Zaloguj się
Cytuj

"Orfeusz"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: Orfeusz, Anna Świrszczyńska
Data aktualizacji: 10 styczeń, 2023
Menady

W potokach jest lęk, a my wypijamy potoki.
W powietrzu jest lęk, a my wypijamy powietrze.
W płomieniach jest lęk, a my wypijamy płomienie.

Orfeusz

Wołają mnie. To ostatnie, najwyższe zadanie życia! Uspokoić te nieuspokojone. To więcej niż lwy, niż ocean. Dzisiaj się wszystko rozstrzygnie. Pójdę tam, na święte Dionizje. Albo mnie rozszarpią, albo będą uleczone. Och, uśpić tę mękę. Oddałbym za to wszystko. Wszystko na świecie prócz… Eurydyki. Do was mówię, urodzonych pod słońcem

które przemija
ja, który przemijam jak wy –
do was chcę mówić, o ujarzmianiu
wielkiego przemijania świata.
Do was mówię, urodzonych pod słońcem które się trwoży.
Ja, który się trwożę jak wy –
do was chcę mówić o ujarzmianiu
wielkiej trwogi świata.
Idę do was na święte Dionizje!
/odchodzi/
[/10]
/muzyka – motyw Hermesa, łagodny i liryczny/
Hermes

Jest sama. Ona. Kobieta. Samica człowieka. Ma skórę zachwycającą i delikatną. Dwoje jej ramion jest jak dwoje zwierzątek, co się przytuliły do siebie. Jak nieświadomie i lekko nosi szatę życia. Jak nieświadomie i lekko odgarnia ją precz, zstępując w wodę wieczności, z oczami dziecka, które nie znają zdumienia i lęku. Eurydyko.

Eurydyka

Ktoś dotknął mego serca i zdmuchnął je leciutko jak świecę. Już nie bije.

Hermes

Eurydyko.

Eurydyka

Kto mnie woła?

Hermes

Ten, co przychodzi w mroku.

Eurydyka

Czy to ty sprawiłeś, że serce moje nie bije?

Hermes

Ja.

Eurydyka

Ty nie jesteś człowiek.

Hermes

Nie jestem człowiek.

Eurydyka

Ciało moje wie, kto jesteś i drży.

Hermes

Ciało twoje wiedziało, że przyjdę. Czy będziesz płakać?

Eurydyka

Nie. Krew się we mnie rozwidnia, powieki spływają na oczy. Jaki chłód. Czemu nic nie mówisz?

Hermes

To zbyteczne. I tak wiesz –

Eurydyka

Wiem, że mam iść za tobą.

/muzyka – motyw Hermesa, ten sam co poprzednio/
Menada I

Patrz, ona śpi.

Menada II

A mu nie zasypiamy nigdy.

Menada III

Żywi boją się nas, a ona się nie boi.

Menada IV

Żywi zadają nam cierpienie.

Menada V

Żywych zabijamy.

Wszystkie

Amen, amen.

Menada I

Ale ona umarła.

Menada II

Ona była czysta.

Menada III

Ona nas nie odpędzi, choć jesteśmy okryte trądem.

Menada

Choć jesteśmy plugawe.

Menada

Cicho, cicho siostrzyczki, nie budźmy umarłej.

Wszystkie

Amen, amen.

Menada I

Ona jest szczęśliwa. Nie drży z zimna i głodu.

Menada II

Nie gryzie palców.

Menada III

Nie kala się w objęciach mężczyzny.

Menada Ib

Nie morduje.

Menada V

Ona śpi. My nie zasypiamy nigdy.

Wszystkie

Nie budzimy szczęśliwej, która śpi.

Aglae

A jego nie ma. Poszedł w góry. Może szuka monad.

Wszystkie

I nie wie –

Aglae

Będzie wiedział, siostrzyczki, będzie wiedział.

Menady

Amen, amen.

