Przebywa we mnie nieprzeparta chęć mówienia żartem. Ba, nic by w tym nie było niebezpiecznego, gdyby równocześnie nie przebywała we mnie nieprzeparta chęć mówienia poważnie. Z śmiertelną powagą człowieka jedzącego pieczeń, który na stołek mówi stołek, a na kość – kość. Z śmiertelną powagą człowieka konającego, który na gromnicę mówi gromnica, a na żonę – żona. Dwa duchy stają u mego ramienia i gadają mi z za pleców, jak dwie gęby bożka Janusa. Jedna mówi, uśmiechając się – jak to ona szelmeczka zawsze się podśmiewa: – Sztuka jest amoralna. A druga odpowiada: – Człowiek jest zwierzęciem moralnym. I jedna mówi: – Sztuka jest nieuleczalnie lekka. Ma dziesięć twarzy. A druga: – Rzeczy tego świata są nieuleczalnie ciężkie. Wszystkie mają jedną twarz – śmierci. I dodaje: – Przeklęte niech będzie słowo, które igra, słowo, które uchyla się od odpowiedzialności, słowo nieuchwytne. Tym dwu duchom cóż powiem? Szczęśliwi, którym dano tworzyć sztukę ciężką jak życie i jednoznaczną jak śmierć. [ręczne adnotacje nt. próbnego czytania autorskiego z 30. VIII. 46] OSOBY: ORFEUSZ EURYDYKA PERSEFONA HERMES CERBER AGLAE 5 MENAD PLUTO OBERŻYSTA I GREK II GREK PROLOG STARY (MŁYNARZ) Pasterz Kelner – I, 1 Goście z kawiarni – I, 1 Chłopcy – słudzy Hermesa – s. 37 Głos wody letejskiej – s. 49 I Chór dusz – s. 5 II – s. 52 dopisek ręczny ołówkiem (autorka?) (kawiarnia w Delfach. Oberżysta. Grek I Grek II) Oberżysta

Jak się panom u nas podoba?

Grek I

Owszem bardzo, bardzo.

Oberżysta

Najwięcej uczęszczany lokal. Grecy powiadają, że zachwycający zapach kosmopolityzmu. Coś niby paryskiego – panowie rozumieją. Cudzoziemcy mówią, że atmosfera zupełnie grecka. Ekstrakt delfickości. To teraz modne dzięki Orfeuszowi i tym jego cudownym historiom…

Grek II

Ano – podobno ujarzmia ocean, obłaskawia lwy W3 - "lwy i centaury" : Cały świat o tym mówi, więc i ja przyjechałem do Delf, by zobaczyć…

Oberżysta

Może kawki? W3 - "Może jeszcze kawki" Chłopiec dajno nam kawy. Jeśli chce pan dowiedzieć się u źródła, to tylko do nas. Orfeusz bywa tu prawie codziennie.

Grek I

Mówią, że wynalazł sposób na ułatwione życie i ułatwioną śmierć.

Oberżysta

E, panie może i wynalazł ten sposób, ale że sposób sam nie jest ułatwiony to pewne. Ja tam słucham ciągle tego ich gadania, tych dyskusji i niczego mi to dotąd nie ułatwiło, chyba sprzedanie kilkudziesięciu beczek wina więcej, bo jak się rozgadają to piją jak smoki. Ale z tego nie taka znowu pociecha. Wielu na kredyt pije. Towarzystwo sobie dobiera ton Orfeusz osobliwe – Ci niby uczniowie, obdartusy przeważnie.

Grek II

Co pan mówi – he, he…

Oberżysta

A jeszcze mi żonusia głowę suszy, że bezbożnością nasiąkam. Bo to on ma i przeciwników, panie, i brzydkie rzeczy o nim gadają. Mówią że człowiekowi przyrodzony jest strach i gdyby strachu nie było nie byłoby i poszanowania bogów. A on chce strach u człowieka wypędzić. Z przeznaczeniem walczy.

Grek II

A ta jego sławna pieśń o śmiechu wyzwalającym. Podobno on w ten sposób ujarzmia te lwy czy jak tam… To mnie bardzo interesuje.

Grek I

Czy to prawda, że on ma oswojonego żółwia, który się śmieje jak człowiek?

Oberżysta

Miał, panie, oswojonego żółwia. Zwyczajne było z przeproszeniem bydlę. Nie widziałem żeby się kiedy śmiał. A i tego od niego wyłudził jeden taki melancholik . Nie wiem czy mu to co pomogło. Tak, tak. Rozdaje wszystko i dlatego moim zdaniem nigdy się nie dorobi. A mógłby się dorobić – ohoho – on ma popularność, panie. Ludzie przyjeżdżają Bóg wie skąd. Zresztą i nie dziwię się – co pan chcesz. Uleczył jednak wiele osób. Tylko trzeba wierzyć w tę jego niby naukę.

Grek II

Uleczył?

Oberżysta

No – pan rozumie. Mało to rozmaitych wykolejeńców na tym świecie. Taki wszystkiego się chwyta. Podstarzali atleci, kobiety porzucone przez mężów, chorzy na rozmaite choroby nieuleczalne, niewolnicy albo tragarze lektyk, co wiedzą, że rzadko który w ich zawodzie dociągnie do czterdziestki.

Grek I

Więc on ich leczy śmiechem? To musi być bardzo wesoły człowiek.

Oberżysta

Czasem jest nawet w dobrym humorze, owszem – wypić lubi, zaśpiewać, ale mówiąc między nami, jak kto chce rozrywki odpowiedniej dla młodego człowieka albo takiego, co jeszcze może ujść w tłoku za młodego (robi oko) to radzę do cyrku. Linoskoki przyjechali i tancereczka jedna… Papierosa? (częstuje)

Grek I

Dziękuję.

Oberżysta

Żonę ma ten Orfeusz milutką.

Grek I

Miałem już przyjemność poznać.

Oberżysta

Trochę ciekawa chłopców, ale to ludzka rzecz. Głupie bo młode. Zresztą przykładne małżeństwo, proszę pana. Ja zawsze żonie mówię: szanuj mnie, złotko, bo w całych Delfach jest tylko dwóch solidnych mężów. – Orfeusz i ja.

Grek I

Prędko mogą przyjść?

Oberżysta

Powinni już być. Ale on jest trochę ekscentryk. Ma takie różne bziki. Teraz naprzykład zwariował na punkcie centaurów. Włóczą się razem po górach całymi dniami, a potem gdy wraca to bestie jak pieski za nim przez miasto. Nieraz aż pod sam dom. Ludzie chowają się, a ja drżę ze strachu, żeby im kiedy nie przyszło do głowy wleźć tu – i potratować wszystkiego. Tyle pieniędzy kosztowało urządzenie.

Grek I

Przecież są teraz ujarzmione.

Oberżysta

Ostrożności nigdy nie zawadzi, proszę pana. Jak taki uderzy kopytem – zabije na miejscu. Ale właśnie Orfeusz

[ręcznie zapisana ołówkiem pieśń] Orfeusz

(wchodzi) Co za pogoda dzisiaj. Czy słyszycie, panowie, tupanie? To centaury – przed chwilą odbiegły. Chwała Bogu, bo trudno byłoby wprowadzić na scenę centaura.

Grek II

Pan je ujarzmił?

Orfeusz

Właściwie nie wiem, kto kogo. Fakt, że jesteśmy ujarzmieni – ja i one. Wspaniałe zwierzęta. Mają poczucie humoru, a przytym skłonność do melancholii. (deklamacja) Gdzież wyborniejsza kompania w taką wiosenną noc, jak centaury dzikich gór, bóstwa wesołe i sprośne. Stosowni to przyjaciele opilca oraz kpiarza i filozofa, co bywa jak oni barbarzyński. Więc lekkomyślną tą odą… pochwalmy pijane uroki centaurów i swawolnych kochanek ich i tej nocy wiosennej…

(słabe oklaski) Oberżysta

To było zabawne, że tak powiem, ale mówmy już o czym innym.

Orfeusz

Cóż przyjacielu, mam słabość do kosmaczy, odkąd nasza wyrocznia orzekła, ze zginę rozszarpany przez kosmate kobiety.

Oberżysta

Nie braknie w naszej Grecji tej przeróżnej hołoty. Satyry, centaury, menady

Orfeusz

Menady… (zamyśla się)

Grek I

Czy to prawda, że one jedzą trawę wprost z ziemi obuszczęk jak krowy?

Oberżysta

Niektóre po pewnym czasie zapominają mówić, proszę pana.

Grek II

Ciekawy tu kraj, doprawdy.

Orfeusz

Nie było Eurydyki? Pójdę jej poszukać.(chce odejść)

Grek II

Pan daruje, ale ja chciałem zapytać – specjalnie przyjechałem do Delf, by pana poznać. Jestem trochę filozof amator, a trochę kolekcjoner osobliwości tego świata.

Orfeusz

Jednym słowem człowiek ciekawy i mający dużo wolnego czasu.

Grek II

Właśnie, właśnie.

Orfeusz

Ta jest różnica między nami, że ja jestem wprawdzie ciekawy, ale nie mam czasu.

Grek II

Ach, tak…

Orfeusz

Dzisiaj jednak mam wyjątkowy humor i wobec tego oddaję się na kwadrans do pańskiej dyspozycji.

Grek II

Dziękuję bardzo. Pan ujarzmił o ile się nie mylę ocean oraz lwy i słonie. Czy jest jakie naukowe wytłumaczenie tego faktu? Jakaś filozoficzna koncepcja? Doszły mnie słuchy o pańskiej teorii śmiechu…

Orfeusz

Z tym ujarzmianiem to skomplikowana historia. Trudno mi wyjaśnić dlaczego moje zachowanie spowodowało to lub tamto, mogę tylko wyjaśnić co chciałem spowodować. Otóż po raz pierwszy ujarzmiła je właściwie sytuacja. Kiedy mnie otoczyły zacząłem się śmiać. Taki nałóg – jak u innych papieros. A gdy się człowiek śmieje – przynajmniej tak mocno, nie można się już bać, w każdym razie jest to utrudnione dla istot prostolinijnych, pozbawionych nazwałbym to bryłowatości nie bałem się wtedy. A zwierzęta mają ostry nos. Gdy poczują strach – jest to dla nich hasło do mordu. Ale strachu nie było, więc i mordu nie było. Potem same zdumione były tym, że mnie nie tknęły, przestraszone nawet. Pokładły się na ziemi i tak się urodziła legenda o ujarzmieniu. To było pierwszy raz. Teraz już jest inaczej. Teraz wyciągnąłem z tego wnioski. Powstała teoria.

Grek II

Walczy pan z bogami.

Orfeusz

Walczę z lękiem, proszę pana. Zwyciężyć lęk, a przez to zwyciężyć śmierć, jako proces psychiczny w człowieku.

Grek II

Zwyciężyć śmierć.

Orfeusz

To brzmi bezbożnie, prawda? Bogowie powiedzieli: życie to lęk. Lew będzie zjadać sarnę a kot mysz i nie jest to bynajmniej ani dobre ani złe. To jest prawo dla wszystkiego co żyje. Ale w mojej piersi jest waga. Ta waga zważyła prawo świata i znalazła, że jest złe. I powiedziałem: nie będę ulegać. I zaśmiałem się nad własnym życiem i nad własną śmiercią. Gdym to uczynił – zwyciężyłem lęk, a przez to zwyciężyłem śmierć. I zdobyłem wolność nieosiągalną dla zwierząt – Zwierzęta się nie śmieją.

Grek II

Z wyjątkiem centaurów.

Orfeusz

A tak. Tylko że centaury są równocześnie bogami. Uważam zresztą takie skojarzenie za pełne wdzięku i fantazji., co w mitologii naszej jest rzeczą dość częstą.

Grek II

Napijmy się tedy na cześć centaurów i na cześć rodzimej mitologii.

Orfeusz

Zdrowie centaurów.

(wchodzi Eurydyka) Orfeusz

O, Eurydyka. Czemu tak późno?

Grek I

(na stronie) Witaj, najśliczniejsza. Czy pani o mnie myślała wczoraj?

Eurydyka

Całe pięć minut, ale pan tego nie potrafi ocenić.

Grek I

Madame, nie spotkałem dotąd kobiety, któraby miała taki wdzięk.

Eurydyka

Dosyć miło pan to powiedział. Prawie w każdym mężczyźnie jest coś zabawnego.

Orfeusz

Napijesz się kawy?

Eurydyka

Czy wy wiecie? Znowu mówią o menadach. Chłopi na targu opowiadali, że zaczynają natrafiać po górach na ślady ich legowisk.

Oberżysta

Skończył się spokój. Będą nocami podchodzić pod miasto i wyć. Aż skóra cierpnie na człowieku jak sobie przypomni. A rano okazuje się, że ta i owa panna uciekła z domu. Albo mężatka od dzieci. Okropne – jeszcze mi kiedy żonę porwą.

Eurydyka

One chłopców nigdy nie wabią?

Orfeusz

Nie.

Eurydyka

Chwała Bogu.

Orfeusz

Niezupełnie, ptaszku. Chłopcy sami za nimi idą.

Eurydyka

ładna historia. nie myją się, nie czeszą, jedzą palcami surowe mięso, wydrapują ludziom oczy i mogą się podobać mężczyznom.

