Zaloguj się
Cytuj

"Orfeusz"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Orfeusz, Anna Świrszczyńska
Data aktualizacji: 10 styczeń, 2023
Przebywa we mnie nieprzeparta chęć mówienia żartem. Ba, nic by w tym nie było niebezpiecznego, gdyby równocześnie nie przebywała we mnie nieprzeparta chęć mówienia poważnie. Z śmiertelną powagą człowieka jedzącego pieczeń, który na stołek mówi stołek, a na kość – kość.
Z śmiertelną powagą człowieka konającego, który na gromnicę mówi gromnica, a na żonę – żona. Dwa duchy stają u mego ramienia i gadają mi z za pleców, jak dwie gęby bożka Janusa.
Jedna mówi, uśmiechając się – jak to ona szelmeczka zawsze się podśmiewa: – Sztuka jest amoralna. A druga odpowiada: – Człowiek jest zwierzęciem moralnym.
I jedna mówi: – Sztuka jest nieuleczalnie lekka. Ma dziesięć twarzy.
A druga: – Rzeczy tego świata są nieuleczalnie ciężkie. Wszystkie mają jedną twarz – śmierci.
I dodaje: – Przeklęte niech będzie słowo, które igra, słowo, które uchyla się od odpowiedzialności, słowo nieuchwytne.
Tym dwu duchom cóż powiem?
Szczęśliwi, którym dano tworzyć sztukę ciężką jak życie i jednoznaczną jak śmierć.
[ręczne adnotacje nt. próbnego czytania autorskiego z 30. VIII. 46]

[/1]
/Muzyka do słuchowiska „Orfeusz”/
/Orkiestra gra arię Offenbacha „W lasku Idy trzy boginie”/
Właściciel kawiarni

/jowialny, wesoły/
Jak się panom podoba w naszej kawiarni? Elegancko, co? Tip-top.

Dziennikarz

Owszem, bardzo, bardzo

Właściciel kawiarni

Najwięcej uczęszczany lokal. Grecy powiadają, że zachwycający zapach kosmopolityzmu. Coś niby paryskiego, panowie rozumieją. Cudzoziemcy mówią, że atmosfera zupełnie grecka. Ekstrakt delfickości. To teraz modne dzięki Orfeuszowi i tym jego cudownym historiom.

Dziennikarz

Podobno ujarzmia ocean, obłaskawia lwy i centaury Cały świat o tym mówi, więc jako dziennikarz przyjechałem do Delf, żeby zobaczyć .

Właściciel kawiarni

Może jeszcze kawki? Chłopiec, dajno nam kawy. Jeśli pan chce dowiedzieć się u źródła, to tylko u nas. Orfeusz bywa tu prawie codziennie. W tym miejscu w W2 fragment z kilkoma wypowiedziami

Dziennikarz

Czy to prawda, że ona ma oswojonego żółwia, który się śmieje jak człowiek?

Właściciel kawiarni

Miał, panie, oswojonego żółwia. Głupie było, z przeproszeniem [/2] bydlę. Nie widziałem, żeby się kiedy śmiał. A i tego wyłudził od niego jeden taki głodomor , niby uczeń. Ludzie przyjeżdżają Bóg wie skąd. Przeważnie straszna hołota, obdartusy i melancholiki. Zresztą muszę przyznać, że ucieszył wiele osób. Tylko trzeba wierzyć w tę jego niby naukę.

Dziennikarz

Uleczył?

Właściciel kawiarni

Mało to na świecie wykolejeńców. Podstarzali atleci, niewolnicy, kobiety porzucone przez mężów, nieuleczalnie chorzy albo tragarze lektyk, co wiedzą, że rzadko kto w ich zawodzie dociągnie do czterdziestki.

Dziennikarz

Słyszałem, że on leczy śmiechem. To musi być bardzo wesoły człowiek.

Właściciel kawiarni

Owszem, czasem bywa w dobrym humorze, wypije, zaśpiewa. Ale mówiąc między nami, jak kto chce rozrywki odpowiedniej dla młodego człowieka, to radzę do cyrku. Linoskoki przyjechali i tancereczka jedna. Może papieroska?

Dziennikarz

Słyszałem, że ten Orfeusz ma uroczą żonę.

Właściciel kawiarni

Trochę ciekawa chłopców, ale to ludzka rzecz. Głupie bo młode. Zresztą przykładne małżeństwo, proszę pana. Ja zawsze mówię swojej żonusi: szanuj mnie, złotko, bo w całych [/3] Delfach jest tylko dwu solidnych mężów. Orfeusz i ja.

Dziennikarz

Prędko mogą przyjść?

Właściciel kawiarni

Ma pan szczęście – właśnie oni, Orfeusz i Eurydyka. Moje uszanowanie mistrzowi.

Orfeusz

Wspaniała dzisiaj pogoda. Cały dzień byliśmy w lesie. Wiatr, słońce. Czy słyszycie, panowie, tupanie? To centaury

Eurydyka

Biegły za nami aż z gór przez całe miasto. Strasznie lubię centaury. Kosmate i takie zabawne. W W2 Eurydyka dołącza później

Dziennikarz

Pan daruje, jestem dziennikarz. Specjalnie przyjechałem do Delf, żeby pana poznać.

Orfeusz

– Aha.

Dziennikarz

Pan ujarzmił, o ile się nie mylę, ocean oraz lwy i słonie. Czy jest jakieś naukowe wytłumaczenie tego faktu? Jakaś teoria?

Orfeusz

Z tym ujarzmianiem to zabawna historia. Po raz pierwszy ujarzmiła je właściwie sytuacja. Kiedy mnie otoczyły, zacząłem się śmiać. Taki nałóg jak u innych papieros. A gdy się człowiek śmieje, przynajmniej tak mocno – nie może się już bać. Zwierzęta mają ostry nos. Gdy poczują [/4] strach, jest to dla nich hasło mordu. Ale strachu nie było, więc i mordu nie było. Potem same były zdumione tym, że mnie nie tknęły, przestraszone nawet. Pokładły się na ziemi i tak się urodziła legenda o ujarzmianiu. Później wyciągnąłem z tego wnioski. Powstała teoria.

Dziennikarz

Walczy pan z bogami.

Orfeusz

– Walczę z bogami, walczę z lękiem. Zwyciężyć lęk, a przez to zwyciężyć śmierć jako proces psychiczny w człowieku.

Dziennikarz

Zwyciężyć śmierć…

Orfeusz

To brzmi bezbożnie, prawda? Bogowie powiedzieli: życie to lęk. Lew będzie zjadać sarnę a kot mysz i to jest prawo dla wszystkiego, co żyje. Ale w piersi człowieka jest waga. Ta waga zważyła prawo bogów i znalazła, że jest złe. I powiedziałem: nie będę mu ulegał. Stworzę inne prawo, ludzkie. Będę wolny od lęku i zbrodni. I zaśmiałem się nad własnym losem i nad własną śmiercią. Zwyciężyłem lęk, a przez to zwyciężyłem śmierć jako proces psychiczny w człowieku. Zwierzęta się nie śmieją. [/5]

Dziennikarz

Aha. Pan pozwoli, że zapiszę…

Aurydyka

Czy wy wiecie? Znowu mówią o menadach. Chłopi na targu opowiadali, że zaczynają natrafiać po górach na ślady ich legowisk.

Właściciel kawiarni

Tak, pani Eurydyko, skończył się spokój. Będą nocami podchodzić pod miasto i wyć. Aż skóra cierpnie na człowieku jak sobie przypomni. A rano okazuje się, że ta i owa panna uciekła z domu, albo mężatko od dzieci. Okropne, jeszcze mi kiedy żonusię porwą.

Eurydyka

One chłopców nigdy nie wabią?

Orfeusz

Nie, ptaszku.

Eurydyka

Chwała Bogu.

Orfeusz

Chłopcy sami za nimi idą.