/muzyka/
Orfeusz

Otom przygnieciony przez największy ciężar świata, ja, wczoraj gorejący i lekki jak tancerz. Chwilami wydaje mi się, że dzięki pomyłce bogów jestem Atlasem, co dźwiga sklepienie niebios. A to tylko ta rzecz lekka niewymownie: Cień rzęsy na jedwabnym policzku Eurydyki, gdy oddalała się od życia łatwo jak dźwięk oddala się od fletu. Oto wiosenna noc, noc nadmiaru i pełni. W taką noc najpotężniej krzyczy w człowieku szczęście, w taką noc najwspanialej rozkwita cierpienie. Eurydyko. Zamiast dziecka urodziła się z naszej miłości tęsknota i oto jest we mnie dzień i noc jak lampa bezsenna.

Aglae

Orfeuszu…

Orfeusz

Kto mówi?

Aglae

Zbłąkana.

Orfeusz

Czego chcesz ode mnie?

Aglae

Ach, łaskawy panie, miałam dziecię, dzieciątko. Wilk je porwał.

Orfeusz

Wilk?

Aglae

Miałam dziecię, dzieciątko. Rzuciłam je w przepaść.

Orfeusz

Kto jesteś?

Aglae

Aglae dziecobiójczyni.

Orfeusz

Menada?

Aglae

Menada, panie.

Orfeusz

A one… te, co wysuwają się zza skały cicho jak stado dzikich kóz?

Aglae

One… nie śpią nigdy.

Orfeusz

Menady. Więc to tak spotykamy się pierwszy raz. Oddawna się do was wybierałem, od wielu lat.

Aglae

A my czekałyśmy. Nocami podchodziłyśmy pod dom, gdy spałeś.

Orfeusz

Nie spałem.

Aglae

Jak biły nasze serca na deszczu, w ciemności, kiedy każde stworzenie ma schron, każdy ptak gniazdo, tylko złodzieje i menady przemykają po drogach i czają się za węgłami wśród pustkowi. Przykładałam głowę do ściany. O siostry, jaka ulga. Jaka pomoc. Tam za ścianą jest także bezdomny. Wiatr, co szarpie naszymi włosami i jego przenika zimnem. Czy słyszycie jak szepce: Gdybym mógł je uleczyć, oddałbym za to wszystko. Wszystko prócz…

Orfeusz

Zamilcz. To było dawno, w czas wielkich Dionizji. Wybrałem się do was, ale zawróciłem z drogi.

Aglae

Ktoś zawołał w krzakach: Orfeuszu, Eurydyka jest śmiertelna.

Orfeusz

Zawróciłem, lecz było już za późno.

Aglae

Dzisiaj i ty błądzisz po górach. Dziś w twojej krwi ten sam niepokój co w naszej, ten sam mrok. I ty nie zasypiasz i nigdy już nie będziesz spał.

Orfeusz

Odkąd to trudnicie się wróżbami rywalizując z wyrocznią delficką?

Aglae

Sępy wietrzą ścierwo, my wietrzymy cierpienie. To nas przez chwilę nasyca.

Orfeusz

Czego chcecie?

Aglae

Chodź z nami. Dla ciebie już tylko jedna droga. Zostaniesz szaleńcem jak my. Utracisz cnoty i winy. Będziesz grzeszyć, by potem rozpaczać w ekstazie dionizyjskiego płaczu. Będziesz rozpaczać, by potem grzeszyć w ekstazie dionizyjskiej radości. Chodź z nami.

Orfeusz

I cóż mi dacie?

Aglae

Oszołomienie. Potrójne oszołomienie. Tańca, wina i rozkoszy. Pod wodospadem zimnym jak lód o świcie menada ugryzie cię w usta i za włosy pociągnie do jaskini. Oszalejesz, a wtedy zapomnisz. Będziesz zwierzę jak my. Jesteś w naszej mocy.