Oberżysta

Może właśnie dlatego, proszę pani, że wydrapują oczy – he, he…

Orfeusz

Niech pan przy niej tego nie mówi. To złośnica.

Oberżysta

Przeproszę pana na chwileczkę

(Orfeusz i Eurydyka zostają sami) Orfeusz

One wcale się nie podobają, one tylko ciągną.

Eurydyka

Ciągną?

Orfeusz

No jak naprzykład –otchłań. Słyszałaś, że otchłań ciągnie.

Eurydyka

Kiedy tak – to nie jestem zazdrosna. (z emfazą, naiwnie) Jeśli mężczyzna ma do wyboru kobietę i otchłań – wybiera kobietę.

Orfeusz

Może i lepiej, ze jesteś tego pewna, mała kobietko(dotyka jej włosów)

Eurydyka

Przestraszyłeś mnie.

Orfeusz

Mała kobietko, co nie lękasz się rzeczy wielkich, a trwożysz małymi.

Eurydyka

Taka jestem śpiąca.

Orfeusz

Taka jesteś łagodna.

Eurydyka

Czasem flirtuję.

Orfeusz

Wiem.

Eurydyka

Ale cię lubię.

Orfeusz

To też wiem.

Grek II

(podchodzi) Państwo darują, że się jeszcze przysiądę. To wszystko jest dla mnie bardzo interesujące. Ta teoria śmiechu.

Orfeusz

Myślałem nad tym, że śmiech to osobliwe zjawisko, proszę pana. Byłbym skłonny wierzyć, że przez śmiech powstał świat.

Grek II

Jak pan to rozumie?

Orfeusz

Śmiech zorganizował chaos, obłaskawił grozę. Skoro po raz pierwszy zabrzmiał nad otchłanią, otchłań została przezwyciężona. I urodził się ład, proporcje, stosunki… Oberżysta

Oberżysta

(podchodzi) Panowie są oczytani w filozofach? Uwielbiam oczytanych ludzi.

Orfeusz

Stosunek. Święta nić nazywająca dwa brzegi niewidzialnej materii, której zobaczyć nie dane będzie nigdy naszym ziemskim oczom. Poznajemy tylko stosunki. Sam Zeus jest właściwie stosunkiem, proporcją…

Eurydyka

Mówisz coś nieprzyzwoitego, bo nie rozumiem.

Orfeusz

Ależ Eurydyko, wspaniała jesteś. Panowie będą się śmiać.

Grek II

Nie, skądże. La femme c’est la femme.

Orfeusz

… chyba, że wyczują swoistą głębię i wdzięk takiego podejścia.

Grek II

On ma jednak trochę rubaszne maniery… (odchodzi)

Orfeusz

Obraził się – ha, ha…

Eurydyka

Powiedziałam, zdaje się, coś głupiego…

Orfeusz

Nie trzeba się martwić, malutka. Napijemy się wina – sami we dwoje. Wspaniała noc. Wspaniały dzień przekreślone i zmodyfikowane z „wspaniała noc” – reżyserska? . Dawno nie czułem takiej radości. Zbierało to we mnie, rosło, ale teraz dopiero wiem, że mogę przystąpić do najważniejszej sprawy, do czegoś ostatecznego. Szczęśliwy jestem, Eurydyko.

Eurydyka

Może nie powinieneś tego mówić.

Orfeusz

Dlaczego?

Eurydyka

Nie wiem. Wydaje mi się, że to jest –

Orfeusz

Znowu nieprzyzwoite?.

Eurydyka

Żebyś wiedział.

Orfeusz

Mówisz dzisiaj same mądre rzeczy.

Eurydyka

To naprawdę niechcący.

Orfeusz

Jak zawsze. I za to właśnie cię kocham kocham cię poprawka na „właśnie cię kocham” .

Eurydyka

Pójdziemy już. Jestem zmęczona.

(wstaje) Starzec

Chcę, żebyś mnie przyjął do swej szkoły.

Orfeusz

Jesteś stary.

Starzec

Jestem stary. Inni filozofowie niechętnie biorą starych ludzi.

Orfeusz

Nie wiem, czy mają słuszność.

Starzec

Powiem ci szczerze. Jestem stary i niebardzo nadaję się na ucznia. Nie ma we mnie żadnej z żądz, któraby wzbudziła ciekawość takiego, co naprawia ludzkie dusze. Nawet żądzy wiedzy nie ma, a to jest myślę konieczne. Nie interesuje mnie, ilu jest bogów ani jaki jest kształt ziemi. I nie po wiedzę do ciebie przychodzę.

Orfeusz

Więc po co?

Starzec

Widzisz, ze mnie twardy człowiek. Byłem kupcem i żeglarzem. Całe życie na morzu, w poniewierce. Nie czekałem od nikogo litości i sam jej nie rozdawałem zbyt pochopnie. Doczekałem się fortuny i dwóch tęgich synów. Morze jednej nocy wzięło synów i fortunę. Żona umarła ze zgryzoty, a ja –

Orfeusz

A ty?

Starzec

Naucz mnie żyć i nie bluźnić bogom. Bo bluźnić bogom jest bardzo ciężko, Orfeuszu.

(Mieszkanie Orfeusza. Noc. Eurydyka leży na tapczanie. Orfeusz) Eurydyka

Wiesz, chciałabym być syreną i uwodzić mężczyzn.

Orfeusz

Wspaniały pomysł. I cóżbyś robiła z tymi uwiedzionymi?

Eurydyka

Jeszcze nie wiem. Ale ty się nie śmiej. Myślisz, że ja nie potrafię? W tekście błąd - niewprowadzone imię Eurydyki przed wypowiedzią

Orfeusz

Mam poważne wątpliwości.

Eurydyka

No wiesz. Przecież ciebie uwiodłam. A mówią że ty jesteś znakomitość.

Orfeusz

Uwiodłaś. Proszę, proszę. Czy bardzo się opierałem?

Eurydyka

Z początku bardzo, a potem –

Orfeusz

Potem ustąpiłem przez grzeczność.

Eurydyka

Nie dokuczaj mi, Orfeuszu. Jestem śpiąca.

Orfeusz

Właściwie dobrze wychowana żona nie powinna tak prędko zasypiać. Powinna bawić męża inteligentną i cnotliwą rozmową o syrenach i uwodzeniu mężczyzn.

Eurydyka

Wiesz, miałam dzisiaj sen. Czy ty się naprawdę niczego nie boisz?

Orfeusz

Co ci się śniło?

Eurydyka

Góra. że byłam na górze. Na samym szczycie. To niedobrze, prawda?

Orfeusz

Nie wiem, kochanie.

Eurydyka

Bo jak się weszło na górę, to potem można już tylko zejść albo spaść.

Orfeusz

Głuptasku.

Eurydyka

Dlaczego nie nauczyłeś mnie, żeby się niczego nie bać? Wszystkich uczysz.

Orfeusz

Tobie to nie jest potrzebne. Czego miałabyś się bać. Przecież jestem z tobą.

Eurydyka

Nie wiem, Tego co wszyscy.

Orfeusz

Nigdy nie myślałem o tym.

Eurydyka

Tak tu dziś cicho. Patrz, gwiazda spadła. Mówią, że teraz u nich wielkie uroczystości.

Orfeusz

U kogo?

Eurydyka

W górach u menad. Tańczą i rozszarpują żywych ludzi, i to im podobno pomaga.

Orfeusz

Tak mówią.

Eurydyka

One zdaje się nigdy nie śpią.

Orfeusz

Nie myśl o tym. Będziesz się w nocy budziła.

Eurydyka

Ja wiem, o co ci chodzi. One tu przychodzą pod ogród.

Orfeusz

Co za pomysł, kochanie.

Eurydyka

Napewno któraś kocha się w tobie. A może wszystkie. One są okropnie nieprzyzwoite. Myślisz, że nie słyszałam, jak nocami śpiewają. A ty się wtedy budzisz.

Orfeusz

Budzę się, masz rację. I spać ci nie daję.

Eurydyka

Ach, nie jesteś znowu taki wiele lepszy od zwykłego mężczyzny.

Orfeusz

Może masz rację.

Eurydyka

Nie żartuj.

Orfeusz

Szczerze mówiąc, mam żartować. Już dawno nie miałem takiej ochoty.

Eurydyka

Znowu gwiazda. Czy to prawda, że ty jesteś bezbożny?

Orfeusz

Chyba prawda.

Eurydyka

I że takich bogowie karzą.

Orfeusz

Tego nie wiem.

Eurydyka

Okropnie jestem śpiąca. Usiądź bliżej.

Orfeusz

Chciałbym jeszcze trochę z tobą pogawędzić. Tak wcześnie dziś zasypiasz Eurydyko.

Eurydyka

Chodź bliżej. Nie gniewasz się za tego… w kawiarni?

Orfeusz

Nie mogę się na ciebie gniewać. Czasem tylko może mi być smutno.

Eurydyka

Nie chcę, żeby ci było smutno, Orfeuszu. (przymyka oczy. Orfeusz całuje jej rękę) Nie, nie…

Orfeusz

Co, kochanie?

Eurydyka

Nie… budź mnie. Zasypiam. Oh, jak mocno zasypiam…

Orfeusz

(patrzy na uśpioną, wstaje i odchodzi do okna, chwilę cisza – potem za oknami słychać śpiew menad)

Śpiew Menad

W potokach jest lęk, a my wypijemy potoki. W powietrzu jest lęk, a my wypijamy powietrze. W płomieniach jest lęk, a my wypijemy płomienie.

Orfeusz

Wołają mnie. To ostatnie najwyższe zadanie życia – uspokoić te nieuspokojone. To więcej niż lwy, niż ocean. Dzisiaj się wszystko rozstrzygnie. Pójdę tam na święte Dionizje. Albo mnie rozszarpią, albo będą uleczone. Och, uśpić tę mękę. Oddałbym za to wszystko – wszystko na świecie prócz (patrzy w stronę Eurydyki) prócz jednego. (deklamacja) Do was mówię, urodzonych pod słońcem które przemija ja, który przemijam jak wy – do was chcę mówić o ujarzmieniu wielkiego przemijania świata. Do was mówię, urodzonych pod słońcem które się trwoży ja, który się trwożę jak wy – do was chcę mówić o ujarzmieniu wielkiej trwogi świata.

(wychodzi) (pauza) Hermes

(wchodzi, zbliża się, do uśpionej.) Oto ona. Kobieta. Samica człowieka. Ma skórę zachwycającą i delikatną. Dwoje jej ramion jest jak dwoje zwierzątek, co się przytuliły do siebie. Jak nieświadomie i lekko nosi szatę życia. Jak nieświadomie i lekko odgarnie ją precz zstępując w wodę wieczności z oczami dziecka, które nie znają zdumienia. Eurydyko, Eurydyko.

Eurydyka

(siada na tapczanie, oczy zamknięte) Ktoś dotknął mego serca i zdmuchnął je leciutko jak świecę. Już nie bije.

Hermes

Eurydyko. Eurydyko.

Eurydyka

Kto mnie woła?

Hermes

Ten co przychodzi w mroku.

Eurydyka

Czy to ty sprawiłeś, że serce moje nie bije?

Hermes

Ja.

Eurydyka

Ty nie jesteś człowiek.

Hermes

Nie jestem człowiek.

Eurydyka

Ciało moje wie, kto jesteś i drży.

Hermes

Ciało twoje wiedziało, że przyjdę. Czy będziesz płakać?

Eurydyka

Nie krew się we mnie rozwidnia, powieki spływają na oczy. Jaki chłód. Czemu nic nie mówisz?

Hermes

To zbyteczne. I tak wiesz –

Eurydyka

Wiem, że mam iść za tobą.(Wychodzi z Hermesemświatło gaśnie. Po chwili znowu jasno).

Eurydyka

Eurydyka (leży umarła)

Menady

Menady(wchodzą i mówią szeptem)

I

Patrz. Ona śpi.

II

A my nie zasypiamy nigdy.

III

Żywi boją się nas, a ona się nie boi.

IV

Żywi przeklinają nas.

V

Żywych zabijamy.

I

Ale ona umarła.

II

Ona była czysta.

III

Ona nas nie odpędzi, choć jesteśmy okryte trądem.

IV

Choć jesteśmy plugawe.

V

Cicho cicho siostrzyczki nie budźmy umarłej.

I

Ona jest szczęśliwa.

II

Nie płacze.

III

Nie gryzie palców.

IV

Nie kala się w objęciach mężczyzny.

V

Nie morduje. Ona śpi. My nie zasypiamy nigdy. Nie budźmy szczęśliwej, która śpi. (okrywając ją kwiatami)

Wszystkie

Amen, amen.

Aglae

A jego nie ma.

II

Wyszedł w góry.

III

Może szuka menad.

IV

I nie wie –

Aglae

Będzie wiedział, siostrzyczki, będzie wiedział.