Eurydyka

Ładne historie. Nie myją się, nie czeszą, jedzą palcami surowe mięso, wydrapują ludziom oczy i mogą się podobać mężczyznom.

Właściciel kawiarni

Może właśnie dlatego, proszę pani, że wydrapują oczy – he, he… [/6]

Dziennikarz

Pan daruje, że jeszcze zapytam. Chciałbym parę słów o tej teorii śmiechu.

Orfeusz

Myślałem nad tym, proszę pana, że śmiech to osobliwe zjawisko. Byłbym skłonny wierzyć, że przez śmiech powstał świat.

Dziennikarz

Jak pan to rozumie?

Orfeusz

Śmiech zorganizował chaos, obłaskawił grozę. Skoro po raz pierwszy zabrzmiał nad otchłanią, otchłań została przezwyciężona. I urodził się ład, proporcje, stosunki…

Właściciel kawiarni

Panowie są oczytani w filozofach. Uwielbiam oczytanych ludzi.

Orfeusz

Stosunek. Święta nić, zaszywająca dwa brzegi niewidzialnej materii, której zobaczyć nie dane będzie nigdy naszym ziemskim oczom. Poznajemy tylko stosunki. Sam Zeus jest właściwie stosunkiem, proporcją…

Dziennikarz

Dziękuję. Przytoczę to w reportażu. Dobranoc państwu.

Orfeusz

Dobrze, że sobie poszedł. Napijemy się wina – sami, we dwoje. Chłopiec, dwa wina. Wspaniały wieczór. Patrz, księżyc wschodzi. Szczęśliwy jestem, Eurydyko. [/7]

Eurydyka

Może nie powinieneś tego mówić…

Orfeusz

Dlaczego?

Eurydyka

Wydaje mi się, że to jest… nieprzyzwoite.

Orfeusz

/poważnie/
Powiedziałaś mądrą rzecz.

Eurydyka

To naprawdę niechcący.

Orfeusz

Jak zawsze. I za to cię kocham.

/muzyka/
Orfeusz

Śpij… już późno, Eurydyko.

Eurydyka

Wiesz, chciałabym być syreną i uwodzić mężczyzn.

Orfeusz

/śmieje się/
Wspaniały pomysł.

Eurydyka

Nie śmiej się. Myślisz, że ja nie potrafię.

Orfeusz

Mam poważne wątpliwości.

Eurydyka

No wiesz, przecież ciebie uwiodłam. A mówią, że ty jesteś znakomitość.

Orfeusz

Uwiodłaś? Proszę, proszę. Czy bardzo się opierałem?

Eurydyka

Z początku bardzo, a potem –

Orfeusz

Potem ustąpiłem przez grzeczność.

Eurydyka

Nie dokuczaj mi, Orfeuszu. Jestem śpiąca. Patrz, gwiazda spadła. Jak tu dziś cicho. Mówią, że teraz u nich wielkie uroczystości. Święte Dionizje. [/8]

Orfeusz

U kogo?

Eurydyka

W górach, u menad. Tańczą i rozszarpują żywych ludzi i to im podobno trochę pomaga. One nigdy nie śpią, prawda?

Orfeusz

Nie myśl o tym, będziesz się w nocy budział [sic].

Eurydyka

Ja wiem, o co ci chodzi. Przychodzą tu pod ogród. Na pewno któraś kocha się w tobie, a może wszystkie. Są okropnie nieprzyzwoite. Myślisz, że nie słyszałam jak nocami śpiewają. A ty się wtedy budzisz.

Orfeusz

Budzę się i spać ci nie daję.

Eurydyka

Ach, nie jesteś taki wiele Ołówkiem lepszy od zwykłego mężczyzny.

Orfeusz

Znowu gwiazda spadła.

Eurydyka

Czy to prawda, że ty jesteś bezbożny?

Orfeusz

Prawda.

Eurydyka

I że takich bogowie karzą?

Orfeusz

Tego nie wiem.

Eurydyka

Okropnie jestem śpiąca. Usiądź tu bliżej.

Orfeusz

Wcześnie dziś zasypiasz, Eurydyko.

Eurydyka

Zasypiam. Nie budź mnie. Zasypiam głęboko, głęboko…

Orfeusz

Śpi. Jak cicho. Ktoś śpiewa z daleka. To one. Menady.

Menady

W potokach jest lęk, a my wypijamy potoki.
W powietrzu jest lęk, a my wypijamy powietrze.
W płomieniach jest lęk, a my wypijamy płomienie.

Orfeusz

Wołają mnie. To ostatnie, najwyższe zadanie życia! Uspokoić te nieuspokojone. To więcej niż lwy, niż ocean. Dzisiaj się wszystko rozstrzygnie. Pójdę tam, na święte Dionizje. Albo mnie rozszarpią, albo będą uleczone. Och, uśpić tę mękę. Oddałbym za to wszystko. Wszystko na świecie prócz… Eurydyki. Do was mówię, urodzonych pod słońcem

które przemija
ja, który przemijam jak wy –
do was chcę mówić, o ujarzmianiu
wielkiego przemijania świata.
Do was mówię, urodzonych pod słońcem które się trwoży.
Ja, który się trwożę jak wy –
do was chcę mówić o ujarzmianiu
wielkiej trwogi świata.
Idę do was na święte Dionizje!
/odchodzi/
[/10]
/muzyka – motyw Hermesa, łagodny i liryczny/
Hermes

Jest sama. Ona. Kobieta. Samica człowieka. Ma skórę zachwycającą i delikatną. Dwoje jej ramion jest jak dwoje zwierzątek, co się przytuliły do siebie. Jak nieświadomie i lekko nosi szatę życia. Jak nieświadomie i lekko odgarnia ją precz, zstępując w wodę wieczności, z oczami dziecka, które nie znają zdumienia i lęku. Eurydyko.

Eurydyka

Ktoś dotknął mego serca i zdmuchnął je leciutko jak świecę. Już nie bije.

Hermes

Eurydyko.

Eurydyka

Kto mnie woła?

Hermes

Ten, co przychodzi w mroku.

Eurydyka

Czy to ty sprawiłeś, że serce moje nie bije?

Hermes

Ja.

Eurydyka

Ty nie jesteś człowiek.

Hermes

Nie jestem człowiek.

Eurydyka

Ciało moje wie, kto jesteś i drży.

Hermes

Ciało twoje wiedziało, że przyjdę. Czy będziesz płakać?

Eurydyka

Nie. Krew się we mnie rozwidnia, powieki spływają na oczy. Jaki chłód. Czemu nic nie mówisz?

Hermes

To zbyteczne. I tak wiesz –

Eurydyka

Wiem, że mam iść za tobą.

/muzyka – motyw Hermesa, ten sam co poprzednio/
Menada I

Patrz, ona śpi.

Menada II

A mu nie zasypiamy nigdy.

Menada III

Żywi boją się nas, a ona się nie boi.

Menada IV

Żywi zadają nam cierpienie.

Menada V

Żywych zabijamy.

Wszystkie

Amen, amen.

Menada I

Ale ona umarła.

Menada II

Ona była czysta.

Menada III

Ona nas nie odpędzi, choć jesteśmy okryte trądem.

Menada

Choć jesteśmy plugawe.

Menada

Cicho, cicho siostrzyczki, nie budźmy umarłej.

Wszystkie

Amen, amen.

Menada I

Ona jest szczęśliwa. Nie drży z zimna i głodu.

Menada II

Nie gryzie palców.

Menada III

Nie kala się w objęciach mężczyzny.

Menada Ib

Nie morduje.

Menada V

Ona śpi. My nie zasypiamy nigdy.

Wszystkie

Nie budzimy szczęśliwej, która śpi.

Aglae

A jego nie ma. Poszedł w góry. Może szuka monad.

Wszystkie

I nie wie –

Aglae

Będzie wiedział, siostrzyczki, będzie wiedział.