Orfeusz

Otoczyły mnie kołem. Przybliżają się. Wieńce na głowach nigdy nie czesanych, skóra na barkach i te oczy… Kosmate kobiety, czy chcecie mnie rozszarpać? Milczą. Czuć śmierć w powietrzu. Ha, ha! Sytuacja, można powiedzieć nastrojowa, ale ja diablo lubię psuć nastroje. Mam wrodzoną lekkomyślność i humor, ślicznotki, dużo humoru.

Aglae

Ty się śmiejesz.

Orfeusz

Pasjami lubię się śmiać, a szczególnie przepadam za śmiechem niestosowanym jak w tej chwili. Czemu się cofacie?

Menady

/chórem/
Daruj nam, panie. Tyś wielki.

Orfeusz

Padacie na kolana? Jak one drżą, drżą bez ustanku.

Menady

/chórem/
Daruj nam, panie.

Aglae

Jesteś bogacz, a my giniemy z głodu i pragnienia.

Menada I

Czy można karać tego, kto grzeszy z głodu i pragnienia?

Orfeusz

Ludzie karzą takiego. I bogowie.

Aglae

Więc ty jeden miej litość. Czy wiesz, jak po nocy ekstazy i mordu dzień zastaje nas w barłogach z liści i cuchnących skór z twarzą szarą, z okiem tępym niby oko trupa. Wzdrygamy się patrząc wzajem na swe ciała zeszpecone krwią i brudem i zwijamy się w kłębek jak zwierzęta, by nie widzieć. Niektóre tylko, gnane rozdzierającą żądzą oczyszczenie czołgają się do potoku, ale w pół drogi sił im nie staje i przylegają na ziemi bez ruchu, nieuleczalnie bezsenne.

Orfeusz

Tak, ja jeden mam litość, ale to mało. Ananke płonie na niebie, Ananke, wielka ogrodniczka, zasiewająca los w sercach śmiertelnych. Litość, widzicie, to luksus szczęśliwych. Co więcej – litość to nietakt wobec bogów, [/17] a olimpijczycy potrafią dotkliwie karać takie nietakty. Widzicie, jak mnie ukarali. Teraz Zeus uśmiecha się na swym tronie czekając pokajania się buntownika. Lecz nie doczeka się. Żegnajcie, miłe panie. Był czas, gdy szedłem do was ze skarbami świata, ale teraz ręce moje są puste. Jestem skąpy jak nędzarz.

Aglae

Dokąd idziesz?

Orfeusz

Może do Delf, gdzie w kawiarni czekają na mnie uczniowie, a może trochę dalej. Na tamten świat. W odwiedziny do Persefony, pani śmierci. Mówią, że ma troje oczu z żelaza.

/muzyka, motyw śmierci/
Orfeusz

Oto czuję już jak rodzi się we mnie ciemny, pochyły niepokój, ciemne pochyłe wzruszenie. I wiem, że ciało moje, ciało człowieka, zacznie drżeć i zjeży się jak pies, gdy będę zstępował ku twym bramom, kraino umarłych. Gdy będę wzywał władczynię piekieł potrójnym zaklęciem.
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych drzwi.
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych świec.
Persefono, królowo za siedmiorgiem zielonych pieczęci. [/18]
Pani o trzech oczach z żelaza,
pani o trzech piersiach z żelaza,
pani o dziewięciu żywotach z żelaza – usłysz mnie.
Niechaj brama piekieł po raz pierwszy otworzy się przed istotą żywą!

/grzmot otwieranej bramy/
/muzyka, motyw śmierci/
Eurydyka

Hop, hop! Jak tu pusto. Ani nieba ni ziemi. Obrzydliwe miejsce. O, jakaś brama. Czy nikt się nie zjawi? Chce mi się płakać! Hop, hop!

Cerber

/gderliwie/
Kto się ośmiela naruszać spokój…

Eurydyka

Znalazł się nareszcie. Jaki grubasek.

Cerber

Tylko bez poufałości. Jestem pies, mam trzy głowy. Jestem Cerber.

Eurydyka

Słyszałam o takim. Ale ty nie masz wcale trzech głów… Nie jesteś pies.