(Góry, noc. Orfeusz sam.) Orfeusz

Otom przygnieciony przez największy ciężar świata – ja, wczoraj gorejący i lekki jak tancerz. Chwilami, zdaje mi się, że dzięki pomyłce bogów jestem Atlasem, co dźwiga sklep niebios. A to tylko ta rzecz lekka niewymownie: cień rzęsy na jedwabnym policzku Eurydyki. Gdy oddalała się od życia łatwo jak dźwięk oddala się od fletu… Byłem silny, a przyszło silniejsze, by mnie powalić. Byłem gwałtowny, a przyszło ciche, by mnie zwyciężyć. Oto wiosenna noc, noc nadmiaru i pełni. W taką noc najpotężniej krzyczy w człowieku szczęście, w taką noc najwspanialej rozkwita cierpienie. Eurydyko. Eurydyko. Nigdy nie będę trzymał w ramionach dziecięcia, któreby się ukształtowało pod twym sercem, w którym biłaby twa ciepła, czuła krew. Zamiast dziecka urodziła się z naszej miłości tęsknota i zostawiłaś mi ją odchodząc. I oto jest we mnie, płonie we mnie dzień i noc jak lampa bezsenna, straszliwa. Chodzi za mną jak bestia na aksamitnych łatach – olśniewająco drapieżna zawsze. I kocham ją i drżę – ja, pogromca oceanu i lwów przed tym zwierzęciem, które mam ujarzmić.

Aglae

(wchodzi) Orfeuszu… Orfeuszu…

Orfeusz

Kto mówi?

Aglae

Zbłąkana.

Orfeusz

Czego chcesz ode mnie?

Aglae

Ach, łaskawy panie. Miałam dziecię, dzieciątko. Wilk je porwał.

Orfeusz

Wilk?

Aglae

Miałam dziecię, dzieciątko. Rzuciłam je ze skały.

Orfeusz

Kobieto…

Aglae

Proszę cię, jeśli masz serce litościwe, przystań na chwilę. Zaśpiewam ci kołysankę, którą nuciłam memu syneczkowi. Podróżni rzadko idą tą drogą, a jak kto się zjawi – ucieka prędko i nie chce posłuchać. Ulituj się, dobry człowieku.

Orfeusz

Kto jesteś?

Aglae

Aglae dzieciobójczyni. Miałam lat pietnaście gdy babka powiedziała: ty masz niedobre oczy, Aglae. To są oczy zbrodniarki. A ja miałam wtedy lat piętnaście i byłam nieświadoma zła

(ukazują się monady) Orfeusz

A one?

Aglae

One… nie śpią nigdy.

Orfeusz

Menady.

Aglae

Menady, panie.

Orfeusz

Więc to tak spotykamy się pierwszy raz. Oddawna się do was wybierałem. Kto wie – może od wielu lat.

Aglae

A my czekałyśmy.

Orfeusz

Wiem.

Aglae

Nocami przychodziłyśmy pod dom, gdy wszyscy spali.

Orfeusz

Wiem.

Aglae

Jak biły nasze serca na deszczu w ciemności, gdy każde stworzenie ma schron, każdy, każdy ptak gniazdo, tylko złodzieje i menady przemykają po drodgch i czają się za węgłami wśród pustkowi. Przykładałam głowę do ściany. O siostry, jaka ulga. Jaka pomoc. Tam za ścianą jest także bezdomny. Wiatr, co szarpie naszymi włosami i jego przenika zimnem. Czy słyszycie jak szepce: gdybym mógł je uleczyć, oddałbym za to wszystko. Wszystko – prócz…

Orfeusz

Zamilcz. To było dawno. W czas wielkich Dionizji. Wybrałem się do was, lecz zawróciłem z drogi.

Aglae

Ktoś zawołał w krzakach: Orfeuszu, Eurydyka jest śmiertelna.

Orfeusz

W istocie ktoś tak zawołał.

Aglae

Zawróciłeś. Ale było już za późno.

Orfeusz

Tak.

Aglae

Dzisiaj i ty błądzisz po górach. Dziś w twojej krwi ten sam niepokój, co w naszej, ten sam mrok. I ty nie zasypiasz i nigdy już nie będziesz spał.

Orfeusz

Odkąd to trudnicie się wróżbami rywalizując z wyrocznią delficką?

Aglae

Sępy wietrzą ścierwo. My wietrzymy cierpienie. To nas nasyca, uspokaja, pokrzepia.

Orfeusz

Czego chcecie?

Aglae

Chodź z nami. Dla ciebie już tylko jedna droga. Zostaniesz szaleńcem jak my. Utracisz cnoty i winy. Będziesz grzeszyć, by potem rozpaczać w ekstazie dionizyjskiego płaczu. Będziesz rozpaczał, by potem grzeszyć w ekstazie dionizyjskiej radości. Chodź z nami.

Orfeusz

I cóż mi dacie?

Aglae

Oszołomienie. Potrójne oszołomienie. Tańca, wina i rozkosz.

Menada I

(wychodzi z gromady i tańczy) Wkoło i nieustannie, wkoło i nieustannie drży i migoce rytm dytyrambu. Z oczami w słup, z włosem omdlałym święty wir porywa nas – nieprzytomne, nieprzytomnie, nieprzytomne.

Menada II

(z dzbanem wina) Upijemy cię winem ciemnym, winem mocnym. Poczujesz we krwi sen i ogień. Nie będziesz pragnął niczego pod słońcem, tylko odurzenia które trwa wiecznie, które obezwładnia i unosi jak fala coraz dalej, coraz dalej – aż ku śmierci.

Menada III

Pod wodospadem zimnym jak lód o świcie menada ugryzie cię w usta i za włosy pociągnie do jaskini. Oszalejesz, a wtedy zapomnisz. Będziesz zwierzę jak my.

Orfeusz

Skąd wiecie, że pragnę zapomnieć?

Aglae

Orfeuszu, Orfeuszu…

Orfeusz

Czemu się przybliżasz?

Aglae

Chcę zobaczyć jak cierpisz.

Orfeusz

Nie dojrzysz.

Aglae

Przyniosę pochodnię – poświecę.

(menady otaczają go kołem) Orfeusz

Ha, ham ha! Darujcie, moje śliczne. Sytuacja, można powiedzieć malownicza. Wieńce na włosach nigdy nie czesanych, skóra na barkach i te oczy… Kosmate kobiety, czy to o was mówiła wyrocznia, że mnie kiedyś rozszarpiecie? Owszem bardzo nastrojowo. Ale ja widzicie, diablo lubię psuć nastroje. Czy nie wiecie, że jestem kapłanem Apollina, boga dnia i dowcipu? Mam wrodzoną lekkomyślność i nieco zmysłu równowagi. A także humor, ślicznotki, dużo humoru. Pasjami lubię się śmiać – słyszałyście pewnie o tym osobliwym nałogu. A już przepadam za śmiechem niestosownym – jak w tej chwili.

Menady

(padają na kolana) Daruj nam.

Orfeusz

Nigdy nie lubiłem ręcznie zbytnio tego waszego frygijskiego boga, po którym odziedziczyłyście płaskie twarzy i szerokie stopy barbarzyńców. Ruszamy się zbyt dziwacznie zredagowane , mówicie zbyt głośno zredagowane . Nie lubię, gdy się mówi tak [xxx] Jestem pod tym względem przesadnie wytworny – salonowiec, można powiedzieć.

Menady

Daruj nam, panie, Tyś wielki. Jesteś bogacz, a my giniemy z głodu i pragnienia. Czy można karać tego, kto grzeszy z głodu i pragnienia?

Orfeusz

Można. Ludzie karzą takiego.

Menady

Ludzie?

Orfeusz

I bogowie.

Aglae

Więc ty jeden miej litość. Czy wiesz o tym, o czym nie mówimy nikomu… … Jak po nocy ekstazy i pijaństwa dzień zastaje nas w barłogach z liści i cuchnących skór z twarzą szarą, z okiem tępym niby oko trupa. Wzdrygamy się patrząc wzajem na swe ciała zeszpecone brudem i chucią i otarłszy z was ciekącą ślinę zwijamy się w kłębek jak zwierzęta, by nie widzieć. Niektóre tylko, gnane rozdzierającą żądzą oczyszczenia czołgają się do potoku, ale w pół drogi sił im nie staje i przylegają na ziemi bez ruchu, nieuleczalnie bezsenne.

Orfeusz

Tak, ja jeden mam litość, ale to mało. Ananke płonie na niebie – Ananke, wielka ogrodniczka, zasiewająca los w sercach śmiertelnych. Litość, widzicie, to luksus szczęśliwych. Co więcej – litość to nietakt wobec bogów, a olimijczycy potrafią dotkliwie karać takie nietakty. I mnie, widzicie, właśnie ukarali. Obecnie jestem w sytuacji człowieka, który próbował podźwignąć zbyt wielki kamień i kamień go przywalił. Nie, nie przywalił dotąd. I myślę że Zeus popełni lekkomyślność spodziewając się aby wcześnie nawrócenia winowajcy. Zatwardziały to grzesznik i nie tak łatwo zmienia skórę. Żegnajcie, miłe panie. życzę wam tego, czego i sobie, to jest pokoju.

Menady

Dokąd idziesz? Ręcznie

(Mieszkanie Orfeusza, poza miastem. Wchodzą Oberżysta i Grek II) Orfeusz

A otóż i goście w mojej samotni. Czem zawdzięczam tę wizytę, panowie? Doprawdy, wrodzone mi poczucie umiarkowania jest poważnie zagrożone przez uczucie radosnej gościnności.

Grek II

Pięknie powiedziane.

Oberżysta

Znać dobrą szkołę stylu. Zawsze mówiłem, że filozof bez stylu to barbarzyńca. zaznaczone ołówkiem skreślenie fragmentu

Orfeusz

Siadajcie. Cóż słychać na świecie, bo tu rzadko dochodzą wiadomości.

Oberżysta

Właściwie nic ciekawego poza tym, że Orfeusz ma zamiast zstąpić do Hadesu.

Grek II

To jest rewelacyjny pomysł. W całych Delfach tylko o tym mówią.

Oberżysta

W mojej kawiarni tłumy. Ludziska oglądają krzesełko, na którym pan zwykle siadywał i kelnera, który panu podawał pół czarnej.

Grek II

Powstają nawet wysokie zakłady. Jedni twierdzą, że całą sprawę traktować nalezy symbolicznie, że jest to jednym słowem coś w rodzaju literackiej przenośni, podczas gdy inni…

Oberżysta

I chcieliśmy się dowiedzieć.

( Orfeusz

Czy temu zawdzięczam waszą pamięć?

Oberżysta

Właściwie możnaby i tak to określić. Moja żona nie spała całą noc.

Orfeusz

Z ciekawości.

Oberżysta

Nie tylko. Moja żona płakała. Mówiła, że jej smutno. Uważam, że to kaprys, proszę pana. Interesy idą nieźle, kupiłem jej japoński szlafrok a o tę nową kelnereczkę żadnym cudem nie może mnie jeszcze podejrzewać.

Orfeusz

Rozumiem pańską żonę. Może tej nocy nienawidziła pana za za to, że interesy pana idą tak dobrze i że pan jej kupił japoński szlafrok. Pomyślała o mnie. A może tęskniła do tego, by być nieszczęśliwą. Niedługo, ale tak przez jedną noc. Jedna noc nieszczęścia.

Oberżysta

Kobiety mają rzeczywiście osobliwe pomysły. Ale ona była zawsze zrównoważona (i taka energiczna – nawet za nadto energiczna jak na mój gust).

) Nawias dodany ołówkiem, cały fragment zaznaczony do skreślenia
Grek II

Czy dobrze się pan czuje tak samotnie w tych ostatnich chwilach?

Orfeusz

Staram się czuć jak najlepiej. Człowiek ma już tę taką naturę, że w każdej sytuacji usiłuje się ułożyć jak najbardziej wygodnie. Tylko że ja jestem chory z odleżynami, któremu bardzo trudno znaleźć znośną pozycję.

Oberżysta

Więc decyzja pana jest nieodwołalna.

Orfeusz

Niestety, muszę was rozczarować. Tu nie było wogóle decyzji. Czy pan sądzi, że ktokolwiek z własnej woli idzie tak łatwo na tamten świat?

Grek II

Więc?

Orfeusz

Na tamten świat idzie człowiek zwykle za swoim ciałem. Ogromnie rzadko – za ciałem innego, gdy jest mu do życia-równie niezbędne jak jego własne. Tak wiele znaczy cielesność w nas, którzy niestety nie jesteśmy tylko cielesnością. I to jest gorycz. To jest najpodstępniejszy wynalazek bogów.

Grek II

Dusza czy ciało?

Orfeusz

Właściwie nie wiem. W każdym razie jedno z tych dwojga, a może raczej kombinacja obu.

Oberżysta

Myślałem, że miłość która skłania do takich wzniosłych decyzji jest wzniosła. A pan mówi: Ciało.

Orfeusz

Nie wiem doprawdy jakie są rodzaje miłości. Z tym idźcie raczej do kapłanek Afrodite. – one wam objaśnią. Ja jestem jak człowiek, któremu ze wszystkich znanych melodii została w pamięci tylko jedna – a więc jest prawie tak jakby nie znał żadnej. zaznaczona do skreślenia

Oberżysta

Właściwie powinienem pana namawiać na to, aby pan tam poszedł. Toby było w moim interesie, pan rozumie, taka reklama dla lokalu. A jednak pan wie co ja panu powiem? Nie podoba mi się to wszystko. Wrogowie, zawsze pomawiali pana o bezbożność. I okazuje się teraz, że mieli rację. W tym jest coś bezbożnego, coś poprostu nieprzyzwoitego. Bogowie proszę pana to wielkie słowo. Ja człowiek grzeszny jestem, wiadomo, ale bogów szanuję. I mówię: Niech pan nie idzie.