Menady

Amen, amen.

/muzyka/
Orfeusz

Otom przygnieciony przez największy ciężar świata, ja, wczoraj gorejący i lekki jak tancerz. Chwilami wydaje mi się, że dzięki pomyłce bogów jestem Atlasem, co dźwiga sklepienie niebios. A to tylko ta rzecz lekka niewymownie: Cień rzęsy na jedwabnym policzku Eurydyki, gdy oddalała się od życia łatwo jak dźwięk oddala się od fletu. Oto wiosenna noc, noc nadmiaru i pełni. W taką noc najpotężniej krzyczy w człowieku szczęście, w taką noc najwspanialej rozkwita cierpienie. Eurydyko. Zamiast dziecka urodziła się z naszej miłości tęsknota i oto jest we mnie dzień i noc jak lampa bezsenna.

Aglae

Orfeuszu…

Orfeusz

Kto mówi?

Aglae

Zbłąkana.

Orfeusz

Czego chcesz ode mnie?

Aglae

Ach, łaskawy panie, miałam dziecię, dzieciątko. Wilk je porwał.

Orfeusz

Wilk?

Aglae

Miałam dziecię, dzieciątko. Rzuciłam je w przepaść.

Orfeusz

Kto jesteś?

Aglae

Aglae dziecobiójczyni.

Orfeusz

Menada?

Aglae

Menada, panie.

Orfeusz

A one… te, co wysuwają się zza skały cicho jak stado dzikich kóz?

Aglae

One… nie śpią nigdy.

Orfeusz

Menady. Więc to tak spotykamy się pierwszy raz. Oddawna się do was wybierałem, od wielu lat.

Aglae

A my czekałyśmy. Nocami podchodziłyśmy pod dom, gdy spałeś.

Orfeusz

Nie spałem.

Aglae

Jak biły nasze serca na deszczu, w ciemności, kiedy każde stworzenie ma schron, każdy ptak gniazdo, tylko złodzieje i menady przemykają po drogach i czają się za węgłami wśród pustkowi. Przykładałam głowę do ściany. O siostry, jaka ulga. Jaka pomoc. Tam za ścianą jest także bezdomny. Wiatr, co szarpie naszymi włosami i jego przenika zimnem. Czy słyszycie jak szepce: Gdybym mógł je uleczyć, oddałbym za to wszystko. Wszystko prócz…

Orfeusz

Zamilcz. To było dawno, w czas wielkich Dionizji. Wybrałem się do was, ale zawróciłem z drogi.

Aglae

Ktoś zawołał w krzakach: Orfeuszu, Eurydyka jest śmiertelna.

Orfeusz

Zawróciłem, lecz było już za późno.

Aglae

Dzisiaj i ty błądzisz po górach. Dziś w twojej krwi ten sam niepokój co w naszej, ten sam mrok. I ty nie zasypiasz i nigdy już nie będziesz spał.

Orfeusz

Odkąd to trudnicie się wróżbami rywalizując z wyrocznią delficką?

Aglae

Sępy wietrzą ścierwo, my wietrzymy cierpienie. To nas przez chwilę nasyca.

Orfeusz

Czego chcecie?

Aglae

Chodź z nami. Dla ciebie już tylko jedna droga. Zostaniesz szaleńcem jak my. Utracisz cnoty i winy. Będziesz grzeszyć, by potem rozpaczać w ekstazie dionizyjskiego płaczu. Będziesz rozpaczać, by potem grzeszyć w ekstazie dionizyjskiej radości. Chodź z nami.

Orfeusz

I cóż mi dacie?

Aglae

Oszołomienie. Potrójne oszołomienie. Tańca, wina i rozkoszy. Pod wodospadem zimnym jak lód o świcie menada ugryzie cię w usta i za włosy pociągnie do jaskini. Oszalejesz, a wtedy zapomnisz. Będziesz zwierzę jak my. Jesteś w naszej mocy.

Orfeusz

Otoczyły mnie kołem. Przybliżają się. Wieńce na głowach nigdy nie czesanych, skóra na barkach i te oczy… Kosmate kobiety, czy chcecie mnie rozszarpać? Milczą. Czuć śmierć w powietrzu. Ha, ha! Sytuacja, można powiedzieć nastrojowa, ale ja diablo lubię psuć nastroje. Mam wrodzoną lekkomyślność i humor, ślicznotki, dużo humoru.

Aglae

Ty się śmiejesz.

Orfeusz

Pasjami lubię się śmiać, a szczególnie przepadam za śmiechem niestosowanym jak w tej chwili. Czemu się cofacie?

Menady

/chórem/
Daruj nam, panie. Tyś wielki.

Orfeusz

Padacie na kolana? Jak one drżą, drżą bez ustanku.

Menady

/chórem/
Daruj nam, panie.

Aglae

Jesteś bogacz, a my giniemy z głodu i pragnienia.

Menada I

Czy można karać tego, kto grzeszy z głodu i pragnienia?

Orfeusz

Ludzie karzą takiego. I bogowie.

Aglae

Więc ty jeden miej litość. Czy wiesz, jak po nocy ekstazy i mordu dzień zastaje nas w barłogach z liści i cuchnących skór z twarzą szarą, z okiem tępym niby oko trupa. Wzdrygamy się patrząc wzajem na swe ciała zeszpecone krwią i brudem i zwijamy się w kłębek jak zwierzęta, by nie widzieć. Niektóre tylko, gnane rozdzierającą żądzą oczyszczenie czołgają się do potoku, ale w pół drogi sił im nie staje i przylegają na ziemi bez ruchu, nieuleczalnie bezsenne.

Orfeusz

Tak, ja jeden mam litość, ale to mało. Ananke płonie na niebie, Ananke, wielka ogrodniczka, zasiewająca los w sercach śmiertelnych. Litość, widzicie, to luksus szczęśliwych. Co więcej – litość to nietakt wobec bogów, [/17] a olimpijczycy potrafią dotkliwie karać takie nietakty. Widzicie, jak mnie ukarali. Teraz Zeus uśmiecha się na swym tronie czekając pokajania się buntownika. Lecz nie doczeka się. Żegnajcie, miłe panie. Był czas, gdy szedłem do was ze skarbami świata, ale teraz ręce moje są puste. Jestem skąpy jak nędzarz.

Aglae

Dokąd idziesz?

Orfeusz

Może do Delf, gdzie w kawiarni czekają na mnie uczniowie, a może trochę dalej. Na tamten świat. W odwiedziny do Persefony, pani śmierci. Mówią, że ma troje oczu z żelaza.

/muzyka, motyw śmierci/
Orfeusz

Oto czuję już jak rodzi się we mnie ciemny, pochyły niepokój, ciemne pochyłe wzruszenie. I wiem, że ciało moje, ciało człowieka, zacznie drżeć i zjeży się jak pies, gdy będę zstępował ku twym bramom, kraino umarłych. Gdy będę wzywał władczynię piekieł potrójnym zaklęciem.
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych drzwi.
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych świec.
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych pieczęci. [/18]
Pani o trzech oczach z żelaza,
pani o trzech piersiach z żelaza,
pani o dziewięciu żywotach z żelaza – usłysz mnie.
Niechaj brama piekieł po raz pierwszy otworzy się przed istotą żywą!

/grzmot otwieranej bramy/
/muzyka, motyw śmierci/
Eurydyka

Hop, hop! Jak tu pusto. Ani nieba ni ziemi. Obrzydliwe miejsce. O, jakaś brama. Czy nikt się nie zjawi? Chce mi się płakać! Hop, hop!

Cerber

/gderliwie/
Kto się ośmiela naruszać spokój…

Eurydyka

Znalazł się nareszcie. Jaki grubasek.

Cerber

Tylko bez poufałości. Jestem pies, mam trzy głowy. Jestem Cerber.

Eurydyka

Słyszałam o takim. Ale ty nie masz wcale trzech głów… Nie jesteś pies.