Cerber

Milcz, bezbożna. Coś za jedna?

Eurydyka

Nazywam się Eurydyka. A ty wyglądasz jak pękata skarbonka. Jaki on poczciwy.

Cerber

Nie jestem poczciwy, jestem okropny pies o trzech [/19] głowach, stróż krainy umarłych. W ogóle – osoba urzędowa.

Eurydyka

Niech i tak będzie. Wszystko dokoła jest bardzo dziwne. Pusto. Zaczynam rozumieć, że znajduję się na tamtym świecie. Co powinnam zrobić?

Cerber

Powinnaś podejść i uderzyć raz w blachę przy bramie.

Eurydyka

Uderzyć. Trochę się jednak boję. I co się mówi?

Cerber

/uroczyście/
Blacho, zawieszona między dwoma światami, blacho cicha jak błyskawica, porusz się i niechaj brama piekieł otworzy się przede mną.
/gong/

Eurydyka

Już uderzyłam. I co teraz?

Cerber

Trzeba czekać. Zaraz rozpocznie się uroczystość. Przybędzie dostojny bóg Hermes z orszakiem.

Eurydyka

Tak długo szłam. Jestem bardzo zmęczona. Usiądę.

Cerber

/oburzony/
Ona siada przed bramą piekieł. Bezbożnica!

Eurydyka

Nie krzycz, miły potworku

/sennie/
Ta blacha ma łagodny blask, jak oczy kochanka. Jak oczy kochanka…

Cerber

Zasnęła. Będzie skandal. To nie zgadza się z ceremoniałem. Nadchodzi Hermes.

/muzyka – motyw Hermesa/
[/20]
Hermes

/uroczyście/
Kto narusza spokój w krainie umarłych? Czego żądasz, duszo człowiecza?

Cerbe [sic]

/chrząka zakłopotany/ Hermesie, to nie moja wina. Ona… zasnęła.

Hermes

Kto?

Cerber

No ta, co tu przyszła.

Hermes

To Eurydyka. Śpi jak dziecko.

/łagodnie/
Obudź się, Eurydyko.

Eurydyka

Jaki blask. Świecisz jak lampa. Kto jesteś?

Hermes

Jestem bóg. Już raz mnie widziałaś.

Eurydyka

To ty prowadziłeś mnie tak długo?

Hermes

Ja.

Eurydyka

A to jest tamten świat?

Hermes

To jest tamten świat. Włada tu Pluto i Persefona.

Eurydyka

Jakiś ty smutny. Czy jesteś świętym piekieł?

Hermes

Jestem piekielnym wilkiem. Wyjmuję serca umarłym.

Eurydyka

To ich boli? Masz taki nieśmiały uśmiech.

Hermes

To bardzo boli.

Eurydyka

Więc dlaczego to robisz? Czy jesteś zły?

Hermes

Nie jestem zły. Nie tylko źle robią złe rzeczy.

[/21]
/słychać pianie koguta/
Eurydyka

Co to za głos?

Hermes

Pieje kogut Persefony. Musimy już iść. Widzisz, chwila jest osobliwa. Raz tylko staje człowiek przed wrotami śmierci. Możesz popatrzeć jeszcze na swe życie.

Eurydyka

Czemu mnie straszysz?

Hermes

Nie prześlesz komu słowa pożegnania? Orfeusz tak cię kochał.

Eurydyka

Orfeusz to był mój mąż. Ale ty też będziesz dobry dla mnie.

Hermes

/uroczyście/
Otwórz się, bramo piekielna.
/muzyka-motyw bramy piekielnej ostry, dysonansowy/
Oto jest brama, na której napisano: porzućcie nadzieję. Brama, która otwiera się tylko w jedną stronę, która nie wypuszcza ludzi ni bogów. To może lepiej, że nie rozumiesz.

Eurydyka

/sennie/
Będziesz dobry, ja wiem.

Hermes

Zasnęła. Cerberze!