Orfeusz

Pan jest bardzo poczciwy.

Oberżysta

Poczciwy to znaczy z przeproszeniem głupi. Taki co to się daje wszystkim skubać, he, he. Taki to ja znowu, chwała Bogu nie jestem. W kaszy mnie nie łatwo – jak to mówią – zjeść. Wykreślone ołówkiem Ale do pana mam słabość. Ot narzeka człowiek bo narzeka, ale zawsze się trochę forsy przy panu zarobiło. I moja żona pana lubi – mówi że pan jest w jej guście. Więc niech pan tam ręcznie nie idzie.

Orfeusz

Doprawdy byłbym szczęśliwy gdybym mógł pana posłuchać.

Oberżysta

No widzi pan.

Orfeusz

Ale nie mogę.

Oberżysta

Słowo honoru nie rozumiem. wykreślone ręcznie

Grek II

My tu, zdaje się napróżno…

Orfeusz

Niestety, napróżno.

Oberżysta

Tak. No to…

Grek II

Właściwie… już późna godzina.

Oberżysta

Rzeczywiście. My wykreślone ołówkiem wobec tego pożegnamy pana. Tu jest dziwna okolica. Nieprzyjemnie iść o zmroku, a niedługo zacznie się ściemniać. Co to tak szumi?

Orfeusz

Strumień.więc nie nad morzem dom ostatecznie? 55, 56, 57 ręczny dopisek ołówkiem „więc nie nad morzem dom ostatecznie?” i dodane strony 55, 56, 57 – zapewne wychwycony błąd. Tą samą ręką dopisane ołówkiem frazy, np. „popłacze się jak jej opowiem” kilka wypowiedzi niżej

Oberżysta

Aha.

Orfeusz

Taki sobie – zwykły. Ciągle mnie męczy, dokąd on też może płynąć.

Oberżysta

Jak to strumień – do rzeki.

Orfeusz

Właśnie. Ile razy usłyszę jak jego szumi „jak” i „i” w szumi dopisane ręcznie, w druku „jego szum” chciałbym się zerwać wykreślone ołówkiem iść zobaczyć tę rzekę. Tak że czasem muszę skupić całą wolę żeby nie iść wykreślone ołówkiem - ot, choćby teraz.

Oberżysta

Tak. Pan się jednak zmienił. Chociaż zawsze pan był trochę nerwowy.

Grek II

No to już na nas czas.

Orfeusz

Nie zatrzymuję was, panowie, bo okolica rzeczywiście musi się wam wydać nieprzyjemna. Nawet menady zrzadka tu zaglądają…

Oberżysta

Niech pana bogowie strzegą.

Orfeusz

I was, panowie. A żonie proszę zanieść pozdrowienia.

Oberżysta

Dziękuję. Znów się skreślone ręcznie popłacze się jak jej opowiem dopisane ołówkiem

Orfeusz

To dobrze.

Oberżysta

Dobrze?

Orfeusz

Co pan chce skreślone ołówkiem – człowiek jest jednak egoistą. I czasem sprawia mu malutką ulgę myśl, że ktoś westchnie z jego przyczyny. (przybyli odchodzą. Orfeusz patrzy za nimi i po chwili woła:) Panie. (Panowie?) dopisane ołówkiem

Oberżysta

Proszę.

Orfeusz

Jeszcze chwilę. Podajcie mi rękę.

Oberżysta

Nie rozumiem.

Orfeusz

Zwyczajnie – rękę.

Oberżysta

Cóż to znaczy?

Orfeusz

Nic – tylko…

Oberżysta

Tylko?

Orfeusz

Kto wie, kiedy znowu będę trzymał w dłoni taką skreślone ołówkiem rękę. Rękę żywego człowieka. (goście odchodzą) (sam) Bali Zlękli ołówkiem poprawione na „Zlękli” się. Odeszli, a ten strach został jeszcze w powietrzu. Miły mi nawet ten strach, jak podróżnemu, zabłąkanemu w stepach zapach końskiego łajna, świadczącego, że natrafił na ślad ludzki. człowieka dopisane ołówkiem i skreślone „ludzki” Z jaką pogardą powiedział ten poczciwiec: ciało. A to jest ważne. Oto teraz skreślone ołówkiem czuję już jak rodzi się we mnie ciemne wzruszenie, ciemny pochyły niepokój. I wiem, że ciało moje, ciało człowieka będzie drżało, i zjeży się jak pies, gdy będę zstępować ku twym bramom, kraino umarłych. Gdy będę wzywał władczynię piekieł potrójnym zaklęciem: Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych drzwi, Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych świec, Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych pieczęci. Pani o trzech oczach z żelaza, Pani o trzech piersiach z żelaza, Pani o dziewięciu żywotach z żelaza – usłysz mnie. Niechaj brama piekieł po raz pierwszy otworzy się przed istotą żywą.

(Eurydyka przed bramą Hadesu) Eurydyka

Och, jak tu pusto. Czy nikt się nie zjawi? Naprawdę chce mi się płakać. Hop, hop!

Cerber

(wchodzi) Kto się ośmiela naruszać spokój…

Eurydyka

Znalazł się nareszcie. Jaki grubasek.

Cerber

Tylko bez poufałości. Jestem pies, mam trzy głowy.

Eurydyka

Co ty mówisz?

Cerber

Jestem pies, mam trzy głowy. Nazywam się CERBER.

Eurydyka

Słyszałam o takim. Ale ty nie masz wcale trzech głów, nie jesteś pies.

Cerber

Milcz, bezbożna. Coś za jedna.

Eurydyka

Nazywam się Eurydyka. A ty wyglądasz jak pękata skarbonka. Jaki on poczciwy.

Cerber

Nie jestem poczciwy. Jestem pies.

Eurydyka

Niech i tak będzie.. To wszystko jest bardzo dziwne. Zaczynam rozumieć, że znajduję się na tamtym świecie. Ach tak długo czekam., Jestem bardzo zmęczona. (siada)

Cerber

(zgorszony) Nie mogę patrzeć na to. (chce odejść)

Eurydyka

Czemu się gniewasz?

Cerber

Jesteś bezbożna.

Eurydyka

Proszę cię nie zostawiaj mnie samej, potworku, słodki skreślone ołówkiem potworku. Powiedz, co powinnam teraz zrobić?

Cerber

Nie powinnaś do Cerbera mówić „słodkipotworku ołówkiem ”. Powinnaś podejść i uderzyć raz w blachę.

Eurydyka

Uderzyć. Trochę się jednak boję. I co się mówi?

Cerber

Blacho, zawieszona między dwoma światami, blacho cicha jak błyskawica porusz się i niechaj brama piekieł otworzy się przede mną.

Eurydyka

(uderza) I co teraz?

Cerber

Trzeba czekać.

Eurydyka

Słychać muzykę.

Cerber

To muzyka podziemi.

Eurydyka

Jaka piękna.

Cerber

Wydaje ci się piękna? To muzyka grozy śmiertelnej. Hymn oficjalny Plutona. Zaraz przybędzie….

Eurydyka Eurydyka

Kto? (siada w niedbałej pozie)

Cerber

EURYDYKO, nie lękasz się? Czemu się nie lękasz, Eurydyko.

Eurydyka

Proszę cię, nie krzycz tak głośno, bo ucieknę. To wszystko jest niezwykłe. Ta długa podróż… Najpierw ktoś mnie prowadził, ale potem musiałam iść sama, zupełnie sama. Bałam się, ale teraz już dobrze. Ta blacha ma łagodny blask, jak oczy męża, jak oczy kochanka… (zasypia)

Cerber

Śpi. EURYDYKO. Będzie skandal. To nie zgadza się z ceremoniałem. (brama piekieł uchyla się, wchodzi HERMES i chłopcy z opuszczonymi ku ziemi pochodniami)

Hermes

(uroczyście) Kto narusza spokój w krainie umarłych (milczenie, Cerber chrząka) Czego żądasz, duszo? (milczenie, Cerber chrząka) Ukój ową trwogę i wejdź w pokoju.

Cerber

(zakłopotany) Ona… ona śpi.

Hermes

Kto?

Cerber

No ta, co tu przyszła. (Cerber usuwa się)

Hermes

(gestem nakazuje odejść orszakowi, porzuca hieratyczną postawę, podchodzi, pochyla się) To Eurydyka. Śpi jak dziecko.

Eurydyka

(budzi się) Jaki blask. Ty jesteś diabeł?

Hermes

Jestem bóg. Już raz mnie widziałaś.

Eurydyka

Świecisz jak lampa.

Hermes

Przychodzę z ciemności, jestem dopisane ołówkiem bóg śmierci.

Eurydyka

Mówią, że palce boga parzą.

Hermes

Zobacz.

Eurydyka

Nie, tylko drżą.

Hermes

(zmieszany) Chyba kłamiesz.

Eurydyka

Ja lubię kłamać. To ty prowadziłeś mnie tak długo?

Hermes

Tak.

Eurydyka

A to jest tamten świat?

Hermes

To jest tamten świat, państwo umarłych. Rządzi tu Pluto i Persefona.

Eurydyka

Persefona… czy to jest kobieta jak ja?

Hermes;

To jest bogini. Mówią że codzień myje się dzięgciem. To wzmacnia podobno okrucieństwo. Mówią także, że ma w piersiach serce z żelaza i że to żelazo od wielu lat rdzewieje w ciele. Ale tego nie powtarza się głośno. Wogóle nikt jej dokładnie nie widział.

Eurydyka

A ty kto jesteś?

Hermes

Hermes.

Eurydyka

Jakiś ty smutny. Czy jesteś świętym piekieł?

Hermes

Jestem piekielnym wilkiem. Młotkiem rozłupuję nieboszczykom głowy i wyjadam serce między żebrami. Wyjmuję serca umarłym. skreślone i z góry nadpisane

Eurydyka

To ich boli? Masz taki nieśmiały uśmiech –

Hermes

To bardzo boli.

Eurydyka

Więc dlaczego to robisz? Czy jesteś zły?

Hermes

Nie jestem zły. Nie tylko źli robią złe rzeczy –

Eurydyka

Wszystko jest bardzo smutne. Nigdy nie myślałam o tych sprawach ołówkiem , słychać pianie koguta Co to?

Hermes

Pieje kogut Persefony. Już późno. Musimy iść.

Eurydyka

Jeszcze nie. Jestem taka znużona.

Hermes ("Orfeusz"

Widzisz, chwila jest osobliwa. Potem… kiedy wejdziesz… ale ty nie słuchasz ołówkiem . To jest jak w miłości. Potem wszystko wyda ci się inaczej, ale teraz… Raz tylko staje żywa istota przed wrotami piekieł. Możesz popatrzeć na swe życie.

Eurydyka ("Orfeusz")

Czemu mnie straszysz?

Hermes ("Orfeusz"

Nie prześlesz komu słowa pożegnania? Orfeusz tak cię kochał.

Eurydyka ("Orfeusz")

Orfeusz to był mój mąż. A tamten drugi…

Hermes ("Orfeusz"

Tamten drugi?

Eurydyka ("Orfeusz")

Nie pamiętam. Ale proszę cię, nie mów tak smutno. Przecież ty też będziesz dobry dla mnie.

Hermes ("Orfeusz"

Oto jest brama, na której napisano: porzućcie nadzieję. Brama, która otwiera się tylko w jedną stronę. Która nie wypuszcza ludzi ni bogów. Patrzysz na mnie jak dziecko, kiedy nie wie, za co je karzę. To może lepiej, że nie rozumiesz.

Eurydyka ("Orfeusz")

Będziesz dobry, prawda? Ja wiem (zasypia)

Hermes ("Orfeusz"

Zasnęła. Cerberze. Cerberze.

Cerber

Co tam znów – po nocy…

Hermes ("Orfeusz"

Nie gderaj. Weź ją na ramiona. Zasnęła.

Cerber

Jeszcze czego. Odkąd to śmiertelników wnosi się do Hadesu. Bezbożna. Znowu śpi.

Hermes ("Orfeusz"

Cicho, staruszku. To istota miła bogom. Jest niby źrenica, w której odbija się boskie i diabelskie a ona pozostaje nieskończenie czysta i odrębna, chociaż nie wie nic o swojej odrębnośc.

Cerber

Osobliwość jakaś?

Hermes ("Orfeusz"

Nie. Mulier.

Cerber

Jak?

Hermes

Mulier – mówię. Znaczy: kobieta – po łacinie.

Cerber

Takie. Po co gadasz po łacinie?

Hermes

To język sakralny. Widzisz, w pewnym momencie nam, bogom, potrzeba czegoś takiego do życia. Słowo, którego profan nie rozumie, gest, jasny tylko dla wtajemniczonych, którzy przeszliukończyli ołówkiem fakultet teologiczny… O liturgio, napoju niepewnych…

Cerber

Zakochał się. Czysty wariat.

(Hades Tronowa sala Persefony. Persefona i Orfeusz) Persefona

Wiesz, mam żal do mojej matki. Nie powinno się wydawać za mąż córek, które nie umieją rozpaczać.

