, jaką już kiedyś nuciłam memu małemu syneczkowi. Temu, którego musiałam zabić.

Orfeusz

Nie myśl o tym.

/znów słychać flety i bębny – motyw menad/
Aglae

Słyszysz? Znowu.

Orfeusz

Odejdźmy stąd.

Aglae

Odejdźmy. Jak ja nienawidzę tej muzyki. Wsączyła mi się w krew i nienawidzę mojej krwi. [/47]

Orfeusz

Nie słuchaj.

Aglae

Ach, panie, proszę was, jeśli mam się wyleczyć, bądźcie pobłażliwi. Nie żądajcie od razu zbyt wiele. Zacznijmy wprzód od rzeczy najprostszych. Najpierw trzeba będzie wyłupić mi oczy z głowy, oczy zbrodniarki.

Orfeusz

Co ty mówisz!

Aglae

A potem, panie, wytoczymy krew z moich żył. Bo jak zostanie choć kropla, to może się zdarzyć, że zacznie się burzyć w żyłach, gdy zadudnią nasze bębny frygijskie, gdy zaskowyczą flety.

Orfeusz

Zamilcz.

Aglae

A potem, panie, trzeba będzie mi połamać sobie nogi obie, żeby ni porwały się już nigdy do tańca, żeby nie poniosły mnie nocą w góry, na polankę. Jeśli to wszystko uczynimy, dalej pójdzie już łatwo.

Orfeusz

Posłuchaj, Aglae. Twoje życie się odmieni. Trzeba zapomnieć o przeszłości. Jesteś teraz nowym człowiekiem. Będziesz żyła jak wszystkie kobiety. Nie będziesz więcej rozpaczać.

Aglae

Tak, nie zaznam rozkoszy, jaką daje rozpacz.

[/48]
Orfeusz

Coś wyrzekła? Opamiętaj się! Nocami będziesz spała. Napełni się spokój i czystość. Nie będziesz grzeszyć ni mordować.

Aglae

Nie zaznam rozkoszy, jaką daje grzech i mord, jaką daje zbrukanie i poniżanie.

Orfeusz

Zapadasz w otchłań i mówisz mową otchłani.

Aglae

Więc mnie ocal, pogromco lwów.

Orfeusz

Kobieto, moja dawna moc została w Hadesie. Umiem jeszcze umrzeć jak człowiek wolny, ale nie mogę już nikomu dać wyzwolenia.

Aglae

Biada mnie i tobie.

Orfeusz

To ta piekielna muzyka. Zły czar okuwa twe członki. Oczy masz znowu ślepe.

Aglae

/nieprzytomnie/
Samicy oczy nie są potrzebne do patrzenia.

Orfeusz

Obudź się!

Aglae

/

z gniewem/
Kto jesteś, co mieszasz się do rzeczy świętych?

Orfeusz

Widzę, że będzie ci potrzebny twój flet. Oto on.

Aglae

Jest mi potrzebny mój flet.

/gra na flecie motyw menad/
Siostry moje, menady. Siostry moje, menady. Siostry moje, menady, Wy, które nie zasypiacie nigdy, Wy, które nie [/49] nie śmiejecie się nigdy, wy, które nie litujecie się nigdy – przybądźcie!
/gra na flecie motyw menad/

Menady

Jesteśmy.

Orfeusz

Witajcie, nadobne. Oto ten, którego szukacie. Ujarzmił ocean, czarował centaury i lwy, zwiedzał piekło, flirtował z Persefoną – bardzo pracowicie żył. Ale wszystko na świecie ma koniec.

Menady

/cicho, pokornie/
Pokłon tobie, święty mężu.

Orfeusz

Z nieba na ziemię spływa szaleństwo Dionizosa. Powietrze płonie od jego zapachu. Jak tkliwie płonie, jak sennie. Ono sprawia, że za chwilę święte się staną palce wasze, którego nie ukoi śmierć Orfeusza, które będzie dotąd, aż zwyciężona zostanie moc Ananke. Aż przyjdą ludzie, którzy ją zwyciężą.

:
Śpiew menad

W potokach jest lęk, a my wypijamy potoki. W powietrzu jest lęk, a my wypijamy powietrze. W płomieniach jest lęk, a my wypijamy płomienie.

[/50]
Menady

Pokłon tobie, święty mężu.

Orfeusz

Kto wy?

Menady

Najpokorniejsze, najpobożniejsze. My pożeramy świętych, by światłość zdobyć.

/narastająca muzyka – nagłe wyciszenie/
Koniec
i
„… Zbigniewa Wiśniewskiego (muzyka)