Cerber

/burkliwie/
Co tam znów po nocy?

Hermes

Nie gderaj, weź ją na ramiona. Zasnęła.

Cerber

Jeszcze czego. Odkąd to śmiertelników wnosi się do Hadesu. Bezbożna.

[/22]
Hermes

Cicho, staruszku. To istota miła bogom. Jest niby źrenica, w której odbija się boskie i diabelskie, a ona pozostaje nieskończenie czysta i odrębna, chociaż nie wie nic o swojej odrębności.

Cerber

Osobliwość jakaś?

Hermes

Nie. Mulier.

Cerber

Jak?

Hermes

Miulier – mówię. Znaczy kobieta po łacinie.

Cerber

Także. Po co gadasz po łacinie?

Hermes

To język sakralny. Widzisz, nam bogom potrzeba czasem czegoś takiego. Słowo, którego profan nie rozumie, gest jasny tylko dla wtajemniczonych, którzy ukończyli fakultet teologiczny. O liturgio, napoju niepewnych…

Cerber

Zakochał się. Czysty wariat.

/muzyka/
Persefona

Czasami myślę, jaki jest smak płomienia, w którym męczą się grzesznicy. Płomienia, który oczyszcza. Bogowie nie mogą doznać łaski oczyszczenia. Są bezgrzeszni jak zwierzęta.

Orfeusz

Zabawne. Pani piekieł Persefona, znudziła się słodką ambrozją.

[/23]
Persefona

Nuda w piekle – czy może być coś bardziej smutnego? Tutaj mamy ograniczony repertuar wrażeń. Brak religii, śmierci, nadziei, a jeśli być szczęśliwym znaczy nie pragnąć zmiany – właściwie wszyscy są szczęśliwi. Nie darmo woda letejska jest tu codziennym napojem.

Orfeusz

Przychodzę z daleka. Z ziemi. I ty na niej niegdyś żyłaś wśród słońca i kwiatów, zanim porwał cię Pluto do krainy umarłych.

Persefona

Pamiętam dobrze tę chwilę, te rozhukane, czarne konie i kłęby diabelskiej siarki. Płakałam ze strachu, a on zaśmiał się i mruknął: przywykniesz, dziecino.

Orfeusz

I przywykłaś.

Persefona

Z początku litowałam się nad każdą duszą. Jakże przerażały mnie plugawe grzechy i jeszcze bardziej plugawe kary, które trzeba było wymierzać. Ale to minęło i stała się rzecz przerażająca: przyzwyczaiłam się do piekła. Ciało moje świeci jak czarna emalia. Jestem piękna. Piekielnicy wodzą za mną oczami.

Orfeusz

Jesteś piękna.

[/24]
Persefona

Nauczyłam się najbardziej posępnej rozkoszy – rozkoszy okrucieństwa. Dusze drżą przede mną. I ty pewnie słyszałeś o gniewie Persefony. O gniewie, który powstaje sam z siebie jak powstają słońce i przelatuje hucząc pod nieskończonymi sklepieniami pieczar Tantaru . Nie ma przed nim ucieczki.

Orfeusz

Chcesz mnie przerazić?

Persefona

Być może pragnę cię przerazić. Być może pragnę, abyś się nie dał przerazić. Jestem podstępna i musisz się strzec.

Orfeusz

Jesteś podstępna, ale ja nie będę się strzegł. Czy nie widzisz, żem szalony? Upiłem się nieszczęściem i to teraz jedyna moja potęga.

Persefona

Ujarzmiłeś ocean, a teraz próbujesz ujarzmić Persefonę?

Orfeusz

Tak.

Persefona

Dotąd nikt z żywych nie widział bogini Persefony, nikt nie oglądał tych ścian, gdzie w ciemnościach syczą olbrzymie jaszczury, gdzie blade żółwie promieniują jak piekielne klejnoty. Pocoś tu przyszedł, śmiertelniku?

Orfeusz

Oddaj mi żonę moją Eurydykę.