Cerber

Milcz, bezbożna. Coś za jedna?

Eurydyka

Nazywam się Eurydyka. A ty wyglądasz jak pękata skarbonka. Jaki on poczciwy.

Cerber

Nie jestem poczciwy, jestem okropny pies o trzech [/19] głowach, stróż krainy umarłych. W ogóle – osoba urzędowa.

Eurydyka

Niech i tak będzie. Wszystko dokoła jest bardzo dziwne. Pusto. Zaczynam rozumieć, że znajduję się na tamtym świecie. Co powinnam zrobić?

Cerber

Powinnaś podejść i uderzyć raz w blachę przy bramie.

Eurydyka

Uderzyć. Trochę się jednak boję. I co się mówi?

Cerber

/uroczyście/
Blacho, zawieszona między dwoma światami, blacho cicha jak błyskawica, porusz się i niechaj brama piekieł otworzy się przede mną.
/gong/

Eurydyka

Już uderzyłam. I co teraz?

Cerber

Trzeba czekać. Zaraz rozpocznie się uroczystość. Przybędzie dostojny bóg Hermes z orszakiem.

Eurydyka

Tak długo szłam. Jestem bardzo zmęczona. Usiądę.

Cerber

/oburzony/
Ona siada przed bramą piekieł. Bezbożnica!

Eurydyka

Nie krzycz, miły potworku

/sennie/
Ta blacha ma łagodny blask, jak oczy kochanka. Jak oczy kochanka…

Cerber

Zasnęła. Będzie skandal. To nie zgadza się z ceremoniałem. Nadchodzi Hermes.

/muzyka – motyw Hermesa/
[/20]
Hermes

/uroczyście/
Kto narusza spokój w krainie umarłych? Czego żądasz, duszo człowiecza?

Cerbe [sic]

/chrząka zakłopotany/ Hermesie, to nie moja wina. Ona… zasnęła.

Hermes

Kto?

Cerber

No ta, co tu przyszła.

Hermes

To Eurydyka. Śpi jak dziecko.

/łagodnie/
Obudź się, Eurydyko.

Eurydyka

Jaki blask. Świecisz jak lampa. Kto jesteś?

Hermes

Jestem bóg. Już raz mnie widziałaś.

Eurydyka

To ty prowadziłeś mnie tak długo?

Hermes

Ja.

Eurydyka

A to jest tamten świat?

Hermes

To jest tamten świat. Włada tu Pluto i Persefona.

Eurydyka

Jakiś ty smutny. Czy jesteś świętym piekieł?

Hermes

Jestem piekielnym wilkiem. Wyjmuję serca umarłym.

Eurydyka

To ich boli? Masz taki nieśmiały uśmiech.

Hermes

To bardzo boli.

Eurydyka

Więc dlaczego to robisz? Czy jesteś zły?

Hermes

Nie jestem zły. Nie tylko źle robią złe rzeczy.

[/21]
/słychać pianie koguta/
Eurydyka

Co to za głos?

Hermes

Pieje kogut Persefony. Musimy już iść. Widzisz, chwila jest osobliwa. Raz tylko staje człowiek przed wrotami śmierci. Możesz popatrzeć jeszcze na swe życie.

Eurydyka

Czemu mnie straszysz?

Hermes

Nie prześlesz komu słowa pożegnania? Orfeusz tak cię kochał.

Eurydyka

Orfeusz to był mój mąż. Ale ty też będziesz dobry dla mnie.

Hermes

/uroczyście/
Otwórz się, bramo piekielna.
/muzyka-motyw bramy piekielnej ostry, dysonansowy/
Oto jest brama, na której napisano: porzućcie nadzieję. Brama, która otwiera się tylko w jedną stronę, która nie wypuszcza ludzi ni bogów. To może lepiej, że nie rozumiesz.

Eurydyka

/sennie/
Będziesz dobry, ja wiem.

Hermes

Zasnęła. Cerberze!

Cerber

/burkliwie/
Co tam znów po nocy?

Hermes

Nie gderaj, weź ją na ramiona. Zasnęła.

Cerber

Jeszcze czego. Odkąd to śmiertelników wnosi się do Hadesu. Bezbożna.

[/22]
Hermes

Cicho, staruszku. To istota miła bogom. Jest niby źrenica, w której odbija się boskie i diabelskie, a ona pozostaje nieskończenie czysta i odrębna, chociaż nie wie nic o swojej odrębności.

Cerber

Osobliwość jakaś?

Hermes

Nie. Mulier.

Cerber

Jak?

Hermes

Miulier – mówię. Znaczy kobieta po łacinie.

Cerber

Także. Po co gadasz po łacinie?

Hermes

To język sakralny. Widzisz, nam bogom potrzeba czasem czegoś takiego. Słowo, którego profan nie rozumie, gest jasny tylko dla wtajemniczonych, którzy ukończyli fakultet teologiczny. O liturgio, napoju niepewnych…

Cerber

Zakochał się. Czysty wariat.

/muzyka/
Persefona

Czasami myślę, jaki jest smak płomienia, w którym męczą się grzesznicy. Płomienia, który oczyszcza. Bogowie nie mogą doznać łaski oczyszczenia. Są bezgrzeszni jak zwierzęta.

Orfeusz

Zabawne. Pani piekieł Persefona, znudziła się słodką ambrozją.

[/23]
Persefona

Nuda w piekle – czy może być coś bardziej smutnego? Tutaj mamy ograniczony repertuar wrażeń. Brak religii, śmierci, nadziei, a jeśli być szczęśliwym znaczy nie pragnąć zmiany – właściwie wszyscy są szczęśliwi. Nie darmo woda letejska jest tu codziennym napojem.

Orfeusz

Przychodzę z daleka. Z ziemi. I ty na niej niegdyś żyłaś wśród słońca i kwiatów, zanim porwał cię Pluto do krainy umarłych.

Persefona

Pamiętam dobrze tę chwilę, te rozhukane, czarne konie i kłęby diabelskiej siarki. Płakałam ze strachu, a on zaśmiał się i mruknął: przywykniesz, dziecino.

Orfeusz

I przywykłaś.

Persefona

Z początku litowałam się nad każdą duszą. Jakże przerażały mnie plugawe grzechy i jeszcze bardziej plugawe kary, które trzeba było wymierzać. Ale to minęło i stała się rzecz przerażająca: przyzwyczaiłam się do piekła. Ciało moje świeci jak czarna emalia. Jestem piękna. Piekielnicy wodzą za mną oczami.

Orfeusz

Jesteś piękna.

[/24]
Persefona

Nauczyłam się najbardziej posępnej rozkoszy – rozkoszy okrucieństwa. Dusze drżą przede mną. I ty pewnie słyszałeś o gniewie Persefony. O gniewie, który powstaje sam z siebie jak powstają słońce i przelatuje hucząc pod nieskończonymi sklepieniami pieczar Tantaru . Nie ma przed nim ucieczki.

Orfeusz

Chcesz mnie przerazić?

Persefona

Być może pragnę cię przerazić. Być może pragnę, abyś się nie dał przerazić. Jestem podstępna i musisz się strzec.

Orfeusz

Jesteś podstępna, ale ja nie będę się strzegł. Czy nie widzisz, żem szalony? Upiłem się nieszczęściem i to teraz jedyna moja potęga.

Persefona

Ujarzmiłeś ocean, a teraz próbujesz ujarzmić Persefonę?

Orfeusz

Tak.

Persefona

Dotąd nikt z żywych nie widział bogini Persefony, nikt nie oglądał tych ścian, gdzie w ciemnościach syczą olbrzymie jaszczury, gdzie blade żółwie promieniują jak piekielne klejnoty. Pocoś tu przyszedł, śmiertelniku?

Orfeusz

Oddaj mi żonę moją Eurydykę.