Orfeusz

Przecież to było wbrew jej woli.

Persefona

Tak mówią bogowie i ludzie. Ale nie trzeba zbyt dowierzać ani bogom ani ludziom. Któżby chciał wziąść odpowiedzialność za to, co się stało? Za to, że przyzwyczaiłam się do piekła. Zaczynam tyć. Ciało moje świeci jak czarna emalia. Pluto mówi, że jestem coraz piękniejsza.

Pluto

Rozkwitasz, moja żono. Te bransolety – jak one błyszczą na twych pochmurnych rękach. Piekielnicy wodzą za tobą ślepiami.

Persefona

Bransolety, topione w ogniu, co pali grzeszników.

Orfeusz

Czemu wzdychasz?

Persefona

Czasem myślę, jaki jest smak płomienia, w którym oni się męczą, płomienia, który oczyszcza. Bogowie nie mogą doznać łaski oczyszczenia. Są bezgrzeszni jak zwierzęta.

Orfeusz

Ha, ha, pani piekieł przesyciła się ambrozją i marzy o pokarmie niewolnic – o surowej rzepie.

Persefona

Nie jesteś zbyt uprzejmy.

Orfeusz

Uprzejmi ludzie nie składają za życia wizyt w Hadesie.

Persefona

Zresztą może masz znoje. Nuda w piekle – czy może być coś bardziej smutnego? Tutaj mamy ograniczony repertuar wrażeń. Brak religii, śmierci, nadziei, a jeśli być szczęśliwym znaczy nie pragnąć zmiany – właściwie wszyscy są tu szczęśliwi. Niedarmo woda letejska jest codziennym napojem. I tylko jeden Charon może być pod tym względem podejrzanym.

Orfeusz

Ten, co przewoził łódką dusze?

Persefona

Ten sam. Ostatnio zaniedbał się biedaczek w takiej ciężkiej służbie. Skulił się, wodorosty piekielne oblepiły mu cielsko i wygląda jak stary wyleniały niedźwiedź, biedny brzydal. ołówkiem Pluto kazał go przykuć do łodzi. Tygodniami nie daje mu jeść, żeby wyciem straszył dusze. Więc wyje. Nie umrze przecież, bo tutaj się nie umiera. Widzisz, wypolerował dla mnie lusterko z miedzi. Na rękojeści symbol wieczności, ulubiony motyw elegantek piekielnych – dwa węże, splecione ogonami. Gryzą się łagodnie jakby igrały. Zawsze się dziwię jak on mógł zrobić rzecz pełną takiego wdzięku, ten potwór. zaznaczone do skreślenia To osobliwe Nigdy nie rzuciłam mu kawałka chleba a przecież kiedy przechodzę koło jego legowiska liże ziemię, na której stanie moja noga.

Pluto

Liże ziemię, na której stanie twoja noga – nie z głodu. ty masz irytujący sposób stąpania, królowo piekieł. Jaszczureczko.

Persefona

Znowu, piłeś.

Pluto

Ogień mnie upija. Ogień, w którym grzesznicy się palą. Duszę się – och, gołąbko, to są sprawy zawiłe. Klimat widzisz, nie służy mi. parno jak w łaźni i ciasno. Gdyby mieć dziesięć takich piekieł, dziesięć takich kotłów, dziesięć takich żon…

Persefona

On jest odrażający, a przecież nie można go potępiać. Pamiętasz, kiedy mnie porwał na swój wóz, pamiętam te rozhukane czarne konie i kłęby siarki. Nie patrzał na mnie. Z zaciśniętymi ustami, z nawisłą brwią szarpał cugle. Dopiero potem, gdybyśmy już byli na dole, gdy w ciemnościach syczały olbrzymie jaszczury, z pułapu promieniowały blade żółwie jak klejnoty piekielnego jubilera ołówkiem – wtedy płakałam ze strachu, a on zaśmiał się i mruknął

Pluto

Przywykniesz, przywykniesz, dziecino…

Persefona

Z początku litowałam się nad każdą duszą. Jakże przerażały mnie plugawo nieszczęścia, wyszukane ołówkiem grzechy. I kary jeszcze bardziej plugawe, które trzeba było wymierzać. Ale to minęło. Piekło (jak zepsuty kochanek) nawiasy ołówkiem nauczyło mnie najbardziej posępnej rozkoszy ołówkiem – rozkoszy okrucieństwa. Dusze drżą przede mną. I ty zapewne słyszałeś o gniewie Persefony, co nie zaznała miłości. O gniewie smutnym jak miłość i ślepiającym jak tęsknota. ołówkiem Który powstaje sam z siebie jak powstają słońca i przylatuje kusząc pod olbrzymimi sklepieniami pieczar Tartaru. ołówkiem Nie ma przed nim ucieczki.

Orfeusz

Chcesz mnie przerazić?

Persefona

Być może pragnę cię przerazić. Być może pragnę abyś się nie dał przerazić. Jestem podstępna i musisz się strzec.

Orfeusz

Jesteś podstępna, ale ja nie będę się strzegł. Czy nie widzisz żem ślepiec? Że przyszedłem tu zataczając się jak zwierzę spragnione, które węszy wodę. ołówkiem Upiłem się nieszczęściem i to teraz jedyna moja potęga.

Persefona

Ujarzmiłeś ocean, a teraz próbujesz ujarzmić Persefonę.

Orfeusz

Tak.

Persefona

Czego żądasz?

Orfeusz

Oddaj mi żonę moją Eurydykę.

Persefona

Zbyt wiele jak na rzeczywistość a zbyt mało jak na hasło.

Orfeusz

Nie rozumiem.

Persefona

(wstaje z tronu) Czy wiesz, gdzie jesteś? To jest ostateczne dno. Korzeń świata. Stąd wyrasta drzewo trzech potęg: piekielnej, ziemskiej i niebieskiej. Tu postawili mnie, aby strzegła ich praw, wpierw uczyniwszy głuchą, ślepą i pełną wściekłości jak psa, co pilnuje skarbu pana. Czy widzisz tę czarną skałę? Oto jest księga w kamieniu. Na niej alfabetem bogów potężni wypisali wyroki. Posłuchaj: Jak cień sprawia, że światło błyszczy, tak śmierć sprawia, że istnieje życie. Jak trwoga sprawia, że istnieje śmiech, I póki będzie życie, będzie lęk. I póki będzie życie, będzie męka. …. I cóż – nie mówisz nic, Orfeuszu?

Orfeusz

Czemuś im to pokazała? Walczyłem całe życie, by wymazać te słowa ze słów świata. Walczyłem, a teraz stoję tutaj bezsilny i zawstydzony. Bo nie dlatego wdarłem się przez bramę piekieł, aby rozsadzić tę skałę. Bo przyszedłem tu nie po zbawienie wszystkich, ale po jedną duszę, po jedną kobietę, po jeden cień…

Persefona

Buntowniku, słyszałam twój śmiech przed bramą. Śmiech, który sprawił, ze po raz pierwszy brama ta otwarła się przed istotą żywą. I powiedziałem sama do siebie: Oto idzie człowiek zuchwały. Popatrzę w oczy człowieka zuchwałego. ołówkiem Oto idzie bluźnierca.

Orfeusz

Coś ci do śmiechu człowieka? Cóż ci do mego buntu? Ty jesteś z rodu bogów.

Persefona

Potępiona wśród bogów, jak ludzie są potępieni wśród stworzeń. Kto wie, może nieraz siedząc tu na tym tronie, czując na piersiach ciężar tego sklepienia, na którym spoczywa piekło i wyżej ziemia i Olimp ołówkiem – marzyłam o chwili, kiedy usłyszę taki śmiech, jak wygnaniec marzy na ojczyźnie o spotkaniu drugiego wygnańca.

Orfeusz

Osobliwe to słowa, a ja muszę pamiętać, że jesteś podstępna.

Persefona

Zły masz słuch Orfeuszu, jeśli słyszysz w tym podstęp. Być może nie prędko zdarzy się chwila, gdy będę tak szczera jak teraz, a nawet sentymentalna. skłonność do zwierzeń – nie podejrzewałam sama siebie o podobną słabość. Zresztą wyznania królowej piekieł mogą być ciekawe. (zamyśla się) ołówkiem Zabawna rzecz, jak roztargnieni są niebianie. Kiedy los mój został rozstrzygnięty, kiedy porwaną z wiecznych łąk Olimpu sprowadzono mnie aż tutaj po raz pierwszy zstąpiłam ołówkiem , do tej czarnej sali, na ten tron – zapomniano podać mi w kubku wody letejskiej. I nikt nie wie, że ja wszystko pamiętam. Każdą zbrodnię, którą Ananke kazała spełnić, każdą karę, którą kazała zesłać. Kiedy u brzegów wody zapomnienia dusze zrzucają brzemiona win i cierpień, ja podejmuję je i chowam jak skąpiec chowa skarby w skrzyni. I czekam.

Orfeusz

Czekasz?

Persefona

To największa tajemnica piekła. Raz Zeusowi przyśniło się coś złego. Nocą opuścił swój błyszczący pałac i wstąpił do moich bram. Nachylony nad ciemnością słuchał jak oddycha piekło. Ale nie usłyszał nic. Nie usłyszał mojego czekania. ołówkiem

Orfeusz

Na co czekasz?

Persefona

Jeśli jest istota pod gwiazdami, która się tego domyśla, tą istotą jest bluźnierca Orfeusz.

Orfeusz

Znam ten głos. Ktoś bardzo znajomy mówił takim głosem, a może mówił takie słowa.

Persefona

Może ty sam mówiłeś je.

Orfeusz

Może ja sam. Ale teraz. –

Persefona

Teraz?

Orfeusz

Teraz jestem chory i na wszystkie sprawy tego świata patrzę przez mgłę swojej choroby. I ołówkiem niewiele jest słów, które potrafię mówić. Oddaj mi żonę moją, Eurydykę.

Persefona

Biada mnie i tobie.

Orfeusz

Co to znaczy?

Persefona

(po chwili milczenia) Eurydyka… Powiedz mi o niej. Musi być bardzo piękna, piękniejsza niż bogini, skoro umiłowano ją bardziej, niż miłuje się boginie.

Orfeusz

Bardziej?

Persefona

Bo ponad śmierć. I skoro dla niej mąż ziemski przeszedł wrota piekieł.

Orfeusz

Coś ci powiem – była jak dziecko. Codzień usypiałem ją piosenką, którą się śpiewa dzieciom. Nie dosłuchiwała jej nigdy do końca. Zasypiała.

Persefona

Głos ci się zmienił. Czemu mówisz tak cicho?

Orfeusz

Mylisz się, nie była piękna. Była tylko słaba. Zawsze bałem się, że umrze. To był jej czar – ta bezradność.

Persefona

Głos twój stał się jak muzyka.

Orfeusz

Zabiłaś ją.

Persefona

Czy bardzo mnie nienawidzisz?

Orfeusz

Nienawidzę cię.

Persefona

Tam, na ziemi mówią, że w sercu pani piekieł mieszka wściekłość bardziej śmiertelna, niż wściekłość rozjuszonego słonia. Mimo to przyszedłeś.

Orfeusz

Tak.

Persefona

Przyszedłeś bez trwogi.

Orfeusz

Któż ci rzekł, że przyszedłem bez trwogi. Kto nie ma przy sobie dzikiego zwierzęcia, nie może być nazwany pogromcą. ołówkiem Kto nie ma w piersi trwogi, nie może jej ujarzmić. I nie może się śmiać przed bramą Hadesu.

Persefona

Ujarzmiłeś własną trwogę. I Cerbera, stróża piekieł. I przyszedłeś tu, by ujarzmić Persefonę. Bo myślałeś, że ona jest jak zwierzę. Że oczy jej goreją przez wieki nieugaszonym pożarem gniewu. Że podejdziesz i spojrzysz w te oczy i sprawisz, że staną się wzruszenie i miłosierne.

Orfeusz

Tak…

Persefona

Zbliż się i popatrz, człowiecze. Oto moje oczy – są wzruszone i miłosierne. I oto powiem ci słowa, które chciałabym powiedzieć, które mi podpowiada moje wzruszenie i miłosierdzie. Królowa piekieł, wzruszona twą wielką miłością, oddaje ci małżonkę Eurydykę

(Hades. Orfeusz wiedziony przez Hermesa) Orfeusz

Co tam szumi w dole?

Hermes

Trzy rzeki podziemne: gniewu, płomienia i płaczu.

Orfeusz

A ta u naszych stóp?

Hermes

To jest Lete, rzeka niepamięci. Posłuchaj, co szepcze:

Głos wody letejskiej: ołówkiem podkreślone i dodany dwukropek, co wskazywałoby na to, że w poprawkach postanowiono potraktować „Głos wody letejskiej” jako bohatera

Napij się wody mojej, o urodzony pod słońcem, Napij się wody mojej, co wszelką mękę koi. Zapomnieć, zapomnieć, zapomnieć – oto jest szczęście najwyższe dla tych, co się zginają pod jarzmem przeznaczenia.

Orfeusz

Ociężała jest. Czy żona śpi?

Hermes

Ociężała jest nie z nadmiaru snu ani z nadmiaru znużenia, ale jak każda rzecz duża, jak duże zwierzę.

Orfeusz

Gwałtowna jest.