Persefona

Zbyt wiele jak na rzeczywistość, a zbyt mało jak na hasło.

[/25]
Orfeusz

Nie rozumiem.

Persefona

Czy wiesz, gdzie jesteś? Tu jest ostateczne dno, korzeń świata. Stad wyrasta drzewo trzech potęg: piekielnej, ziemskiej i niebieskiej. Tu postawili mnie, bym strzegła ich praw wpierw uczyniwszy głuchą, ślepą i pełną wściekłości jak psa, co pilnuje skarbu pana. Czy widzisz tę czarną skałę? To jest księga w kamieniu. Na niej potężni wypisali wyrok.

Posłuchaj:
Jak cień sprawia, że światło błyszczy,
tak śmierć sprawia, że istnieje życie.
Jak cień sprawia, że światło błyszczy,
tak trwoga sprawia, że istnieje śmiech,
I póki będzie życie, będzie lęk.
I póki będzie życie, będzie męka.
/po chwili/ I cóż – nie mówisz nic, Orfeuszu?

Orfeusz

Czemuś mi to pokazała? Walczyłem całe życie, by wymazać te słowa ze słów świata. Walczyłem, a teraz stoję tutaj bezsilny i zawstydzony. Bo nie dlatego wdarłem się przez bramę piekieł, aby rozsadzić tę skałę. Bo przyszedłem tu nie po zbawienie wszystkich, ale po jedną kobietę, po jedną [/26] duszę, po jeden cień…

Persefona

Buntowniku, słyszałam twój śmiech przed bramą. Śmiech, który sprawił, że po raz pierwszy brama ta otwarła się przed istotą żywą. I powiedziałam do siebie: oto idzie człowiek zuchwały. Oto idzie bluźnierca.

Orfeusz

Cóż ci do śmiechu człowieka. Cóż ci do mego buntu, Ty jesteś z rodu bogów.

Persefona

Potępiona wśród bogów, jak ludzie są potępieni wśród stworzeń. Kto wie, może nieraz siedząc na tym tronie, czując na piersiach ciężar tego sklepienia, na którym spoczywa ziemia i Olimp, marzyłam o chwili, kiedy usłyszę taki śmiech, jak wygnaniec marzy na obczyźnie o spotkaniu drugiego wygnańca.

Orfeusz

Osobliwe to słowa, ale ja muszę pamiętać, że jesteś podstępna.

Persefona

Nieprędko zdarzy się chwila, gdy będę tak szczera jak teraz. Posłuchaj. Wyznania królowej piekieł mogą być ciekawe. Zabawna rzecz, jak roztargnieni są bogowie. Kiedy po raz pierwszy sprowadzono mnie tutaj, do tej czarnej sali, na ten tron, zapomniano podać mi w kubku [/27] wody letejskiej. I nikt nie wie, że ja wszystko pamiętam. Każdą zbrodnię, którą Ananke kazała ludziom spełnić. Każdą karę, którą kazała zesłać. Kiedy u brzegu wody zapomnienia dusze zrzucają brzemiona win i cierpień, ja podejmuję je i chowam jak skąpiec chowa skarby w skrzyni. I czekam.

Orfeusz

Czekasz?

Persefona

To największa tajemnica piekła. Raz Zeusowi przyśniło się coś złego. Nocą opuścił swój błyszczący pałac i zstąpił do moich bram. Nachylony nad ciemnością słuchał jak oddycha piekło. Ale nie usłyszał nic. Nie usłyszał mojego czekania.

Orfeusz

Na co czekasz?

Persefona

Jeśli jest pod gwiazdami istota, która się tego domyśla, tą istotą jest bluźnierca Orfeusz.

Orfeusz

Zamilcz, Persefono. To było dawno.

Persefona

A teraz?

Orfeusz

Teraz niewiele jest słów, które potrafię wymówić. Oddaj mi żonę moją Erudykę.

[/28]
Persefona

Biada mnie i tobie.