Persefona

Zbyt wiele jak na rzeczywistość, a zbyt mało jak na hasło.

[/25]
Orfeusz

Nie rozumiem.

Persefona

Czy wiesz, gdzie jesteś? Tu jest ostateczne dno, korzeń świata. Stad wyrasta drzewo trzech potęg: piekielnej, ziemskiej i niebieskiej. Tu postawili mnie, bym strzegła ich praw wpierw uczyniwszy głuchą, ślepą i pełną wściekłości jak psa, co pilnuje skarbu pana. Czy widzisz tę czarną skałę? To jest księga w kamieniu. Na niej potężni wypisali wyrok.

Posłuchaj:
Jak cień sprawia, że światło błyszczy,
tak śmierć sprawia, że istnieje życie.
Jak cień sprawia, że światło błyszczy,
tak trwoga sprawia, że istnieje śmiech,
I póki będzie życie, będzie lęk.
I póki będzie życie, będzie męka.
/po chwili/ I cóż – nie mówisz nic, Orfeuszu?

Orfeusz

Czemuś mi to pokazała? Walczyłem całe życie, by wymazać te słowa ze słów świata. Walczyłem, a teraz stoję tutaj bezsilny i zawstydzony. Bo nie dlatego wdarłem się przez bramę piekieł, aby rozsadzić tę skałę. Bo przyszedłem tu nie po zbawienie wszystkich, ale po jedną kobietę, po jedną [/26] duszę, po jeden cień…

Persefona

Buntowniku, słyszałam twój śmiech przed bramą. Śmiech, który sprawił, że po raz pierwszy brama ta otwarła się przed istotą żywą. I powiedziałam do siebie: oto idzie człowiek zuchwały. Oto idzie bluźnierca.

Orfeusz

Cóż ci do śmiechu człowieka. Cóż ci do mego buntu, Ty jesteś z rodu bogów.

Persefona

Potępiona wśród bogów, jak ludzie są potępieni wśród stworzeń. Kto wie, może nieraz siedząc na tym tronie, czując na piersiach ciężar tego sklepienia, na którym spoczywa ziemia i Olimp, marzyłam o chwili, kiedy usłyszę taki śmiech, jak wygnaniec marzy na obczyźnie o spotkaniu drugiego wygnańca.

Orfeusz

Osobliwe to słowa, ale ja muszę pamiętać, że jesteś podstępna.

Persefona

Nieprędko zdarzy się chwila, gdy będę tak szczera jak teraz. Posłuchaj. Wyznania królowej piekieł mogą być ciekawe. Zabawna rzecz, jak roztargnieni są bogowie. Kiedy po raz pierwszy sprowadzono mnie tutaj, do tej czarnej sali, na ten tron, zapomniano podać mi w kubku [/27] wody letejskiej. I nikt nie wie, że ja wszystko pamiętam. Każdą zbrodnię, którą Ananke kazała ludziom spełnić. Każdą karę, którą kazała zesłać. Kiedy u brzegu wody zapomnienia dusze zrzucają brzemiona win i cierpień, ja podejmuję je i chowam jak skąpiec chowa skarby w skrzyni. I czekam.

Orfeusz

Czekasz?

Persefona

To największa tajemnica piekła. Raz Zeusowi przyśniło się coś złego. Nocą opuścił swój błyszczący pałac i zstąpił do moich bram. Nachylony nad ciemnością słuchał jak oddycha piekło. Ale nie usłyszał nic. Nie usłyszał mojego czekania.

Orfeusz

Na co czekasz?

Persefona

Jeśli jest pod gwiazdami istota, która się tego domyśla, tą istotą jest bluźnierca Orfeusz.

Orfeusz

Zamilcz, Persefono. To było dawno.

Persefona

A teraz?

Orfeusz

Teraz niewiele jest słów, które potrafię wymówić. Oddaj mi żonę moją Erudykę.

[/28]
Persefona

Biada mnie i tobie.

/muzyka/
Woda letejska

/śpiewa/

Napij się wody mojej O urodzony pod słońcem Napij się wody mojej Co każdą mękę koi Zapomnieć! Zapomnieć Zapomnieć…

Orfeusz

Co tam szumi w tej przepaści, Hermesie?

Hermes

Trzy rzeki podziemne. Gniewu, płomienia i płaczu.

Orfeusz

A ta, co śpiewa u naszych stóp?

Hermes

To jest Lete, rzeka niepamięci.

Orfeusz

Ociężała jest. Czy ona śpi?

Hermes

Ociężała jest nie z nadmiaru snu ani z nadmiaru znużenia, ale jak każda rzecz duża, jak duże zwierzę.

Orfeusz

Gwałtowna jest.

Hermes

Jedynie jej ociężałość może ujarzmić jej gwałtowność. To jest rzeka chora śmiertelnie.

[/29]
Orfeusz

Rzeki chorują jak ludzie. Własną gwałtowność ujarzmić – to się nazywa dwojako. Potęga lub cierpienie.

Hermes

Cóż wiesz o tym, śmiertelniku?

Orfeusz

Zapomniałem się pochwalić, że poskromiłem czterdzieści lwów, a także ocean.

Hermes

I przyszedłeś tu, by poskromić piekło.

Orfeusz

Tak.

Hermes

By poskromić zmienność świata.

Orfeusz

Tak.

Hermes

By poskromić czas…

Orfeusz

Słowa w twych ustach olbrzymieją i odbijają się podstępnym echem od skał. Odpowiadam „tak” i brzmi to w ustach człowieka zuchwale i nikle. Ale powiem ci co innego, dystyngowany boże w nienagannie ułożonej chlamidzie. Wśród żyjących pod słońcem krąży stara pieśń o miłości, która zwycięża śmierć. Bardzo nieszczęśliwi próbują niekiedy realizować pieśni.

Hermes

To jest piękne, i owszem.

Orfeusz

Patrzysz na mnie osobliwie…

Hermes

Nadchodzi chwila, gdy dusze pokrzepiają się u wodopoju… [/30] Widzisz posuwający się kocioł płomieni? Posłuchaj pieśni.

/Pieśń grzeszników. Solo, średniowieczna pieśń pogrzebowa/

O ogniu bardzo wielki
tyś duszne pocieszenie,
grzeszników ucieszenie,
od piekła zachowanie.
Dla brzydkiej chutliwości
robak rozryje kości.
Krew kurzy z sprośnej gęby,
mdleją spruchniałe zęby.
Niechaj się pada ciało,
że grzechu pożądało.
O wyborne płomienie,
nasza radość to ninie.
Alleluja grzesznicy
zawołajmy dziś wszytcy.
Amen, po trzykroć amen,
święć się czyśćcowy płomień.
[/31]
Orfeusz

A tamci z boku? Idą zamyśleni, nie dolega im żadna tortura.

Hermes

Ci są najbardziej godni współczucia. Posłuchaj, co mówią.

Chór dusz

Jedna prawda głosi, że człowiek ma wartość jedynie jako pożywka dla hodowli bakterii zła i dobra, jako mysz doświadczalna, której szczepią chorobę moralności.

II gł. męski

Druga prawda głosi, że ludzkie grzechy i cnoty są błahe i nieważne, jak bakterie w probówce, co milionami rodzą się i giną.

Chór dusz

Te są dwie prawdy, a nie ma trzeciej.

Hermes

Przechodzą. Za nimi nadejdą inni. Tam… czy poznajesz?

Orfeusz

Eurydyka!

Hermes

Słodka, senna Eurydyka. Jakże umiłowana, jak bardzo umarła. Ale w jej czułym ciele zaczynają się budzić pierwsze drgnienia życia. To rozkaz pani piekieł wraca ją żywym. Za chwilę przybliży się. Ujrzysz, że już lekko biją błękitne żyłki na przegubie jej rąk.

/muzyka, motyw Hermesa/
[/32]
Orfeusz

Eurydyko ! Zmiana – wypowiedź rozbita na dwie osobne, w wariancie 2 „Eurydyko (Eurydyka odwraca się) Czy mnie poznajesz?”