Hermes

Jedynie jej ociężałość może ujarzmić jej gwałtowność. To jest rzeka chora śmiertelnie.

Orfeusz

Rzeki chorują jak ludzie. Własną gwałtowność ujarzmić to się nazywa dwojako: Potęga lub cierpienie.

Hermes

Cóż wiesz o tym, śmiertelniku?

Orfeusz

Zapomniałem się pochwalić, że poskromiłem 40 lwów, a także ocean.

Hermes

I przyszedłeś tu, by poskromić piekło.

Orfeusz

Tak.

Hermes

By poskromić zmienność świata?

Orfeusz

Tak.

Hermes

By poskromić czas.

Orfeusz

Słowa w twych ustach olbrzymieją i odbijają się podstępnym echem od skał. Odpowiadam „tak” i brzmi to w ustach człowieka zuchwali i nikle. Ale powiem ci co innego, dystyngowany boże w nienagannie ułożonej chlamidzie. Wśród żyjących pod słońcem, krąży stara pieśń – legenda o woli, która zwycięża śmierć. Nieszczęśliwi próbują niekiedy realizować tę pieśń…

Hermes

To jest piękne, i owszem.

Orfeusz

Patrzysz na mnie osobliwie.

Hermes

Nadchodzi chwila, gdy dusze pokrzepiają się u wodopoju. Widzisz posuwający się kocioł płomieni. Posłuchaj pieśni ołówkiem .

Chór dusz

O ogniu bardzo wielki, tyś duszne pocieszenie, grzeszników ucieszenie, od piekła zachowanie, Dla brzydkiej chutliwości robak rozryje kości krew kurzy z sprośnej gęby, mdleją struchlałe zęby. Niechaj się pada ciało, że grzechu pożądało. O wyborne płomienie, nasza radość to ninie. Alleluja grzesznicy zawołajmy dziś wszyscy. Amen po trzykroć amen. Święć się czyśćcowy płomień.

Orfeusz

A tamci na boku? Idą zamyśleni. Nie dolega im żadna tortura.

Hermes

Ci są najbardziej godni współczucia. Posłuchaj co mówią:

Chór dusz

Dwie są prawdy, a nie ma trzeciej. Jedna głosi, że człowiek ma wartość jedynie jako pożywka dla hodowli bakterii zła i dobra, jako mysz doświadczalna, której szczepią chorobę moralności. Druga prawda głosi, że ludzkie grzechy i cnoty są błahe i nieważne, jak bakterie w próbówce, co milionami rodzą się i giną. To są dwie prawdy, a nie ma trzeciej.

Hermes

Przechodzą. Za nimi nadejdą nowi. Tam… czy poznajesz?

Orfeusz

Eurydyka.

Hermes

Słodka, senna Eurydyka. Jakże umiłowana, jak bardzo umarła. Ale w jej czułym ciele zaczynają się budzić pierwsze drgnienia życia. To rozkaz pani piekieł zwraca ją żywym. Za chwilę przybliży się. Ujrzysz, że już lekko biją błękitne żyłki na przegubie jej rąk.

Orfeusz

Eurydyko!

Hermes

Cicho. Jest jak jutrzenka, gdy wschodzi.

HADES Eurydyka prowadzona przez Hermesa.Orfeusz) Orfeusz

Eurydyko

(Eurydyka odwraca się) Orfeusz

Czy mnie poznajesz?

Eurydyka

Nie

Orfeusz

Boisz się mnie?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Orfeusz Czy zechcesz [?] mi paluszki?

Eurydyka

Nie.

Orfeusz

Odpowiada jak ptaszek, co umie śpiewać tylko jedną piosenkę. Czy ona zawsze jest taka senna? Jakże się odmieniła. Oczy ma nieopisane, ruchy podobne do łez płynących.

Hermes (Merkury) mit.

Mów do niej cicho, bo się spłoszy.(odchodzi)

Orfeusz

Eurydyko, czy wiesz, kto jestem?

Eurydyka

Czemu mnie budzisz? Ty nie jesteś Hermes. Hermes poszedł.

Orfeusz

On jest dobry dla ciebie?

Eurydyka

Nie wiem. Jest jak powietrze. Jest ciemny.

Orfeusz

Smutno w ciemności. Wyprowadzę cię na światło dnia. Pani piekieł wróciła ci ziemskie życie. Jesteś znowu moja.

Eurydyka

Myślisz, że jestem twoja...

Orfeusz

Lica masz nieuchwytne jak westchnienie. W ustach twych nie [/53] słowa lecz echa słów. Ogarnia mnie strach przed dotknięciem twych paluszków Eurydyko. Eurydyko.

Eurydyka

Czemu tak głośno wołasz?

Orfeusz

Imię jest bardziej rzeczywiste niż spojrzenie, którym mnie dotykasz. Dźwięk posiada magiczną moc. Chcę cię otoczyć siecią dźwięków jak dzikie zwierzątko, co się niedość oswoiło.

Eurydyka

(z radością)O, mnie nie można oswoić.(uśmiecha się)Lubię robić na złość.

Orfeusz

(ucieszony jej ożywieniem)

(słychać łoskot i zgrzyt otwieranej bramy) Eurydyka

Co to?

Orfeusz

Przypomnij sobie ten głos. Już raz go słyszałaś. To zgrzyt olbrzymich zawiasów bramy piekieł, której szczęki rozwierają się zawsze by chwycić, a nigdy by oddać. Dziś stanie się rzecz niezwykła. Czy słyszysz? Zastygły w biegu rzeki Hadesu, czyli Styks, Kokytos, Acheront, Pyriflegeton i Lete, (zamarło szczekanie potępieńców) zagasł szelest szat cieni poruszających się na łąkach asfodelu. Bo oto przejdzie bramą istota, która była umarła. Eurydyka żona Orfeusza. Czy się nie cieszysz?

Eurydyka

Powinnam się cieszyć?

Orfeusz

Patrzy na mnie jak przez szybę. Nie pojmuje nic. Eurydyko.

Eurydyka

Jestem senna.

[/54] Orfeusz

Ja cię obudzę. (Poskromiłem Charona i Cerbera i tysiące diabłów. Przybyłem rzeki piekielne z ognia, lamentu i roztopionego żelaza, aby popatrzeć jakim ruchem opuszczasz głowę na ramię i jak delikatnie migocą w przymkniętych rzęsach białka twych oczu, gdy się uśmiechasz) Ręczne wykreślenie, prawdopodobnie reżysera Posłuchaj. Wrócimy tam, gdzie świeci słońce. Pamiętasz słońce?

Eurydyka

Jest żółte jak pieniądz i gorące jak jajko w żarze. Nie można na nie spojrzeć bo się ślepnie.

Orfeusz

Niedokładnie pamiętasz. Jest wspaniałe i łagodne. Rodzi życie.

Eurydyka

Co to jest życie? Używasz niejasnych wyrazów. Nie wiem.

Orfeusz

To wszystko jest dla ciebie za trudne, mała słodkla żono Ręczne wykreślenie, prawdopodobnie reżysera . Posłuchaj, powiem ci bajkę. ... Pamiętasz morze strumień , dom nad morzem strumieniem Zmiana – prawdopodobnie pomyłka reżysera: wykreślił morze i zamienił na strumień, ponieważ na podstawie wcześniejszej wypowiedzi jednej z postaci wysnuł wniosek, że dom Orfeusza i Eurydyki stał nad strumieniem. W pozostałych wersjach dom jest nad morzem , gdzieśmy się poznali...Nocami woda szumiała.

Eurydyka

Pamiętam.

Orfeusz

W sąsiedztwie nikt nie mieszkał, tylko ten stary diabeł z kolczyskiem w uchu i z miedzianą patelnią, na której gotował i smażył

Eurydyka

(z ożywieniem)> Aha. Ryba z jednej strony była zawsze przypalona, a z drugiej surowa. A kłócił się ze mną...

Orfeusz

No, ty też byłaś ananas.

Eurydyka

A jak mnie pierwszy raz zobaczył to się pytał, czy to baba [/55] czy chłopak. Zmiana – w 3 wariancie brak

(oboje zagłębiają się przeszłości ożywieni, prawie szczęśliwi) Orfeusz

Bo byłaś Zmiana – w 3 wariancie „A wyglądałaś” zupełnie jak chłopak, z krótką czuprynką, opalona i taka zuchwała. Pływaliśmy razem jak wariaty, daleko na morze . Zmiana – w 3 wariancie fragment wypowiada Eurydyka

Eurydyka

Woda była zielona i ciepła. Zmiana – w 3 wariancie Eurydyka mówi „Woda była zielona”, Orfeusz dopowiada „I ciepła”

Orfeusz

A wieczorem robiłaś się poważna i cichutka jak mały kamyk. Leży, leży i myśli. I nagle – masz! Wymyśliła i mówi z powagą: Wiesz, chciałabym być syreną i uwodzić mężczyzn. To można było pęknąć Zmiana – w wariancie 3 „Leży, leży i nagle mówi; wiesz, chciałabym być syreną i uwodzić mężczyzn. To było kapitalne.” (śmieją się)

Zmiana – w wariancie 3 brak Eurydyka

Aha. Tak mówiłam. A ty zawsze się śmiałeś. Patrzcie jaki wamp. Szczeniak Zmiana – w wariancie 3 „smarkacz” jesteś nie wamp.

Orfeusz

I okrywałem cię kocem tak,że było widać tylko nosek Zmiana – w wariancie 3 brak . I zasypiałaś na moim ramieniu.

Eurydyka

(zastanawia się potem mówi jakby robiła wielkie odkrycie) Tak, bo ty byłeś mój mąż i ja ciebie kochałam.

Orfeusz

(uradowany) Eurydyko. Poznałaś mnie. Wróciłaś do mnie. Ile szczęścia Zmiana – w wariancie 3 „Co za szczęście!”; wykreślenie ręczne, reżysera . Podaj mi rękę. Jest jak gwiazda o pięciu promykach. wykreślenie ręczne, reżysera

Orfeusz

(bierze ją za rękę i mówi przestraszony)Jaka lekka. Czemu jest taka lekka.?

Eurydyka

Nie patrz na mnie tak mocno. W twoich oczach jest trwoga i męczy mnie.

Orfeusz

(z rozpaczą) Nie rozłączymy się nigdy. Ja jestem twym [/56] mężem, a ty jesteś moją żoną. Pojedziemy nad morze.

Eurydyka

(znów senna i obca) To było dawno.

Orfeusz

Gdy zechcesz, będzie i teraz. Zmiana – w wariancie 3 „Będzie znowu gdy zechcesz” Dom stoi jeszcze i woda taka sama zielona. Będziesz się znowu śmiała.

Eurydyka

Zapomniałam się śmiać. On nie śmieje się nigdy.

Orfeusz

Kto?

Eurydyka

Hermes.

Orfeusz

Musisz go słuchać?

Eurydyka

On jest jak powietrze. Chcę żeby zawsze był dokoła mnie. Żeby był zamiast powietrza.

Orfeusz

Eurydyko!

Eurydyka

Jest cały ciemny i wargi ma ciemne i twarde jak złoto. Czasami błyszczą w mroku.

Orfeusz

Eurydyko. Boję się twoich oczu. Dawniej patrzałaś jak mała dziewczynka, co lubi łakocie, a zasypia prędko i bez marzeń. skreślenie ręczne, reżysera (?)

Eurydyka

(nie słucha)On mnie nauczył być umarłą. To bardzo trudno. Trzeba się było obywać bez cienia koło nóg, bez cnót i grzechów, bez śmierci. Chodziliśmy po skałach. W przepaści huczały błyszczące [/57] rzeki wieczności, czarniawe i śniade jak ołów. skreślenie ręczne, reżysera Mówił mi, że śmierć jest lekkością, że śmierć jest zadziwieniem. I raz uczułam, że wargi jego dotknęły moich. Wtedy odeszło ode mnie wszystko – niebo i piekło. Objął mnie łagodny, błękitny płomień. Zaczęłam palić się cicho jak stos jasnych pereł. I potem nie czułam już dawnego ciała, tylko różaną pienistość, lekkie migotanie, ciepło, które było zarazem melodią. ... I zadziwiłam się głęboko, zapadłam w nieskończoność zadziwienia. Wtedy dopiero naprawdę umarłam.

Orfeusz

Mówisz rzeczy okropne. Sama nie rozumiesz, co mówisz. Niepodobna, abyś rozumiała.Pierwszy promień słońca zmyje z ciebie tę straszliwą wiedzę. Zapomnisz. Podaj mi rękę. Odźwierny niecierpliwi się pewnie przy bramie.

Eurydyka

Dokąd mnie prowadzisz?

Orfeusz)

Ależ na ziemię Eurydyko. Na światło. Czemu się cofasz?

Eurydyka

Nie chcę światła. Chcę żeby było ciemno, bardzo ciemno.

Orfeusz

Tam będziesz ze mną. Będziesz szczęśliwa.

Eurydyka

Kiedy ja tutaj jestem szczęśliwa.

Orfeusz

Czemuś wyrzekła te słowa , Eurydyko. To jest wyrok.

(z dala widać idące dusze) Eurydyka

Dusze idą do wodopoju. I ja pójdę.Chcę pić.

Orfeusz)

Eurydyko...