/muzyka/
Woda letejska

/śpiewa/

Napij się wody mojej O urodzony pod słońcem Napij się wody mojej Co każdą mękę koi Zapomnieć! Zapomnieć Zapomnieć…

Orfeusz

Co tam szumi w tej przepaści, Hermesie?

Hermes

Trzy rzeki podziemne. Gniewu, płomienia i płaczu.

Orfeusz

A ta, co śpiewa u naszych stóp?

Hermes

To jest Lete, rzeka niepamięci.

Orfeusz

Ociężała jest. Czy ona śpi?

Hermes

Ociężała jest nie z nadmiaru snu ani z nadmiaru znużenia, ale jak każda rzecz duża, jak duże zwierzę.

Orfeusz

Gwałtowna jest.

Hermes

Jedynie jej ociężałość może ujarzmić jej gwałtowność. To jest rzeka chora śmiertelnie.

[/29]
Orfeusz

Rzeki chorują jak ludzie. Własną gwałtowność ujarzmić – to się nazywa dwojako. Potęga lub cierpienie.

Hermes

Cóż wiesz o tym, śmiertelniku?

Orfeusz

Zapomniałem się pochwalić, że poskromiłem czterdzieści lwów, a także ocean.

Hermes

I przyszedłeś tu, by poskromić piekło.

Orfeusz

Tak.

Hermes

By poskromić zmienność świata.

Orfeusz

Tak.

Hermes

By poskromić czas…

Orfeusz

Słowa w twych ustach olbrzymieją i odbijają się podstępnym echem od skał. Odpowiadam „tak” i brzmi to w ustach człowieka zuchwale i nikle. Ale powiem ci co innego, dystyngowany boże w nienagannie ułożonej chlamidzie. Wśród żyjących pod słońcem krąży stara pieśń o miłości, która zwycięża śmierć. Bardzo nieszczęśliwi próbują niekiedy realizować pieśni.

Hermes

To jest piękne, i owszem.

Orfeusz

Patrzysz na mnie osobliwie…

Hermes

Nadchodzi chwila, gdy dusze pokrzepiają się u wodopoju… [/30] Widzisz posuwający się kocioł płomieni? Posłuchaj pieśni.

/Pieśń grzeszników. Solo, średniowieczna pieśń pogrzebowa/

O ogniu bardzo wielki
tyś duszne pocieszenie,
grzeszników ucieszenie,
od piekła zachowanie.
Dla brzydkiej chutliwości
robak rozryje kości.
Krew kurzy z sprośnej gęby,
mdleją spruchniałe zęby.
Niechaj się pada ciało,
że grzechu pożądało.
O wyborne płomienie,
nasza radość to ninie.
Alleluja grzesznicy
zawołajmy dziś wszytcy.
Amen, po trzykroć amen,
święć się czyśćcowy płomień.
[/31]
Orfeusz

A tamci z boku? Idą zamyśleni, nie dolega im żadna tortura.

Hermes

Ci są najbardziej godni współczucia. Posłuchaj, co mówią.

Chór dusz

Jedna prawda głosi, że człowiek ma wartość jedynie jako pożywka dla hodowli bakterii zła i dobra, jako mysz doświadczalna, której szczepią chorobę moralności.

II gł. męski

Druga prawda głosi, że ludzkie grzechy i cnoty są błahe i nieważne, jak bakterie w probówce, co milionami rodzą się i giną.

Chór dusz

Te są dwie prawdy, a nie ma trzeciej.

Hermes

Przechodzą. Za nimi nadejdą inni. Tam… czy poznajesz?

Orfeusz

Eurydyka!

Hermes

Słodka, senna Eurydyka. Jakże umiłowana, jak bardzo umarła. Ale w jej czułym ciele zaczynają się budzić pierwsze drgnienia życia. To rozkaz pani piekieł wraca ją żywym. Za chwilę przybliży się. Ujrzysz, że już lekko biją błękitne żyłki na przegubie jej rąk.