Hermes.

Cicho. Jest jak jutrzenka, gdy wschodzi.

Orfeusz

Eurydyko, czy mnie poznajesz?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Boisz się mnie?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Czy chcesz podać mi paluszki?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Odpowiada jak ptaszek, co umie śpiewać tylko jedną piosenkę. Czy ona zawsze jest taka senna? Jakże się odmieniła. Oczy ma nieopisane, ruchy podobne do łez płynących.

Hermes

Mów do niej cicho, bo się spłoszy. Ja odchodzę. Zmiana – w słuchowisku wypowiedź, w wersji scenicznej didaskalia „(odchodzi)”

Orfeusz

Eurydyko, czy wiesz, kto jestem?

Eurydyka

Czemu mnie budzisz? Ty nie jesteś Hermes. Hermes poszedł.

Orfeusz

On jest dobry dla Ciebie?

Eurydyka

Nie wiem. Jest jak powietrze. Jest ciemny.

Orfeusz

Smutno w ciemności. Wyprowadzę cię na światło dnia. Pani piekieł wróciła ci ziemskie życie. Jesteś znowu moja. [/33]

Eurydyka

/sennie, obojętnie/
Myślisz, że jestem twoja…

Orfeusz

/z trwogą/
Eurydyko, Eurydyko!

W W2 dodatkowy fragment:
Orfeusz Imię jest bardziej rzeczywiste niż spojrzenie, którym mnie dotykasz. Dźwięk posiada magiczną moc. Chcę cię otoczyć siecią dźwięków jak dzikie zwierzątko, co się niedość oswoiło. Eurydyka (z radością) O, mnie nie można oswoić. (uśmiecha się) Lubię robić na złość. Orfeusz (ucieszony jej ożywieniem) Zawsze byłaś taka. (słychać łoskot i zgrzyt otwieranej bramy)
Eurydyka

Czemu tak głośno wołasz?

Orfeusz

Lica masz nieuchwytne jak westchnienie. W ustach tych nie słowa, lecz echa słów. Boję się dotknąć twych rąk.

/Muzyka – motyw bramy piekielnej, ten sam co w scenie VII/
Eurydyka

Co to?

Orfeusz

Przypomnij sobie ten głos, już raz go słyszałaś. To zgrzyt olbrzymich zawiasów bramy piekieł, której szczęki rozwierają się zawsze by chwycić, a nigdy by oddać. Dziś stanie się rzecz niezwykła. Zastygły w biegu rzeki Hadesu, zamarło szczekanie potępieńców zagasł szelest szat cieni, poruszających się po bladych łąkach asfodelu. Bo oto wyjdzie z Hadesu istota, która była umarła. Eurydyka, żona Orfeusza. Czy się nie cieszysz?

Eurydyka

/obojętnie/
Powinnam się cieszyć…

Orfeusz

Patrzysz na mnie jak przez szybę, nie rozumiesz nic. Eurydyko

Eurydyka

Jestem senna. [/34]

Orfeusz

Ja cię obudzę. Poskromiłem piekielne straszydła, przebyłem rzeki ognia, aby popatrzeć, jakim ruchem opuszczasz głowę na ramię i jak delikatnie migocą w przymkniętych oczach białka twych oczu, gdy się uśmiechasz. Posłuchaj. Wróćmy tam, gdzie świeci słońce. Pamiętasz słońce?

Eurydyka

Jest żółte jak pieniądz i gorące jak jajko w żarze. Nie można na nie patrzeć, bo się ślepnie.

Orfeusz

Niedokładnie pamiętasz. Jest wspaniałe i łagodne. Rodzi życie.

Eurydyka

/niechętnie/
Co to jest życie? Używasz niejasnych słów. Nie wiem.

Orfeusz

Tak, to wszystko jest dla ciebie za trudne, moja mała żono . Posłuchaj, powiem ci bajkę…
Pamiętasz morze, dom nad morzem, gdzieśmy się poznali. Rybacki domek.Nocami woda szumiała…

Eurydyka

/łagodnie, miękko/
Pamiętam.

Orfeusz

/ucieszony jej przyjaznym tonem, mówi dalej/
Ogromna, śliczna biała plaża. W sąsiedztwie nikt nie mieszkał, tylko ten stary rybak z kolczykiem w uchu i [/35] z wielką miedzianą patelnią, na której nam smażył.

Eurydyka

/ożywia się, mówi wesoło/
Aha. Ryba była zawsze z jednej strony przypalona, a z drugiej surowa. A kłócił się ze mną.

/oboje zagłębiają się w przeszłość, szczęśliwi/
Orfeusz

No, ty też byłaś ananas. A wyglądałaś zupełnie jak chłopak. Opalona, z krótką czupryną i taka zuchwała. Pływaliśmy razem jak wariaty.

Eurydyka

Daleko na morze.

Orfeusz

Woda była zielona .

Eurydyka

I ciepła.

Orfeusz

A wieczorem robiłaś się cichutka i poważna jak mały kamyk. Leży, leży i nagle mówi; wiesz, chciałabym być syreną i uwodzić mężczyzn. To było kapitalne.

Eurydyka

Aha, tak mówiłam. A ty się wtedy śmiałeś. Patrzcie, jaki wamp. Smarkacz jesteś nie wamp.

Orfeusz

I okrywałem cię kocem. I zasypiałaś na moim ramieniu.

Eurydyka

/z namysłem, przypominając sobie/
Tak, bo ty byłeś mój mąż, [sic] I ja ciebie kochałam. [/36]

Orfeusz

/radośnie/
Eurydyko! Poznałaś mnie, wróciłaś do mnie! Co za szczęście! Podaj mi rękę. Jest jak gwiazda o pięciu promykach.
/przestraszona/
Jaka chłodna i lekka. Czemu jest taka lekka?

Eurydyka

/znów niechętnie/
Nie patrz na mnie tak mocno. W twoich oczach jest trwoga i męczy mnie.

Orfeusz

/z rozpaczą/
Nie rozłączymy się już nigdy. Ja jestem twym mężem, a ty jesteś moją żoną. Pojedziemy nad morze.

Eurydyka

/znów senna i obca/
To było dawno.

Orfeusz

Będzie znowu gdy zechcesz. Dom jeszcze stoi i woda taka sama zielona. Będziesz się znowu śmiała.

Eurydyka

Zapomniałam się śmiać. On nie śmieje się nigdy.

Orfeusz

Kto?

Eurydyka

Hermes.

Orfeusz

Musisz go słuchać?

Eurydyka

On jest jak powietrze. Chcę, żeby zawsze był dokoła mnie. Żeby był zamiast powietrza.

Orfeusz

Eurydyko!

Eurydyka

Jest cały ciemny i wargi ma ciemne i twarde jak złoto. Czasami błyszczą w mroku. [/37]

Orfeusz

Boję się twoich oczu, Eurydyko.

Eurydyka

On mnie nauczył być umarłą. To bardzo trudne. Trzeba się obywać bez cienia koło nóg, bez cnót i grzechów, bez śmierci. Chodziliśmy po skałach. W przepaści huczały błyszczące rzeki wieczności, czerniawe i śniade jak ołów. Mówił mi, że śmierć jest lekkością, śmierć jest zadziwieniem. I raz uczułam, jak wargi jego dotknęły moich. Wtedy odeszło ode mnie wszystko – niebo i piekło. Objął mnie łagodny, błękitny płomień. Zacząłem palić się cicho jak stos jasnych pereł. I potem nie czułam już dawnego ciała, tylko różaną pienistość, lekkie migotanie, ciepło, które było zarazem melodią. I zadziwiłam się głęboko, zapadłam w zadziwienie. Wtedy dopiero naprawdę umarłam.