Eurydyka

Chcę pić – letejską wodę. (odchodzi) [/58]

Orfeusz

Poszła.

Hermes

(wchodzi, dotyka jego ramienia)I tobie czas. Odźwierny niecierpliwi się przy bramie. Musisz iść, Orfeuszu.

Orfeusz

Sam... (wychodzi, po chwili słychać łoskot bramy piekieł)

scena I (skreślić-?) (Łąka podgórska. Zagroda pastusza. Słoneczny dzień. Starzec krząta się przy chacie i śpiewa) Starzec

Chwalcie boga o świcie i o rannej zorzy że ziemię i że niebo i że słońce stworzył. Wielbi go każda trawka, każdy ptak i zwierzę. on nas kocha i żywi i od złego strzeże. Chwalcie boga o świcie i o rannej zorzy, że dobre są i piękne dzieła, które stworzył. Nieśmy modły Zewsowi, bo od wieków wieka chroni świat jego łaska i jego opieka.

Orfeusz

Jak tu cicho. Słońce, trawa, dopisane ołówkiem (wchodzi) Witaj mi, uroku ziemi. Nie tracisz swej słodyczy nawet oglądany przez oczy, które widziały piekło. (Jaka słoneczna dolina. Kwiaty pachną.) skreślone ołówkiem – może ta nadpisana linijka wyżej miała oznaczać modyfikację tego zdania? A ten człowiek – V ołówkiem – znak redaktorski? znałem go kiedyś (do starego) He, pastuchu[erzu], czy można tu dostać wody

Starzec

Jest woda, a jakże. Zaraz przyniosę, zdaleka pewnie przychodzicie.

Orfeusz

Z bardzo daleka.

Starzec

I pójdziecie znowu,

Orfeusz

Dlaczego tak myślisz.

Starzec

Po twarzy wam widać, panie, żeście z takich, co przychodzą z daleka i odchodzą daleko.

[/60] Orfeusz

(pije wodę) Woda. Dziwny smak.

Starzec

Jak to woda

Orfeusz

Dawno nie piłem wody.

Starzec

A cóżeście pijali, panie? Nie wyglądacie na takiego, co po gospodach przez całe życie wisi przy dzbanie piwa.

Orfeusz

Czy mnie nie poznajecie?

Starzec

Słabe moje mam oczy, a słońce dziś oślepia.

Orfeusz

Pamiętacie Orfeusza?

Starzec

Do imion ostatnio mam kiepską pamięć. Imię, panie, nieważne. Powiedz mi lepiej co robisz na tym bożym świecie? Czyś szewc czy pasterz czy garncarz, abym cię uczcił według twojej pożyteczności.

Orfeusz

Prawdę mówiąc nie łatwo na to odpowiedzieć. Różnie bywało. Zajmowałem się w życiu nauczaniem młodzieży.

Starzec

Toś bakałarz.

Orfeusz

A także leczeniem. Cuda robiłem.

Starzec

Toście znachor.

Orfeusz

Pieśni również składałem.

[61] Starzec

No, wiele mieliście, panie, umiejętności. Nie widzą mi się tacy ludzie. Bywają powierzchowni i pyszni.

Orfeusz

Masz rację. I ja też byłem pyszny. Powiedźcie mi, człowieku, macie przecież mieliście synów?

Starzec

Miałem dwóch. Umarli.

Orfeusz

A żona?

Starzec

Też umarła.

Orfeusz

Niedobra taka starość.

Starzec

Każdy Liść kiedyś opada. Spadli jak liść. I ja niedługo spadnę. Śmierć – zwykła rzecz. A co jest zwykłe, jest dobre. Czy chcecie jeszcze wody?

Orfeusz

Bóg zapłać, jużem się napił. (starzec odchodzi w głąb) Kto wie Czy jednak nie byłem niesprawiedliwy względem bogów? Dali ludziom wielką łaskę – zapomnienie. Ten starzec stał się jest jak wygasły wulkan. Wyschła w nim pamięć i jest stał się szczęśliwy. Niewolnik, co z wdzięcznością głaszcze rękę, która go chłoszcze, nędzarz tak wielki, że nie zdaje sobie sprawy z własnej nędzy - - czy to nie szczyt upodlenia? Upodlenie graniczące z czymś wzniosłym. W tym starcu jest wielki spokój. Ma on powagę i niespieszne ruchy człowieka, który jest w pobliżu prawdy.. On się nie boi. Nie ma ciosu, który by go mógł zaskoczyć. Orfeuszu, czy słyszysz? Przypatrz się. Czyżby tak wyglądało ucieleśnienie twego ideału? Czyżby do tego mego też celu wiodły dwie drogi, a ten starzec ubiegł mnie wcześniej, znalazłszy drogę krótszą [/62] i bardziej prostą?

Starzec

(zbliża się) O czym myślisz, cudzoziemcze?

Orfeusz

Zgadłeś, jestem cudzoziemcem. A myślę o tym, że jak wiele właściwie jest prawd. Prawda ludzi żywych i ludzi umarłych. Prawda buntowników i pokornych.

Starzec

Bogów też jest wielu, a przecież (właściwie) jeden rządzi,-

Orfeusz

Widzę, że jesteś świadomy boskich rzeczy.

Starzec

Za młodu jeździłem po morzach i trapiły mnie wielkie troski. Ale odkąd siedzę tutaj zdala od ludzi, inne myśli do mnie przychodzą- nie wiem skąd, jak cudza owca, co się czasem przybłąka i przystanie do stada.

Orfeusz

Bywa tak?

Starzec

Gdzie tam, panie. Prędzej co zginie, jak menady porwą albo wilk.

Orfeusz

Menady tu zachodzą? zm. (przychodzą)

Starzec

Góry blisko, to zaglądają. Pastuchy je nazywają kosmate baby, że to skórami zakrywają swoją grzeszną nagość. Miesiąc, dwa cicho. Nagle nocą śpiew. (Jakby kto pacierz mruczał). Oho, już wiem, co się święci. Zamykam się w chacie. I owce zaraz poczują. Beczą. I pies. Każde stworzenie boi się takich.

Orfeusz

Był tu podobno jeden, co chciał je wyleczyć, oswoić, rozumiecie, żeby wróciły do domów, każda do rodziny.

[/63] Starzec

Coś przypominam sobie. Tyle, że mnie to nigdy nie ciekawiło.

Orfeusz

Nawet mówili o tym dużo- był sławny.

Starzec

Ale im już nic nie pomoże. Bogowie urządzili, że jedni są dobrzy, drudzy źli, jedni płaczą, drudzy się śmieją. A ten człowiek to musiał być farmazon. Tacy, mijają szybko. Przechodzą drogami z wielkim szumem koło dębów, za chwilę już ich nie ma, a dąb zostaje. No, ja już muszę iść do pracy. Owca mi się wczoraj okociła.

Orfeusz

(odchodzi) Kosmate kobiety. Wyrocznia delficka powiedziała… Na mnie już czas. Żegnajcie, dobry, mądry człowieku

Starzec

Panie, hej, panie.

Orfeusz

Co tam?

Starzec

Nie idźcie w tę stronę.

Orfeusz

W tę stronę płynie strumień.

Starzec

Więc co?

Orfeusz

Widzicie, dobry człowieku, od pewnego czasu mam dziwną chorobę. Jak zobaczę że woda płynie, ciągnie mnie coś, żeby iść za nią. Wiele świata już zwędrowałem…

Starzec

Nie idźcie tamtędy. Ta Droga prowadzi przez góry. W górach różne rzeczy mogą się wydarzyć. One tam odprawiają swoje nabożeństwa- a wiecie, ze gdy im wtedy kto się nawinie…

[/64] Orfeusz

Dzięki wam, dobry człowieku. Bóg wam zapłać za przestrogę

(Góry. Noc Orfeusz sam) Orfeusz

To wzgórze ma coś szczególnego. Czy nie jest to miejsce, którego szukam, miejsce gorejące i płoche, jak gorejące i płoche było życie Orfeusza i będzie śmierć. Tak, to powietrze śmierci. Ma dziwny czar. Jego milczenie podnieca jak zbyt długa pauza między dwoma słowami. Cudzoziemcze- powiedział ten stary, - Tak, tak… Nie składa się bezkarnie wizyt w piekle. Ludzie opowiadają o mnie przerażające historie. Matki pokazują mnie dzieciom: patrz, on widział Persefonę. I boją się. A menady – śledzą zdala każdy mój krok i czekają chwili,… I oto nadeszła. Dziś święto wielkich Dionizji, święto szalonych uciech i wesela. Już raz szedłem na taką uroczystość. Ale wtedy - zawróciłem. To było dawno. Pierwszy raz od tego czasu czuję spokój. Chcę umrzeć lekko i pogodnie. Czyż nie byłem człowiekiem, który umiał się śmiać jak nikt w Grecji? Śmierć ogromnie upraszcza zawikłania życia. Umarli mają tak mało obowiązków. Nie tęsknią, nie buntują się. Więc w oczekiwaniu na swój kubek letejskiej wody…

Oberżysta

(wchodzi) Tam do diabła, wesoła droga, nie ma co. Z narażeniem życia tu człowiek chodzi, z narażeniem życia… Hola, poczciwcze, coś za jeden, bo nie widzę.

Orfeusz

Cudzoziemiec.

Oberżysta

Cudzoziemiec. Szkoda. Nie będziesz mi mógł udzielić informacji czy tędy nie szedł pewien mężczyzna w sile wieku? Dokładnie nie wiem jak teraz jest ubrany, bo już dosyć dawno nie widzieliśmy się. Nazywa się Orfeusz.

Orfeusz

Nie słyszałem.

Oberżysta

Toś prostak, bracie. Orfeusz- sławna osoba na całą Grecję. Mój przyjaciel. Ludzie go tu widują w okolicy, tylko do miasta nie zachodzi. Odkąd wrócił z tamtego świata mówię, że pomieszało mu się w głowie. Zdziwaczał. Ale dzisiaj jego zwolennicy urządzają w Delfach uroczystość, bo to rocznica. Przygotowane już okolicznościowe mowy, chór kapłanów, a na zakończenie dla prostaczków nawet popisy linoskoków. Cóż - trzeba w czymś ustąpić na rzecz gustów gminu, jeśli się chce zdobyć popularność. Więc żona uparła się, że to będzie efektownie, jak sprowadzimy Orfeusza. Rozesłałem ludzi na wszystkie strony, kosztowało mnie to grubo. Ale tego jej jeszcze mało. Koniecznie żebym ja sam. Oma mówi, że jest kobietą z inicjatywą. Ja lubię kobiety z inicjatywą – owszem – tylko nie w charakterze żony. – he, he…

Orfeusz

A co to dziś za rocznica?

Oberżysta

Śmierci Eurydyki. Ach, ile to lat minęło. Pamiętam jak dzisiaj. Był w kawiarni, śmiał się jak nigdy, śpiewał pieść o centaurach a w parę godzin potym…

Orfeusz

Pieśń o centaurach. Idąc do Grecji słyszałem w oberży taką pieśń. Mówili że to podobno jakiegoś cudotwórcy.

Oberżysta

To napewno ta. Zaśpiewaj ją, mój człowieku, wśród nas nikt jej nie pamięta.

Orfeusz

(deklamacja) Gdzieś wyborniejsza kompania w taką wiosenną noc, jak centaury dzikich gór, bóstwa wesołe i sprośne. Jedyni to przyjaciele opilca oraz kpiarza i filozofa, co bywa jak oni barbarzyński. Więc lekkomyślną tą odą pochwalmy pijane uroki centaurów i swawolnych kochanek ich i tej nocy wiosennej.

Oberżysta

Brawo, brawo. Ażem się popłakał. Mój człowieku, chociaż wydajesz mi się pochodzić z dosyć lichej familii, z dołów, jak to mówią, społeczeństwa, jednak gotów jestem zaprosić cię na dzisiejszą uroczystość, abyś- naturalnie za przyzwoitym wynagrodzeniem- odśpiewał…

Orfeusz

Za wynagrodzeniem- ha, ha. Bardzo mi żal, ze muszę odtrącić tak ponętną propozycję. Jestem cudzoziemiec, człek wędrowny, i cza mi już iść.

Oberżysta

Śmiejesz się jednak w sposób prawie grecki. Powiedziałbym nawet że śmiejesz się jak Orfeusz, mój przyjaciel. Ach, co to była za przyjaźń. Jaki związek dusz. Wiele pomysłów mu podsunąłem. Tę pieśń właściwie układaliśmy wspólnie. Piszę pamiętniki o tych czasach. Wydawcy błagają mnie, abym jak najszybciej wykończył…

Orfeusz Orfeusz

Jeśli chcesz w istocie tego dokonać, radzę ci, znakomity panie, oddal się jaknajprędzej z tego miejsca.

Oberżysta

Dlaczego?

Orfeusz

Bo tu niebardzo bezpiecznie. Nie jest wykluczone, że gdzieś blisko menady zbierają się na swoje obrzędy. A pan wie, one są bardzo nieuprzejme dla tych, których posądzają o zbytnią ciekawość.