Orfeusz

Mówisz rzeczy okropne. Sama nie rozumiesz, co mówisz. Pierwszy promień słońca zmyje z ciebie tę straszliwą wiedzę. Zapomnisz. Podaj mi rękę. Odźwierny niecierpliwi się pewnie przy bramie.

Eurydyka

Dokąd mnie prowadzisz? [/38]

Orfeusz

Ależ na ziemię, Eurydyko. Na światło. Czemu się cofasz?

Eurydyka

Nie chcę światła. Chcę, żeby było ciemno. Bardzo ciemno.

Śpiew dusz

Słodka jest woda letejska, co daje zapomnienie.
Słodka jest woda letejska…
Słodka jest woda letejska….

Orfeusz

Co to?

Eurydyka

Dusze idą do wodopoju. I ja pójdę.

Orfeusz

Wróćmy na ziemię.Tam będziesz ze mną. Będziesz szczęśliwa.

Eurydyka

Kiedy ja tutaj jestem szczęśliwa.

Orfeusz

/przerażony/
Biada nam. Czemuś wyrzekła te słowa? To jest wyrok.

Eurydyka

>Dusze idą do wodopoju. I ja pójdę. Chcę pić.

Orfeusz

Eurydyko, dokąd idziesz?

Eurydyka

Chcę pić… letejską wodę.

Orfeusz

Zostań! Zostań jeszcze choć chwilę. Odchodzi. Nie słyszy mnie, nie widzi. Oddala się. Jak cicho, jak szybko. Już zmieszała się z gromadą dusz, co idą do rzeki zapomnienia. Już jej nie widzę… [/39]

Hermes

Orfeusz…

Orfeusz

Kto mnie woła?

Hermes

To ja, Hermes. Odźwierny niecierpliwi się przy bramie. Musisz wrócić na ziemię, Orfeuszu.

Orfeusz

Sam…

Hermes

Blacho, zawieszona między dwoma światami, blacho cicha jak błyskawica, porusz się i niechaj brama piekieł zamknie się za istotą żywą.

/zgrzyt zamykanej bramy piekielnej – muzyka/
Orfeusz

To wzgórze ma coś szczególnego. Czy nie jest to właśnie miejsce, którego szukam? Miejsce gorejące i płoche jak gorejące i płoche było życie Orfeusza i będzie śmierć. Tak, to powietrze śmierci. Ma dziwny czar. Jego milczenie podnieca jak zbyt długa pauza między dwoma słowami. Ludzie mówią o mnie fantastyczne historie. Ile plotek! Cóż, nie składa się bezkarnie za życia wizyt w piekle. Matki pokazują dzieciom: patrz, on widział Persefonę. I boją się. A menady z dala śledzą każdy mój krok i czekają chwili…
Oto nadeszła. Już czas. Dziś tu przyjdą w góry [/40] na święte Dionizje. Dziś się wszystko zakończy. Co za noc. Na czułym niebie drżą gwiazdy. Chcę umrzeć pogodnie. Czyż nie byłem człowiekiem, który umiał się śmiać jak nikt w Grecji? Kto śpiewał – nie, to złudzenie. To jeszcze nie one. Nim nadejdą, jest nieco czasu. Właściwie trzeba by zrobić rachunek sumienia, a może coś w rodzaju testamentu. O czym to się mówi w obliczu śmierci, kiedy dusza więziona w ciele, jak powiada Plato, wraca do swej niebieskiej ojczyzny, do świata idei. A ciało pozostaje. Żałosna okoliczność. Przyzwoitość nakazywałaby je pożegnać. Powłoka cielesna. Muszę wam wyznać wstydliwą tajemnicę. Diablom się przyzwyczaił do tego, że ją posiadam, Łączy nas sentyment, mnie i moje ciało, noga, brzuch, język – chwyta mnie rozrzewnienie. Czymże byłbym bez tego bogactwa? Nie lubimy myśleć o tym, czujemy się wtedy trochę niepewnie. Człowiek czasami staje się zuchwały i mówi: to moje. Albo zgoła nieostrożnie: to ja. Niebezpieczne słowa, najmilsi. Bo wreszcie nadchodzi chwila gdy rozstaniemy się z tym wszystkim.skrót do wykreślenia adnotacja "skrót" Czeka mnie wielka podróż i być może lękam się wielkiej podróży. [/41]

Aglae

Lękasz się? To ciekawe.

Orfeusz

Mes saluts, mademoiselle. Kto jesteś?

Aglae

Zwierzę.

Orfeusz

Jakie?

Aglae

Święte, święte zwierzę. Dzika maciora.

Orfeusz

Zwierzątko. Czy można je obłaskawić?

Aglae

To twój zawód.

Orfeusz

Rozkoszna mała, tylko ślepia ma paskudne.

Aglae

Darujcie, panie. Oprawca mi je wyłupił, a oprawcy pachołek, figlarny człeczyna, znów je wstawił przez swawolę, ale źrenicami do środka.

Orfeusz

Jesteś ślepa?

Aglae

To nieważnie. Samicom oczy nie są potrzebne do patrzenia.

Orfeusz

A do czego?

Aglae

Żeby wabić, panie.

Orfeusz

Osobliwa kokieteria, ale nie podchodź za blisko. Mogę zobaczyć, że drżysz.

Aglae

Ja zawsze drżę. Menady wszystkie drżą.

Orfeusz

Ty jesteś menada. [/42]

Aglae

Aglae dzieciobójczyni. Znasz mnie.

Orfeusz

Aglae, namłodsza [sic] ze stada. Pamiętam ten miękki głos młodego zwierzęcia.

Aglae

Czemu się śmiejesz?

Orfeusz

Ty mnie najbardziej nienawidzisz, najdziksza z dzikich. Ty pierwsza mnie znalazłaś. Inne pewnie krążą, tropią…

Aglae

/z pogardą/
Jak suki bez węchu.

Orfeusz

Ach, widzę w twych oczach coś zachwycającego. Rodzi się coś zachwycającego na odległości między piersią Orfeusza i ramieniem dzikiej niewiasty, cuchnącej kozim tłuszczem i ludzką krwią.

Aglae

Co?

Orfeusz

Ależ śmierć, moja śmierć.

Aglae

Czemuś tu przyszedł, Orfeuszu? Dziś dzień wielkich Dionizji. A tu jest święte miejsce, gdzie nikt z ludzi nie odważa się zachodzić.

Orfeusz

Może przyprowadziło mnie tu cierpienie, a może przychodzę jako winowajca.

Aglae

Winowajca? [/43]

Orfeusz

Gdym tu kiedyś szedł – wtedy to ty zawołałaś w krzakach:

Aglae

Orfeuszu, Eurydyka jest śmiertelna.

Orfeusz

Wtedy niosłem wam moc i ocalenie. Byłem bogacz, ale wystarczyły cztery słowa. Bo moje miłosierdzie nie było doskonałe. Był skarb, który jak skąpiec chowałem dla siebie.

Aglae

Kto cię nauczył kochać menady?

Orfeusz

Chciałbym pogładzić twą głowę nieszczęsną i odrażającą. Kudły na niej dawno nieczesane wiją się jak osobliwa roślinność. I ten ruch głowy spłoszonego ptaka, jaki miała Eurydyka.

Aglae

Kto cię nauczył kochać menady? Trudno je pokochać.

Orfeusz

Trudniej je uleczyć.

Aglae

Czyż nie wiesz, cudotwórco, że do tego wystarczy czasem jedno położenie ręki na głowie, która nigdy dotąd nie zaznała pieszczoty…
W taką noc jak ta po raz pierwszy chwyciły mnie ramiona mężczyzny. Nie widziałam jego twarzy, gdy śmiejąc się porzucił mnie przed świtem skuloną jak pies z przetrąconym grzbietem. Potem byli inni, ale nikt nie pogładził mych włosów. Potem nauczyłam się zabijać.

/słychać z dala głos fletu – motyw menad/
[/44] Czy słyszysz?

Orfeusz

To monady. Krążą tu, nie mogą znaleźć. Krzyknij, niech przyjdą. Niebo zacznie niedługo płowieć na wschodzie. Ananke, mówią ludzie, stworzyła was po to, żebyście zabijały.

Aglae

Co to jest Ananke?

Orfeusz

Nie śpi nigdy.

Aglae

Więc podobna jest do nas.

Orfeusz

Świat cały wierzy w nią, ale ona nie może dotąd uwierzyć w siebie. To ją chroni. Myślę, że nie ma wyobraźni, dlatego zdoła władać światem.

Aglae

Czy ona jest potworem?

Orfeusz

Możliwe, że ma tylko gardło i ogromny żołądek, który może wchłonąć wszystko: zwierzęta, ludzi i konstelacje gwiazd.

Aglae

A jeśli ma wyobraźnię?

Orfeusz

Pobożni nie powinni o tym myśleć.

Aglae

Bardzo długo byłam pobożna. Wypełniałam to, do czego przeznaczyła mnie Ananke. A teraz nie chcę. Chcę być wolna jak ty.

Orfeusz

Aglae… [/45]

Aglae

Nie chcę zabijać. Popatrz, na ziemi i na niebie świecą drogie kamienie. Strumienie gaworzą jak senne dzieci w kolebkach. To noc pokoju. Coś osobliwie łagodnego zniża się od gwiazd. Niby ogień przezroczysty, będący zarazem śmiechem. Żywioł czuły i senny jak serce w piersiach.

Orfeusz

Co robisz?

Aglae

Oto flet, którym zwołuję menady. Oddaję ci ten flet. Wyprowadzę cię tajnymi ścieżkami. Jesteś wolny.

Orfeusz

Menado…

Aglae

Uśmierzyłeś monadę. Patrz, zrzucam z ramion skórę, z głowy wieniec. Uciekniemy ku dolinom, do ludzi. Będę żyła jak zwykła kobieta. Będę uśmiechać się i prząść. Zasnę – pierwszy raz od tylu lat.

Orfeusz

Obmyjesz z palców krew. To będą palce prządniczki.

Aglae

Te palce oddały flet. Pójdź, o panie. Będę twą sługą. Będę cię wielbić. Moja słodycz przyniesie ci pociechę, moja wdzięczność – zapomnienie. Spokojne, ciche życie.

Orfeusz

Ciche życie…

Aglae

Chodź, Orfeuszu, uciekniemy stąd póki czas…

/słychać z dala flety i bębny, motyw menad, dziki i orgiastyczny/
Co to? [/46]

Orfeusz

To ich muzyka.

Aglae

Straszna.

Orfeusz

Nie słuchaj.

Aglae

Nie będę słuchać. Nie wiesz, jak mogłam to znieść. Jak mogłam tańczyć przy wtórze. Ale teraz…

Orfeusz

Teraz nie jesteś już menadą.

Aglae

Nie jestem. Jaka ulga.

Orfeusz

Będziesz żyła wśród ludzi. Będziesz miała dom i dziecko.

Aglae

A zimą, kiedy wiatr od gór przyleci, będziemy razem układać modlitwy, które niosą ludziom ukojenie i gotować zioła, które leczą choroby. A kiedy dziecko w kołysce zapłacze, zaśpiewam mu kołysankę. Przypomnę sobie kołysankę, jaką już kiedyś nuciłam memu małemu syneczkowi. Temu, którego musiałam zabić.

Orfeusz

Nie myśl o tym.

/znów słychać flety i bębny – motyw menad/
Aglae

Słyszysz? Znowu.

Orfeusz

Odejdźmy stąd.

Aglae

Odejdźmy. Jak ja nienawidzę tej muzyki. Wsączyła mi się w krew i nienawidzę mojej krwi. [/47]

Orfeusz

Nie słuchaj.

Aglae

Ach, panie, proszę was, jeśli mam się wyleczyć, bądźcie pobłażliwi. Nie żądajcie od razu zbyt wiele. Zacznijmy wprzód od rzeczy najprostszych. Najpierw trzeba będzie wyłupić mi oczy z głowy, oczy zbrodniarki.

Orfeusz

Co ty mówisz!

Aglae

A potem, panie, wytoczymy krew z moich żył. Bo jak zostanie choć kropla, to może się zdarzyć, że zacznie się burzyć w żyłach, gdy zadudnią nasze bębny frygijskie, gdy zaskowyczą flety.

Orfeusz

Zamilcz.

Aglae

A potem, panie, trzeba będzie mi połamać sobie nogi obie, żeby ni porwały się już nigdy do tańca, żeby nie poniosły mnie nocą w góry, na polankę. Jeśli to wszystko uczynimy, dalej pójdzie już łatwo.

Orfeusz

Posłuchaj, Aglae. Twoje życie się odmieni. Trzeba zapomnieć o przeszłości. Jesteś teraz nowym człowiekiem. Będziesz żyła jak wszystkie kobiety. Nie będziesz więcej rozpaczać.

Aglae

Tak, nie zaznam rozkoszy, jaką daje rozpacz.

[/48]
Orfeusz

Coś wyrzekła? Opamiętaj się! Nocami będziesz spała. Napełni się spokój i czystość. Nie będziesz grzeszyć ni mordować.

Aglae

Nie zaznam rozkoszy, jaką daje grzech i mord, jaką daje zbrukanie i poniżanie.

Orfeusz

Zapadasz w otchłań i mówisz mową otchłani.

Aglae

Więc mnie ocal, pogromco lwów.

Orfeusz

Kobieto, moja dawna moc została w Hadesie. Umiem jeszcze umrzeć jak człowiek wolny, ale nie mogę już nikomu dać wyzwolenia.

Aglae

Biada mnie i tobie.

Orfeusz

To ta piekielna muzyka. Zły czar okuwa twe członki. Oczy masz znowu ślepe.

Aglae

/nieprzytomnie/
Samicy oczy nie są potrzebne do patrzenia.

Orfeusz

Obudź się!

Aglae

/

z gniewem/
Kto jesteś, co mieszasz się do rzeczy świętych?

Orfeusz

Widzę, że będzie ci potrzebny twój flet. Oto on.

Aglae

Jest mi potrzebny mój flet.

/gra na flecie motyw menad/
Siostry moje, menady. Siostry moje, menady. Siostry moje, menady, Wy, które nie zasypiacie nigdy, Wy, które nie [/49] nie śmiejecie się nigdy, wy, które nie litujecie się nigdy – przybądźcie!
/gra na flecie motyw menad/

Menady

Jesteśmy.

Orfeusz

Witajcie, nadobne. Oto ten, którego szukacie. Ujarzmił ocean, czarował centaury i lwy, zwiedzał piekło, flirtował z Persefoną – bardzo pracowicie żył. Ale wszystko na świecie ma koniec.

Menady

/cicho, pokornie/
Pokłon tobie, święty mężu.

Orfeusz

Z nieba na ziemię spływa szaleństwo Dionizosa. Powietrze płonie od jego zapachu. Jak tkliwie płonie, jak sennie. Ono sprawia, że za chwilę święte się staną palce wasze, którego nie ukoi śmierć Orfeusza, które będzie dotąd, aż zwyciężona zostanie moc Ananke. Aż przyjdą ludzie, którzy ją zwyciężą.

:
Śpiew menad

W potokach jest lęk, a my wypijamy potoki. W powietrzu jest lęk, a my wypijamy powietrze. W płomieniach jest lęk, a my wypijamy płomienie.

[/50]
Menady

Pokłon tobie, święty mężu.

Orfeusz

Kto wy?

Menady

Najpokorniejsze, najpobożniejsze. My pożeramy świętych, by światłość zdobyć.

/narastająca muzyka – nagłe wyciszenie/
Koniec
i
„… Zbigniewa Wiśniewskiego (muzyka)