Oberżysta

Menady. Jestem w niebezpieczeństwie życia. Ach, na co mnie ta kobieta naraża. ! (wybiega)

Orfeusz

Poczciwiec nie wie nawet jaką mi oddał przysługę. Potrzebne mi było takie spotkanie. Człowiek potrzebuje czasami obecności drugiego człowieka- nic więcej, tylko obecności. Ktoś śpiewa- nie, to złudzenie. To jeszcze nie one. Nim nadejdą jest nieco czasu. Właściwie trzebaby zrobić rachunek sumienia, a może coś w rodzaju testamentu. O czym to się mówi w obliczu śmierci, kiedy dusza więziona w ciele – jak powiada Plato – wraca do swojej niebieskiej ojczyzny, do świata idei. A ciało pozostaje. Żałosna okoliczność. Przyzwoitość nakazywałaby je pożegnać. Powłoka cielesna… Muszę wam wyznać wstydliwą tajemnicę. Diablom się przywiązał do tego, że ją posiadam. Łączy nas sentyment, mnie i moje ciało. Zapewno śmieszna rzecz a jednak można usprawiedliwić podobną słabostkę. Noga, brzuch, język- chwyta mnie rozrzewienie. Czymże byłbym bez tego bogactwa. ? Nie lubimy myśleć o tym. Czujemy się wtedy trochę niepewnie. Człowiek czasami staje się zuchwały i mówi: to moje. Albo zgoła nieostrożnie: To ja, Niebezpieczne słowa, najmilsi. Bo wreszcie nadchodzi chwila, gdy rozstaniemy się z tym wszystkim. Czeka mnie wielka podróż, a jestem z rodu koczujących, których synowie którzy zatracili cnotę ojców cnotę tęsknoty i lękam się wielkiej podróży.

Aglae

(wchodzi) Lękasz się? To ciekawe.

Orfeusz

Mes saluts, mademoiselle. Kto jesteś?

Aglae

Zwierzę.

Orfeusz

Jakie?

Aglae

Święte, święte zwierzę. Dzika maciora.

Orfeusz

Zwierzątko. Czy można je obłaskawić?

Aglae

To twój zawód.

Orfeusz

Rozkoszna mała. Tylko ślepia ma paskudne.

Aglae

Darujcie, panie. Oprawca mi je wyłupił, a oprawcy pachołki - figlarny człeczyna - znów je wstawił przez swawolę, ale źrenicami do środka.

Orfeusz

Jesteś ślepa.

Aglae

To nieważne. Samicom oczy nie potrzebne do patrzenia.

Orfeusz

A do czego?

Aglae

Żeby wabić, panie.

Orfeusz

Osobliwa kokieteria, ale nie podchodź za blisko. Mogę zobaczyć, że drżysz.

Aglae

Ja zawsze drżę.

Orfeusz

Ty jesteś menada?

Aglae

Znasz mnie, panie.

Orfeusz

Zapomniałem imienia.

Aglae

Aglae dzieciobójczyni.

Orfeusz

Aglae, najmłodsza ze stada. Pamiętam ten miękki głos młodego zwierzęcia.

Aglae

Czemu się śmiejesz?

Orfeusz

Ty mnie najbardziej nienawidzisz najdziksza z dzikich. Ty pierwsza mnie znalazłaś. Inne pewnie krążą, tropią…

Aglae

(z pogardą) Jak suki bez węchu.

Orfeusz

Ach, widzę w twych oczach coś zachwycającego. Rodzi się coś zachwycającego na odległości między piersią Orfeusza i ramieniem dzikiej niewiasty, cuchnącej kozim tłuszczem i ludzką krwią.

Aglae

Co?

Orfeusz

Ależ śmierć, moja śmierć.

Aglae

Czemuś tu przyszedł Orfeuszu? Dziś dzień wielkich Dionizji. A tu jest święte miejsce, gdzie nikt z ludzi nie odważa się przyzachodzić. dzi nie odważa się zachodzić.

Orfeusz

Być może sam nie wiem czemu. Może instynkt ciemny mnie tu zagnał, instynkt, który kieruje krokami zwierząt. Może przyszedłem do was po dar, a może sam dar przynoszę, łup dzikim łowczyniom. Podobno was barbarzyński bóg nauczył osobliwych obrzędów. Nauczył jak się rozszarpuje lwy, by zdobyć ich moc. może przyprowadziła mnie tu wyrocznia, a może przychodzę jako winowajca.

Aglae

Jako winowajca?

Orfeusz

Pamiętasz gdy tu szedłem – wtedy to ty zawołałaś w krzakach: Orfeuszu, Eurydyka jest śmiertelna. Wtedy niosłem wam moc i ocalenie. Byłem bogacz, ale wystarczyły cztery słowa… Bo miłosierdzie moje nie było doskonałe. Był skarb, który jak skąpiec zachowałem dla siebie.

Aglae

Kto cię nauczył kochać menady?

Orfeusz

Chciałbym pogładzić twą głowę nieszczęsną i odrażającą. Kudły na niej dawno nieczesane wiją się jak osobliwa roślinność. I ten ruch głowy spłoszonego ptaka, jaki miała Eurydyka

Aglae

Kto cię nauczył kochać menady? Trudno je pokochać.

Orfeusz

Trudniej poskromić.

Aglae

Czyż nie wiesz, cudotwórco, że do tego wystarczy czasem jeden gest, jedno słowo… W taką noc jak ta po raz pierwszy objęły mnie ramiona mężczyzny. Nie widziałam jego twarzy, gdy śmiejąc się porzucił mnie przed świtem skuloną jak pies z przetrąconym grzbietem. Potem byli inni, ale nikt nie pogładził mych włosów.

Orfeusz

(słychać dalekie okrzyki) Czy słyszysz? Te menady. Krążą tu, nie mogę znaleźć. Krzyknij, niech przyjdą. Niebo zacznie niedługo płowieć na wschodzie. Ananke – mówią ludzie – stworzyła was po to, żebyście zabijały.

Aglae

Co to jest Ananke?

Orfeusz

Nie śpi nigdy.

Aglae

Więc podobna jest do nas.

Orfeusz

Świat cały wierzy w nią, ale ona nie może dotąd uwierzyć w siebie. To ją chroni. Myślę, że nie ma wyobraźni, dlatego zdoła władać światem.

Aglae

Czy ona jest potworem?

Orfeusz

Możliwe, że ma tylko gardło i ogromny żołądek, który może pochłonąć wszystko: zwierzęta, ludzi i konstelacje gwiazd.

Aglae

A jeśli ma wyobraźnię?

Orfeusz

Pobożni nie powinni o tym myśleć.

Aglae

Bardzo długo byłam pobożna. Wypełniałam to, do czego mnie przeznaczyła Ananke. A teraz nie chcę.

Orfeusz

Aglae.

Aglae

Nie chcę zabijać. Popatrz, na ziemi i na niebie świecą drogie kamienie. Strumienie gaworzą jak senne dzieci w kolebkach. To noc pokoju. Coś osobliwie łagodnego zniża się od gwiazd. Niby ogień przeźroczysty, będący zarazem śmiechem, żywioł czuły i cenny jak serce w piersiach, radość nieśmiertelna.

Orfeusz

Co robisz?

Aglae

Oto flet, którym zwołują się menady. Oddaję ci ten flet. Wyprowadzę cię tajnymi ścieżkami. Jesteś wolny.

Orfeusz

Łudzisz się, menado.

Aglae

Uśmierzyłeś menadę. Patrz, zrzucam z ramion skórę, z głowy wieniec. Uciekniemy ku dolinom, do ludzi. Będę żyła jak zwykła kobieta, będę uśmiechać się i prząść. Zasnę – pierwszy raz od tylu lat. zasnę

Orfeusz

Popatrz na swe palce. Szkli się na nich krew. To nie są palce prząśniczki. Mają osobliwy kształt.

Aglae

Te palce oddały flet. Pójdź, o panie. Będę twą sługą, będę cię wielbić. Moja słodycz przyniesie ci pociechę, moja wdzięczność – zapomnienie. Spokojne, ciche życie…

Orfeusz

Ciche życie…

Aglae

Pójdź, Orfeuszu, uciekniemy stąd, póki czas. Co to?

Orfeusz

To ich muzyka.

Aglae

Straszna.

Orfeusz

Nie słuchaj.

Aglae

Nie będę słuchać. Nie wiem jak mogłam to znieść. Jak mogłam tańczyć przy wtórze. Ale teraz.

Orfeusz

Teraz nie jesteś już menadą.

Aglae

Nie jestem. Jaka ulga.

Orfeusz

Będziesz żyła wśród ludzi. w jasnym domu pełnym kwiatów. Będziesz miała dom i dziecko

Aglae

Tak. Będę nosić delikatne sukienki. Stanę się płochliwa i pokorna.

Orfeusz

Na progu chaty będziesz nucić dziecku kołysanki i trefić włosy przed zwierciadłem, by uczynić się piękną oczom małżonka.

Aglae

A zimą – gdy wiatr od gór przyleci, będziemy razem z nim układać modlitwy, które niosą ludziom ukojenie i gotować zioła, które leczą choroby. A kiedy dziecko w kołysce zapłacze – zaśpiewam mu kołysankę. Przypomnę sobie kołysanką, jaką już kiedyś nuciłam memu małemu syneczkowi. Temu, którego zabiłam.

Orfeusz

Nie myśl o tym.

Aglae

Ale wiesz – nigdy nie będę nachylać się nad kołysanką. dziecko mogłoby się przestraszyć moich oczu, mogłoby zapłakać. Przecież babka powiedziała do mnie, gdy miałam 15 lat: Aglae- ty masz oczy zbrodniarki. Orfeusz Nie myśl o tym.

Orfeusz

Odejdźmy stąd.

Aglae

Odejdźmy. Jak ja nienawidzę tej muzyki. Wsącza się w krew i nienawidzę mojej krwi.

Orfeusz

Nie słuchaj.

Aglae

Ach, panie, proszę was, jeśli mam się wyleczyć, bądźcie pobłażliwi. Nie żądajcie odrazu zbyt wiele. Zacznijmy wprzód od rzeczy najprostszych. Najpierw trzeba mi będzie wyłupić oczy – z głowy – oczy zbrodniarki.

Orfeusz

Co ty mówisz?

Aglae

A potem, panie – wytoczymy krew z moich żył. Tak, trzeba to zrobić ale dokładnie, co do kropelki. Bo jak zostanie choć kropla, to może się zdarzyć, że zacznie się burzyć w żyłach, gdy zadudnią nasze bębny frygijskie, gdy daleko zaskowyczą flety.

Orfeusz

Zamilcz.

Aglae

A potem, panie, trzeba mi będzie połamać nogi obie, żeby nie porwały się już nigdy do tańca, żeby nie poniosły mnie nocą w góry, na polanę. Jeśli to wszystko uczynimy, dalej pójdzie już łatwo.

Orfeusz

Posłuchaj, Aglae. Twoje życie się odmieni. Zapomnij Trzeba zapomnieć o przyszłości. Jesteś teraz nowym człowiekiem. Będziesz żyła jak wszystkie kobiety. Nie będziesz więcej rozpaczać.

Aglae

Tak. Nie zaznam rozkoszy, jaką daje rozpacz.

Orfeusz

Coś wyrzekła. Opamiętaj się. Nocami będziesz spała. Napełni cię spokój i czystość. Nie będziesz grzeszyć ni mordować.

Aglae

Nie zaznam rozkoszy, jaką daje grzech i mord, jaką daje zbrukanie i poniżenie.

Orfeusz

Zapadasz w otchłań i mówisz nową otchłań. To ta piekielna muzyka. Jakiś czar okuwa twe członki. Oczy masz ślepe.

Aglae

Samicy oczy nie są potrzebne do patrzenia.

Orfeusz

Obudź się.

Aglae

(nieprzytomnie, z gniewem) Kto jesteś, co mieszasz się do rzeczy świętych?

Orfeusz

(patrzy na nią, podaje flet) Twój flet- będzie ci potrzebny.

Aglae

(chwilę patrzy nieruchomo, potem gwałtownie chwyta flet i gra.) Siostry moje, menady. Siostry moje, menady. Siostry moje, menady. Wy, które nie zasypiacie nigdy, wy, które nie śmiejecie się nigdy, wy, które nie litujecie się nigdy- przybądźcie. (wchodzą menady)

Orfeusz

Witajcie nadobne. Oto ten, którego szukacie. Ujarzmił centaury, oczarował ocean, zwiedzał piekło, flirtował z Persefoną- bardzo pracowicie sobie żył. Ale wszystko na świecie na koniec.

Menady

Pokłon tobie święty mężu.

Orfeusz

Ile oczu! Oczy chmurne, zniecierpliwione, złośliwe, okrutne, oczy bezwstydne- bogowie! Ani jednej pary oczu łagodnych.

Menady

Pokłon tobie, święty mężu.

Orfeusz

Z nieba na ziemię spływa szaleństwo Dionizosa. Powietrze płonie od jego zapachu. Jak tkliwie płonie, jak sennie. Ono sprawia, że za chwilę święte się staną palce wasze rozszarpujące i ciało moje rozszarpane, i cierpienie wasze, którego nie ukoi śmierć Orfeusza, które będzie zawsze.

Menady

Pokłon tobie, święty mężu.

Orfeusz

Kto wy?

Menady

Najpokorniejsze. Najpobożniejsze. My pożeramy świętych, by świętość zdobyć.

KONIEC